Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

2 dni temu szłam spokojnie do parku ..
[COLOR=#000000][FONT=Verdana]zaatakowały nas 4 psy , wszystkie 30-40kg chyba cieczka , rzuciły się na mojego psa (dlatego uważam że cieczka) , nie miałam przy sobie gazu i ledwo się uratowaliśmy (ja kopałam , moje psy próbowały sie bronić), było bardzo blisko pogryzienia . [/FONT][/COLOR]
[COLOR=#000000][FONT=Verdana]mój mały którego atakowały był bardzo dzielny i po raz pierwszy na poważnie się bronił , atakował (10 miesięczny psiak) , jego relacjach z psami do tej pory były bardzo dobre.[/FONT][/COLOR]
[COLOR=#000000][FONT=Verdana]na szczęście miał tylko oślinioną głowe i małą ranke za uchem ale stres wielki i dla mnie i dla moich psów , tamte odpuściły po paru minutach .[/FONT][/COLOR]
[COLOR=#000000][FONT=Verdana]młody całą droge potem jeżył się i nie wiedział jak mijać z psami , mimo że zawsze mijał spokojnie.
dziś nie cieszy się już do każdego psa i niestety zaczął witać się sztywny i gotowy do ataku [/FONT][/COLOR]:roll:
cała sytuacje obserwowały 3 dorosłe osoby żadna z nich mi nie pomogła , któryś z moich psów mógł nawet zostać zagryziony .
wróciłam do domu i wybuchłam , płakałam bardzo długo , emocje były tak wielkie , nigdy wczesniej tak się nie bałam.

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted (edited)

przepraszam ja jeszcze chciałam nawiązać do rzucania rowerem etc. jeździłam z dużym psem i z małym i o ile z małym nie mam takiego problemu to z dużym psem zsiadałam jedynie, stawałam pewnie na ziemi a rower trzymałam między nogami bo podczas schodzenia z roweru trzymając pas o znacznej sile traciłam równowagę jak on akurat szarpnął i rower na mnie ja w smyczy albo lecę na psa a co w takim zamieszaniu robi podbiegacz najczęściej? atakuje a ja i pies nieprzygotowani. Ja wiem że może to głupio brzmi ale naprawdę łatwo wtedy stracić równowagę, a wystarczy w sumie delikatne zaplatanie zachaczenie o coś. Co nie zmienia faktu że na pewno bym zareagowała jakby już do bitki doszło ale w tym przypadku nie doszło (chyba ze nie doczytałam) a psy jedynie się przygotowywały.

[B]Gops[/B] znam ten ból ja miałąm kiedyś pinczerka i przyatakował nas rotek wziełam knypa na ręce i zasłaniałam pies na szczescie tylko na mnie skakał ale mną nie był zainteresowany jako celem w tym czasie przejechało kilka samochodów i przeszło ze dwóch mężczyzn a ja miałam wtedy z 16 lat....to był jakiś koszmar na szczęście uciekłam na podwórko znajomego który mieszkał niedaleko

PS: też mam rezerwat ptaków i uważam za skrają głu...tę spuszczanie tam psa to jest rezerwat i jest tam pełno ptaków ma piesek za czym pogonić...(tak ogólnie mówię)

Edited by PaulinaBemol
Posted

Ja dzisiaj byłam z psami na spacerze, chodzimy do lasku i biegają luzem, zwierzyna przychodzi zimą, bo latem i jesienią jest dużo ludzi.
Staramy się chodzić jeśli w dużym lesie po skraju lasu przy polach jest taka droga.
Co prawda 2 pekińczyki sarny nie pogryzą, ale jakoś nie lubię się obawiać czy mi ktoś psa nie zastrzeli.
Najgorzej jak są polowania, to chodzimy na pola w przeciwną stronę.
Zauważam coraz więcej osób spaceruje z psami, ale tylko wiejskie burki oszczekują nas i atakują rowerzystów, inni pozamykali psy.
Na szczęście mamy luz na spacerach, dzisiaj szła tylko dwójka ludzi z psem ale kilkaset metrów przed nami i psy się nawet nie widziały.
Mamy szczęście chodzić po wsi :) cisza i spokój tylko aut dość sporo zanim do lasku dojdziemy,

Posted

[quote name='PaulinaBemol']PS: też mam rezerwat ptaków i uważam za skrają głu...tę spuszczanie tam psa to jest rezerwat i jest tam pełno ptaków ma piesek za czym pogonić...(tak ogólnie mówię)[/QUOTE]
Znaczy ten rezerwat to nie tylko z ptakami, ale tak ogólnie, z tym, że nic tam się nie spotyka prócz wcześniej wspomnianych dziobatych. I przyznam ci racje, że to głupota. Młody jak miał 3 miesiące to łaził luzem i nie w głowie mu było gonienie ptaszków. Teraz by je pogonił (właściwie raz wskoczył w krzaki i od tamtego momentu jest na lince), dlatego jest pod kontrolą. Staram się unikać gonienia zdziczałych kotów i ptaków, bo ani to dobre dla nich, ani dla mojego psa.

gops, współczuję... Nic sensownego nie napiszę, bo mogę sobie tylko wyobrażać Twoją sytuację :/. Już wspominałam, że u nas jak są podbiegacze to są przyjazne (nie licząc jamników sąsiadki). Raz flat do nas podbiegł i było wszystko kolorowo póki nie zachciało mu się pokazać swojej dominacji poprzez kopulację z młodym. I to chyba była jedyna taka nie za fajna sytuacja, bo pies okazał się chamem.

Posted

gops - współczuję, ja po ostatnim ataku asta na mojego psa mam lekką schizę, zaczęłam się bać tym bardziej, że wrócił z działy mój "ulubiony" rotek, który pogryzł mi kiedyś collie, suka znowu luzem, znowu bez kontroli, kagańca...no i jeden z dorastających astów się zbiesił, dotąd atakował tylko samce teraz zaczął się sadzić i na suki - właściciel nad nim nie panuje i żeby mieć go z "bani" puszcza go luzem a teraz ciemno i ciężko wypatrzeć dziada.
Zauważyłam zmianę w zachowaniu szetlanda po ataku - zaczęła warczeć na wszystkie podchodzące suki, wcześniej nigdy nie słyszałam aby warczała. Po ostatnich dwóch dniach spędzonych w parku i kontaktach z normalnymi psami trochę wyluzowała

Posted

[quote name='Mariusz1']@[URL="http://www.dogomania.pl/forum/members/64713-Beatrx"]Beatrx[/URL][B] zacznij [/B][COLOR=#4444ff]czytać[/COLOR][B] ze zrozumieniem [/B][COLOR=#4444ff]dziękuje[/COLOR][B].
I darujcie sobie ten hejt (Gimbusiarski) albo przeczytajcie moj 1 post w tym temacie 10000 razy wtedy cytujcie i komentujcie. bo jak na razie to jedna osoba zauważyła o co chodzi .
[/B].[/QUOTE]
a Ty zacznij żyć ze zrozumieniem, bo to akurat Ty się wykazałeś chamstwem w opisanej przez Ciebie sytuacji, czego za Chiny Ludowe pojąć nie możesz...

Posted

Mariusz1 u nas też niby nie ma w lesie zwierząt. 20 lat spacerowałam po tym lesie regularnie, aż któregoś dnia spotkałam dzika. Co byś zrobił w takiej sytuacji? Wychodzi dzik, twój pies podbiega i dzik mu rozcina brzuch? Miałbyś pretensje do leśniczego, że nie uwiązał wszystkich zwierząt bo przecież Twój piesek musi biegać? Albo jak któregoś dnia ktoś na koniu wyjedzie na ścieżkę po której idziesz twój pies podbiegnie, koń się spłoszy i kopytami uderzy w twojego psa. Będziesz miał pretensje, że przecież mógł sobie konia na plecy zarzucić bo Ty idziesz? To może ja zacznę moje puszczać luzem? Tylko się nie zdziw wtedy, jak 2 dorosłe bulteriery podlecą do Ciebie i twojego psa, bo wiesz one są miłe, bawić się chcą, co z tego, że możesz się w takiej sytuacji czuć niekomfortowo przecież one muszą sobie pobiegać, nie?

Posted

A ja dziś spotkałam cudownego TTB. Szedł na smyczce do pana doktora, biały taki morderca, powiedziałam do niego "cześć", a on się rozpromienił, w życiu nie widziałam tak sympatycznego psa :)

Posted

[quote name='rozi']A ja dziś spotkałam cudownego TTB. Szedł na smyczce do pana doktora, biały taki morderca, powiedziałam do niego "cześć", a on się rozpromienił, w życiu nie widziałam tak sympatycznego psa :)[/QUOTE]

Bo teteby to cudowne psy. Na swoje nieszczęście, często trafiają do idiotów bez mózgu.

Posted

[quote name='Ejre']Mariusz1 u nas też niby nie ma w lesie zwierząt. 20 lat spacerowałam po tym lesie regularnie, aż któregoś dnia spotkałam dzika. Co byś zrobił w takiej sytuacji? Wychodzi dzik, twój pies podbiega i dzik mu rozcina brzuch? Miałbyś pretensje do leśniczego, że nie uwiązał wszystkich zwierząt bo przecież Twój piesek musi biegać? Albo jak któregoś dnia ktoś na koniu wyjedzie na ścieżkę po której idziesz twój pies podbiegnie, koń się spłoszy i kopytami uderzy w twojego psa. Będziesz miał pretensje, że przecież mógł sobie konia na plecy zarzucić bo Ty idziesz? To może ja zacznę moje puszczać luzem? Tylko się nie zdziw wtedy, jak 2 dorosłe bulteriery podlecą do Ciebie i twojego psa, bo wiesz one są miłe, bawić się chcą, co z tego, że możesz się w takiej sytuacji czuć niekomfortowo przecież one muszą sobie pobiegać, nie?[/QUOTE]

albo jak któregoś dnia ktoś na koniu wyjedzie na ścieżkę, po której idziesz, pies podbiegnie, koń się spłoszy, stanie dęba, przewróci się na plecy i złamie kręgosłup jeźdźcowi?
albo jak któregoś dnia pies spłoszy sarnę, która zostawi swoje młode na pewną śmierć? albo w trakcie szaleńczego biegu dostanie zawału?
eee tam.
w każdym scenariuszu ktoś może ucierpieć - pies mariusza, inny pies, inne zwierzę, inny człowiek. no, tylko nie mariusz. i o to w tym wszystkim chodzi, skoro nic nie grozi właścicielowi, właściciel czuje się wszechmocny i zupełnie bezkarny.
żal czytać, ale bez sensu polemizować...

Posted

[quote name='pizzer']Ja ostatnio widziałem, jak starsza Pani z 50 m wołała aby zabrać psa bo się boi.. a piesek był zwyklym kundelkiem.[/QUOTE]

No i o czym ma to świadczyć prócz tego, że w podpisie masz reklamę i całe dwa posty?

Posted

Przykładów mogłabym mnożyć i mnożyć :) Najbardziej do szału doprowadzają mnie własciciele małych piesków :/ Nie każdy oczywiście, ale zdecydowana większość. Podbiega sobie taki piesek do mojego (teraz amstaffa, wcześniej o.n.) i skacze na niego i podgryza po łapach, a własciciel zaciesza 50 metrów dalej wołając, żebym się nie bała, bo Pimpek nic nie zrobi...! Nie przeszkadzają mi absolutnie psy bez smyczy (niezależnie od wielkości), jeżeli są usłuchane i nie biegają bez ładu, ale takich to jakoś nie spotykam na swojej drodze.
Podsumowując: wkurza mnie to, że własciciel yorka, czy innego w podobie uważa, że nie musi prowadzać psa na smyczy, że jego piesek może sobie robić co chce, bo jest malutki, a Ty włascicielu dużego masz się podporządkować.

Posted

Mnie jak większości nie przeszkadzają psy bez smyczy, ale gdy są posłuszne.. Mariusz ja rozumie że Twój potrzebuje ruchu, ale można mu go zapewnić całkiem inaczej i że to husky to nie znaczy że nie trzeba go wychować "bo to husky i on nigdy nie będzie słuchał" ;) czemu sam nie usiądziesz na rower? czemu nie przypniesz psa do linki? czemu sam z nim nie pobiegasz? Po co w ogóle Ci pies który wymaga ruchu a sam nie chcesz mu go zapewnić. Spuszczenie psa z smyczy nie jest formą wybiegania psa, to tylko leniwa forma spaceru ;) Ja na pewno bym się zdenerwowała gdyby mój pies biegł przy rowerze a jakikolwiek by do nas podbiegł .. zwyczajnie moja suka stanęłaby momentalnie i albo ja bym się wywróciła albo poddusiła swojego psa, po co komu takie problemy? Mój pies kocha aportować, robi to niemal codziennie i nie musiałabym przerywać tej zabawy gdyby nie to że niektórzy nie umieją przywołać swojego psa, bo chce się przytitać, a co mnie to obchodzi? Mój pies ma gdzieś obce psy, ma swoją piłkę która kocha i przez takie bezmyślne postępowanie mój pies może ugryźć takiego podbiegacza... więc zapinam zawsze swojego psa gdy widzę innego aby tego uniknąć, tylko mój pies pokazujący zęby jest postrzegany jako agresywny :D ale gdyby inny pies nie podbiegł, mój byłby bez smyczy to sunia w ogóle nie zainteresowałaby się tym psem ;)

Posted

Oj jak ja dobrze znam ten ból. Mój pies też w 99% (wyjątek to sznaucery) nie podbiega do innych psów, a gdy jest zabawka to świata poza nią nie widzi i tylko aportowanie mu w głowie niestety przez nieusłuchane psy nie mogę mojego spuszczać jedyna opcja to linka i mieć oczy dookoła głowy.Bo co z tego że mój nie podbiegnie jak podbiegaj inne do mojego i nawet pokazanie zębów czy odejście trochę dalej nie działa, bo psiak idzie za nami a właściciel się cieszy bo psiak się chce pobawić ale jak mówię że mój może źle zareagować to właściciel ale to dobrze jak go do ziemi przygniecie to nauczy gówniarza że nie należy wpychać nosa tam gdzie nie trzeba. Ręce opadają.Człowiek tyle się stara by jego pies potrafił zachować spokój przy innych a tu leci inny uchahany piesek i lezie mojemu pod tyłkiem przez długość parku lub obskakuje go tak że mój resztki ciepliwości traci.

Posted

[quote name='zootechniczka']Bo co z tego że mój nie podbiegnie jak podbiegaj inne do mojego i nawet pokazanie zębów czy odejście trochę dalej nie działa, bo psiak idzie za nami a właściciel się cieszy bo psiak się chce pobawić ale jak mówię że mój może źle zareagować to właściciel ale to dobrze jak go do ziemi przygniecie to nauczy gówniarza że nie należy wpychać nosa tam gdzie nie trzeba. Ręce opadają.[/QUOTE]
Znam ten ból. Zawsze odpowiadam, że jak moja skończy to pies się już niczego nie nauczy bo z psa niewiele zostanie. Jak dotąd odważna była tylko jedna pani, na szczęście pies mądrzejszy od niej bo już sam trzyma sie od mojej z daleka.

Posted

Mój psiak jako że jest mały około 12 kg, taki do kolan 42 cm w kłębie to ludzie się nie boją bo co on może jemu psu zrobić. Ostatnio kobita jak mój psiak zaczął jej gonić, bo ten nagle podbiegł od tyłu jak mój ćwiczył pozycje zostań. Mój psiak nic nie zrobił ale pogonił trochę ,to ona była w szoku a ja myślałam że pieski się pobawią a to taki niedobry pani piesek.

Posted

Ja mam 45 kg rottweilera prowadzonego na smyczy i w kagańcu (bo jak go nie ma to ludzie są zdolni iść prosto na nią i albo szturchnąć albo zdeptać) a i tak słyszę, że "jak go przywali do ziemi to sie nauczy". Ja rozumiem, że ludzie są bezmyślni ale żeby do tego stopnioa bay mieć głęboko w poważaniu zdrowie a czasem życie własnego psa?

Posted

A kaganiec to rzeczywiście pomaga (szczególnie taki metalowy), choć zakładam go tylko w komunikacji gdzie trzeba , wtedy wszyscy wkoło mówią że piesek agresywny bardzo bo ma kaganiec i nie wolno się zbliżać, szczególnie rodzice do dzieci tak gadają choć mój w życiu dzieciaka nie dziabnął. Choć zdarzają się i ci którzy każą kaganiec mi ściągnąc bo jak ja mogę takiego grzecznego, małego pieska w kagańcu trzymać.

Posted

A ja miałam ostatnio wspaniałą sytuację :)

Idę ze swoimi małymi suczkami i TZtem z jego 40kg mixem dobka Nerem. Psy na smyczy, teren zakrzaczony, za dość zatłoczonym osiedlem. Nagle wybiega nam zza rogu luzem jakieś poczwarkowate coś, dwa razy większe od Nera (nie wiem jakim cudem, z czym to skojarzone - sięgał mi do klatki piersiowej, był ogromny). Właścicielkę widzę jakieś 50 m dalej, pies podbiega, wącha Nera, mój TZ spanikowany. Mówię Chibi, że jest piesek - młoda podchodzi wącha go i każe mu się wynosić. Pies na chwilę odchodzi, wraca. Nero w końcu na niego wyskoczył, bo kundel był okropnie upierdliwy.
Zaczęłam wrzeszczeć na właścicielkę, że ma psa zabrać. Dziewczyna na oko 30letnia. Przychodzi i... Gapi się. Potem odchodzi. TZ już też wrzeszczy. Baba znowu wraca, mówi (!): "Cygan, no chodź." i odłazi. Krzyczymy, że ma zaraz telefon na policję. Wraca i próbuje złapać bydlę. Bydlę ucieka. Babka mówi, że "nic nie zrobi, bo ma 5 miesięcy". Odpowiadamy, że co z tego, ma być na smyczy, skoro nawet go złapać nie umie. Babka patrzy na nas jak na wariatów, odchodzi, a pies zatacza koło i wraca do nas.
Trwało to chyba 15 minut, zanim kobieta w końcu zapięła psa na smycz (którego ja złapałam za kolczatkę na szyi), pokazała nam ręką, że jesteśmy "świrnięci" i poczłapała. Ewidentnie była naćpana :roll: Na razie Cygan to młody pies (choć w te 5 miesięcy nie wierzę, na oko 8-9), ale jak zacznie fikać do innych psów to nie będzie wesoło. Szczególnie, jeżeli właścicielka będzie z nim wychodzić pod wpływem :shake: Byłam i tak z Nera dumna, że cielaka nie przerobił na mielonkę, tylko grzecznie się słuchał...

No i potem za pół roku zrobią na osiedlu przepisy "zakaz wychodzenia z psami na tereny zielone", "psy mogą być tylko w kagańcu i na smyczy" itd. I trudno się dziwić, bo jakby z Cyganem miała starcie np babcia z małym kundelkiem czy matka z dzieckiem i yorkiem to mogłoby się ładną traumą skończyć...

PS. Przynajmniej TZ mi uwierzył, że wychodzenie z psami to jak chodzenie na wojnę i że wcale się nie czepiam, kiedy do kogoś się rzucam o panowanie nad psem :diabloti:

Posted

[quote name='iskra_wroc']Apropo podbiegaczy do rowerów to ja mam aktualnie szyty brzuch przez właśnie takich BEZMYŚLNYCH właścicieli którzy uważają, że ich psiak może podbiec do zwierzęcia przy rowerze.
Nasze treningi to nie powolny truchcik tylko jazda na pełnych obrotach. Niestety, prędkości które na rowerze osiągam nie pozwalają na szybkie wyhamowanie, rzucenie/odłożenie roweru i walkę z szamotającymi się psami. Nie da się tego zrobić w ciągu kilku sekund.
I właśnie przez panią której piesek był nieodwoływalny i rzucił się na moją sukę która ciągnęła w tej chwili rower. Skończyło się tak że aby uniknąć rozjechania psa który podbiegł nadziałam się na metalowe pręty. Mogło być gorzej, skończyło tylko się 3 dziurami w brzuchu, szwami i szpitalem.

To już nie jest kwestia chamstwa właściciela podbiegacza, tylko to już coś więcej - kwestia bezpieczeństwa..[/QUOTE]
Na dogo (gdzieś w wątku o ubepieczeniach) jedna z forumowiczek biegła w prawie ubezpieczeniowym, opisywała sytuację, w której podbiegający bez smyczy pies doprowadził do upadku rowerzysty. Upadek skończył się bodajże złamaniem nogi, a w dalszej konsekwencji - odwołaniem kosztownego urlopu w Alpach. Wszystkie koszty związane z leczeniem, rehabilitacją a także odwołanym zagranicznym wyjazdem i zepsutym urlopem poniósł właściciel psa (a właściwie jego ubezpieczyciel, bo szczęśliwie dla siebie był ubezpieczony). Całość zadośćuczynienia - z tego co pamiętam - szła w dziesiątki tysięcy. Jeśli więc możesz ustalić właścicielkę psa, to możesz jej wytoczyć sprawę - ona spowodowała wypadek i winna jest obrażeniom, które odniosłaś.
Jestem za tym, żeby możliwie głęboko zaglądać do kieszeni takim właścicielom - bo chyba tylko to uczy ludzi odpowiedzialności.

Posted

Moje ostatnie doświadczenie, całkowicie subiektywne. Suka wredniejsza od psa: pogryzła na psiej łące psa i sukę. Moje burki (ttb i alano) chodzą w lesie bez smyczy, jeden na OE, drugi na lince. Odwołuję je jak kogoś widzę i grzecznie idą przy nodze zapatrzone w saszetkę z piłkami i przysmakami. Nie obawiam się wolno biegających kundli, obawiam się psów zasmyczowanych.

Posted

Ufff... obiecałam sobie, że nie będę się tu uwewnętrzniać, tylko czasem poczytam, żeby się przekonać, że inni wcale nie mają łatwiej i wystarczy. Ale dziś nie dam rady, muszę sobie popisać.

Sprawa chamskiego sąsiada zza rogu. Pan jeżdżący mercedesem z napisem "przyjaciel Billa W", z wąsami ala Wałęsa i wiecznie przyklejonym papierochem do ust ma w swoim domu skundlonego huskiego (bardzo skundlonego, bo maści labradora mniej więcej) z którym od małego wychodzi na spacer bez smyczy. Pies w miarę grzeczny, słucha swojego pana - jeśli ten cokolwiek zechce do niego powiedzieć, więc tym bardziej wkur... że: pierwsze trzy domy na mojej ulicy (w tym niestety mój) mają wiecznie obsr... trawniki, bo piesek nie został nauczony że swoje potrzeby można spokojnie załatwić 300 metrów dalej, gdzie zaczynają się już łąki i pola. A do tego, kiedy on załatwia się spokojnie na trawniku pod nosem moich psów... możecie sobie wyobrazić, co w takiej chwili dzieje się w umyśle terytorialnego psa. Moje dostają szału a ja razem z nimi, bo tratują moje róże żywopłotowe. Więc dziś nie wytrzymałam, wyszłam z domu (a tego się pan nie spodziewał, bo nie widział auta - w wulkanizacji stoi:eviltong:) i bez słowa otworzyłam furtkę. Facet zdrętwiał ze strachu, jego pies (100 razy mądrzejszy od niego) od razu się wycofał i usiadł za nim, a moje się uciszyły i ... stały, bo nauczyłam je, że za furtkę to się wychodzi dopiero jak ja pozwolę, więc czekały. Facet nie wiedział co robić, a ja mu jeszcze powiedziałam, jak się pan ruszy to one też:diabloti: i tak sobie postałam i popatrzyłam na niego przez moment, albo i dwa momenty a potem zamknęłam furtkę, odwołałam od niej psy i wróciłam do domu. A facet, zapewne na lekko miękkich nogach, wrócił do siebie.
Satysfakcję miałam przez jakieś 15 minut, potem dotarło do mnie, że właśnie rozpoczęłam wojnę i że, mimo wszystko on ma przewagę, bo mnie zbyt często nie ma w domu. I się teraz zastanawiam, jak ją do cholery wygrać??

Posted

[quote name='Tessi&Tola']Ufff... obiecałam sobie, że nie będę się tu uwewnętrzniać, tylko czasem poczytam, żeby się przekonać, że inni wcale nie mają łatwiej i wystarczy. Ale dziś nie dam rady, muszę sobie popisać.

Sprawa chamskiego sąsiada zza rogu. Pan jeżdżący mercedesem z napisem "przyjaciel Billa W", z wąsami ala Wałęsa i wiecznie przyklejonym papierochem do ust ma w swoim domu skundlonego huskiego (bardzo skundlonego, bo maści labradora mniej więcej) z którym od małego wychodzi na spacer bez smyczy. Pies w miarę grzeczny, słucha swojego pana - jeśli ten cokolwiek zechce do niego powiedzieć, więc tym bardziej wkur... że: pierwsze trzy domy na mojej ulicy (w tym niestety mój) mają wiecznie obsr... trawniki, bo piesek nie został nauczony że swoje potrzeby można spokojnie załatwić 300 metrów dalej, gdzie zaczynają się już łąki i pola. A do tego, kiedy on załatwia się spokojnie na trawniku pod nosem moich psów... możecie sobie wyobrazić, co w takiej chwili dzieje się w umyśle terytorialnego psa. Moje dostają szału a ja razem z nimi, bo tratują moje róże żywopłotowe. Więc dziś nie wytrzymałam, wyszłam z domu (a tego się pan nie spodziewał, bo nie widział auta - w wulkanizacji stoi:eviltong:) i bez słowa otworzyłam furtkę. Facet zdrętwiał ze strachu, jego pies (100 razy mądrzejszy od niego) od razu się wycofał i usiadł za nim, a moje się uciszyły i ... stały, bo nauczyłam je, że za furtkę to się wychodzi dopiero jak ja pozwolę, więc czekały. Facet nie wiedział co robić, a ja mu jeszcze powiedziałam, jak się pan ruszy to one też:diabloti: i tak sobie postałam i popatrzyłam na niego przez moment, albo i dwa momenty a potem zamknęłam furtkę, odwołałam od niej psy i wróciłam do domu. A facet, zapewne na lekko miękkich nogach, wrócił do siebie.
Satysfakcję miałam przez jakieś 15 minut, potem dotarło do mnie, że właśnie rozpoczęłam wojnę i że, mimo wszystko on ma przewagę, bo mnie zbyt często nie ma w domu. I się teraz zastanawiam, jak ją do cholery wygrać??[/QUOTE]
pozwól swoim psom nasrobić na jego trawnik może zrozumie.:lol:

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...