Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

[quote name='omry']A mój durny rottweiler ostatnio pozmiatał sobie ziemię pekińczykiem, który już od jakiegoś czasu do niego szurał. Akurat to nie my byliśmy z psem, tylko dziadek TŻ go sobie wziął na spacerek. Iwan przy nas sobie za dużo nie pozwala, ale dziadek to dla niego akurat żaden autorytet, więc postanowił, że pozwoli sobie na więcej :evil_lol:

Mam nadzieję, że pańcio pekińczyka chociaż jakąś korektę wprowadzi, jak następnym razem jego piesek będzie szczerzył zęby na Iwana, a nie tylko się cieszył :)

No bo to powód do radości,że ma się tak dzielnego maluszka,który nie boi się takiego mordercy:diabloti: Mój poczwar wysprzątał wejście do mieszkania Cavalierem który notorycznie na niego ujadał,warczał,startował na sztywnych łapach z ogonem na czole-oczywiście jak twierdziła właścicielka "ze strachu". Coż... od kiedy wpadł bezceremonialnie do naszego mieszkania i dostał łomot,pańcia zaczęła go wyprowadzać na smyczy...da się? No da,tylko widocznie potrzeba jakiegoś silniejszego impulsu żeby zabierać mózg ze sobą na spacery:shake:

Posted

evel napisał(a):
Jak to "wpadł do mieszkania"? :icon_roc: Obcy pies wlazł Wam do mieszkania? Ludzie to mają nas... w głowach :roll:


Wchodziła do klatki znajoma mojej mamy-Kajtuś(bo tak się zowie Cavik)wpadł do klatki razem z nią i jak tylko otworzyłam drzwi wejściowe,celem wpuszczenia jej,przeleciał między moimi nogami wprost do mieszkania:roll:

Posted

[quote name='evel']Czy ja wiem? Mój pies z reguły nie przepada za swoim gatunkiem i nie uważam, że jest durny, ma coś z głową, albo coś z nim "nieteges". Po prostu większość spotykanych przez nas psów zupełnie nie umie się zachować, nie czai CSów, sygnałów grożących ani żadnych innych. Owszem, zdarzają się psy normalne, ale to naprawdę rzadkość, czego bardzo żałuję, bo w sumie chciałabym, żeby moja suka miała więcej pozytywnych kontaktów z innymi psami.

Natomiast jeśli mój pies ma być napadany przez większe, gryziony, skubany, tratowany, obskakiwany, obśliniany i smarowany innymi wydzielinami (seksualnie sfrustrowane "maltańczyki" - bleee) to ja już chyba wolę, żeby ona się nie pchała do innych psów wcale. Więc w sumie można ją określić jako "aspołeczną", ale jakoś mi to nie przeszkadza specjalnie. Nie muszę mieć psa, który kocha cały świat, ważne, żeby się jako tako zachowywał.

(...)

Nie wiem też, jak mój pies ma być normalny, skoro jego przestrzeń osobista jest co i rusz brutalnie naruszana przez jakiegoś chamowatego psa, ku uciesze właściciela - ostatnio byłam na spacerze z koleżanką i jej szczeniakiem, nasze luzem, ale niezainteresowane niczym, bo sobie aportowały, nagle wpadła w nas suka beagle'a, przebiegła po szczeniaku, usmarowała nam jasne spodnie, obskakując nas z każdej strony, została pogoniona z warkotem przez moją sukę. Właściciel stał nieopodal z durnym uśmieszkiem. No, bawią się pieski, nie...? evel, twoja suka jest ze schroniska. Prawdopodobnie po przejściach. Wziełaś ją dorosłą. Trudno oczekiwać, żeby miała wyłącznie dobre wspomnienia i kochała każdego napotkanego psa. :roll:
Piszesz, że inne psy nie czają jej CSów. Może po prostu te jej csy są niewystarczające? Nieprzekonujące dla innego psa o silnej osobowości? I dlatego je zlewają. Wydaje mi się, że nie zrozumiałaś, o co chodzi. Mówimy o tym, że duże, aspołeczne psy nie powinny biegać luzem. Np. jeśli Ty masz "aspołeczną", agresywną sukę, to nie puszczaj jej luzem jak w okolicy są inne psy. Nie dopuść, żeby je atakowała. Twoja suka aspołeczna może sobie być do upojenia. Jej sprawa. Ale niech będzie na smyczy, w kagańcu czy pod twoją całkowitą kontrolą. Tak, żeby nie była zagrożeniem dla piesków, które nie dadzą rady się obronić.
Nosz, nie da się porównać biegającego luzem yorka atakującego ONka do odwrotnej sytuacji. York co najwyżej ONkowi przetnie skórę (o ile odważy się go złapać). ONek zagryzie Yorka jednym kłapnięciem szczęk. Naprawdę nie widzisz różnicy?
Równouprawnienie to może być wtedy, jak agresor i ofiara będą tej samej masy i wielkości.

Posted (edited)

[quote name='N&N']evel, twoja suka jest ze schroniska. Prawdopodobnie po przejściach. Wziełaś ją dorosłą. Trudno oczekiwać, żeby miała wyłącznie dobre wspomnienia i kochała każdego napotkanego psa. :roll:
Piszesz, że inne psy nie czają jej CSów. Może po prostu te jej csy są niewystarczające? Nieprzekonujące dla innego psa o silnej osobowości? I dlatego je zlewają. Wydaje mi się, że nie zrozumiałaś, o co chodzi. Mówimy o tym, że duże, aspołeczne psy nie powinny biegać luzem. Np. jeśli Ty masz "aspołeczną", agresywną sukę, to nie puszczaj jej luzem jak w okolicy są inne psy. Nie dopuść, żeby je atakowała. Twoja suka aspołeczna może sobie być do upojenia. Jej sprawa. Ale niech będzie na smyczy, w kagańcu czy pod twoją całkowitą kontrolą. Tak, żeby nie była zagrożeniem dla piesków, które nie dadzą rady się obronić.
Nosz, nie da się porównać biegającego luzem yorka atakującego ONka do odwrotnej sytuacji. York co najwyżej ONkowi przetnie skórę (o ile odważy się go złapać). ONek zagryzie Yorka jednym kłapnięciem szczęk. Naprawdę nie widzisz różnicy?
Równouprawnienie to może być wtedy, jak agresor i ofiara będą tej samej masy i wielkości.

Moja suka, odkąd jest u mnie bardzo się rozwinęła komunikacyjnie i "mówi" bardzo wyraźnie, i to nie w niej jest problem, jeśli chodzi o komunikację. I jej aspołeczność nie zwalnia mnie z obowiązku pilnowania jej, co chyba powinno obowiązywać każdego właściciela psa. Może przy innych psach chodzić luzem i do nich nie pobiegnie, jeśli mam jej coś do zaoferowania, choć bywa, że upinam ją prewencyjnie. Gdyby ważyła 20 kg więcej przy tym samym charakterze, to myślę, że byłoby podobnie - to znaczy ja nie uważam, że obowiązek panowania nad psem dotyczy tylko właścicieli dużych psów, bo dotyczy wszystkich, niezależnie od charakteru czy wielkości psa.

Możemy się zresztą kiedyś spotkać, zobaczysz jaka jest agresywna i okropna ;)

Co do równouprawnienia - jak dla mnie nie powinno w ogóle dochodzić do sytuacji, w której jeden pies napada na drugiego i naprawdę wielkość jest sprawą drugorzędną ;) A jak bywa w rzeczywistości, wiadomo.

Edited by evel
literówka
Posted

N&N napisał(a):

Nosz, nie da się porównać biegającego luzem yorka atakującego ONka do odwrotnej sytuacji. York co najwyżej ONkowi przetnie skórę (o ile odważy się go złapać). ONek zagryzie Yorka jednym kłapnięciem szczęk. Naprawdę nie widzisz różnicy?
Równouprawnienie to może być wtedy, jak agresor i ofiara będą tej samej masy i wielkości.

Z obserwacji moich psów wysnułam wniosek że one nie postrzegają wielkości swojej i swoich "przeciwników" tak jak my...JRT mojej mamy potrafił startować do kaukaza;genialnie "ustawił"sobie moją rottweilerkę,która zabiłaby go jedną łapą...Mojemu DONowi jest obojętne czy atakuje go jamnik czy dog-i tak jak ja dbam o to żeby nie startował do innych psów,nie miał możliwości podbiec do innego czworołapa,tak właściciele innych psów niech dbają o swoich podobiecznych!I mam w nosie to czy ich piesek waży 2,5 czy 50 kg! Jak podbiega z oczywistymi(negatywnymi)zamiarami niech właściciel(bo ciężko wymagać od psa)liczy się z konsekwencjami! Zawsze z daleka proszę o zabranie psa,daje czas na przechwycenie,skracam mojego-ale jeżeli zostaje narażony mój pies(chociazby o to "przeciecie" skóry),daje mu działać na własną łapę...

Posted

Nie mam problemu z małymi podbiegaczami. Biorę sunię na ręce i luzik. Gorzej jak podbiegnie 50kilowy pies. Wtedy jestem bezradna. I o to właśnie mi chodzi. :shake: Duże, agresywne i luzem.

Posted

N&N napisał(a):
Nie mam problemu z małymi podbiegaczami. Biorę sunię na ręce i luzik. Gorzej jak podbiegnie 50kilowy pies. Wtedy jestem bezradna. I o to właśnie mi chodzi. :shake: Duże, agresywne i luzem.


No właśnie - bierzesz na ręce :) Ja nie wezmę swojej, bo waży 30 kg. Musi obronić się sama - chociażby przed owym 'przecięciem skóry'.
Ostatnio kobieta, której kazałam zabrać małego podbiegacza-agresora odparła: 'widzi pani problem w tym, żeby moja ugryzła pani pieska w ogonek? przecież nic mu się nie stanie' odparłam, że nie ma problemu, niech gryzie, wtedy ja osobiście puszczę ze smyczy moją żeby oddała. Od tamtej pory zabiera psa za każdym razem jak mnie widzi. Czy to jest normalne, że z niektórymi ludźmi trzeba prowadzić takie dialogi? Ja czasami mam po dziurki w nosie tej ludzkiej bezmyślności...

Edit: Czyli każdy agresywny podbiegacz - mały czy duży, dla nas jest problemem :)

Posted

ja dzisiaj po 4tym napadnięciu jednej suczki w typie chiłki pozwoliłam mojego psu się z nią pobawić :)
chiłka agresywna ale mój nie wykazuję żadnej agresji do takich maleństw i chciał się z nią bawić , pozwoliłam .
myślę że chi od tej pory będzie zawsze łapana na nasz widok .
mój pies nic jej nie zrobił tylko wyglądało to strasznie(według przerażonej właścicielki) i mała chi ze strachu że ten potwór paca wkoło łapami piszczała .
ani razu łapa jej nie dotknęła pacał tylko wesoło w koło podskakując przy tym, dotykał głową zamkniętą zachęcając do zabawy a że chi jest jak pół głowy mojego psa to pani była przerażona.
jestem dumna z mojego psa że do głowy mu nie przyszło bronić sie przed tak małym psem , niestety wiem że większego mógłby juz złapać na serio.

Posted

Oczywiście, że mały psiak nie powinien atakować Twojego. Tylko, że masz o tyle komfortową sytuację, że zawsze możesz stanąć pomiędzy psami i odgonić dziamgacza (one są mocne tylko w szczekaniu). Tak szczerze - to jaka jest realna szansa, że maluch zabije Ci suczkę?

A jaką szansę na przeżycie ma moja 4ro kilowa suczka jak wystartuje do niej 40 kilowy wqrzony DONek? Bo ja nie widzę możliwości obrony. Właśnie taka jest różnica pomiędzy naszymi psami.

Wyobrażasz sobie, że 70 kilowy mastif chce zeżreć Ci suczkę, a właściciel idzie sobie powoli "bo on nic nie zrobi, chce się tylko pobawić". A co tam, że wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na atak. Co z tego, że twój pies nie ma szans. :-(
Chodzi o to, żeby nie dopuścić do sytuacji, kiedy na reakcję będzie za późno. :-(

Posted

N&N napisał(a):
Tylko, że masz o tyle komfortową sytuację, że zawsze możesz stanąć pomiędzy psami i odgonić dziamgacza (one są mocne tylko w szczekaniu).

a widzisz, generalnie jakieś 90% malizn które podlatuje do nas drąc ryja faktycznie zatrzyma się kawałek od nas i stamtąd mi psa oszczekuje. i takiego to i owszem, żaden problem przegonić, bo toto się drze ze strachu. tylko, ze są agresorzy, których nie przegonisz, bo one po prostu lecą gryźć i nawet się nie zatrzymują na chwilę, a człowieka bez problemu wyminą.

Posted

N&N napisał(a):
Nie mam problemu z małymi podbiegaczami. Biorę sunię na ręce i luzik. Gorzej jak podbiegnie 50kilowy pies. Wtedy jestem bezradna. I o to właśnie mi chodzi. :shake: Duże, agresywne i luzem.


Takiego dużego agresora potraktowałam gazem. Teraz omija nas z daleka. Kilka dni temu szłam ulicą sama, a ten agresor poniewierał jakiegoś psa. Kiedy mnie zobaczył, uciekł. Zapamiętał przykre doświadczenie z gazem i omija mnie z daleka.

Posted

Zabić, na pewno nie zabije, ale pokaleczyć może porządnie.
Przy ataku ONka możesz wziąć swoją na ręce - ja już nie. Także duże psy dla nas też są potencjalnym zagrożeniem. Jak pisałam wcześniej - moja musi bronić się sama, ja mogę jedynie jej pomóc.
U nas małe, atakujące psy to dosłownie plaga. Czasami tracę radość ze spacerów.

Posted

N&N napisał(a):
Oczywiście, że mały psiak nie powinien atakować Twojego. Tylko, że masz o tyle komfortową sytuację, że zawsze możesz stanąć pomiędzy psami i odgonić dziamgacza (one są mocne tylko w szczekaniu). Tak szczerze - to jaka jest realna szansa, że maluch zabije Ci suczkę?

A jaką szansę na przeżycie ma moja 4ro kilowa suczka jak wystartuje do niej 40 kilowy wqrzony DONek? Bo ja nie widzę możliwości obrony. Właśnie taka jest różnica pomiędzy naszymi psami.

Wyobrażasz sobie, że 70 kilowy mastif chce zeżreć Ci suczkę, a właściciel idzie sobie powoli "bo on nic nie zrobi, chce się tylko pobawić". A co tam, że wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na atak. Co z tego, że twój pies nie ma szans. :-(
Chodzi o to, żeby nie dopuścić do sytuacji, kiedy na reakcję będzie za późno. :-(

Żaden pies który jest niewychowany nie powinien biegać luzem gdzie są inne czworonogi! I tu nie ma dyskusji. Piszesz że właściciel dużego psa może stanąć między swoim i małym psem tak? a co to do cholery ma być za spacer? ;/ wychodząc z psem chce mieć święty spokój. Właścicielo szczekacza ma iść bez smyczy i bez woli zapięcia swojego psa bo jest mały i nic mojemu nie zrobi? A co gdy jest jesień liście wszędzie, po deszczu, robi się ślisko? Kurdupel szczeka próbuje ugryźć psa, to mój chyba nie wytrzyma zbyt długo i w końcu mnie pociągnie i dzięki takim ludziom mój pies bedzie się dusił na obroży i obrywał "baty" za takie zachowanie... ja w takich sytucjach popuszczam smycz bo nie będę się użerać z obcym psem, mam go szczerze gdzieś... ja też chcę aby mój pies mógł się wybiegać, a nie żebym go szarpała na smyczy bo jakiś piesek urządza sobie "polowanie" ;)
Do małych psów nic nie mam, zresztą u nas takie zachowanie rzadko się zdarza... moja suka nie jest agresywna do małych psów, ale mimo wszystko jak natręt atakuje nas ok 5 minut to już przegina ... No ale większość ludzi mających małe psy na sam widok mojej zapina swoje futra ;)

Posted

zaba14, jak być powinno, a jak jest to każdy wie. ;-)

Mam małego psa. Jest łagodny. Lubi inne psy. Chętnie się z nimi bawi (chociaż ostatnio jakby mniej, wita się i wraca do Pańci, z resztą to nieważne). Nie atakuje niczego. Rowerzystów, dzieci, psów, "dziwnie" wyglądających staruszków. Baaa, nie broni się jak jest obiektem ataku wielkopsa (pewnie wie, że nie ma najmniejszych szans). Bywa, że muszę go brać na ręce. W sytuacji ataku olbrzyma niestety jestem bezradna. Przerażona i bezradna.
No niestety, ale większy pies oznacza większą odpowiedzialność.

Posted

[quote name='N&N']z
No niestety, ale większy pies oznacza większą odpowiedzialność.
Bzdura...to że mam dużego psa,nikogo nie uprawnia do mniejszej odpowiedzialności za swojego psa...Prawo wyraźnie mówi(chociażby art. 77KW) że dotyczy wszystkich,a nie właścicieli-dużych,kudłatych czy czarnych psów. WSZYSTKICH właścicieli yorków,chi,Pimpusiów i Sisi również.

Posted

Wczoraj mieliśmy przykrą sytuację. Rudy został napadnięty przez sukę w typie podhalana. Ona wyrwała się swojej pani z ręki przewracając ją i rzuciła się na mojego psa. Rino chciał wrócić do mnie, ale suka była od niego ze dwa razy większa. Co odwołałam mojego to tamta go atakowała. Pan mógł ją odciągnąć za smycz, ale bardzo się cieszył, że wreszcie jakiś pies ją pogryzie, bo dotąd to ona wszystkie gryzła??!! Zainterweniowali dopiero jak rudy chwycił ją za kark i ona zaczęła piszczeć. Jak ją odciągnęli Rino przestał zwracać uwagę na nią, bo miał swoją piłeczkę i stado.
Potem okazało się, że ma ranę na udzie i trzeba było jechać do weta. Nadawało się to do szycia, ale nie zgodziłam się, bo rudy zjadł kolację i narkoza mogła być niebezpieczna. Ma nosić kołnierz, ale wolę go pilnować żeby nie lizał rany.
Znajomi psiarze też spotykali się z tą suką w lesie i od pana słyszeli żeby się oddalić, bo może nie utrzymać psa.

Posted

[quote name='N&N']zaba14, jak być powinno, a jak jest to każdy wie. ;-)

Mam małego psa. Jest łagodny. Lubi inne psy. Chętnie się z nimi bawi (chociaż ostatnio jakby mniej, wita się i wraca do Pańci, z resztą to nieważne). Nie atakuje niczego. Rowerzystów, dzieci, psów, "dziwnie" wyglądających staruszków. Baaa, nie broni się jak jest obiektem ataku wielkopsa (pewnie wie, że nie ma najmniejszych szans). Bywa, że muszę go brać na ręce. W sytuacji ataku olbrzyma niestety jestem bezradna. Przerażona i bezradna.
No niestety, ale większy pies oznacza większą odpowiedzialność.

Z ostatnim zdaniem nie zgadzam się ani trochę... Każdy pies to ogromna odpowiedzialność. Idąc na spacer z psem słusznych rozmiarów też można być obiektem ataków. A pies, który nie jest pilnowany może wyrządzić duże szkody, lub nawet stracić życie.
Parę lat temu byłam świadkiem jak mały, spanielowaty kundelek wybiegł na osiedlową uliczkę. Jechało auto, kierowca zjechał na bok, aby go nie potrącić i zahaczył o zaparkowany samochód.
Kolejny 'słitaśny' malutki psiunio został rozjechany przez tramwaj na ruchliwej ulicy. Nigdy nie zapomnę tego widoku.
Ludziom czasami brakuje pomyślunku.

Posted

ajeczka przykro mi , wiem jak taki atak może spieprzyć pare lat wychowywania psa.

my też mamy w pobliżu mieszkającego pana starszego z samcem CAO na oko 80-90kg psa... pan z laska ledwo go utrzymuje , czasami nie daje rady , niby pies w kagańcu zawsze metalowym ale mógłby moje psy zabić nawet tym kagańcem .
na szczęście przy nas się nigdy nie wyrwał , tylko słyszałam od znajomych psiarzy że pare razy pan nie utrzymał Kacperka (tak się nazywa) i poobijał ostro psa kagańcem .
raz do mnie już krzyczał żeby się nie bała bo przecież mój tez morderca(o 9 miesięcznym wtedy ledwo odstającym od ziemi 16kg staffiku) :crazyeye: nie chciałam już się kłócić bo się zwyczajnie bałam że tego psa na złość puści .

Posted

Możecie się nie zgadzać. Wasze prawo. Jednak jak już mam wybierać, to wolę być zaatakowana przez 5cio kilowca, niż przez 50 kilowca. Mały kajtek co najwyżej mnie dziabnie. Duży może mnie zagryźć. :shake: Nie widzicie różnicy? Małego dziamgacza łatwo odgonić. Dużego psa niekoniecznie.

Nie wiem dlaczego nie możemy się dogadać. Czuję się jakbym pisała do ściany. Wybieracie jedno zdanie wyrwane z kontekstu, a nie odnosicie się do całości. Bez sensu taka rozmowa.

Posted

N&N napisał(a):
Możecie się nie zgadzać. Wasze prawo. Jednak jak już mam wybierać, to wolę być zaatakowana przez 5cio kilowca, niż przez 50 kilowca. Mały kajtek co najwyżej mnie dziabnie. Duży może mnie zagryźć. :shake: Nie widzicie różnicy? Małego dziamgacza łatwo odgonić. Dużego psa niekoniecznie.

Nie wiem dlaczego nie możemy się dogadać. Czuję się jakbym pisała do ściany. Wybieracie jedno zdanie wyrwane z kontekstu, a nie odnosicie się do całości. Bez sensu taka rozmowa.

ja rozumiem oczywiście że lepiej być zaatakowanym przez yorka niż przez rottka obojętnie jakiej wielkości mamy psa .
większy pies stanowi większe zagrożenie .
yorka czy innego małego psa możemy nawet kopnąć , ale życze powodzenia próbując kopnąć rozwścieczonego rottka czy innego psa dużej silnej rasy .

Posted

ajeczka napisał(a):
Potem okazało się, że ma ranę na udzie i trzeba było jechać do weta. Nadawało się to do szycia, ale nie zgodziłam się, bo rudy zjadł kolację i narkoza mogła być niebezpieczna. Ma nosić kołnierz, ale wolę go pilnować żeby nie lizał rany.
Znajomi psiarze też spotykali się z tą suką w lesie i od pana słyszeli żeby się oddalić, bo może nie utrzymać psa.

Czyli to teraz Ty masz problem, bo pan nie umie utrzymać psa na smyczy...A jeśli tamtej suczy się kiedyś cos "uwidzi" i startnie np. do dziecka? a pan nie utrzyma na smyczy? Ja po to zapierniczam przez pół miasta, zeby wypuscić psy w naprawde odludnym miejscu, w mieście obowiązkowo smycz, nie mogę słuchać tłumaczenia, że Czesiu wielkości chomika to akurat moze atakować, dziamgać i podgryzać, bo jest malutki, a Biszkopt nie moze bo jest TTB. Jeśli którykolwiek z moich się wyjapi na innego od razu jest przywołany do porządku. Niestety, sucz o której pisałam w jednym z poprzednich postów "załatwiła " mi 7 lat pracy z psem. Pies posłuszny, ułozony, witający się ze znajomymi psami lub olewający obce, od pół roku jeży sie i startuje na widok labradora (prawie każdego) i jednej astki, która na ogródkach działkowych rozwaliła furtk, wylazła do nas i rzuciła się na Biszkopta, ucho miał zszyte, zagoiło sie, rana na psychice została. Pani B. właścicielka suki, jedyne co zrobiła, to tupała nogą i wołała Maxi, Maxi...Potem uciekła z działki na wieść, ze SM już jedzie...Można zarzucić mi zły socjal, ale skoro wychowałam na ułożonego i zrównoważonego, to chyba moje metody sie sprawdziły, wystarczyły dwa zdarzenia, jedno po drugim, pół roku temu, zeby spierniczyć całą moją pracę...

Posted

W końcu wątek dotyczy ogółem chamstwa innych psiarzy, a nie tego ze po dziabnięciu przez Pimpusia będę mieć tylko naderwaną nogawkę a Jumbo odgryzie mi nogę. Odpukać, nigdy nie zostałam pogryziona przez duzego psa (może wszystko przede mną), natomiast pies w typie cavaliera rzucajac się do tyłka koleżanki, nadział sie na mój but (doleciałam, chciałam psa w ostateczności kopniakiem odgonic) dziamgacz przegryzł mi skórę buta (a to twarde Caterpillary) i zęby sięgneły palców. Nie wiem czy pies był szczepiony, rany o ile nie duze, ale zakażenie było. Do psa nikt sie nie poczuł a zniszczenie buta to był najmniejszy koszt jaki poniosłam w związku z tym. Dla mnie właściciel Pimpusia jest tak samo odpowiedzialny, jak właściciel Wielkopsa.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...