Jump to content
Dogomania

Martens

Members
  • Content Count

    11,174
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    4

Martens last won the day on August 14 2013

Martens had the most liked content!

About Martens

  • Rank
    Advanced Member
  • Birthday 09/16/1987

Converted

  • Location
    Maków Mazowiecki

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Martens

    Szczeniak na raty

    A czym sa koszty utrzymania zwierzat hodowlanych jak nie kosztem hodowli? ;) I czemu to ma byc rownoznaczne z tym, ze jak koszta i przychod sie nie zgadzaja, to sie eksploatuje suki, a nie doklada? Kazdy hoduje zgodnie ze swoim sumieniem, i nazewnictwo czy wliczanie czegos w koszta a czegos nie, nie musi miec z sumieniem nic wspolnego. Tyle ze nawet jak zdecydujemy, ze kosztow utrzymania psow nie wliczamy w koszta hodowli, to i tak moze sie okazac, ze ow hodowca nawet na utrzymanie tych swoich psow nie zarobi, o domu, aucie i dzieciach nie mowiac :diabloti:
  2. Martens

    Jaką rasę mam wybrać vol. 2

    Tez pomyslalam o ONku, ew. DONku - jesli faktycznie mialby minimum 2 h dziennie ruchu i zajecia to spokojnie powinien sie odnalezc. I golden, i BOS, to znacznie wrazliwsze, mniej samodzielne i bardziej uzaleznione od towarzystwa czloeiwka psy, i jesli ktos chce psa wylacznie na podworko bez wstepu do domu, to sa bardziej nadajace sie do tego rasy.
  3. [quote name='dance_macabre']to jak tak nie oczywiste jest dla hodowców to powiedz to im a nie nam bo to akurat kwestia w której się jako tako zgadzamy i nikt nie ma wątpliwości. Dla mnie brakuję ci albo wyobraźni albo empatii dla osoby która kupiła szczeniaka po honey. Wyobraź sobie że robisz to hd i wyskakuje dysplazja(nie mówię że ma ale jest możliwość) u honey i okazje się że szczyl też ma. Cena operacji ratujących tak naprawdę szczęśliwe życie takich psów liczy się w tysiącach(ja wcześnie wykrytą postać kosztowała mnie czterokrotność ceny szczenięcia (taka ładna 5cyfrowa sumka) wydana w przeciągu 6miesięcy + to co przeżyłam z psem męczącym się od nie wybierania, braki scojalizacji które leczę do dziś). Powiedz mi czy jesteś w stanie wydać takie pieniądze na leczenie tego szczeniaka(albo hodowca którego tak nie interesowały badania) i w najgorszym przypadku jeszcze swojej suki?[/QUOTE] Jesli czytalas moje pierwsze wypowiedzi, to zauwazylas, ze jak najbardziej powiedzialam - reakcja byla z serii "zobacz co robia inni to ja tez moge". Wlascicielem szczeniaka po Honey jest jej hodowca - byla rozliczeniem warunku hodowlanego. Jesli wiec ktos bedzie sie bujal z psem z dysplazja to wychodzi na to, ze wlasnie osoba, ktorej nie zalezalo na rtg i ktora byla osoba decyzyjna w sprawie miotu. Aczkolwiek nic nie wskazuje na to by zarówno mloda, jak i jej mama, mialy miec jakiekolwiek problemy z ukladem ruchu - mam wrazenie, ze ku gleboko skrywanemu zalowi niektorych. Z tak bujna wyobraznia to moja suka moze miec niedoczynnosc tarczycy, achalazje przelyku i wczesne stadium epilepsji :diabloti: bo latwo tyje, kiedy za duzo je; bo lapie czasem muchy; bo raz puscila pawia po jedzeniu ;) Honey jest bardzo aktywnym psem, kilka razy w tygodniu biega na dystansie 5-10 km, skacze, plywa, biega po rampie, wlasciwie wykonuje wszystkie czynnosci, przy jakich objawia sie dysplazja bioder, bo stawy sa mocno obciazone. Nigdy nie miala zadnych problemow stawowych. To samo z jej rodzenstwem - siostra startuje w zawodach we Francji, brat biega przy koniach. Ojciec Honey przez kilka lat z rzedu byl jednym z najlepszych psow startujacych w zawodach sbt w Holandii - tez zero problemow z ukladem ruchu. I dlugo by tak wymieniac, ale ja nie mam potrzeby chwalenia sie przypadkowym osobom na forum takimi rzeczami - a moze wlasnie powinnam ;) Szczerze - przez kilka lat siedzenia w rasie nie spotkalam ani jednego przypadku staffika z dysplazja, ktora wymagalaby tak kosztownego i bolesnego leczenia jak piszesz; ba, nie spotkalam zadnego staffika, u ktorego dysplazja dawalaby objawy kliniczne - co zreszta jest typowe dla ttb, szczegolnie mniejszych ras z tej grupy. Spotkalam kilka psow z dysplazja C czy D - i byly to psy, ktore prowadzily normalne srednio aktywne zycie bez objawow choroby. To wszystko nie znaczy, ze dysplazja z objawami nie moze u sbt zaistniec, stad zaczyna sie badac psy pod tym katem i ja rowniez zamierzam to zrobic. Fakt, ze w wielu liniach staffiki sa coraz ciezsze, a przy tym czesto nie prowadza sportowego trybu zycia ktory moglby zasygnalizowac istnienie problemu u potencjalnych rodzicow, moze w przyszlosci spowodowac wystapienie takiego problemu - stad uwazam ze to dobry trend. Jednak nie postawie rtg bioder u staffika jako wymogu hodowlanego na rowni chocby z seterami, gdzie wg roznych zrodel dysplazja dotyka nawet 25% populacji, czy z owczarkami, labami i molosami, gdzie ten odsetek potrafi wynosic blisko polowe populacji, a w jednym miocie potrafi sie trafic kilka psow, ktorym trzeba operowac biodra - a tu wlasnie to zrobiono; troche przez zlosliwosc, a troche przez brak wiedzy o rasie i o tym, jakie problemy NAPRAWDE wystepuja w jej populacji, i nie sa dmuchaniem na zimne jak robienie na gwalt HD lekkiej suce po sportowych przodkach, u ktorych nigdy problemy ze stawami nie wystepowaly. I ja kupilabym staffika po rodzicach bez zrobionego HD - ktorych zdrowie i sprawnosc weryfikuje aktywny tryb zycia czy wrecz zawody sportowe - ale majac pewnosc, ze nie kupuje psow po rodzicach z alergia na pol swiata czy mdlejacych z powodu upalu.
  4. [quote name='a_niusia']tak, bez NIEKTORYCH badan. wieszac to niekoniecznie, ale jednak twoje wczesniejsze posty w obliczu tego braku niektorych badan sa co najmniej nie na miejscu.[/QUOTE] Rozumiem iz w obliczu tego braku, nie mialam prawa wyrazic swojego zdania na temat rozmnazania chorych psow? Nawet nie niebadanych, czy czesciowo badanych, tylko chorych? Bo dla wielu hodowcow to, ze chorego psa sie nie rozmnaza, nie jest wcale tak oczywiste, jak dla tych obecnych na watku. Natomiast co do samych przeswietlen - jeszcze bardziej od naszego interesowac mnie bedzie ewentualne rtg corki mojej suki, jesli bedzie wykonane ;) bo osobiscie wolalabym miec suke ze stawami B, ktorej potomstwo ma stawy A, niz suke ze stawami A, po ktorej rodza sie psy z biodrami B czy C.
  5. W staffikach problem gluchoty sprzezonej z biela jest akurat marginalny, bo biale psy sa niewielkim procentem populacji. Sama kiedys z ciekawosci wnikalam w temat i pytalam czy u staffikow jest taki problem z gluchota jak u bialych bullkow - polska hodowczyni zjechala mnie na forum, ze jestem niedouczona, ze staffik nie ma wsrod przodkow dalmata jak bull, i nie ma gluchych bialych staffikow ;) dopiero hodowczyni z innego kraju, bardziej doswiadczona, hodujaca rowniez biale psy, oswiecila mnie ze owszem, taki problem istnieje, ale bialych psow jest niewiele, wiec i nie jest on tak glosny jak w bullach, gdzie bialy jest "sztandarowym" kolorem. U staffikow i astów ogromnym problemem sa zmiany skorne, od alergii i AZS, przez nuzyce, po sklonnosc do infekcji skory o roznym podlozu, jak i zmiany skorne na tle hormonalnym - i te sa chyba jeszcze trudniejsze do jednoznacznego zdiagnozowania. Na gluchote mozna jednak zrobic BAER (i mozna go wymagac od hodowcy przez zakupem szczeniaka), pies jest gluchy albo nie, koniec dywagacji. W przypadku problemow skornych wszystko zalezy od uczciwosci hodowcy, bo te latwo mozna zataic, czy nawet zamaskowac objawy sterydem, a nie ma mozliwosci uzyskania certyfikatu, ze z psem wszystko ok. I tez chyba w niemal kazdej polskiej hodowli z dorobkiem wiekszym niz 1-2 mioty trafil sie przykladowo pies z alergia, i nie ma w tym nic zdroznego. Problem zaczyna sie dopiero wtedy, kiedy te chore psy sa rozmnazane, albo kiedy powtarza sie po raz trzeci skojarzenie, z ktorego w 2 poprzednich miotach juz rodzily sie psy z takimi problemami...
  6. Martens

    Pies w kojcu.... :(

    Widze, ze kwestia zostawania psow jest wyjasniona - ale nadal pozostaje troche niezrozumiala dla mnie kwestia upychania psow po rodzinie. Z obserwacji wiem, ze ludzie czesto chca dobrze i daja psa znajomym/rodzinie, a pies wychodzi na tym gorzej niz gdyby poszedl do obcych ale dobrych ludzi... Z czego to wynika, nie wiem, ale dawanie psa rodzinie, ktora chce go tylko dlatego, ze macie problem z oddaniem go, nie wrozy dobrze na przyszlosc. Dla mnie sytuacja szczerze mowiac nie przekresla nawet zostawienia dwóch psów, ale to trzeba by bylo myslec na zasadzie jak to pogodzic, a nie gdzie oddac psy... Maz pracuje 12 h - poranny i wieczorny spacer mozesz robic, kiedy maz jest w domu; wtedy zerknie na dziecko. W ciagu dnia zostaje jeden spacer, niech by godzina - na godzine dziennie mozna znalezc opieke dla dziecka nawet wsrod nastolatkow w sasiedztwie. Albo w dzien brac psy tylko na wc, a dluzszy spacer robic jak maz jest. Problem w tym, ze moga sie pojawic dalsze problemy, a to bedziesz sie zle czula w ciazy, a to bedziesz dlugo do siebie dochodzic po porodzie, a to dziecko sie pochoruje, a to maz bedzie mial wyjazdy kilkudniowe - wtedy bedzie trzeba kombinowac jeszcze bardziej, a mam obawy, ze jak dojda problemy inne niz znoszenie wozka z psami, to znowu bedzie reakcja "jednak nie dam rady, jednak musze je oddac" - a jak juz maja zmienic dom to im szybciej bedzie sie go szukac tym lepiej...
  7. Martens

    Pies w kojcu.... :(

    [quote name='teresaa118']Opowiem wam historyjke o psie i synku. Mialam pudla miniature (7 lat) i synka 2 latka. Syna ubrala, wystawilamna korytarz, a do reki dalam mu smycz z Tinka i kazalam czekac na mame, az sie ubiore. Trwalo to nie wiecej niz 10 min. Wychodze na korytarz, przed dom(parter), a moich basalykow nie widu, nie slychu. Obieglam cale osiedle. Nie ma. Po pol godzinie podjezdza moj maz na maszynie do posypywania oblodzonych nawierzchni i przywozi dziecko z psem z pretensjami, ze ten przyszedl sam do bazy. Prosze sobie wyobrazic, ze dziecko wedrowalo prze miasto majac psa na smyczy i nikt nie zainteresowal sie tym. Odleglosc wynosila 2, 5 km. Tyle tylko, ze znal ta droge, bo wedrowalismy czesto. I dlatego mysle, ze trzeba baaardzo uwazac na dzieci i na psy i stale miec je na oku.[/QUOTE] Czy tylko mi szczęka opadla do podłogi? Ja bym nie wystawiła za drzwi z psem nawet ogarniętej 4-latki którą znam, bo może być dojrzała jak na swój wiek, ale dzieci w tym wieku mają oszałamiające pomysły - a co dopiero 2-latka.. I nie bardzo rozumiem skąd zdziwienie, że obcy ludzie nie zainteresowali się 2-latkiem bez opieki, skoro sama matka nie widziała nic zlego w wystawieniu go za drzwi na 10 minut? :) No ale ja nie mam dzieci to co ja tam wiem ;) [quote name='wlascicielka']Jednak po dlugich rozmowach i przemysleniach ustaliliśmy, ze nie do konca tak jest, mimo iz tesciowie sie zgodzili oraz rowniez zaoferowali opieke nad nimi w tym codzienne spacery... Inna sprawa to siostra meza, ktora psiaki dobrze znaja zaproponowala, iz prawdopodobnie wezmie jednego psiaka, suczke, gdy bedzie wprowadzala sie do nowego domu w wakacje. Piesek bedzie wowczas mieszkal w domu, a wybiegac i wyszalec bedzie mogl sie w ogrodzie. Natomiast u nas zostal by ten drugi. W ten o to sposob sprawa jakos by sie ulozyla, a ze jednego psiaka wzielaby siostra meza, to wowczas psiaki beda mialy nadal ze sobą kontakt, wiec nie będziemy ich tez w sposob drastyczny rozdzielac. Pieski zajmuja caly moj czas, bawimy sie itp itd codziennie wyprowadzam je na 2 godzinne spacery, gdy maz jest w pracy (a pracuje po 12 godzin)... nie lubie piesków zostawiac nawet na godzinę samych, bo wowczas martwie sie o nie o to co robia i czy np nie braklo im wody, bo w zabawie ja wylaly i sa spragnione. [/QUOTE] Te propozycje siostry i teściów bierz trochę przez sitko, bo jeśli teściowie nie są miłośnikami psów i jakoś nigdy nie chcieli sami sobie sprawić swojego, to sceptycznie podchodziłabym do propozycji, że przez kilkanaście lat codziennie będą latać z pieskami na spacer. Pewnie za jakiś czas psy po prostu będą siedzieć w kojcu, dostaną jeść i ktoś je czasem pogłaszcze. Siostra znowu mówi "prawdopodobnie" - i to dopiero w wakacje. A co jak się rozmyśli? Pies będzie już wtedy o te 2-3 miesiące starszy i będzie trudniej znaleźć mu dom niż młodszemu; będziecie też o ten czas w plecy z szukaniem domu, a nawet jak zaczniecie już, znalezienie dobrych chętnych może trwać kilka miesięcy. Mam wrażenie, że czy to z niewiedzy, czy z nadmiaru uczuć trochę niefajnie podchodzisz do tych psów i ich losu. Umartwiasz się, żeby piesków nie rozdzielać, jakby to była dla nich życiowa tragedia, podzcas gdy dla nich o wiele ważniejsze jest, żeby miały obok kochającego czlowieka, który poświęci im czas. Dla nich nie jest tak ważne, czy będą razem czy osobno; czy będą się odwiedzać czy nie - one mają mieć kochającego opiekuna. To samo z kontaktem z wami - wybacz, ale wg mnie dla psow nawet lepiej, jeśli nie będą mieć kontaktów ze swoim dawnym właścicielem, właśnie żeby nie rozdrapywać tęsknoty za poprzednim domem. Mam wrażenie, że kurczowo chcesz zatrzymać te psy blisko siebie, z powodu własnego przywiązania do nich, dając je do domów które wcale niekoniecznie będą dla tych psów najlepsze... Czy teściowie albo siostra braliby psa, gdyby nie wasze problemy co z nimi zrobić? Powątpiewam. I uważam, że lepszy obcy, ale starannie wybrany zaangażowany dom, niż oddawanie psa rodzinie, która godzi sie na to tylko zeby was odciążyć. Kolejna rzecz - zamiast popadać w paranoję, że pieski umrą z pragnienia jak zostaną same na godzinę i wyleją wodę, pomyśl jaką krzywdę im robisz, nie ucząc ich zostawania samych w domu na kilka godzin. Myslisz że zawsze będziesz cały dzień w domu, nie pójdziesz do pracy, nie będziesz musiała wyjść na caly dzień, jechać gdzieś? Wychowasz dziecko, dostaniesz pracę, wyjdziesz na 8 godzin i będzie szok, że psy nie umieją zostać same, tylko wyją i roznoszą dom... I znów będzie wątek, co robić, muszę oddać psy do kojca bo wyją po 8 godzin i spółdzielnia mieszkaniowa straszy eksmisją. Skoncz sie nad nimi uzalac a zacznij je wychowywac, przygotowywac do roznych sytuacji ktore moga miec miejsce w przyszlosci, a wiec do grzecznego zostawania na kilka godzin w domu, spokojnego chodzenia na smyczy przy wózku, przychodzenia na wolanie - zamiast je tylko rozpieszczac i sie z nimi bawic. Moze faktycznie bedziesz musiala je oddac, moze nie, wiec juz zacznij dbac o to, zeby nie byly za pol roku udreka dla ciebie, ani dla ewentualnego nowego wlasciciela, ktory moze sie z tego powodu chciec ich pozbyc.
  8. Martens

    Nowy - kolejny - pies, gdy mamy już jednego

    Nie zostawiajcie psów razem samych, przynajmniej nie na tym etapie. Jak nie macie kojca to postawcie, żeby psy nie siedziały tyle godzin bez nadzoru ze sobą. Co możecie zrobić, żeby się dogadały? Codziennie zabieraj psy na wspólny spacer - mało rzeczy tak cementuje więź w stadzie jak wspólne wyjście na "polowanie" i świadomość, że teraz są jednym teamem, jeśli będzie trzeba się bronić. I chyba najważniejsze - weź się za szkolenie. Rób psom kilka razy dziennie kilkuminutową musztrę podstawowych poleceń, w różnych konfiguracjach - raz z jednym, raz z drugim, razem. Jak wygląda dzień owczarka? Bo w dużej mierze tu może leżeć problem. Owczarki są bardzo inteligentne, potrzebują dużo zajęcia, pracy z czlowiekiem. Jak owczar nie chodzi na spacery, nie jest szkolony, to z nudów może sobie znaleźć własne zajęcie i misję życiową; u wielu owczarków jest to obsesyjne stróżowanie, ale tu psu niestety może wejść w nawyk ustawiczne męczenie kolegi i pokazywanie mu "jego miejsca" - właściwie owczar już to robi, a goldenowi nie wychodzi to na zdrowie. W Waszych relacjach z owczarkiem też niekoniecznie wszystko jest ok - to Twój dom i Ty decydujesz kto może w nim mieszkać, a nie Twój pies ;) i atakowanie goldena mimo Twoich ostrych reakcji jest w pewnym sensie kwestionowaniem Twojego autorytetu przez owczarka, więc na Waszym miejscu przykręciłabym mu śrubkę :evil_lol: i zrobiła odświeżenie podstaw posłuszeństwa ;)
  9. Martens

    Pies w kojcu.... :(

    W sumie racja, mąż kojec postawi, teściowie pieski nakarmią i "gnój" spod nich wymiotą, i wpadnie się tylko pieski przekazać, a potem czasem pogłaskać, a tak? Zdjęcia dobre trzeba będzie zrobić, tekst napisać, pogarbić się przed kompem i ogłoszenia pozamieszczać, albo i polatać i porozklejać po mieście, odbierać telefony, sprawdzać ludzi... ;)
  10. Martens

    Pies w kojcu.... :(

    Ja osobiście jestem za szukaniem psom domu. Jeśli już na tym etapie właścicielka panikuje jak to będzie, to lepiej zawczasu poszukać im domu, póki można to zrobić na spokojnie, a nie na gwałt oddawać je jak sytuacja przyciśnie. Rozwiązanie pod tytułem "kojec u teściów" nie ma dla mnie nic wspólnego z dobrem psów, tylko lepszym samopoczuciem i spełnieniem egoistycznych zachcianek właścicielki. Psy są młodziutkie, mają szanse na fajne domy, gdzie będą żyly u boku człowieka a nie w budzie, i nie wiem czemu odbierać im tę szansę i wsadzać je z mieszkania do budy tylko po to, żeby co jakiś czas je zobaczyć albo odwiedzić (a jak się dziecko urodzi i będzie przy nim zapiernicz, to bedzie to zdecydowanie rzadziej niż częściej). Teściowie niby są na tak i się pieskami zajmą, ale moim zdaniem widać, że nie robią tego z chęci posiadania piesków, tylko dlatego, że muszą pomóc. Jakby z własnej woli chcieli mieć dwa psy, to dawno by już mieli - i raczej nie w budzie. Stąd domyślam się, że psy nie będą tam członkami rodziny, tylko problemem, od którego trzeba odciążyć dzieci dla dobra przyszłego wnuka - może życzliwie traktowanym problemem, ale nadal to będzie problem, a nie przyjemność. Jeśli właścicielka psów już teraz, długie miesiące przed porodem panikuje, mówi że nie da rady i chce się pozbyć kłopotu, to nie ma sensu wciskać łzawych historyjek o tym, jak to pieski będą płakać po zmianie domu (bo mało to zresztą prawdopodobne, ale to za chwilę), bo nawet jak na tę chwilę zostaną, to za rok, dwa, trzy będzie kolejna sytuacja życiowa, przeprowadzka, choroba dziecka, druga ciąża, cokolwiek, co znów spowoduje reakcję "nie dam rady, trzeba oddać psy" - tylko one będą wtedy dorosłe i ani nie będzie latwo znaleźć im dom, ani one nie zniosą jego zmiany tak łatwo jak teraz, kiedy są jeszcze w sumie szczeniakami. Co do samej zmiany domu - głupotą jest generalizowanie że każdy pies bez wyjątku przeżywa zmianę domu traumatycznie. Przede wszystkim są różne psy - owszem, są takie które będą płakać tygodniami, ale ogromna większość nie przeżywa takiej zmiany tak strasznie i długo; oczywiście pod jednym warunkiem, że warunki życia psa nie zmieniają się na gorsze. Jak psy trafią do podobnego albo lepszego domu, zaaklimatyzują się bardzo szybko, szzcególnie mając nowych troskliwych wlaścicieli. Natomiast kiedy trafią do budy i nie będą już calą dobę blisko ludzi, będzie to dla nich zdecydowanie zmiana na gorsze, i to będzie dla nich większy wstrząs niż oddanie ich komuś do mieszkania. Odwiedzanie ich w tym kojcu u teściów juz w ogóle brzmi jak znęcanie się nad nimi, bo psy będą pamiętać, że z tymi tutaj ludźmi żyły w mieszkaniu, były zawsze z nimi, a oni tylko przychodzą i wciąż zostawiają je w tym kojcu i nie chcą zabrać ze sobą. To jest męczenie psa rozstaniem ciągle na nowo. Co innego gdyby teściowie wzięli psy do domu, zajęli się nimi jak obecna właścicielka - pewnie przywiązałyby się bardziej do nich, ale skoro mają być tylko w kojcu, trochę na zasadzie hotelu, to tak różowo chyba nie będzie. Nie wiem też po co tragizowanie, że kilkumiesięczne psy nie przeżyją adopcji osobno albo do zimy nie znajdą domów... Litości, gdyby to była prawda, co drugi pies idący z DT do DS chyba umierałby ze zgryzoty. Na pewno szukanie im dobrych kochających domó jest lepszym wyjściem niż wyekspediowanie ich teściom do budy. A jak teściowie chcą pieska do kojca, i wlascicielka też by jakiegoś u nich czasem odwiedziła i pomiziała, to niech sobie psa wezmą - ale przyzwyczajonego do życia w kojcu, sporego, dobrze owłosionego, a nie chcą do tego kojca utknąć małe, niekoniecznie dobrze ofutrzone, przyzwyczajone do mieszkania kundelki, tylko po to, żeby móc je raz na miesiąc pogłaskać i żyć w przekonaniu że robi im się dobrze.
  11. Martens

    Jaką rasę mam wybrać vol. 2

    [quote name='Vailet'] Chciałabym psa średniego/dużego 25-40kg aktywnego, który zniesie moje wędrówki po kilkanaście kilometrów, ale żeby nie musiał być wybiegiwany po 3 godziny dziennie. Który w razie potrzeby zaatakuje, raczej nie ufny do obcych ale zrównoważony. Z którym będę mogła ćwiczyć IPO, frisbee, no i żeby nie sprawiały mu trudności wszelkie podstawy PT itp. Dość zgrabnej budowy nie ociężałego (ze względu na długie spacery). Sierść dość krótka. Żeby lubił prace z człowiekiem i żeby sprawiało mu to przyjemność. Nie piszcie o owczarkach niemieckich. Ze względu na długi odbieg czasowy nie napisze dużo o mieszkaniu, bo nie wiem gdzie będę mieszkać za 10 lat.[/QUOTE] Już sama wspomniałaś, ale ja po tym poście od razu pomyślałam o beauceronie ;) sama kiedyś się nimi interesowałam. Tyle, że to dość duży pies, raczej bliżej górnej granicy podanych wymiarów i musialabyś się zorientować w rasie, czy sprawdzi się w takich dynamicznych sportach jak frisbee. Plus myśląc poważnie o psie tej rasy, myślałabym o imporcie z jego ojczyzny, gdzie wg mnie beucerony są zdecydowanie najlepsze, i ogromną wagę przywiązuje się w hodowli do ich psychiki i zdrowia; w Polsce szczególnie z psychiką bywa z beauceronami bardzo różnie.
  12. Martens

    Szczeniak na raty

    Kastracja szczeniąt to temat bardzo mocno kontrowersyjny - dla mnie graniczy ze zwyczajnym robieniem zwierzęciu krzywdy. Dyrdymały o samych dobrodziejstwach odnośnie zabiegu może pisać tylko osoba, która nie ma wiedzy w dziedzinie fizjologii i wpływu zabiegu na organizm. Nie wiem jak jest z kotami, ale u psów kastracja przed osiągnięciem dojrzałości powoduje szereg zmian w rozwoju, między innymi w układzie ruchu - co u dużych ras może się skończyć nawet nowotworem kości. I nie bardzo sobie wyobrażam jak hodowca miałby trzymać u siebie x psów z miotu do wieku odpowiedniego do wykonania zabiegu, czyli przykładowo u dużych ras nawet do 2-3 roku życia. Rozwój psychiczny i wychowanie psa, życie z nim, ksztaltowanie jego zachowań pod siebie to trochę inna bajka. I nie sądzę, żeby były tabuny chętnych na przykładowo roczne kastrowane pety - nawet jak ktoś nie chce kupić psa na wystawy czy do hodowli, to zwykle skoro już kupuje, to chce psa mieć i wychowywać od szczeniaka. Jakimś kompromisem w tej kwestii mogłaby być sterylizacja zwierząt nieprzeznaczonych do hodowli - wtedy zwierzę byłoby bezpłodne, ale nie byłoby ingerencji w gospodarkę hormonalną podczas rozwoju. A piętnowanie niekastrowania psów raczej osiąga w niektórych środowiskach chory poziom, a nie jest go za mało :diabloti: z samej dogomanii możesz się dowiedzieć, że tylko z takiego tytułu, że twój pies ma jaja, odpowiadasz za całą bezdomność zwierząt w Polsce :diabloti:
  13. Martens

    Adopcja czy pies z hodowli?

    A jakim sposobem 8-tygodniowy szczeniak normalnie wychowany przy matce w hoteliku/fundacji ma być wdzięczny, że jest z adopcji? Po pół roku pokaże mu się album ze zdjęciami i opowie? :)
  14. Martens

    Jaką rasę mam wybrać vol. 2

    No nie wiem, ze mną mieszkały dłuższy czas 2 samce, i 2 suki, to zdecydowanie to samce były najbardziej ze mną związane. Suki niby też były przywiązane, ale znacznie mniejszą różnicę robiło im kto idzie z nimi na spacer, kto je woła, bawi się z nimi, etc. Takie "lubimy panią, ale inni ludzie też są super". Przy samcach różnica była kolosalna; byłam ja jako guru, i była jakaś tam reszta świata.
  15. Takie problemy z oczami jak najbardziej mogą być od alergii - tyle, że najczęściej na pyłki. Dawno nie widziałam takiego ładnego malucha :)
×