Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

ajeczka napisał(a):
Jeśli chodzi o psie zabawy to przy ttb trzeba mieć nerwy ze stali. Jak bawią się mój rudy i labradorka to uprzedzam przerażonych obserwatorów, że to nie walka na śmierć i życie. Jak była u mnie suczka amstaffa to poprzestawiali mi meble. Na szczęście ja mam dużą odporność na ich figle. Rudy, na szczęście, dostosowuje intensywność zabawy do towarzystwa. Bawi się też z yorkiem i sznaucerem miniaturką.


ajeczka to tak jak u nas na ogródku dwa DUŻE PSY i ast furia jest wielka wariują słychać warkot, szał, strzelanie zębami, na początku sąsiedzi myśleli że one walczą jeszcze czasami zrywają się z miejsc i zaglądają co się dzieje czemu jest u nas tak głośno i czemu one znowu walczą .... ;-)

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

A-nusia to i ja grzecznie poproszę, jeśli będzie w wersji "dla idiotów" to dobrze ;). Dostaliśmy z domem psa, który nauczył się zwiewać i polować na sarny, a na chwilę obecną jest z nim tylko moja mama [z pełną miłością do mamusi muszę stwierdzić... że do wychowania psa to się ona nadaje jak kura do baletu]. Z Rockim na chwilę obecną nie mam jak pracować i zorientować się w temacie, a w życiu zwiewającego psa nie miałam i "w ciemno" nie wiem co mamie doradzić krok po kroku.

Posted

tak w temacie saren: właśnie się dowiedziałam, że pies który nigdy nie powinien być spuszczany, bo odwoływalny to był jak nie miał nic lepszego do roboty zagryzł małą sarenkę i przyciągnął ją z lasu na osiedle. dopiero 15-20minut później zjawiła się za nim jego właścicielka nie spiesząc się zbytnio:angryy:

Posted

Beatrx napisał(a):
tak w temacie saren: właśnie się dowiedziałam, że pies który nigdy nie powinien być spuszczany, bo odwoływalny to był jak nie miał nic lepszego do roboty zagryzł małą sarenkę i przyciągnął ją z lasu na osiedle. dopiero 15-20minut później zjawiła się za nim jego właścicielka nie spiesząc się zbytnio:angryy:

mam działkę na wsi i tam są takie psy łańcuchowe które są puszczane co jakiś czas w nocy z łańcucha i znajdują sobie taka rozrywkę że stadem idą w las i przynoszą zagryzione sarenki, zajączki czy kuny .
moja suka na szczęście nigdy nie złapała zwierzyny ale wiem że jakby dorwała to by też zabiła dlatego chcę próbować ją tego oduczyć .

Posted

Beatrx napisał(a):
tak w temacie saren: właśnie się dowiedziałam, że pies który nigdy nie powinien być spuszczany, bo odwoływalny to był jak nie miał nic lepszego do roboty zagryzł małą sarenkę i przyciągnął ją z lasu na osiedle. dopiero 15-20minut później zjawiła się za nim jego właścicielka nie spiesząc się zbytnio:angryy:


To jest masakra, dlatego nigdy nie można być 100% pewnym psa... Pominę już, że jedynie mały odsetek psów jest odwoływalny. My na Partynicach (tor wyścigów konnych) mieliśmy sytuację, gdy ludzie normalnie spuszczali psy, a psy biegały wzdłuż ogrodzenia bądź wybiegały wręcz na tor i biegały za końmi :roll: I dziwić się, że ludzie nie lubią psiarzy - my też byliśmy z psem, ale jak konie szły, to pies dostawał zajęcia i miał odwracaną uwagę, a poza tym był cały czas upięty. Sama zwracałam ludziom uwagę, że tak być nie może nie tylko dlatego, że w obiekcie jest zakaz puszczania psów luzem (i tak cud, że nie ma zakazu ich wprowadzania), ale też ze wzgledu na bezpieczeństwo i koni, i psów, i jeźdźców. Niestety, to co dla mnie oczywiste, dla nich było czarną magią - upięli psy dopiero wtedy, gdy wytarzały się w gównach ;)

Posted

LadyS napisał(a):
To jest masakra, dlatego nigdy nie można być 100% pewnym psa...

akurat przy tym psie to można było być na 100% pewnym, ze ucieknie i nie przyjdzie na wołanie, jak zobaczy jakieś zwierze. ile razy on do nas czy do innych psów podleciał z kłami na wierzchu a właścicielkę i jej wołania miał totalnie gdzieś. do tego jak był zapięty, to na flexi i przeciągał właścicielkę gdzie chciał a jak nie zdążyła zablokować linki to wyciągał sobie całą długość smyczy i robił co chciał. totalnie zero kontroli i zero pomyślunku.
a tego sarniego niemowlaka to mi tak szkoda, bo w piątek go spotkaliśmy a dziś już nie żyje:(

Posted

Beatrx napisał(a):
tak w temacie saren: właśnie się dowiedziałam, że pies który nigdy nie powinien być spuszczany, bo odwoływalny to był jak nie miał nic lepszego do roboty zagryzł małą sarenkę i przyciągnął ją z lasu na osiedle. dopiero 15-20minut później zjawiła się za nim jego właścicielka nie spiesząc się zbytnio:angryy:

Zgłosił ktoś to? Bo to karalne jest. I państwu trzeba zapłacić za tę sarnę.

Posted

filodendron napisał(a):
Zgłosił ktoś to? Bo to karalne jest. I państwu trzeba zapłacić za tę sarnę.

oczywiście. powiadomiona policja, przyjechała na miejsce, leśnictwo, służba weterynaryjna i burmistrz miasta.

Posted

Beatrx napisał(a):
tak w temacie saren: właśnie się dowiedziałam, że pies który nigdy nie powinien być spuszczany, bo odwoływalny to był jak nie miał nic lepszego do roboty zagryzł małą sarenkę i przyciągnął ją z lasu na osiedle. dopiero 15-20minut później zjawiła się za nim jego właścicielka nie spiesząc się zbytnio:angryy:


Masakra. W Norwegii jest zakaz spuszczania psów ze smyczy od początku maja do jesieni (chyba). Właśnie dlatego, że zwierzęta mają wtedy młode, które nie mogą się bronić. Oczywiście ludzie spuszczają i tak i nikt tego nie kontroluje, więc to martwy przepis. Nie wiem, co trzeba by było zrobić, żeby zapobiec tego typu zagryzieniom.

Moje psy chociaż mają instynkt łowny i są bardzo szybkie, są odwoływalne ale i tak w miejscach, o których wiem, że zwierzęta mają tam swoje nory/gniazda, prowadzę je na lince. Też dlatego, że młode dzikie zwierzę może paść ze stresu na sam widok biegnącego psa albo psa niuchajacego w jego norze. Nieczęsto się to zdarza ale słyszałam o takich przypadkach. Pies to pies, kieruje się głównie instynktem i dlatego nie należy psu wierzyć w 100%.

Posted

Rino jest odwoływalny w 99%. W lesie chodzi na lince, bo ja uważam, że tak trzeba. Inne psy, które wyprowadzam też mam pod kontrolą, bo w lesie jestem gościem. To moje zdanie.

Posted

LadyS napisał(a):
Szczerze mówiac - ja w ogóle nie popieram spuszczania psów w lesie, i nieraz mi się za to oberwało na dogo.

Zasadniczo spuszczenie psa ze smyczy w lesie jest złamaniem prawa. O ile wiem tylko myśliwym wolno, tylko na zgłoszonym, legalnym polowaniu z psami.

Posted

filodendron napisał(a):
Zasadniczo spuszczenie psa ze smyczy w lesie jest złamaniem prawa. O ile wiem tylko myśliwym wolno, tylko na zgłoszonym, legalnym polowaniu z psami.


Owszem, to prawda. Ale za każdym razem, jak piszę/mówię psiarzom, że to łamanie prawa i nieodpowiedzialność, to spotykam się ze stwierdzeniem "mój pies jest posłuszny/nie pogoni niczego/jak pogoni, to nie zagryzie (to jeden z najlepszych argumentów :roll:)". I to psiarzy, którzy działają z bezdomnymi zwierzętami itd - a więc podejrzewać by można, że mają jakieś wyobrażenie i resztki empatii czy odpowiedzialności. Niestety, niektórzy wygodę swoją i psa stawiają ponad wszystko.

Posted

moje psy to generalnie wiecej czasu spedzaja na terenie otwartym, ale w zeszly weekend bylam sama i musialam jechac w teren.
wiec niestety w drodze losowania wybralam jednego psa, ktory ze mna pojedzie, bo mialam wazna robote do zrobienia.

oczywiscie wiadomo, kogo wybralam.
ja sobie robilam, co mialam do zrobienia, a moj pies sobie gonil jakies tam skowronki czy motylki-generalnie przekladala pole na wlasna reke, ale zero tam bylo, wiec gonila owady.
pozniej musialysmy isc na jeszcze jeden staw.
kawalek przez las. nie zapielam jej na smycz, bo nie mialam wolnej reki, a poza tym uznalam, ze bede jej pilnowac. wlozylam sobie profilaktycznie gwizdek w gebe.

idziemy, a tu sarny.
nie zdazylam zagwizdac.

i wiecie co sie stalo?
moj pies znieruchomial i sie polozyl.

normalnie ja uwazam, ze to jest strasznie niezwykly pies.

w pelni zrozumialabym, zeby wystartowala za tymi sarnami-oczywiscie ona jest odwolywalna z poscigu nawet po kilku krokach.
ale ona bez komendy zrobila to, co cwiczymy od kilku miesiecy.

mam do niej naprawde bardzo, bardzo duzy szacun.
nie wiem, czy jeszcze kiedys tak zrobi. pewnie bylo to troche przypadkowe.
ale naprawde to zrobila.

Posted

No i ja spuszczam czasem, przyznaję się bez bicia :oops:
W górach szczególnie, bo jak tak idziemy przez kilka godzin, zwłaszcza jeśli idzie się z plecakami, to mi już niewygodnie, i psu niewygodnie. Z tym że chodzimy oznakowanymi szlakami i tam spotkać zwierzynę, to rzadkość. Choć raz spotkaliśmy sarny właściwie już na terenie zabudowań w Szczyrku, między posesjami, więc nie ma reguły. Dwa razy się nam zdarzyło, że wystartował za sarną, ale za każdym razem natychmiast dał się odwołać. Ale na to pozwalam sobie wyłącznie jak idziemy z mężem, bo on ma wypracowane takie przywołanie, że pies zawraca w miejscu piruetem, jak na kreskówkach :) Ja tak nie umiem, nie umiem tak gwizdnąć, i nie wiem, czy potrafiłabym odwołać go z pogoni.

Posted

ja psa spuszczam w lasku tam zwierzaczki są raczej sporadycznymi gośćmi dalej jest jeszcze las taki prawdziwy i tam psa nie spuszczam, w sumie rzadko się tam w ogóle zapuszczam.
Moją zasadą jest nie spuszczanie psa poza miejscem zamieszkania wtedy smycz i linka. W górach w szczególności, jeśli istnieje choć najmniejsza szansa że pies sie nie odwoła(a uznaje ża taka szansa jest zawsze bo pies to nie robot i może się wystraszyć zapomnieć et.) co zrobić daleko poza miejscem zamieszkania w górach, jak szukać? i jak pies ma trafić z powrotem? Za bardzo bym panikowała. Wole na zimne dmuchać w tej kwestii

A jak chodzę z plecakiem i pies jest na szelkach na lince amortyzującej to mi raczej pomaga a nie przeszkadza :cool3:więc go wykorzystuje w końcu ja jego żarcie niosę :mad:

Posted

Jeszcze niedawno nie miałam podstaw, by narzekać na psiarzy w mojej okolicy, ale zawsze musi być ten pierwszy raz.
Spacerowałam sobie z Sonią i koleżanką po lesie. Powoli wychodziłyśmy z tych głębszych partii na bardziej uczęszczane ścieżki, więc zapięłam sunię na smycz. Kiedy wyszłyśmy na główną drogę podbiegł do nas pies, na moje niedoświadczone oko podobny trochę do posokowca, tyle że większy. Na początku wszystko było ok, moja spokojnie i grzecznie obwąchała towarzysza, on odwzajemnił gest. Nagle jednak się zjeżył i rzucił na Sonię. Ona wpadła w panikę, ja zresztą również. Właściciel szedł do nas wykrzykując imię psa, ale specjalnie się nie śpiesząc. Kiedy pies przewrócił moją na plecy, starałam się go odepchnąć. Właściciel wreszcie łaskawie ruszył odwłok i złapał zwierzę za obrożę. Nie wiem, kto był bliżej zawału - ja czy Sonia.
Jeżeli ktokolwiek spodziewał się, że właściciel mnie przeprosi, przeliczył się. Uśmiechnął się tylko i stwierdził, że "zazwyczaj tak nie robi" po czym zapiął agresora na smycz i odszedł.
Parę dni później znów ich spotkałam. Tak, zgadliście - pies biegał luzem.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...