Leaderboard
Popular Content
Showing content with the highest reputation on 03/28/17 in all areas
-
3 points
-
Bardzo się cieszę, że stara owczareczka wyjdzie ze schronu.2 points
-
Właśnie o to mi chodziło . Dziękuję bardzo :) Jutro założę suni wątek. Już nie mogę się doczekać jej wyjścia na wolność .2 points
-
2 points
-
On teraz najbardziej potrzebuje dobrej opieki zgodnej z zaleceniami weta i faktycznie obserwacji jego całego. By nic sobie np. nie rozlizał, by nie zwrócił leków itd. W oczy to mu się nie da nie patrzeć, bo on cały czas utrzymuje kontakt wzrokowy jako pies absolutnie uległy i zapatrzony w człowieka. Na pewno bardzo lubi pieszczoty i ma ich teraz w bród. :). Lubi też jak się do niego mówi. Hmm to dla mnie nieomal nowość, że pies mnie słyszy, bo z moich pieciu psów tylko Pikuś dobrze słyszy, co do niego mówię. Myślę, że Bamboszuś powoli rozumie, że jest bezpieczny, ze już mu nic nie grozi. Cieszę się widząc, że każdy dzień przynosi jakieś pozytywne zmiany. i wierzę, że zostanie wyleczony i będzie żył bez bólu.2 points
-
No to dziś nasz młodzieniec w dzikim pędzie ... że ledwie go można było uchwycić w kadr ;)2 points
-
Tak Togusiu. To podobno bardzo dobre zabezpieczenie i nie przeszkadza przy otwieraniu uchylnie okien, Spokojnej nocy :)1 point
-
1 point
-
1 point
-
Zdrowieje Bamboszek pod troskliwą opieką :))1 point
-
Już się robi. Ale Ty też musisz skasować mój cytat. Jak konspiracja, to konspiracja :)1 point
-
1 point
-
Witajcie, mam na imię Canis, jestem pieskiem średniej wielkości. Mam … lat i … cm w kłębie. Gdy byłem małym, słodkim szczeniaczkiem miałem dom i swoich ludzi. Niestety po kilku miesiącach zostałem porzucony i trafiłem do schroniska. Mijały dni, tygodnie, miesiące i lata, a ja cierpliwie czekałem na odmianę losu. Gdy już pogodziłem się z faktem, że do końca życia będę tkwił w schronisku, zdarzył się cud i zostałem zabrany do hotelu dla piesków. Odzyskałem radość życia, teraz mogę biegać, szaleć, bawić się zabawkami. Nadrabiam stracony czas. Z powodu nieleczonego złamania mam zdeformowaną łapkę, ale w niczym mi to nie przeszkadza. Przecież do tego, by kochać ludzi potrzebne jest wielkie serce, a takie właśnie mam. Kocham ludzi najbardziej na świecie i marzę o tym, by mieć SWOJEGO CZŁOWIEKA, takiego już na zawsze. W domu zachowuję czystość niczego nie niszczę, nie hałasuję. Bez problemu dogaduję się z psami i kotami. Jestem zdrowy, zaszczepiony, odrobaczony, wykastrowany, posiadam czip. Przed adopcją obowiązuje wizyta wolontariusza oraz podpisanie umowy adopcyjnej. Czekam, aż mnie odnajdziesz, bym mógł zamieszkać w Twoim domu i sercu. Canisek. Nie wiem, jak z tym zostawaniem w domu, dlatego fragment jest na kolorowo1 point
-
1 point
-
Dobrze, że sunieczka się rehabilituje i zaznaje wreszcie lepszego życia :) Mój przyjaciel Wiktor wyasygnował znowu kasę dla potrzebujących psiaków, więc poszło 100 zł dla Dżetty.1 point
-
1 point
-
Ptyś był dziś na kontrolnej wizycie w lecznicy. Został dokładnie osłuchany - praca serca, płuc. Sprawdzono węzły chłonne, gardło. Wszystko w normie :). Obcięto pazurki. Wetka dokładnie obejrzała skórę, sierść. Jest wiosna piesek zaczyna linieć... włos ma słaby bardzo rzadki Jest lepiej niż było, już nie wygląda jakby pumeksem przejechany ale po dobrej karmie preparatach na wątrobę powinien mieć już bujniejszą czuprynę. Nie podoba mi się to, zdecydowałam się na pobranie zeskrobu. Kupiłam Ptysiowi witaminki (zalecono 2 dziennie ). W piątek odbiorę wynik, mam nadzieję że jestem przewrażliwiona. Kupiłam małemu puszki 50 szt x 400g i 10 szt x 1200g. + gratis sucha karma 1,5kg :)1 point
-
zaprosze na bazarek gdzie psiak jest jednym z beneficjentow :1 point
-
poleciała wczoraj kasa na ŚTOZ niech laska zmyka do domu ;)1 point
-
1 point
-
Myślę, że podjęłyście dobrą decyzję. Ja też miałam jakiś czas temu trudną sytuację, choć tu to własnie sąsiedzi alarmowali i prosiło o pomoc. Zmarła samotna Pani, a w domu przez kilka dni mieszkała zamknięta z nią staruszeczka sunia. Kiedy w końcu ktoś zauważył, że Pani nie pojawia sie na spacerach, zaalarmowali policję. Policja weszła, wezwała odpowiednie służby, Pania wywieźli, a sunię zabrali na Paluch. Trzęsła się przerażona nową sytuacją. Mieszkała przywiązana smyczą w kociarni. Załatwiłam jej DT w Mławie i pojechałam po nia na Paluch, ale spotkała nas niespodzianka, bo sąsiadka Pani zdecydowała się dać Agatce dom. Miala szczęście, ale tu nic nie wiadomo o sąsiadach, czy któryś dałby znać, że nie widzi Pani i suni:( To nie jest nic przeciw Pani, po prostu ostrożność. Moja samotna zaprzyjaźniona sąsiadka dała mi klucze do swojego mieszkania, bo ma psa, którego bardzo kocha i gdyby nagle zniknęła z pola widzenia, mogę do niej wejść po Kulfona. Nie jest wiekowa, a jedynie zapobiegliwa. Moje klucze też ma, chociaż mieszkam z Jackiem. Moim zdaniem kontakt do kogoś jest absolutnie niezbędny.1 point
-
Niestety, kociego mleczka Wrzaskun nie tknie, ani kefirku czy innego kociego specjału. Taki francuski kotek z niego. Za to krowie mleko, prosto po dojeniu to i owszem. Jakoś musimy to przetrwać, nie ma wyjścia. To niebezpieczne, że Wampuś potrafi zjadać opakowania foliowe :(1 point
-
Trafiłam na wasze forum szukając danych do przekazania 1 % podatku, ponieważ 5 lat temu adoptowałam 7 - letnia dziś Lenę, która pochodzi własnie stąd. Złapano ją w okolicach miejscowości Mniów. Przechodziła burzliwe dzieje, dwie nieudane adopcje i w końcu trafiła do mnie, do Lublina. Lena jest bliźniaczo podobna do Hanki i niemożliwe, aby to był przypadek. Jeśli nie wierzycie Państwo to obejrzyjcie jej zdjęcia na wątku " Alarm Kielce" w okolicach stron 200-310. Muszą mieć wspólne pochodzenie prawdopodobnie z rożnych miotów jednej matki. Była zsocjalizowana, ale sprawiała wiele kłopotów, potrafiła ugryźć i miała mnóstwo trudnych zwyczajów związanych z okrutnym traktowaniem i nadmierną samodzielnością, bo przechodziła podobne koleje losu jak Hanka. Dzięki wielu cudownym dziewczynom (duży strach przed mężczyznami sprawiał, że były to głównie kobiety), wśród których były m.in. Erka i Pani Magda (prowadzi hotel "Pod lasem") trafiła do mnie w stanie, który umożliwiał pracę z nią. Malagos i Andzia69 też muszą ja pamiętać. Miała uległy i ciepły stosunek, ale tylko do znajomych. Nie było to łatwe, choć to był mój czwarty pies, ale obecnie jest psem, którego się już nikt nie obawia. Kocha również mężczyzn, którzy nie potrafią się oprzeć jej uśmiechowi i wykładaniu brzuszkiem do góry. Jedynym śladem trudnej przeszłości jest niewydolność trzustki, z którym sobie jednak radzimy. Ma specyficzny charakter i nie poddaje się łatwo szkoleniu, ale to się udało. Znajdując swoje miejsce i powołanie stała się jednocześnie bardzo zrównoważona i spokojna. Jest towarzyszem osoby na wózku inwalidzkim. Mam nadzieję, że Hanka będzie miała tez taką szansę. Kibicuję jej. Żałuję, że nie mogę przyjechać z Lenią i pokazac, ze kieleckie "łowczary" mają największe serca. do kochania. Pozdrawiam. Gdybym mogła pomóc proszę o kontakt: [email protected]1 point
-
Robię kwiatki :), zapraszam do oglądania I bazarek memory dla Braciszków Lolciu zapraszaj cioteczki:)1 point
-
1 point
-
Dzień dobry wieczór :) AgaG obserwuj Bamboszka bacznie. Ten zez rozbieżny i ataksja w obrębie pyska rzeczywiście sugerują zmiany neurologiczne. Mógł być uderzony w głowę, czasem powoduje to guz lub krwiak w mózgu (nawet pourazowy), czasem zdarza się to po zatruciu toksynami (np, ropiejące rany, które miał Bambi, robaczyca szczeniąt, a u suk ropomacicze ukryte). Patrz mu w oczka często. Mam nadzieję, że objawy przy dobrej opiece się wycofają. Szkoda, że nie można uzyskać informacji o przeszłości psa od pajaca, który był jego "panem".1 point
-
Czy ja w jakiś sposób dyskryminuję sąsiadkę pani Marii ? Bez przesady. Sama jestem osobą dobrze po sześćdziesiątce i daleka jestem od dyskryminacji ze względu na wiek. Branie pod uwagę faktu, że mogą zaistnieć sytuacje, które wykluczą z aktywnego życia człowieka całkowicie wyalienowanego i wynikających z tego konsekwencji dla jego zwierząt nie jest gdybaniem, co by było, gdyby było, lecz zakładanie całkowicie realnych sytuacji, których nie branie pod uwagę byłoby lekkomyślnością. Trudno zgodzić się ze stanowiskiem pani Marii, która na pytanie czy ktoś będzie mógł zaopiekować się psiakami, gdy ona zachoruje, odpowiedziała, że przecież przez ponad 40 lat nie chorowała, że od 20 lat opiekuje się psami i daje radę. Czy jeśli przez ponad 40 lat nie chorowała, to znaczy, że tak będzie zawsze ? Nie mam zamiaru snuć tu czarnych scenariuszy, bo to nie ma sensu. Ale czy można powierzyć zwierzaka osobie, która nie potrafi wskazać osoby, która w razie potrzeby zaopiekuje się jej podopiecznymi ?1 point
-
Byliśmy, podziwialiśmy. Jolantina pracowita jest, że ho, ho.1 point
-
Pegunia śliczna, wśród innych zwierzątek.Nie wiem, co się stało z dogomanią.Ludzie nie piszą, nie porozumiewają się tutaj.Jak napiszę, to i tak nikt nie odpowie.To nie tylko tutaj, Na innych wątkach tak samo jest.Nawet tam, gdzie się wpłaca.To już nie już nie jest TA DOGOMANIA, która kiedyś była.1 point
-
Sklepik dla Bambo już czynny. Zapraszamy!1 point
-
Dziewczyny, co z Wami, czy nie wyraziłam się wystarczająco jasno, że nie chodzi o wiek tej pani, ale czy możemy liczyć na to, że przez 10 czy 13lat będzie miała nasze namiary i zadzwoni w razie potrzeby ? Można nie lubić ludzi, ale niestety nie można się wyalienować całkowicie, bo są różne sytuacje, w których bez pomocy innych ludzi nie poradzimy sobie. Nie stwarzajmy problemów tu, gdzie ich nie ma.1 point
-
1 point
-
Hmm, kurczę Sowa, to mi teraz dałaś do myślenia z tymi matami... Rzeczywiście ja też się zasugerowałam rosnącą ich popularnością. Pomysł pojawił się ze względu na nadaktywną Zuzkę, a podsunęła go znajoma wetka jako coś, co powinno sunię "wymęczać". Zuza to jest taki typ, który potrzebuje zajęć non stop. Wycisza się w kennelu, a i owszem, ale w ramach zabijania czasu potrafi nawet zjadać kable. Mata wprawdzie nie zdała egzaminu jak już wcześniej pisałam, ale rzeczywiście masz rację, że to jednak "niewychowawcze" posunięcie... Niby takie oczywiste, a nie pomyślałam o tym, może też dlatego, że u nas w okolicy raczej się nie spotyka żeby były jakieś resztki na trawniku, ale za to podrzucić coś podtrutego przez płot to już tak. A skoro jesteśmy przy płocie! ;) Musieliśmy jednak wzmocnić i nasze ogrodzenie. Rozdzieliliśmy część "rekreacyjną" ogródka od tej bezpośrednio przy ulicy. Cypis wprawdzie nie wykazał się u nas jeszcze swoimi ucieczkowymi umiejętnościami (chociaż raz próbował się przeczołgać pod bramą za Damianem), ale strasznie dużo czasu mu zajmowało zaczepianie przechodzącej ludzkości... Wcale nawet nie szczekanie, wręcz przeciwnie, on się aż łasił. Ale u nas blisko szkoła, dużo dzieciaków się kręci, a ja tam nie lubię jak obce człowieki mi pchają łapy przez płot do głaskania piesełków. Ot tak dla bezpieczeństwa i człowieków i piesełów. Musi się biedaczyna zadowolić naszymi głaskami.1 point
-
W związku z całą tą obrzydliwą sytuacją chcę powiedzieć, że od dawna nie robię bazarków i nie kupuję niczego u osób skłonnych do "nieżyczliwości" właśnie dlatego, żeby nie przekazywać danych - numeru konta, adresu, numeru telefonu. W którymś momencie zapaliła mi się ostrzegawcza żaróweczka, bez konkretnej przyczyny, teraz jednak widać wyraźnie, że siedzimy na minie. W każdej chwili komuś może odbić i z czystej złośliwości narobi kłopotów jakimś irracjonalnym donosem - nie wiem jakim, bzdurnym, niemniej jednak może trzeba będzie gdzieś chodzić i z czegoś się tłumaczyć. No w każdym razie jeśli gdzieś coś ostatnio licytowałam/obiecałam, to proszę przyjąć do wiadomości, że wycofuję ofertę i żaden więcej przelew ode mnie nie pójdzie. Paskudnie się narobiło.1 point
-
Dziękuje bardzo za słowa wsparcia :)) Od dobrych prawie 10 lat była wegetarianką, w ubiegłym roku postanowiłam iść o krok dalej, etapami odstawiać produkty od zwierzęce. Od stycznia stosuje dietę wegańską (bo weganką się nie czuje). Czasami jeszcze zjem krewetki, i jem jajka bo rodzicielka ma zaprzyjaźnioną Panią co do której jesteśmy pewni, że kury mają się dobrze. Jak jajka są to są, jak kury nie maja ochoty to jajek nie ma :) U nas w mieście obok, jest nie wiem czy dobrze to napiszę rozbiór drobiu, a więc czasem też przejeżdża transport śmierci. Ja oczywiście miałam zwierzaki przez te lata, adoptowałam świnki morskie, byłam dla nich też DT, do tej pory przeprowadzam WPA. W między czasie trafił się też królik, wykupiony ze sklepu. Obecnie mam dwa króliki po 5kg żywej wagi. Jeden uratowany przed byciem tuszką w Biedronce- Walt, Piernika za to została oddana po śmierci właścicielki do schroniska, a stamtąd szybko została przeniesiona do stowarzyszenia zajmującego się królikami. Dla stowarzyszenia króliczego też przeprowadzam w swojej okolicy WPA, ale jak na razie nie miałam szczęścia do żadnej :))) nadal czekam. A teraz kończąc optymistycznym akcentem, trochę lansu i bansu :))1 point
-
A mnie świat i ludzie chyba nigdy nie przestaną zadziwiać. Pamiętam swoje pierwsze spotkanie z tym forum-achhh ohhh ojej! co za cudowny portal, jacy LUDZIE! myślałam -miejsce dla mnie, tu nie ma zazdrości, zawiści, przepychanek i podchodow. Czas pokazał jak bardzo się myliłam. Z tym,że kiedyś byli moderatorzy-nie z doskoku, a cały czas. I nie było takich fochów. Wszyscy grali do jednej bramki, był jeden wspólny cel-dobro zwierząt. Teraz dla kilku osób celem nadrzędnym jest dokonanie jednej czy drugiej osobie czy organizacji. A nie o to przecież chodzi. Osobiście bardzo cenię sobie znajomości z forum, część przerodziła się w przyjaźń, z wieloma osobami utrzymuję kontakt mejlowy czy telefoniczny. I czasami usłyszę "ale Ty goopia jesteś " itp-ale to nie jest powód do obrażania czy zemsty. Ani do tego żeby knuć,przeszkadzać czy wywlekać prywatne sprawy (bo jednak czasem się sobie zwierzamy, bo mamy gorszy dzień, bo...) Mogę prywatnie kogoś nie lubić, mogę się nie zgadzać ale nie mogę przeszkadzać.1 point
-
Po rozmowie z Tolą zgodziłam się poprowadzić finanse Owczusia. Kibicuję mu od początku, jestem na wątku, chociaż nie zawsze piszę, ale to się teraz zmieni, obiecuję. Przejrzę cały watek, sprawdzę kto deklarował i wyślę numer konta. Na pewno zrobię to dzisiaj. Nie wiem, czy ktoś już wpłacał na konto Jo37? Proszę o informację.1 point
-
Moje wiśniowe oko (cherry eye) świeżo zrobione, ale jeszcze nie czerwone, bo szybko naprawione. I tak "uatrakcyjniam" człowiekom wspólne pobywanie. Bo co mają do roboty, jak nie mną się zajmować. Jak już wszystko zrobią, to se chociaż oko potrę łapą i pstryk gruczoł na wierzchu. I już jest co robić :)1 point
-
Spotkałam dziś na spacerze błąkającego się ziomala czterołapa ogoniastego. Mówił coś, że przez krzaki, że za cieczką, że daleko, że zmęczony, że nie wie, w którą stronę i takie tam samcze gadanie. A się przymilał, a się pańci podstawiał, a się do rodziny pchał! Jak go pańcia, MOJA! pańcia, w kierunku domu zwabiała, to już miałam pietra, że mi się wielki huskowaty braciszek szykuje. Ale człowieki coś mu tam na obroży wygmerały i po kilku telefonach znalazła się jego pańcia. Przyznam, że mi ulżyło, bo ja mam taką malutką miseczkę na jedzonko, a ten tu taaaki duuuży. Raz by jęzorem zawinął i już bym się nie załapała. Skończyło się tylko na misce wody, w ilości takiej, że ja to bym się wykąpać mogła.1 point
-
1 point
-
1 point
-
1 point
-
jeszcze skopiuje taki mój opis: " Hanka - trochę w typie belga...trochę onka. Niechciana od szczeniaka. To takie wydarzenie trochę ku przestrodze - co może wyrosnąć ze szczeniaka niezsocjalizowanego i pomiatanego. To trochę wycie z bezsilności...gdy takie psy trafiają do schronisk, przytulisk :( A nie do domów, gdzie by z nimi jakkolwiek pracowano, by być może przygotować do adopcji :( I co z nimi robić? skazywać na dożywocie za kratami? szukać za wszelką cenę domów? Tylko gdzie? Skoro psów jak mrówków, do wyboru i koloru, bezproblemowych, ładnych :( Trochę historii z życia niechcianego psa: Kilka lat temu na podkieleckiej wsi się błąkała jako kilkutygodniowy szczeniak...sama. Od domu do domu, gdzie była przepędzana. Zaczęła się bać ludzi, chować przed nimi w krzakach i innych zakamarkach. W końcu została złapana i umieszczona w kojcu. Niestety dla tak sponiewieranego psa kojec to najgorsze, co mogło się jej przytrafić. Pomimo, ze miała pełny brzuch, była od czasu do czasu wypuszczana...ale nie zaufała. Po jakimś czasie ludzie już jej nie chcieli - po co komu pies, który boi się ludzi, nie pilnuje. Zabraliśmy Hankę jako 2 letnią sukę do ...kojca. No bo co zrobić było. Uśpić? Podczas manipulacji przy niej wtedy złapała...ze strachu, a raczej z przerażenia. Teraz każdorazowa próba "nacisku" wywołuje panikę i pokazanie albo i użycie zębów. Szczepienie wyglądało tak, ze po środku zwiotczającym i tak trzeba było zarzucić jej kołdrę na głowę i walczyć z nią. I co robić z takimi psem...nikt do tej pory jej nie pokazał, ze czlowiek, to nie samo zło...ale czy znajdzie się ktoś, kto ją naprawi? Takich "dzikawych" psów mamy 3 pod opieką, a bojących się ciut mniej 2.Ale tylko Hanka w panice próbuje gryźć :( Ten wątek to wołanie o pomoc...bo co z nimi zrobić? "1 point