Leaderboard
Popular Content
Showing content with the highest reputation since 09/24/26 in all areas
-
6 points
-
Dzień dobry wszystkim. U nas ok. w sumie już ok. Mikuś jest na antybiotyku, ma jakieś szmery w płucach. Wcześniej już też brał antybiotyk i byliśmy u kardiologa, ma powiększone serduszko. Ogólnie mimo to ma się świetnie, jest kochany, cudowny, uwielbia się przytulać lub leżeć na kolanach. Już od dłuższego czasu czuje się bezpiecznie ( wcześniej nie wchodził na moje łóżko ), teraz już rządzi w całym mieszkaniu. Z Kajunią i kotami pełna zgoda i harmonia. Jak skończy antybiotyk jesteśmy umówieni na kolejne prześwietlenie i okaże się co dalej. Wyniki krwi ma bardzo dobre. Miał też badany kał ogólnie i pod kątem występowania nicieni. Oba wyniki ujemne. Ostatni tydzień był straszny, Kajunia wylądowała w niedzielę w klinice, z zapaleniem trzustki. Codziennie od 12tej do 20tej była pod kroplówką, teraz już jest ok. Oboje z Mikim jedzą gotowaną pierś z indyka z warzywami, co oczywiście bardzo im smakuje. Marysiu, nigdy nie przestanę Ci dziękować za uratowanie Mikunia przed bezdomnością i za to, że mam zaszczyt gościć go w moim życiu. Już zawsze będzie szczęśliwy i rozpieszczany.5 points
-
U nas w bdt jak nigdy - koty... Wszystkie małe, takie glutki 3-4 mies. Dwa znalezione razem (łaciatka ok, szaro-biała kocia ze złamaną łapką w śródstopiu), trzecia szylkretowa z uszkodzonym ogonkiem (i odbycikiem...) , czwarty kawaler czarny jak smoła tez ok. I to wszystkow ciagu 4 dni. FilonkabezOgomka po operacji odcięcia ogona, jutro zdjęcie szwów, wróci do pani, do której została wcześniej podrzucona pod same drzwi. Trzykolorka znalazła dom, niewychodzący, co na wsi jest rzadkością. Łapka już po zdjęciu usztywniającego opatrunku, leciutko obarcza kończynę - powinno być dobrze. Tylko Czarcik nie ma wzięcia, choć jest najfajniejszy z gromadki. Przydała się duża łazienka na piętrze, która, jak nie ma gości, jest nieużywana.5 points
-
Twoje psiaki i Twoja praca zasługują na osobne forum, a nie tylko wątek.5 points
-
5 points
-
Andżela była ze mną na wsi na weekend, bo Kaj dostal krwotoku i musialam jechać. Wróciłyśmy dziś do Katowic. Dałam jej Biovetalgin na próbę i nie ma za bardzo efektu. Tylko Zoja jest w stanie zmusic ją do ruchu. Na jej widok ze zesztywnialym zadem, ale na dwóch przednich łapach podskakując jak krolik, zaczęła sama się poruszać. Tak to ją rano trzeba podnieść i postawić na zewnątrz. Przed wyjazdem a wieś chciała iść do parku, tylko łapy odmówiły posłuszeństwa na ścieżce przed parkiem. Lalicja była w wózku, ale Andzeli nie da się niestety tak zapakować. Wracałyśmy z przerwami i z ogromnym trudem. Jedzenie dostaje po troszkę, ale często. To też jest jakis sposób. Zamówiłam jej na Temu takie jakby ubranko z nosidłem. Ludzie sobie chwalą i przy większych po prostu psa w nim zostawiają. Czekam aż dojdzie. Córka po dwóch tygodniach choroby wyjechała teraz na wieś, bo szkoła czeka. Nie wiem, jak będzie z Andżelą. Chyba będę musiała prosić mamę, żeby pomagała mi ją znosić. Kręgosłup Andżeli jest już całkiem sztywny. Ona jest niesamowicie mądra. Wszystko nam sygnalizuje. Każdy jest pod jej wrażeniem. Przez to jest tak strasznie ciężko mieć świadomość, jak smutną, straconą i tragiczną miała większość życia i że tak niejednoznaczne są te nasze starania.5 points
-
No to lecimy ze zdjęciami, bo trzeba ogłaszać brygadę Masza to największa pieszczocha, od razu mruczy i dobrze jej na kolankach. Migdałkowi też się podoba. Marcepan nie usiedzi zbyt długo i ogólnie woli się bawić. Miranda - choć najmniejsza - to mała rezolutka. Nie usiedzi na rękach ani kolankach, ale przy głaskaniu włącza traktorek. Wszystkie kociaki są cudowne, bardzo towarzyskie, proludzkie, wesołe, zabawowe. Cały czas coś robią i każde coś innego. Normalnie mam telewizję 3D teraz w domu5 points
-
Zwłaszcza, że teren gminy i miejscowość na bogatą nie wygląda. Ale co tam, pani urzędniczka ma "kłopot z głowy", sprawę załatwiła jednym telefonem do schroniska Pisałam do schroniska w jej sprawie, czekam na odpowiedź. A jeśli jej miałby ktoś pomóc....no kto? Jeśli nie wydarzy się żaden cud...to oczywiście ja.... Mam dobre wieści - Gaja tak bardzo zaprzyjaźniła się z Inką i Morelką, że już śpią razem wprawdzie w nocy Gajeczka walnęła wielkie kupsko, ale co tam... najważniejsze, że się odważyła i "została na noc", bo w ciągu dnia często do nich zaglądała. W sobotę przyjechała koleżanka żeby pomóc mi zrobić ładne zdjęcia do ogłoszeń pręgowanej Luny i oczywiście przywitała się ze wszystkimi. Gaja w pierwszej chwili ją obszczekała, ale potem "przemyślała sprawę" i dała się przekupić smaczkami _____________________________________________ Po kilku dniach dopiszę "skargę", że Gaja nie zachowuje czystości. Ale i tak jest cudowna, kochana5 points
-
4 points
-
Szaro, ale nie pada więc jest OK.4 points
-
4 points
-
4 points
-
4 points
-
4 points
-
4 points
-
4 points
-
4 points
-
4 points
-
4 points
-
4 points
-
4 points
-
3 points
-
3 points
-
3 points
-
3 points
-
Witamy Wszystkich serdecznie. Z wielu przyczyn nie było Nas tu długi czas, mam nadzieję że przekazywanie informacji przeze mnie wróci na stałe, natomiast przez to że mam stary, ledwo żywy telefon, który nie jest zdolny do skomplikowanej współpracy, to zdjęcia do wklejania dalej będą przechodzić przez ręce Iwny. Przede wszystkim chciałam serdecznie podziękować za każdą paczkę, którą do moich psów przysłaliście. Dziękuję każdemu, kto wspierał nas w jakiejkolwiek formie. Dziękuję za każdą poszewkę, ręcznik, kocyk, niepotrzebną koszulkę, bluzkę – każda jedna rzecz ma tu swoje zastosowanie. To co nie ląduje pod psem, przerabiam na setki szmat i szmatek do wycierania podłóg i zbierania pogubionych kup, a wierzcie że to idzie jak woda….Wystarczy że Rózia uruchomi swoją nieograniczoną wyobraźnie i po każdej akcji z cyklu „posprzątaj po mnie” , znika w śmieciach kolejna partia szmat… Którymś razem przyszedł duży pokrowiec na materac - dzięki temu że był taki duży i gruby, to w zestawieniu z kocami ,psy zyskały dwa legowiska - piszę o tym, gdyby się ktoś zastanawiał czy się przydał – oczywiście że się przydał i to bardzo, tak jak wszystko co te moje brudasy od Was dostają. Cioci Limonce dziękuję z całego serca za wsparcie finansowe -miałam zdecydować na którego psa to przeznaczyć – długo się zastanawiałam , bo potrzeb jest bardzo dużo, a przy kupowaniu kolejnych leków, chce się czasami dosłownie wyć z bezsilności, ale żeby było sprawiedliwie i dla wszystkich, to kupiłam dwa dziesięciokilowe proszki do prania , jakieś płyny, zapas chusteczek nawilżających i zasypki – to są produkty pierwszej potrzeby obecnie, natomiast przy ilości prania jakie co dzień robię, możliwość zakupu proszku potrafi dać dużo radości – a więc tak spożytkowaliśmy to konkretne wsparcie. Dziękuję Limonce za słodkości, które czasami pozostają jedyną formą pocieszenia w ciężkiej rzeczywistości roku 2026 Już 2025 mnie mocno przewałkował, ale jak to mówią , zawsze może być gorzej, także tak….Ale narzekać nie będziemy, bo w końcu niewiele zostało, a zacznie się 2027 i wszystko może się zdarzyć…. Co u Rózi, naszej bohaterki wątkowej słychać, to z grubsza wiecie. Rózię można wyleczyć z różnych chorób, ale na bałagan w jej głowie, nie ma lekarstwa. Bywają dni, że zachowuje się względnie przyzwoicie, jest spokojna, można powiedzieć, że wygląda jak normalny pies, ale takich dni, a przede wszystkim nocy, jest zdecydowanie mniej. Najgorsze są noce, ja już nie wiem nawet jak wygląda normalna noc. Rzadko kiedy śpią wszyscy, bo nawet jak Rózia akurat śpi normalnie, to łazi ktoś inny. Niezależnie od tego o której wychodzą ostatni raz na dwór, to i tak zaczyna się wędrówka ludu, jak Ja tylko oczy zamknę. Jedyna różnica między Rózia a resztą jest taka, że one w nocy chodzą , a Rózia biega...Wystrzela z legowiska i lata w tą i z powrotem i tylko ona wie po co i gdzie chciałaby dobiec. Wypróbowaliśmy z Rózią różne leki i na nią nie działa nic. Można dać, można nie dać – efekt będzie taki sam. A największy z największych problemów to taki, że stałam się więźniem Rózi. Nie mogę urwać się z domu, nic nie mogę, bo z takim skomplikowanym psem nikt nie zostanie, nikt, a przynajmniej ja nie mam blisko siebie takiego ktosia. Miałam taką pilną potrzebę wyjazdu w sprawach rodzinnych, tym razem ściągnęłam córkę z drugiego końca kraju, żeby zajęła się nimi przez kilka dni, ale to się akurat udało wyjątkowo, bo czasowo było wykonalne. Co dalej, nie wiem. Jej się nie da nigdzie zabrać ze sobą, to nie taki egzemplarz, który się nadaje na takie rozwiązanie. No ale żeby nie było, że wszystko jest źle, to może kilka zdań o Nusi. Ja na tym wątku, nie raz pisałam o schronisku w Radomsku…... Poza dziesiątkami maili wysłanymi do urzędu miasta, dotyczących wolontariatu którego nie ma, aktualnych zdjęć, które są nieaktualne od lat, stanu psów, które opisywane są przez całe ich życie jako bojące się ludzi itd. itd., symbolicznie uratowaliśmy chociaż jedną sunię – Nusię, nazwaną kretyńsko w schronisku Podstoliną . Przyznaje że i Ja nie miałam pomysłu na imię dla niej, czasem jest tak że się popatrzy na psa i samo się jakieś przykleja, ale tym razem nic mi się nie chciało przykleić, więc trochę w spadku po Nuczce ukochanej, za sprawą której kiedyś ten wątek powstał, radomszczańska sunia dostała na imię Nusia. 14 lat, z czego 12 lat w schronisku, w tej samej klatce , w tej samej budzie. Okazało się że to był ostatni moment żeby uratować jej życie – tego nie wiedzieliśmy, wyszła oczywiście jako zdrowy pies…Szybko dało się zauważyć, że coś jest nie tak u niej z oddychaniem. Okazało się, że stan serca ma tak poważny, że gdyby nie dostała leków w tym krytycznym już momencie, to dawno nie byłoby jej wśród żywych. Byłaby kolejnym psem, który zniknął ze schroniska w Radomsku, jakby go tam nigdy nie było ... Jak przyjechała, wydawała się nieco wycofana, zamknięta, myślałam że będzie demencyjna mocno, ale taki to był „tylko” stan poschroniskowy….Otworzyła się z czasem, z milczącej suni, zaczęła się odzywać coraz częściej, spojrzenie stało się świadome i ciekawość świata większa. Ale najwięcej czasu spędza Nusia na łóżku, jak to u psich staruszków – sen jest dobry na wszystko. W jej przypadku leczyć musimy tylko serce, poza tym jest dobrze na szczęście, bo miesięczny koszt leków na serce to 360 zł. Przez pierwszy miesiąc zaoszczędziliśmy na cardisure, bo miałam sporo tabletek, które zostały po innym psie, ale na październik musiałam już wziąć tyle ile potrzeba i dopisać do rachunku Nusi. Jeśli ktoś miałby na zbyciu cardishure/vetmedin , to Nuśka połknie z chęcią wszystko Podsyłam do Iwonki zdjęcia Rózi, więc wylądują tu pewnie niedługo. Zobaczycie Rózię w towarzystwie jej uzależnienia, czyli z jej ukochanym Burtonem3 points
-
3 points
-
W rozliczeniu za ten miesiąc będzie ujęta wpłata (przelew poszedł) 500 zł od mojej koleżanki Jadwigi Sz., która 2 lata temu adoptowała Biankę. Kotka przez 6 lat była karmiona przez Dorę, potem rezydowała u Murki, aż wreszcie znalazła swój dom. Ale początki były trudne, Bianka długo chowała się pod szafką, wprawdzie jadła i korzystała z kuwety, ale udawała, że jej nie ma. Teraz to zupełnie inna kotka, miła, przytulaśna, ale tylko w stosunku do swojej opiekunki, bo jak ja przyjdę do koleżanki, to Bianka dalej się gdzieś melinuje i jej nie widać. Nie wychodzi też na balkon (osiatkowany!), co może się wydawać nieco dziwne w przypadku kotki, która przez lata była kotką wolnożyjącą.3 points