Jump to content
Dogomania

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 10/23/2018 in all areas

  1. 12 points
    Jestem, jestem! :) Piesio bezpieczny, zaopiekowany, cudny i kochany :) Ale - po kolei. Patrycja przyjechała z psiakami do Warszawy po 17.00. Piesio był bardzo bardzo przestraszony, przerażony właściwie :( Trzeba go było wyjąć z klatki, nie chciał sam wyjść. Stanął potem w miejscu sparaliżowany ze strachu, przytulony do nogi Gosi. Od razu założyłyśmy mu szeleczki (dobrane "na oko" idealnie! :)) i obróżkę, i zapięłyśmy na smycz. Nie chciał się ruszyć, biedny. Gosia wzięła go na ręce i zaniosła do naszego samochodu. Położyła z tyłu na siedzeniach i usiadła obok niego. Niestety schronisko nie dało żadnego papieru dotyczącego szczepień :( Inne psy miały jakieś karty wypisowe czy coś takiego, z zaświadczeniami o szczepieniach, nasz - nic. Trochę mnie to zmartwiło, bo hotelik prosił o jakąś książeczkę zdrowia czy coś świadczącego, że pies szczepiony. No ale co było robić. Zapłaciłam Patrycji, wsiadłam do samochodu i ruszyłyśmy z piesiem do lepszego życia. Przez pierwsze pół godziny pies leżał z tyłu nieruchomo jak kłoda cały czas sparaliżowany strachem, pyszczek miał odwrócony od Gosi i schowany pod łapkami. Jednym słowem - pozycja "nie ma mnie" :( Żal było patrzeć na to maleństwo tak przerażone. Piszę "maleństwo", bo w sumie psiak dużo mniejszy, niż się spodziewałam. Ledwo sięga kolana, waży może z 15-17 kilo. Po pół godzinie usłyszałam z tyłu szept Gosi: "uniósł łepek, rozejrzał się, spojrzał na mnie!". Po następnym paru minutach: "poruszył się, myje sobie łapkę!" Po kolejnych pięciu minutach psina leżała z głową na kolanach Gosi i lizała ją po ręce. :))) Niestety po dojechaniu na miejsce strach powrócił, bo drzwi od bezpiecznego i ciepłego miejsca z dobrym człowiekiem się otworzyły i ktoś zaczął namawiać biednego psiaka do wyjścia. Psinka nie ruszyła się nawet. Zostawiłam więc go jeszcze z Gosią w samochodzie, żeby na spokojnie sobie obejrzał nowe miejsce, a sama poszłam obejrzeć hotelik i dopełnic formalności. Hotelik jest nieduży i w pełni zasługuje na określenie "rodzinny", bo są tam trzy koty i dwa domowe psy - staruszki po ciężkich przejściach. Pani oprowadziła mnie po całym domu, poznałam wszystkie zwierzaki i domowników :) Trochę to wszystko trwało, ale kiedy wróciłyśmy do samochodu, okazało się, że nasz psinek nadal w nim siedzi i nie chce wyjść mimo namawiania i próśb Gosi. Nie było rady, trzeba było znowu go wynieść na rękach. I znowu stanął przestraszony.. Próbowałyśmy go przeprowadzić trochę po ogrodzie wokół domu, żeby się oswoił z nowym miejscem. Powoli krok po kroczku - ruszył. Całkiem ładnie chodzi na smyczy, chyba nie jest to nowośc dla niego. A kiedy poczuł zapach parówek w kieszeni pani Agnieszki, ośmielił już całkiem, zaczął jej jeść z ręki. Po krótkim spacerze, kiedy nawet ogonek zawachlował kilka razy ( :)) !! ) nastąpił kolejny trudny moment: kojec! Na jego widok znowu psina zmieniła się w słup soli. Musi mu się bardzo źle kojarzyć taki kojec :( Nawet miska pełna jedzenia nie zwabiła go do środka. Nie było rady - etatowa już "nosicielka" Gosia wzięła psiątko na ręce i zaniosła do kojca. A potem posiedziała z nim chwilę, aż zobaczył, że tam też jest ok. Jest spokojnie, stoi miska z wodą, miska z jedzeniem, ciepła wygodna buda. Miska z jedzeniem została opróżniona ;) Buda sprawdzona :) Chyba będzie dobrze.. :) A po pozbyciu się robali przyjdzie czas na poznanie się z domownikami :) Zrobiłam kilka zdjęć z tego spaceru po ogrodzie, ale z racji ciemności są bardzo kiepskie. Jeśli chcecie, to może prześlę komuś i poproszę o wstawienie, bo ja niestety nie wiem jak. No i przyszedł czas się pożegnać. Trudno było. I jemu i nam. Po drodze dostałam smsa z hotelu, że w kojcu cisza.. Niunio (tak właśnie napisała p. Agnieszka :D) zawył cicho cztery - pięć razy, ale nie usłyszał odpowiedzi "ze wsi" i nastała cisza. :) Mam nadzieję, że noc minie mu spokojnie. Mnie tak, bo wiem, że jest już daleko od R.
  2. 10 points
    Kenya je :))) Wymaga to precyzyjnych zagrywek i koordynacji godnej manewrów wojskowych, ale od 15 regularnie ciamka "pasztet" naprzemiennie z pastą. Cały proces jest bardzo złożony i wymaga: strzykawki z pastą ( kijek), Mini czającej się na "miskę" Kenyi, ale trzymanej w pewnej odległości, zeby nie zeżarła ( marchewka). I szczekania innych psów - na szczęście mogą być z YouTube'a (żeby pannica łykała, a nie bawiła się jedzeniem). A wiecie co było kluczowe? Kenya zobaczyła Mini odchodzącą od miski, w której jeszcze coś zostało. Wtedy jakby jej się włącznik przełączył. Dobiegła do miski, wywaliła zawartośc na podłogę ( miski nadal są be), zlizała, wchłoneła kolejne pół łyżeczki z przezroczystej przykrywki, napiła się i dostała tegularnej szczenięcej szajby :))
  3. 8 points
    Jesteśmy po pierwszej nocy :-). Na razie wszystko ok :-). Gdzie Figo spał nie mam pojęcia bo długo spacerował po mieszkaniu i wszyscy usnęliśmy zanim on padł. A rano chyba pierwszy był na łapkach. Jak na razie wszystkie potrzeby załatwiamy na dworze. Dziś rano było kooo i to takie eleganckie. Mam nadzieję, że w tej kwestii nic się nie zmieni :-). W domu bardzo trudno mu zrobić jakieś fotki bo on jak widzi, że człowiek się nim interesuje to od razu przychodzi żeby go głaskać :-)))) Jednak coś tam się udało...
  4. 8 points
    Państwo od Lucky wyruszają po niego jutro o 8 rano :) Kciuki na pokładzie aby wszystko poszło dobrze! Rozmawiałam też z p.Wiolettą i u Atilii niestety ale bez zmian.Jest obecnie pod opieką bardzo dobrego weta,również polecanego przez p.Bogusię,która robiła wizytę p/a.Ponieważ zastosowane leczenie nie przyniosło pożądanych rezultatów,wet będzie umawiał wizytę w Warszawie na tomografię komputerową, aby dokładnie zostały zbadane przewody moczowe.Podejrzewa,że to może być wada wrodzona i będzie potrzebna operacja,ale trzeba poczekać na wyniki badania i konsultację. Dzisiaj p.Wioletta mi powiedziała tak: p.Bogusiu,zadała mi Pani w naszej pierwszej rozmowie pytanie, dlaczego właśnie Atilka? Odpowiedziałam,że zakochaliśmy się w niej od pierwszego zobaczenia,a dzisiaj jeszcze uzupełnię,że właśnie dlatego, aby jej nikt więcej nie porzucił ze względu na jej stan zdrowia.My zrobimy wszystko co w naszej mocy, aby ją wyleczyć,bez względu na koszty.I tak jak już wcześniej mąż powiedział,że nie ma takich pieniędzy,za które byśmy mogli Atilkę oddać :) Same łzy mi płynęły gdy to usłyszałam...Ta adopcja to przeznaczenie i modlę się ze wszystkich sił,aby mała wróciła do zdrowia! Ona na to zasługuje i jej wspaniała,bardzo troskliwa Rodzina!:) Napiszę,jak tylko otrzymam wiadomość o terminie badania.
  5. 8 points
    Hmmm, sama nie wiem od czego zacząć…. Tyle czasu minęło, tyle się wydarzyło. Niesłychanie długą i wyboistą drogę przeszedł nasz Dolarek. Przed Radysami najpewniej miał podłe życie, potem trzy lata w piekle w Radysach, uwolniony z Radys spędził rok w hoteliku u Murki, następnie 1.5 roku pod skrzydłami „hop!”. Dolarek bardzo się zmienił przez ten czas. W Radysach z łatką dzikusa, przerażony i upodlony, pierwszego dnia po przyjeździe do hotelu chciał rozwalić klatkę u weta, potem dał się poznać jako pies samotnik któremu człowiek do niczego nie jest potrzebny. Był czas, kiedy myślałam aby Dolarka wyadoptować nawet do budy do ogrodu , że tam będzie szczęśliwy na swój sposób. Boże, jak dobrze że tego nie zrobiłam. U hop! dał się poznać jako psiak ceniący sobie mieszkanie w domku, zaraz po spacerku tam właśnie się kierował. Tam czuł się bezpiecznie, tam miał swoje własne legowisko, swój pokój, jedzonko za które dałby się pokroić. Okazał się psiakiem grzecznym, prawie bezproblemowym, świetnie odnajdującym się w warunkach domowych , jedynie lękliwym w pewnych sytuacjach, które jednak gdy się pozna i zaakceptuje to nie są jakimś wielkim problemem. Ofert domu zbyt wiele nie było a te które były to takie byle jakie. Albo pani z gromadą wrzeszczących dzieci, albo młoda dziewczyna na utrzymaniu rodziców albo nawiedzona pani pielęgniarka która jak przyszło co do czego przestała się odzywać. Pamiętam że początkowo bardzo dużo ogłaszałam Dolarka, bardzo wiele ogłoszeń miał wyróżnionych. Potem, z biegiem czasu zaczęłam powoli tracić nadzieję. Gdzieś w podświadomości pogodziłam się już chyba z myślą, że Dolar domu nie znajdzie. Bo kto będzie chciał lekliwego, starszego już Pana, kiedy wkoło tyle młodych, pięknych psiaków do adopcji. A że u Dolara krew się nie leje, jest zaopiekowany , jest dobrze mu tam gdzie jest więc nikogo jego los nie wzruszy. Natchnienie przyszło, kiedy przeczytałam na Dogo wpis hop!, że jej „trudny” Bastuś znalazł wspaniały domek i że warto wierzyć do końca w dom nawet dla trudnego psa. I wiecie co? Tak mnie to podbudowało i uskrzydliło, że usiadłam do laptopa, pokasowałam wszystkie stare ogłoszenia Dolarka i zrobiłam nowe, zmodyfikowałam tekst, zmieniłam zdjęcia, wyróżniłam jednocześnie 5 ogłoszeń na duże miasta. I zdarzył się cud! Otrzymałam wiadomość przez olx ale nie taką „byle jaką” jakich multum –ale długą, ciepłą, serdeczną, wzruszającą, taką że serce zaczęło mocniej bić. Odpisałam a że była późno to już nie oczekiwałam odpowiedzi, jednak nie mogłam zasnąć bo wciąż myślałam czy będzie kontynuacja. I byłaaaaaa :). Pisała do mnie Pani ze swoją córką-tegoroczną maturzystką. Panie zrobiły na mnie cudowne wrażenie. Zakochały się w Dolarku od pierwszego wejrzenia i chciały jego i tylko jego. Panie bardzo dobrze przygotowały się do adopcji. Hop! wiele czasu poświęciła na rozmowach o Dolarku, o tym co lubi, czego nie lubi, czego się obawia, jak należy z nim postępować w różnych sytuacjach itd. Panie uważnie słuchały rad i wszystko co usłyszały wcielały w życie. Tu dziękuję z całego serca nieocenionej hop! za przekazanie swojej wiedzy „dolarkowej” i wspaniałe przygotowanie rodziny do tej adopcji J Tak bardzo się bałam, czy po przyjeździe z Poznania do Łodzi i poznaniu Dolarka na żywo, nadal będą go chciały adoptować, czy się im spodoba. Ale martwiłam się zupełnie bezpodstawnie :). I teraz mogę już oficjalnie ogłosić: Dolarek, po 3 latach w Radysach, po 2.5 roku w hotelikach ma cudowny DOM w Poznaniu . Dom pełen ciepła, miłości, delikatności, wyrozumiałości dla lękliwego pieska. Lepszego domu nie mogłyśmy sobie wymarzyć. Ja jeszcze bujam w obłokach, kiedy czytam czy słucham wieści z domku Dolarka, o tym jak Pani ciepło o nim opowiada, jak cieszy się z każdych jego postępów, jak go chwali jaki jest grzeczny i kochany, o tym jakie przeżył przygody. Sama nie wiem komu i jak mam podziękować aby kogoś nie pominąć. -dziękuję Wszystkim Deklarowiczom za to że trwali, że się nie wycofali z deklaracji pomimo że Dolarek tak długo czekał na dom a niektórzy jeszcze oprócz deklaracji dorzucali bonusy J . Bez Was to by się nie udało. - dziękuję Murce za to że przyjęła Dolarka do siebie, wprowadzała w „normalny” świat, oswajała, uczyła chodzić na smyczy, za wszelką pomoc udzieloną Dolarkowi. -dziękuję ogromnie hop! za tytaniczną pracę związaną z odchudzaniem Dolarka (przypomnę tylko że Dolarek z prawie 33 kg schudł do 20kg), za wspaniałą opiekę, za to że Dolarek stał się domowym bezproblemowym pieskiem, za fachowe doradztwo, za przygotowanie rodziny do adopcji Dolarka. Z całego serca dziękuję hop!. -dziękuję wszystkim kibicującym i odwiedzającym wątek i Wszystkim, którym Dolarek leżał na sercu i mu dobrze życzyli. WARTO POMAGAĆ :)
  6. 7 points
    Ostatni z trzech muszkieterów dziś pojechał do domu. Bardzo bałam się momentu rozstania i pozostawienia w nowym domu. Pożegnaliśmy się z nim u nas w domu, żeby nie robić łzawych pożegnań w nowym domku i nie narażać Mazurka na dodatkowy stres rozstania. Wyszliśmy kiedy był zajęty rozpracowywaniem jak dostać się do swojego ulubionego przysmaku czyli kurzych łapek, które z nim pojechały na pocieszenie. Nie zauważył momentu naszego wyjścia. Wiem, że to zabrzmi może okropnie, ale poczułam ulgę, że nie było płaczu, wyrywania się, patrzenia w oczy... Poczułam jakby wielki kamień spadł mi z serca, nawet cieszyłam się, że ma fajny domek. Niestety kiedy wróciliśmy, już nie było mi tak radośnie... strasznie pusto i smutno się zrobiło bez niego :( Na pocieszenie dostałam SMS od Pana wiem, że nie płacze, nie szczeka. Będzie miał dobry dom, będzie kochany, to najważniejsze i chociaż bardzo mi teraz smutno wiem, że to była dobra decyzja. Obcowanie z tymi maluchami, patrzeniae jak się zmieniają to była przyjemność. Kto wie, może za jakiś czas pomyślę o jakimś tymczasie ;)
  7. 7 points
    Okruszek już w domu :-). Zapoznanie z Fuksem poszło nad wyraz dobrze. Choć Fuks nie toleruje nie kastrowanych samców to poza swoim terenem nie jest tak waleczny jak u siebie. Dlatego zapoznanie było na neutralnym gruncie i chłopaki stanęli na wysokości zadania :-). Okruszek a właściwie teraz już Figo to bardzo spokojny i grzeczny piesek. Taka poczciwa bidulka. Cichutki, nie szczeka, nie warczy. I taki przylepa. Wracając do Szczecina spod Myśliborza oba psiaki zostały wsadzone do samochodu na tylne siedzenie. Zaledwie po paru kilometrach Fuks doszedł do wniosku, że z przodu, na kolanach mojej sąsiadki będzie mu lepiej i się tam wcisnął. Zaledwie po paru minutach Figo doszedł do wniosku, że on nie chce jechać z tyłu sam skoro wszyscy są z przodu. I też się wtarabanił do sąsiadki na kolana :-). Wyglądało to przekomicznie i co najważniejsze obaj spokojnie tak dojechali do samego Szczecina. A że sąsiadce było trochę niewygodnie i za ciepło? A kto by na to zwracał uwagę :-). Chłopak został też już wykąpany żeby zapach schroniskowy nie przypomniał Fuksowi starych, złych czasów. Pewnie była to pierwsza kąpiel w życiu tego malucha... Na początku się trochę bał ale jak zobaczył, ze to nie takie straszne to wyluzował i już spokojnie dał się umyć :-). Mam naadzieję, ze tu uda mi się wstawić fotki bo na FB jakoś mi się nie udało :-(.
  8. 7 points
    Freska szykuje walizki, a Florek już w swoim domku. Na zdjęciu też drzwiczki w oknie specjalnie dla pieska :) Trafiło się Florianowi pięknie. Razem z Florkiem pojechały szelki, smycz, obroża, ok. 1 kg karmy, książeczka i z umową ulotka Fundacji ZEA.
  9. 7 points
    Dziadzio ma nową uratowaną koleżankę: Patrzcie jaka fajna:
  10. 7 points
    Wczoraj dzwoniła pańcia Nany. Zachwytom nie było końca. Sunia jest naj, naj, naj na świecie. Mądra, posłuszna , pieszczoch. Zawojowała domek całkowicie. Z Pablo i kotem , który wrócił po 10 dniach !!! zero problemów. Jak było do przewidzenia owinęła sobie Pablo dookoła łapki. Jeżdżą na łąkę wybiegać się. Pablo luzem , a Nana na długiej lince. Ona sama wskakuje do bagażnika vana zanim Pablo się ruszy. Pani mówi ,że nie przypuszczali ,że Nana tak szybko się zaaklimatyzuje . Kolejny raz wyraziła swoją wdzięczność za to ,że daliśmy im Nanę, że spotkało ich takie szczęście. I jak tu się nie cieszyć ?
  11. 7 points
    Dziewczynki u Kapselka wszystko w porządku :) zresztą same zobaczcie ;)
  12. 7 points
  13. 7 points
  14. 7 points
    Witamy. U nas ok . Mia nadal nieufna . Ma chwile, że podchodzi i momenty strachu. Ale jest dobrze.Nadal odkrywa co chwile coś nowego. Ostatnio odkryła uszczelkę w drzwiach:) Efekt dla domyślnych wiadomy. No , ale to tylko kawał gumy. nie ma tragedii. Wychodzi na spacer już ulicą, nie trzeba jej podwozić jej do lasu. Dokazuje już psim braciom co szczekają, Wygadana jest jak trzeba. Jednak zatrzymuje się jak ktoś nadchodzi i czeka ,aż przejdzie obok. Nie patrzy nawet na osobę. Do nikogo nie podchodzi sama. Domownicy ok,ale ktokolwiek nie przyjedzie...niewidoczny psiak. No cóż, my się przyzwyczajamy do tych zachowań. No nie wszyscy lubimy być dotykani i miziania;) Na podwórku wymiata . No normalnie kiler!!!. jest ,mimo swoich problemików , kochana i śliczna. Pomaga w zbieraniu orzechów i jabłek w sposówb znany Wam z przesadzania roślinek. No,ale podobno orzechy dodają rozumku...także niechaj zbiera i wydłubuje.Szama za 10 , ale przy jej temperamencie spala kalorie w trymiga. W przeciwieństwie do Boksi i do nas;) Pozdrawiamy
  15. 6 points
  16. 6 points
    Misia pozdrawia :) Ma się dobrze, ciałko chłodzi na kafelkach, nie odważyła się skorzystać z baseniku w ogrodzie.
  17. 6 points
  18. 6 points
    Gosiu, tak jest w dużych miastach, bo "modnie" jest mieć kundelka ze schroniska lub fundacji. Jak opiekun sobie nie radzi (bo pies np ma lęk separacyjny), wraca skąd przyszedł :(. Czasem kilkukrotnie :((. A wieś i małe miasta, cały czas produkują bezdomność. U nas, Przystanek przepełniony i stale pojawiają się nowe psy. W domu, w którym mieszkam, na naszej klatce, psy mamy tylko my. Jak się sprowadzaliśmy, były jeszcze w dwóch mieszkaniach. Właścicielskie psy w moim mieście, te, które widuję na ulicy, to głównie yorki, maltańczyki, shih-tzu i biewiery, mniej lub bardziej w typie rasy. Pojawiły się też buldożki. Kundelki są z tyłu na posesjach i..... produkują kolejne bezdomniaki. Na wsiach, podobnie, tylko rasowców, trzymanych na pokojach, mniej. Widać i wśród psów, jest lepszy i gorszy sort......
  19. 6 points
    Troszkę pierwszego planu Misiaka. W legowisku poruszona, ale ten uśmiech musiałam Wam pokazać :)
  20. 6 points
    A dzisiaj był właśnie TEN telefon :) Zadzwoniła Pani i zapytała czy ogłoszenie jest aktualne, bo jest zainteresowana sunią. Powiedziała, że Luna bardzo przypomina zmarłą w styczniu jej sunię. Pani mieszka na Dolnym Śląsku w mieszkaniu 180 m2 z dużym ogrodzonym ogrodem. Poinformowałam panią, że w najbliższy czwartek sunia będzie sterylizowana i że będzie mogła być adoptowana dopiero za około 2 tygodnie, że obowiązuje wizyta przed-adopcyjna i umowa. Podałam pani nr telefonu do Kasi, żeby mogła dowiedzieć się wszystkiego, co chciałaby wiedzieć o Lunie. Po rozmowie z Kasia pani zadzwoniła i powiedziała, że jest zdecydowana na adopcję suni :) Wdrażamy więc procedury :)
  21. 6 points
    Mogę wreszcie wypuścić powietrze i już oficjalnie napisać, że Figuszka została pełnoprawnym członkiem naszej rodziny!!! Mój mąż właśnie powiedział TAK! Może nie jesteśmy najlepszym domem pod słońcem, który obiecywałam jej znaleźć, ale kochamy ją bardzo i wybaczamy wszystkie wpadki, również takie jak dzisiaj (ruszyła z zębami na rowerzystę i trzeba ja było ostro odwoływać). Wyobrażam sobie, że mogłaby mieć lepiej, ale z drugiej strony mogłaby też mieć gorzej... Od razu zadzwoniłam do Eluni i poprosiłam o skasowanie ogłoszeń:) Jacek powiedział, że to było wiadome prawie od razu, że nie rozstanę się z nią, ale miał nadzieję, że znajdzie się tak super domek, że nie będę miała wyjścia i ją oddam. Na szczęście nie znalazł się i nasz Figuszek zostaje z nami na zawsze:) Jestem w siódmym niebie!
  22. 6 points
    Kolejne wyjście - odważyłam się na 1 smycz, przypiętą do szelek. Było sikanko pod karmnikiem dla ptasząt :). I Diana nadaje rytm spacerowi. Pikuś podchodzi do niej, liże po pyszczku (!). Teraz wpakował się na fotel, bo obok leży Diana. Chodzi za nią po domu, a jak ja się schylam ją pogłaskać, to i on podchodzi i podstawia łepek. Ciekawe, kiedy zamacha ogonkiem?
  23. 6 points
    Dziękujemy za życzenia i wszystkim życzymy wszystkiego dobrego poświątecznie i w Nowym Roku :-) Zula ciągle robi postępy, w dzień, gdy tylko ktoś tylko położy się na małą drzemkę kładzie się obok i śpi ze swoim człowiekiem, w nocy kładzie się tylko na chwilę a później śpi obok łóżka - chyba jej za ciasno - dwa człowieki i trzy psy w jednym łóżku to chyba dla niej jeszcze trochę za dużo ;-) Znanych gości wita już w drzwiach a później wskakuje - prawie lub w niektórych przypadka dosłownie - na kolana i domaga się pieszczot. W łóżku lubi się bawić, zaczepia łapami, nieśmiało chwyta zębami, pokazuje brzuszek do pieszczot. Na spacerach bawi się z psami, do ludzi nadal zachowuje rezerwę ale gdy kogoś już zna albo nieznajomy ma "właściwe" podejście - tzn. np. przykucnie i spokojnie poczeka to się przywita i pozwoli pogłaskać. Bardzo lubi śnieg i zabawy na nim. Sylwestrowe hałasy, jak zresztą wszystkie nasze psy, ignoruje. Potrafi bronić "swojego", ostatni gdy dostała smakołyk - znaczy się parówkę :-) - położyła się z nim na kanapie, a gdy Perła chciała podejść i się nim "zainteresować" położyła uszy do tyłu, zęby "do przodu" i wydała tak niskie gardłowe warczenie, że ostatnie takie słyszałem lata temu u naszej Elzy - doga niemieckiego ;-) Ma swój ulubiony fotel i kanapę ale i tak najszczęśliwsza jest na łóżku w sypialni :-) Domowników wyczuwa lub zauważa zawsze pierwsza z całej trójki i wesoło wita. Właściwie poza pewną nieśmiałością a może raczej rezerwą (w niektórych sytuacjach większą a w innych prawie zupełnie zanikającą) do ludzi to już normalny, zwykły "burek" :-))) no dobrze 100% ideału i jeszcze nie ma ;-) bo nadal obawia się gwałtownych ruchów (co ciekawe nie krzyków) ale to już nie panika tylko takie odsuwanie się na bezpieczny dystans. Czyli jest bardzo dobrze a wszystko wskazuje (jest ciągły progres) , że będzie jeszcze lepiej! PS. Tego posta piszę z drugiego konta bo na tamto coś się nie umiem zalogować ale to ja jestem :-))) jak tamto znów ogarnę to wrócę w normalnej wersji ;-)
  24. 6 points
    Teo nie rozjeżdża się na kafelkach, tylko jak nie zna terenu, to przyjmuje pozycję bezpieczną, dobrze elik zrozumiała. Dziadzio merda ogonkiem jak jesteśmy z nim, wciska pyszczek, chce nacieszyć się kontaktem z człowiekiem, głaskaniem, dotykiem. Utrzymuje czystość, załatwia potrzeby na dworze. Dostał tabletkę na odrobaczenie, bo kupy rozchodzą się na boki. Teo słyszy, ale słabo. Je chętnie suche zmieszane z mokrym, ze smakiem, nie sprawia mu to trudności. Jutro postaramy się zrobić jak najwięcej badań, aby nie męczyć go wielokrotnie. Założyłam Teolkowi sweterek, który nosiła wcześniej Holi.
  25. 6 points
    Siszarp już u nas:) Był troszkę wystraszony, ale bardzo łatwo się z nim zaprzyjaźnić dzięki jedzonku - momentalnie mija wszelki stres i ogonek się włącza aż miło:)
  26. 6 points
    no i zaraz będą. normalnie mnie śledzisz :)
  27. 6 points
    Właśnie kolejny raz rozmawiałam z pańcią Żabki. Państwo ą w niej zakochani. Sunia śpi z nimi , wyleguje się na kanapie. Jest bardzo grzeczna i słodka. Pani powiedziała ,że ideał. Płakała i szczekała przez 5 minut jak wyszli z domu. Jak wrócili , szalała z radości, skakała prawie pod sufit. Dziś po koo cieszyła się , kręciła kółka. Nie oddaliby jej za nic w świecie. Mam obiecane zdjęcia.
  28. 5 points
    Mam niespodziankę. Możecie puścić kciuki. Pan zadzwonił do mnie po południu .Wrócili znad morza dziś i proszą o wizytę jak najszybciej. Pojechałam na 19. Państwo ciut po 60. Stracili sunię 2 tygodnie temu z powodu nowotworu. Oboje płaczą mówiąc o tym. Pan udaje twardziela , ale ma serce gołębie. Dom bez psa jest dla nich pusty , mimo że jest prześliczna kicia. Sunia będzie miała bardzo dobre warunki w tym finansowe i na pewno miłość. Pan będzie gotował jak poprzednim psom. Posesja jest bardzo dobrze zabezpieczona. Tereny spacerowe obok domu. Na urlop będą sunię zabierać , a w razie W opiekę zapewni córka albo siostra pana. Na co dzień państwo pracują tak , że prawie stale ktoś jest w domu. Omówiłam sprawy bezpieczeństwa, adresatkę, wprowadzenia czipa do bazy safe animal i sterylizację. Poprzednie sunie nie były wysterylizowane , ale nie miały szczeniąt. W umowie koniecznie trzeba zawrzeć punkt o sterylizacji o czym ich uprzedziłam i powiedzieli ,że wysterylizuja. Państwo czekają teraz na kontakt w sprawie przejęcia Megan. Chcą pokryć koszty transportu. Pytajcie jak czegoś nie napisałam.
  29. 5 points
    Pani Kasia napisała dzisiaj - Vanilka jest piękna i życie z Vanilką też jest piękne:) Tutaj sunia z koleżanką, która często przychodzi w odwiedziny;)
  30. 5 points
  31. 5 points
    Dojechalismy:) Ostatnie 15 sprintem od dziecka mego i kończymy :)
  32. 5 points
  33. 5 points
    Murka

    SISZARP - niewielki piesek szuka domu.

    Zostawiłam go i wróciłam po paru minutach, dołek się powiększył:)
  34. 5 points
    Iza,nie tłumacz się i nie zamartwiaj się.Tak jakoś wychodzi,że temat jest świeży i jeszcze jednym jest doświadczeniem dla wszystkich,którzy wyadoptowują psiaki. Po prostu jest dyskusja,której zazwyczaj nie da się uniknąć,ale i dobrze bo ludzie nie opuścili Ciebie ani Kori.Doradzali,pomagają jak mogą. Jesteś jedną ze wspaniałych osób na Dogo,która pomogła bardzo wielu psom.Chylę czoła i nie zwalniaj,tak trzymaj.To co robisz jest wielkie a cudny Kori znajdzie domek i to na wymiar swoich potrzeb.
  35. 5 points
    Dzisiaj otrzymałam bardzo miłą wiadomość od rodzinki dolarkowej oraz kilka zdjęć z komentarzem :). Ależ jestem przystojny, chyba spróbuję sił w modellingu :) Naprawdę nie wiem gdzie jest żaba, nie widziałem jej dzisiaj ... Zaraz ugryzę żabę w pupę, hihi Żaba, musisz patrzyć w obiektyw, tak jak ja ! Z lotu ptaka :)
  36. 5 points
    Pieskami zaopiekuje się Pani u której dotychczasowa Opiekunka wynajmuje pokój. Pani Agnieszka zajmie się maluszkami, wzięła je do siebie. Dziewczynyn zaproponowały Jej 250 zł miesięcznie i karmę dla bąbli. Zgodziła się i oby tak zostało.
  37. 5 points
    Słuchajcie, zeby nie rzucać słów na wiatr i zeby były konkrety: rozmawiałam z Panią ze szkoły Projekt Futro, którą polecaliście. Odniosłam bardzo dobre wrażenie. Pani przesympatyczna i bardzo konkretna. Widać, ze ma świetne podejście i umie słuchać. Opowiedziałam całą historię Koriego i zgodziłyśmy się, ze najlepiej będzie, jesli Pani sama porozmawia z właścicielami Korcia i pójdzie z nimi na spacer. Będzie w Kłodzku w najbliższą niedzielę. Koszt konsultacji z dojazdem - 220 PLN, ja to zapłacę. Podobno czasami wystarczy jedno spotkanie, zeby pomóc. Z tym masłem to moze byc jakiś niedobór w diecie - tak powiedziała Pani:) Co do zachowania, to jeżeli problem pojawił się jakiś czas temu, to prawdopodobnie jakiś błąd ze strony właścicieli - nieumyślny, oczywiście, ale jednak. Pani mówi, zę mozna takie rzeczy korygowac, wymaga to codziennej pracy - nie jakiegoś karorżniczego treningu, tylko mniej wiecej pół godziny dziennie powinno wystarczyć. Iza, czy ja mogę Ciebie poprosić o przekazanie Pani Oli tej wiadomości? Pani prosiła, zeby Pani Ola sama się z nią skontaktowała, numer telefonu 695-447-547. Jeżeli się umówią, to ja ureguluję płatność.
  38. 5 points
    Wiadomości od p.Ani:) Dobry wieczór Pani Bogusiu!!! Ajeczka pokazuje swój charakterek. Szczeka na wszystkie psy i suczki, które chcą się do niej zbliżyć i powąchać. Natomiast z Amiczkiem jest wielka miłość. Jak za bardzo rozrabia, to Amik warknie i się uspakaja. Spać muszą blisko siebie, jak się jedno głaszcze, to zaraz przybiega drugie i jest głaskanie na dwie ręce. To są bardzo kochane psiaki!!! Jeżeli chodzi o wychodzenie na dwór z Ajką, to są postępy. Ale nadal bardzo boi się deskorolek i motorów - jednak można już nad nią zapanować, nawet gdy rzuca się do ucieczki. Pozdrawiam bardzo serdecznie, Ania
  39. 5 points
    10 maja minął rok pobytu Betinki w hoteliku. Przez ten czas prawie nikogo nie zainteresowała. Było kilka telefonów, ale ludzie rezygnowali po usłyszeniu, że Betince zdarza sią zniszczyć smycz, czy inne pozostawione rzeczy. Wczoraj zadzwonił telefon. Rozmowa była długa i okazało się, że Pani zakochała się w Betince od razu. Cała rozmowa przebiegła bardzo pozytywnie, potem wypełnienie ankiety, a potem telefon od Pani, która mnie informuje, że dzwoni "w sprawie mojej Betinki" i wysłała już ankietę. Dzisiaj Aneta z Arkiem pojechali na wizytę przed adopcyjną razem z Betinką. Sunia po kilku minutach ruszyła do Państwa na przytulanki. Po półtorej godziny pobytu w domu nie chciała za nic wyjść z Anetą i Arkiem. Schowała się pod stół i tam postanowiła zostać. Tak, jakby wiedziała, czuła, że to jest jej dom, ten na zawsze, ten tylko dla niej... Bo sunia będzie jedynaczką i będzie miała swoich Państwa prawie cały czas w domu. Anetka mówi, że patrzyła na Panią i na jej zachwyt Betinką i myślała, że gdyby teraz powiedziała, że jednak nie odda im suni, to musieliby chyba zostać tam razem z sunią, bo Pani by ich nie wypuściła. Na taki właśnie do czekałyśmy, który zachwyci się nią, pokocha i będzie rozpieszczał. Bardzo dziękujemy za to, że przez rok miala opiekę w Psiarku, ale rok chyba wystarczy, teraz nowy rozdział życia przed nią. Własna Rodzina:) Jestem wniebowzięta i jest to najpiękniejszy prezent na jutrzejsze urodziny, jaki mogłam sobie wymarzyć:) Tak zachowywała się Betinka w stosunku do Państwa:) Ogonek cały czas w ruchu:)
  40. 5 points
    Ellig

    Filigranowa Kami w cudownym DS

    Nie ma to jak spanko na ulubinej poduszcze.
  41. 5 points
    Pierwszy raz zostałam psią matką chrzestną! :))) Wszystkie imiona są śliczne Niech Lunka świeci swym platynowym blaskiem w dzień i noc. Niech Maja tańczy z radości przez całe życie Niech Figa doznaje samych słodkich snów i smaków Niech Koko będzie uwielbiana i szanowana. Niech Lolusia piekne oczy i łatki hipnotyzują cały świat.
  42. 5 points
    Uffff, Szałwik wypiła w sumie 8ml pasty. Przy drugiej połowie miała już zdecydowanie mnieszy odruch wymiotny i udało się już niczego nie oddać. Maleńtwu należy się kilka godzin nieprzerwanego snu
  43. 5 points
    Sunia rezydentka pokazała Zefirkowi na dworze, że można gonić koty i że to jest fajne.. No i było fajne dla Zefirka. Na szczęście w domu takiej "lekcji" nie było, więc Zefirek jest tam nadal kocim aniołem :D
  44. 5 points
    Sara2011

    Norka w hoteliku, Lea i Tosia w DS.

    Tosia pozdrawia z DS :). Tosia w domku to aniołek, cudowna, zupełnie niekłopotliwa, za to na dworze to mały diabełek-obszczekuje wszystkich.
  45. 5 points
    Czyli jeszcze 1/3 została do machania, nie jest źle:) Najważniejsze, ze jest juz bezpieczny i pod dobrą opieką. Czekam z niecierpliowścią na nowe wiadomości:) Wczoraj powiedziałam to Izie, ale chcę tez napisac dla wszystkich osób, które pomagają i interesują się losem Kormorana i innych skrzywdzonych zwierzaków: serdecznie Wam wszystkim dziękuję, przywracacie wiarę w ludzi i w to, ze cuda są mozliwe:)
  46. 5 points
    Zwierzę po operacji czuje się zagrożone - obolałe, w nowym miejscu, wszystko jest inaczej. No to ze strachu będzie warczeć i ostrzegać, żeby żaden pies do niej nie podchodził. To zupełnie normalne zachowanie i musi jakiś czas potrwać. Ciężko chory człowiek też nie ma ochoty na nowe znajomości.
  47. 5 points
    Jakieś światełko w tunelu pojawiło się dla Foresta. Zadzwoniła dziś bardzo sympatyczna pani z Biłgoraja. Ma przyjechać do nas w niedzielę lub w czwartek i zobaczyć chłopaka na żywo.
  48. 5 points
    Oreo to wspaniały pogodny piesio :) O dziwo, obroża i smycz to dla niego nie nowość. Nie żeby ślicznie chodził na smyczy, ale bez problemu da sobie ją przypiąć i maszeruje przed siebie. W gabinecie zrobiliśmy porządek z największymi kołtunami z wbitymi rzepami - Tomek ciachał, ja karmiłam smaczkmi z ręki. Potem odrobaczenie, odpchlenie i zastrzyk z antybiotyku. Nosek się goi, już ta rana przyschnięta, i jedna warga opuchnięta, ze strupem. Od wewnątrz też opuchnięta ta warga - pewnie inny pies go złapał za pyszczek :( I sprawdzenie, czy nie ma czipa. Nie ma. Na porannym spacerze, i tym drugim lecznicowo-zabiegowym zrobiona kupa i każdy krzaczek oznaczony (moje biedne tuje........). Studzę teraz żarełko, i za godzinę kolejny spacer i jedzenie. Chcę, żeby kojec kojarzył z pełną michą i chętnie wchodził do niego po spacerze. Na razie wchodzi bez problemu. Ogólnie: młody, góra roczny, pies, przyjazny, posuszny, śliczny.
  49. 5 points
    Pani Aneta podesłała mi zdjęcie zakupionych dla dziewczynek szeleczek i co najważniejsze adresówek :)
  50. 5 points
    Dzisiaj jest już zbyt ciemno na robienie zdjęć. Jutro pokażę Wam ozdrowieńca :) Wszystkie dywany i chodniki zostały zdjęte, no i dobrze, bo już 2 x siooo odbyło się w domu, chociaż była na spacerku w naszym ogródku, na co była zgoda wetki. Apetyt dopisuje, zjadła resztę z puszki i garstkę suchej karmy. Pije też chętnie. Chodzi za mną krok w krok. Pyszczkiem dotyka wręcz mojej nogi, jakby była niewidoma. Kochane suczydło. Ona ozdrowiała, a ja dostałam dzisiaj od okulisty skierowanie na operację. Znając realia pewnie poczekam sobie kilka miesięcy.

Announcements

  • Newsletter

    Want to keep up to date with all our latest news and information?
    Sign Up
×
×
  • Create New...