Jump to content
Dogomania

Leaderboard

Popular Content

Showing content with the highest reputation since 01/10/08 in all areas

  1. Wiele osób pewnie czekało na ten moment. Trawnik koło kojca dopiero porasta, wiec wpadłam na pomysł, zeby jej wstawić trawę w doniczkach. Praktycznie wszystkie zamojszczaki po przyjeździe zajadają się trawą. Wczoraj więc pojechaliśmy do Jastrzębia kupić donice, dziś poszliśmy na pole wykopać ogromne implanty trawowe i tym sposobem, Suvi może sobie pogryzać zdziebełka z doniczek. Mąż powiedział mi, że jestem walnięta, ale on jest nie lepszy. Dziś miał wyrwany ząb, a mimo tego poszedł szybko kończyć wybieg, bo na troche przestało padać. Myslę, że było warto. Osobiście odczułam już ulgę.
    21 points
  2. Mam dla Was niespodziankę - jeszcze jeden staruszek opuścił schronisko w Zamościu. To Tito - można go znaleźć na facebookowej stronie schronu. Fotki i informacje dawniejsze, trafił tam pod koniec ub. r. znaleziony. Wg mnie ma ok, 12 lat, jest maleńki - gabaryt yorka, ale szorstkiego yorka. Ktoś go musiał wywalić - zna dom, schody, windę, nie boi się mieszkania ani ulicy ani jazdy samochodem. Nie wiem, jak długo pożyje - może jeszcze pół roku nawet. Nie zakładam mu osobnego wątku,bo to nie tymczasowicz, ale u mnie już właścicielski. Zawarłam umowę ze znajomą, że w razie, gdyby pies mnie przeżył - ona go przejmie.
    20 points
  3. 18 points
  4. Dostałam taką fotę z podpisem: ulubione miejsce Miłej - tapczan. A z opowieści Pani wiem, że Miła uwielbia leżeć na tapczanie i trzymać głowę na kolanach Pana :-).
    17 points
  5. Ja jestem w kontakcie:) Wczoraj wieczorem nie zadzwoniłam, bo zwyczajnie bałam się; bardzo przeżyłam informację, że Miła tak przeżywa drogę i rozstanie z Murką, a nic nowego bym nie usłyszała, bo ten pierwszy dzień musi być najtrudniejszy. Dla nowej rodziny Miłej to też na pewno był dzień pełen przeżyć, zostawiłam im czas na wyciszenie myśli i emocji. Dzisiaj od rana czaiłam się, żeby nie było za wcześnie, ale już jestem po rozmowie:). Wszystko jest dobrze:) Ponieważ wczoraj Miła była bardzo zestresowana, podjęli decyzję sprzeczną z zasadami (jak najmniej zmian, nowych ludzi, zapachów) i nie pojechali do swojego mieszkania, tylko do domu pani siostry, gdzie są dwa psy i duży ogród. No i okazało się, że to była bardzo dobra decyzja - Miła bardzo szybo nawiązała kontakt z psami i nawet zaczęła biegać po ogrodzie! Noc spędzili też w tym domu i dopiero dzisiaj wieczorem wracają do swojego mieszkania. Przed wszystkimi sporo wyzwań, a zwłaszcza przed Miłą - na pewno potrzebuje czasu, żeby nauczyć się życia w nowym miejscu, bycia w mieszkaniu; w nocy kręciła się, popłakiwała przez sen, było jej gorąco, ale państwo wszystko to rozumieją i są dobrej myśli:). Mam nadzieję, że ich czułość i troska sprawią, że sunia w niedługim czasie zaakceptuje inność obecnego życia i będzie szczęśliwa :) Jutro chcą zabrać Miłą na działkę, żeby miała przestrzeń do swobodnego chodzenia, pojutrze też już coś zaplanowali. Na pewno będą podjezdzali do pani siostry, bo to miejsce Miła już zaakceptowała:) Chcą też zabierać sunię na spacery. Nie pamiętam, czy Miła miała problemy z chodzeniem? Jestem z panią w kontakcie, jak tylko będą nowe wieści - dam znać.
    17 points
  6. Królewicz piechotą nie chodzi :) Ale dziś mamy mały sukcesik...w trakcie transportu denerwuje się i robię przerwy ...wieczorkiem Marcelek pierwszy raz usiadł na postoju :) Nie wiem czy to był przypadek,czy już załapał,ale po wejściu do kojca powiedziałam,Marcel do klateczki,idziemy do domu...a ten hop i już w klatce:)...zawsze zachodu miałam z tym trochę,ale i tak w kojcu łatwiej było nakłonić niż w domu.
    16 points
  7. Cześć wszystkim, tutaj Nadia i Miłek - mamy nadzieję, że dom stały dla Poli. Jak już wiecie jesteśmy po wizycie przedadopcyjnej i mamy zielone światło na zaopiekowanie się Polą :) Kontaktowaliśmy się dzisiaj z Panią, która prowadzi hotelik, w którym Pola przebywa, także pozostaje w sumie kwestia transportu do uzgodnienia (albo my sami po nią podjedziemy i spotkamy się w połowie drogi do hoteliku żeby Polę odebrać albo dom, do którego mogą pojechać jakieś dwa pieski z hoteliku, mógłby nam ją dowieźć, jeszcze wszystko ustalimy). Na adopcję Poli jesteśmy zdecydowani, natomiast możemy wziąć ją do nas dopiero za około dwa tygodnie (ostatni weekend listopada). Mieliśmy nadzieję na wcześniejszą adopcję, ale sytuacja u nas się trochę skomplikowała - jak wiecie jesteśmy dt dla kotów, zajmujemy się głównie niewidomymi zwierzętami. Jedna z naszych podopiecznych ma skomplikowaną wadę serca. Dzisiaj była na konsultacji u kardiologa i ze względu na jej stan zalecono nam ograniczanie jej nowych bodźców. Kicia ma jednak mimo wszystko szansę na dom, jutro będę rozmawiała z zainteresowanymi nią ludźmi o wynikach badań, adopcji, osiatkowaniu, okien i transporcie. Jeżeli adopcja kici dojdzie do skutku to z doświadczenia wiem, że organizacja wszystkiego zajmie kilka dni, więc najchętniej wzięlibyśmy Polę po wyadoptowaniu chorej kotki. Dzięki temu naszej podopiecznej zaoszczędzilibyśmy trochę stresu. Natomiast jeżeli adopcja się nie uda, Pola również znajdzie u nas dom, a chora kicia na początku nie będzie miała z nią większego kontaktu, będziemy musieli również założyć jej obróżkę z feromonami, która działa dopiero po kilku dniach, więc ten termin adopcji na koniec listopada jest dla nas najbezpieczniejszy. Oczywiście wiemy, że w hoteliku psiaczki nie są rezerwowane, ale myślę że szczęście nam dopisze i te kilka dni obsuwy nie odbierze nam Polki :) Trochę się rozpisałam, ale chciałam jeszcze poruszyć temat kotów u nas w domu. Nasi podopieczni są bardzo łagodni, część jest bardzo ciekawska, część trochę wycofana, problem próby dominacji może wystąpić u jednego kocura, ale z doświadczenia wiemy, że jedno pacnięcie i groźne spojrzenie wystarczy mu do zaznaczenia terenu. Nie wynika to z jego agresji, a raczej z samotniczej natury. Nie ukrywam, że Pola może usłyszeć parę syknięć jak nasz Nietoperek będzie nie w sosie, ale przez nasz dom już przeszło tyle kotów, że wiemy, że nie dojdzie do prób wymordowania nowego zwierzęcia ze strony naszych rezydentów, czy kotów, które tymczasujemy. Myślę nawet, że Pola może dobrze odnaleźć się wśród kociąt, które najczęściej do nas trafiają. Ona jest ciekawska, one są ciekawskie, razem z pewnością zdemolują nam mieszkanie w pełnej komitywie :) Wiemy też, że Pola na początku będzie zestresowana, ale hej! damy radę, oswoiliśmy kota, który na nasz widok uciekał, gdzie pieprz rośnie, damy radę też z Polą. Jakby pojawiły się jakieś duże problemy, mamy super behawiorystę u nas w Ja Paczę Sercem, który z pewnością coś doradzi, mamy cudowną klinikę, w której leczymy fundacyjne koty, więc w razie potrzeby Polka będzie miała opiekę zdrowotną. Wiemy, że adopcja psa przy 9 kotach w mieszkaniu brzmi jak szaleństwo, ale nasze kitki są łagodne, miziaste i w ogóle super, dlatego sądzę, że po pierwszym szoku i fochu, jaki przeżyją, nauczą się ze sobą żyć i siebie kochać. Całe stado będzie też pod czujną obserwacją Miłka, który obecnie studiuje zdalnie, więc wszystkie przejawy agresji będą duszone w zarodku :) Także kochani, tu parę słów o nas, o tym jak widzimy adopcję Poli, a jak już będziemy wiedzieli coś konkretniejszego o dokładnym terminie transportu to - zapewne na dniach - damy Wam tutaj znać :)
    16 points
  8. Wydawało mi się, że tak niedawno pisałam o mojej Zulci i 12 rocznicy zabrania jej ze schroniska, a tu minął rok, czas tak pędzi... Dzisiaj minęło 13 lat, odkąd Zulka jest z nami. Wg wypisu ze schroniska ma teraz ok. 18 lat, chociaż cały czas łudzimy się z TZem, że jest młodsza... Zulcia, jak na swój wiek i choroby, z którymi się boryka (guzek na nerce, chore serce, zespół przedsionkowy), jest w dobrym ogólnym stanie. Nie słyszy, coraz gorzej widzi, nie zawsze trafia już do klatki w bloku. Są dni, kiedy trzeba ją znosić, bo nie ma ochoty wyjść na zewnątrz, ale są i takie, kiedy próbuje podskakiwać i bawić się. Moja ukochana babinka dzisiaj
    16 points
  9. U Amberka wszystko dobrze. Śpi spokojnie na swoim posłaniu w sypialni państwa, już nie popiskuje wcale, ma apetyt jak ta lala i bardzo lubi leżeć na dywaniku :) Na spacerach spokojny.
    15 points
  10. Reksio na razie mieszka w swojej kennelce i ogląda wszystko z bezpiecznego miejsca. Zwiedzaliśmy już swój pokój, który będziemy na razie dzielić z kotami no i mną w nocy :) bardzo nam się spodobała kanapa i tam sporą chwilką spaliśmy. Z Franiem już wąchaliśmy się na smyczce, znaczy Franio był na smyczce. Z Nestorkiem wąchaliśmy się przez kratkę. Koty nie wykazują zainteresowania, trochę je zniesmaczył nowy "mebel", tj kennel. O Reksiu jeszcze nic nie mówiły :)
    15 points
  11. u Marcelka wstawiłam,ale i tu wstawię,bo może niektórzy tam nie zaglądają,a fajne ujęcie dziś udało się złapać dwójki blondasków:)
    14 points
  12. Biała dzisiaj już dużo lepiej jeśli chodzi o spacer. Jest jeszcze chaotycznie i ciągnie, ale już trochę połaziłyśmy, sunia zrobiła koo i sioo, trochę powąchała sobie trawki. Gryzienie smyczy było sporadyczne i już nie tak zaciekłe. Rano czekała na spacer, stała przy kratach przy bramce:) Jak widać na fotkach ma spore płaty dredów i zlepów sierści. Będę je usuwać powoli, dziś już trochę wycięłam z grzbietu. Ona wygląda jak mieszaniec owczarka niemieckiego z podhalanem. Na głowie i uszach ma kręcone małe włoski jak owieczka:)
    14 points
  13. Dzisiaj, w to piękne kocie święto, mój wnusio skończył 3 miesiące :).
    14 points
  14. To teraz ciut dłużej. :) Ale proszę, weźcie to przez sito mojego subiektywizmu :) Amik upatrzył sobie Pana. Uwielbia spędzać z nim czas, chętnie uczy się nowych rzeczy, jest w Niego wpatrzony jak w obrazek, zawsze gdzieś obok, gotowy na nowe zadania. Aktualnie trochę rozpacza jak Pan wychodzi gdzieś bez niego (ale już w tej kwestii działają). Z Panią, odpukać też jest już super (piszę już, bo pierwsze dwa dni to było warczenie na Panią - po tym uszczypnięciu w stopę Pani się wystraszyła i zaczęło się warczenie na Panią. Wiedziałam o tym, ale nie pisałam, nie chciałam Was martwić, bo wiedziałam, że Państwo to przepracują). Pan powiedział, że żona to teraz bratnia dusza Amika, psiak ładnie reaguje na Jej polecenia i warczenie zniknęło definitywnie. :) Pan mocno się cieszy, ze razem z żoną mają nić porozumienia z Amikiem, ze fajnie go czytają, a on stara się jak może ich zadowolić. Chociaż kombinuje, myśli i czasem próbuje przeforsować swój pomysł to nie ma tutaj taryfy ulgowej. Amik zna juz sporo komend, zna tzn. wykonuje je również na dworze. Siada (naprzeciw i przy nodze), leży, kładzie się na miejsce i... aportuje: zaczyna łapać zasady wspólnej zabawy. Puszcza zabawkę juz przy nogach Pana, w śnieg, co jest sporym sukcesem. Pan kupił Amikowi piłeczkę na sznurku, bo wybadał co tam Amik może polubić i to był strzał w 10. :) Na czesanie już cieszy się, b początkowo się bał i wiercił, a że czeszą go co 2 dzień to już zaczyna mu się podobać, czeszą go oboje. Pan z dumą powiedział, że Amik wypiękniał, zrobił się puchaty :) Amik też juz jest uczony tego, aby myć łapki po każdym spacerze. Początkowo protestował ;), teraz już wie, że ma miskę z wodą, do której trzeba zajrzeć tuż po powrocie z dworu. Spacerów jest duuużo, bo poza lekcjami posłuszeństwa w domu to rano jest godzinny spacer, drugi: około 14 długi spacer minimum 1,5h i to po lesie i polach... :) Wieczorem kolejny spacer, a tuz przed snem jeszcze krótkie wyjście na podwórko na sikupę. Amik do tej pory na ogród wychodził na lince, od dwóch dni ma adresatkę (w końcu dotarła) i Pan dodatkowo na wszelki wypadek wyznaczył część ogródka i już Amik hasa swobodnie. Amik w domu nie niszczy i jest grzeczny (ale pan ciagle mi mówił że to mądry pies i nawet jak psoci czy czegoś nie rozumie to ma prawo :) ). Gości przyjmuje bez zarzutu, ale Pan zawsze zamyka Amika i wypuszcza jak goście usiadą. Sąsiedzi Amika już znają i się go boją ;) Amik ma donośny groźny głos i na razie szczeka na każdy ruch za oknem. Pan daje Amikowi jeszcze miesiąc ulgi w tym aspekcie, potem weźmie się porządnie za wyciszanie szczekacza. Problem z warczeniem na domowników mamy wiec opanowany, lęki związane z kontaktem ze swoim człowiekiem też :) Ale niestety na spacerach daje popis. Przejawia agresje, rzuca się na samochody, ludzi, psy i wszystko co możliwe. Ale dla Pana to nie problem, tzn. powiedział że to wypracują (stale pracują!) i nie ma oczekiwać, że jakiś pies będzie idealny i od razu gotowy pod kogoś, a co dopiero pies po przejściach. Amik jest psotnikiem też, podobno psoci na całego. Ale zaraz po każdym zdaniu o kłopotach z Amikiem słyszałam superlatywy: ze myślący (jak napinam smycz to reaguje!), inteligentny (jak ma dość chodzenia po zaspach to czeka aż mu wydepczę... ! Mysli czy coś mu się opłaca), że bardzo bardzo pojętny i błyskawicznie się uczy. I że wcale nie uważa go za ekstra agresora czy super trudnego psa (mimo że pokazał wszystkie swoje problemy juz w całości) - z wszystkimi problemami uporają się w ciągu najbliższych kilku miesięcy... bo nie można oczekiwać że pies po tygodniu czy dwóch będzie bezproblemowy (tak- tak- to słowa Pana :)). Zapytalam w czasie rozmowy kilkakrotnie czy żałuje wyboru- czy jest rozczarowany. ABSOLUTNIE! To ten pies :) Cieszą się z niego mocno, za to jaki jest. I mają nadzieję, że żadna choroba nie zabierze go zbyt szybko, zresztą za jakieś 3-4tygodnie zrobią mu full serwis badania u weta. Teraz dają mu jeszcze czas na poznanie życia z ludźmi i budowanie zaufania i relacji z Nimi.
    14 points
  15. Dzisiejszy objazd Wola - Żoliborz - Wilanów - Wola nie dojdzie do skutku. Aga nie przyjedzie dziś z książeczką zdrowia i karmą, dopiero 6 stycznia. Pytałam p. Magdy czy karmy jej wystarczy do przyszłego tygodnia, bo jeśli tak, to zamawiam dziś karmę i powinna przyjść w poniedziałek - wtorek. Powiedziała, że wystarczy. To zaraz zamówię jakąś dla alergików, bo psina nie przestaje się drapać. A z wieści posylwestrowych, na które pewnie czekacie: wszystko bardzo dobrze. W domu Amberek w ogóle nie reagował na huki, na spacerze trochę już tak, ale na szczęście nie przesadnie. Widać, że już się wyspał i nabrał trochę sił, bo ogon prawie cały czas w ruchu, na spacerach zaczepia inne psy - ale w pozytywnym znaczeniu :) - co chwila jednak odwraca się do p.Magdy i podchodzi po głaski. Płaczę ze szczęścia i z ulgi. A tu taki noworoczny Amberek.
    14 points
  16. Obecnie przez najbliższe dni Amberek będzie u Pani, która go znalazła. Jest biedak bardzo zmęczony. Praktycznie cały czas śpi. Od czasu do czasu odszczekuje się tylko szczeniakowi, który zaczepia go do zabawy, albo ma pretensje, że Amber zajął mu posłanie. Zawiozłyśmy Amberka na kąpiel do zaprzyjaźnionego hotelu pod Konstancinem, niestety miejsc nie ma, ale Amberek będzie czysty i będzie mógł zostać przez chwilę w domu. Potem pani Nina pójdzie z Amberkiem do swojego weta, żeby go obejrzał, zwłaszcza łapkę, na którą lekko kuleje i uszy, po których się drapie. Osoby, które na fb zgłosiły się jako chętne rozmyśliły się. Niedługo będę dzwonić do hotelu poleconego przez Iwnę. Na razie właścicielka hotelu gdzieś pojechała załatwiać sprawy. Pani Nina będzie też szukać wśród znajomych, może zdarzy się kolejny cud i ktoś go adoptuje. Nie chciała przyjąć nagrody i uparła się, że sama zapłaci za kąpiel i weta. Też chce coś dobrego dla Amberka zrobić, chociaż mówiłam jej, że zrobiła już najlepsze co mogła: zauważyła go i nie zostawiła bez pomocy :) Pewnie przed nią mnóstwo ludzi go widziało, bo duże osiedle i gęsto blokami usiane, ale tylko ona nad nim się pochyliła. Wspaniała osoba :)
    14 points
  17. U Miłej, jak to bywa we własnym domciu - wszytko dobrze:) Dzisiaj rozmawiałam z panem, bo pani prowadziła - jechali na działkę, a właściwie opowiadali oboje:) U suni dużego stresu już nie widać - Miła je, chętnie wychodzi na spacery, chętnie wraca do domu, dzisiaj sama wskoczyła do auta:). W domu jest spokojna, właściwie cały czas leży i odpoczywa; wczoraj wskoczyła na kanapę i oparła sobie o pana głowę;). Próbowała też wskoczyć w nocy do łóżka;) Jeden kot obrażony i prycha, drugi obserwuje sunię z zaciekawieniem; Miła na koty nie zwraca zupełnie uwagi, ale próbowała wyjadać z ich misek, więc miski powędrowały wyżej. Właściwie rozmowa wyglądała tak, jakby Państwo opowiadali o psie, który jest u nich od dawna;). Jedyny problem (od razu usłyszałam wtrącenie pani, że niewielki) to smycz - Miła na smyczy idzie tam, gdzie ma w danej chwili ochotę;) Pan ma protezę,trochę boi się tego plątania i rozplątywania, więc będą powoli uczyć Miłą chodzenia przy nodze. Mam obiecane zdjęcia:)
    14 points
  18. Przesyłka ze smyczami i obrożą Foresto już u Jaaga. Ale błyskawica :) Smycze bardzo odpowiednie, jak stwierdziła Jaaga. Opłacało się połazić po sklepach. A na osłodę powiem Wam, że Fado już sam wraca z ogrodu do domu, gdy znudzi mu się pobyt na ogrodzie :) Jak się to Wam podoba? Bo mi baaaaaadzo :) No i nasz pupil :)
    14 points
  19. Patrzcie i podziwiajcie :) Pani fryzjerka wykonała kawał świetnej roboty . Naprawdę jestem pełna podziwu, jak w dwie godziny potrafiła zmienić naszego Kopciuszka. Podobno sunia była świetna. Przy jej odbiorze zastałam włascicielkę, panią szkoleniowiec, która też się nią zachwycała, jaka z niej wspaniała suczka, jesli chodzi o charakter. Dała sobie pousuwać wszystkie mega filce i kołtuny bez golenia, tylko ma od spodu podobno wycięte. Szczerze polecam fryzjera przy Zakładzie Szkolenia Psów HSM Korkus w Katowicach. Wizytę u groomera opłaci Fundacja ZEA, mam fakturę na 150 zł. Gdyby ktoś chciał wspomóc fundację i dorzucić się do pokrycia kosztów zabiegów, to sunia na pewno będzie wdzięczna. Uwolniła się wreszcie od smrodu, ciągnących ją dredów i brudu. Pani fryzjerka była w szoku, co z niej leciało, podobno brązowa ciecz. Już wymęczona, wróciła do siebie i odpoczywa. Szczerze mówiąć, to mnie tez nogi bolą po tych kursach, a co dopiero ją.
    14 points
  20. P.Maria przysłała mi zdjęcie wiec szybciutko wstawiam, Dla Wszystkich Przyjaciół Likuni ,a ma wokół siebie ich Wielu!,- na własne oczy popatrzmy na smerfa.
    14 points
  21. I. Sabinka Arlekinka w typie doga. Ma około 6 lat. Została adoptowana 20.03.2011 od FRD. Miała bardzo trudne szczenięctwo i młodość. Do Fundacji trafiła w bardzo ciężkim stanie, z przetoką po porodzie, w której mieściły się 2 ludzkie pięści. Właściciel chciał ją uśpić, bo nie miał za co jej leczyć. Dzieci Sabisi żyją, też zostały adoptowane i mają się nieźle. Opiekun Małgorzata Gołko
    14 points
  22. W sumie, wypełniłam testament Bliss i w naszym domu, zamieszkał od poniedziałku mały kundelek ze schroniska, o wdzięcznym imieniu Ninek, który kiedyś ważył 9 kg, a teraz.... 14. I ma +/- 10 lat. W schronisku przesiedział prawie 6 lat......
    13 points
  23. Lumi to inteligenta bestia:) W jej zagrodzie, w tym kurniku za drugimi drzwiami trzymam podręczne smaki,drzwi zamykają się ciasno i tylko przyciskałam bez zaszczepki.Rano przyniosłam nową paczkę pasków z kaczki,które Lumi uwielbia.Przydział do porannej lekcji dostali ,a resztę tam schowałam.Psy odpoczywały,Lumi również,a ja poszłam do ogródka przy domu.Słyszę jakiś stukot,zerknęłam,że Marcel z Majką swoje tańce zaczęli,robię więc dalej,słyszę szelest,no ale przekonana,że to Majeczka.Myślę, idę jednak zerknę,bo szuranie jakieś mocne, zobaczę co robią.Zaglądam i oczom nie wierzę:)...u Lumi na wybiegu peeeełna stołówka i ona stoi zadowolona :)....Dama otworzyła sobie te kurnikowe drzwi,wyniosła wszystkie dobroci na trawę i stół szwedzki zrobiła:)....leży worek z uszkami,2 paczuszki drobnych trenerek,papierowa torba z wkrętami,opakowanie trykotek,opakowanie Rumentabsu,wiaderko po żwaczach (wcześniej zjedli) i poranne opakowanie Rinti pasków z kaczki. Zjadła całą paczkę tych Rinti ,bo te są jej najpyszniejsze i stoi przy worku z małymi uszkami :),które też uwielbia.Na szczęście kilka ich może zjadła,bo w worku uszek dużo było.Trenerki i cała reszta leżało . I tak porządziła Dama dziś sobie:)...szkoda,że nie miałam telefonu przy sobie jej stół nagrać:)...ale po chwili znów próbowała otworzyć:)
    13 points
  24. Dzisiaj byłam z Lumi u weta na pobraniu krwi. Trochę się obawiałam jak to będzie, czy uda mi się ją wsadzić do samochodu itd. Okazało się, że sunia nie ma stresu w nowym dla siebie miejscu, trzyma się mnie i choć krążąc dookoła, ale idzie razem dzielnie do przodu. Do samochodu wskoczyła sama:) A jak ją na chwilę zostawiłam (poszłam po klucze do samochodu) i przyszłam to widząc mnie przez okno pierwszy raz ZAMERDAŁA OGONEM:) Po schodach do weta weszła z rozpędu, u weta to już w ogóle anioł:) przy pobieraniu krwi położyła mi głowę na ręce, przytuliła się i w tej pozycji zniosła wszelkie zabiegi. Zważyłam ją i waży 30 kg. Ona potrzebuje więcej bodźców i myślę, że w ewentualnym nowym domu może rozkwitnąć:) Żeby nie było tak idealnie, to w drodze powrotnej oderwała kawałek uszczelki przy oknie, była trochę pobudzona i wyraźnie chciała wyjść przez to okno (było uchylone), ale podejrzewam, że to przez to, że miała potrzebę, bo jak dojechałam do domu, to zaraz po wyprowadzeniu zrobiła koopę na trawce:)
    13 points
  25. Staruszek, już odizolowany, w osobnym boksie, dzisiaj ma być zbadany przez weterynarza. Chcę mu dać BDT, żeby po 10 latach mógł opuścić schronisko i zakosztować domowego życia. Zdjęcie wczoraj zrobiła Alaskan.
    13 points
  26. WIdzę, że Waszych rad i myśli tyle co i w mojej głowie. Nie ma chyba jednej właściwej decyzji, zawsze będę czegoś się obawiać albo żałować. Ale że decyzję trudną ale trzeba było jakąś podjąć to postanowiłam że Rabarbarek zostanie jeszcze w ds, pojedzie do Córki , przejdzie zabieg, potem pani behawiorysta zobaczy jego zachowania, porozmawia z ds, postawi może jakąś diagnozę, zaleci konkretną pracę z psem a co dalej to zobaczymy - trudno przewidzieć. Nie wiem czy Rabarbarek ma taki charakterek czy tak swoje terytorialne zachowanie pokazuje, czy ds jest w stanie wypracować pewne zachowania i nie mówię tu tylko o piesku ale o osobach, które zapewnią bezpieczeństwo od ugryzień każdej osobie , która się w ich domu znajdzie, cz y też może okaże się, że sposób zachowania Rabarbarka jest na tyle utrwalony, że niestety będzie on musiał szukać innego domu. W każdym razie Rabarbarek nic nie wie że jego losy się ważą, córkę Pani zna i bardzo lubi, córka Pani była ostatnio przez trzy tygodnie w ds więc wpędziła z Rabarbarkiem sporo czasu, przy okazji zostanie wykonany zabieg, z tego co zrozumiałam to jest to do zrobienia ponieważ brodawka jest sporawa i znajduje się w delikatnym miejscu, poza tym teraz zrobiła się straszna zima, awaryjne miejsce u Murki to boks wewnętrzny, czyli trafiłby z kocyka do budki, pytałam jeszcze o miejscówkę Szafirkę - wstępnie się zgodziła, ale teraz i tak trudno z transportem, Rabarbarek musiałby czekać i tak i tak, więc pomyślałam żeby dać szansę rozwinąć się sytuacji w ds, jeśli ds ostatecznie podejmie decyzję o oddaniu pieska to przynajmniej będę wiedziała że szansa na ds nie została zmarnowana , a dwa będą informacje od behawiorysty, który będzie miał możliwość przyjrzeć się Rabarbarkowi bezpośrednio. Jeśli zaś ds będzie w stanie pracować i zajmować się tak Rabarbarkiem jak on potrzebuje przy swoich pewnych nawykach zachowań to Rabarbarek nawet nie będzie wiedział, że coś się działo wokół jego osoby. Dlatego bardzo bym prosiła aby osoby, które deklarowały wsparcie , miesięczne lub jednorazowe dla Rabarbarka , zatrzymały te deklaracje na ten okres 2 - 3 tygodni , aż sytuacja się wyjaśni i decyzja będzie już naprawdę ostateczna.
    13 points
  27. Ale tu nie chodzi o gryzienie domowników. Zarówno teść jak i zięć są osobami przychodzącymi do domu. Jak dla mnie sytuacja jest jasna, że Rabarabar jest terytorialistą, poczuł się pewnie, na wszystko mu pozwalali (zauważacie, że pani dała mu jogurt przy stole, żeby "nie przeszkadzał", czyli pewnie chodziło o żebractwo) i efekt jest jaki jest. Nikt nikomu nie ściemniał, pies został opisany taki jakby był u nas, a u nas nie pokazał ani jednego ząbka nawet u weta przy badaniu. Ostrzegałam Państwa, aby go nie rozpieszczali i od razu ustalili zasady, żeby się nie rozbisurmanił. Państwo chcieli psa łagodnego i ja to rozumiem, ale poprzedniego psa też oddali, bo ugryzł, więc coś jest na rzeczy. Obawiam się, że nawet jak wezmą szczeniaka to z czasem będą mieli z nim problemy...
    13 points
  28. Sytuacja ze szczeniaczkami przyspieszyła decyzję o adopcji Tyci. Pieniądze zebrane na nią i zamrożone, na pewno teraz bardzo się przydadzą. Jeżeli Tola się zgodzi , to chcemy ją mieć na zawsze. W podjęciu decyzji pomogła nam rodzinka. Wszystkie córki i wnuk zadeklarowali pomoc w razie naszych problemów zdrowotnych lub pożegnania się ze światem. Tycia jest młodziutka. Ona i my , jak dożyjemy, w podobnym czasie będziemy mocno się starzeć. Jak ktoś ma ochotę, zapraszam na wizytę przedA. U mnie jest jeszcze 450 zł. Tolu, co mam z nimi zrobić?
    13 points
  29. Kochani,wiemy jaka jest sytuacja w schroniskach i ile młodych,starszych,ładniejszych i tych zwyczajnych psiaków czeka na pomoc.Dobrze,że jest to Forum.Dobrze,że jeszcze została nas grupa,która pomaga od wielu lat na dogo,a cieszy jeszcze bardziej,jak zobaczy się nowy nick osoby,która chce pomóc :) Ja też miałam kryzys i myślałam,że pozostanę tu tylko tak z doskoku i wspomogę ewentualnie jakąś wpłatą psiaka w potrzebie.Miałam po prostu dosyć oglądania tych wszystkich smutnych,żyjących w beznadziei psiaków... Miałam dość robienia bazarków i tej okropnej mozolnej przy nich pracy....Miałam dość odpowiedzialności za każdą podjętą decyzję o adopcji,przeprowadzania rozmów,pytania o każdego psiaka i przeżywania z rodzinami,gdy któreś było chore....Moje problemy prywatne były tylko kropką nad "i".....Miałam odrzut totalny i wchodziłam tylko sporadycznie na Forum.Potrzebowałam jednak trochę dystansu i czasu aby wrócić... Myślę,że każdy z nas ma swoje lepsze i gorsze okresy i w życiu i tu na dogo.Mamy swoje lata,swoje dolegliwości,o których nie zawsze piszemy ale one mają wpływ na to,na ile jesteśmy silni i odporni psychicznie.Mimo wszystko cieszmy się,że jesteśmy i jednak działamy, aby pomóc tym nielicznym biedakom.Każda z nas jest ogniwem takiego łańcuszka,na którego końcu możemy zobaczyć nawet jednego tam, gdzie zawsze powinien być,czyli z kochaną rodziną na dobre i złe.
    13 points
  30. Przed chwilą wróciłam. Abi zrobiła ogromne postępy - wchodzi sama do domu, chodzi razem z Państwem na spacery, w ogrodzie biega z podnoszonym ogonem, zaczyna bardzo zwracać uwagę na to co Państwo robią, interesuje się tym, co mieli w rękach. Nie ma cienia agresji - Państwo mogą założyć Abi smycz, gdy siedzi w budzie, także w domu, uczą siadania przed furtką przy wyjściu na spacer, spróbują wspólnych spacerów z bardzo przyjaznym psem z sąsiedztwa - już omówione w jaki sposób. Abi jeszcze nie potrafi tak okazywać uczuć, jakby każdy z nas chciał, ale to kwestia czasu. Obie pokazałyśmy Państwu jak uczyć Abi rozumienia ludzkich słów, jak kierować jej zachowaniem - codziennie, na każdym kroku. Uważam, ze wątek Abi można z czystym sumieniem zamknąć - ona ma swój dom i swoich ludzi na zawsze.
    13 points
  31. A więc - Cybork przeszedł ogromną zmianę. Od psa, który bał się wszystkiego, nie chciał się dać głaskać, nie reagował na nic, zmienił się w psa, który wchodzi do naszego pokoju, chce włazić na łóżko, zrywa się jak głupi jak tylko usłyszy dźwięk szeleszczącej torebki ("człowiek, czy to chleb?! kocham chleb, daj chleb!"). Nie nosi protezy, bardzo się przyzwyczaił do chodzenia bez, czasem nawet nie możemy za nim nadążyć. I siłę ma, bo mimo wieku ciągnie czasem jak młody pies :). W kontaktach z innymi psami niesamowicie spokojny, jednak nie bawi się z nimi. Z chcęcią podejdzie, powącha, pomerda ogonkiem. Jedynie gdy młodszy, sprawniejszy pies pokazuje mu swoją sprawność, Cybork trochę powarkuje. Nie jest specjalnie strachliwy, boi się czasem dźwięku dzwonka do drzwi, mikrofalówki i burzy (a szczególnie deszczu). Ale głaskanie i siedzenie z nim i już przechodzi :) Do ludzi również podchodzi bez problemu. Prawdopodobnie gdyby ktoś się do nas wkradł, to po prostu popatrzyłby, dał się pogłaskać i poszedł spać :D Cybork jest niesamowicie kochanym, dobrym, niesprawijącym problemów psem (no, może oprócz wieczora gdy zjadł trzy skarpetki...). Oczywiście dajemy mu przede wszystkim odpoczynek, nie ma w końcu już 3 lat. Od jakiegoś czasu czuć, że nawiązaliśmy z nim więź, szczególnie gdy skamle i popiskuje, gdy któreś z nas wychodzi z domu. Dzięikujemy wszystkim, którzy trzymali za niego kciuki. Nie wiem, jak opisać swoje wzruszenie. Cybork również dziękuje.
    13 points
  32. No to pierwsza się dowiesz...hihi.... od siebie dodam,że każde Moriskowe słówko jest prawdziwe.....Morisek zostaje z nami na zawsze.
    13 points
  33. Żabka już u siebie, jak podjechaliśmy wnuczka Pani podeszła do auta, a Żabka o mało nie wyfrunęła z radości przez okno. Nie potrafię opisać radości obu stron. Po prostu to trzeba zobaczyć, Widok bezcenny, zostanie w mojej pamięci na długo!!! Pani bardzo nam dziękowała, upierała się że zwróci chociaż za benzynę, ale nie wzięłyśmy. Potem byłyśmy u weta na zastrzyk, zgodnie z zaleceniami weta u którego była Ewa. Żabcia dostała jeszcze jakieś tabletki. Wet wziął wszystkie wyniki, aby wpisać do komputera. Żabcia już widniała w kartotece i wet ją kojarzy, więc to znaczy, że pani Żabkę leczyła. Pani nas wycałowała, dziękowała milion razy i prosiła o telefon czasem, to ona chętnie opowie o tym, co u Żabci. Jestem wzruszona i szczęśliwa!!! Dziękuję z całego serca wszystkim, którzy przyczynili się do tego happy endu: Ewie (Kulfoniasty): za to, że pokazała Żabkę światu robiąc ogłoszenia, za opiekę i zabieranie do weta, za ogromną pomoc finansową i wsparcie duchowe AgusiP i Myszy2 za darmowy transport do Chorzowa i do Anecik. Anecie i Arkowi za wspaniałą opiekę i transport do DS Wszystkim, którzy wspierali Żabkę finansowo, robili bazarki Wszystkim, którzy doradzali, sugerowali i trzymali za sunię kciuki BEZ WAS NIE BYŁOBY HAPPY ENDU!!!
    13 points
  34. Kochani, dobrzy ludzie! To ja jestem nową włascicielką pieska. Nie mogłabym się nie odezwać na tyle apeli o wieści psiaka. Śledzę wątek od dawna, ale bałam się trochę pisać wcześniej by nie zapeszyć. Trudno w to uwierzyć, ale udało się i to cudo śpi sobie, jeszcze trochę przestraszone i niepewne, na posłanku w naszym domu... Na szybko mogę napisać, że nasz pupil w drodze był najpierw zestresowany i niepewny, ale staraliśmy być wobec niego delikatni, nienarzucający, dostał też jakieś smaczki i o dziwo... do Warszawy dojechał już wtulony we mnie, ufny, że będzie dobrze...Rano odbyliśmy pierwszy spacer - możecie sobie wyobrazić, że w życiu nie ucieszyliśmy się tak na widok załatwiającego swe potrzeby psa! A więc na szczęście już pierwsze próby wypróżniania zostały odbyte zwycięsko. A teraz trochę dłużej... Historia zaczęła się nad polskim morzem. Ja i Dominik, czyli wzruszone gapy ze zdjęcia powyżej, zajadaliśmy się gofrem. Nagle minęła nas miła para ludzi na rowerach, pewnie w wieku naszych rodziców. Kobieta mówiła "ale tu fajnie, szkoda tylko, że paputka nie ma z nami". Odpowiedzi jej partnera już nie dosłyszeliśmy, ale to zdanie zapadło nam w pamięć. Kim był tajemniczy paputek? Doszliśmy zgodnie do wniosku, że pewnie ich ulubionym psiakiem. Ta scenka sprowokowała rozmowę o zwierzętach - opowiedziałam Dominikowi, że zawsze marzyłam o psie, ale rodzice byli przeciw. On wychowywał się z żywiołową Abrą, od kilku lat nie żyjącą, więc opowiedział mi trochę historii z psiego świata. Wspólnie doszliśmy do wniosku, wtedy jeszcze nieśmiało, trochę żartem, że kiedyś będziemy mieszkać razem i mieć psa. Niedługo potem faktycznie zamieszkaliśmy razem. Ale nad przygarnięciem zwierzęcia zastanawialiśmy się rok, osadzając się spokojnie, i w kontekście wspólnego życia, jak i rynku pracy. Dominik jest bardzo zrównoważony, racjonalny, pragmatyczny - wspólnie obmyślaliśmy plan: pies, rozmawiając z rodziną, ze znajomymi psiarzami. Ja napędzałam realizację, szukając psa w ogłoszeniach. Nie mogę powiedzieć, że robiłam to bez najmniejszych obaw - szukanie psa było trochę przełamaniem lęku z dzieciństwa, że sobie nie poradzę. Czułam jednak, że jesteśmy już na tyle samodzielni, że nareszcie mogę te obawy przełamać. No i wtedy zjawił się on. Na pozór ogłoszenie, jakich wiele - bidul uratowany ze schroniska. Ale mowa była o łagodnym, spokojnym psie, nie szczeniaku - kryteria, według których szukaliśmy. No i te wielkie, smutne oczyska... Znajoma psiara mówiła mi, że szukając, w pewnym momencie poczujemy, ze to TEN pies. Pokazałam ogłoszenie Dominikowi. Było po nas. To jak wirus lub po prostu zakochanie. Na nic informacja, że jest trochę starszy, że trzeba po niego jechać 250 km... Nie chcąc kierować się tylko emocjami, obejrzałam jeszcze ogłoszenia wielu psów, prawdopodobnie wielu łagodnych, pięknych, dobrych psów. Myślałam o czarnych scenariuszach w związku z jego wiekiem. Skłamałabym mówiąc, że się nie bałam. Jasne, że się bałam, że będzie chorował, że może nas opuścić za szybko... Ale ta cholerna intuicja podpowiadała mi, że musimy go poznać, że nie możemy dać się zaklajstrować w lęku o nie - złamanie sobie serca, trzeba pomyśleć o NIM, dać mu dom, pokochać, przestać się rozczulać nad sobą. Poza tym nie jest przecież jeszcze staruszkiem! Mam nadzieję, że nam wybaczycie sprawę z imieniem. Od tygodnia zapisaliśmy na liście kilka propozycji ładnych imion dla jasnobeżowego psiaka, braliśmy też pod uwagę Wasze pomysły. Ostatecznie postanowiliśmy go nazwać jak się już trochę poznamy. No i nie było wyjścia. Sam wybrał sobie imię w podróży. Na rzucone półżartem zaereagował jak zaczarowany kładąc głowę na kolanach Dominika. No i tym sposobem został, a jakże - Paputkiem... Będziemy na pewno się odzywać z wieściami. Dajemy mu przestrzeń na spokojne zapoznanie się z nową sytuacją. Ale dwa razy machał już ogonkiem! Jesteśmy dobrej myśli. Chciałabym ogromnie podziękować Fundacji ZEA, Pani Marcie i jej mężowi, Pani Kasi- Murce, Pani Joannie za miłą wizytę i wszystkim Wam za to, że daliście nam szansę na poznanie i adopcję tego wspaniałego psiaka. Obiecujemy, że uszanujemy Waszą pracę, Wasze pieniądze i zaufanie. Pszeniszny Paput pozdrawia.
    13 points
  35. Marcelek na dobranoc, Przywiozłam dziś dodatkowe posłanko,ale dałam najpierw Marcelowi na górę :), inaczej by zaznaczył jak wszystkie inne,a to grube do prania. Dostał też nową maskotkę i od razu zaniósł sobie położył:)
    12 points
  36. 12 points
  37. Przychodzę z bardzo miłą wiadomością:) Jak wiele z Was wie mam wspaniałych Ludzi w pracy. Szczególnie jeden z moich Dyrektorów z żoną bardzo wspierają nasze psiaki i dzięki temu możemy mieć ich pod opieką kilka jednocześnie:) Dzisiaj wysłałam mu jak zazwyczaj relacje co u naszych psiaków słychać i opisałam historie Feniksa i naszej grupy, która go wspiera. Dostałam taką informację od niego przed chwilą:) Dla Staruszka z Zamościa chciałbym od siebie dorzucić 300 zeta jednorazowo. Nie wiem jeszcze, czy dostanę gotówkę, czy Rafał będzie wolał zrobić przelew. W razie czego, jeśli przelew poproszę Was o konto, żeby niepotrzebnie nie tworzyć ścieżki przelewów z konta na konto, tylko załatwić to bezpośrednio. Jeśli gotówką, to za moment rozliczam do końca nasz bazarek, z którego Feniks dostanie ponad 220 zł i wpłaciłabym jednym przelewem. Tylko prosiłabym wtedy, żeby wyraźnie oddzielić te wpłaty:) Z fajnymi ludźmi pracuję, co?
    12 points
  38. To kropelka ale jednak... Moja mama po reportażu w TV o akcji w Radysach postanowiła sprawdzić schronisko w moim rodzinnym mieście. Tak, po prostu jedzie zobaczyć psy I czy dobre warunki mają :))) Wzruszyła mnie:)
    12 points
  39. HURAAAA!! Kość promieniowa pięknie zrośnięta. Prawie nie ma śladu po złamaniu. Za 2-3 tygodnie wyjmowanie gwoździa. Doktor bardzo zadowolony i ja też. Tycia grzecznie jechała autobusem i szła dzielnie ulicą. Po wejściu do domu bardzo się cieszyła. Za rtg zapłaciłam 50 zł.
    12 points
  40. Po rozmowie z mężem postanowiliśmy pomóc Tycince. Jeżeli Wam odpowiada, to możemy dać jej BDT przez pierwszy tydzień po operacji.( po cichu liczę , że może dłużej ). Zmniejszy to koszty , a przede wszystkim sunia nie będzie wożona tu i tam. Co Wy na to ?
    12 points
  41. Jestem, jestem! :) Piesio bezpieczny, zaopiekowany, cudny i kochany :) Ale - po kolei. Patrycja przyjechała z psiakami do Warszawy po 17.00. Piesio był bardzo bardzo przestraszony, przerażony właściwie :( Trzeba go było wyjąć z klatki, nie chciał sam wyjść. Stanął potem w miejscu sparaliżowany ze strachu, przytulony do nogi Gosi. Od razu założyłyśmy mu szeleczki (dobrane "na oko" idealnie! :)) i obróżkę, i zapięłyśmy na smycz. Nie chciał się ruszyć, biedny. Gosia wzięła go na ręce i zaniosła do naszego samochodu. Położyła z tyłu na siedzeniach i usiadła obok niego. Niestety schronisko nie dało żadnego papieru dotyczącego szczepień :( Inne psy miały jakieś karty wypisowe czy coś takiego, z zaświadczeniami o szczepieniach, nasz - nic. Trochę mnie to zmartwiło, bo hotelik prosił o jakąś książeczkę zdrowia czy coś świadczącego, że pies szczepiony. No ale co było robić. Zapłaciłam Patrycji, wsiadłam do samochodu i ruszyłyśmy z piesiem do lepszego życia. Przez pierwsze pół godziny pies leżał z tyłu nieruchomo jak kłoda cały czas sparaliżowany strachem, pyszczek miał odwrócony od Gosi i schowany pod łapkami. Jednym słowem - pozycja "nie ma mnie" :( Żal było patrzeć na to maleństwo tak przerażone. Piszę "maleństwo", bo w sumie psiak dużo mniejszy, niż się spodziewałam. Ledwo sięga kolana, waży może z 15-17 kilo. Po pół godzinie usłyszałam z tyłu szept Gosi: "uniósł łepek, rozejrzał się, spojrzał na mnie!". Po następnym paru minutach: "poruszył się, myje sobie łapkę!" Po kolejnych pięciu minutach psina leżała z głową na kolanach Gosi i lizała ją po ręce. :))) Niestety po dojechaniu na miejsce strach powrócił, bo drzwi od bezpiecznego i ciepłego miejsca z dobrym człowiekiem się otworzyły i ktoś zaczął namawiać biednego psiaka do wyjścia. Psinka nie ruszyła się nawet. Zostawiłam więc go jeszcze z Gosią w samochodzie, żeby na spokojnie sobie obejrzał nowe miejsce, a sama poszłam obejrzeć hotelik i dopełnic formalności. Hotelik jest nieduży i w pełni zasługuje na określenie "rodzinny", bo są tam trzy koty i dwa domowe psy - staruszki po ciężkich przejściach. Pani oprowadziła mnie po całym domu, poznałam wszystkie zwierzaki i domowników :) Trochę to wszystko trwało, ale kiedy wróciłyśmy do samochodu, okazało się, że nasz psinek nadal w nim siedzi i nie chce wyjść mimo namawiania i próśb Gosi. Nie było rady, trzeba było znowu go wynieść na rękach. I znowu stanął przestraszony.. Próbowałyśmy go przeprowadzić trochę po ogrodzie wokół domu, żeby się oswoił z nowym miejscem. Powoli krok po kroczku - ruszył. Całkiem ładnie chodzi na smyczy, chyba nie jest to nowośc dla niego. A kiedy poczuł zapach parówek w kieszeni pani Agnieszki, ośmielił już całkiem, zaczął jej jeść z ręki. Po krótkim spacerze, kiedy nawet ogonek zawachlował kilka razy ( :)) !! ) nastąpił kolejny trudny moment: kojec! Na jego widok znowu psina zmieniła się w słup soli. Musi mu się bardzo źle kojarzyć taki kojec :( Nawet miska pełna jedzenia nie zwabiła go do środka. Nie było rady - etatowa już "nosicielka" Gosia wzięła psiątko na ręce i zaniosła do kojca. A potem posiedziała z nim chwilę, aż zobaczył, że tam też jest ok. Jest spokojnie, stoi miska z wodą, miska z jedzeniem, ciepła wygodna buda. Miska z jedzeniem została opróżniona ;) Buda sprawdzona :) Chyba będzie dobrze.. :) A po pozbyciu się robali przyjdzie czas na poznanie się z domownikami :) Zrobiłam kilka zdjęć z tego spaceru po ogrodzie, ale z racji ciemności są bardzo kiepskie. Jeśli chcecie, to może prześlę komuś i poproszę o wstawienie, bo ja niestety nie wiem jak. No i przyszedł czas się pożegnać. Trudno było. I jemu i nam. Po drodze dostałam smsa z hotelu, że w kojcu cisza.. Niunio (tak właśnie napisała p. Agnieszka :D) zawył cicho cztery - pięć razy, ale nie usłyszał odpowiedzi "ze wsi" i nastała cisza. :) Mam nadzieję, że noc minie mu spokojnie. Mnie tak, bo wiem, że jest już daleko od R.
    12 points
  42. Za sugestią Toli, chciałam Wam pokazać inną moją sunię. Tola uważa, że warto, bo to daje nadzieję. To jest nasza Świstak. Jest u nas niecałe 5 lat. Ma guzy, ale nie może być operowana z powodu wady serca i tchawicy. Nie mogłabym jej uspic bez zrobienia wczesniej wszystkiego, co się da. Kontrolujemy badaniami stan, leczymy i hamujemy rozwój raka. Jej ktos połamał wszystkie łapki i ogon, które same źle się zrosły. Jedna przednia łapka w całości trzyma się tylko dzięki skórze, bo kość jest oddzielona. Przez to jej rak jest dla mnie jeszcze wiekszą niesprawiedliwością. Ale ona daje radę tyle czasu. Wierzę, że i once się uda. Jestesmy po ostatnim spacerze, rozpoznaje już trasy i sama ciągnie w znanym kierunku. Zjadła kolację i musze przyznać, że apetyt na jedzenie to ma tak ogromny, jak na życie.
    12 points
  43. - Rudy, draniu jeden, gdzie Ty się włóczyłeś ? Tyle ludzi się o Ciebie martwi, a Ty jakieś wycieczki sobie robisz ! - No co Ty ! Aż taki popularny jestem ? Wiesz, dorosły jestem, mam prawo do panny skoczyć ! Na to zrób mi parę zdjęć ( tylko ładne ! ), niech się ludzie nie martwią. Zęby mam ładne, prawda ?! Zmieniamy pozę, w innej pozycji też jestem piękny ! - No dosyć tego, trochę mi się spieszy ! - Rudy, ja tu jutro będę i Ty też masz być, zrozumiałeś ? - No dobra, skoro tyle ludzi się o mnie martwi, to będę się kręcił w pobliżu. A... i przynieś coś dobrego do zjedzenia. Ta głowa z karpia to wiesz... nawet wąchać mi się nie chciało... - Głowa sprzątnięta, jutro mielonkę z puszki dostaniesz. - No, to może być. Muszę iść, do jutra ! -Rudy ! - Nie martwcie się, wrócę.
    12 points
  44. X. Cormac - I miejsce Piękny dog płaszczowy. W listopadzie 2015 roku skończył 3 lata. Adoptowany jako szczenię. Uwielbia zabawy piłeczką i przytulanie się.
    12 points
×
×
  • Create New...