Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

My kiedyś na mieście mijaliśmy kolegę o kulach, to wsiadł do samochodu i po prostu strach go sparaliżował, bo z tyłu siedział nasz najmniejszy pies w typie yorka, 1,5 kg żywej wagi. Ja byłam pewna, że on żartuje, ale mówił śmiertelnie poważnie. Nie mógł się ruszyć i błagał mnie, bym ją zabrała :evil_lol:

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

Są ludzie którzy boją się poprostu psów , bez znaczenia na wielkość .
Zdarzyło się kilka razy w ciagu 15lat posiadania pudla że ktoś się bał minąć np. - szczególnie tyczy się to dzieci .
A uwieżcie 5kg pudel nie wygląda za grosz groźnie .

Posted

No niestety to na paranoję zakrawa.Jeszcze nic jak osoba swoi zachowaniem nie prowokuje psa.Choć,jesli o mojego jamnika chodzi- może sprowokować go jedynie do zabawy.Miałam kilka takich sytuacji- dziecko może siedmioletnie zaczęło przeraźliwie krzyczeć i uciekać za mamę jak zaobaczyło psa.Pies próbował podbiec ale zbaraniał chyba z powodu tego krzyku.Ostatnio dorosła kobieta zaczęła kręcić się w kółko i machać siatką gdy pies koło niej przechodził.Pies zaczął szczekać- no więc pani jeszcze bardziej przerażona- bo na pewno zaatakuje.Chce się zacytować babkę z Dnia Świra: głupek- jamnika się boi:)

Posted

Klingos napisał(a):
Nie rozumiesz pojęcia cechy pierwotnej. Jak już mówiłem - człowiek niezależnie od wielkości psa, jeśli ma uraz odczuwa strach, później rolę odgrywa tylko i wyłącznie jego spotęgowanie. Nie znasz nikogo, kto bałby się yorka? Boją się, tylko, że z mniejszą świadomością, bo posiadasz odczucie tego, iż w przypadku ataku przez takiego psa jesteś w stanie go odciągnąć/odkopać/cokolwiek, a w przypadku ataku takiego rota, ttb czy molosa - nie. : )


Ciekawe :) zwłaszcza że mam kolegę który panicznie boi się wszelkich dużych psów,(mojej starszej suki bardzo się bał mimo że to była ostoja spokoju) a z małymi bez problemu tarza się po ziemi. Ale możliwe, że to wynika z mniejszej świadomości strachu. Dziwne tylko jest to, że moja suka jest bardzo wyczulona na osoby które się psów boją i nie ma oporów przed wydarciem się na taką osobę, a akurat na niego w ogóle nie szczeknęła :confused: ale to dziwny pies jest więc wszystko możliwe :evil_lol:


I jak jest z tą cechą pierwotną w przypadku psów? Dlaczego moja mała suka wyskoczy z mordą do większego od siebie psa a małego szczekacza zignoruje? Dlaczego starsza suka gdy zaczepił ją pies podobnego wzrostu nie miała oporów przed pokazywaniem zębów i warczeniem a małe atakujące wypierdki co najwyżej przeskakiwała? Jak jakiś ją użarł to nie wywoływało w niej to strachu przed innymi psami, właściwie to po niej spływało? Interesuje mnie to zwłaszcza w kontekście Twojej wcześniejszej wypowiedzi:
Klingos napisał(a):
Tylko, że niezależnie od wielkości obrażeń - uraz na psychice zostaje. Tak samo tyczy się to ludzi - nieważne, czy pogoni Cię kaukaz, czy ugryzie jamnik - boisz się psów ogółem.

Posted

Moja babcia boi się psów, niezależnie od wielkości. Jak do nóg biegnie jej ujadający ratlerek, to blednie jak ściana.
Ale żeby zrozumieć, że taki strach jest nie do opanowania i racjonalizm wtedy leży i kwiczy, pewnie trzeba zaliczyć jak babcia, dwa poważne pogryzienia z serią zastrzyków przeciw wściekliźnie (kiedyś bardzo bolesnych).
Łatwo powątpiewać w czyjś strach, kiedy samemu najgorsze doświadczenia z psami ma się takie, że do pieska podbiegł szczekający owczarek i trzeba było na niego tupnąć.

Posted

Ja mam takie dzieci u siebie w bloku -_- Co ciekawe, na ulicy chyba nikt się jamników nigdy nie bał, za to te bachorki... Dżisas, na widok każdego z moich psów drą ryjki tak, że można ogłuchnąć. Oczywiście wtedy nawet najspokojniejszy pies zaczyna się nerwowo zachowywać i tak robi Finka, czyli wycofuje się za mnie, za to mniej zrównoważona Cortina zaczyna się jeżyć i szczekać, a to wiadomo powoduje jeszcze większy wrzask :evil_lol: Rodzice całe szczęście są spoko i uspokajają dzieci, ale nic to nie daje.

Na widok Jariego jest w ogóle sraczka i mogiła ;) Jak widzę, że wchodzą/wychodzą z klatki to czekam przed, aż mi znikną z horyzontu :diabloti:

Posted

klaki91 napisał(a):

I jak jest z tą cechą pierwotną w przypadku psów? Dlaczego moja mała suka wyskoczy z mordą do większego od siebie psa a małego szczekacza zignoruje? Dlaczego starsza suka gdy zaczepił ją pies podobnego wzrostu nie miała oporów przed pokazywaniem zębów i warczeniem a małe atakujące wypierdki co najwyżej przeskakiwała? Jak jakiś ją użarł to nie wywoływało w niej to strachu przed innymi psami, właściwie to po niej spływało? Interesuje mnie to zwłaszcza w kontekście Twojej wcześniejszej wypowiedzi:


A to już trzeba się pytać psich psychologów, ja jestem ludzkim.

Martens napisała o babci, ja miałem to samo tylko na własnym przykładzie. Moja babcia miała dobermana, który bawił się agresywnie, np. łapał za nogawki i ciągał, nawet dzieci, druga babcia miała bernardyna, który słuchał się tylko i wyłącznie dziadka i nic nie robił w jego obecności, ale gdy dziadka w pobliżu już nie było - atakował wszystko w zasięgu wzroku, moja najstarsza siostra (różnica 12 lat) miała bula i asta, które różnie się zachowywały, pomimo tego NIGDY SIĘ ICH NIE BAŁEM, bałem się za to małych psów przez to, że stojąc pewnego razu na dworze wyszła starsza kobieta z jamnikiem - nie miałem pojęcia o tym, że niedowidzi i po prostu nie zauważyła, jak do niego podchodzę pogłaskać, a, że pies nie lubił obcych osób - ugryzł mnie tak, że naruszył ścięgno za nadgarstkiem. I od 19 lat NIGDY nie dotknąłem małego psa. I fakt faktem, to śmieszne, że kolega musiał zamykać w łazience swojego shih tzu żebym mógł wejść do jego pokoju. Ale tak bywa. ;-) [h=3][/h]

Posted

Martens napisał(a):

Łatwo powątpiewać w czyjś strach, kiedy samemu najgorsze doświadczenia z psami ma się takie, że do pieska podbiegł szczekający owczarek i trzeba było na niego tupnąć.


Mój kolega nie ma żadnych złych wspomnień z psami ;) żaden go nie pogryzł, nie oszczekał, nic z tych rzeczy. Może jak był niemowlakiem to usłyszał szczekanie psa i to go tak wystraszyło? Nie ma pojęcia skąd mu się ten lęk wziął. A mimo to boi się jedynie dużych psów, małe lubi z wzajemnością.


Swoją drogą to kto tu powątpiewa w czyjś strach?

Posted

Niektóre rzeczy pojawiają się po prostu, ot tak, bez wcześniejszych oznak. Możesz bać się ciemności pomimo tego, że zawsze bezpiecznie wracasz ciemną ulicą do domu. Możesz bać się pająków pomimo tego, że mieszkasz w miejscu, gdzie są same niegroźne, bla bla bla. On może widzieć w każdym większym psie skok do jego gardła. Tylko, że w przypadku nieprzełamywanego strachu mówimy o lęku, a tu trzeba mówić o irracjonalności. Ale to już chyba offtop. :P

Posted

ja sie boje tylko duzych czarnych psow (zostalam kiedys ugryziona w twarz przez psa w typie doga niemieckiego czarngo ) ...ogolnie tez wole zejsc z drogi ujadajacemu psu .Innaczej gdy jestem z moja na spacerze to nie mam zadnych obaw

Posted

W moim domu przewija sie dużo ludzi , gdy miałam pudla nikt sie go nie bał , gdy miałam suke (nie lubiła gości) bywało różnie a teraz jak mam ttb Ci sami ludzie którzy nidy nie bali się psów zwyczajnie sie boją .
Musze zamykać mojego łagodnego psa w innym pokoju , albo zwyczajnie ciągle pilnować by nie podchodził bo momentalnie ręce do góry i "odejdź odejdź " . I nie zdarzyło się to raz, to się zdarza często nawet Ci którzy już go znają nadal się boją .
Znajomi rodziców czy nawet kilka osób z rodziny (nawet mężczyzni) , a hitem był kolega mojego brata który bał się wyjść do toalety z pokoju bo na przedpokoju leżał pies .
Miny kurierów jak otwieram drzwi a w progi stoi już mój pies czekając na karton ( uwielbia kartony) też są ciekawe :) .
Cóż to nasz dom , nasz pies , członek rodziny i jak się nie podoba to droga wolna nikt nie musi przychodzić (jedna ciotka już się obraziła jak ją opieprzyłam gdy po raz kolejny zaczęła narzekać po co nam ten pies , jak były poprzednie psy nic takiego nie mówiła) .


Za to nasz listonosz uwielbia go i zawsze go woła nawet jak gdzies na ulicy go widzimy i koniecznie musi pogłaskać .

Sama nie czuje sie pewnie w bliskim kontakcie z owczarkami czy dobermanami , 2 razy byłam ugryziona przez owczarka jako dziecko (8 i 12 lat) a raz tylko dzięki grubej kurtce nic się nie stało na dobrą sprawe za to rękaw był w strzępach .
Jak ide do kogoś z psem tych ras nie czuje się pewnie , ale nie gadam głupot, nie każe ich zamykać tylko staram się zachowywać spokojnie bo to ich dom a nie mój .

Posted

gops napisał(a):


Za to nasz listonosz uwielbia go i zawsze go woła nawet jak gdzies na ulicy go widzimy i koniecznie musi pogłaskać .


u mnie to samo :cool3: zawsze "ojojoj tititi", a Patryk debil zaczął na listonosza szczekać, jak idzie po klatce :diabloti: nie mam pojęcia, dlaczego, ale zawsze jak otwieram drzwi to mu leci w ramiona z buziaczkami, więc to jakiś kolejny przejaw psiej schizofrenii :eviltong:

mam też jedną babunię osiedlową, taką z cyklu "wyjdę se z wózeczkiem na zakupy, nadłożę drogi i popatrzę, co u was" - kiedyś mnie ochrzaniła, jak trzepałam przez balkon psie bety (jakieś tam koce, itd., przed wrzuceniem do pralki), przeprosiłam, a później spotkała mnie z psem na spacerze i od razu rzuciła się z przeprosinami za ochrzan :diabloti: (których wcale nie oczekiwałam), wymiziała Patryka i teraz jak ją spotykam, to zawsze jest "dzień dobry, jak się piesek chowa" :loveu:

Posted

niestety 80 % znajomych boi się białej... często Leda jeździ z nami autem , raz koleżankę mieliśmy przewieść ale pod warunkiem że pies z nami nie będzie albo będzie siedziała u mnie na kolanach :lol:
listonosz u nas akurat był zawiedziony jak przyszła Leda ;) tyle lat Sagata oswajał do siebie , wchodził sobie na podwóreczko a tu biały morderca:grin: niestety już na naszą posesje nie wchodzi i powiedział że nie wejdzie a przecież biała się tak bardzo cieszy na jego widok ... chyba nawet bardziej niż na nasz ;)

Posted

Ja się czuję strasznie niepewnie w pobliżu małych psów (jajniki, jorasy), jak byłam mała to przez lata mieszkałam drzwi w drzwi z kobietą z żółtymi papierami i jej małym kundlem... Ile razy to cholerstwo mnie pogryzło, interwencje rodziców nic nie dawało bo baba 'wariatka' i jej wszystko wolno było. Ogólnie tragedia bo bałam się chodzić po klatce, zostawać sama przed blokiem. Chyba tylko dlatego ogólnie psów się nie bałam bo miałam większego w domu, znajomi mieli psy itp. Babsko było naprawdę powalone bo w gorsze dni potrafiła w ludzi cegłami rzucać, a pies ofc zawsze szczuty przez nią na ludzi. Dzieciaki jak ją widziały to zamykały ją w śmietniku (lubiła sobie pogrzebać w śmiechach) byle tylko jej na podwórku nie spotkać, a na widok psa zwiewały najwyżej jak się dało (ślizgawka, huśtawka, drzewa, płot). Ogólnie ujmując patologia... i tak przez 14lat od małego.
Teraz teoretycznie nie mam jakiś lęków, ale ostatnio złapałam się na tym że przechodząc przy jorasie mocno się spięłam... Więc chyba jednak coś z dzieciństwa zostało.

Mój pies jak był młodszy kochał cały świat, teraz nie cierpi jorasów, na maltana dostaje pijany, shih-tzu też nie cierpi. Z innymi psami potrafi się dogadać, a małych zwyczajnie nie cierpi (chociaż mamy znajomej JRT ubóstwiał, pomimo że samiec, pomimo że za piłeczkę Szamana pogonił).

Posted

[quote name='gops']W moim domu przewija sie dużo ludzi , gdy miałam pudla nikt sie go nie bał , gdy miałam suke (nie lubiła gości) bywało różnie a teraz jak mam ttb Ci sami ludzie którzy nidy nie bali się psów zwyczajnie sie boją .
Musze zamykać mojego łagodnego psa w innym pokoju , albo zwyczajnie ciągle pilnować by nie podchodził bo momentalnie ręce do góry i "odejdź odejdź " . I nie zdarzyło się to raz, to się zdarza często nawet Ci którzy już go znają nadal się boją .
Znajomi rodziców czy nawet kilka osób z rodziny (nawet mężczyzni) , a hitem był kolega mojego brata który bał się wyjść do toalety z pokoju bo na przedpokoju leżał pies .
Miny kurierów jak otwieram drzwi a w progi stoi już mój pies czekając na karton ( uwielbia kartony) też są ciekawe :) .
Cóż to nasz dom , nasz pies , członek rodziny i jak się nie podoba to droga wolna nikt nie musi przychodzić (jedna ciotka już się obraziła jak ją opieprzyłam gdy po raz kolejny zaczęła narzekać po co nam ten pies , jak były poprzednie psy nic takiego nie mówiła) .


Za to nasz listonosz uwielbia go i zawsze go woła nawet jak gdzies na ulicy go widzimy i koniecznie musi pogłaskać .

Sama nie czuje sie pewnie w bliskim kontakcie z owczarkami czy dobermanami , 2 razy byłam ugryziona przez owczarka jako dziecko (8 i 12 lat) a raz tylko dzięki grubej kurtce nic się nie stało na dobrą sprawe za to rękaw był w strzępach .
Jak ide do kogoś z psem tych ras nie czuje się pewnie , ale nie gadam głupot, nie każe ich zamykać tylko staram się zachowywać spokojnie bo to ich dom a nie mój .

A co złego w tym ,że powiesz że czujesz się niepewnie?
To już chyba zależy jak bardzo Tobie zależy na osobach odwiedzających, bo raz drugi kogoś "opieprzysz" i pokażesz że pies jest ważniejszy to zostaniesz sama z tym psem ;)
Mojego psa może się ludzie nie boją, ale jak ktoś do mnie przyjdzie i najnormalniej w świecie nie lubi psów, widzę że nie jest chętny na kontakty z nim to po prostu psa zabieram, odsyłam na miejsce czy tam biorę na kolana.
Jak ktoś ma ochotę to i smaczki dostanie z " listą" komend jakie zna.

Po raz kolejny wałkujemy to samo: My kochamy swoje psy,ale nie każdy człowiek, czy to nasz znajomy czy obcy, musi je kochać i mieć ochotę na kontakt z nimi.

btw. też nie chciałabym siedzieć z nogami przy mordzie pita.

Posted

akurat tutaj Cię rozumiem, gops - jeden kolega dostał ochrzan za wciskanie psu chipsów (na zasadzie "oj, jeden, nic się nie stanie" - stanie, miał dietę eliminacyjną, zaburzał mi rytm pracy z psem, psu się udało wyżebrać za nic, dostał pod stołem, etc, etc) i też usłyszał, że jak się nie podoba, to nikt mu nie każe tu przyłazić i że w moim domu obowiązują moje zasady, w skład których wchodzi NIEKARMIENIE mojego psa (bez pytania).

ludzie czasem nie rozumieją, ile to kosztuje - szczególnie nie-zapsieni, moi dawni lokatorzy zgodzili się z faktem, że wezmę psa, byli nawet podekscytowani, więc poprosiłam o trzymanie się jednej zasady - zamykania śmietnika, choćby nie wiem co.
to jedna, prosta rzecz, naprawdę dużo nie kosztuje, przykleiłam kartkę - trudno było zapomnieć.
pies miał diety różnego rodzaju (dalej nie wiem co mu jest) i wpierdzielenie syfu NAPRAWDĘ mi psuło rachubę, kosztowało kupę kasy (przedłużanie eliminacyjnej, leki), no ale mimo to - nie zawsze docierało. to samo z niezostawianiem żarcia na blacie (pominę podstawową higienę i to, że taki obiad się psuje na zewnątrz, ale pies to zwyczajnie zżerał, lokatorów nie przerażały najwyraźniej straty obiadów).

i zgadnijcie, czy pies magicznie przestał być złodziejem, czy nie mam już lokatorów :diabloti:

Posted

[quote name='Ley']A co złego w tym ,że powiesz że czujesz się niepewnie?
To już chyba zależy jak bardzo Tobie zależy na osobach odwiedzających, bo raz drugi kogoś "opieprzysz" i pokażesz że pies jest ważniejszy to zostaniesz sama z tym psem ;)
Mojego psa może się ludzie nie boją, ale jak ktoś do mnie przyjdzie i najnormalniej w świecie nie lubi psów, widzę że nie jest chętny na kontakty z nim to po prostu psa zabieram, odsyłam na miejsce czy tam biorę na kolana.
Jak ktoś ma ochotę to i smaczki dostanie z " listą" komend jakie zna.

Po raz kolejny wałkujemy to samo: My kochamy swoje psy,ale nie każdy człowiek, czy to nasz znajomy czy obcy, musi je kochać i mieć ochotę na kontakt z nimi.

btw. też nie chciałabym siedzieć z nogami przy mordzie pita.

Moje psy są u siebie i nie wyobrażam sobie, że ktoś, kto nie lubi psów, przychodzi do mnie na kawę i ma pretensje o psa. Nie lubi? Ok, spotkamy się w kawiarni. Dla mnie to oczywista oczywistość :roll: Mam nie tylko psiolubnych znajomych, chociaż oni to większość. Ale wchodząc do mnie, kumple średnio lubiący psy podejmują to straszliwe ryzyko :diabloti: Śmieją się zwykle, że psy są ważniejsze niż oni i takie tam. Jakby ktoś się panicznie bał psów, to nie widzę sensu, żeby do mnie w ogóle przychodził.

Ok, jeśli ma wizytowe ubranie, nie ma ochoty na kontakt bezpośredni z psem - zawołam psiaki, powiem im, żeby warowały obok, a nie podłaziły i ocierały się o gościa. Ale na pewno podejdą do takiej osoby przy wejściu do domu, na pewno będą się przewijać przez pokój obok gościa i nie zamknę ich za to w pokoju :roll: Na spacerze, na zewnątrz - oczywiście, mój pies nie ma prawa wchodzić z obcymi w kontakt. Ale u siebie ma swobodę.

Posted

Martens napisał(a):
Ogromna większość ttb, szczególnie astów, staffików i bullków, bo pity to inna bajka, nie walczy już od blisko wieku..

te 7 lat temu i więcej ogromna większość TTB u mnie w mieście mniej lub bardziej udolnie "walczyła". każdy pseudo-gangsta brał sobie "piczbula", najlepiej po agresywnych rodzicach i chodził z takim psem szczując go na inne, ewentualnie na ludzi. jak trafiło się dwóch idiotów to szczuli swoje psy nawzajem na siebie i wtedy te psy "walczyły". że już o ustawionych walkach nie wspomnę. psy te były rozmnażane nie patrząc na rodowód czy nawet względną przynależność do jakiejś rasy tylko na zasadzie: mój pies jest najbardziej agresywny to dopuszczę go do najbardziej agresywnej suki, a ich szczeniaki rozchodziły się jak świeże bułeczki wśród pseudo-gangsty.

jak ktoś nie miał takich znajomości, ewentualnie kasy to brał szczeniaka "po agresywnych rodzicach" z giełdy samochodowej czy innego równie ciekawego przybytku. psy te różnie kończyły, niektóre nawet nie zdążyły zostać rozmnożone, chociaż część z nich została do dziś i są wyprowadzane przez rodziców pseudo-gangsterów, którym piesek się znudził.

rasowe TTB to na palcach jednej ręki można policzyć. i w ich przypadku można mówić o selekcji hodowlanej pod kątem usunięcia tych niepożądanych cech, które tak miłują zwolennicy walk psów. u mnie nawet była (a moze jeszcze jest, nie wiem) jedna hodowla pitbulli, psy dostawały rodowody amerykańskiej organizacji, ale juz się ze szczeniakami nie ogłaszają, więc pewnie moda minęła to i nie opłaca się rozmnażać tych psów. cała reszta to pseudo, a wiedząc pod jakim kątem te psy były rozmnażane to serio nie chce mi się śmiać. może hodowcy za jakiś czas faktycznie sprawią, ze wszelkie TTB będą miały w swoich żyłach jedynie "łagodną" krew, ale póki co (tu się powtórzę) mamy to co mamy i nie trzeba się śmiać tylko zrozumieć, skąd u ludzi lęki i uprzedzenia.

Posted

[quote name='zmierzchnica']Moje psy są u siebie i nie wyobrażam sobie, że ktoś, kto nie lubi psów, przychodzi do mnie na kawę i ma pretensje o psa. Nie lubi? Ok, spotkamy się w kawiarni. Dla mnie to oczywista oczywistość :roll: Mam nie tylko psiolubnych znajomych, chociaż oni to większość. Ale wchodząc do mnie, kumple średnio lubiący psy podejmują to straszliwe ryzyko :diabloti: Śmieją się zwykle, że psy są ważniejsze niż oni i takie tam. Jakby ktoś się panicznie bał psów, to nie widzę sensu, żeby do mnie w ogóle przychodził.

Ok, jeśli ma wizytowe ubranie, nie ma ochoty na kontakt bezpośredni z psem - zawołam psiaki, powiem im, żeby warowały obok, a nie podłaziły i ocierały się o gościa. Ale na pewno podejdą do takiej osoby przy wejściu do domu, na pewno będą się przewijać przez pokój obok gościa i nie zamknę ich za to w pokoju :roll: Na spacerze, na zewnątrz - oczywiście, mój pies nie ma prawa wchodzić z obcymi w kontakt. Ale u siebie ma swobodę.

Może ja mam inną sytuację, bo mam jednego małego psa ,który przywita gościa i potem zazwyczaj leży sobie ,gdzieś spokojnie. Więc nie widzę powodu że ma leżeć pod nogami gościa jak może u siebie w legowisku, na moich kolanach czy gdziekolwiek indziej. Wilk syty i owca cała. Nie mówię o zamykaniu psa, też tego nie robię tylko po prostu czasami ca się zrobić tak żeby wszyscy byli zadowoleni :cool3:

Posted

ja sobie nie wyobrażam gości, którzy nie lubią psów ;) przychodząc do mnie trzeba się z tym liczyć, również z tym, że moje psy korzystają z kanapy ;) jedyną osobą, której zdarza się do mnie przyjść, a która nie przepada specjalnie za psami, jest mój brat. ale jego nie przepadanie polega na tym, że nie chce mieć psa przy sobie, kiedy je :lol: więc taki problem, to nie problem ;)

Posted

"My kochamy swoje psy,ale nie każdy człowiek, czy to nasz znajomy czy obcy, musi je kochać i mieć ochotę na kontakt z nimi."

Zgadzam się z tym, nie każdy musi lubić/kochać to co my. Ale czasem wolałabym, żeby część ludzi wykazywało więcej empatii/ tolerancji, zwłaszcza jak są moimi gośćmi, tzn nie twierdze, że Miśki mają skakać na gości i ogólnie być upierdliwe, ale fakt że pies chce kogoś obwąchać, bo ten ktoś jakby nie było przychodzi na "jego" teren, powinno być akceptowane :) Mam cztery pieski i w międzyczasie jak psiaki zaczynały pojawiać się w moim życiu, niestety spotykałam się z negatywnymi reakcjami typu "na co Ci tyle psów itd".

Posted

U mnie pies ma wstęp do jednego pokoju,kuchni i łazienki.Kiedy przychodzą goście psiak wita ich ale gdy próbuje skakać jest odwoływany na miejsce.Gdy jesteśmy w salonie może siedzieć lub leżeć na progu. Mimo,że kocham psiaki do szału doprowadza mnie ich skakanie i nie toleruję tego.

Posted

Ktoś kto przychodzi do mnie do domu wie że w domu jest "taki" pies i nie musi sie decydowac na odwiedziny , może zaprosić mnie do siebie lub możemy pojść na kawe na miasto , nie ma problemu .
W momencie gdy ktoś jednak decyduje sie przyjść oczywiste jest że pies jest ciekawski , podejdzie powąchać ew. liźnie w ręke , możliwe że wejdzie na kanape i uwali się obok albo położy się przy nogach .
Nie zamierzam o zamykać . Tzn robię to na prośbe rodziców jesli to sa ich znajomi ale nie odpowiada mi to .
A to że na kanapie na pewno jest psia sierść to druga sprawa , lepiej do nas nie rpzychodzić ubranym na czarno (pies jest biały) i goście sa o tym uprzedzani a Ci stali goście już to wiedzą .

Posted

[quote name='malorie66']
Zgadzam się z tym, nie każdy musi lubić/kochać to co my. Ale czasem wolałabym, żeby część ludzi wykazywało więcej empatii/ tolerancji, zwłaszcza jak są moimi gośćmi, tzn nie twierdze, że Miśki mają skakać na gości i ogólnie być upierdliwe, ale fakt że pies chce kogoś obwąchać, bo ten ktoś jakby nie było przychodzi na "jego" teren, powinno być akceptowane :) Mam cztery pieski i w międzyczasie jak psiaki zaczynały pojawiać się w moim życiu, niestety spotykałam się z negatywnymi reakcjami typu "na co Ci tyle psów itd".

Pewnie! :p Ja nie mówię ,że psa mamy odganiać ,bo przyszli goście. Mój piesio ma prawo przywitać się, powąchać ,leżeć w tym samym pokoju jak ma ochotę, iść na kolanka do "cioci" jak obie strony chcą ( a zazwyczaj chcą:evil_lol:). Ale jak przychodzi ktoś kto nie chce żeby piesio leżał koło niego na kanapie, to albo go biorę na swoją stronę albo każe zejść- no korona mu z głowy nie spadnie :eviltong:
Przez moje mieszkanie przewija się bardzo dużo osób-szczególnie od kiedy studiuje-nigdy nie mam problemów, z nikim nie musiałam się kłócić, nikogo wywalać i wgl żadnych spin z powodu psa.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...