Leaderboard
Popular Content
Showing content with the highest reputation on 06/03/19 in all areas
-
Wczoraj z okazji adopcji Mysi i faktu, że Tania wkrótce też wyjedzie do domu, zrobiło mi się jakoś tak sentymentalnie i wzięło mnie na wspominki. Wiosną zeszłego roku na profilu FB schroniska wypatrzyłam zaniedbanego, wycieńczonego, wydawało się staruszka. Oczywiście, nikt z prowadzących profil nie zamierzał udzielić mi żadnej informacji odnośnie psa. Zwróciłam się o pomoc tu, na dogo. Tu błyskawicznie zorganizowano przyjazd do mnie pierwszego zamojszczaka, jak się potem okazało Olliego w kwiecie wieku, a nie staruszka na którego wyglądał. Od tego czasu do dziś z Zamościa na BDT i PDT przyjechało do nas 14 psów i kot. Wcześniej zaglądałam na zamojski wątek, podziwiałam że nie ma tu żadnych waśni, hejtu, a pomoc jest tak świetnie wspólnie zorganizowana i skuteczna. Przez ten rok z okładem osobiście mogłam w tym uczestniczyć. Spotkałam się z pomocą także dla naszych niezamojskich zwierzaków, co bardzo doceniam. Muszę przyznać z radością, że jakoś mieliśmy zawsze szczęście do zamojszczaków. Zwierzaki są super i nie czekają długo na adopcje. Wyjątkiem jest tylko Fado, u którego na razie nie zapowiada się na dom. Były i smutne momenty. Na zawsze w naszych sercach zostanie Limba, która u nas przegrała z rakiem po kilku miesiącach. Jednak pocieszenie daje fakt, że w tym ostatnim czasie żyła normalnie, z rodziną, dzięki pomocy wielu ludzi bez bólu, z opieką weterynaryjną, jak tylko to było mozliwe w jej stanie, w komforcie. Oprócz diablątka Zuzi, wszystkie pozostałe psy przeszły przez schroniskową traumę. Szybciej lub wolniej odzyskiwały stabilizację psychiczną. Rozkwitały później w nowych domach. To dawało nam ogromną satysfację. Jest i ukłucie w sercu, że nie udało się dotychczas pomóc starszej suni szorściaczce, tej która lata jest w schronisku. Jednak mimo wspólnego zaangażowania, nie zawsze wszystko da się przeskoczyć i trzeba mieć dalej nadzieję, że przyszłość przyniesie zmiany na lepsze. Naprawdę wszystkich pomagających tu podziwiam i pozdrawiam. To tyle chciałam napisać. Jak chyba większosć tu zaglądających wie, adopcja Mysi była dla nas dużym przeżyciem i to chyba dlatego tak mnie wzięło na podsumowanie tego czasu spędzonego z zamojskimi zwierzakami i Wami.10 points
-
Cieść ciocie i wuujkoffie! Na kolonijach nie jest tak źlie. Mozie to nie jest full eksluziw, gdzie mogie robić co chciem, ale jest śpioko. Człowieki nie som taci źli. To nie moja mamka tymciasiowa ale nie jedzom pieskufff - nawet ich sacynam rozumieć. Nie jest zły nawet ten psiedśtawiciel płci bzidkiej: cięsto coś ode mnie chcie, biezie, ćwiciy, a ja jestem grzećną damOm i mu posffalam, bo... chyba mu się podobam. Ciocia muffi zie jeśtem gfffiazdą. Jeście się bojem trochem i jestem nieuffna, i jestem spięta, ale tiu panuje taki śpokój! Podobno poffoli do psodu. Jesce nie cias pokazać im moiją koronę, ale robiem postiępy. Ciasiem jeście śpanikuję, ale w siumie nie jest źlie. Nie naziekajOm na mnie. Posssdraffiam, cmiok dla mojej Jaguski! ~Wasia Mimi PS: Widzę stres, jakżeby inaczej, owszem - ale Mimi ma łapki w obecności dużych psów! WOW! :)2 points
-
Bardzo serdecznie dziękuję wszystkim, którzy wspierali sunię kasą, czy dobrym słowem. Dzięki naszej współpracy kolejny bezdomny psiak znalazł się w dobrym domu. Będą relacje, będą zdjęcia, będziemy mogły cieszyć się nowym życiem Luny. Właśnie dostałam wiadomość, że przed chwilą przyjechali do domu. Luna bardzo spokojna. Mam obiecaną relację jak przebiegnie pierwsza noc Luny w nowym domu.2 points
-
Dzień Dobry :) Mimi ładnie się aklimatyzuje. Co prawda do cudu jeszcze daleko, ale już są postępy :) Mimi na koloniach faktycznie ma obóz szkoleniowy. Uczy się tego, że duże psy (nieraz 10krotnie cięższe od niej) jej nie zjedzą. Bowiem w jej kategorii wagowej są tylko dwa yorki, a poza tym same duże psy. I uwaga, Mimi nie wpada w panikę! :) Owszem, onieśmielają ją psiaki, ale nie ma paniki, nie ma gubienia kupy i siku, nie ma ucieczki na oślep. Niesamowite! Pan ćwiczy z nią parę razy dziennie i to on wychodzi z nią na spacery, żeby zamienić jej awersję do mężczyzn na dobre skojarzenia. Wychodzi na obróżce, bo szelki Mimi są zbyt luźne, a oni nie mają takich mikro. Obróżka była założona jeszcze przy mnie, to półzacisk. I mimo moich obaw, Mimi ładnie chodzi na smyczy na obroży, nie protestuje ani, że smycz trzyma pan ;) Nastraszyłam, że Mimi to gaduła, a siedzi cicho :). Pani napisała, że jest coraz lepiej.2 points
-
Wrócił ! Między 12 a 2 w nocy złapał się w zostawioną klatkę łapkę! Moje kochane kocisko resztę nocy spędziło na łóżku ;) Jest cały i mam nadzieję zdrów - zdjęliśmy z niego kilka kleszczy :(2 points
-
Wiadomości od p.Ani:) Dobry wieczór Pani Bogusiu!!! Ajeczka pokazuje swój charakterek. Szczeka na wszystkie psy i suczki, które chcą się do niej zbliżyć i powąchać. Natomiast z Amiczkiem jest wielka miłość. Jak za bardzo rozrabia, to Amik warknie i się uspakaja. Spać muszą blisko siebie, jak się jedno głaszcze, to zaraz przybiega drugie i jest głaskanie na dwie ręce. To są bardzo kochane psiaki!!! Jeżeli chodzi o wychodzenie na dwór z Ajką, to są postępy. Ale nadal bardzo boi się deskorolek i motorów - jednak można już nad nią zapanować, nawet gdy rzuca się do ucieczki. Pozdrawiam bardzo serdecznie, Ania2 points
-
Dokładnie tak jest :) To jest ten dom. Mysia w piątek pojechała do pani, która adoptowała Mimi/Milę, jej psią przyjaciókę z czasów schroniska i pobytu u nas. Nie wiedziałyśmy, czy Mysia się da radę przestawić i jak Mila na nią zareaguje, więc uzgodniłam z p. Olą, ze w razie, gdyby coś było nie tak, to mąż po Mysię przyjedzie dzisiaj. Stąd nie chciałam więcej wcześniej pisać. Ta adopcja bardzo Andrzeja,Tolę i mnie zestresowała. Stale dowiadywałam się, co słychać. Pani mieszka niedaleko mojej mamy, więc Andrzej zawiózł Mysię w piątek, kiedy wiózł dziewczyny do babci. Dziś nie musi zajeżdżać po Mysię, bo Mysia zaakceptowała nowy dom. Okazało się, że jest lepiej, niż przewidywaliśmy. Obecnosć Mysi wpłynęła pozytywnie na Milę, uspokoiła się, już są przyjaciółkami. Kiedy Andrzej z moją mamą zawieźli Mysię, to sytuacja nie była tak kolorowa, bo Mila na nią warczała, Mysia jej odwarkiwała, trzymały się na dystans. Jednak chyba Mila po czasie rozpoznała Mysię i już jest dobrze. Mysia od początku jadła i załatwiała się, więc to najważniejsze. Już wcześniej rozmawiałyśmy o adopcji Mysi, ale pani nie była gotowa po śmierci swojej suni właśnie na raka. Teraz już dojrzała do decyzji o adopcji drugiej suni. Jeszcze mam dosłać wynik z badania guza, ostatnie badanie przekazane, pani o wszystkim poinformowana i jako jedyna nie zraziła się tym, wręcz przeciwnie. Wybrały z córką Mysię dlatego, że nikt jej nie chciał z powodu choroby.2 points
-
oto one.... niestety nie 4, lecz aż siódemka :( troje czarnych, troje łaciatych i myszaty z pręgą ciemną na grzbiecie, płci jeszcze nie sprawdzałam. Urodziły się w nocy, kiedy rano je zobaczyłam, były już wylizane i nakarmione, sunia ufnie mi je pokazała. Nie byłam w stanie ich uśpić, nie potrafiłam spojrzeć tej cudownej, troskliwej matce w oczy i odebrać jej dzieci, by je uśmiercić. Miotają mną sprzeczne uczucia, wciąż się obwiniam, że jeśli kiedyś którekolwiek z nich spotka coś złego - będzie to moja wina, wiem, że powinnam je uśpić, rozsądek tak mówi..... gdybym kierowała się w życiu rozsądkiem, lżej by mi żyć było, wiele łez, zmartwień i problemów by mnie ominęło..... nie potrafię, nie jestem mądra, rozsądna, rozważna.... nie jestem...2 points
-
Kurczę Glinka taka fajna sunia, nie do pojęcia że nadal nikt konkretny nie dzwoni:-/ Sally to teraz taka oaza spokoju. Całymi dniami wyleguje sìę beztrosko na tarasie. Jest bardzo grzeczna, cichutka . Bardzo miła i przytulaśna;-) Telma to taka Glinka2. Zresztą świetnie się dogadują, szaleją razem po ogrodzie;-) Telma znosi moje buty do swojego legowiska ale nie gryzie na szczęście;-) przebywa na ogrodzie za domem więc podgryzanie przy bramce się skończyło;-) bardzo dobrze dogaduję się z psami, zaczepia je do zabawy, z kotami też jest ok.1 point
-
1 point
-
1 point
-
Kochani, mam wspaniałą wiadomość, na którą - myślę - co niektórzy liczyli :) Czarnulka ma już dom. Pani Marzenka, która pierwotnie dała jej DT na 2tygodnie, a potem zmieniła na bezterminowy DT, dała nie tylko schronienie, ale i własne serce. Nie wyobraża sobie, aby Czarnulka znalazła gdzie indziej dom - widząc ogrom cierpienia z rak człowieka, jakie dotknęło biedną, starszą sunię, nie umie oddać Czarnej, za bardzo by się martwiła. Sunia dogadała się z rezydentką, dzielnie znosi zabiegi kropelkowe 4x dziennie, jest oczkiem w głowie Pani Marzeny. Lepszego zakończenia dla Czarnulki nie można było sobie wyobrazić. Chciałabym życzyć każdemu psiakowi tak ciepłej, życzliwej Osoby, która pomogła z potrzeby serca, a nie dla zaistnienia. Nie chciała nic i nawet wciśnięcie opłacenie kosztów leczenia było trudne ;) Co prawda Pani Marzena prosić będzie o pomoc w opiece nad Czarnulką, kiedy sama będzie wylatywać do córki na wakacje oraz pomocy w dojeżdżaniu do okulisty... ale już Czarnej nie odda. :) Tutaj ostatnie zdjęcie Czarnulki z opiekunką - w poczekalni u dr Balickiego.1 point
-
Bardzo się cieszę!! Trzymam kciuki, aby to był TEN domek!. Jeśli Basia pojedzie do tego domku, to podmienię ogłoszenie na innnego psiaczka, szkoda wyróznienia. Czekam z niecierpliwością na info.1 point
-
Myślę, że on to doskonale wyczuwa. Wie, kiedy trzeba poszukać jakiegoś krzaczka i schować się. A kostki zawsze dobrze wygrzać na słoneczku. Wskazane nie tylko dla psów. Udanego dzionka zaczarowany psiaku.1 point
-
Bardzo przepraszam. To przez kompletny brak czasu i zawirowania ze zmianami w Fundacji - zmiana prezesa - przenoszenie uprawnień, do tego praca i zwierzaki. Wieczorem jestem nieprzytomna. Jutro uzupełnię wszystkie wpłaty. Przepraszam.1 point
-
Dodam, że czułam się trochę świńsko z tą decyzją. Andrzej ją odchorował. Powiedziałam, że jesli tam się nie przyjmie, to raczej nigdzie, no i zawsze była otwarta furtka do powrotu do nas. Jednak o dziwo Mysia szybciej się aklimatyzuje, niż wcześniej Mimi/Mila. Mysia to taki słodki psiaczek, że każdego ujmuje. Mojej mamie w samochodzie po drodze do p. Oli rozdawała całuski. Mama była nią zachwycona.1 point
-
Pelikanek serdecznie pozdrawia ze słonecznego Krakowa.1 point
-
Poker już może jest, albo lada moment będzie na wizycie p/a dla Lakusia.Mocno trzymam kciuki! Znowu coś jest z dogo i wyskakuje błąd przy wstawianiu zdjęć....:( A tym czasem Timi bardzo zaprzyjaźnił się z psiakiem brata p.Michała.Od razu się polubili i wspaniale się bawią :) Spanie z głową "w budzie"...:)1 point
-
Tolu, więcej wiary. Chyba dwa telefony były o Klarę z tego co pamiętam? Więc nie jest źle... wiadomo, że dużym zwyczajnym kundelkom jest trudniej... ale czasem się udaje... Mieliśmy w przytulisku 7letniego psa podobnego do Klary wyglądem, znalazł raj na Ziemii, młode małżenstwo w Warszawie pokochało tego burka z gospodarstwa :) I są zakochani po uszy :) Wierzę, że Klarze też się poszczęści.1 point
-
Myślę, że Grzesio jest mądry i nie będzie siedział na słońcu :)1 point
-
Żeby tylko na słońcu za długo Grześ nie siedział.1 point
-
Linda musi Ci bardzo ufać skoro zdobywa się na wysiłek chociaż paru kroków.1 point
-
Labek Hektor już po kastracji. W swoim domku w górach.1 point
-
Oj, takie "cuda" to chyba już rzadko będą się zdarzać przy zmianach klimatu.. :( Niestety, musimy się przyzwyczajać do skrajności w pogodzie. Dobrze, że Grześ i inne psiaki o tym nie wiedzą. Lepiej im :)1 point
-
Żenada to twoja reakcja na zdziwienie, że pies źle się czuje od kilku miesięcy a ty się zastanawiasz czy iść z nim do weterynarza. Na forum są miłosnicy psów ale nie lekarze, zresztą nawet lekarz na odległość nie zdiagnozuje psa. Zamiast się obrażać i obrażać innych idź z psem do weterynarza i nie pozwalaj mu cierpieć.1 point
-
1 point
-
1 point
-
Mari, cieszę się bardzo, że poród był bez komplikacji, że wszystkie szczeniaki zdrowe i nic im nie brakuje i że Ty przy tym nie byłaś, więc się nie denerwowałaś :). Teraz niech zdrowo się rozwijają, a Ty się nie obwiniaj, bo to nie Twoja wina. Daj im to, co masz - miłość, poczucie bezpieczeństwa i mądrość w wyborze domu stałego, czyli to, co zawsze dajesz swoim tymczasom. A z rozsądkiem, to niestety tak jest, że nie zawsze chodzi w jednej parze z sercem. Nie tylko u Ciebie ;). Będzie dobrze :*)1 point
-
1 point
-
1 point
-
1 point
-
1 point
-
Wiesz, Poker, im jestem starsza, tym mam większe wątpliwości. Aborcja tak, do ostatniej chwili, ale jak już się urodzą....? Ratujemy psy stare, ślepe, głuche, z nowotworami, szczeniaki niepełnosprytki, itd które okrutna Matka Natura, zabiłaby szybko bez naszej wytężonej opieki, a takie zdrowe maluchy, skazujemy na smierć.... Bawimy się w Boga, a w stosunku do psów, ale czy decydujemy dobrze? Może dać im żyć, ale nadzorować aż do skutku, czy w domach, do których trafią, zostaną wykastrowany, jak będzie to tylko możliwe. Na szczęście, nie musiałam dokonywać takich wyborów, ale kiedyś pomagałam koleżance zanosić do uśpienia miot ślepych kociaków i bardzo źle to wspominam, chociaż oszczędzona mi była obserwacja rozpaczy kotki, bo zamieszkiwała oddalony śmietnik....1 point
-
Ciężko podjąć decyzję, Smyczku … ;-) Na razie Lolo stoi na komodzie i się w niego wgapiamy…. Jestem przeszczęśliwa ! Masz wyjątkowego Męża, Haneczko. Zresztą sama jesteś niezwykła, to jakże mogło być inaczej? Taka ze mnie tasiemeczka. Nie myślcie że jestem garbaty, to pielucha zjeżdża mi z …. ;-) Trochę sobie poprawiłem urodę…W miale węglowym.1 point
-
rudy Miś po stracie przyjaciela smutny bardzo, cieszy go tylko pływanie..... ale tu wiry niebezpieczne, więc nie pozwalam mu już samemu pływać, tylko na lince1 point
-
Lat temu 7 (siedem) po wielu godzinach w kolejnej klatce ("kenelu" gadali) jazdy dotarłam na Bemowo, o czym szczekałam w jednym z pierwszych postów. Dotarłam, zabranam na VII piętro bez prawa do apelacji, w do do do datku windą! Apelacji nadal składać nie zamiaruję, ale przez ove 7 lat naprawdę się działo! oj! działo! ..... no, może nie tak zajmująco jakbyktochciał, ale fajnie - straszno i smieszno. Zeżarłam, co ino się dało, zasikałam i takieinne też radę dałam. Ja dorastałam, oni się starzeją i gitara - za chwilę i tak zapomnimy o wspólnej kawie :D ;) SMS do O. i F. od Guśki: "Dzisiaj mija 7 lat od przyjazdu Ovo :)" "ale ten czas leci! nadal pamiętam jej niepewne spojrzenie i jak się trzęsła cala ... Cieszę się, że pojawiła się w naszym życiu i nie musiała go spędzić tam" "no co ty?! ale kupa czasu! uściskaj wariatkę ode mnie :) " Pozdrawiamy serdecznie :)1 point