Coś ostatnio sporo ich, czyżby wakacje znów oznaczały pozbycie się psa? Tamten rok nie był zły pod tym względem.
Mam nadzieję, że znajdzie się właściciel. To dziadeczek, bardzo się bał, próbował gryźć. Już jest ok, choć nie jest to radosny psiaczek jak Mikuś. W pierwszym kontakcie bardzo nieufny, ale już chyba zrozumiał, że nic mu nie grozi.
Poszliśmy nad Odrę rano, wrócił mocno kulejąc, a to naprawdę blisko. I podobnie jak Mikuś - "oznakował" sprzęty w domu
Mam nadzieję, że na tym Nivalinie trochę potrwa poprawa stanu Biedunia, na razie naprawdę jest dobrze (jeśli w jego wieku i stanie zdrowia można tego słowa użyć). Bieduś nie tylko sam potrafi wstać i dreptać, ale też stać (chwiejnie, jak zawsze) przy misce z wodą.
Dziadeczek przez ponad godzinę łaził za dziewczyną, która w końcu go do mnie przyprowadziła, znaczy on przydreptał za nią. Być może wróciłby do domu, ale nie mogłam takiego kulawego staruszka na noc na ulicy zostawić, choć trochę się bałam, że mnie pogryzie. Na szczęście rozlewu krwi nie było I mam nadzieję, że ktoś go szuka....choć podobny jest do psa takiego pijaka, to chyba jednak nie ten...