Jump to content
Dogomania

Jaaga

Members
  • Content Count

    9,594
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    15

Jaaga last won the day on June 23

Jaaga had the most liked content!

About Jaaga

  • Rank
    Advanced Member

Converted

  • Location
    Katowice

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Całe szczęście, że kotki i część kociaków akie nietypowe. Mają duże szanse. Pies bardzo biedny. Na miejscu wetka chyba ma marne szanse, żeby mu znaleźć dom. To spojrzenie rozbija człowieka. Ja nie mam żadnego pomysłu, bo on chyba jeszcze dodatkowo większy jest?
  2. Oj, ja też chciałabym bardzo. Od operacji wogóle nie wstaje i nie przesuwa się. Tylko zmienia boki. Martwi mnie to, ale widocznie to z bólu.Dostaje metacam. Mogła dostać też pyralginę, ale zaczęła wymiotować śliną ze pasmami brązowej krwi, czyli te środki p.bólowe już uderzyły jej w śluzówkę żołądka. Dałam już ranigast i wrócił jej apetyt. Co do ogłoszeń, to bardzo dziękuję, bardzo się przydadzą. Wszystko opóźnilo się z powodu antybiotyku, teraz dopiero trzeba je odrobaczyć i czarno-biały będzie do adopcji. Natomiast te dwa liliowe maluchy najpierw wykastruję przed adopcją. Dostałam na to 200 zł. Kocie życie jest długie i różnie się układa, wole więc żeby były zabezpieczone. Tyle mogę dla nich zrobić. Podobnie jak Marinie, jakoś ich urody nie udaj mi się uchwycić na zdjęciach, ale na zywo są cudne. Miałam już wczoraj propozycję domu dla liliowego chłopaczka, tylko ludzie mają dom na uboczu, pod lasem i chcą kota wypuszczać. Mój Oggi trafił do nas z podobnych warunków, kiedy lis zabił mu matkę. Do tego wszędzie koło lasów kręcą się mysliwi. Na takiego kota również czychają więc niebezpieczeństwa, nie będę ryzykować jego życiem, odmówiłam ludziom. mieszkamy na wsi i mamy swoich 8 niewychodzących kotów, wiec nawet mając dom na uboczu nie jest problemem utrzymać koty w domu. Tolu, jeszcze później dostarczę fakturę za kołnierz, ale gdzieś ją w roztargnieniu położyłam i nie mogłam znaleźć. Muszę kupić jej też maść ozonową i dermatol na rany na łapach, to razem wyśle. One są ogromnym problemem. Nie chodzi wcale, więc powinny się goić. Jednak zauważyłam już dawno, żeLinda je stale wylizuje i pogłębia. Praktycznie są głębokie na kilka mm. Lekarz też myślał, że to od chodzenia, ale teraz widzę, że sama je takimi robi. Pod opatrunkiem czy bucikiem slimaczą się. Dostała miod manuka na to, ale oczywiście miodzio jest super, więc do zywej krwi wylizała. Kołnierz budzi taka panike, że rozbija się na ścianach. Nie ma więc zabezpieczenia. Jeszcze dodam, że jestem oczarowana profesjonalizmem dr Grzebinogi. Gorąco polecam przy problemach ortopedycznych. Znowu miał dla nas czas, żeby nawet pokazać buciki w katalogu, wszystko wyjaśnić, dostosować wszystko Lindzie. Zabieg poszedł ekspresowo. Sam wyszukał i założył lindzie opatrunek i buciki. gdzie indziej lekarz, który operował często się nie pojawia. Tu był od naszego wejścia do przychodni do jej opuszczenia. Zostaliśmy we wszystko zaopatrzeni na miejscu.
  3. Elu, na razie znowu zanika czucie głębokie, kiedy nie bierze sterydów. Nie chcę jej stale nimi faszerować, bo też nie są obojętne dla zdrowia. W operacji chodziło głównie o to, zeby nie bolało jej przy poruszaniu się. Jesli dałaby radę umieść się na tej łapie po rehabilitacji, to byłoby super. Ma zrobioną tą gorszą, która zakładała się na lewą i ją blokowała. Kociaki śliczne, ale już napędziła mi stracha koteczka. Wczoraj zaczeła intensywnie wymiotować, jest na antybiotyku. Na szczęście po leku dziś przeszło. Czarno-biały chudzinek ma biegunkę. Na razie więc nie dam rady je oglaszać. Wczoraj była goraca linia, bo bałam się, że to pp, ale maluchy były jednak dwa razy zaszczepione.
  4. Byłam bez internetu. Już podałam info odnośnie Tinidazolu. Gdybym znowu się nie odzywała, to proszę o kontakt tel., bo tylko czasem mogę miec dostep do netu. Może popytajcie znajomych wetów, czy ktoś stosował Zentel u większych psów? U małych bardzo dobrze się sprawdza w 5 dniowej dawce. Niestety, lamblie leczy sie trudno i długo. Konkretny typ może być oporny na dany lek. Można też stosować do picia zioła Vernikabon, ale to tak raczej dodatkowo, niż zamiast terapii. Są na miodzie i w małym stężeniu psom smakują. Wydaje mi się, że lepiej dać go właśnie do specjalisty, kogoś kto ma podstawy i wiedzę do pracy z takim psem. Liczę bardzo na to, że uda się go na tyle zmienić, żeby miał szansę na dom. gdyby miał iść do takiego miejsca, jak u nas, to znowu ktoś może sobie z nim nie poradzić, a Fado źle reaguje na nieznane sytuacje. Jeszcze Elu dolicz jeszcze w rozliczeniu 40 zł za paliwo na wizytę do Tychów. Karmy dla Fado powinno wystarczyć na ok 2-3 tyg. Miał w połowie kwietnia zamawiane 24 kg. Wydzielam mu ok 20 dkg dziennie, bo jeszcze i tak coś podjada moim psom odkąd jest na sterydach, więc nie daję większej dawki, jaką mógłby dostać na swoją wagę wg producenta. Wyniki krwi na niej ma super, więc myślę, że lepiej mu nie zmieniać. Leki na razie ma. proszę więc tylko o informację, jak znajdzie się transport. Mamy duże auto, gdzie zmieści się transporter, ale patrzyłam na mapie, to prawie 300 km w jedną stronę, więc raczej nie damy rady. Chyba, że ktoś dałby radę przetransportować go np. od połowy drogi.
  5. Od razu, jak ją zobaczyłam, to skojarzyła mi się własnie z Ryjkiem. Uszy niesamowite, pierwsze widzę tak ułożone.
  6. Dziś popołudniu mam w końcu do odbrania Baycox dla Bezy. Jak tylko Andrzej przywiezie, to zacznę podawać. Może dzieki temu zmniejszy się ten stan zapalny? Mam taką nadzieję.
  7. Zdjęcia do ogłoszeń. Mała, ruda Meliska to istny demon energii. Nie usiedzi spokojnie na moment. Koniecznie powinna pójść do aktywnego domu, nie do małych dzieci, bo stale drapie po nogach i wspina się po człowieku. Nie nadaje się do kotów, zasiała wśród nich popłoch swoim tempem i energią. Jakby miała petardę w pupce ;) Megan jest badziej nieśmiała, ale za to spokojniejsza. I będzie raczej sporo większa od siostry. Jest cięższa, grubsza, cała szybko przybiera i rośnie. Meliska przy niej to taki szczupły szczurek.
  8. Tolu, jeśli Malti ma z nami jutro jechac do Wrocławia, to jeszcze pozostaje kwestia jej transportu z Mysłowic do nas do Jarząbkowic (60 km). Wrocław jest w przeciwnym kierunku, więc nie da się jej zabrac przy okazji. Gdyby trzeba było specjalnie po nią jechac, to pan musi pokryć koszt benzyny 50 zł, a ja musze wcześniej wiedzieć.
  9. Też uważam podobnie. Jednak w tej sytuacji, od początku pisałam Toli, żeby robić ogłoszenia na Wrocław, bo ja jadę i mogę zabrac. chodziło o to, żeby maksymalnie odciążyć fundację, która wylądowała naraz z 5 dodatkowymi psiakami pod opieką. Generalnie mam takie samo podejście. Ludzie powinnni wykazać minimum zaangażowania. Nie cierpię roszczeniowej postawy. Czasem zdarzy mi się nawet zapytac, czy mam dodac worek karmy gratis ;) Rozumiem, że nie każdy ma możliwość sam przyjechać, ale wtedy ludzie pytają czy jest możliwość transportu za zwrot kosztów.
  10. Odnośnie Dafi (mamy suczek) to przyjaciółka mojej mamy pokazała jej fotki swojej koleżance, która chciała pilnie adoptowac sunię po śmierci swojej suczki. Dodam jeszcze, że państwo zainteresowani adopcją Dafi przyjechali specjalnie wczoraj z okolic Krakowa, żeby ją poznać. Przywieźli swoją dużą suczkę, żeby sprawdzić relacje. Wszystko było super. Ponoć zakochali się w niej od pierwszego wejrzenia, więc mam nadzieję, że wizyta bedzie ok i Dafi pojedzie do swojego domu. Panstwo zadeklarowali, że jej sterylizację i szczepienia wykonają już sami, byle dziewczyna mogła do nich trafić.
  11. Fado dziś był na wizycie w Tychach. Same te wyjazdy są dla nas obciazeniem, bo trwają kilka godzin. Dziś nie poszło łatwo, pogryzł Andrzejowi obie nogi, musiał dostać zastrzyk na przyspanie, żeby można go było w ogóle zbadać. Wyniki z krwi są dobre, wątroba unormowana. Jednak test na lamblie nadal pozytywny. Jest po kuracji Metronidazolem, ostatnio Tinidazolem. Zaczynamy drugą serię. Ja sobie z tym nie potrafię poradzić. Każde podawanie jemu leków wiąże się dla mnie z wydatkami na podawanie tych środków także moim psom i pozostałym kilku hotelowym. Nie wspominając nawet o obciązeniu ich organizmów (szczególnie wątroby) chemią. Do tego dezynfekcja i stałe parowanie. Fado załatwia się też czasem nad ranem w domu. Czyli mogę zakładać, że muszę wszystko ogarniać w kierunku pierwotniaka. Jak łatwo się domyśleć, to spore koszty, które ponosimy my. Po miesiącu kupowania leków, środków do dezynfekcji, latania z mopem parowym koszty jego hotelowania zostają pochłonięte na tą walkę z pasożytem. Nie mam już sił ani środków, żeby dalej to robić. Jest jeszcze opcja użycia Zentelu, ale nie mam pojęcia czy i jak ktoś podaje go większym psom. Znane mi hodowle, gdzie jest stosowany mają tylko małe psy, a dawkowanie zaczerpniete od lekarza, który stosował je u kotów. Mój wujek kiedyś z lambliami walczył dwa lata i miał stale nawroty. Jesli pomyślę o takiej mozliwości w kontekście Fado, to robi mi się słabo. Fado na sterydach znacznie utył. Je swoją karmę i zjada od reszty psów. U nas miski muszą być czesto pełne, bo mam dwa dzikie psy, które podchodzą tylko kiedy nie ma w pobliżu innych psów. Zresztą Linda też je, jak nikogo nie ma przy misce. Nie jestem więc w stanie upilnować diety Fado. Relacje z innymi psami też pozostawiają wiele do zyczenia. Fado z nimi nie może nigdy pozostawać bez kontroli. Relacji z ludzmi nie ma praktycznie żadnych, bo nas omija. Nie poinformowałam jego opiekunek, że mają już zabierać Fado. Jednak chcielibyśmy, żeby znalazł inne miejce do miesiąca. Powinien zamieszkać gdzieś, gdzie nie ma innych psów, lub jest 1-2 żeby nie zarażał pierwotniakiem i można skutecznie kontynuowac jego leczenie. W takich warunkach można też opanowac jego dietę. Fado musi przyjmować stale leki obniżajace ciśnienie i uspokajająco/przeciwlękowe. Może w miejcu bez psów wyciszy się bardziej, jak nie będzie wyczuwał innych psiaków wkoło siebie. Po prostu nie czujemy się już na siłach nim się opiekować. Przez te miesiące robiliśmy co mogliśmy. Jego agresja wynikająca pewnie zarówno z tego że jest niewidomy, po urazie głowy i z nadciśnienia była jeszcze do ogarniecia. Jednak lamblii nie jesteśmy w stanie leczyć, a nie mogę sobie pozwolić na ich stałą obecnosć. Fado nie miał gdzie trafić, więc go wzięliśmy. Teraz jest ogarnięty diagnostycznie, ma ustawione leki przez neurologa. Najgorsze więc już za nim. To już maksimum tego, co myśmy mogli mu zaoferować ze swojej strony. Jest dla nas po prostu za trudny.
  12. To jest z praktyki hodowców. Lekarze pomalutku dopiero uświadamiają sobie wagę pierwotniaków. Te, którym nie stwierdzono kokcydii lepiej odrobaczyć jeden raz co 7-10 dni. Tego, który ma potwierdzone 3 kolejne dni, przerwa, powtórka. Do dezynfekcji Eimeran. Potem po 10 dniach kontrolne badanie kału.
  13. Kupy najlepiej badać 3 razy, ale co 3-4 dni. Tak, żeby ogarnąć próbki w całym cyklu rozwojowym pierwotniaka. najlepiej i tak podac Procox, bo przecież były mocno zagliżdżone, to odrobaczenie trzeba powtarzać, a przy tym preparacie jest dwa w jednym. Wczoraj chciałam zamówić Baycox, ale dziś okazało się, że nie ma w hurtowni w małym opakowaniu. Musze spróbowac gdzie indziej. Polceam do poczytania: http://www.esccap.pl/wp-content/uploads/2017/09/Zwalczaniepierwotniakowjelitowychupsowikotow.pdf?fbclid=IwAR3eMnVoFbt6Zh81cW1vLeUvUWkUX4mi3ksZEMgrCSaBKzx3mXM4LxGOhbc
×