Leaderboard
Popular Content
Showing content with the highest reputation on 01/25/19 in all areas
-
Dziś od rana sypie śnieg. Gajka przepada za śniegiem i w związku z tym większość czasu po pracy spędziłem z Gajką wędrując po okolicy. Właściwie zrobiłem sobie tylko przerwę na obiad i herbatę. Wieczorkiem Gaja na śniegu wygląda tak: Mina średnia, bo Gajulec nie lubi siedzieć;)3 points
-
Tolu, przyślij mi numer konta. W poniedziałek dorzucę 60 zl na kolejny dzień. Najgorsze, że matka szczeniaków za pól roku pewnie znowu urodzi kolejne. Obowiązkowe chipowanie, przez dwa lata bezpłatna sterylka, a po dwóch latach opodatkowanie wszystkich niewysterylizowanych psów opłaciłoby się gminom. Po następnych dwóch latach po schroniskowe psy ustawiałaby się kolejka.2 points
-
Czester... nie można się nie zakochać :) jest w zasadzie spory, ale jaki delikatny, grzeczny, uśmiechnięty. Do psów bardzo łagodny, nawet wręcz uległy, na koty nie zwraca uwagi, nie reaguje jak przechodzą obok niego. Cały czas uchole podniesione, ogonek merdający w górze. Na kanapę wskoczył tylko dlatego, że ja na niej siedziałam, ale zdecydowanie na razie woli podłogę. Jeszcze nie szczeknął, nie zapiszczał, jest cichutki. Widok dzieci bardzo go ucieszył, od razu podstawił się do głaskania. Piszę teraz, a Czester leży koło mnie i patrzy mi w oczy ehhh Słodziak :) Czester był dzisiaj u fryzjera, zapłaciłam 60 zł., fakturę dostanę na początku tygodnia, ponieważ fryzjerka zapomniała wziąć z domu pieczątkę. Do weta pojedziemy jutro, albo w poniedziałek.2 points
-
Gabryniu nie wrzucaj wszystkich domów z ogrodem do jednego wora :) Gdy mieszkamy na działce, a wiesz, że od kwietnia do października więc połowę roku, nasze warunki można zakwalifikować jak dom z ogrodem. Psiaki mają tam wspaniale. Cały dzień na zewnątrz, gdy tylko pogoda na to pozwala, a spacery tak jak wtedy, gdy mieszkamy w Krakowie. Nic innego. One nawet nie załatwiają się na terenie działki. Dopiero po wyjściu poza ogrodzenie i to nie od razu. Dom z ogrodem to dla psa bardzo dobre rozwiązanie. Myślę, że chyba tylko na terenach wiejskich i to u gospodarzy, psy nie są wyprowadzane na spacery.2 points
-
Patmol, nie wymagajmy od innych tego, co robimy sami - nie oczekujmy, że każdy adoptujący psa przestawi dla tego psa swoje życie. Jeśli ludzie dają przygarniętemu psu bezpieczne miejsce, przyzwoite jedzenie i dobre słowo - to i tak bardzo dużo.2 points
-
To Piękna śmierć... jeśli można tak powiedzieć, Eluniu dokładnie było tak samo z moją ukochaną Kajusią, dzięki niej tak pokochałam jamniki! sunia idealna! była z nami 19 i pół roku, odeszła we śnie w nocy jak spała, wieczorem chodziła po mieszkaniu i też... żegnała się z nami... ze swoimi miejscami, było inaczej... niż zawsze! ja też coś czułam... dlatego w nocy poleciałam do niej sprawdzić / Kaja spała ze mną , miała swoje spanko ale spała w nim ,sporadycznie, jak kojarzę to, chyba zawsze jak się źle czuła?! po operacjach i wtedy , w ten ostatni dzień ,poszła odejść ,do swojego posłanka, nawet teraz jak piszę to łezki same kapią,,,, ,,,.i tak, do tego, jestem dzisiaj od rana roztrzęsiona, nie wiem jak się w necie natknęłam na dwa ciałka zamarzniętych małych piesków , przywiązanych łańcuchami do bud, pan pojechał w odwiedziny do mamusi , te biedactwa pozostawił ,bez żadnych szans przywiązane , bezbronne :( rano zostały znalezione przez sąsiadów.... ja się pytam, gdzie byli sąsiedzi??? we mnie się budzi ''morderca'' ja mam taki apel, żeby jeśli to możliwe ,rozglądać się wokół siebie! zwłaszcza jeśli wiemy , gdzie są psy w budach, teraz noce są mroźne, dni zresztą również , jeśli tylko to możliwe zwracajmy uwagę ludziom, jeśli coś nas zaniepokoi... jestem mocno wzburzona, ciągle się o tym mówi i ciągle to się dzieje! na oczach ,przecież ludzi... nie rozumiem????2 points
-
Może troszkę ;), bo ona jest naprawdę wyjątkowa, wprowadza w życie świeżość, radość, śmiech, taka z niej komediantka i nie da się na nią gniewać nawet jak coś tam narozrabia. Np. biegnie do przodu a patrzy do tyłu i bum w coś. Ostatnio na wieczornym spacerze nastąpiła właśnie taka kolizja drogowa, aż sobie Mimi jęknęła, rozwinęła szybkość ponaddźwiękową tylko zamiast przed siebie to się rozglądała na boki, automatyczny pilot nie zadziałał i Mimi zapaliła z baranka w niczego nie spodziewającego się Yoshika. Jęknęła, stękneła i już miała dość spaceru, prościutko jak po sznurku pod drzwi i do domu. Mimisia ma u mnie bezterminowy tymczas, ale nie mogę jej zagwarantować domu na stałe. Nie będę się rozwodziła nad chorobami, ale w każdej chwili istnieje ryzyko że w moment nie będę w stanie nawet o siebie zadbać a co dopiero o zwierzaki. Stada zwiększać nie mogę, te moje futerka są starsze 9-9-11 i mam nadzieję że dociągnę razem z nimi, a jak nie to dyspozycje są wydane. Na razie łykam piguły, jestem zdyscyplinowaną pacjentką, jak jest gorzej zwiększamy dawki i jakoś leci. Wierzę że Tysia znajdzie dom wyjątkowy, tak wyjątkowy jak wyjątkowa jest Mimisia, niech szuka pomału i przebiera jak w ulęgałakach, aż wreszcie znajdzie ten jeden jedyny, może nawet nie dom ale człowieka. Dobrej nocy wszystkim2 points
-
Tradycyjnie buziaki serdeczne od naszego kochanego Pelikanka!1 point
-
Trenerka, która codziennie przez dwie godziny pracowała z Abi, dawała 3% szans na to, że Abi kiedykolwiek będzie chciała kontaktu z człowiekiem. Abi pozwalała się czesać, chodziła na smyczy, ale dotyk człowieka był dla niej albo stresujący, albo obojętny. Abi u tej trenerki nie mieszkała w domu, tylko w kojcu. Abi nie zdemolowała swojej budy, tylko poszarpała legowisko - to już postęp, nie startuje z zębami dotykana przez opiekunów - i to jest postęp. Praca z nią ma sens tylko w domu docelowym - w każdym nowym domu natychmiast będzie cofka, Abi nie jest w stanie poprzednich dobrych doświadczeń przenieść na nową sytuację. Abi nie nadaje się do trzymania w domu, bo wymagałaby 24-godzinnej na dobę obecności człowieka, inaczej w kilka godzin zdemoluje dom i ucieknie na oślep. Abi jest zainteresowana otoczeniem - i to też jest postęp. Gdyby obecni opiekunowie Abi zamiast niej przygarnęli psa, który przed trafieniem do azylu miał w szczenięctwie choć trochę kontaktu z człowiekiem, to taki pies byłby tak szczęśliwy jak ich pies rezydent, też przecież przygarnięty. Moim zdaniem nie ma w Polsce dość stałych miejsc w trenerskich domach, aby wyciągać do adopcji skrajnie trudne psy - tych, które łakną kontaktu z człowiekiem jest w azylach pełno, a i tak dla tych łatwych nie ma dosyć domów i ludzi, którzy zwyczajnie mogą i chcą być serdecznymi opiekunami - bez posiadania najwyższych kwalifikacji trenerskich. Abi jest szczęśliwa w towarzystwie psa-rezydenta - dla niej to warunki najlepsze z możliwych, człowiek do szczęścia nie jest jej potrzebny - oby opiekunowie zaakceptowali fakt, że suka być może nigdy nie podejdzie do nich z uśmiechem na pysku.1 point
-
tak, rozpasanie stwierdzone naukowo :) żebyś słyszała jak się denerwuje i szczeka przynaglająco jak jej nie biorę na ręce :):):) (nie zawsze mogę przecież)1 point
-
Wszystkiego najlepszego z okazji rocznicy :). Która to już? Pozdrowienia dla Siostry :)1 point
-
Witaj Blondasku - zdrówka życzymy. I oby nie zasypał Cię za bardzo śnieg. U nas pada cały czas, już dość długo. Mamy zimę w pełni.1 point
-
Może być też lepiej. Oczywiście jeżeli Abi trafi w odpowiednie miejsce. W obecnym domu w zachowaniu Abi nastąpił wyraźny regres. Jaaga, oprócz hodowli prowadzisz też hotel. Ile masz łącznie pod opieką zwierzaków? Czy w przypadku zwrotu Abi z adopcji, miałabyś możliwość przyjąć ją do siebie? Czy miałabyś czas z nią pracować indywidualnie? Abi nie żyje w domu z ludźmi. Ma swoją strefę w postaci kojca, budy, ogrodu. Ma też psiego kumpla. Ludzie przychodzą i odchodzą, znikają w swoim domu... Jak sama napisałaś: "Państwo już są rozczarowani i sfrustrowani całą sytuacją". Myślę, że poprawy nie będzie, prędzej pogorszenie.1 point
-
No, cała listwa mleczna zostala usunięta, to cięcie musi być długie. Ale najgorszy był ten ogromny guz na jajniku, 8 cm... Dzisiaj pani doktor powiedziała, że jest całkiem dobrze. We wtorek jedziemy na zdjęcie szwów z obydwoma panienkami - Riki i Zuzią (kocicą).1 point
-
Taki dom to cudowny dom, z tym że Mimi bardzo lubi przytulanki i mizianki, ale tylko ze swoim własnym człowiekiem, sama wskoczy na kanapę, przytuli się do nóg i zasypia, nooo łóżko uwielbia i harce na nim. Mimisia nie jest jakim dewastatorem, żeby chodziła i niszczyła, tylko jak coś jej w zęby wpadnie no to..., czasem coś podwędzi, szczotkę, czy kawał drewna, kapcia, ale ona jeszcze jest młoda i energiczna. Przenoszenie Mimi w miejsce gdzie jest dużo psów byłoby nonsensem, ona musi mieć stały kontakt z człowiekiem i indywidualne traktowanie. Jestem na 100% pewna że w większej grupie psów, cofnie się w relacjach z człowiekiem i będzie ostatnią ofiarą w stadzie.1 point
-
I tak z niedzieli zrobił się czwartek, ale wreszcie ufff..., remont w Warszawie skończony. OJ, gorąco się zrobiło na wątku Mimisi. Może na początek opiszę naszą wizytę na szczepieniu. Mimi jakimś trzecim zmysłem wiedziała że coś się święci, więc do samochodu na rączkach. W aucie Mimi zachowuje się swobodnie, całkiem dobrze, zagląda przez szyby, lub leży sobie na siedzeniach, nie jak Yoshi skulony na podłodze prawie że pod fotelem. U wetki na podwórku, obcy teren, Mimi ogon pod brzuchem i zaczyna kołować na smyczy, chce czmychnąć. Na rączkach idziemy do przychodni, Mimi przestraszona, wczepiona we mnie, ale z moją pomocą da się ją zaszczepić i obciąć pazurki. Wychodzimy, Mimi na rękach, rozmawiamy jeszcze o Duszku, podchodzi mąż wetki, też wet, u Mimi strach wzrasta, wet ją głaska a Mimi sika i popuszcza kupkę......na mnie oczywiście, wracamy w śmierdzącym aucie :)))))))))))))))), kurtka w moment poleciała do prania, a Mimi na swoim terenie, otrzepała się i w galop po podwórku, ale jak stres odpuścił, to padła i spała ze trzy godziny. Jak widać zdecydowanie lepiej zniosła kontakt z kobietą wetką niż z jej mężem wetem, o czym się przekonałam dobitnie ;) Fakt niezaprzeczalny, chłop nieruchomy to chłop dobry, chłop się ruszający to chłop zły, amen. Mimi nie jest uciążliwym psiakiem, raczej zabawnym pomysłowym Dobromirem. Gdyby nie ten strach to byłaby fajnym psiaczkiem w każdym domu, oczywiście bez suczek, bo konkurencja w zaznaczaniu terenu może wkurzyć, mnie nie, ale każdego innego jak najbardziej. Ja kocham zwierzaki i akceptuję je takimi jakimi są, Wydaje mi się że strachu Mimi się już nigdy nie pozbędzie, a jej psychika jest delikatna jak pajęczyna, najmniejszy podmuch bodźców robi z nią demolkę, ale na swoich śmieciach Mimi dość szybko stabilizuję się. Mimisia na stałe nie może u mnie zostać, z ogólnie pojętych przyczyn zdrowotnych, ale mam nadzieję że przez najbliższe lata jeszcze na kolana nie padnę, więc nie jest tak, że trzeba na szybko, już już szukać dla niej miejsca. Tym bardziej że zaraz wiosna i będziemy dożo czasu spędzać w ogrodzie, będzie kopać dołki pod warzywa, bo lubi takie zajęcie ;) I Mimi potrafi zapaść w serce. Nie jest to pies dla ludzi którzy chcą mieć pieska, maskotkę, ale dla kogoś kto szuka przyjaciela i towarzysza, bo taka właśnie jest Mimi i zaakceptuję ją taką jaka jest. Troszkę Mimisi zostawiam.1 point
-
Kiedyś mając wypracowane lata ale nie mając wieku, można było odejść z pracy i czekać (np na utrzymaniu męża ;)) na osiągnięcie wieku emerytalnego i wypłatę emerytury. Był czas, że w trosce o swoje zdrowie psychiczne, całkiem serio się nad tym zastanawiałam. TZ był za :D. Dobrze, że mam to już za sobą. Trzymaj się, Malagosku :*)1 point
-
Bardzo dziękuję za potwierdzenie wpłat. Wątek rozliczony. Pięknie wszystkim dziękuję za obecność, na wątku, pomoc przez tak długi czas i ogromnie się cieszę, że kończymy happyendem.1 point
-
Wczoraj Pani Kasia przysłała mi e-maila, informując, że Teoś jest bardzo pogodnym pieskiem, nie psoci, uwielbia spacery i wcale ie chce z nich wracać, co jest troszkę problematyczne rano, gdy Pani Kasia spieszy się do pracy. Teoś jest łakomczuchem i trzeba uważać, co i gzie się zostawia :) Zdarzyło się, że gdy kanapka leżała na brzegu lawy, Teoś myślał, że to dla niego i zjadł Pani Kasi kolację :) I kto by to pomyślał, że Teoś, nie widzący Teoś, tak bezbłędnie trafi do kanapki Teoś jest kochany, on to czuje i to dodaje mu skrzydeł1 point
-
Miałam podobną sytuację z adoptowanym z Mysłowic dzikim Jimmim. Najpierw dałam go do budy, bo był paskudnie zaniedbany. To duży pies. Leżałam godzinami u niego w budzie głaskałam go, mówiłam do niego, śpiewałam mu nawet cicho, żeby oswoił się z głosem. On znosił to cierpliwie, ale przyjemności żadnej z tego kontaktu nie miał. Wyluzowywał się i zaczynał normalnie oddychac, kiedy kończyłam go dotykać. Po dołączeniu do psów upatrzył sobie Fly`a jako swojego przewodnika po świecie z ludźmi. Bez niego sam nie funkcjonuje, wpada w panikę.Na początku, kiedy wzięłam Fly`a na bieganie, to wygryzł klamkę z okna, otworzył je i stał na pierwszym piętrze w oknie, gotowy do skoku. Udało mi się wbiec do domu, żeby zamknąć okno. Są praktycznie stale razem, przynajmniej musi mieć Fly`a w zasięgu wzroku. Funkcjonuje tak latami. My mu nie jesteśmy potrzebni do kontaktu. Reaguje na wołanie po imieniu, wchodzi i wychodzi z domu przebiegając obok mnie. Nie da się dotknąć w domu. Zanim zamieszkaliśmy na wsi, to czesto jeździliśmy autem między dwoma domami. Teraz więc, żeby go np zaszczepić musimy zamknąć go z Fly`em w samochodzie i tam mogę wszystko przy nim zrobić. W domu postęp jest o tyle, że przestał zrywać się z legowiska, kiedy przechodzimy koło niego. I tak już kilka lat. Początkowo liczyłam, że uda się go bardziej oswoić, ale jest już z nami tak długo i sytuacja nie uległa zmianie. Mnie to nie przeszkadza, adoptowałam go dla niego, bo siedział zamknięty w małym kojcu 6 lat, krażąc wzdłuż betonowych ścian. Mam jeszcze drugą odłowioną przez schronisko zdziczałą malutką Adę. Ona upatrzyła sobie Ciapciaka i też w miarę normalnie, ale bezdotykowo w domu funkcjonuje. Chyba wiele zależy od ludzi, jakie mają oczekiwania względem psa. Oby Abi jednak została ze swoją nową rodziną. Również, jak radzi Sowa, nie bardzo naciskałabym na informacje i kontakt z jej opiekunami. Pewnie robią wszystko, co mogą. Może zaakceptują ją taką, jaka jest, jesli uświadomią sobie, że są dla niej największą szansą. Gdyby miała trafić w kolejne nieznane jej miejsce, może być jeszcze gorzej.1 point