Jump to content
Dogomania

kiyoshi

Members
  • Content Count

    18,645
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    28

kiyoshi last won the day on October 14

kiyoshi had the most liked content!

7 Followers

About kiyoshi

  • Rank
    Advanced Member

Recent Profile Visitors

27,954 profile views
  1. nie dam rady pojechać tam szybciej jak w sobote/niedziele za tydzień:( mam ponad 60 km w jedną strone. Po pracy bez sensu jechac - nim dojechałabym to pewnie byłoby juz ciemno:( dziwne jest że ona chyba właśnie sporo sie porusza. Pan Tomek z Tropu mówił mi, że ona po porodzie może być nawet do 2 tygodni praktycznie nie widoczna...tutaj było to tylko kilka dni....może jest po prostu głodna :(
  2. dobrze, spróbuje jutro się skontaktować. Oglądała dziś ich filmiki na fb...faktycznie łapią szczylki maciupkie, ale jaki maja teren...jakoś wątpie bardzo że przyjadą 300 km w jedną strone .... ale poradzić na pewno coś mogą :)
  3. myślisz dokładnie tak jak ja. Wszystkie za i przeciw juz prześledziłam i po prostu musze w przyszły wekend zlokalizować szczeniaki. Jeśli mi się nie uda musze prosić fachowców o pomoc. Wychodzi na to, że będziemy z Panią Anią same musiały przekopać się przez te chaszcze ale damy rade. Mam mega stres na to wszystko....bardzo się martwie czy nawet po złapaniu małych uda się od razu złapać ich mame....bo jak nie?? nie...nie wie, ta Pani nie jest zainteresowana, miałam okazje widzieć i poznań. Tak w ogóle- dzięki kochane za tak dużo porad i że JESTEŚCIE. Od razu mi jakoś lżej gdy wiem, że nawet jeśli tylko mentalne , ale mam wsparcie w Was :)
  4. Tysiu..no włąsnie, ja pamiętałam że tam Wam pomagał wtedy Jamor, ale nie wiedziałam dokładnie, czyli jednak on łapał psiaki. Tak- ta sunia jest dokarmiana regularnie przez Panią Anie, wcześniej miała stołówke tuż za jej domem w lasku, ale teraz wchodzi otwarta furtką na podwórko i tam je, regularnie przychodzi- kiedyś raz dziennie, a teraz podobno dwa razy dziennie. To jest bardzo maluteńka wieś- tam jest dosłownie może z 6-7 domów przy których ten pies krąży. Wczoraj sąsiedzi dośc dokładnie opisali jej trasy, nie ma skomplikowania, ona krąży głównie między domem Pani Ani a tą posiadłością tamtych ludzi gdzie się niby oszczeniła, plus pod lasem ma taki swój postój gdzie leży często w słońcu. Na początku jak tam dojechałam to pomyślałam- MASAKRA, hektary lasów i pies, ale potem jak zaczęłam rozmawiać z sąsiadami, to wykluły się dość jasne informacje. Myśle, że dla Jamora byłyby wystarczające by łapać i pewnie szczeniaki znalazłby, bo on nie boi się trudnych terenów. Szkoda że nie mam zdjęć, bo ten lasek gdzie ona niby sie oszczeniła to jest po prostu taki liściasty, zakrzaczony, taki trudny bardzo teren, dużo gałezi lezy, krzaki są wszędzie, trawy, trudno się poruszać i tak jak mówie, to przechodzi w podmokły teren i na końcu łaczy się z rzeczką. Sądze, że ona gdzies tam musiała wykopać jakąś nore, ale wykorzystać jakąs dziure po czymś. No nic- może uda mi się z Panią Anią to jakoś przeszukać. Myśle, że w niedziele zrobimy podejście i pojade tam na kilka godzin, ale jak sie nie uda nam to będe musiała zebrać kase na Jamora w takim wypadku.... Ta sunia jest niby bezdomna od maja! tak wynikło wczoraj, przez jakis czas jadła wyrzucane odchody z obory.....póki nie trafiła na Panią Anie :( :( ps. tak Panią Ania widuje sunie codziennie, może do niej teraz podejśc nawet na 2 metry i co ciekawe- raz się zdarzyło że ta sunie weszła do jej DOMU! gdy drzwi zostawiła otwarte
  5. Dziękuję Gabrysia. Coś będę musiała dalej zrobić z tą rodzinka więc taka pomoc będzie też ogromnie potrzebna
  6. Tysiu dzięki Ci kochana za porady. Nie mam niestety czasu na szukanie tego typu ludzi. Nie wiadomo gdzie sunia sie oszczenila, jest jedynie podejrzenie że w lasku za posiadłości pewnych ludzi. Miałam nadzieję że może zjawia się na tym wątku osoby które kiedyś pomagały lapacTine Like i Morisa np. Udało się zebrać wtedy niezła gromade osob No ale nic. Muszę to przyjac na klate jak zawsze
  7. witaj Marysiu, dzięki że jesteś. Chyba Judyta sama nie łapie. Chyba największe doświadczenie w takich akcjach ma jednak Jamor- on czy pan z TROPu myśle podpowiedzą podobnie... Może jest na dogomanii jednak ktoś z okolicy kto mógłby mi na miejscu pomóc fizycznie? w przyszły wekend chciałabym najlepiej już zakończyć to łapanie...potem jest Wszystkich Świętych i wyjeżdżam najprawdopodobniej...ręce opadają z bezsilności.
  8. Dzięki Poker, że zajrzałaś. Rozmawiałam z Panem Tomkiem z TROPu ok. tydzień temu. Bardzo serdeczny człowiek który zaangażował się w pomoc, ale niestety nie przyjedzie tutaj- za daleko :( pomaga mi zdalnie- telefonicznie. Poradził mi, że skoro sunia urodziła, to wpierw trzeba zlokalizować szczeniaki, potem zabezpiecznyć je i dopiero złapać sunie (może sie to wydawać oczywiste, ale np moja znajoma sugerowała odwrotną kolejność). Teraz gdy mamy ustaloną działke to po prostu trzeba by chyba...albo przejść ją krok po kroku, ale gdzieś się ukryc i np lornetką obserwować okolice. Ta działka jest duża- dom przechodzi w ogród a ptem w taki niby lasek ale zachaszczony i chyba podmokły w części.....nie wiem, może jutro zadzwonie do pana Tomka i go podpytam... tak, TROP działa w stolicy i okolicy. Nie mam nawet na facebooku kogo skrzyknąć, zależy mi na osobach ogarniętych, a nie byle kim....nie chce sie na facebooku rozpisywać, bo każdy tam jest "mondry", ale mało kto coś robi....ja potrzebuje konkretne wskazówki od kogos kto wie o co chodzi, ma doświadzczenie. Na tym terenie nie ma nikogo- ani wolontariuszy, ani fundacji. Najbliższe dwie fundacje to: jedna, którą prosiłam o pomoc i zostałam olana; druga- której nie prosiłam i na pewno nie poprosze o pomoc bo ich działania są dla mnie zwyczajnie do dupy (wiele razy juz łapali psy z terenu Wojtyszek, po to by od razu wsadzić je do wozu Longina i ogłosić sukces- piesek uratowany, koniec akcji).
  9. Kochani, zabieram się za ten wątek już od jakiegoś czasu. Miałam wielką nadzieje, że tu w okolicy znajde osoby, które pomogą mi ogarnąć sytuacje, ale niestety nie jest to proste... O suni spod lasu dowiedziałam się jakiś czas temu. Pojawiła się w miejscu gdzie mama mojej koleżanki wyrzucała resztki z kuchni...zaczęła wyjadać systematycznie co lepsze.... I tak Pani Ania (wrażliwa, dobra kobieta) zaczęła dokarmiac sunie. Z początku pojawiała się jak cień, raczej w pólmroku i zakładałyśmy, że to może być dziki/póldziki pies. Od koleżanki z pracy (córki Pani Ani) miałam coraz to nowe wieści i w końcu prośbe- POMÓŻ, zgłosić jej do gminy nikt nie chce, bo to teren Wojtyszek. Ja mam do tego miejsca ponad 60 km z domu!! i też nie mam jak jeździć by systematycznie sunie oswajać... Poprosiłam moją znajomą która ma tam połowe drogi, ale niestety ona czasowo też nie wyrabia bo sama prowadzi gminne przytulisko...i tak...raz była tam ona , raz ja...i to wszystko co udało nam się zrobić:( Mamy tylko jedno zdjęcie suni, ale nie oddaje jej wyglądu. SUnia jest drobna, nieduża, na moje oko po odkarmieniu będzie ważyła max 15 kg, teraz jest wychudzona i ma chwiejny nieco chód. Pomyślicie...na co czekamy? po co te przymiarki? a no...zajęło nam trochę zeby zrobić zrzutke i kupić klatke łapke...gdy dotarła do nas koleżanka niestety nie dała rady jej od razu dowieść...w miedzy czasie Pani Ania zauwazyła coraz silnie rosnący brzuch suni...Było moją decyzją by zrezygnować z klatki, ponieważ gdyby sunia złapała się do niej np. tuż po porodzie, to byłoby po maluchach...ja na miejsce mam 60 km i nie ma szans bym np. w nocy tam dojechała, więc biorąc pod uwage wszystkie możliwości i scenariusze- musiałam podjąć taką decyzje. Pani Ania sądzi, że szczeniaki na dzień dzisiejszy mają ok. 10 dni, niestety nie wiemy ile ich jest ani gdzie są . Jedynie wiemy że jest to prawdopodobnie lasek na terenie dalszych sąsiadów. Dziś byłyśmy tam, próbowałyśmy szukać. Po godzinie chodzenia bez skutku, sunia nagle objawiła się, dosłownie jakby spod ziemi, popatrzyła i pobiegła w las..... Co mogłam to wypytałam sąsiadów, powiedziałyśmy, że jestem z organizacji i chce przygarnąc tą sunie i szczeniaki. Ludzie na wsi sie zaangażowali i mam nadzieje podpatrzą miejsce. Jest jednak coś o co się bardzo martwie. Gdy tam krązyłam podjechał do mnie na rowerze może 6 letni chłopczyk. Mieszka w domu na tej posesji gdzie prawdopodobnie sunia się oszczeniła. Powiedział mi, ze jego babcia mówi, że ten pies to szatan! bo odkąd się pojawił wszystko ginie....wytłumaczyłam chłopcu, że to na pewno nie szatan, a biedny piesek który potrzebuje pomocy...ale na ile to zadziała? boje się, że mogą suni zrobić krzywde. Sprawa jest naprawde PILNA.. Kochani, czy ktoś ma doświadzcenie i moze mi podpowiedziec CO ROBIĆ? mamy na stanie klatke łapke, ale z sunią sytuacja się o tyle poprawiła, że nauczyła się wchodzić na ogródek Pani Ani, więc myśle, że złapanie jej nie będzie trudne. Problemem jest zlokalizowanie szczeniaków. Pewnie wszystko napisałam chaotycznie. Jestem w nerwach po tej rozmowie z chłopcem, mam też wrażenie, ze sunia jest wyczerpana... Tak wprost spytam: czy ktoś mógłby pomóc mi na tym terenie?? to sa okolice Opatówka. Bardzo bym potrzebowała fizycznie ze 2-3 osoby, żeby krok po kroku przeszukac te chaszcze gdzie mogą być szczeniaki. Nie wiem jak inaczej to zrobić. Pytałam Jamora, może przyjechac, ale koszt z dojazdem to ok. 1100 zł !!! i też nie ma pewności, że pomoze. Koszty są wielkie i też może warto wpierw spróbować samemu? Ja już nie wiem co robić, tak mi żal tej suni i Pani Ani, która potwornie to wszystko przezywa (sama ma 4 przygarnięte psiaczki, też z pobliskiego lasu...) POMÓZCIE BŁAGAM!!!! Jedyne zdjęcie...dziś sunia podesżła znacznie bliżej ale nie miałam wyciągniętego aparatu :((((
  10. pięknie to napisałaś :) ja też mam takie odczucia, serce rośnie, gdy taka maleńka psinka uśmiecha się od ucha do ucha, w taki sposób....:) tak...oby jeszcze piesek który miał z nią wyjechać także opuścil to straszne miejsce...... Mam nadzieje, że Kasia zaglądnie na watek i opowie coś o Rolci jak tylko znajdzie chwile. A ja melduje, że są nowe wpłaty, za które bardzo dziękuje :) - 10 zł od Zorki - 20 zł od sybil (deklaracja przeniesiona z watku Radysianek) - 100 zł od annabarbara (chyba tez deklaracja przeniesiona) DZIEKUJE
  11. Wczoraj rozmawiałam chwilke z Panem od Sally. Dzwonił do mnie 3 razy jak prowadziłam samochód, juz miałam góle w gardle, że sunia uciekła albo coś...oddzwaniam migiem, a Pan się pyta: "dzwoniła Pani dzisiaj do mnie bo oddzaniałem!! " :D no...nie dzwoniłam :) coś się chyba Panu pokręciło, albo mój telefon przed przypadek wybrał numer, w każdym razie był pretekst by chwilke porozmawiać. Akurat dzieci wróciły z przedszkola i sunia się z nimi witała. Mam nadzieje, że jest tam szczęśliwa. Postaram się o wizyte PoA za jakiś czas. Na koncie suni zostało jeszcze trochę pieniązków ale potrzymam je do przyszłego wekendu na wszelki wypadek. Wpłynęły też nowe deklaracje, ale- kochane- wszystkie będe już rozliczać na watku ROLKI. Dziękuje :)
  12. Napisałam do Pani Marioli, która prowadzi grupe wizytatorów zagranicznych...na mapie patrzyłam że w całej Francji, są niestety tylko 4 osoby, ale miejmy nadzieje, że czegoś się dowiemy przynajmniej.... :( edit: tamb pisze do Ciebie na priv na facebooku
  13. Kasia na pewno na to nie pozwoli :) Rolcia jest bardzo radosna, energiczna, mam nadzieje, że będzie się ładnie bawić z innymi suniami, kotka jak widać już lubi :)
×
×
  • Create New...