Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 295
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

:-(:-(:-(.:-(:-(...............................................................

Już nie cierpicie maleńkie, śpijcie spokojnym snem
[*]
[*]
[*]

Posted

Ciarki same mi przechodzą po ciele, a w oczach mam łzy...
Jednak w głębi duszy wiem, że to była najlepsza decyzja :(.

Żegnajcie, maleńkie
[*].
Będziemy o Was pamiętać! :(

Posted

Choć niezaprzeczalnie głównym winowajcą jest TEN zwyrodnialec, to ja również nie potrafię sobie wybaczyć, że nie zawieźliśmy ich do kliniki na samym początku, bo przecież czas działał na ich niekorzyść. Przyznam, ze nie miałem bladego pojęcia, ze ich stan jest tak poważny. Faktem jest, że pierwszego dnia, nawet siedlecki wet tego nie odkrył.
Jak się później okazało, szczególnie obrażenia Coli były bardzo poważne i rozległe, a mimo to, najpierw rano odeszła Pepsi (ta, która teoretycznie była w lepszym stanie).
Kilka godzin później, podczas operacji usuwania martwicy, lekarze stwierdzili ogromne spustoszenia w tylnej połowie ciałka Coli.
Poniżej opis, który proponuję ominąć osobom wrażliwym.
[SIZE="1"]Uszkodzenie kilku mięśni, gnicie okolicy narządów rodnych, martwica odbytu itp.
Miejscami martwica doszła do kości. Praktycznie większa część z wymienionych, kwalifikowała się do usunięcia. Na połowie ciała kompletny brak skóry. Każdy zabieg wykonywany w znieczuleniu, a organizm mocno osłabiony. Pomimo bardzo silnych leków przeciwbólowych, Cola strasznie cierpiała.
Kiedy wetka zadzwoniła do mnie, sugerując, że należałoby suni skrócić cierpienie, poprosiłem o czas do namysłu. Potem sam zadzwoniłem. aby jeszcze rad dokładnie wszystko przedyskutować. Potem skonsultowałem to z Anią, a ponieważ akurat byłem na grobach, nie miałem możliwości napisać o tym na wątku. Zadzwoniłem kolejny raz do kliniki i zapytałem wetki wprost, czy w takiej sytuacji uśpiłaby swojego psa. Odpowiedziała, że ABSOLUTNIE TAK, a w tym samym czasie usłyszałem przeraźliwe zawodzenie Coli :-(
Zabrzmiało ono tak, jak prośba o skrócenie męki...
Wtedy właśnie podjąłem tę trudną decyzję.

Posted

Powtórzę raz jeszcze - zrobiliście ABSOLUTNIE WSZYSTKO, co można było. Natychmiast polecieliście do weterynarza, tam spędziliście z suniami kilka godzin. To weterynarz podjął decyzję, że możecie je zabrać do domu. Pilnowaliście dziewczynek non stop, byliście gotowi na każde ich piśnięcie... Nie ponosicie żadnej winy i nie wolno Ci się winić Tomek! Dla nich było za późno już kilka dni temu, kiedy zostały wyrzucone pod Waszą posesją. Jakaś gnida skończona czekała z tym 2-3 dni i dopiero pozbyła się kłopotu. Nie miały szans nie dlatego, że nie zawieźliście ich od razu do kliniki, ale dlatego, że jakiś s... wiel patrzył na ich cierpienie i nie zareagował.

Biedne maleńkie już nie cierpią i tak naprawdę to jest w tej chwili najważniejsze:-( Poza tym, że marzę o złapaniu tej gadziny, która do tego dopuściła:-(

Posted

[QUOTE=Ewa Marta;17920509(...)Poza tym, że marzę o złapaniu tej gadziny, która do tego dopuściła:-(

Mamy już pewien plan na tę okoliczność i zrobimy wszystko, żeby go namierzyć. Potem zostawię go Ani, bo wtedy będę mieć pewność, że się nie ulituje nad skurwielem.
Jedna z opcji zakłada wyznaczenie nagrody w wysokości 1000 pln. Ktoś powie, że za te pieniądze można wyleczyć kilka psiaków - owszem, ale jeśli ta gnida dopuści się ponownie tego procederu, to koszty tego mogą być nieporównywalnie większe, bo nie tylko materialne...

Jest jeszcze kilka kwestii formalnych do omówienie, ale pozwólcie, że ze względu na pamięć obu suń, przedyskutujemy je dopiero jutro.

Posted

Nie takich wiadomosci sie spodziewałam.
Biegajcie maleńkie po Teczowych łakach.

Miały wielkie szczeście w nieszcześciu ze ten łobuz wybrał wasza bramę...

Posted

Z wielkim napięciem śledziłam wątek i trzymałam kciuki za sunie:-( Ale myślę, że w zaistniałej sytuacji podjeliście najlepszą decyzję. Najważniejsze, że sunie już nie cierpią:-(
Ogromnie podziwiam Was za to co dla nich zrobiliście i domyślam jak trudna musiała być ta decyzja. Trzymajcie się.

Posted

Przez parę dni miałam ograniczony dostęp do netu i dopiero teraz przeczytałam.
Jestem w szoku coraz bardziej nienawidzę ludzi... pseudo.
Zrobiliście wszystko, aby psiny uratować i za to bardzo Wam dziekuję.

Posted

Pepsi i Cola - dwie maleńkie sunie, które mogły żyć... mogły, gdyby nie "człowiek"...
Tyle mieliśmy planów, tyle zapału... pozostał dojmujący smutek, żal i niewyobrażalna pustka...

Posted

przykro mi.. po cichu wierzylam ze jednak si euda.. ale gdyby nie Ty one by zdechly tam w jeszcze gorszych meczarniach albo bog wie co by sie stalo...
bez dwoch zdan trzeba tego skur%^&*$ zlapac.. Krzysiek uruchamia kontakty siedleckie w tej sprawie, ze moze ktos cos slyszal ktos wie..

Posted

[quote name='gallegro']Pepsi i Cola - dwie maleńkie sunie, które mogły żyć... mogły, gdyby nie "człowiek"...
Tyle mieliśmy planów, tyle zapału... pozostał dojmujący smutek, żal i niewyobrażalna pustka...
Tak, pozostał straszny smutek, ale też determinacja, aby pomagać dalszym psim nieszczęściom, które spotkamy lada dzień, może już jutro.
Na moim forum grzybowym, którego jestem moderatorem, założyłam wątek o psich nieszczęściach
http://www.forum.nagrzyby.pl/viewtopic.php?t=12874&postdays=0&postorder=asc&start=0
Odzew / biorąc pod uwagę wpisy / niewielki, ale ponad tysiąc wyświetleń, więc temat ma sens.

Posted

Ja nawet nie dopuszczałam do siebie myśli że coś będzie nie tak. Już dawno żadna sytuacja na dg tak mnie nie załamała :( Gallergo i Ania Was na pewno boli jeszcze bardziej :(

Posted

Plicha napisał(a):
(...)Gallergo i Ania Was na pewno boli jeszcze bardziej :(


Nie sposób tego opisać słowami...
Zwłaszcza Ania nie potrafi się z tego otrząsnąć :shake:
Poprzysięgła zemstę :angryy:

Posted

Nie potrafię wyrazić słowami, co czuję :-(:angryy: . Oby udało się odnaleźć kanalię bądź kanalie, bo obawiam się, że może ich być więcej. Obawiam się również, że te dwie nieszczęsne suńki to nie jedyne ofiary zwyrodnialców :-(:-(

Posted

Jest jeszcze coś, o czym nie pisałem wcześniej, a co w obliczu odejścia obu suń, nabiera dużego znaczenia. Chodzi bowiem o niewielkie (ale jednak) prawdopodobieństwo pokąsania suń, przez zwierzę chore na wściekliznę.
Problem jest o tyle istotny, że jedna z suń ugryzła Anię do krwi. Gdyby choć jedna z nich przeżyła, na bieżąco byłaby obserwowana, a teraz... Co w takiej sytuacji należałoby zrobić? Szczepienie profilaktyczne? Zdajemy sobie sprawę, że jest to bardzo mało prawdopodobne, ale jednak nie wykluczone.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...