Jump to content
Dogomania

Ewa Marta

Members
  • Content Count

    18,965
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    12

Everything posted by Ewa Marta

  1. Po szczęśliwej adopcji naszej Myszki, chciałyśmy z Ellig wesprzeć kolejną psią bidę. Początkowo miała to być sunia oddawana z adopcji przez rodzinę, ale tamta znalazła szczęśliwie dom stały. W chwilę po tym, jak się o tym dowiedziałyśmy, zadzwoniła Auraa szukająca pomocy dla kolejnej młodziutkiej suni błąkającej się po wsi, z której już kilka takich maleństw zostało zabranych. Decyzja była jedyna - bierzemy. Maluch miał jechać do Anecik i wyglądało na to, że wszystko jest załatwione, kiedy jak grom powaliła nas wiadomość, że nasza Holly wraca z adopcji. Wraca do Anecik i tym samym dla maluszka nie ma już miejsca. Ale jak powiedzieć, że ma zostać na tej wsi, gdzie za chwilę coś jej się stanie? Wyprosiłyśmy Martę, która wyprowadza na co dzień moje sunie, żeby wzięła maleńką do siebie. To bardzo wygodne, bo mieszka obok mnie i mogę na bieżąco uczestniczyć w życiu maluszka. Maleństwo przyjechało wczoraj wieczorem. Przywiózł ją nieoceniony Maciek, który razem z żoną Krysią i Aurą bardzo walczą o psiaki na tej wsi. Maleńka jechała w kontenerku, wyszła cała w wymiocinach, zasikana. Od razu wtuliła się we mnie i ufnie czekała co będzie dalej. Podobno miała zdjęte kilkanaście kleszczy, ja znalazłam jeszcze 9 żywych. Ponieważ była cała w wymiocinach, musiałam ją wczoraj wykąpać, zresztą dobrze jej zrobiło oczyszczenie skóry ze strupów po kleszczach. Bała się kąpieli i suszarki, ale jakoś udało się dotrwać do końca. Potem wyczesałam ją i wygląda pięknie! Została u mnie na noc, bo do Marty może pojechać dzisiaj wieczorem. Wzięłam urlop i pojechałam z maluszkiem do weta. Została zaszczepiona przeciw wirusówkom, dostała kolejne tabletki na odrobaczanie (wcześniej odrobaczyła ją Krysia), zbadałyśmy jej krew - morfologię i biochemię. Czekamy na wyniki. Maluszek ma zapalenie spojówek, dostała kropelki do oczu. Ma dwa kły przetrwałe, które trzeba usunąć w czasie sterylki. Sterylizacja umówiona jest na 15 marca. Maleńka ma 7-8 miesięcy i waży 7 kg.
  2. Kim trzeba być, żeby umieć zapakować takie maleństwa do jednego worka i wyrzucić jak śmieci? Nie umiem sobie tego wyobrazić, bo normalny człowiek martwi się, kiedy musi swoje domowe zwierzaki zostawić w ciepłym domu na parę godzin. W tej tragedii maluszki miały szczęście, bo ktoś je znalazł, zawiadomił schronisko i zostały uratowane. Jednak, czy ratunek będzie skuteczny, dowiemy się niebawem, bo maleńkie słodziaki przez noc siedziały w klatce, w której wcześniej była młodziutka Tonia. Jak pewnie wiecie, Tonia zachorowała na parwo. Dzieciaki natychmiast zaczęły dostawać Canglob i Zylexis i bardzo wierzymy, że uda się je uchronić przed zachorowaniem. Cała rodzinka została awaryjnie zawieziona do hotelu w Wodzisławiu. Ewu natychmiast zawiozła im surowicę, kiedy okazało się, że Tonia zachorowała. Zajmuje się na miejscu ogarnięciem tej sytuacji, a ja zakładam wątek, żeby wesprzeć ją logistycznie, pomóc w zebraniu funduszy, których dla pięciu maluszków potrzeba sporo. Jutro dowiem się, ile fiolek surowicy dostały sunieczki. Mam rachunek za zakup surowicy w Czechach. Basia pojechała tam dzisiaj, bo jej zapasy już się skończyły. 4 śliczne, czarne sunie i jeden biały chłopczyk póki co czują się dobrze. Bardzo proszę, trzymajcie kciuki i wysyłajcie maluszkom dobre myśli. Bardzo prosimy o pomoc, bazarki, deklaracje choćby najmniejsze, liczy sie każda złotówka.
  3. Eluś, bardzo dziękuję! Byl pierwszy telefon, ale to nie dla Luli:(
  4. Noc przespala znakomicie, rano dostala jeszcze lek przeciwbólowy, ale czuje sie doskonale, ma apetyt, załatwia się, jakby sterylka byla kilka dni temu, a nie wczoraj. Marta prowadzi ja na smyczy, bo maluch juz rano chciala biegać:)
  5. W morzu psiaków w potrzebie trudno zrobić sobie przerwę, dlatego razem z Ellig i z pomocą finansową dobrych duszków chcących zachować anonimowość chciałyśmy wziąć pod opiekę kolejnego psiaka. Jak to w życiu bywa z jednego zrobiły się dwa, bo jak tu wybrać, skoro każda historia to nieszczęście. Pomyślałyśmy, że zawsze jakoś się udawało, że są bazarki, że są dobrzy ludzie chcący pomóc, a może ktoś dostrzeże naszą Betinkę, która czeka na dom od połowy maja… W końcu kasa, a właściwie jej brak nie może być jedynym powodem, dla którego zrezygnujemy z zabrania jednej z dwóch suniek. Zakładamy im jeden wątek, bo obie sunie szczęśliwie trafiły wczoraj do hotelu Anecik i Arka:) Holly - to młodziutka około półtoraroczna sunia wyrzucona przy działkach w okolicach Starachowic. Oszczeniła się gdzieś pod tujami na pustej działce. Jeden maluszek umarł w nocy, 3 pozostałe zostały uśpione u weterynarza przez ludzi, którzy ją znaleźli. Sunia została zabrana do schroniska, ale żeby doszła do siebie potrzebny jej spokój i bardziej domowe warunki. Waży około 7 kg. Za około 5 tygodni zrobimy jej sterylkę, wcześniej badania krwi. Jest wystraszona, ale lgnie do człowieka. Myszka – około 2-3 letnia ważąca 5 kg, zabrana od zbieracza psów, na sterylizację. Bardzo boi się ludzi, choć na odległość merda ogonkiem. Było tam 40 psów i ta maleńka miała tam wracać. Z nią będzie problem, bo obroże miała nakładaną w czasie narkozy, inaczej się nie dało, a na sterylkę była wieziona po podaniu środka usypiającego. Trochę czasu minie, zanim będzie gotowa do adopcji, ale tylko tak ma szansę na szczęśliwe i bezpieczne życie. Na zdjęciu tego nie widać, ale jest podobno bardzo chuda i nie przybiera na wadze mimo, że od ponad tygodnia dostaje dobre jedzenie. Dodatkowo pchły wyjadły jej rany i ma przełysienia w tych miejscach. Nie może wrócić tam, gdzie była do tej pory. Ta malusia dzięki dobrym ludziom została odrobaczona, zaszczepiona, wysterylizowana, zaczipowana i wyposażona w obrożę, szelki i smycz. Tu wczoraj jeszcze oszołomiona lekami: Pierwsze wiadomości z hoteliku: Myszka przyjechała po podaniu leku na uspokojenie, bo inaczej nie byłoby możliwe wsadzenie jej do samochodu i spokojne przewiezienie. Od razu po przyjeździe Anetka rozpoczęła socjalizowanie, przyzwyczajanie jej do bliskości człowieka, do dotyku. Wczoraj było ciut lepiej, bo mała była jeszcze oszołomiona. Dzisiaj boi się bardziej, ale wyniesiona na rękach na dwór załatwia się na zewnątrz. Na szczęście ma apetyt. Troszkę się chowa, ale to dopiero druga doba w nowym miejscu. Tu potrzebny jest czas i cierpliwość. Zamówię jej dzisiaj delikatny preparat ziołowy na uspokojenie, wyciszenie strachu - stress out. Holly garnie się do człowieka niesamowicie, Jest aż pobudzona, podskakuje, żeby być bliżej, wspiąć się na ręce. Popiskuje, kiedy Aneta odchodzi. Jest strasznie zarobaczona, więc od razu dostała tabletkę na robale.Chcemy zaczekać z badaniami, bo teraz wszystko jest rozregulowane po porodzie. Ma apetyt i poza robalami nic jej nie dolega. Jeszcze w schronisku dostała leki na zatrzymanie laktacji.
  6. Maleńka Tosia została znaleziona wczoraj w Radości. Maleństwo stało całe mokre i zmarznięte pod jednym ze sklepów. Na szyi miała obróżkę z końcówką plastikowego sznurka. Dostrzegła ją Agnieszka z grupy Sz_czekamy na dom i zabrała awaryjnie do kliniki na noc. Jednocześnie szukała jakiegoś bezpiecznego miejsca dla małej. Traf chciał, że zobaczyłyśmy ją z Elą i postanowiłyśmy zaproponować przejęcie odpowiedzialności i opieki nad nią. Maleńka nie ma czipa, ani adresówki, ale nie chce nam się wierzyć, że została porzucona. Po wyschnięciu i nakarmieniu okazała się wesołą, szybko nawiązującą kontakt z człowiekiem sunią. Od razu pakuje się na kolana i najchętniej cały czas byłaby przy człowieku. Stanowczo stara się eliminować inne ogonki starające się dostać do kolan. Na spacerze wesoło merda ogonkiem, węszy dookoła, ale jak widzi inne psy trzyma się nogi, jakby była szkolona. Nie jest zachudzona, jest czysta, a nawet pachnie. Pazurki wyglądają na przycięte. Waży około 6 kg. Na smyczy chodzi bez problemu, winda nie stanowila dla niej żadnego problemu, mieszkanie również. Byłam z nią u mojego weta, który przebadał małą na lewo i prawo, zajrzał do gardła, uszu, oczu – wszystko zdrowe. Mialam podejrzenie, że może być szczenna. Zrobiliśmy USG – ciąży nie widać. Podjęliśmy decyzję, że wstrzymamy się kilka dni ze szczepieniem. Dzisiaj została odrobaczona i zabezpieczona fiprexem przeciw kleszczom. Zaszczepimy ją, jeśli nie znajdzie się w ciągu kilku dni jej domek. Nazwałyśmy ją Tosia, choć trudno było wymyśleć dla niej imię. Kropka – nie pasowało, bo kropeczki ma tylko na pyszczku. Pchełka – też nie, bo nie skacze, tylko biega. W końcu Elunia wpadła na pomysł, żeby była Tosia i nagle okazało się, że to imię bardzo do niej pasuje. Bo jak się przytula, to może być Tosieńką, a jak pokazuje zęby innemu psiakowi, można upomnieć Tośkę, żeby dała spokój, bo nikt jej krzywdy robić nie chce:-) Tosia nie chce jeść suchej karmy. Dałam jej troszkę suchej wymieszanej z puszką Bozity i podlanej wodą, bo nie chciała pić. Ruszyła ochoczo do miski, jadła, jadła, jadła, a na końcu okazało się, że wylizała do czysta mokrą karmę zostawiając całą suchą. Tosia jest oczywiście w naszym DT u Ani. W tej chwili śpi słodko, bo cały dzień był dla niej męczący. Zrobiłyśmy trochę kilometrów, naczekałyśmy się u weta ponad godzinę. Była też na długim spacerze z moimi psami, na którym w połowie drogi poprosiła, żeby wziąć ją na ręce. Wzięłam, a ona wtuliła się we mnie i obserwowała sobie świat dookoła. Przedstawiamy Wam Tosię:
  7. Uff, nie ma w takim razie tragedii. Ze sterylką nie trzeba czekać tak długo. Optymalnie jest podobno robić to 2 tygodnie po cieczce. Ja swoją stała wpłace kjutro, dzisiaj dzień zajęła mi opieka nad Lula po sterylce:)
  8. Maleńka jest dzisiaj u mnie. Rano zawiozłam ja do lecznicy, a potem odebrałam. Wzięłam dzien urlopu, bo Marta dzisiaj caly dzien biega i zalatwia jakieś sprawy, a z Lulą trzeba posiedzieć i popilnować. Maleńka jest super kochana, u weta kochana, pozwalała sobie zrobić wszystko, zasnęła w 3 minuty. Tu na rękach u dr Mieszka, za chwile będzie intubowana. Zabieg zniosła super dobrze, sterylizacja, usunięcie dwóch kłów przetrwałych, a do tego czipowanie w znieczuleniu. Ma piękny szew:) Po wyjściu z lecznicy od razu zrobiła siusiu i w ciągu dnia jeszcze dwukrotnie, za każdym razem komunikowała, że chce wyjść, ale zaraz po załatwieniu prosiła, żeby ją wziąc na ręce i chciala wracac na posłanko. Prawie cały dzien przespala, ale pilnowała, żebym była blisko niej. Za jakąś godzine zaprowadzę ją do Marty, tam będzie już u siebie i pewnie prześpi całą noc. Dostała na wynos Cimalgex przeciwbólowy na dziś i jutro, a w razie czego mamy jej podac Tramal raz na dobę. Niestety ceny warszawskie trochę zwalają z nóg, za całość zapłaciłam 750 zł. W cenie jest równiez dopłata do badania krwi, które było zrobione już po opłaceniu poprzedniego badania, a ustalone przez telefon. Chodziło o badanie w kierunku babeszjozy. Mam troszkę zdjęć Luli, ale wgram je później, bo w tej chwili jeszcze chcę z nia posiedzieć. Kochane słoneczko dostało od moich stałych ukrytych Aniołów - Małgosi i Rafała 400 zł, za co z całego serca dziękujemy z Elunia:) Wpisuję w rozliczenia:)
  9. Teraz trochę więcej wiadomości: 2 dni przed terminem przykjazdu Holly do hotelu zadzwoniła jej opiekunka i powiedziała, że zdecydowali sie zostawić sunie u siebie, pójdą do behawiorysty i będą z nią pracować. N amoje pytanie skąd ta zmiana, skoro kilka dni wcześniej nie widzieli szans na pracę z nią, ani na finansowanie treningów z nią. Pani na to, że trzeba było zabrac ja od razu, bo teraz, jak ona sobiew wyobrazila dom bez niej, to nie ma szans i jej nie odda. Rozmowa była długa, bardzo ostra w pewnym momencie, bo ja wysuwałam swoje argumenty, między innymi, że stracilam do nich zaufanie i jeśłi tak zmieniają zdanie, to nie mam poczucia bezpieczeństwa suni. Pani na to, że to jest jej pies i ona za nic jej nie odda. Zażądałam zdjęć, które mi po rozmowie wysłała. Holly śpi w pościeli, w zasadzie nie ma się do czego przyczepić. Próbowałam jeszcze na spokojnie wytłumaczyc jej, że tak będzie dla suni lepiej, ale była nieublagana. Powiedziała, że jak jej będe na siłe zabierać Holly, to ona ma prawników i nie odda jej za nic. Zażądałam wpuszczenie osoby z wizytą poadopcyjną, co gwarantuje mi umowa. Zgodziła się. Pomyślałyśmy z Elą, że może jej już nie ma w tym domu i babka teraz ściemnia. Eka znalazła w Tychach osobę, która zdecydowała się nam pomóc. Nie pisałyśmy nic, bo sprawa byla dynamiczna. jedno umówienie, potem oodwołanie z powodu przeprowadzki. W tym momencie już prawie byłyśmy pewne, że cos sie tam dzieje. Ustalałam na bieżąco z Panią Kasią w Tychach co robić. Dziewczyna super fajna i znająca sie na rzeczy napisala do opiekunki Holly smsa, że prosi o nowy adres, żeby sobie zaplanowala ile potrzebuje czasu na dojazd. Adres był na tej samej ulicy... Dla nas wyglądało to tak, jakby oddała sunię sąsiadce. Pani Kasia dzewonila i smsowała uparcie i w końcu wizyta została zaplanowana na dzisiaj. Co się okazało? Ludzie naprawdę przenieśli się z mieszkania większego do mniejszego, opiekunka pokazywała stare umowy na poprzednie mieszkanie i nową na nowe. Zdecydowanie mniejszy czynsz do zapłacenia i tak naprawdę o pieniądze rozbijała się cała sprawa. Nie stać ich było na behawiorystę, a nie widzieli szansy na to, że poradzą sobie z Holly sami. Moje propozycje pomocy odrzucali z niewiadomych mi powodów. Kiedy opiekunka zaczęła pracować (wcześniej nie miała pracy, zarabial tylko partner) i zmienili mieszkanie na tańsze, doszla do wniosku, że bardzo chce zawalczyć o Holly. W czasie wizyty Pani Kasia zaobserwowała dużą więź Holly z opiekunką, sunia zadbana, wesoła, ma zabawki, leżaczek, kocyki, ubranka, suchą karmę. Pani Kasia zaproponowała swoją pomoc i zaprosiła Holly z opiekunką do siebie do domu, bo jest problem z akceptacja dzieci przez Holly. Na przykładzie swojego dziecka chce im pokazać, jak się maja zachowywać, żeby Holly zaakceptowala dzieci. Dodatkowo pokaże jej jak ograniczyć ciągnięcie na smyczy. Zdaniem Pani Kasi nie ma potrzeby odbierania siłą suni, bo to będzie z krzywdą dla suni. Byla tam ponad godzinę, rozmowa była sensowna, zachowanie opiekunki i suni bardzo pozytywne. Holly nie boi się obcych, bardzo przyjaźnie zareagowała na nią. No i to tyle. Czy jesteśmy uspokojone? Nie do końca, bo zawsze już będziemy myślaly, czy przypadkiem znów nie zmienią zdania. Tyle, że na tym etapie nie mamy żadnych podstaw, żeby ja odebrać. Pani Kasi jesteśmy wdzięczne i obiecałyśmy rewanż w Warszawie i zwrot kosztow dojazu taksówką do Holly i z powrotem, bo Pani miała bardzo malo czasu, a chciała spędzić tam dłuższy czas. Zaproponowałam jazdę taksowką. Takie historie powodują, że człowiek traci zaufanie i na przykład wczoraj pogoniłam osobę chętną do spotkania z mała Lulą, tylko dlatego, że ma 23 lata i mieszka z chłopakiem. Może ją skrzwdziłam, ale boję się takich młodych ludzi teraz:(
  10. Napisze później wszystko. Teraz piszę z telefonu. Holly została w dotychczasowym domu. Było dużo nerwów, wzajemnego żalu, ale koniec końców po wizycie poadopcyjnej i wsparciu behawioralnym że strony super osoby z Tychów Holly zostaje u nich. Jest tam szczęśliwa.
  11. Dziewczyny, rozmawiałam z Anecik. Ona jest w domu, a nie w psim domku tyle, że jest izolowane od pozostałych psów i jest w pokoju obok sypialni Anecik. Na noc została zamknięta w dużym kenelu, żeby można było złapać ślady krwi, ale w ciągu dnia klatka jest otwarta i może swobodnie chodzić po pokoju i ma kontakt z Anecik, która ją doglada. Słyszała sunie cała noc, mogła zaglądać do niej. Sunia nie była odrobaczone, anie ma szczepień i to oczywiste, że musi być odizolowana.
  12. Jutrzejsze wyniki badania krwi coś może rozjaśnia. Teraz trzeba mocno trzymać kciuki...
  13. O matko:( Straszne to wszystko, ale najważniejsze, że dzisiaj obejrzy ja lekarz i w razie czego zoperuje:(
  14. Deklaruję 30 zł stałej miesięcznej dla suni. Czy moge wpłacać na to samo konto, co dla Ajki?
  15. Maleńkie, przerażone psie nieszczęście wypatrzyłam na wątku maleństw ze schronu, na ktorym ewu woła o pomoc dla ciągle przybywających do schroniska o złej sławie psiaków. Popłakałam się widząc zdjęcia bardziej przypominające zużyty mop, niż psa. Kolejne zdjęcia już po uwolnieniu jej z tych koszmarnych dredów pcheł i błota ukazały przerażone maleństwo chcące schować się do mysiej dziury, żeby tylko nikt jej nie dojrzał. Zadzwoniłam do Ellig, z którą zawsze konsultuję psie dezycje. Obie uznałyśmy, że trzeba ją stamtąd zabierać jak najszybciej. Potem telefon do Anecik w nadziei, że może jakimś cudem jest wolne miejsce. Teoretycznie nie było, ale Anecik przeprowadziła poważne rozmowy z Arkiem - mężem i podjęli decyzję, że od poniedziałku 25 czerwca mogą ją przyjąć. Założyliśmy na wszelki wypadek wariant najgorszy - że będzie to dzikusek i trzeba poświęcić jej dużo czasu. Mniej więcej w tym samym czasie okazało się, że Tyś(ka) szukała dla maluszka pomocy na FB i tam zgłosiła się osoba prowadząca hotelik Ostoja. Zawiezienie jej tam byłoby możliwe na koniec czerwca. Pomyślałyśmy, że zabierzemy maleńką na kilka dni do Anecik i ewentualnie stamtąd pojedzie dalej. Tyle, że w Ostoi są kojce zewnętrzne i dosyć sporo psiaków, które maja dobrą opiekę, ale w większości są większe i takie maleństwo mogłoby dalej umierać ze strachu przed nimi. Pozwolę sobie zacytować to, co napisała o niej na FB Tyś(ka): Na potrzebę ścięcia dredów trzeba było dać jej narkozę -- tak ją skrzywdził człowiek, że omal serce jej nie wyjdzie jak widzi człowieka. Jedna wielka panika. Ona tutaj nie przeżyje, ma zbyt delikatne serduszko. Comi liczy na cud w postaci DT, który jest świadomy, że to małe psie ciałko potrzebuje czasu, dużo czasu, żeby przestać się bać. I trzeba być świadomym, że Comi to jedna wielka niewiadoma... Tak się cudownie złożyło, że hotel Psiarek prowadzą ludzie pełni empatii do zwierząt i jak już było wiadomo, że maleńka trafi do nich, to ciężko było im myśleć o tym, że ona tam umiera ze strachu, dlatego Arek pojechał po malunię już dzisiaj!!! Na miejscu okazało się, że maleńka zabrana z kojca i niesiona do samochodu zaczyna się tulić do wolontariuszki i liże ją po twarzy:) tego nikt się nie spodziewał! Okazało się, że paraliżował ją po prostu strach. Podjęłyśmy wspólnie decyzję, że maleńka zostanie u Anecik, gdzie jest dużo mniej psów i można jej poświęcić więcej czasu. Być może nie jest sterylizowana, ale to sprawdzimy za tydzień - dwa. Teraz musi dojść do siebie, przytyć troszkę. Dostanie do karmy suchej również dobre puszki Animondy, żeby chętniej jadła i nabrała sił. Była już na rękach u Anecik, a kiedy Arek poszedł do niej z kolejną porcją jedzenie, wywaliła brzusio do głaskania! No i znowu oczy mam pełne łez, tyle, że teraz to łzy szczęścia! Jej imię nadane przez wolontariuszki - COMI od słów "co mi zrobiłeś człowieku": zamienimy na KAMI, żeby zapomnieć o tym co złe w jej życiu. Nie mamy w tej chwili finansów na jej całe utrzymanie, ale nie można było jej tam zostawić. Na szczęście nasze Dobre Anioły, kóre wspieraja już utrzymanie Betinki i wsparły leczenie Ajki, dorzucą też coś dla Kami. Może uda mi się przygotować jakiś bazarek dla niej. Jestem optymistką i wierzę, że takie małe nieszczęście znajdzie inne dobre duszyczki chcące ją wesprzeć. Na dobry początek sfinansuję jej puszki Animondy. Jedną porcję już zjadła z apetytem i to jest cudowne, bo w schronie bała się jeść! Przedstawiam Wam Kami:) Zdjęcia przegrałam z wątku Maleństw ze schronu, a od jutra będą już nowe i mam nadzieję, że weselsze:
  16. Dziękuję bardzo, na pewno pomogę. Spędzała mi sen z powiek, ale nie miałam pomysłu gdzie ją zabrać:(
  17. Ewa Marta

    Filigranowa Kami w cudownym DS

    Ona chłonie to swoje nowe życie całą sobą:) Jest taka szczęśliwa:)
  18. Jestem pewna, że zrozumiecie doskonale, że nie zawsze można kierować się rozsądkiem. Można mieć kilka psiaków na utrzymaniu, ale nie da się odwrócić od kolejnego uznając, że będzie można zapomnieć te oczy... Tym razem też się nie udało. Zadzwonila Auraa i zapytała o szansę na pomoc dla suni - cudownej 2 letniej, niespelna 7 kilogramowej (i to po jakimś czasie odkarmiania) suni. Wiedziałam o niej już od wakacji. Mieszkała w miejscu, w którym żaden pies mieszkać nie powinien i oczywiste było, że trzeba ją stamtąd zabierać. Pytanie tylko gdzie i skąd brać kolejne fundusze na jej ratowanie? Odpowiedź na pierwsze pytanie szczęśliwym zrządzeniem losu znalazła się szybko. Cudowna osoba, moja koleżanka Karolina zgodziła się przyjąć maluszka na jakiś czas jako DT. Drugie pytanie - skąd wziąć fundusze? No właśnie. Szczęśliwie potrzebujemy zebrać jedynie na utrzymanie suni, szczepienia, odpchlenie, sterylizację i na jej jedzenie. Pobyt w DT jest bezpłatny. Uznałyśmy z Ellig, że rozsądek trzeba odlożyć na bok i ratować maluszka. Nie wiem, czy moge wymienić wszystkie osoby zaangażowane w przywiezienie suni do Warszawy, dlatego napiszę na razie, że rozpoczęła wszystko Auraa, a my zdecydowałyśmy się pomóc i wziąć ją pod nasza opiekę z prośbą o wsparcie finansowe i pomoc w ogłaszaniu maleńkiej. Maleńka od piątku wieczorem jest w naszym DT u Karoliny. Początkowo wystraszona, ale bardzo opanowana przez dwa dni dała się poznać jako przekochane, spokojne, grzeczne i bardzo potrzebujące kontaktu z człowiekiem Słoneczko. Zachowuje czystość w domu, jest bezproblemowa i od 2 dni na krok nie odstępuje tymczasowej opiekunki. Ja wkupiłam się w jej łaski gotowaną piersią z indyka, którą pochłaniała z wielkim apetytem. Spójrzcie na te oczy, potrafilibyście odwrócić się i nie pomóc?
  19. Mamy z Figuszką plan, który realizujemy. Tak pracuje nad Jackiem Figuszek:) Ja nie wiem, jak można odmówić takim oczom:)
  20. To niestety mentalnośc tamtych ludzi:( Lula szczęśliwie w piątek będzie sterylizowana. Wzięłam na piątek urlop, żeby ją zawieźć na 9 do leczniicy, a potem odebrać jak t tylko będzie możliwe.
×