motyleqq Posted June 21, 2014 Posted June 21, 2014 za sterylki kotów wolnożyjących to powinno miasto/gmina płacić, a nie karmicielki ;) Quote
Pani Profesor Posted June 21, 2014 Posted June 21, 2014 motyleqq napisał(a):za sterylki kotów wolnożyjących to powinno miasto/gmina płacić, a nie karmicielki ;) i jak to się technicznie przeprowadza? odławiasz takiego kota i niesiesz do SM?:D nie no, żartuję - masz dać cynk, że tu i tu łażą koty i odławia je ktoś ze schroniska? czyim obowiązkiem jest później rekonwalescencja? jeśli jest tak jak piszesz, to w pon. zadzwonię i szybciutko dam namiar na te kotki, które tam na 100% są... Quote
motyleqq Posted June 21, 2014 Posted June 21, 2014 Pani Profesor napisał(a):i jak to się technicznie przeprowadza? odławiasz takiego kota i niesiesz do SM?:D nie no, żartuję - masz dać cynk, że tu i tu łażą koty i odławia je ktoś ze schroniska? czyim obowiązkiem jest później rekonwalescencja? jeśli jest tak jak piszesz, to w pon. zadzwonię i szybciutko dam namiar na te kotki, które tam na 100% są... hm, nie wiem jak w większym mieście... u nas się to załatwia w Urzędzie Miasta i wszystko to indywidualne ustalenia, co potem z kotem. to też zależy od budżetu, bo pobyt w klinice kosztuje ;) zazwyczaj odłowienie odbywa się w porozumieniu z karmicielkami, bo to zwykle jedyne osoby do których koty podchodzą Quote
Wasylek Posted June 22, 2014 Posted June 22, 2014 Pani Profesor napisał(a):wiecie co, jak tak czytam, to może i dobrze, że ta sąsiadka i jej matka nie dają się namówić na sterylki dla kotek... przetrzymać w domu może by przetrzymały, w zasadzie prawie na pewno, ale jeśli do tego dochodzą badania pod kątem narkozy, antybiotyki i kolejne "pieniądzogenne" czynniki, to na 100% kot by albo wyleciał na podwórko dzień po sterylce, albo by nie był cięty wcale... to taka rodzina, że niby się liczą bardzo z pieniędzmi, a rozwalają na pierdoły - niby sterylka droga, a karmienie miotów od 20 lat spoko, niby szkoda pieniędzy na te przybłędy, a whiskasa jedzą, choć tłumaczyłam, że to gówniana karma i jak kupują,to coś sensownego, co z hurtowni kosztuje mniej niż whiskas w markecie osiedlowym... nie przemówisz. nie znam realiów kocich sterylek i teraz czuję, że to jednak dobrze, że nie zabierają ich na cięcie... Może nie tak dobrze bo w końcu nadpopulacja jednak jest, a na leczenie też są policzgrosze ? Jak tak , to wiesz... No i te badania pisałam o nich bo Yuki pisała o rewelacyjnej metodzie złap,ciach i siup zaraz po zabiegu, kiedy nie wie co z kotem dalej, czy doszedł w pełni do siebie (chodzi o załatwianie potrzeb fizjologicznych, itp.) Ogólnie rzecz biorąc to na koty wolnożyjące mało kto wydaje kasę i raczej przyjmuje się że jak kot młody to raczej zdrowy i się ich nie wykonuje (a zwłaszcza jeśli za zabieg płaci UM czy G). No i u nas jest tak że zgłaszasz kota, w sumie bierzesz świstek z UM i idziesz do weta i on ci ciach za darmo (jak kot "bezdomny") plus jeszcze Akcja Sterylizacja w marcu to nawet swoje koty za pół ceny można ciachnąć ;) Quote
Ejre Posted June 22, 2014 Posted June 22, 2014 Pani Profesor napisał(a):i jak to się technicznie przeprowadza? odławiasz takiego kota i niesiesz do SM?:D nie no, żartuję - masz dać cynk, że tu i tu łażą koty i odławia je ktoś ze schroniska? czyim obowiązkiem jest później rekonwalescencja? jeśli jest tak jak piszesz, to w pon. zadzwonię i szybciutko dam namiar na te kotki, które tam na 100% są... U nas są takie "bony" na sterylkę, do wykorzystania u wyznaczonych wetów. Czasem dostają je też osoby, które przygarnęły kota z ulicy. Znajoma tak swoją znajdę sterylizowała. Quote
Mary&Shena Posted June 24, 2014 Posted June 24, 2014 Z innej beczki, ale chamstwo. Razem z koleżanką wybralyśmy się calkiem niedawno na spacer z psami do lasu. Plan z założenia prosty: idziemy do lasu/na pola, tam ew. spuszczamy psy, lub jednego, odpoczywamy, mamy je na oku, potem wracamy i tak zlecą max 3 h. Po drodze postanowiłyśmy przejść obok pobliskiej stadniny, jako że jest "otwarta na gości", a nasze psy do koni nic nie mają. Niestety, nie weszłyśmy nawet na podwórze/wjazd/parking, bo już przy otwartej na oścież bramie zastał nas czarny labrador. Oczywiście luzem. Widząc najeżoną sierść psa i nie mając zbyt dobrych doświadczeń z chodzącymi luzem psami podobnej wielkości, wycofałam się z koleżanką, udajemy, że psa nie widzimy i trudno, odchodzimy. Pies natomiast przybiegł do nas, ponieważ pies koleżanki zaczął warczeć, krzyknęłam na niego, by sobie poszedł, co zwykle działa na latające kilka metrów od swego domu psy, ten jednak nie wrócił, a próbował zaatakować psa mojej koleżanki (dla porównania, wielkości beagla), a następnie zainteresował się moją suką, która była przestraszona jego wzrostem i napastliwością. Postanowiłyśmy z koleżanką wrócić, skąd przyszłyśmy, jednak nasza droga prowadziła przez pola i zagajnik, co było dosyć ryzykowne, bo pies nadal szedł za nami, a gdyby znów zbliżył się do psa koleżanki, mogłoby być źle. Po kilku minutach przystawania, odganiania psa i drogi przez pola, moja suka miała już dość jego napastliwości ( a pies nie chciał się bawić, raczej zainteresowany był "przedłużaniem gatunku) i odgryzła mu się, na szczęście nie postanowił jej oddać. Pies nie reagował na żadne odwołanie, przeganianie, a był większy znacznie od każdego z naszych psów. Po kilku kilometrach przez pola, postanowił wrócić do domu. Jednak naprawdę nie rozumiem, jak można dużego psa zostawiać na otwartym terenie. Pies przez kilka kilometrów w ogóle nie sprawiał wrażenia, jakby chciał wrócić do domu, dopiero gdy był już naprawdę daleko, stresu było dużo, moja suka mu się odszczeknęła, a ja musiałam co chwila przystawać i kazać mu iść, zatrzymał się, ale nie wiedział gdzie iść. Zastanawiam się, czy w efekcie takiego postępowania ucierpi kiedyś jakiś pies czy właściciele, tracąc zgubionego psa. Quote
zmierzchnica Posted June 24, 2014 Posted June 24, 2014 Dużo tu osób z różnych organizacji czy z doświadczeniem w tym temacie, może mi podpowiecie co robić...:cool3: Zgłosiła się do nas babka. Znana ogólnie z tego, że nie jest zbyt normalna, ani mąż, ani dzieci. Mieli swego czasu co chwilę szczenięta, które "znikały", kiedy trochę podrosły. Ostatnio był spokój, ale teraz się zgłosili, że mamy "natychmiast zabrać ich psa", bo "zrobił się agresywny". Podobno ugryzł jakieś dziecko w palec. Pies sznaucerowaty, na spacery chodzi wokół bloku i jest fiźnięty. No ok. Chcę pomóc psu, ale jak to ugryźć? Na pewno nie "zabiorę natychmiast" psa, bo to byłoby wspieranie osób skrajnie nieodpowiedzialnych. Mogę mu szukać domu, ale prawdopodobnie (także z zeznań innych świadków) jest nieco... nieogarnięty. A może nawet bardzo. U nas żadnych behawiorystów/psich psychologów nie ma, a nawet gdyby - to ci ludzie nie chcą tego psa i nie chcą nad nim panować (co nie dziwi, zważywszy na ich dziwaczną przeszłość). Schronisko psa, który ma właściciela, nie przyjmie, a jeśli spróbujemy to załatwić poprzez gminę, to właściciele musieliby zapłacić tyle, ile gmina płaci (1300 zł bodajże). To byłoby najlepsze wyjście chyba, ale... Oni tyle za kundla nie dadzą. I tak koło się toczy. Jakiś pomysł? PS. Takich akcji mamy 1-2 tygodniowo... "Weźcie psa, bo jestem chory", "zabierzcie go, bo mnie gryzie" itd. Szczytem był facet, któremu się nie chciało dojeżdżać do sąsiedniej wsi do dwóch wielkich psów, które miał na drugiej posesji i kazał nam "je zabrać, bo on je wypuści w las" :loveu: Takim ludziom masz ochotę powiedzieć, żeby s...padali. Ale potem myślisz o tych zwierzętach i się żołądek na drugą stronę wywraca :roll: Quote
Beatrx Posted June 24, 2014 Posted June 24, 2014 zmierzchnica napisał(a): Schronisko psa, który ma właściciela, nie przyjmie, a jeśli spróbujemy to załatwić poprzez gminę, to właściciele musieliby zapłacić tyle, ile gmina płaci (1300 zł bodajże). To byłoby najlepsze wyjście chyba, ale... Oni tyle za kundla nie dadzą. I tak koło się toczy. a nie da się tego przeskoczyć na tyle, żeby wszystkie formalności pozałatwiać nie wspominając właścicielom nic o pieniądzach i potem jak to wyjdzie to nie będzie odwrotu? to by ich nauczyło, żeby więcej psów nie brać. Quote
lumink Posted June 24, 2014 Posted June 24, 2014 to nie ich wina, że są kundlkami, i to wcale nie oznacza, że są gorsze. To prawie tak jak dyskryminacja ludzi innej rzadkiej rasy.!! Quote
Bandyta Posted June 24, 2014 Posted June 24, 2014 No fajnie by było jakby ci wszyscy co nagle już nie chcą swoich piesków musieli za pozbycie się problemu zapłacić pieniążki. Niestety chyba tylko obowiązek chipowania (surowo przestrzegany) mógłby coś zmienić. Bo jak właściciel porzuciłby psa ( a na pewno by to zrobił nie chcąc płacić) to łatwo byłoby go namierzyć. Ale takich rzeczy to nie ma w żadnym kraju. Quote
ulvhedinn Posted June 24, 2014 Posted June 24, 2014 Różnica byłaby taka, ze zamiast porzucać "zwyczajnie" swoje psy to ludzie by je ehm... "znikali". No bo jaki problem, zakopać w lesie? Albo wpadliby na wydłubywanie chipów....... Quote
maxishine. Posted June 24, 2014 Posted June 24, 2014 ulvhedinn napisał(a): Albo wpadliby na wydłubywanie chipów....... Ej chyba nie da się tego zrobić?? Quote
zmierzchnica Posted June 24, 2014 Posted June 24, 2014 ulvhedinn napisał(a):Różnica byłaby taka, ze zamiast porzucać "zwyczajnie" swoje psy to ludzie by je ehm... "znikali". No bo jaki problem, zakopać w lesie? Albo wpadliby na wydłubywanie chipów....... Dokładnie :( A my dziś mieliśmy taką sytuację, że ktoś się panu włamał na posesję, wypuścił psy. Dwa rottki wyłapano, wywieziono do schroniska, co kosztuje gminę tysiąc z czymś. No i pan szukał ich, w końcu dotarł do tej (nie mojej) gminy, powiedzieli mu, gdzie są psy... Ale za zabranie ich musi zapłacić gminie tyle, co ona zapłaciła za wywóz :loveu: Efekt? Psy są bezdomne. Facet nie zapłaci. Oprócz tego, że jest zwyrodnialcem, że zostawia te psy, to przez czystą przekorę mu się nie dziwię - ktoś mu się włamuje, łamie prawo, powoduje zagubienie jego psów... I on ma za odbiór płacić. Ale za brak odbioru psów nie płaci! Więc lepiej, żeby psy porzucił? :roll: To już kolejna taka sytuacja, raz babce z posesji uciekł psy i w ten sposób trafiły do schronu, za odebranie musiała zapłacić... Nie miała z czego, cała wieś się zrzucała na wykupienie tych psów. Wg mnie właśnie brak odbioru swojego psa powinien być opłacany (bo pies musi być za coś utrzymany w schronie), a nie chęć jego odebrania... A co do tego psiaka od tych ludzi, na pewno trzeba z nimi pogadać i obadać sytuację. Ale nie wiem, czy się uda wyegzekwować potem kasę, kiedy już pies gdzieśtam pójdzie. Jakbyśmy mieli DT, to pies by poszedł do DT, ludzie musieliby łożyć na jego utrzymanie, a ktoś na tymczasie by tego psa prostował i czegoś uczył... Ale nie ma na to szans :shake: Quote
Maron86 Posted June 25, 2014 Posted June 25, 2014 To jest ich pies i ich obowiązek, porzucenie psa w świetle wszem i wobec ustaw jest znęcaniem się. Tylko na właśnie żyjemy w takim kraju że sprawa ciągnęła by się latami, a na koniec by ją umorzyli :roll:. Ja bym mogła szukać domu i owszem, ale albo psa trzymają u siebie do czasu znalezienia nowego (co czasem może trwać hohohoho czasu), albo podesłała namiary na hotel ze szkoleniowcem. Właśnie przez to że jest się tak łatwo pozbyć zwierzęcia 'bo się znudził, bo są problemu, bo tak' sytuacje się powtarzają. Czy jak odbierzecie tego psa od patologi (inaczej ich nie da się nazwać) to jaką masz gwarancję że po wakacjach nie wezmą kolejnej słodkiej kuleczki i znów będą wymuszać byś psa przejęła? Tak na marginesie ja osobiście uważam że jeśli wzięli psa to są za niego odpowiedzialni do końca, nie wzięli go na DT, czy zgarnęli z ulicy szukając właściciela. Jeśli chodzi o psy w schronisku gdzie pan chce odebrać psy, a nie może bo go nie stać i w tym przypadku jakaś menda mu psy wypuściła (swoją drogą dziwne psy zamiast obronić chatę to nawiały i to rotty?). Jak znasz gościa to może mu poleć żeby jakiś znajomy psy 'adoptował' zaraz po kwarantannie? Wtedy będzie płacił jak za adopcje, a nie jak za odbiór swojego psa. U nas parę razy widziałam właśnie taką akcję :eviltong: Quote
maxishine. Posted June 25, 2014 Posted June 25, 2014 Maron86 napisał(a):Jeśli chodzi o psy w schronisku gdzie pan chce odebrać psy, a nie może bo go nie stać i w tym przypadku jakaś menda mu psy wypuściła (swoją drogą dziwne psy zamiast obronić chatę to nawiały i to rotty?). Jak znasz gościa to może mu poleć żeby jakiś znajomy psy 'adoptował' zaraz po kwarantannie? Wtedy będzie płacił jak za adopcje, a nie jak za odbiór swojego psa. U nas parę razy widziałam właśnie taką akcję :eviltong: A to wcale nie jest głupi pomysł :p Quote
Maron86 Posted June 25, 2014 Posted June 25, 2014 Yuki_ napisał(a):A to wcale nie jest głupi pomysł :p A no nie jest, czasem bywa tak że zwyczajnie ledwo wiążemy koniec z końcem (nie ważne czy chwilowo, czy ogólnie) i zwyczajnie niezależnie jak bardzo kochamy nasze zwierzę nie jesteśmy w stanie go finansowo odebrać... Quote
maxishine. Posted June 25, 2014 Posted June 25, 2014 Maron86 napisał(a):A no nie jest, czasem bywa tak że zwyczajnie ledwo wiążemy koniec z końcem (nie ważne czy chwilowo, czy ogólnie) i zwyczajnie niezależnie jak bardzo kochamy nasze zwierzę nie jesteśmy w stanie go finansowo odebrać... Takie życie :roll: Quote
zmierzchnica Posted June 25, 2014 Posted June 25, 2014 Maron86 napisał(a):To jest ich pies i ich obowiązek, porzucenie psa w świetle wszem i wobec ustaw jest znęcaniem się. Tylko na właśnie żyjemy w takim kraju że sprawa ciągnęła by się latami, a na koniec by ją umorzyli :roll:. Ja bym mogła szukać domu i owszem, ale albo psa trzymają u siebie do czasu znalezienia nowego (co czasem może trwać hohohoho czasu), albo podesłała namiary na hotel ze szkoleniowcem. Właśnie przez to że jest się tak łatwo pozbyć zwierzęcia 'bo się znudził, bo są problemu, bo tak' sytuacje się powtarzają. Czy jak odbierzecie tego psa od patologi (inaczej ich nie da się nazwać) to jaką masz gwarancję że po wakacjach nie wezmą kolejnej słodkiej kuleczki i znów będą wymuszać byś psa przejęła? Tak na marginesie ja osobiście uważam że jeśli wzięli psa to są za niego odpowiedzialni do końca, nie wzięli go na DT, czy zgarnęli z ulicy szukając właściciela. Jeśli chodzi o psy w schronisku gdzie pan chce odebrać psy, a nie może bo go nie stać i w tym przypadku jakaś menda mu psy wypuściła (swoją drogą dziwne psy zamiast obronić chatę to nawiały i to rotty?). Jak znasz gościa to może mu poleć żeby jakiś znajomy psy 'adoptował' zaraz po kwarantannie? Wtedy będzie płacił jak za adopcje, a nie jak za odbiór swojego psa. U nas parę razy widziałam właśnie taką akcję :eviltong: Na razie sprawa stoi, bo i tak nie ma jak ani gdzie odebrać tego psa... Boję się tylko, że skończy w lesie :roll: Masz rację, dla mnie całą sytuacja jest nienormalna, jeszcze te szczeniaki non stop, które znikały.. Strach myśleć, co się z nimi działo. Co do rottów, gmina zgodziła się rozłożyć opłatę na raty i właściciel jednak je odbierze. Ale z tą adopcją też kombinowałam ;) Quote
Maron86 Posted June 25, 2014 Posted June 25, 2014 Właśnie o to chodzi, czasem lepiej nie pomagać tak by 'właściciel' poczuł że jednak sprawa nie jest taka prosta przy pozbyciu się zwierzęcia. Teraz pieseczek się znudził, wywalą, poklepią się po plecach bo przecież wcisnęli tobie zamiast np wywalić, znów po wakacjach (a może i nawet szybciej) wezmą kolejnego psa i koło się zamyka... Jak pomoc uderzy ich finansowo to się na 2gi raz zastanowią czy właściwie faktycznie potrzebny jest im problem. Jednak nie każdy to rozumie że i pomagać nie każdemu należy, że czasem pomagając można wręcz zaszkodzić ucząc przygłupów że wszystko im wolno bez konsekwencji. Aczkolwiek doskonale rozumiem że czasem decyzja jest bolesna i trzeba przekalkulować czy pomoc danemu zwierzęciu nie pociągnie przykrych skutków w postaci kolejnych psich żyć które skończą nieciekawie... To jak z psami na wsi na łańcuchu. Odbiera się psa bo ma złe warunki i siedzi na środku pola na łańcuchu, super psa się uratowało - jednak następny w kolejce już czeka, a i 'właściciela' to w ogóle nie rusza bo to tylko kundel. Quote
Madie Posted June 27, 2014 Posted June 27, 2014 Ja wrócę do chamstwa, bo mój TŻ mnie sam zaskoczył:roll: Był z Pandą na spacerze ( w typie moskala, 7 miesięcy), oczywiście smycz na psie, kaganiec pod pachą. Chodzili sobie po skwerze ( w pobliżu naprawdę ruchliwa ulica i ogródki piwne) i się "szkolili". Nagle podbiegł do nich pies w typie AST też młody: bez obroży, smyczy i widocznego właściciela... Panda jak zawsze w takich przypadkach ( staramy się nie pozwalać na przypadkowe kontakty) spieła się i zaczęła tańczyć na smyczy. Szczególnie, że kawaler zaczął dość obcesowo wąchać ją pod ogonem. TŻ podjął próbę słownego odpędzenia psa - nie poskutkowało. Pandzie zaczęła się histeria - piski, skomlenie chowanie się pod nogi. Pies zachęcony "pac" ją zębami po futrze wskoczył i próbował kopulować. TŻ nie zdzierżył. Puścił linkę i ją przydepnął, podniósł delikwenta za fraki ( złapał za skórę na karku i grzbiecie) i podnosząc do góry zapytał dobrze bawiące się towarzystwo: -" czyje to" Właściciele się znaleźli po chwili odbierając zgubę i przepraszając. (Oczywiście z jednego z ogródków) Teraz skończyło się dobrze, ale przecież w takiej sytuacji każdy pies mógłby dziabnąć :angryy: Potem TŻ mi tłumaczył, że szkoda mu było kopnąć takiego młodego psa, który po prostu się głupio zachowywał. Ale obiecał pamiętać o uważaniu na ręce i twarz... Dobrze, że na mnie nie trafili, bo zrobiłabym taką awanturę, że odechciało by im się tak psa puszczać samopas. Quote
Maron86 Posted June 28, 2014 Posted June 28, 2014 Podziwiam go :loveu:, jeśli by nikt nie reagował na 'zabierz tego kundla' to ode mnie pewnie by oberwał tym kagańcem co go pod pachą twój TŻ miał. Nie znoszę kiedy napalony samiec dobiera się do suki, na szkoleniu mam taką sytuację że napalony lab ciągle molestuje psychicznie moją sukę bo chce się dobrać do niej, dziewczyna nie widzi w tym problemu bo 'on się tak bawi' (zobaczymy dziś jak będę z Szamanem i Magią :diabloti:, Szaman kocha bronić swoich suk więc pewnie lab dostanie niezły wpie****). Quote
Harley Posted June 28, 2014 Posted June 28, 2014 Pies na szkoleniu molestuje sukę? :roll: Ja rozumiem, że właściciele są różni, ale co na to osoba prowadząca zajęcia? Tam gdzie chodzę na szkolenie jednym z elementów posłuszeństwa dla pełnojajecznych jest opanowywanie się przy innych samcach oraz sukach. Nie wyobrażam sobie sytuacji w której jestem z suką na placu, a jakiś pies ją molestuje i nie ma reakcji ze strony szkoleniowca(reakcji do właściciela). Quote
zmierzchnica Posted June 28, 2014 Posted June 28, 2014 Maron86 napisał(a):Właśnie o to chodzi, czasem lepiej nie pomagać tak by 'właściciel' poczuł że jednak sprawa nie jest taka prosta przy pozbyciu się zwierzęcia. Teraz pieseczek się znudził, wywalą, poklepią się po plecach bo przecież wcisnęli tobie zamiast np wywalić, znów po wakacjach (a może i nawet szybciej) wezmą kolejnego psa i koło się zamyka... Jak pomoc uderzy ich finansowo to się na 2gi raz zastanowią czy właściwie faktycznie potrzebny jest im problem. Jednak nie każdy to rozumie że i pomagać nie każdemu należy, że czasem pomagając można wręcz zaszkodzić ucząc przygłupów że wszystko im wolno bez konsekwencji. Aczkolwiek doskonale rozumiem że czasem decyzja jest bolesna i trzeba przekalkulować czy pomoc danemu zwierzęciu nie pociągnie przykrych skutków w postaci kolejnych psich żyć które skończą nieciekawie... To jak z psami na wsi na łańcuchu. Odbiera się psa bo ma złe warunki i siedzi na środku pola na łańcuchu, super psa się uratowało - jednak następny w kolejce już czeka, a i 'właściciela' to w ogóle nie rusza bo to tylko kundel. Dokładnie, wiem o tym. Ale jak mieliśmy taką sprawę kilka dni temu to bardzo nam się oberwało od fejsbukowiczów (w tym organizacji prozwierzęcych!), że psa z pola nie odebraliśmy, tylko kazaliśmy zabrać z powrotem na posesję. Facet zabrał i pies jest na łańcuchu, czasem puszczany, u siebie w ogrodzie. Wokół domy - przy każdym pies na łańcuchu. Mogłam oczywiście psa odpiąć z łańcucha, na chama znaleźć mu DT i sprawę zgłosić do sądu o odebranie psa. Ale - po pierwsze: facet by zaraz wziął kolejnego, tego miał za darmo ze schroniska. Po drugie: nie sądzę, by sąd nakazał odebranie psa, bo pies nie był zaniedbany (ładna sierść, odżywiony, przyjazny), raczej nakazałby poprawę warunków. Pies byłby w DT - najpewniej na kanapie, ze spacerkami - a potem trafiłby znowu na łańcuch. Przecież miałby sieczkę w mózgu :( Moim zdaniem powrót "do siebie" z tego pola to było najlepsze wyjście ze wszystkich złych wyjść... Zgłosiliśmy schronisku, że oddają psa w takie warunki i nawet nie sprawdzają. To nie pierwszy raz, większość źle traktowanych psów okazuje się od nich...:shake: Ale oni to olewają. Nie wiem, jak na nich wpłynąć, szczerze mówiąc, w tym mieście są dwie organizacje prozwierzęce, a nikt z tym oddawaniem psa byle komu nic nie robi... Quote
angineuuka Posted June 28, 2014 Posted June 28, 2014 [quote name='Harley']Pies na szkoleniu molestuje sukę? :roll: Ja rozumiem, że właściciele są różni, ale co na to osoba prowadząca zajęcia? Tam gdzie chodzę na szkolenie jednym z elementów posłuszeństwa dla pełnojajecznych jest opanowywanie się przy innych samcach oraz sukach. Nie wyobrażam sobie sytuacji w której jestem z suką na placu, a jakiś pies ją molestuje i nie ma reakcji ze strony szkoleniowca(reakcji do właściciela). Był z Pandą na spacerze ( w typie moskala, 7 miesięcy), oczywiście smycz na psie, kaganiec pod pachą. Chodzili sobie po skwerze ( w pobliżu naprawdę ruchliwa ulica i ogródki piwne) i się "szkolili jak widać to nie odbyło się w szkole, na oczach szkoleniowca ;) Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.