Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Angi, chyba źle zrozumiałaś.
[quote name='Madie']Ja wrócę do chamstwa, bo mój TŻ mnie sam zaskoczył:roll:

Był z Pandą na spacerze ( w typie moskala, 7 miesięcy), oczywiście smycz na psie, kaganiec pod pachą. Chodzili sobie po skwerze ( w pobliżu naprawdę ruchliwa ulica i ogródki piwne) i się "szkolili". Nagle podbiegł do nich pies w typie AST też młody: bez obroży, smyczy i widocznego właściciela...


Panda jak zawsze w takich przypadkach ( staramy się nie pozwalać na przypadkowe kontakty) spieła się i zaczęła tańczyć na smyczy. Szczególnie, że kawaler zaczął dość obcesowo wąchać ją pod ogonem. TŻ podjął próbę słownego odpędzenia psa - nie poskutkowało. Pandzie zaczęła się histeria - piski, skomlenie chowanie się pod nogi. Pies zachęcony "pac" ją zębami po futrze wskoczył i próbował kopulować.

TŻ nie zdzierżył. Puścił linkę i ją przydepnął, podniósł delikwenta za fraki ( złapał za skórę na karku i grzbiecie) i podnosząc do góry zapytał dobrze bawiące się towarzystwo:

-" czyje to"

Właściciele się znaleźli po chwili odbierając zgubę i przepraszając. (Oczywiście z jednego z ogródków)

Teraz skończyło się dobrze, ale przecież w takiej sytuacji każdy pies mógłby dziabnąć :angryy: Potem TŻ mi tłumaczył, że szkoda mu było kopnąć takiego młodego psa, który po prostu się głupio zachowywał. Ale obiecał pamiętać o uważaniu na ręce i twarz...

Dobrze, że na mnie nie trafili, bo zrobiłabym taką awanturę, że odechciało by im się tak psa puszczać samopas.
Owszem tu sami się szkolili. Ale niżej...

[quote name='Maron86']Podziwiam go :loveu:, jeśli by nikt nie reagował na 'zabierz tego kundla' to ode mnie pewnie by oberwał tym kagańcem co go pod pachą twój TŻ miał. Nie znoszę kiedy napalony samiec dobiera się do suki, na szkoleniu mam taką sytuację że napalony lab ciągle molestuje psychicznie moją sukę bo chce się dobrać do niej, dziewczyna nie widzi w tym problemu bo 'on się tak bawi' (zobaczymy dziś jak będę z Szamanem i Magią :diabloti:, Szaman kocha bronić swoich suk więc pewnie lab dostanie niezły wpie****).

[quote name='Angi']jak widać to nie odbyło się w szkole, na oczach szkoleniowca ;)
Jak widać jest to na szkoleniu i odbywa się na oczach szkoleniowca ;)

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

Powiem tak do niektórych właścicieli nic nie dociera, dopiero argument innego samca który warzy ponad 50kg. To jest czekoladowy lab, a właścicielką jest młoda (z mojego pkt widzenia) siksa. Tłumaczone miała żeby nie na kolcach, żeby nie na flexi, żeby pilnowała, żeby panowała, żeby, żeby, żeby. Szkoleniowiec jak dla mnie ma 2 wyjścia, albo zabronić całkowicie spuszczać tego psa ze smyczy co w sumie niczego go nie nauczy, albo wywalić siksę z zajęć gdyż słowne argumenty i tak nie trafiają.
Magia ogólnie tego psa ostro z mordą goni i się w ten sposób przy okazji wyżywa więc straszne rzeczy się nie dzieją, ale ten pies zwyczajnie jest zbyt namolny i nie chce się odwalić :shake:. Dziś mama się średnio czuła więc nie pojechaliśmy, ale za tydzień pewnie będzie się działo i może wtedy do tej siksy dojdzie że nie każdy pies lubi być molestowany :roll:.

zmierzchnica to to jeszcze nic, na FB próbowali nam wmówić że my z wolontariuszami sprzedajemy do Niemiec rasowego dobermana w ciąży. Suka z pseudohodowli (jak się okazało bardzo medialna suka to była :roll:), wysterylizowana w schronisku która w nim spędziła ponad 3lata (właściciel od którego odebrali chyba 15psów z pseudo, które były zamknięte w łazience, w kawalerce :angryy: - walczył o psy sądownie i sprawa się ciągnęła przez co psów nie można było wyadoptować), która miała swoje problemy lekkie i co najważniejsze która wyglądała jak pinczer średni :lol:. Ludzie lubią sobie za monitorem siąść i bruździć na pomagających...

Posted

Maron, mnie też kiedyś spotkały takie plotki, też dobermanką :evil_lol: że daję o DT który nie chce sterylki... a suka jechała do dogomaniaczki sprawdzonej ;) i była wysterylizowana :evil_lol:

Posted

Prywatni przewoźnicy mogą mieć własne regulaminy, ale prawo reguluje poruszanie się z psem przewodnikiem i do niego muszą dostosować regulamin.

Ja większego problemu z podróżowaniem psem busami nie mam. Jestem teraz we wsi, przez którą jeździ tylko prywatny autobus, PKS-u nie ma. Dzisiaj będziemy nim jechać. Kierowcę interesuje tylko kaganiec i kupno biletu za 2 zł dla pupila.

Posted

Maron86 napisał(a):

zmierzchnica to to jeszcze nic, na FB próbowali nam wmówić że my z wolontariuszami sprzedajemy do Niemiec rasowego dobermana w ciąży. Suka z pseudohodowli (jak się okazało bardzo medialna suka to była :roll:), wysterylizowana w schronisku która w nim spędziła ponad 3lata (właściciel od którego odebrali chyba 15psów z pseudo, które były zamknięte w łazience, w kawalerce :angryy: - walczył o psy sądownie i sprawa się ciągnęła przez co psów nie można było wyadoptować), która miała swoje problemy lekkie i co najważniejsze która wyglądała jak pinczer średni :lol:. Ludzie lubią sobie za monitorem siąść i bruździć na pomagających...


Makabra jakaś...:roll: U mnie to poszło dalej: jak się dowiedzieli, z jakiego schroniska pies pochodzi, zaczęli do tego schroniska wydzwaniać, żeby "odebrali tego psa, bo ten TOZ nic nie umie załatwić, nie potrafią go zabrać, a biedne zwierzę się męczy". Domyślam się, że pracownicy schroniska mieli niezły ubaw...:shake: Oczywiście, nadal mają swoje psy głęboko gdzieś, zadzwonili do nas i pytali, o co w sumie chodzi. Psa nie odebrali, ciekaaawee czemu :diabloti:

Posted

No masakra jak nic, ludzie mają naprawdę niezłe poczucie humoru. Ja tam wolę robić swoje i nie zwracać uwagi na takie elementy, ale niestety tacy też psują strasznie nerwy :shake:

Tego psa się tak łatwo nie pozbędą, schronisko nie odbierze bo to 'pański pies', jak im nie zabierzecie tego psa to nie będą mieli miejsca na 'nowego'. Chociaż i tak źle i tak nie dobrze prawdę mówiąc, tu trzeba zimnej kalkulacji....

Posted

Maron86 napisał(a):
No masakra jak nic, ludzie mają naprawdę niezłe poczucie humoru. Ja tam wolę robić swoje i nie zwracać uwagi na takie elementy, ale niestety tacy też psują strasznie nerwy :shake:

Tego psa się tak łatwo nie pozbędą, schronisko nie odbierze bo to 'pański pies', jak im nie zabierzecie tego psa to nie będą mieli miejsca na 'nowego'. Chociaż i tak źle i tak nie dobrze prawdę mówiąc, tu trzeba zimnej kalkulacji....


Ano właśnie, bo skoro oni tak nienawidzą tego psa, to co się z nim dzieje w domu? Nie chcę nawet myśleć. Szczerze mówiąc, zanim zaczęłam działać w takiej organizacji nie wiedziałam, że ciągle trzeba natykać się na problemy natury etycznej.. Prawo jest bezradne lub jego egzekwowanie jest okrutne wobec psa. Czasem jest taka sytuacja, że jak się nie obrócisz, to jest źle.

Teraz pies, stary włóczykij, pogryzł dziecko. Dziecko miało 1,5 roku, a psa znam od lat i nigdy nikomu nie przeszkadzał. Nie wiem, jakim cudem to dziecko weszło z nim w kontakt, podejrzewam, że rodzice je podsadzili psu pod pysk, żeby pogłaskało :roll: Pies trafił na kwarantannę (w klatce w garażu u weterynarza, niewyprowadzany - takie u nas boskie "warunki" dla psów powypadkowych i na kwarantannie :angryy:). Potem.. No właśnie. Pies ma właściciela, jakiegoś lumpa, którego nie da się odnaleźć. Jeśli pójdzie do schroniska to na bank wyszczerzy się na wolontariuszy i pójdzie pod igłę. Na ulicę z powrotem nie wróci. Dt nie ma, zresztą, szans na adopcję też nie. I tak dalej. No i co robić...


A w ogóle, wczoraj miałam sytuację, że opadła mi szczęka i nie umiałam jej podnieść długo. Tym razem w temacie.
Byłam z mamą i psami na pewnym osiedlu, uzupełniać dyspensery na woreczki na psie kupy, bo jako organizacja to robimy.
Potem puściłam psy luzem, jakieś ćwiczenia, piłka... Podbiega spasiona bigla. Szczeka. Odchodzimy, psy za nami, olały biglę koncertowo. Za minutę znowu podbiega i drze japę. Znowu odchodzimy, już daleko, bigla dalej za nami, sztywne łapy, warczy, ale się nie rzuca do ataku - ewidentnie chce nas przegonić, ale boi się ruszyć na stado :shake: Zlokalizowałam właścicielkę, babkę pod 40, kiedy podniosła cztery litery z ławki, widząc, że jej pies lezie za nami już daleko. Pooowoooli idzie. My dalej odchodzimy, bigla za nami, więc w końcu zatrzymuję psy, zapinam. Kobieta przychodzi. Próbuje złapać psa, on oczywiście ze wsparciem zaczyna nas napastować bardziej :roll:Nie wytrzymuję i proszę o zabranie psa.
Ona (warczy): No już! Poza tym psy trzeba wychować, skoro są agresywne!
Ja (w pierwszym momencie zatkana zupełnie): Ale przecież to pani pies za nami biegnie, szczeka i nas napastuje!
Ona: Te psy są głupie! Moja nie atakuje, jest grzeczna, jak w ogóle się odzywasz do ludzi, młoda. Te psy są agresywne!
Ja: Bez żartów, to pani pies ciągle za nami idzie!
Ona (do mamy): Jak ty wychowałaś dziecko, takie beznadziejne, wulgarne i pyskate (...). A te psy są głupie! Głupie są!
Mama: Niech pani nie dyskutuje, tylko zapina psa i odejdzie.
Ona (śmieje się): Wy chyba nienormalne jesteście. Te psy są agresywne.
Ja: Pani pies następnym razem dostanie gazem po oczach i się skończy.
Baba dalej nie zapina psa, wyraźnie jej sprawia przyjemność cała ta akcja, coś pyskuje. W końcu próbuję złapać tego kundla, mówię jej, że ma go zabrać i to trwało długo... Aż nie zapięłyśmy psów i poszłyśmy, a ją już zgasiło, kiedy jej powiedziałam, że pies dostanie albo kopniaka albo gazem i będzie żałować.

Powiem wam szczerze, że nigdy nie widziałam czegoś takiego: totalne zaprzeczenie rzeczywistości. Żaden z moich psów nawet nie warknął na tego psa! Hera raz do niej podeszła na sztywnych łapach i ją powąchała, suka się wycofała, a jak Hera się odwróciła na moje wołanie - z rykiem zaatakowała znowu. Kobieta ewidentnie chora albo świadomie robi takie akcje, zaprzeczając zdrowemu rozsądkowi, żeby człowieka wyprowadzić z równowagi :shake: Kwa mać, naprawdę czasem mam ochotę się ogrodzić trzymetrowym murem, odchodzę, omijam, łapię psy, a ta jeszcze z mordą.. A może powinnam od razu kopać i walić gazem po oczach takim psom, nie wchodząc w dyskusje z idiotami :roll:

Posted

przekopiuję ze swojego wątku,bo nie chcę mi się drugi raz opowiadać tej żenady...

polazłam z Patrykiem na fizjo, idzie obok mojego bloku dziadek taki lekko wczorajszy (albo i dzisiejszy :roll:) z prawdopodobnie wnuczkiem, nie wiem ile lat - może z 10? może mniej?

dzieciak niesie wielki plastikowy karabin, mijamy ich a mój psychiczny piesek oszczekał chłopca :angryy: nie tak agresywnie jak do psów, raczej takie "waldusine" ŁUF ŁUF SPADAJ.

no nic, wymemłałam "przepraszam" pod nosem, dzieciak się nie wystraszył więc ok, idziemy dalej - okazało się, że w tą samą stronę...
dziadek mówi coś do chłopca, wyciąga z kieszeni garść jakiegoś plastikowego śrutu i napycha mu do tego karabinka, dyskutują, ja wchodzę w leśną dróżkę, dziadek z chłopcem za nami dyskutują o tym karabinie, strzelaniu, itd....

Patryk robi sobie spokojnie kasztana, a dziadek kawałek dalej... pokazuje chłopcu jak mierzyć i WSKAZUJE PALUCHEM NA PATRYKA w krzakach :angryy::angryy::angryy::angryy::angryy:

myślę sobie - NO NIE WIERZĘ, niemożliwe - odchodzę kawałek dalej, a dzieciak zmienia cel tym karabinem i dalej trzyma Patryka na muszce :crazyeye: no po prostu mnie zagotowało, najpierw myślałam, że mi się wydaje, bo to tak głupie i nieludzkie, że aż nie mogłam uwierzyć, ale młody się szykuje do strzału :crazyeye: tak więc wzięłam Pata za wsiarz, podchodzę i pytam "celujesz w pieska?", na co dziadek wyskoczył do mnie z mordą w starym, dobrym stylu :roll: czyli: "CO W PIESKA? JAK W PIESKA? HRR CO W PIESKA, PÓJDZIE STĄD, HRR", na zasadzie "odwal się pani od dziecka".

myślałam że wykituję, co za bezmyślność :angryy: jakby mi młody wystrzelił tą kulką, to dziadek wyciągałby ten karabin z dupy, przysięgam :angryy:

Posted

...to było tak podręcznikowo durne, że myślałam, że mam zwidy i sobie dopowiadam, ale odsunęłam się a dzieciak ewidentnie trzymał psa na muszce przy aprobacie dziadka - to nie było takie dziecięce mierzenie do byle czego (dzieciaki często robią durne rzeczy typu celowanie w ludzi, itd.), bo dziadek pokazywał paluchem NA PSA!

jakby strzelił, to - pomijając fakt, że mógłby taką kulką uszkodzić coś psu - to w wyniku huku i bólu od kulki Patryk na bank by się poschizował i mielibyśmy dodatkowy problem w postaci darcia ryja na dzieci, które i tak średnio lubi...makabra.
facet miał takie lico, jakby trochę nie stronił od alkoholu, więc to miała być pewnie taka patologiczna rozrywka, ale naprawdę - litości - strzeliłby tą kulką i co? pies zaskomli i się pośmieją? a ja będę stać i patrzeć?

Posted

zmierzchnica - ja przy DT nauczyłam się jednego, nie każdemu psu jesteśmy w stanie pomóc. Brutalna kalkulacja pokazuje że lepiej pomóc 3-4 innym, normalnym psom niż 1 agresorowi z którym będą mieli przyszli właściciele problemy. To jest brutalne, to jest zimne, możliwe nawet że to w pewnym sensie brak uczuć bo starszemu psu który kogoś pogryzł też należy pomóc - tylko szczerze czy to ma sens?
Tak jak piszesz ten pies być może ma piekło, ale czy jeśli go odbierzesz to masz pewność że zaraz po wakacjach nie wezmą nowej maskotki?

Pani Profesor, nie takie rzeczy się widziało. Na Szamana chciało napaść w grupce (3 dzieciaki) z kijkami w ramach 'zabawy', podbiegli i wymachują, Szaman zdziwiony bo lubi dzieci, ale te jakieś nie ogarnięte. W końcu mówię że jeszcze krok, a ściągnę psu kaganiec. Dzieciaki w śmiech (w końcu Szaman merdał ogonem i miał swoją głupią minę z serii 'pomiziaj mnie'), ściągnęłam, popuściłam smycz, a że Szaman widział psa za dzieciakami to wyskoczył z mordą i darciem na 2 łapach stojąc. Dzieciaki w ryk i w nogi, ja swojego uspokoiłam, a ten biedny przechodni samiec na plecy się wywalił i okazał uległość.
Najlepsze jest to że teraz Szaman tego samca lubi, dzieciaki dalej lubi, a ja mam spokój jak te dzieciaki spotykam to jest tylko 'uważaj na tą psychiczną babę z tym walniętym mordercą' :loveu:. Jeszcze lepsze jest to że większość dzieciaków jak widzi Szaman to leci do niego wołając głaskać go :eviltong:

Posted

Pisałam już u siebie, sytuacja sprzed kilku dni. Idę spokojnie ulicą z psem, a jakiś facet wyskakuje z łapą do Viki i "ugryź, no co jest, ugryź" :angryy: Nie wiem, co on miał w tej swojej głowie, najwyraźniej służy mu tylko po to, by woda nie lała się do środka. Lepiej, żeby nie trafił na psa, który mu się odwinie...

Teraz tak sobie myślę, że już go chyba spotkałam kiedyś, ale zaczepiał innego psa i świńskim truchtem się oddaliłam, gdy skierował się w naszą stronę. Faceci są be, to znaczy toleruje ich, ale kiedy coś się stanie z udziałem faceta (przestraszy ją), cały dzień ogląda się za siebie. W przypadku kobiet takiego problemu nie ma
:roll:

Posted

Miałam kiedyś podobną sytuację, stoję sobie przed sklepem z czarnymi (Szaman i Magia), mama robi 'zakupy' (kupuje chleb). Podchodzi facet nie powiem że wczorajszy, chyba miesięczny :shake:. Pyta czy może pogłaskać, mówię że nie bo zaatakują. Ten coś ględził od rzeczy i podłazi, ja psy odciągam gotowe do ataku, a ten na nas. W końcu szlag mnie trafił, przestałam się wycofywać i popuściłam smycze (ale tak żeby mimo wszystko mu nic nie zrobiły jeśli nie podlezie). Frajer zaczął coś do Magii gadać, przy czym ona nie cierpi żuli, wyskoczyła z mordą na niego i się tak drze dobrych parę minut, Szaman na 2 łapach....
pytam się kulturalnie czy może się odsunąć, a ten co? 'Co nie można już sobie stać, co to kur** za psy że mordę drą', to mu mówię 'takich śmierdzących żuli nie trawią, mają w genach tępić hołotę'. No i się zaczęło :evil_lol:. W końcu matka nie wyrobiła, wyskoczyła ze sklepu jak z procy i mówi 'co się z frajerem cackasz, dzwoń na policję'. Przyznam szczerze że tak szybko zwiewającego żula to jeszcze nie widziałam :diabloti:.
Psy go nie wystraszyły, moje nastawienie go nie wystraszyło, a tekst 'dzwoń na policję' i facet się ulotnił.

W 99% wystarczy w takich sytuacjach tekst 'spadaj, albo psu ściągnę kaganiec' z efektownym staniem 54 kg psa na 2łapach. Zdziwiło mnie że się nie wzruszył jak jakieś 100kg 'psa' chciało go zamordować.

Posted

Viki do tej wagi brakuje, no i ona prędzej zwieje, niż kły pokaże. Z żulami problemów nie mamy, pogadają, popatrzą, ale nie dotkną, ani nie zaczepiają natarczywie (tfu, tfu), czasem o papierosa zapytają. Chyba rozsiewam jakieś dobre feromony na żuli :evil_lol:

Posted

Sytuacja PP przypomniała mi jedną sytuację na psiej polanie, kiedy przyszła babcia z wnukami strzelającymi z łuku.. Przy pełnej aprobacie starszej kobiety strzały padały wśród psów, tu i tam na kilkadziesiąt metrów. Mimo że odeszłam jeden łuk wbił się w ziemię metr od mojego psa:angryy: Oburzenie było, kiedy mój pies łuk wyciągnął. Na szczęście nie poszło w moim kierunku:mad: bo ryknęła na dzieciaki, że nie po to pieniądze wydawała, żeby popsuli i jak się nie umieją bawić to zaraz zabawki zabierze...

Posted

Szok że nikt jej tam nie skrzywdził i tych jej wnuczków :shake:, przecież strzałą można zabić psa :angryy:. Chyba bym nogi z d*** powyrywała, a jeśli chodzi o moje psy to od kiedy mam Szamana stałam się drażliwa na pkt bezpieczeństwa.

Ja miałam dziś miłe zaskoczenie od 'psiary'. Trenuję sobie Szamana (we wtorek jedziemy na seminarium z ratownictwa to i oleju muszę mu do głowy wlać :eviltong:), Szaman siedzi sobie na ławce, podbiega terierek średni i się zaczyna postawą sadzić, Szaman z ławki zlazł i spojrzeniem próbował go zabić. Ares (ten terier, znam typka) zwątpił w swoje możliwości, obszedł Szamana łukiem sprawdzając na ile sobie może pozwolić. Podszedł do drzewa które stało w takiej odległości by Szaman go nie dorwał, ale jednocześnie tak by było go widać. Szaman w nerw, ale się nie pluł tylko stał czekając na okazję.
Nagle się obudziła właścicielka psa, podbiegła odganiając swojego i ... przeprosiła mnie :-o. Powiedziała że nie zauważyła nas (nie wiem jakim cudem, ani ja, ani Szaman do małych nie należymy :eviltong:), powiedziałam jej że nic nie szkodzi i że bałam się że Szaman go dorwie bo akurat kaganiec miał zdjęty (łatwiej przysmaki dawać).
Ogólnie miło mnie zaskoczyła, nie udawała że nie jej pies, ani że 'on chce się tylko przywitać'. Bardzo miłe zaskoczenie :D

Posted

A ja z dzieciakami miałam wczoraj pozytywne doświadczenie. Szłam koło szkoły, na boisku blisko ogrodzenia dwaj chłopcy strzelają petardami. Ja już szykuje się żeby im coś powiedzieć. Wystrzelili petarde, chłopak (nazwijmy go nr.2) zauważył, że idę z psem (psisko przerażone - boi się wystrzałów).
Nr1: Dawaj następną
Nr2: Nie bo pies idzie
Nr1: A no
I odeszli. Kolejny cichy wystrzał słyszałam jak byłam hen daleko :loveu:

Posted

Dobrze, że zareagowali. Zabawa zabawą, ale nawet człowiek może nieźle się wystraszyć. W jakimś przedstawieniu dla dzieci był moment, gdy "pies" zjadł petardę i ona wystrzeliła. Niby "edukujące", ale traumę mam do dziś.

Kiedyś szłyśmy z Viki na spacer, po drodze mamy kładkę. I tym szczylom nie włączyło się myślenie, tylko odpalali petardy w takim miejscu, by było głośniej. Najwidoczniej przerażenie psa sprawiało im radość (widzieli mnie z daleka, petardę odpalili, jak byłam blisko).

Posted

Ja mam to szczęście że tylko Magia się boi petard, Szaman je 'obserwuje', a Jeanne leci w ich stronę (chodzi na smyczy więc spoko) i obszczekuje zajadle z agresją (to na 100% nie jest strach).

Posted

Ja miałam kiedyś taką sytuację. Szłam koło cmentarza, nagle patrzę a za nami jakiś facet wdrapuje się na parkan i zaskakuje. Reakcja mojego piesa bezcenna. Pięknie oszczekał faceta, oczywiście przed tym nabrał prędkości z przerażenia. Kiedy się gapną, że to nic do niego, odpuścił (dobrze, że był na smyczy, bo tak to mogłabym go ze świeczką szukać)

Posted

Do parku w którym często bywam z Tiną przychodzi pani z suczką JRT. Sunia jak tylko wejdzie do parku jest spuszczana ze smyczy, przychodzi na plac gdzie spotykają się psy. Ostatnio często jestem tam na placu, bo przyjaciółka przeprowadziła się znowu do Torunia obok mnie i nasze psy razem się tam bawią. JRT ogólnie ma dobry kontakt z psami, ale chyba tylko z małymi i tymi co zna. Na Tinę za każdym razem z daleka szczeka, a jej pani tylko mówi "Uspokój się, piesek jest ładny nic Ci nie zrobi". Zazwyczaj ona tak stała i darła jape przez jakieś 10min, Tina stała na smyczy i patrzyła na nią jak na królika, a ja w końcu stwierdzałam że idziemy, bo nie chce słuchać tego ujadacza.
Ostatnio stwierdziłam, ze skoro my zajęłyśmy plac pierwsze i szczekacz jest puszczony to Tiny też nie będę zapinać.
Właścicielka doszła już do placu, pies stał z 20metrów dalej i darł japę do Tiny, więc Tina poszła zobaczyć o co chodzi. Jak tylko zrobiła krok to JRT dała nogę, a Tina za nią. Pognała ją z 50m, zatrzymała się i wróciła dumnym krokiem.
Pani poszła po swojego pieska, na smyczy przyprowadziła na plac, więc ja też zapięłam swoją. Tina grzecznie stała, nie rzucała się, a mała na siłę była do niej ciągnięta.
I tu moje ulubione: Pani na siłę chciała żeby psy się obwąchały, na rękach swoją zaczęła przystawiać do Tiny, więc oczywiście terierka pokazywała zębolki. Pani tego nie widziała, ale Tina doskonale zauważyła i buchnęła w nią ostrzegawczo paszczą.
Myślę, że ich przyjaźń została spisana na straty :(

Posted

Talia, Lilo kilka dni temu ze strachu zaatakowała bernardyna. Duża na swoim własnym podwórku atakowana, więc postanowiła się odgryźć. Wielka panika, krzyk, wrzaski i ogólnie bardzo groźna i niemiła sytuacja. Lilo zabrałam do domu na noc. Następnego dnia już się bawiły, choć Lilo jeszcze lekko spięta, to cieszyła się na widok dużej. Więc niekoniecznie spisane na straty :)

Posted

Ja znów miałam sytuację z powalonymi sąsiadami, stare tetryki karmiciele kotów.. Od nie wiem ilu lat robią ludziom problemy, chyba jesteśmy zbyt kulturalni (jako sąsiedztwo) i nikt się z gó**** nie chce babrać.
Tym razem po południu szłam ze swoimi czarnymi. Moje na smyczach, w kagańcach, ja już praktycznie 'na wyjściu' w klatce (na parterze stałam). Ta wykminiła że wejdzie mi na chama na psy które jej i jej mężusia nienawidzą, on pijak, ona agresywna i wielka paniusia. W każdym razie pcha się, a ja twardo stoję na tym półpiętrze tak że nie ma szans przejść, jedynie może stanąć przy skrzynkach i poczekać lub wyjść. Po chwili przekonywania swojej suki (bez smyczy czy też kagańca) że moje psy jej nie zeżrą stwierdziła że jednak jej nie ustąpię, jej pies zaczął się kręcić, zlał się na klatce (nie pierwszy raz), ona zaczęła ją woła pod te skrzynki, suka znów w kółko się kręci i pcha się na moje psy.
W końcu baba zaczęła klnąć od kur*, piz*, szm** itp. otworzyła drzwi od klatki i woła swoją sukę, a ta znów kółeczka, znów szwendanie się i w końcu odeszła i wyszła na dwór. Ja spokojnie (o dziwo żaden z moich nawet nie warknął) wyszłam z klatki.
Jak wychodziłam wieczorem to znów na nią wlazłam (przypadkiem), tym razem ze swoim zapitym mężusiem była przed klatką. Jak wyszłam z czarnymi usłyszałam jak na mnie narzeka że bezczelna, że chamówa, że niewychowana, że nie chciałam jej przepuścić.

Przyznam szczerze że tak długo nam zatruwali życie że się zdecydowaliśmy na psa rasy mastif tybetański. Naprawdę teraz mamy spokój, tyle że się plują to nic, w końcu nie lecą z łapami do moich rodziców tylko dlatego że wygonili w lato kota z klatki który szczał, srał i prychał na psa gotowego go zabić... Tak więc bardzo mnie cieszy taka sytuacja :evil_lol:

Posted (edited)

Ech,mam doła....
Mój mąż dla świętego spokoju (czyli żebym się nie czepiała jego mamusi i nie nasyłała nikogo) powiedział mamusi,że teraz jest taka akcja,że ludzie z psich fundacji jeżdża i fotografują psy na posesji a potem nasyłają urzędników z gminy.Więc co zrobiłsm moja teściowa? puściła pieseczka z łańcucha.Już tydzień jak go nie ma.Widzę,że spisała go na straty bo buda zabrana ze starego miejsca i nieco rozebrana..Przypuszczam,że pies nie żyje.... i to przeze mnie...

Edited by gojka

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...