Jump to content
Dogomania

Leaderboard

Popular Content

Showing content with the highest reputation on 06/21/21 in all areas

  1. Lumi to inteligenta bestia:) W jej zagrodzie, w tym kurniku za drugimi drzwiami trzymam podręczne smaki,drzwi zamykają się ciasno i tylko przyciskałam bez zaszczepki.Rano przyniosłam nową paczkę pasków z kaczki,które Lumi uwielbia.Przydział do porannej lekcji dostali ,a resztę tam schowałam.Psy odpoczywały,Lumi również,a ja poszłam do ogródka przy domu.Słyszę jakiś stukot,zerknęłam,że Marcel z Majką swoje tańce zaczęli,robię więc dalej,słyszę szelest,no ale przekonana,że to Majeczka.Myślę, idę jednak zerknę,bo szuranie jakieś mocne, zobaczę co robią.Zaglądam i oczom nie wierzę:)...u Lumi na wybiegu peeeełna stołówka i ona stoi zadowolona :)....Dama otworzyła sobie te kurnikowe drzwi,wyniosła wszystkie dobroci na trawę i stół szwedzki zrobiła:)....leży worek z uszkami,2 paczuszki drobnych trenerek,papierowa torba z wkrętami,opakowanie trykotek,opakowanie Rumentabsu,wiaderko po żwaczach (wcześniej zjedli) i poranne opakowanie Rinti pasków z kaczki. Zjadła całą paczkę tych Rinti ,bo te są jej najpyszniejsze i stoi przy worku z małymi uszkami :),które też uwielbia.Na szczęście kilka ich może zjadła,bo w worku uszek dużo było.Trenerki i cała reszta leżało . I tak porządziła Dama dziś sobie:)...szkoda,że nie miałam telefonu przy sobie jej stół nagrać:)...ale po chwili znów próbowała otworzyć:)
    8 points
  2. Wypuszczam je na ogród, pobiegają i zaraz wracają do kojca, bo... jedzenie...za michę oddadzą życie!... I widzę, że Duduś taż napadł z zębami na Cudkę, bo ją pogłaskałam. Przychylam się do teorii naszej konfirm, że po prostu nie są wychowane przez matkę, nie reagowała, jak się podgryzały i płakały. I jeszcze myślę, ze musiały bić się o jedzenie, o każdy kęs, bo dam głowę, ze chłop nie karmił maluchów, tylko dawał jakieś żarcie matce. Tu była walka o byt. Dobra wiadomość :) Tomek był w kontakcie z panią, która niedaleko kupił stary dom i tam mieszka. Mówiła o przygarnięciu małej suni. I dziś przyjechała, bardzo sympatyczna kobieta, i wybrała sobie Cudkę. To znaczy zaklepała, bo jutro jedzie do Warszawy na drugie szczepienie, i wróci w niedzielę. Akurat maluchy już będą zaszczepione pierwsza dawką na wirusówki.
    3 points
  3. Wicek dojechał wczoraj i bardzo wesoło nas przywitał, jakby maksymalnie z Wrocławia przyjechał. To taki mały dziecinny psiaczek, wszędzie go pełno, ogonek mało mu się nie urwie. Wg paszportu urodził się w październiku 2020 r., ale pójdziemy do weta, to oceni swoim okiem. Mam wrażenie, że na zdjęciach wyszedł większy, niż jest w rzeczywistości.
    3 points
  4. Zazwyczaj jest tak, że kiedy kot ucieka, to pies za nim biegnie, a jeśli kot stoi i patrzy - pies robi to samo...jak podejdzie za blisko - kocie "pac" uczy psa szacunku ;)
    2 points
  5. W koncu udalo mi się dowieść Ivcie na badania.Wyhiki morfologi będą dzisiaj.Tarczca za kilka dni.
    2 points
  6. Za to ,że nie wysterylizowali suni w schronie to z wielką przyjemnością skopałabym im tyłki ( i nie tylko ) .Wiem, że to niczego nie zmieni ale jestem wściekła !!!
    2 points
  7. Suvi juz co dzień ma otwartą zagrodę, ale na razie jeśli wychodzi to tylko w jej pobliżu. Szkoda, bo akurat tam mieliśmy wysypywane materiały budowlane i jest piach, wiec nie ma trawy, a większość ogrodu to ogromna łąka. Wykosiliśmy na razie tylko potrzebne ścieżki, wiec psy mogą buszowac i tarzać się w roślinności. Mam nadzieje, ze z czasem się przekona i zacznie zwiedzać teren.
    2 points
  8. Musimy się dobrze zastanowić bo to bardzo poważna sprawa ta operacja Shiluni. Najpierw jednak badania, bo jeśli byłyby przerzuty , o czym nawet nie chcę myśleć, to operacja tylko osłabi organizm. Dalej pytanie gdzie ta operacja, w jakim stopniu, czy tylko same guzy czy łącznie z listwą, listwami. a to z tego co się dowiedziałam to kroi się cały brzuch i to jest bardzo bolesne dla suni :(, no i czy jeszcze robić łącznie sterylkę, czy to nie za duże obciążenie dla organizmu suczki, która była tyle lat w schronisku ? Na pewno trzeba przeczekać upały, dobrze żeby stres minął bo to też ważne, i żeby organizm troszkę się zregenerował. Nie wiadomo też co będzie jak się otworzy .. tak że bardzo się boję. Nie mam w tej sprawie żadnego doświadczenia, tak że jak coś to proszę piszcie co uważacie, Wasze rady, żeby zrobić wszystko jak najlepiej dla suni.
    2 points
  9. Maluch jest delikatniejszej budowy niż na zdjęciach ze schroniska, chociaż cięższy. Mam nadzieję, że jak poprawi się stan jego skóry, przekona się że jest już bezpieczny i ma wszystko czego potrzebuje to się uspokoi i przestanie bać. I jeszcze takie zdjęcia.
    2 points
  10. Tak straciłam znajomych. I dobrze. Żaden wet nie chciał uśpić psa po mamusi. Mieszkanko się chętnie przytuliło, a psiaka nie. Nie żałuję tej znajomości.
    2 points
  11. Oczywiście że pisać :-)) Trafiłam na ten wątek niedawno, ale bardzo lubię tu zagladać, i jestem pewna że nie tylko ja.... Dobra energia i ciepło aż bije z Twoich postów, i mimo że pieski zmagają się z chorobami i starością, jest tu optymizm i nadzieja. Budująca jest świadomość, że są miejsca, gdzie stare i schorowane psy nie są ciężarem lecz maja opiekę, troskę i morze miłości. Reasumując - bardzo proszę w wolnej chwili pisać, bo my tu jesteśmy :-))
    2 points
  12. Taki skarb, a tyle lat w betonowym więzieniu, nie mogę tego przeboleć. Straciła młodość, zdrowie, nie słyszy, źle widzi, a właśnie teraz te zmysły przydałyby się, żeby móc w pełni cieszyć się życiem.
    2 points
  13. dla cioteczek, Kasia napisała,że noc spokojna, Papiś super pies,a jamniś Lolek zakręcony,Kasia napisała,mój geriartyk jamniś się zafiksofał,zakochał w Papisiu. Relacje pozytywne, Pozdrawiam,pa
    2 points
  14. Prawda?...,aż tak lżej na duszy jak spojrzy na takie zdjęcie psów po przejściach:) Tylko,że trochę to jest zdjęcie "przypadku" i rzeczywistość jest, by nie powiedzieć lekko inna:) Psiaki cudne,radosne,zrelaksowane,i nawet ten najmniejszy "kosmita" się uśmiecha:)- ależ miło było móc patrzeć na żywo! Przerażenia żadnego rzecz jasna nie ma,wyglądają na najnormalniejsze w świecie, i nikt z boku by nie powiedział,że mają jakiekolwiek problemy,czy że jest im źle. Najgorzej może nie mają,ale te uśmiechy to nie są szczere z wielkiego zadowolenia bo np.mnie mają z boku:), na mój widok żaden z blondasków nie ucieszył się jeszcze nigdy (maluch zaczyna na wózek ,a delikatnie Lumi na widok smyczy zaczyna). Przy mnie jeszcze tylko w niektórych sytuacjach oboje są wyluzowani i nie jest to na porządku dziennym ,ani żadną normą. W sumie to pierwszy raz,że się tak wszyscy mocno "stłoczyli" do kąta i wyglądają jak zgrana paka,a przyjaźni pomiędzy wszystkimi też jeszcze nie ma- jedynie tolerują i akceptują wzajemnie. Powodem tego "szczęścia" na pyszczkach był oczywiście upał......a relaks prawdziwy,bo ja w drugim kącie siedziałam zajęta swoimi sprawami dłuższą chwilę bez ruchu. Przez upał każdy bez sił i chciał w cień na piach w jamy, gdzie Lumi sobie zrobiła,najpierw przetasowywali się i jakoś poukładali sobie. Ale ciekawe ujęcie raczej mi się udało uchwycić i życzyłabym sobie,żeby takie uśmiechy móc oglądać przy różnych zwykłych okazjach jak najszybciej. Psiaki oddajemy do hoteli,dt,w różne miejsca i chcę Was bardzo mocno uczulić,żeby po kilku wstawionych zdjęciach nie oceniać czy psu w danym miejscu jest dobrze,czy jest tam szczęśliwy,zadbany,czy wybiegany.Proście o dłuższe filmy,zwracajcie uwagę na drobne szczegóły i wówczas ocenę łatwiej wyciągnąć,bo jak widać po tym zdjęciu łatwo o przynajmniej częściową zmyłkę tego "szczęścia" na pyszczku ,zwłaszcza latem.
    2 points
  15. u Marcelka wstawiłam,ale i tu wstawię,bo może niektórzy tam nie zaglądają,a fajne ujęcie dziś udało się złapać dwójki blondasków:)
    2 points
  16. Wybiegam przed szereg...., dla wszystkich zainteresowanych,Kasia napisała: Papiś jest już w domku,na razie zwiedza zafascynowany królikami,a nasz jamniczek za nim chodzi krok w krok:) Tak bardzo się cieszę...bardzo Pozdrawiam.
    2 points
  17. Napisałam PW do bukowa. bukowa odpisała , że przyjeżdża do niej sunia ze schronu w Nowodworze.
    1 point
  18. No rozumiem gwizdnąć masło czy kotlet ze stołu,ale żeby zrobić włamanie do kurnika? :):)...do głowy mi nie przyszło,że coś takiego pies może zrobić z zaciśniętymi drzwiami bez żadnej klamki:) Bo tam klamki nie ma,ani żadnej rączki syn zrobić nie zdążył i otwieram ciągnąc za boczną drewnianą listwę:)..zamykają się ciężko i kolanem dociskam,otwierają ciężko....Lumi,całą obsługę drzwi musiała mocno przyuważyć jak to się robi:):),...bo,że tam chowam to na oczach robiłam:) Ale żałuję,że szybciej sprzątać zaczęłam,a nie pobiegłam po telefon nagrać jak ona te rzeczy rozniosła po wybiegu:),..nie stały przy schodach,nie:)...najbliżej schodów były trykotki w folii,z metr dalej opakowanie trenerek, papierowa torebka z wkrętami równiutko stała jeszcze dalej, reszta smaków poroskładane wzdłuż całego wybiegu:)...a Lumisia przy uszkach ucztowała:) Łebski pies,..od początku to widziałam,ale nie myślałam,że aż taką ma główkę:)
    1 point
  19. Piszesz,że jest Nowy Lucuś-oby trafił do domku gdzie będzie kochany i szanowany ponad wszystko-dużo jest takich ludzi ,którzy miłują pieski tak mocno,że rezygnują z własnych pragnień byle wynagrodzić szczególnie tym bidulkom ze schronisk lata cierpienia i poniewierki-tak jak Pani prowadząca dolnośląskie Staruszkowo-ma obecnie 47 piesków z reguły ponad 10-cio letnich,schorowanych i potrzebujących, specjalnej troski-ale tak jak dzisiaj się wypowiadała na Faceboku-czuje się bardzo potrzebna właśnie Im i poprzez bezgraniczną miłość do Nich znajduje siły by się Nimi opiekować przez 24 godziny na dobę !Cieszy się ,że są wolne ,bez kojców ,klatek,że drzwi z domu na łączkę/ogrodzoną / są otwarte od Wiosny do Zimy przez cały czas-mogą czuć się dobrze i żyć zgodnie z wolnościową naturą-podziwiam Tą Panią-należy się Jej największy szacunek.Planuję zrobić Jej niespodziankę i Ją odwiedzić oraz dofinansować ,bo wiem ,że te bidulki co ma będą miały jeszcze lepiej.Mój Lucuś był dzisiaj na badaniu kontrolnym u swojej Pani Doktor-wszystko już prawie jest OK ! Leki odstawione,specjalistyczna karma ustalona,była zaskoczona Jego zmianą po fryzjerze- oczywiście na plus -a On sam rozdawał buziaki w Poczekalni pieskom ,kotkom o Paniach nie wspomnę-bardzo pogodny ,szczęśliwy,bez oznak bojażni-taki ukochany Serdelek,bo przytył na diecie 0,5 kg.Ale się nie dziwię bo jak wołam do żony z Jadalni "obiad na stole " to oczywiście pierwszy w Jadalni jest Lucek ,siada obok mnie, nakładam mu zmodyfikowany dla Niego obiadek -zajada pierwszy a potem oczywiście My.Jest taki kochany ,że najchętniej to by siedział u mnie na rękach,a jeżeli już musi położyć się obok ,to obowiązkowo muszę Mu położyć rękę na główce -to wtedy jest dobrze.Tak samo śpi cały czas przytulony do mojego boku albo kładzie mi się na ręku.Nie wyobrażam sobie zresztą by było inaczej.Zalicza obowiązkowe 3 spacery osiedlowe dla zdrowotności swojej i mojej !Tyle na dzisiaj wieści
    1 point
  20. Takie spotkania są bardzo wzruszające.
    1 point
  21. oj, ogromne szczęście miały! U nas na działkach jakiś potwór wyrzucił dwoje malutkich szczeniąt w zamkniętym kartonie. Zanim je ktoś znalazł, jedno już nie żyło :( :(
    1 point
  22. Nie mam doświadczenia i w tym przypadku zdałabym się na weta. Sterylka to podstawa ,bez niej nie ma sensu usuwać guzów a z tego co słyszałam to z reguły weci łączą oba zabiegi. Wszystko zależy od kondycji suni bo zabieg jest rozległy.Jak wszyscy bardzo martwię się sytuacją Shilii ale mam nadzieję na szczęśliwe zakończenie.
    1 point
  23. Ares lubi słońce i teraz, przy takich upałach, choć może na podwórku łazić sobie pod orzechem to drepcze właśnie na otwartym słońcu. W głowie mu się przestawiło? Na szczęście - szybko zabieram go do domu, nie czekam aż sam się na to zdecyduje.
    1 point
  24. Upał koszmarny. Podczas pobytu na działce wychodziliśmy z psiakami tylko na wyjścia higieniczne. Na wyjściach Gajulka, pomimo tego że upał dokuczał, dzielnie wędrowała z uśmiechniętym pycholkiem. Pozostały czas mała mordka spędzała leżąc w cieniu A Iguś wykazywał zainteresowanie piłką nożną
    1 point
  25. To zależy od weta. Mój dawny wet, do którego czasem chodziłam i chodzę po typowe psie leki, bo u Niego jest taniej, nigdy nie brał i nadal nie bierze ani grosza, za wypisanie dla psa ludzkiego, potrzebnego mu leku. Moja obecna wetka (lepiej wyposażony gabinet, szersza diagnostyka), zawsze brała opłatę 10 zł za wypisanie recepty na ludzki lek.
    1 point
  26. 1 point
  27. Wrócę na chwilę jeszcze do tej nieszczęsnej smyczy.Nie jestem jakąś niezdarą,czy trusiem,że wyciągnąć na siłę bym nie potrafiła:). Robiłam to wiele razy i wiele psiaków uczyłam chodzić,w tym i trudniejsze(dt jestem nie tylko na dogo). Człowiek jest silniejszy i sposób znajdzie żeby nad psem być górą i jego ujarzmić,ale nie o to chodzi.W wyciąganiu trzeba widzieć sens tego wyciągania,czy stan psychiczny psa pozwoli na przełamanie strachu do smyczy,a nie dla samego wyciągania i własnej satysfakcji. Przy Morisie jak siedział 2 doby w klatce też mi radzono,wyrzuć go z klatki ,zabierz klatkę.Co ja zyskałabym takim wyrzuceniem dzikusa z bezpiecznego mu wtedy miejsca?,wyskoczyłby przerażony i zmuszony byłby w popłochu szukać sobie innego schronienia,a ja nawet ogona bym nie zobaczyła.Dla mnie w niczym by to nie pomogło zupełnie i sensu robić tego nie widziałam,a jemu tylko większego strachu dodało.Posiedział 4 doby spokojnie obserwując otoczenie,poczuł na tyle bezpiecznie,że sam uznał,że może wystawić z tej klatki łapy.Wybór psu dałam,żeby poczuł bezpiecznie,a nie czuł z mojej strony zagrożenie.To samo było z wyciąganiem jego na smyczy bez przygotowania,bo już i natychmiast trzeba...Inną drogę obrałam i w ogień ze mną dziś pójdzie i na wszystko zrobić pozwoli.Dla mnie pies ma być ufny,a nie poddany panu. Marcelek by się nie poddał,nie podporządkował ,a o nauce mowy by nie było,gdybym miesiąc temu go wyciągała, ani nawet dziś...tego jestem pewna:( Nie uważam ,że jeden sposób,ten siłowy, można stosować w każdym przypadku i do każdego psa przy nauce smyczy...do Danego psa trzeba sposób postępowania dostosować. Przykładem niech będzie ostatnia Majka,która spędziła w hotelu u behawiorysty 9m-cy wbita w fotel,gdzie nie poradzono z nauką smyczy,nie oswojono i siedziała niekontaktowa,że sunia półdzika.Majka była wycofana,zalękniona i w bardzo złym stanie psychicznym przyjechała,żal było patrzeć na jej zachowanie,ale podeszłam do niej jednak siłowo,bo widziałam,że pomimo jej przerażenia do smyczy,to sunia sobie poradzi,bo traumy w niej nie było a tylko lęk,który da radę pokonać.W 2 tygodnie nauczyliśmy się chodzić, a nawet jeździć autem.Nie piszę,żeby się chwalić jaki ja bohater,daleka jestem od tego,ale że aż taka głupia chyba nie jestem jak się pewnej osobie wydawało,że psa nie wyciągnę z kojca.Fachowcem ani żadnym specjalistą też nie jestem, jednak podstawy psiej psychiki i zachowań poznać swego czasu jako takie poznać musiałam i chciałam i czarne od białych odróżnić psy umiem. Niektórzy znają z FB historię Bony/Majki.
    1 point
  28. Ja też bardzo się cieszę, że z tego niewinnego zapytania na FB zrodził się taki domek:). Życzę Papisiowi dużo miłości.
    1 point
  29. Ja też myślę, że przerzucanie jej z miejsca na miejsce to nie jest najlepszy pomysł (zwłaszcza, że nie ma gdzie). Ona musi powolutku w swoim tempie. Jaaga stworzyła jej super warunki, adekwatne do jej aktualnych potrzeb. I tyle. Teraz trzeba troszkę poczekać.
    1 point
  30. ewu - co z sunią? Jest następna malizna,a co z Suzi? Napisz,proszę.
    1 point
  31. Tak, to prawie 8 lat, pyszczek siwiutki, ale ciało energiczne, chociaż lekko baryłkowate. Uwielbia jedzonko i wędrówki, z młodszymi braćmi szaleje, jest pełen radości, wszystko mu pasuje, na krok mnie nie odstępuje, jest moim najwierniejszym towarzyszem
    1 point
  32. Bardzo cieszę się, że pomoc tak sprawnie idzie. Wczoraj bez perspektywy został szczeniaczek jamnikowaty. Transport tez nie doszedłby raczej do skutku, bo musiałoby być 5 psiaków, a brakowało. Ola zgodziła się opłacić transport dorosłego małego pieska, którego tu pokazywalam. Aż tu w rozmowie z Olą okazało się, że pozostale psiaki z tego transportu jadą właśnie do Szafirki. Zadzwoniłam szybko do Toli i zgodziła się go wziąć na siebie, a Ola zgodziła się pokryć koszt jego przyjazdu do Polski. Tym sposobem skompletowała się ekipa do wyjazdu i 5 psów opusci schronisko.
    1 point
  33. Gabi, taki był plan, aby księżniczka miała istnie królewskie życie :-)) Tutaj jeszcze zabawy z koleżanką na plaży.
    1 point
  34. U nas nawet upały są znośne. Jest dużo zieleni, cienia, a grube mury budynku z boksami izolują od wysokiej zewnętrznej temperatury i dlatego wewnątrz jest chłodniej. Sunia codziennie szaleje z Popo, bawią się razem jak dwa szczeniaki. Często po prostu siadam i patrzę jak się bawią i nigdy mi się to nie nudzi:) Najbardziej lubią się "kłócić" o jakąś zabawkę, którą sobie porywają i walczą o nią. Popo jest spryciarz i często udaje, że znalazł coś ciekawego (często to jest zwykły kamień), a jak Andzia wypuści zabawkę z pyska, żeby zabrać młodemu znalezisko, to ten od razu porywa to, co sunia porzuciła. A znów Andzia jak widzi, że Popo traci zainteresowanie zabawką, którą ma w pysku (z racji gabarytów sunia ma trochę przewagi i najczęściej to ona dzierży zdobycz), to podchodzi do niego i przypomina się trącając go tą zabawką:)
    1 point
  35. Bo taki jest. Kilka dni temu Kaj zafundował mi mega stres i przedterminowy ekspresowy powrót męża z Gdańska. Ktoś oddrutował zabezpieczoną nową bramę i Kaj uciekł. Byłam samiutka na wsi, bez samochodu i przez 8 godz., do 2.00 w nocy go szukałam. Borys nie dosć, że nie uciekł, jak była okazja, to kiedy psy korzystajac z pustego domu, kiedy ja szukałam Kaja, władowały się do pokoju gdzie są koty, nie skrzywdził żadnego. Wyobraźcie sobie, że koty paradowały z psami po domu, jak wróciłam, a Borys nawet nie ruszył klatki z królikiem, na punkcie którego miał wczesniej totalnego fizia. Kocham po prostu tego dżentelmena. Wierzyć się nie chce, że w tak krótkim czasie stał się domowym przytulaskiem.
    1 point
  36. Ta pierwsza to pewnie od Shirayuki Dałam bezpośrednie konto ZEA, bo chciała poza bazarkiem coś dołożyć dla suni.
    1 point
×
×
  • Create New...