Leaderboard
Popular Content
Showing content with the highest reputation on 08/22/19 in all areas
-
Widzę, że mój post został niewłaściwie zinterpretowany. Po prostu byłam (i jestem) po ludzku ciekawa, co słychać u Fado. W moim poście nie było cienia pretensji, czy niezadowolenia. Podobnie jak nulka07, cieszę się, że Fado znalazł lokum u Jamora. Jamor nie działa tak, jak my tu na dogo. Jest to dla niego działalność gospodarcza i nie ma sentymentów dla tego, czy innego psa. Dobrze, że zgodził się przyjąć psa z dogo i to jeszcze w okresie urlopowym. Fado krzywda się nie dzieje. Widać, że jest zadowolony, może pierwszy raz w życiu. Dla mnie to jest dużo. Dla przypomnienia. Fado, gdy go zobaczyliśmy po raz pierwszy I Fado obecnie Czy można chcieć więcej? Tak, ale chcieć, a móc, to dwie różne sprawy. Poczekajmy, może zobaczymy coś więcej. Jestem pewna, że gdy będzie możliwa zmiana psychiki Fado, to może tego dokonać właśnie Jamor. Dla mnie jest ważne, że Fado ma bezpieczne schronienie, gdzie czuje się dobrze.6 points
-
Dwa telefony - jeden raczej na nie, bo dziecko 4 lata (nie wiem, jak Szysia reaguje na dzieci, ale może tarierowate pochodzenie nie szczególnie tu pasuje). Drugi - sympatyczny, z Targówka, młodzi ludzie. Umówiliśmy się na sobotę na poznanie Szysi.3 points
-
2 points
-
Przypomnę początki Misia u nas, bo jest nieco zapomniany. Misio awaryjnie trafił do Gospodarstwa Rodziców Ani i był nazywany Kickiem, bo kicał na złamaną łapę. Teraz po Kicku nie ma śladu. Nie ma śladu też po Houdini, który wspinał się po kojcu i zwiewał, aby odwiedzić okolicę... nie ma śladu po psie, który odprowadzał pracowników do domów i dopiero potem wracał. Misiek się w pełni zaaklimatyzował. Za mamą Ani chodzi krok w krok, broni terenu i kocha obecne życie. Nie ucieka, dogaduje się z sunią rezydentką (też przygarniętą "na chwilę" z ulicy, wiekową już), kocha pomagać pracownikom na gospodarce, jak i w ogrodzie swojej Pani. Właśnie - "swojej". On nie wyobraża innego życia. Ma wolność, teren do pilnowania i ludzi, którzy go kochają i doceniają. Misiek na kilometr wyczuje alkohol, nawet jeżeli to niewielka ilość i w ten sposób został nazwany eko-alkomatem. Już dwóch pracowników ugryzł za to, że byli wczorajsi ;). Nie że mocno, delikatnie uszczypnął - i już więcej nie przyszli w tym stanie. Co więcej, bardzo stróżuje. Przez gospodarstwo ludzie mieli zwyczaj iść skrótem... teraz już nie chodzą - bo jest Misiek, który ich odgoni zębami. Swoich nie rusza. Gości też nie. Ale nieproszonych ludzi nie wpuści, nie ma na to szans. Wyczuwa intencje ludzi na kilometr, nie daje się zwieść. Kocha pieszczochy za uszkiem, jednak nie daje się przekupić. Nie spuszcza z oczu swojej Rodziny. Niesamowity ma radar w sercu: wie komu warto ufać, a komu nie. Naprawdę wszyscy go lubią. Nawet pracownicy, którzy jadą traktorem i muszą uważać, bo jak Misiek się położy dumnie na środku to ani drgnie... muszą wychodzić z traktora, prosić pana psa, aby łaskawie się przesunął i dopiero mogą jechać dalej. I to robią ze śmiechem. Wiedzą, że Misiek jest niezastąpiony. Bardzo pomocny, ciepły i kundelkowy. Po prostu fajny pies. Nie ma innej opcji: nikt nie wyobraża sobie tego miejsca bez tego psa. Misio zostaje :) MA JUŻ DOM, sam sobie wybrał. elficzkowa, dziękuję za to, że miałaś swój udział w pomocy Misiowi. Gdyby nie Twoja opieka to by psinek trafił do przytuliska, a stamtąd już tylko zostałoby schronisko.2 points
-
Dziękuję Wam kochani za dobre słowa. Wizyta dopiero w poniedziałek, bo wetka w weekend wraca z urlopu. Na razie nie rozmyślam nad tym problemem. Margolcię z awatara przywiozłam można by rzec umierającą, również na listwie miała guzy, ale ze względu na ogólny stan żadne zabiegi nie były brane pod uwagę, no i miała 14 lat. Dożyła prawie pełnoletności. A Ziuta po zabiegu przeżyła tylko rok, bo rak był z tych najzłośliwszych, ostatni czas był straszny. Co przyniesie los, to z tym się zmierzymy. Mało mnie na dogo, ale znowu pielgrzymuję z mamą po lekarzach. A we wtorek zrobiłyśmy rekord, odstałyśmy po kolei w czterech kolejkach, myślałam że padnę, o mamie nawet nie wspomnę, myślałam że wylądujemy na R-ce, była biała jak kreda, wręcz przeźroczysta, ale przedwojenny materiał i tym razem jeszcze dał radę. Mimisia bardzo dziękuje za żarełko, dzisiaj przyszło :) Chuliganki pozdrawiają.2 points
-
Ulallaaa . Dama na włościach. To się nam Tigra doczekała miejsca na ziemi. Jak dobrze to widzieć. To takie momenty ,że wszystko nabiera sensu. Mimo tylu przykrości, momentów załamania i bezsilności ...warto. Powiedzcie sami ....Dla każdego oddechu porzuconego stworzenia, mimo każdej łzy zwątpienia ,gdy chcemy krzyczeć ... trzeba liczyć na cud !!!Mamy kolejny. Oby było ich więcej. Strasznie się cieszę.1 point
-
Fajnie ,że coś się dzieje. Trzymam kciuki za zapoznanie.1 point
-
1 point
-
1 point
-
Dziękuję, Nadziejko. To przemiłe, że pamiętasz o nas :) Dziękuję! Morunio w piątek, 4 dni przed zdjęciem szwów nieco mnie wystraszył. Nie miał apetytu (!), zaglądał do szwów, miał je zaczerwienione... I piszczał, i skomlał. Koniecznie chciał wyjść na dwór, a jak wyszliśmy to od razu je sobie wietrzył: <zdjecia zniknely> Myślę sobie: no ładnie, musimy jechać do weta. Obfotografowałam szwy na każdą możliwą stronę i dawaj szukam po znajomych, kto by mnie zawiózł - bo o świcie rodzice pojechali na zasłużony urlop... wiedziałam, że jak coś się spapra to akurat jak oni wyjadą:) Jak tylko głośno powiedziałam o zamiarach ("jedziemy do weta, Morus"), problem apetyczności jak ręką odjął. Moniek wpałaszował całą zawartość miski i zaczął dopominać się o szkolenie Cóż mi pozostało. Odwołać znajomą, przemyć ranę i obserwować do wieczora. I tak dotrwaliśmy do wtorku, rana ładnie się zabliźniała, więc nie miałam powodu, aby do tego czasu coś organizować. We wtorek ruszyliśmy pieszo do lecznicy. Jest to drugi koniec miasteczka, więc po krótkich spacerach czekała nas wyprawa - co prawda zwykle nam to zajmuje 40min, ale tym razem dałam nam 2h zapasu. I dobrze, dotarliśmy 1,5h po wyruszeniu :) Było bardzo duszno, chwilami padało, ja się dusiłam od pyłków i astmy, Morus ledwo szedł. Było kilka postojów i oczywiście STOP-TYŁ ZWROT 200m od lecznicy :)) Dopiero jak przypięłam zwykłą smycz i to na obrożę to jakoś powoli dreptaliśmy. Wyglądało to tak. W lecznicy o dziwo nie było kolejki, weszliśmy od razu, a Pani wetka obejrzała szwy pana psa... była zachwycona :) Powiedziała, że właściwie nie ma porzeby wyciągać, bo są rozpuszczalne, a niektóre już wrosły ładnie. I że w ogóle śliczny brzunio i och i ach. Wyjęła to co mogła wyjąć (przy burczeniu i furkaniu morunia) i po 3minutach ruszyliśmy w drogę powrotną. Och, z jaką gracją Morus wyskoczył z lecznicy. I jak on się cieszył! :) Biegał, skakał. Droga powrotna więc szła o wiele sprawniej, Moniek nawet jak nie miał sił to nie chciał postojów, ciągle pędził i pędził:) Jak kazałam mu na chwilę posadzić poopę, bo widziałam że już ledwo dycha to się odwracał z miną co je matka? nie masz sił?! phi! O dziwo, tego dnia wszyscy przechodnie zachwycali się Morusem. I jakiś pan pochwalił psa, i dzieci co rusz chwaliły (jedno podeszło "Przepraszam, jaka to rasa?" , "Kundelek" - odpowiedziałam pewnym siebie głosem, z dumą; dziecko wyjątkowo się rozczarowało), starsi i młodsi. Dawno tak nie było, raczej unikali z daleka. Ale chyba Morus czuł się już zdrowy i emanował radością widoczną dla innych :) Wyprawę 3,5h oczywiście odsypiał cały dzień, ale nie ma śladu po kastracji. No, poza tym, że teraz ma jeszcze bardziej szalony apetyt. Dziękuję wszystkim za kciuki i kibicowanie. Bardzo mi to pomogło.1 point
-
Misiu, jaki z Ciebie przystojniak :) Wiem, że masz tam dobrze :)1 point
-
Misia ciąg dalszy :) Nie lubi być fotografowany, od razu robi miny mordercy. Ania zawiozła mu Simparicę na pchły i kleszcze. Cieszę się, że miał tyle szczęścia. Gdyby dziewcyzny akurat tamtędy nie jechały i nie wypatrzyły psa na poboczu... A rzadko tamtędy jeżdżą.1 point
-
Niestety nie :( Ludzie chcą psy do budy... a Maja nie oddaje do takich warunków, ma zasadę taką i już. Jamnik trochę lepiej. Pani Marzenka (DS Czarnulki) jest niebywale ciepłą osobą i roztacza aurę miłości tam, gdzie się zjawi: i psy to wyczuwają. Jamniś na nią ani razu nie zawarczał. Pani jeździ do niego codziennie, mimo że to 12km od jej miejsca zamieszkania, daje jść, gotuje, zagląda. Dzisiaj czekał na nią i nieśmiało merdał ogonkiem jak ją zobaczył. NIestety, ma paskudną ranę na pupie. Pani Marzenka to uchwyciła na dzisiejszym filmiki, wgram później. Ogromna bidula z niego. Szczeniaczki zdecydowanie lepiej. Wariują, ale i tak są dość zrównoważone :) Były kąpane, ale wiadomo że w stolarni raz dwa się brudzą. DT gdyby nie to że ma już własne 3 psy to by je zostawił. Są nimi zachwyceni.1 point
-
Śliczna, buraski i czarne są najpiękniejsze, szkoda, że nie mogę mieć kotaprzez moje psy. Morderczych chęci nie mają ale jeden jak widzi kota ma ochotę pogonić więc wolę nie ryzykować.1 point
-
Dokładnie o tym samym pomyślałam, rozmawiałam z Basią o innym piesku dla Państwa.1 point
-
Też myślę, że dorosły pies, który nie chodzi na spacery będzie u nich szczęśliwszy niż Mazurek. Zwłaszcza mnie boli ta świnka, przecież one są zwierzątkami stadnymi i potrzebują kontaktów z człowiekiem - jeżeli nie dbają o jej dobrobyt i szczęście, wątpię aby robili wyjątek dla psiaka i wychodzili z nim na spacery.1 point
-
Ogólnie założenie jest takie:Staruszek- Murek wiezie do Krakowa zaadoptowanego psiaczka od Murki i Staruszka.Z Krakowa odbiera Staruszka p.Arek i zawozi do Wrocławia.Wcześniej na wątku było napisane,że Z Wrocławia odbierze Staruszka osoba,która zabiera od kikou pieska na rehabilitację.Tak zrozumiałam.Być może źle zrozumiałam. Stąd ta kwota 750zł ze strony p.Arka.W przypadku Murka będzie jakaś kwota podzielona na dwa psiaki.Zdaję sobie z tego sprawę,że pieniądze są szalone ale nie ma innej opcji aby na cito pomóc Staruszkowi.Mają go na żywca zeżreć muchy?1 point
-
To może im jakiegoś dorosłego psa zaproponować, z tych niespacerowych, które lubią siedzieć na ogródku. Jak Państwo ani z poprzednim psem nie chodzili na spacery, ani sami nie chodzą na spacery, preferują ogródek - to i z Mazurkiem nie będą chodzić. Tereny spacerowe to sa w sumie wszędzie, tylko czasem trzeba kilka kilometrów do nich dojść czy dojechać. jak ktos tego nie robi bez psa, to z psem nie będzie tego robił regularnie -tym bardziej, że zaraz będzie jesień/deszcze i błoto, apotem zima/zimno i ciemno. ale są przecież takie dorosłe psy, które tez preferują ogródek1 point
-
Zajrzałam z nadzieją, że z piesiem lepiej, ale maleństwo wciąż walczy. Oby wygrał tą nierówną walkę...1 point
-
Modle modle o te wszystkie istoty ale swiat upada upadl juz dawno ... rumunia ... rosja ... chiny ....-wszytko to hanba hanba pelna zwyrodnialcow ......w kazdem spoleczenstwie insza mentalnosci gorsza coraz i wymyslnijesza potwornoscia Figuniu mnostwo ludzi wedruje po tych wsyckich krajach opowiadaja jakie to cudne zabytki ach ..jakiez to cudne kwiaty w rumunii.... ignoranci bez serca .... nie chca widziec calego zla1 point
-
Tez sie tym martwię i nie tylko ja... Tam się psami nikt zbytnio nie przejmuje. Mam jednak nadzieję, ze przed sterylka ją wzmocnią. Ona na dodatek ma swierzba, tego tak szybko się nie wyleczy, wiec chyba będzie musiała zostać w klinice dłużej. Na szczęście szczenięta dadzą już rade bez mamy. Psy niestety żyją tam głównie na ulicy, zdane na łaskę turystów. Tubylcy raczej krzywdy im nie robią, ale też nie pomagają. ..rzadkością jest, ze ktoś rzuci czasem jakiś ochlap (a czasem kamieniem...). One są b.mądre, swoich unikają, natomiast lgna do turystów, zwłaszcza białych. .. Dużo wspaniałych ludzi pomaga tym psom. Córka poznała kolejną taką Osobę, Niemke, która przyjeżdża tam na kilka miesięcy w roku, sterylizuje te psy i kastruje. Liczba psów, które pozbawia możliwości rozrodu, idzie w setki... To Ona strzelala z jakiejś specjalnej strzelby, by móc sunie złapać. Niestety, kiedy jeszcze była w ciąży, nie dała się "upolować", choć starali się złapać ją wcześniej. Niedawno dostałam informacje, ze jest kolejna akcja, tym razem z maleńkim kotkiem , który siedzi na dachu i nie ma jak zejść. Przez godzinę trwała akcja ściągnięcia go, ale się nie udało, będą próbować jutro.1 point
-
WALCZ MALUTKI, żeby jasny szlag trafił tego, kto jest odpowiedzialny za bezdomność Majorka1 point
-
1 point
-
Orlenek z wczoraj rano :) po pierwszej nocy jako zaopiekowany psiak:1 point
-
1 point
-
1 point
-
Jak Tigrunia pojechała i wszyscy tu trzymali kciuki, przypomniałam sobie, że Ty też mocno kibicujesz Tigruni. Super niespodzianka, że Tigrunia ma DS, prawda? A teraz wieści. Rozmawiałam z p. Kamilą. Tigrunia najbezpieczniej czuje się na legowisku, ale bez lęku chodzi po domu. Dzisiaj był z wizytą znajomy behawiorysta. Jest zachwycony Tigrunią, zarówno jeśli chodzi o urodę, jak i charakter. Piękna, mądra, spokojna, grzeczna. Powiedział to samo, co my wiemy, Tigruni potrzebny jest czas by zaufała i poczuła się na 100% u siebie. Behawiorysta poradził, by p. Kamila puściła Tigrunię w ogrodzie. Co p. Kamila z lekkimi oporami zrobiła. Tigrunia, chodziła, wąchała, przywitała się przez ogrodzenie z pieskiem sąsiadów. Nawet się przeciągała, co ponoć jest oznaką odprężenia. Gdy już ten "spacer" jej się znudził usiadła przed drzwiami do domu. Zalecone zostały na początek krótkie spacery poza posesję. Tigrunia grymasi przy jedzeniu, nie bardzo chce jeść suchą karmę, więc Pancia gotuje jej mięsko z warzywami. Jak na pierwsze dni jest bardzo dobrze, chyba mogę trochę odetchnąć. Jestem taka dumna z Tigruni!!!1 point
-
1 point
-
Trzymam kciuki... Preparat witaminowo-mineralny usprawniający przewodnictwo nerwowe - "ściągam"..., przy okazji kupię staruszkowi :)1 point
-
Dzisiaj otrzymałam bardzo miłą wiadomość od rodzinki dolarkowej oraz kilka zdjęć z komentarzem :). Ależ jestem przystojny, chyba spróbuję sił w modellingu :) Naprawdę nie wiem gdzie jest żaba, nie widziałem jej dzisiaj ... Zaraz ugryzę żabę w pupę, hihi Żaba, musisz patrzyć w obiektyw, tak jak ja ! Z lotu ptaka :)1 point
-
Ja również zgłaszam wishina. Zakupiła u mnie na bazarku fanty i mimo wysłanego PW i 3 prób przypomnień wysłanych na messenger- zero reakcji i wpłaty. A bazarek zakończył się 23 marca. Raz odpisała,że przeprasza,że zapomniała i już wpłaca. I na tym się skończyło. Na obiecankach. Szkoda,że ktoś nie szanuje czyjejś pracy włożonej w robienie i prowadzenie bazarków dla bezdomnych zwierząt.To nie pieniądze na wódkę dla mnie,a na przeżycie,wykarmienie i leczenie stada kotów. To nie zakupy w ekskluzywnej galerii i fanaberie ,że się wycofujemy,bo taki mamy kaprys. To niejednokrotnie moja walka o każdą złotówkę ,by bezdomne zwierzęta mogły żyć! Zapamiętaj to wishina ,zanim kolejny raz klikniesz bez sensu!!!1 point
-
A mnie świat i ludzie chyba nigdy nie przestaną zadziwiać. Pamiętam swoje pierwsze spotkanie z tym forum-achhh ohhh ojej! co za cudowny portal, jacy LUDZIE! myślałam -miejsce dla mnie, tu nie ma zazdrości, zawiści, przepychanek i podchodow. Czas pokazał jak bardzo się myliłam. Z tym,że kiedyś byli moderatorzy-nie z doskoku, a cały czas. I nie było takich fochów. Wszyscy grali do jednej bramki, był jeden wspólny cel-dobro zwierząt. Teraz dla kilku osób celem nadrzędnym jest dokonanie jednej czy drugiej osobie czy organizacji. A nie o to przecież chodzi. Osobiście bardzo cenię sobie znajomości z forum, część przerodziła się w przyjaźń, z wieloma osobami utrzymuję kontakt mejlowy czy telefoniczny. I czasami usłyszę "ale Ty goopia jesteś " itp-ale to nie jest powód do obrażania czy zemsty. Ani do tego żeby knuć,przeszkadzać czy wywlekać prywatne sprawy (bo jednak czasem się sobie zwierzamy, bo mamy gorszy dzień, bo...) Mogę prywatnie kogoś nie lubić, mogę się nie zgadzać ale nie mogę przeszkadzać.1 point