Leaderboard
Popular Content
Showing content with the highest reputation on 01/24/19 in all areas
-
Czyli jeszcze 1/3 została do machania, nie jest źle:) Najważniejsze, ze jest juz bezpieczny i pod dobrą opieką. Czekam z niecierpliowścią na nowe wiadomości:) Wczoraj powiedziałam to Izie, ale chcę tez napisac dla wszystkich osób, które pomagają i interesują się losem Kormorana i innych skrzywdzonych zwierzaków: serdecznie Wam wszystkim dziękuję, przywracacie wiarę w ludzi i w to, ze cuda są mozliwe:)5 points
-
Tosia od dwóch godzin w nowym domku. Nie jest jakoś specjalnie zestresowana, od razu zaakceptowała całą rodzinkę. Pani Monika powiedziała że Tosia jest cudowna, niesamowita z niej przylepka a dzieci na jej punkcie wprost oszalały :). Wszyscy byli tak przejęci dzisiejszą adopcją , że w nocy nie spali :). Tosia zamieszkała w Sosnowcu.4 points
-
Szafirek już pojechał do domku z Czesterem.Przekazałam za transport 290,00zł. A Czester jest bardzo długi na krótkich łapach.Łapska ma grube,sierść dość gruba bez podszerstka raczej.Wygląda na 40 - 42cm w kłębie.Nie jest skołtuniony,wykąpać,wyczesać i będzie laleczka.Powąchał moją rękę i polizał.Jest troszeczkę zagubiony ale nie dziwię się.Raczej nie jest wychudzony.Na mojego Mikusia nie warczał ani nie szczekał,przyglądał się mu.3 points
-
Pralinka jest łagodna ale ona jest spokojną sunią, nie wiem czy dobrze czułaby się w domu z 2 i 3 latkiem. Pytanie jakie to są dzieci, jaki jest ich stosunek do zwierząt ? Jeśli spokojne, to ok ale jeśli "rozwydrzone" to ja tam Praliny nie widzę.2 points
-
2 points
-
Nadal uważasz, że wiesz najlepiej i oskarżasz innych o dziwne rzeczy. Nie wierzę, że ktoś ci powiedział, że psu wystarczą 15-minutowe spacery. Wszyscy mamy rodziny, pracujemy ale skoro zdecydowaliśmy się na posiadanie psa a nawet czasem kilku to postarakliśmy się również o to, żeby je traktować poważnie i dawać im wszystko co im się należy w tym dłuższe spacery często kosztem swojego snu czy wypoczynku. Więc nie miej pretensji do nas, naprawdę kochających swoje psy tylko zastanow się czy ci wogóle jest do czegoś potrzebny pies skoro nie chcesz tak naprawdę zrozumieć jego potrzeb.2 points
-
Dzisiaj zadzwonilam do drugiego Pana Imci- Pana starszego :) mam usmiech do teraz na tearzy. Kasia prawde mowila- Pan jest tak przejety Imcia ze chyba nie jedno dziecko nie ma takiej troski Wlasnie ida do weterynarza bo Imcia troszke sie w brzuszek drapala i trzeba sprawdzic czy moze cos nie zlapala jak na sniegu siusiala Pan pytal czy mozna jej podac miesko? Bo karme sucha ma taka jak Kasia doradzila ale czy mozna jej urozmaicic? W domku ma legowisko i duzo zabawek ale w nocy wciska sie do.lozka :) Pan mowil ze chyba maznie sama ;) wiec spi z kim chce Na spacerkach szczeka na kazdego psa ale to nic przeciez- ona sie musi nauczyc (tak.ja tlumaczy Pan) Doradzilam Panu zeby pozwolil jej obwachac sie z tymi pieskami zeby je poznala. Mam nadzieje ze uda sie ja wyciszyc bo poki co- Panu to nie przeszkadza ale byle sie nie nasililo No wiec na razie wyglada dosc dobrze ;)2 points
-
I tak z niedzieli zrobił się czwartek, ale wreszcie ufff..., remont w Warszawie skończony. OJ, gorąco się zrobiło na wątku Mimisi. Może na początek opiszę naszą wizytę na szczepieniu. Mimi jakimś trzecim zmysłem wiedziała że coś się święci, więc do samochodu na rączkach. W aucie Mimi zachowuje się swobodnie, całkiem dobrze, zagląda przez szyby, lub leży sobie na siedzeniach, nie jak Yoshi skulony na podłodze prawie że pod fotelem. U wetki na podwórku, obcy teren, Mimi ogon pod brzuchem i zaczyna kołować na smyczy, chce czmychnąć. Na rączkach idziemy do przychodni, Mimi przestraszona, wczepiona we mnie, ale z moją pomocą da się ją zaszczepić i obciąć pazurki. Wychodzimy, Mimi na rękach, rozmawiamy jeszcze o Duszku, podchodzi mąż wetki, też wet, u Mimi strach wzrasta, wet ją głaska a Mimi sika i popuszcza kupkę......na mnie oczywiście, wracamy w śmierdzącym aucie :)))))))))))))))), kurtka w moment poleciała do prania, a Mimi na swoim terenie, otrzepała się i w galop po podwórku, ale jak stres odpuścił, to padła i spała ze trzy godziny. Jak widać zdecydowanie lepiej zniosła kontakt z kobietą wetką niż z jej mężem wetem, o czym się przekonałam dobitnie ;) Fakt niezaprzeczalny, chłop nieruchomy to chłop dobry, chłop się ruszający to chłop zły, amen. Mimi nie jest uciążliwym psiakiem, raczej zabawnym pomysłowym Dobromirem. Gdyby nie ten strach to byłaby fajnym psiaczkiem w każdym domu, oczywiście bez suczek, bo konkurencja w zaznaczaniu terenu może wkurzyć, mnie nie, ale każdego innego jak najbardziej. Ja kocham zwierzaki i akceptuję je takimi jakimi są, Wydaje mi się że strachu Mimi się już nigdy nie pozbędzie, a jej psychika jest delikatna jak pajęczyna, najmniejszy podmuch bodźców robi z nią demolkę, ale na swoich śmieciach Mimi dość szybko stabilizuję się. Mimisia na stałe nie może u mnie zostać, z ogólnie pojętych przyczyn zdrowotnych, ale mam nadzieję że przez najbliższe lata jeszcze na kolana nie padnę, więc nie jest tak, że trzeba na szybko, już już szukać dla niej miejsca. Tym bardziej że zaraz wiosna i będziemy dożo czasu spędzać w ogrodzie, będzie kopać dołki pod warzywa, bo lubi takie zajęcie ;) I Mimi potrafi zapaść w serce. Nie jest to pies dla ludzi którzy chcą mieć pieska, maskotkę, ale dla kogoś kto szuka przyjaciela i towarzysza, bo taka właśnie jest Mimi i zaakceptuję ją taką jaka jest. Troszkę Mimisi zostawiam.2 points
-
2 points
-
Anulko, Bogusik na moją prośbę napisała do giselle4. Ja mam nr, ale chyba nieaktualny, bo nikt nie odbiera. Pani, o której wspomniałam odpisała mi: Tak,wiem że musi się odbyć wizyta u nas w domu. Jeżeli chodzi o warunki to chcemy żeby Perełka była naszym pupilem ,częścią rodziny,który ma swoje posłanko,zabawki i głaskanie. Chcemy jej wynagrodzić ten czas bezdomności. Do domu tymczasowego zadzwonię jutro,aby się umówić. Dziękuję za odpowiedź. Pozdrawiam, F . Brzmi ok. Pani ma jutro dzwonić do Kasi w sprawie zapoznania z Perełką. Jak Perełka się spodoba ludziom, a ludzie Kasi to potem wizyta1 point
-
Jutro Kori pojedzie do weta. Zobaczymy co zadecyduje. Hop! ja też pomyślałam, że to może być nerwicowe, ale równie prawdopodobne (a nawet bardziej), że w zbiorczym kojcu doszło do zmiany dowództwa i nowych porządków w ostatnim czasie:( W kojcu jest po 3-4 psy, jak ustalą hierarchie to pewnie na jakiś czas jest spokój, jak któryś opuści boks lub dojdzie nowy..piekło zaczyna się od nowa... Tak to widze... Swoja droga...Koruś bez tego ogonka bardzo mi przypomina jedną z moich wcześniejszych suń z Radys, trochę inne umaszczenie, ale ten sam błysk w oku, podobna sierść, waga, postura, no i kikutek...pamietacie? nasza salonowa dama z Wiednia, Pesteczka co zwykła wakacje spędzać w Alpach :) a w Polsce nikt jej nie chciał... WIdze przed Korcie świetlaną przyszłość :D Madzia napisała jeszcze o nim, cytuje: Na spacerze na początku to nie wiedział co ze sobą zrobić, wąchać psy ,przytulać się do nas , podlewać krzaczki czy węszyć. po 15 min się ogarnął i ładnie spacerował Zadziwiająco dobrze chodzi na smyczy , zdarza mu się pociągnąć ,ale naprawdę rzadko . Jest mniejszy niż się spodziewałam ,taki typowy średniak . Z psami moimi ok, najpierw się na nie nakręcał ,chciał natarczywie wąchać,ale szybko mu przeszło. Lubi się miziac, szuka kontaktu z człowiekiem , naprawdę super pies nam się trafił1 point
-
Biedna ! Musisz Elu koniecznie przystopowac, nie tylko troche, ale bardziej. Niestety wypadki sie zdarzaja, ale po co sie swiadomie narazac. Lepiej sobie pozyc w zdrowiu i swietym spokoju. Zreszta co by tu duzo pisac, jestes bardzo potrzebna w calosci ! Dvaj o siebie, odpiczywaj i zdrowiej. Choc takie upadki i potluczenia po nich niestety dosc dlugo daja o sobie znac.....1 point
-
To super, chociaż myslałam że będą już wczoraj :). Również jestem ciekawa czy naszemu francuskiemu pieseczkowi posmakuje karma :)1 point
-
Zaglądam do Blekusia. Pewnie siedzi w ciepełku w te śnieżne i mroźne w dni a na pole to tylko na szybkie spacerki.1 point
-
1 point
-
Witaj Grzesiu, pilnuj ciepłej miejscówki. Może z kotem?1 point
-
Do 27.01. trwa mój bazarek głównie dla Luny, suni, która miała guza wielkości melona - 80 %. 10% przeznaczyłam dla mojej tymczaski Tiny, która dzielnie walczyła i wygrała walkę z parwowirozą i 10% dla jakiegoś potrzebującego psiaka z dogo. Ponieważ Bellunia ma poważne kłopoty i zdrowotne i finansowe 20 % z tego bazarku będzie dla niej.1 point
-
Ja też jestem jak ja to mówię z poprzedniej epoki, a teraz od ponad dwóch lat od kiedy naszą firmę sprzedano to pracuję w korpo. Jest coraz gorzej nawet z możliwością utraty pracy. W kwietniu coś niecoś się wyjaśni. Nie ma co się tak stresować, szkoda zdrowia na to, na co się nie ma wpływu. Przeież Cię nie zwolnią bo jesteś w okresie ochronnym. Więc spokojnie :).1 point
-
Miałam podobną sytuację z adoptowanym z Mysłowic dzikim Jimmim. Najpierw dałam go do budy, bo był paskudnie zaniedbany. To duży pies. Leżałam godzinami u niego w budzie głaskałam go, mówiłam do niego, śpiewałam mu nawet cicho, żeby oswoił się z głosem. On znosił to cierpliwie, ale przyjemności żadnej z tego kontaktu nie miał. Wyluzowywał się i zaczynał normalnie oddychac, kiedy kończyłam go dotykać. Po dołączeniu do psów upatrzył sobie Fly`a jako swojego przewodnika po świecie z ludźmi. Bez niego sam nie funkcjonuje, wpada w panikę.Na początku, kiedy wzięłam Fly`a na bieganie, to wygryzł klamkę z okna, otworzył je i stał na pierwszym piętrze w oknie, gotowy do skoku. Udało mi się wbiec do domu, żeby zamknąć okno. Są praktycznie stale razem, przynajmniej musi mieć Fly`a w zasięgu wzroku. Funkcjonuje tak latami. My mu nie jesteśmy potrzebni do kontaktu. Reaguje na wołanie po imieniu, wchodzi i wychodzi z domu przebiegając obok mnie. Nie da się dotknąć w domu. Zanim zamieszkaliśmy na wsi, to czesto jeździliśmy autem między dwoma domami. Teraz więc, żeby go np zaszczepić musimy zamknąć go z Fly`em w samochodzie i tam mogę wszystko przy nim zrobić. W domu postęp jest o tyle, że przestał zrywać się z legowiska, kiedy przechodzimy koło niego. I tak już kilka lat. Początkowo liczyłam, że uda się go bardziej oswoić, ale jest już z nami tak długo i sytuacja nie uległa zmianie. Mnie to nie przeszkadza, adoptowałam go dla niego, bo siedział zamknięty w małym kojcu 6 lat, krażąc wzdłuż betonowych ścian. Mam jeszcze drugą odłowioną przez schronisko zdziczałą malutką Adę. Ona upatrzyła sobie Ciapciaka i też w miarę normalnie, ale bezdotykowo w domu funkcjonuje. Chyba wiele zależy od ludzi, jakie mają oczekiwania względem psa. Oby Abi jednak została ze swoją nową rodziną. Również, jak radzi Sowa, nie bardzo naciskałabym na informacje i kontakt z jej opiekunami. Pewnie robią wszystko, co mogą. Może zaakceptują ją taką, jaka jest, jesli uświadomią sobie, że są dla niej największą szansą. Gdyby miała trafić w kolejne nieznane jej miejsce, może być jeszcze gorzej.1 point
-
1 point
-
Dziewczyny zdarzyl.sie cud. Pojawila sie osoba chetna sponsorowac w duzej czesci Fruzie. Dlugo nie myslac zarezerwowalam.ja i miejmy nadzieje ze pomyslnie wyjedzie z Radys 28go do Kasi1 point
-
Tolu, również uważam podobnie jak Elik, że gdyby chociaż jedna z tych suń, których zdjęcia wstawiłaś, miała mieć po latach odmieniony los i znalazła dom, to warto. Ja jeszcze dodałabym w tytule, że starsze. Psów niewidzialnych w schroniskach jest mnóstwo, mogą być młode, tylko o typie urody, której większosć ludzi nie zauważa. Jednak z tego co orientuję się, Tobie chodzi o te biedne starsze, które spędziły tam na betonie większosć swojego życia. Mnie ich również jest najbardziej żal. Czasem myślę, jak okrutny byłby los Limby, gdyby nie została zabrana ze schroniska. Jak powoli w cierpieniu konałaby w zimnie, leżąc na betonie, bez środków przeciwbólowych, bez sił na walkę o wspólną miskę czy miejsce w budzie. To straszne, jak zazwyczaj kończą życie schroniskowi weterani. Przypomina mi się też towarzyszka, być może siostra Saby, której nie zdążyłyśmy pomóc. Saba jest szczęśliwa w swoim domu, a tej drugiej zabrakło szczęścia, żeby przetrwała zimę, do wiosny, kiedy Saba mogła opuścić schronisko. Wydaje mi się też, że łatwiej będzie wątek ogarnać, jeśli będzie dotyczył niewidzialnych konkretnie z zamojskiego schroniska. Trzeba zobaczyć, czy ludzie nimi się zainteresują, czy zechcą pomóc. Oczywiście, to tylko moje przemyślenia. Fajnie, jakby ktoś dał radę zrobić banerek, może jak więcej osób zobaczy, to pomysł podchwyci. Po śmierci Limby, kiedy odeszła mu na rękach, mój mąż powiedział, że już nie chce następnego psa "hotelowego". Jednak gdyby znalazły się osoby, które chciałyby wesprzeć któregoś z tych weteranów, to miejsce na niego będzie u nas w domu czekać.1 point
-
Dziękuję Iza za wklejenie zdjęć Berniego (Prezesa) i wszystkim za ciepłe myśli i słowa. Berni jest z nami od 2 tygodni i 1 godziny. To psie cudo, niesamowicie zaopatrzone w człowieka. Jesteśmy w nim zakochani po uszy. A TAM wciąż czekajace ..Fruzia, Safonka, wcześniej Wega, Marlon... tyle okrutnie przenikajacych do głębi serca spojrzeń... ehh :(( I jak tu się cieszyć.1 point
-
Jestem, jestem! :) Piesio bezpieczny, zaopiekowany, cudny i kochany :) Ale - po kolei. Patrycja przyjechała z psiakami do Warszawy po 17.00. Piesio był bardzo bardzo przestraszony, przerażony właściwie :( Trzeba go było wyjąć z klatki, nie chciał sam wyjść. Stanął potem w miejscu sparaliżowany ze strachu, przytulony do nogi Gosi. Od razu założyłyśmy mu szeleczki (dobrane "na oko" idealnie! :)) i obróżkę, i zapięłyśmy na smycz. Nie chciał się ruszyć, biedny. Gosia wzięła go na ręce i zaniosła do naszego samochodu. Położyła z tyłu na siedzeniach i usiadła obok niego. Niestety schronisko nie dało żadnego papieru dotyczącego szczepień :( Inne psy miały jakieś karty wypisowe czy coś takiego, z zaświadczeniami o szczepieniach, nasz - nic. Trochę mnie to zmartwiło, bo hotelik prosił o jakąś książeczkę zdrowia czy coś świadczącego, że pies szczepiony. No ale co było robić. Zapłaciłam Patrycji, wsiadłam do samochodu i ruszyłyśmy z piesiem do lepszego życia. Przez pierwsze pół godziny pies leżał z tyłu nieruchomo jak kłoda cały czas sparaliżowany strachem, pyszczek miał odwrócony od Gosi i schowany pod łapkami. Jednym słowem - pozycja "nie ma mnie" :( Żal było patrzeć na to maleństwo tak przerażone. Piszę "maleństwo", bo w sumie psiak dużo mniejszy, niż się spodziewałam. Ledwo sięga kolana, waży może z 15-17 kilo. Po pół godzinie usłyszałam z tyłu szept Gosi: "uniósł łepek, rozejrzał się, spojrzał na mnie!". Po następnym paru minutach: "poruszył się, myje sobie łapkę!" Po kolejnych pięciu minutach psina leżała z głową na kolanach Gosi i lizała ją po ręce. :))) Niestety po dojechaniu na miejsce strach powrócił, bo drzwi od bezpiecznego i ciepłego miejsca z dobrym człowiekiem się otworzyły i ktoś zaczął namawiać biednego psiaka do wyjścia. Psinka nie ruszyła się nawet. Zostawiłam więc go jeszcze z Gosią w samochodzie, żeby na spokojnie sobie obejrzał nowe miejsce, a sama poszłam obejrzeć hotelik i dopełnic formalności. Hotelik jest nieduży i w pełni zasługuje na określenie "rodzinny", bo są tam trzy koty i dwa domowe psy - staruszki po ciężkich przejściach. Pani oprowadziła mnie po całym domu, poznałam wszystkie zwierzaki i domowników :) Trochę to wszystko trwało, ale kiedy wróciłyśmy do samochodu, okazało się, że nasz psinek nadal w nim siedzi i nie chce wyjść mimo namawiania i próśb Gosi. Nie było rady, trzeba było znowu go wynieść na rękach. I znowu stanął przestraszony.. Próbowałyśmy go przeprowadzić trochę po ogrodzie wokół domu, żeby się oswoił z nowym miejscem. Powoli krok po kroczku - ruszył. Całkiem ładnie chodzi na smyczy, chyba nie jest to nowośc dla niego. A kiedy poczuł zapach parówek w kieszeni pani Agnieszki, ośmielił już całkiem, zaczął jej jeść z ręki. Po krótkim spacerze, kiedy nawet ogonek zawachlował kilka razy ( :)) !! ) nastąpił kolejny trudny moment: kojec! Na jego widok znowu psina zmieniła się w słup soli. Musi mu się bardzo źle kojarzyć taki kojec :( Nawet miska pełna jedzenia nie zwabiła go do środka. Nie było rady - etatowa już "nosicielka" Gosia wzięła psiątko na ręce i zaniosła do kojca. A potem posiedziała z nim chwilę, aż zobaczył, że tam też jest ok. Jest spokojnie, stoi miska z wodą, miska z jedzeniem, ciepła wygodna buda. Miska z jedzeniem została opróżniona ;) Buda sprawdzona :) Chyba będzie dobrze.. :) A po pozbyciu się robali przyjdzie czas na poznanie się z domownikami :) Zrobiłam kilka zdjęć z tego spaceru po ogrodzie, ale z racji ciemności są bardzo kiepskie. Jeśli chcecie, to może prześlę komuś i poproszę o wstawienie, bo ja niestety nie wiem jak. No i przyszedł czas się pożegnać. Trudno było. I jemu i nam. Po drodze dostałam smsa z hotelu, że w kojcu cisza.. Niunio (tak właśnie napisała p. Agnieszka :D) zawył cicho cztery - pięć razy, ale nie usłyszał odpowiedzi "ze wsi" i nastała cisza. :) Mam nadzieję, że noc minie mu spokojnie. Mnie tak, bo wiem, że jest już daleko od R.1 point
-
Uff, nareszcie jestem w domu, napiszę ostatnie wieści. Psiaczek ma jutro późniejszym popołudniem być w Warszawie (ok. 15-16). Koszt transportu z Radys wyniesie 170 zł. Przechwytuję go i razem z córcią wiozę do hoteliku, ale nie do Murki. Po kilku rozmowach z Murką oraz wielkiej obawie o długą, nocną w sumie, podróż w nie wiadomo jakich warunkach pogodowych, postanowiłam poszukać hotelu jak najbliżej Warszawy. Kilka osób niepokoiłam pytaniami, telefonami (dzięki kochane za wsparcie i rady), okazało się, że wszystkie hotele zapsione po dach.. ale udało mi się w końcu znaleźć z polecenia domowy hotelik koci, który przyjmuje też po jednym, dwa, psy. Hotel jest w Skierniewicach, więc niecałe 100 km ode mnie. Piesio będzie tam na początku w kojcu zewnętrznym, dopóki nie pozbędzie się wszystkich nieproszonych gości wewnętrznych i zewnętrznych, potem będzie mógł być w domu i swobodnie chodzić wszędzie. No chyba, że okazałoby się, że jest agresywny lub niebezpieczny dla innych domowników. Może zostać tam 2 tygodnie, potem niestety przyjeżdża inny pies. Po cichu marzę, że może uda się znaleźć mu w tym czasie dom, jak już będziemy coś więcej o nim wiedzieć. A jeśli nie, to zawiozę go do Murki. Koszt hoteliku za miesiąc wynosi 350 zł bez karmy, więc w tym przypadku zapłacę połowę tej kwoty. Jutro wezmę pół dnia urlopu, pojadę zakupić mu szelki, smycz, karmę, środki na robale i pchły. Potem będę z niecierpliwością czekać na Radysiaczka :)1 point
-
1 point
-
Patowa sytuacja z Kajo :( chyba faktycznie trzeba przeczekać...dobrze, że on daleko nie ucieka, ale ile stresu Wam funduje... Możesz dzwonić, jak znajdziesz chwilę. Chce zrobić psiakom ogłoszenia na olx , ale nie wiem których nie ma ;) Ogłoszenia mogę zrobić w środę, albo w piątek, bo wtedy Patryk jest w domu i może się młodym zająć, bo z Jankiem na kolanach to ciężko ;) Na jakie miasta ogłaszać? PS. Janek mówi, że mam o nim kłamstw nie pisać, bo on przecież taaaaaki grzeczny... A prawda jest taka, że on grzeczny, ale nie kiedy ma tryb marudy :D a że dolne jedynki już za nami, a teraz górne się zbliżają, to tryb marudy jest dość często...ale i tak mam złote dziecko ;) Powoli zaczyna rozumieć, że psów za sierść się nie ciągnie tylko się głaszcze :D ale dłuuuuga droga przed nami. a tu Lala z Jack'iem, dobrali się jak w korcu maku ^^1 point