Leaderboard
Popular Content
Showing content with the highest reputation on 02/16/18 in all areas
-
O Matuniu!... mogłabym zabić! :( Basiu, jak dobrze ,że spotkała Ciebie na swojej drodze... teraz będziesz musiała zadbać o siebie! jesteś Niezastąpiona! jedna, jedyna taka!... kto zadba o te skrzywdzone futerka? kto nas będzie motywował do pomocy?... czy ja już Ci to mówiłam?... żeby pomagać innym, musisz najpierw ,pomóc sobie!! Basiu, martwimy się o Ciebie :( ... jak poczujesz się troszeczkę lepiej to zadzwoń, porozmawiamy o jamnisi..4 points
-
Olenko, za Twoje ogłoszenia dla Grzesia to ja trzymam kciuki cały czas. Dniem i nocą. Tysi są nowe i dlatego napisałam... Nie tracimy nadziei na telefony o naszego Chłopaka...2 points
-
Dziewczyny kochane, wczoraj pożegnaliśmy naszego stareńkiego kota Borysa [*]. Zawsze były u nas dwa, czasem 3 koty. Ale jak odeszła 3 lata temu Szarusia, to nie chciałam brać kota, by Borysowi nie robić na starość zamieszania. Ale teraz.. Nie wyobrażam sobie domu bez kota, czy dwóch. Chętnie przygarnę na stałe dwa koty - nie chce młodych, slicznych. Chcę dać dom starszym, nie=adoptowalnym, jak do tej pory bywało. Z tym, ze mam 3 swoje stare psy, zawsze też jakieś psie tymczasy, ale dom duży, i piętro wolne do kociej aklimatyzacji.2 points
-
Anica - jeszcze raz dzięki Ci za wszystko,co robisz I zrobiłas dla Maksia I dzięki za info.Jesteś osobą o wielkim sercu,szacunek dla Ciebie. :*2 points
-
2 points
-
Kolejny dzień za nami. Fotel został całkowicie zaanektowany przez Mimi, większość dnia na nim spędza i sama już na niego wskakuje. Po domu zaczyna spacerować sama, ale bardzo ostrożnie i tylko w konieczności. Wczoraj wieczorem hmmm... wzięłam ją do łóżka, umościła mi się na ramieniu i zaczęło się lizanko, następnie podgryzanko, koniecznie chciała skonsumować trochę mięska z mojej ręki, potem obgryzała mi palce, dałam jej kostkę taką białą do gryzienia, żeby się zajęła i dała mi spać, ale jak zaczęła skrobać zębami, to się niosło w nocy jakby kapibara metrową marchewę chrupała, dostała więc Mimiśka eksmisję na legowisko. Poskrobała jeszcze trochę i zasnęła. Na spacerkach ogonek miewamy do góry i nawet potrafimy nim pomachać do drugiego pieska. Dzisiaj w dzień chodziły na smyczach z Psotką, na dwie ręce, moje, i z niewielkim oporem wróciłyśmy razem do domu, na nóziach, bez łapania na ręce. Natomiast przypinanie i odpinanie smyczy jest traumą. Miski pilnujemy przed kotami, bo moje koty są namolne i się pchają psom do misek. Z piciem nadal bieda. Warczeć potrafi, dwa razy szczeknęła, na koty oczywiście, ale absolutnie nie jest do nich agresywna. Kiedyś tam w przyszłości domek Mimisi może być zakocony. Mój brat jak zobaczył Mimi spytał, a to na pewno jest pies?;))))1 point
-
1 point
-
Coś przed nocą spokojniejszego dorzucę: Milutkiego :)1 point
-
Ja tylko zacytuję Havankę. To jest dokładnie to, co mi na myśl przychodzi :)1 point
-
Nie wypowiem się w kwestii obecnej niezbędnej kwoty, bo chyba nie mam tam wkładu, ale... poruszyć chciałabym zabezpieczenie środków na potrzeby psa (profilaktyka wet., choroba) na przyszłość. Może doradzić Pani założenie nazywanej przez dogomaniaków "puszki" czy "koperty" psiej. I nawet święte 10,- miesięcznie (lub więcej) pozwoli nie odczuwać corocznych szczepień. A jeśli Pani kocha stworzenie, to argument, że ze zwierzakiem jak z dzieckiem, trzeba myśleć o jego przyszłości, może być skuteczny.1 point
-
Tak jak napisała Anula,Pani Beata zgadza się i bardzo chce skorzystać z pomocy szkoleniowca, ale obecna sytuacja materialna nie pozwala jej uczestniczyć nawet w najmniejszych kosztach :( Postaram się wszystko opisać co udało mi się dowiedzieć w sprawie szkolenia.Asia podała mi nr tel. do Pani,którą polecił Związek Kynologiczny w Katowicach.Otrzymałam informacje,że prowadzą 2 szkolenia: indywidualne i grupowe.Grupowe trwa 2 m-ce i jest w każdą sobotę i niedzielę.Koszt 600zł.Indywidualne 10 szkoleń koszt 100zł+koszty dojazdu.W obu przypadkach musi być pierwsze spotkanie ze szkoleniowcem p.Mirkiem i on ocenia psiaka i dobiera odpowiednie szkolenie-koszt 150zł,który jest wliczony do obu form szkolenia jeżeli się je podejmie. Pani podała mi nr. tel. do p.Mirka i jemu przekazałam wszystkie informacje dotyczące problemów z Matim.Potwierdził,że trzeba się z nim umówić na spotkanie, ale z tego co ode mnie usłyszał to raczej szkolenie grupowe nie jest dla Matiego,a jedynie praca indywidualna tam na miejscu,czyli począwszy od wyjścia z mieszkania.Powiedział mi także,że w 80% to jest praca z opiekunem a 20% z samym pieskiem.Po tych informacjach zadzwoniłam do p.Beaty,przekazałam wszystko czego się dowiedziałam i zapytałam, czy będzie mogła zapłacić za np. kilka lekcji i niestety ale ze smutkiem w głosie odpowiedziała mi,że nie.Nie stać jej na jakikolwiek koszt,nie może wziąć kredytu bo jeden spłaca i również nie ma możliwości pomocy od kogoś bliskiego. Wraz z Anulą przewałkowałyśmy to na wszystkie możliwe sposoby szukając jakiegoś rozwiązania, biorąc również pod uwagę powrót Matiego do szafirki,czyli transport 300zł+ koszt hotelikowania.Tylko,jak szukać mu kolejnego domu, skoro problem jego zachowania na spacerach przecież nadal by był,bo samoistnie nie zniknie?.Jeszcze coś co jest według nas najważniejsze,to sfera uczuciowa....Mati jest bardzo przywiązany do swojej Pani i bardzo ją pokochał i to z wzajemnością,więc rozstanie było by ogromną traumą dla obojga.To domek nie z wysokiej półki ale bardzo dobry, z pokładami wielkiej miłości.Nie jego jest winą,że choć bardzo chce,to nie może z tym wszystkim się zmierzyć i podołać. Jeżeli zostawimy to tak jak jest,nie robiąc nic,to może w końcu dojść do tragedii i Mati może zostać potrącony przez samochód albo zginąć pod jego kołami :( Nigdy byśmy sobie tego nie wybaczyły,że można było pomóc i temu zaradzić a my tego nawet nie spróbowałyśmy... Dlatego postanowiłyśmy zrobić wszystko aby oboje mogli skorzystać z pomocy szkoleniowca.Na koncie Doni,Joki i Leydy mamy pieniążki w kwocie 966,92zł. które trzymałyśmy na tzw. "czarną godzinę" i ona chyba właśnie nadeszła,więc przekazujemy je na ten cel.To już dużo ale jeszcze będzie brakować ok. 500 zł na koszty dojazdu p.Mirka do Dąbrowy Górniczej. Zwracamy się do wszystkich,którzy podzielają nasze działania i którym los Matiego jest bliski sercu tak jak naszym o pomoc w dozbieraniu brakującej części pieniędzy! Szkolenie prowadzone by było przez Pana Mirka z Zakładu Szkolenia Psów KORKUS w Katowicach1 point
-
Tak, jest to wypadnięty gruczoł łzowy. Powinno się go jak najszybciej repozycjonować pod trzecią powiekę, bo powstanie stan zapalny, co może skutkować uszkodzeniem gruczołu. Wypadnięcie może być jednorazowe ale może też się powtarzać, jeśli, np. uszkodzona jest chrząstka trzeciej powieki. Jeśli tylko się da, to nie zgadzajcie się na wycięcie. Powinien zostać wszyty metodą kieszonkową.1 point
-
1 point
-
Zero telefonów i pytań do tej pory, a z ręką na sercu on jest naprawdę śliczny, ma tak słodki pyszczek, że ja bym sie zakochała. i za moje!!!1 point
-
Bardzo wspolczuje... Trzymajcie się malagosy. Koty zawsze tak odchodzą, ze zabierają kawałek serca Opiekunow ze sobą :(1 point
-
ten maluszek wyrzucony ujmujący tylko przytulać1 point
-
1 point
-
1 point
-
Już miałam iść spać... Niesamowicie szczęśliwe psiaki plus Pucek ! Pucek, widzę, też ma swojego bodyguarda, podobnie jak trójłapek Jaś. Ale największy sentyment, mam do Rajki i Soni. Wciąż wiodą szczęśliwe życie w cudownym domu. Bardzo, bardzo sie cieszę ! Dziękuję Tolu za te zdjecia. Fred z kolei, przeszedł ogromną metamorfozę ! Jest wręcz nie do poznania ! Wygrał szczęśliwy los i niech mu już zawsze sprzyja !1 point
-
Rozmawiałam dzisiaj z dr Sylwią i wygląda to tak , państwo byli wczoraj z Maksiem, na zastrzyku,/antybiotyk/ dzisiaj również byli na podanie syropu/ p/bólowy i p.zapalny/ oraz kropelki do oczu, wetka celowo prosiła o wizytę dzień po dniu ,żeby zobaczyć Maksia i jutro również pan ma być z Maksiem ,celem podania jeszcze antybiotyku, dr Sylwia jeszcze jutro dokładnie obejrzy Maksia i będzie jeszcze lekarz, żeby skonsultować oczko, ponieważ ,guz rozciągnął powiekę i zachodzi ryzyko ,różnych powikłań ,stanów zapalnych i wysychania, plan był taki ,że po wygojeniu się rany, stan gałki ocznej zbada okulista, podobno tak długotrwały nacisk, mógł poczynić jakieś zmiany? chcieli skonsultować prawidłowość dalszego leczenia ze specjalistą ,p Mateusz umówił lekarza, nikt nie przewidział ,że... państwo znowu nie wyrażą zgody :( nie będę pisała o całym chaosie jaki wprowadzają ,swoimi zgodami, zmianami decyzji, umawianiem się ,zmianami terminów albo wręcz ,znikają! nie otwierają drzwi! tak namieszali , że ja jak słuchałam, to się pogubiłam a ponieważ poznałam pana to doskonale wiem jak to mogło wygladać :( piszę to tylko dla tego ,żeby zrozumieć , ze to wszystko nie była normalna ,planowa operacja! i trudno było dopracować takie szczegóły jak badanie hist-pat / do końca nawet nie byli pewni czy operacja się odbędzie/ szkoda ,nawet czasu ,żeby to wszystko opisywać! poprosiłam jutro o jakieś zdjęcie jeśli się uda i jeśli to możliwe o decyzję , czy taka korekta powieki będzie konieczna? jeśli tak, to czy jest możliwe ,przeprowadzenie jej bez ,konsultacji okulistycznej / podobno źle reagują na wizytę w klinice na Strachocińskiej/ Faktura za sam zabieg jest wystawiona ,koszt 550zł poprosiłam o przesłanie na mejla i po porozumieniu z p Mateuszem obiecałam , że zapłacimy 550zł i będziemy czekać na dalsze zalecenia lekarzy, oraz przekazałam dr Sylwii że jesteśmy przygotowani na leczenie Maksia, które teraz otrzymuje , jeśli chodzi o dalsze zabiegi operacyjne p Mateusz powiedział ,ze TOZ uzbierał ok 700zł więc też to co by ewentualnie, by nam pozostało z opłacenia pierwszej faktury + to czym dysponuje TOZ , mogło by zagwarantować Maksiowi zabieg, p Mateusz zaproponował transport Maksia do kliniki na Strachocińską gdyby udało się jutro p doktor przekonać państwo, prosiłam żeby próbować przekonać ich siłą argumentów! skoro zrobili już pierwszy krok to szkoda byłoby to zaprzepaścić.1 point
-
1 point
-
witam Ciocie...po dluuuuugiej przerwie wracam powoli na Dogo, juz nie z taka intensywnoscia jak kiedys ,ale w miare czasu bede pomagac. 12.grudnia zostalam mama slicznej Mai , tym samym moj juz 12letni Bruno zostal starszym bratem:) i ku mojej radosci swietnie sie w tej roli sprawdza. Pozdrawiam !1 point
-
Uważam, że wizyty przedadopcyjne są jak najbardziej pożądane, ale i one nie dadzą 100% gwarancji, że wszystko będzie ok. Dlatego nie dziwi mnie i nie oburza, że chętni są prześwietlani - w końcu tu chodzi o dobro psa. A pies ten nie może kolejny raz być skrzywdzony przez człowieka - dom, do którego pojedzie musi być najlepszym i ostatecznym. I oby taki się znalazł. Najgorsze, że czas szybko płynie, a dla psów jeszcze szybciej niż dla ludzi.1 point
-
Poranny spacerek za nami, było wszystko, układ pokarmowy odrabia stresy podróży, sika straaaasznie długo. Mało pije, więc nawadniam ją zupką animondową (woda+łyżka konserwy). Pani u której była Mimi nie skreślajcie, bo Mimiśka na dzień dzisiejszy jest absolutnie nieadopcyjna, nie dziwię się że pani się poddała, chciała pieska, nawet strachulca, ale Mimi to jest 100% strachu w strachu i 100% dzika w dziku. Absolutnie żadnego biegania luzem, bo później łapać chyba by trzeba było na podbierak, tylko smycz i powolna nauka. Przed zabraniem do domu próbuje się stawiać, ze strachu. W wyprawce jest nawet kagańczyk, więc pani miała problem z kłapaniem. Na rękach czuje się bezpiecznie i jest ciekawa świata, wszytko ją interesuje. Z kontenerka wyciąga ją tylko widok psiaka biegającego po tarasie, w sekundzie jest przy drzwiach tarasowych i do jedzonka. A tak to trzeba ją brać na rączki, tak więc robimy i zwiedzamy dom. Z kontenerka obserwuje wszystko bardzo uważnie, a że dzieje się u nas dużo, to i dużo bodźców dostaje, ale jest tym zainteresowana. Na razie jest trochę pogięta jak paragraf ze strachu, ale jak ją coś zainteresuje na spacerze to się prostuje i widać że będzie z niej mała arystokratka ;) Suche jedzonko jej nie interesuje, nawet jak jest zmieszane z mokrym to obliże i wypluwa. Jeśli więc chciałybyście Mimisię wspomóc to tylko puszkami. Na razie o weterynarzu nie ma co myśleć, bo kolejny stres absolutnie nie jest jej potrzebny, trzeba trochę czasu. Spróbuję jej zrobić fotę na kolejny spacerku.1 point
-
Dopiero odespalam ten dzisiejszy długi dzień :) przepraszam jaguska, że byłam mało rozmowna, ale przyznam że zmęczenie wzięło górę, spałam tylko 3h. Jeszcze raz dziękuję Ci podjęłaś się tymczasowaniu Mini, nie każdy by się podjął. Wszak to dzikusek. Jesteś bardzo odważna Osoba, a już czuję że sunia naprawdę sie u Ciebie otworzy. Ciepło aż bije od Ciebie :) Tak, sunia jest śliczna, my z Tatem też od razu powiedzieliśmy, że to lisek. Śliczny i byłby to adopcyjny lisek, gdyby nie fakt, że skrajnie zaniedbany socjalizacyjnie. U mnie świetnie reagowała na mojego Tatę, a to ciekawe, bo Tato duży z potężnym głosem, nie każdy zwierz od razu się przekonuje, że to najłagodniejszy i najspokojniejszy człowiek jakiego znam... :) A ta mocno za Nim wodziła wzrokiem, zaglądała, chętniej wychylała nosek w Jego stronę. Do kobiet w naszym domu była bardziej przerażona. Transporterek trzymaj, ile trzeba. Mnie nie jest do niczego potrzebny. Mój kot ma o wiele większy, bo w tym się nie bardzo mieści (ale mój kot to bardziej żbik, a nie kot domowy :) ). Ten sobie z reguły stoi tylko. Mimi to bardzo ciekawska sunia, zdecydowanie. Myślę, że właśnie w tym jest potencjał. Ważne, że się nie zamyka w swoim świecie, ale obserwuje i układa sobie w główce. Dzisiaj rano miała zapoznanie z moim psem, króciutkie, pies nie przekraczał linii paru metrów, ładnie się przymilał do mnie, a ona taka trochę zaskoczona obserwowała ta psia miłość do mnie. Może też dlatego, po drodze już nie panikowała jak przypadkiem mnie dotknęła czy trafiła nosem. Najbardziej reagowała jak coś mi szelescilo w ręce, od razu uszy na sztorc, kilka kroków bliżej, chudziutke i krzywe lapki przednie na kolanie i wyciąganie szyjki. Wierze że się otworzy. Zwłaszcza po tym, jak w samochodzie tak się zrelaksowała, że mogliśmy usłyszeć jak gada :) oczywiscie we wtorek jak przyjechała i wczoraj o 5rano jak sterczałyśmy na dworze to chciało mi się płakać z jej stanu: to jeszcze szczeniak, a w takim stanie, że... :(. Moja Gandzia też taka była... Tyle że u Gandzi dochodziło kłapanie zębami :) Wysyłam moc pozytywnych myśli w Waszą stronę. Dziękuję, że nie tylko dałaś jej DT, ale również po nia przyjechałaś i nie chcesz zwrotu za paliwo, a miałaś kawał do przejechania. A pieniążki na utrzymanie jakoś zbierać będziemy. Aaa rzecz ważna, sunia jest przed pierwsza cieczka.1 point
-
No to przynajmniej wiemy tyle I do tego należy sie 'ustawić'.Wycinek nie poszedł na histpat. - trudno.Tak jak wspomniałam,gdyby zmiana była złośliwa - to..byłoby smutno I na tym koniec,bo dalsze leczenie (jak sądzę) byłoby poza naszym zasięgiem,o ile w ogóle byłoby jakieś. Teraz trzeba dopilnować płatności,Anica na pewno wie co I jak, A państwo...w ogóle nie ma się nad czym rozwodzić,cieszmy się,że oczko "zrobione",a jeśli Maksio z jakiegoś powodu słabnie I gorzej się czuje,to...to jest przerażająca wizja.Trzymajmy kciuki,żeby nabierał sił.Dobrze,że chociaż pan przychodzi do gabinetu,mogłoby być gorzej,prawda? I dla uściślenia - faktura będzie zapłacona ze zbiórki na Dogo,tak?1 point
-
Jest to płatne i lekarz sam nie zleci. Trzeba o to poprosić.1 point
-
Dzisiaj tylko kilka zdań z pierwszych obserwacji. Na rękach jesteśmy odważne, ciekawe wszystkiego, zainteresowane otoczeniem i na kolankach też, możemy się wąchać i bratać z kotami i psami. Niestety przy próbie postawienia na ziemię nóżek nie mamy, łapki poskładane ze strachu jak scyzoryki, łepek jakby się dało to jak struś, w piasek. Animonda zjedzona "z ręki". Na rączkach na podwórko wynosimy, bo nóżek ni ma. Obecność zaznaczona kupalem na środku podjazdu ;) Chodzić na smyczy "tak normalnie" nie umie, ale na długiej biega, obwąchuje, tropi coś tam, ogonek w dół ale już nie całkiem pod brzuchem, końcówka do góry. PO jakimś czasie zaczyna kołować jak pies na uwięzi, kółko za kółkiem, zaczyna się nakręcać strachem, do domu tylko na rękach bo panika i paraliż.Teraz chwila spokoju, siedzi w transporterki (otwartym), w czapce niewidce, ale obserwuje, bo tu ciągle jak nie kot to kot albo inny kot, czasem psiak, człowiek, papuga się rozedrze. Tysiu, ja Ci ten transporterek kilka dni przytrzymam zanim odeślę, na razie nie chcę jej go zabierać, po kilku dniach przeniosę ten kocyk do mojego transporterka, bo widzę że ona musi mieć taki swój azyl z daszkiem. No i mamy pierwsze warczenie, bo Krzyś chciał wejść do transporterka i na Myszkina też nakrzyczała, czyli charakterek mamy ;) Mimiśka jest bardzo przystojna, ma długie smukłe nóżki, wygląda jak sarenka z lisią główką :) Połówek jak ją zobaczył powiedział -lisek.1 point
-
No jasna cholera mnie strzela! A czym oni się tak urobili okrutnie? Gnomy cholerne.1 point
-
Nie,nie jestem DT i raczej już nie będę.TZ jest przeciwny po tym jak Sawana odeszła.Razem przeszliśmy psychiczny koszmar po śmierci Sawani.Do tej pory przynajmniej ja nie mogę się pogodzić z tym faktem.Kiedyś byłam silniejsza psychicznie,teraz to się zmieniło. Prostsze jest pomaganie psiakom w inny sposób.1 point