Leaderboard
Popular Content
Showing content with the highest reputation on 02/13/18 in all areas
-
Tęsknimy za Misiem Dzisiaj zadzwoniła dziewczyna,która również dokarmiala psiaka,że córka /10lat/ chce jechac do Murki odwiedzić Misia. Ale dziewczynka od dawna choruje,i jej mama obawia sie wzruszeń,płaczu i pogorszenia zdrowia dziecka.To bardzo wrażliwa młoda osóbka. Ale wiele osób dzwoni i pyta jak sie ma Misio,jego nie dało sie nie kochać.3 points
-
Piesek był przerażony, cały się trząsł, ale nie walczył - jest na pewno bardzo zmęczony no i w szoku po tak strasznych przejściach. U weta został zważony (waży 6, 70 i nie przytyje wiele, bo nie jest wychudzony), zbadany, miał pobrana krew, babeszjoza wykluczona. TZ przed chwilką rozmawiał z wetem i wyniki są dobre, wątroba, trzustka ok. Jest stan podgorączkowy, ale to może z stresu? W tej chwili maluch zasnął, może spokojnie od ponad 2 tygodni. Piesek jest biało - rudy; w tej chwili pobrudzony, bo poganiali sobie trochę z TZ po węglu.2 points
-
2 points
-
Gabrysiu, bardzo, bardzo dziękujemy za wsparcie. Potwierdzę wpływ pieniążków jak tylko zameldują się na Kapselkowym koncie2 points
-
Radio fajne jest, to prawda :) Ja kiedyś bardzo dużo słuchałam Trójki, a w czasach młodości nie mogło być soboty bez listy przebojów. Umawialiśmy się nawet z ludźmi z klasy na wspólne słuchanie :) Ale teraz, po "dobrej zmianie" to już nie jest to radio, odeszli najlepsi :(2 points
-
2 points
-
W 1 poście aktualizacja - bardzo bardzo dziękujemy za wpłaty. W ostatnim miesiącu trafiło do nas bardzo dużo psów, szczeniąt i dorosłych - przerosło nas to także finansowo. Bez Waszego wsparcia nie dalibyśmy teraz rady.2 points
-
Mile Panie, przekonujcie adoptujących psy, że reagowanie raptem na 7 słów - dobrze, nie, siad, noga, czekaj, do mnie, daj - nie przekracza możliwości żadnego psa. A niesłychanie ułatwia życie obu zainteresowanym stronom - pies czuje się bezpieczniej, gdy rozumie czego człowiek oczekuje, człowiek ma ułatwiony kontakt ze zwierzakiem. Przeciętny pies ponoć kojarzy co najmniej dwieście słów. nieprzeciętny - dwa tysiące. Myślę, że w każdym DT można wdrażać trzy absolutnie konieczne - dobrze, nie i siad.2 points
-
Buziaki wieczorne od naszych kochanych sunieczek - Kropeczki i Plamki. :) Psie dziewczynki wspólnie czekają na smaczki. Jak widzicie stoją już "prawie" łapka w łapkę. Kolejny raz leczymy antybiotykiem zatkany kanalik w "białym" oczku Plamki. Pani weterynarz twierdzi, że zatykanie kanalików to nawracająca przypadłość. Na szczęście - jak widać na fotce - to nie psuje Plamci humoru, bo wesoły ogonek zawsze w ruchu. Wczoraj przypadkowy błysk flesza odkrył tajemnicę Plameczki - jest prawdziwie kosmicznym pieskiem! To znaczy żywiołowym, energicznym, skocznym i ... ogólnie rozkosznym. Oczywiście ten malutki, słodki piesek ma swoje nawyki - na przykład lubi prowadzić drobne akcje sabotażowe - hi, hi, hi. Na poniższej fotce Plamcia zastanawia się, czy zakończyć całodzienną - prowadzoną z ogromną zawziętością - okupację legowiska Kropeczki... Dopiero wieczorem, po zakończonej akcji, zaczyna - spokojnie i metodycznie - mościć się u siebie :) Życzymy kolorowych snów wszystkim drogim Dogomaniakom, dzięki którym Plamka została uratowana ze schroniska. Jeszcze raz pięknie dziękujemy za Wasza pomoc - bo nasze skromne życie, dzięki małej Plamce, stało się ciekawsze i radośniejsze.1 point
-
1 point
-
Maluch już bezpieczny!!! Przede wszystkim bardzo dziękuję Wam wszystkim że jesteście tutaj, dopytujecie o psiaka, trzymacie kciuki. Przydały się dzisiaj bardzo, bo nastroje tutaj na miejscu były kiepskie; wczoraj parokrotne podejmowane były próby złapania malucha, ale bez powodzenia. Na noc ustawiliśmy w domu klatkę, dzisiaj rano okazało się jednak, że po raz kolejny nie udało się - jednak tym razem piesek nie zdążył nawiać w pole no a złapanie go w domu okazało się łatwiejsze niż przypuszczaliśmy.1 point
-
Słowami nie tak łatwo przekonać, tym bardziej że ogłoszenia adopcyjnych psów z oczywistych powodów pisane są tak, by wzruszyć. Naprawdę wielu ludzi uwierzy w Disneya i 101 dalmatyńczyków, a nie w poradnik szkoleniowy. Zwróćcie uwagę, że w obecnym pokoleniu ważny jest obraz - na filmie, w komórce - nie tekst pisany. Gdyby przekazując psa pokazać tylko jak pies siada i chodzi na smyczy, pokazać, jakie słowa pies rozumie, pokazać jakich gestów unikać - może i psom i nowym właścicielom byłoby łatwiej się zrozumieć. No i zwracać uwagę, by ludzie na dzień dobry nie zmieniali imienia psa - niech bodaj ten jeden znany już dźwięk ułatwi zwierzakowi "oswojenie" nowego domu. Paniom prowadzącym DT w mojej okolicy (Kraków) chętnie pokażę jak to może wyglądać - oczywiście nieodpłatnie.1 point
-
Dzisiaj Dunia zawitała sobie do kuchni jakby nigdy nic. Od dawna jej tu nie było, a nie ma co ukrywać, że u nas spora kuchnia jest sercem domu od zawsze. Dunia jest też typem leniwca (i na pewno nie jest to zachowanie lękowe), bo czasami muszę ją obejść, zrobić krok, aby przez nią przejść, albo mopem ją ominąć, bo hrabina sobie leży i nie ruszy tyłeczka. Ma jednak problem z chodzeniem przez drzwi, muszę ją wynosić na dwór i przynosić. Na dworze czasami pobiega przy żywopłocie, albo przycupnie i siedzi cały czas, aż jej nie wezmę z powrotem do domu. Smaczki nie działają, szelki nie działają, inne psy lub brak psów też nie działa, więcej czasu też nie. Bez problemu dotykam ją, głaszczę. Interesuje się zazwyczaj jak nas widzi rano, albo gdy skądś wracamy, a czasami nawet się nie ruszy z legowiska.1 point
-
1 point
-
1 point
-
Bardzo dziękuję Jak tylko wpłyną, potwierdzę. Pysia jest grzeczna. Mój wnuk mówi na żonę Pysia :) Dostałam mejl od koleżanki Cześć xxxx Piesek ma się dobrze. Poczuł się pewnie w domu. Gości wita szczekaniem. Zdarzyło mu się pogonić kocie towarzystwo. Może w przyszłym tygodniu go wykastrujemy? Nie miałam okazji przetestować go na "małe dzieci". Może uda mi się ściągnąć do domu dzieciaki kuzynki z 2 latkiem. Dam znać. Nie lubi aparatu. Jak się czuje sunia? Pozdrawiamy B.i zwierzyniec Nie umiem powiększyć zdjęć.1 point
-
Nie ma za co dziewczynki, przecież Kapselek to moja miłość.1 point
-
Poszedł przelew za hotel Kapselka za styczeń.1 point
-
Gabi kochana ogromnie dziękujemy :* :)1 point
-
Kilka fotek z niedzielnej kontroli u weta. Misio byl mega dzielny, w lecznicy obserwowal wszystko z kolan, nie zwracal uwagi na psy, koty, halasy i tabuny ludzi. Byl bardzo cierpliwy, bo czekalismy ok. godziny na przyjecie, a on nawet nie pisnal. To taki lagodny, kochany i nieklopotliwy psiaczek. Ktos bedzie mial z niego wielka pocieche.1 point
-
1 point
-
kapselek boski!!! Przelałam dla przystojniaka 51,50 z bazarku1 point
-
Nie jest znany! "zakładamy " raczej wersję optymistyczną :) może dlatego że się w każdym temacie zgadzaliśmy po pierwszej rozmowie z p Mateuszem do którego poczułam sympatię i zaufanie, naprawdę nie łatwo było osiągnąć "cel" jestem pewna zaangażowania TOZu w opiekę nad Maksiem, myślę że weci są poważnymi ludźmi /tym bardziej że rachunek jest nie zapłacony/ i zgodnie z umową powiadomili by TOZ ,że państwo nie wywiązują się ze swojej opieki, uważam ,że mają tak blisko, że... nawet kilka razy dziennie ,mogą chodzić na zastrzyki... wieczorem spróbuję napisać coś więcej, mam nadzieję ,że będę miała możliwość! ... niestety mój kolega ,przedłuża swoją nieobecność w pracy co powoduje ,że ja nie mogę pozałatwiać swoich spraw tak jak bym chciała :(1 point
-
Matysiakowie, w Jezioranach, powiem szczerze że do tej pory czasem słucham audycji dla dzieci przed 20 na jedynce;) Grześ zdecydowanie za dużo ma imienin i nadal na diecie:( u nas gra w pracy, bez radia dziwnie jest witamy! dzień dobry tu są różne tematy i dobrze!;)1 point
-
No to się rozumiemy, Radku. Ja też w radiu najbardziej lubię gadanie. I słuchowiska i jak książki dla nas czytają albo o nich mówią. Grzesiu, chyba się nie gniewasz, że my to o radiu. A może czasem słuchasz u pani Renaty...1 point
-
Zacytuje siebie z innego Twojego wątku: I dokończę: Benek zmarł naturalnie. Bez bólu - narkoza. Bez świadomości zagrożenia - nie zdążyłeś mu przekazać swoich emocji, a uwierz mi, nie da się tego ukryć, każdy pies to wyczuje. Nie doświadczył ograniczeń a Ty patrzenia na cierpienie kochanej istoty - początkowe stadium choroby. Zachował radość życia do ostatnich chwil. I... nie musiałeś rozważać decyzji o eutanazji. Bądź mu za to wdzięczny.1 point
-
Dziękuję i potwierdzam, że przelew przyszedł. Uzupełniłam w poście rozliczeniowym.1 point
-
Dziękuję:) Postarały się zwierzaki:) Widzę, że Dogo jakieś odświeżone, nowe funkcje, nowocześniejszy wygląd i animacje:) U Pandy wszystko OK. Zima nie jest jej ulubioną porą roku. Wyjdzie na dwór i ani nie po minucie chce wracać do domu. Dosłownie na siknięcie. Zdarza jej się wtedy, że budzi mnie w środku nocy bo chce wyjść. Dlatego przymusowo zostaje dłużej na zewnątrz - chociaż te kilkanaście minut. Kojec otwarty to zawsze może wejść do budy, co z resztą czasem robi. Tyle, że jak wychodzimy na spacer to już zapomina o zimnie. Nie wiem właśnie czy już o tym wspomniałem wcześniej... Z innych spraw to powoli kończy jej się karma. Wystarczy mniej więcej na 2 tygodnie. Rozejrzę się za nową...1 point
-
No tak :) W filmie jest tak, jak chce reżyser, scenarzysta, aktor, a radio pozwala działać wyobraźni. Z radiem jest tak, jak sobie wyobrazimy daną scenę :)1 point
-
1 point
-
Masz rację i to w 100%.Pies,który nie zna słów żyje w swoim świecie natomiast jak zna żyje z człowiekiem.Do psiaka jak się sporo mówi to jest z nim niesamowity kontakt i bardzo ułatwione życie na zasadzie wspaniałego partnerstwa.1 point
-
.. to dobre życzenia! bardzo Dobre! niech będzie Spokojny! Eluniu, gdybyś ,poznała Gwiazdunię też byś tak napisała! ta sunia potrafi w kilka chwil ,chwycić za serducho, chyba najbardziej trafnie ujęła to Basia .. to chodząca miłość! nawet Magda jak ją wiozła do Kikou, a jest ona bardzo... rzeczowa?! nie znajduję słowa! zadzwoniła do mnie i prosiła... ogłaszajcie ją jak najszybciej! sunia jest gotowa do kochania do adopcji na już! jest niesamowita z tym pragnieniem miłości!!!1 point
-
Propozycja DT aktualna. Jeśli z Wrocka podjechałabyś z Mini do Oławy to mogłybyśmy się spotkać na dworcu PKP w Oławie właśnie, dzień i pora jest mi obojętna, dojadę tak jak będzie pasowało Tobie. Mini może sobie u nas dochodzić do siebie, będziemy się uczyć psiego życia i mam nadzieję że podołam. To jest Psotka z Krotoszyna, od niej będzie się Mini uczyła psiego życia.1 point
-
No,niestety albo stety,nie każdy zdzierży zasikane podłogi,dywany skoro wcześniej ich nie miał i nie przywykł.Nie każdy też siedzi w internecie i studiuje zachowania psa i szuka przyczyn złego zachowania.Ten kto zaadoptuje normalnego psa to jest szczęściarzem,natomiast ten kto zaadoptuje z problemami to przegrał.Do takich ludzi właśnie trafiła Malwinka.Dość często się zdarza,że pospolici ludzie,nie chcą,nie umieją poradzić sobie z psem.Przed adopcją jedno im siedzi tylko w głowie,o jaki śliczny,malutki ja takiego chcę nie wdrażając się a co będzie jak..... No i wybierają najprostszą drogę zapewnienie w umowie,że mogą zwrot zrobić z adopcji nie siląc się na pracę z psem.1 point
-
Każdy robi jakieś błędy - i nie ma kolejki czekających na bezpańskie psy, aby za jakiś błąd przekreślać od razu. Może dobrze byłoby zrobić listę zaufanych, sprawdzonych szkoleniowców w jakimś okręgu czy mieście, dołączyć do psa, tylko informując, że w razie konieczności to już nie za darmo byłaby pomoc. Przypuszczam, że po nieudanych próbach wynoszenia psa - pies uciekał od nich także ze strachu przed ich emocjami, bo na pewno sami byli w takiej sytuacji zdenerwowani. A swoją drogą, pies nie przywykły do brania na ręce, może traktować to jak śmiertelne zagrożenie - warto o tym informować nowe domy.1 point
-
A myślałam, że już skończyło się to bicie piany. Pani była fajna, była wizyta PA, był termin wyjazdu Igi... wszystko było, dopóki Malwa nie strzeliła focha, że decyzję o adopcji podjęto bez niej. Pewnie i ma trochę racji, ale to sprawa Malwy i ewu. Natomiast rykoszetem odbiło się to na kilku osobach, Osobowo nie można było wskazać winowajcy / kto uważnie czyta posty, ten nie miał problemu/ , więc winien został KTOŚ. Atmosfera zagęściła się, ale podjęto rozmowy z DS, choć nie był to przecież najlepszy moment. Od tego czasu pani jest niedobra. Psa chce za darmo, za transport nie zwróci, szelki trzeba kupić / bo Iga nie ma swoich, a w czymś trzeba psa zawieźć / i czort wie co tam jeszcze... No mniej więcej tak ja to widzę w skrócie. Malwa, mam pytanie - czy pani szukała psa w śląskim? Czy weszła w zakładkę dolnośląskie -WROCŁAW / kundelki- ZA DARMO i tam w lokalizacji Psie Pole znalazła ogłoszenie Igi, a tam zamiast info, że pies przebywa w ok. Katowic, było co? - W razie potrzeby, pomożemy z transportem. Malwa, psy nierasowe mogą być tylko w opcji ZA DARMO Jeszcze dość istotne pytanie- czy w pierwszym kontakcie, jeszcze przed wizytą, pani została poinformowana o miejscu DT Igi i pełnych kosztach transportu? Czy pani dopiero w rozmowie z Tobą dowiedziała się o faktycznych kosztach, dlatego oponowała, że zgodnie z ogłoszeniem chce psa za darmo. Kto wie, może pani odniosła wrażenie, że ktoś chce naciągnąć ją na kasę, no bo jaki transport, skoro psiak tak blisko. Przecież były już pieski za darmo...tylko obróżka 500zł Czy pani odmówiła kupna szelek, bo aż nie mogę w to uwierzyć...a dyskutuje się tu w nieskończoność o tych szelkach. Mam wrażenie, że całe zamieszanie nie powstało z winy pani, ale niestety na niej się odbiło.1 point
-
Bardzo trudno jest myśleć o tym cudownym Staruszku w czasie przeszłym. Nagle w moim życiu zrobiło sie bardzo dużo czasu. Nikt ode mnie nic nie chce, nikt mnie nie goni do sypialni, żeby w końcu mogł iść spać, wszyscy radzą sobie sami, a ja zamiast odsypiać, piorę, piorę i piorę, porządkuję, segreguję i płaczę. Kłamałabym mówiąc, że Rokus był psem bezproblemowym. Chwilami opieka nad nim była trudna, nie tylko fizycznie. Trzeba było pilnować, żeby nie podszedł do niego duży pies, żeby nie zgubił się kiedy zostawał w tyle, bo jak tracił mnie z oczu to leciał przed siebie i niekoniecznie w moją stronę. Trzeba było podnosić go przy wsiadaniu do samochodu i wysadzać z niego, wsadzać na kanapę i po chwili, jeśli chciałam wyjść z pokoju zsadzać go z niej - czasami kilka razy w ciągu godziny. Pamiętać o podaniu leków, niektórych pół godziny przed jedzeniem, niektórych po jedzeniu. Codzienne sprzątanie i kilkukrotne w ciągu pranie zabrudzonych posłań, czyszczenie podłogi, pranie dywanów. Częste podnoszenie Rokinka z podłogi, bo jak upadł w miejscu, gdzie nie było chodnika, to nie był w stanie wstać. Trzeba było być przy nim bez przerwy od chwili powrotu z pracy, bo inaczej krzyczal i domagal sie obecności. Nie można go było zostawić wieczorem w domu, bo ujadał tak, że sąsiedzi słyszeli. Od pewnego czasu nie mogliśmy nigdzie z Jackiem wyjść razem, bo cały czas denerwowałam się i martwiłam, czy Rokuś na pewno leży na posłanku, czy nie woła nas. Na spacerach też byliśmy sami, bo nikt nie chciał dreptać stopka za stopką, żeby dostosować się do tempa Rokusia. Spacery były zawsze dostosowane do jego samopoczucia. Raz dreptaliśmy godzinę, a czasami tylko 30 minut i trzeba było wracać do domu. Ubieranie Staruszka w ubranko, żeby nie zmokły jego chore łapki, wycieranie pupinki po załatwieniu się, bo inaczej od razu miał ją czerwoną i pewnie jeszcze dużo innych zajęć, których w tej chwili nie pamiętam. Mimo to, zrobiłabym wszystko, żeby pozostał z nami, bo kochaliśmy to cudowne Słonko bardzo. Płaczemy po nim oboje, bo bardzo się z nim zżyliśmy i bardzo trudno teraz żyć bez niego. To stało sie tak nagle... Teoretycznie byliśmy przygotowani na to, że choroba będzie się posuwala. Ja uczepiłam się stwierdzenia "umiarkowana złośliwość" w badaniu hist-pat. Sprawdzałam wielkośc węzłów chłonnych, pilnowalampodania leków, starałam się go aktywizować. Nie przypuszczałam, że ta pierwsza biegunka jest oznaką przerzutu do jelit, a nawet wtedy, kiedy dr Jagielski potwierdził, że chłoniak zaatakowal jelita, myślałam, że jakos damy radę to opanować, że będziemy na stałe podawać leki, które pomogły za pierwszym razem na 2 dni. Jeszcze wpiątek nagrywalam filmik, na którym Rokuś byl taki zadowolony. Po raz pierwszy od prawie 2 tygodni widzieliśmy go takiego zadowolonego. Zaświeciło się światełko nadziei, że czuje sie lepiej, że na pewno już nie będzie biegunki. Po 10 minutach niestety znowu się z niego lało:( A potem było już tylko gorzej. Po raz pierwszy rozmawialiśmy o tym, że jest naprawdę kiepsko w sobotę. Jacek poruszył temat, że musimy o tym porozmawiać, podjąć jakąś decyzję, sami sobie dać jakiś termin. Uciekałam od tej rozmowy, zbyłam go nawet niegrzecznie, kiedy powiedział, że musimy liczyć się z tym, że to się może stać na dniach. Jacek prosił, żebym spróbowala zadzwonić do Konika i dopytać w jakich godzinach można do nich przyjechać. Myślałam, że go zabiję, wydawało mi się, że to zdrajca, że wcale Rokusia nie kocha, tylko jest zmęczony opieką nad nim. Wysłałam zdjęcia Rokusia Eluni jak je na leżąco z miski, bo nie ma siły wstać, zdjęcie jego odbytu. Ona odpisała, że nie wygląda to dobrze... Mimo to nie zadzwoniłam do Konika i zaklinalam rzeczywistość. Nie spałam całą noc. O północy zrobiliśmy Rokusiowi zastrzyki z poltramu i No spy. Zasnął na 4 godziny mocno. Chrapał i odsypiał godziny, w których tylko siedział i w ciszy patrzył przed siebie. O 4 nad ranem zaczął dyszeć, wstał i po raz pierwszy odkąd był z nami przeszedł w nocy do dużego pokoju na swoje dzienne posłanie. Odwrócił się tyłem do pokoju (po raz pierwszy). Leżał, ale nie spał. Podałam mu lek przeciwbólowy z paszteciku - ledwie go wziął. Ja siedziałam obok, nie odzywając się ani słowem. O 6 rano zmienił mnie Jacek. Powiedzial, że Rokuś znowu zasnął i spał bardzo mocno. Nie miał serca go budzić, ale chciał przed wyjściem na uczelnie wyjść z nim na krótko na dwór. Potem powiedział mi, że to było bardzo trudne, widać było, że Rokinek nie ma kompletnie siły, ani chęci na ruszanie się. Spacer trwał 4 minuty. Jacek siedział z nim jeszcze, podał mu leki i w końcu spóźniony ruszył na uczelnię - zapominając telefonu. Ja wstałam około 9:30, od razu poleciałam do Rokusia. Obudziłam, wycałowałam i starałam się namówić go na wyjście na dwór. Bardzo ciężko było go podnieść, w końcu nałożyłam mu na leżąco szelki i jakoś go podniosłam. Siły starczyło mu na dojście do windy. Kiedy zaczęłiśmy zjeżdżać do garażu, upadł i za nic nie mogłam go podnieść. Natychmiast wróciłam na górę i jakoś udało mi się go wyciągnąć z windy. Sunie przerażone chowały się po kątach. Dotaszczyłam go do posłanka i zaczęłam dzwonić do Jacka. Jego telefon odezwał się w domu. Opatuliłam Rokusia i wybiegłam na krótki spacer z suniami. Po raz ostatni wziął kapsułkę Duspatalinu zawiniętą w szynkę chyba kolo 11, nie pamiętam. Nakręcałam filmik, myśląc, że jeszcze z tego wyjdziemy, że jeszcze pokażemy wszystkim, że sie podniesiemy. Do tej pory taką szynke jadł w sekundę, teraz najpierw wypuścil z pyszczka, potem namawiany ledwie zjadł. Zaczęłam dzwonić do Eluni (Ellig). Już było wiadomo, że stan pogarsza się z minuty na minutę. Pupcia napęczniala potwornie, cały czas miał skurcze jakby chciał się załatwić. Ze środka zaczęła płynąć ropa. Współnie z Elą, która starała się zapanować nad moją histerią podjęłyśmy decyzję, że to już koniec. Ela zaczęła szukać miejsca, gdzie możemy pojechać z Rokusiem, ja zadzwoniłam do swojej lecznicy prosząc o przyjechanie lekarza do domu. Ela już pisała jak trudno było ze znalezienem miejsca dla Rokusia. w Koniku przez 2 godziny nikt nie odbierał, kremacja pod Warszawą i w Lublinie odpadała, bo nikt nie chciał po niego przyjechać, ani przyjąć go na noc. Ja w tym szoku mówiłam, że może podamy mu baterie lekow przeciwbólowych, coś na sen i że będę z nim siedziala całą noc, że może to jeszcze nie czas dla niego. Ela, której nie było lekko musiala przebijać sie jeszcze przez ten mój szok i tłumaczyła, prosiła, żebym teraz myślała tylko o Rokusiu, o tym co dla niego dobre, że teraz najważniejsze jest, żeby zakończyć cierpienia, bo widać było jak bardzo go boli. Ja wyłam, a ona cały czas mi tłumaczyła i nie mogąc być tu na miejscu jeszcze szukala kontaktu do Jacka, do mojej sąsiadki, żeby ktokolwiek do mnie przyszedl i mi pomógł. To ona wpadła na to, że mam dzwonić do syna, żeby przyjechał do mnie. Na szczęście przyjechał jak tylko usłyszal co się dzieje. Sąsiadka przybiegła po sunie, które trzęsły się jak galarety i chowały po kątach. Wybiegły z miezkania z ulgą. Pojechały na bardzo długi spacer na pola. Kiedy przyjechała Ania - cudowna wetka z Boliłapki - obejrzała Rokusia i powiedziała, że to czas najwyższy, że nie poradzimy juz nic i nawet podając kroplówkę, leki przedłużymy mu tylko cierpienia, bo on umiera. Z ogromną delikatnością i taktem robiła co musiała. Dała mi czas na utulenie go, na to, żeby spokojnie i powoli usypiał po podaniu pierwszego zastrzyku. Kiedy przepraszałam go za to, że juz nic więcej nie mogę zrobić powiedziała, że zrobiliśmy wszystko co było w naszej mocy, żeby go utrzymać przy życiu. Mówiła o tym, jak cudowne 2 lata mu podarowaliśmy, że ona jak mało kto może powiedzieć o naszej trosce, bo mało jest takich właścicieli, którzy tak bardzo dbaliby o swoje psiaki. Powtarzała cały czas, że nic nie mogłam zrobić, że nic nie zostało zrobione nie tak. Ja jeszcze nie mogłam pogodzic się z tym, że to już konice. Prosiłam ją, żeby obejrzala jeszcze raz jego pupcię, zbadała go. Ania powiedziała, że to co widzę na zewnątrz to jedno, a nie zdaję sobie sprawy co jest w środku biorąc pod uwagę jak dużo ropy z niego wylatuje. Jeszcze raz powiedziała, że nie ma szans, żebyśmy go z tego wyciągnęli. Odszedł spokojnie, godnie, w moich ramionach, na swoim posłanku, całowany do końca w ten cudowny nos i pyszczek, do ostatniego oddechu. Cały czas mu mówilam jak bardzo go kochamy, jak bardzo jesteśmy wdzięczni, że nam zaufał, że nas pokochał i że spotka się tam z Semikiem, a on się nim zaopiekuje. Kiedy ruszaliśmy z moim synem do Konika, nadjechał Jacek. Marcin powiedział mu przez okno, że wieziemy Rokusia do Konika. Ja siedziałam z tyłu tuląc go cały czas. Jacek natychmiast zaparkował swój samochód i tak jak stał bez kurtki przesiadł się do nas. Pojechaliśmy odwieźć go wszyscy. Na miejscu ułożyliśmy go w jego ulubionym posłaniu, wymoszczonym kołderkami - jak lubił. Przykryłam go kocykiem polarowym, na którym spałam , żeby był otoczony zapachem z domu. Został sam na noc, bo pochować mogliśmy go dopiero rano w poniedziałek. Pojechaliśmy tam rano z Jackiem. Pan proponował, że pochowa go sam i wyśle nam numer jego grobu, ale powiedziałam, że ten pies miał swój dom i rodzinę i nie wyobrażam sobie, żeby go nie pożegnać, żeby nie być z nim do końca. Tak się stało, byliśmy z nim i opłakiwaliśmy jego odejście. Był naszym psem, członkiem naszej Rodziny, kochany, akceptowany ze wszystkimi zaletami i wadami, zmienił nasze życie - wywrócil je do góry nogami- ale my też zmieniliśmy jego życie. Wiem, że czuł, że jest kochany, widziałam, że jest mu z nami dobrze, że nas kocha. Okazywał wdzięczność za dom tym szalonym przywiązaniem, chodzeniem za mną krok w krok, szczekaniem i domaganiem się, żebyśmy cały czas byli obok niego. Co może być piękniejszego od świadomości, że jesteśmy komuś tak bardzo potrzebni? Kiedy słyszę od znajomych i przyjaciół, że mamy wielkie serca, bo przyjęliśmy schorowanego psa pod swój dach myślę sobie, że dostaliśmy w zamian tak dużo, że to my jesteśmy szczęściarzami.1 point
-
Dzięki dziewczyny. już jest lepiej. Jestem po rozmowie z P. Małgosią. U Julci wszystko w porządku . Imię zostaje :) Reaguje na nie . Pierwsza noc minęła Julci szczekająco ;) "odpowiadała " na szczekanie psów sąsiadów. Teraz już jest dobrze . Z kotami zapoznają się powoli. Koty przebywają w innym pokoju i spotykają się na razie pod okiem Pani ale wszystko jest na dobrej drodze. Nawet pierwszego dnia wyjadła kotom jedzenie z misek :) Jak pani wypuściła Julcie na ogród to stała pod drzwiami i nie wiedziała co ma robić. Pani Gosia musiała odbyć z Julcią kilka spacerów po ogrodzie i teraz już sama sobie biega bez problemu. Wczoraj P. była w pracy i jak wróciła to Julcia się cieszyła. Więc jest dobrze. Jest bardzo grzeczna. dwie pierwsze noce była mama Pani aby Julcia ją poznała bo wczoraj cały dzień spędziły razem jak P. Małgosia była w pracy. Jeżeli chodzi o jedzenie to stała się wybredna. Nie chce jeść suchego tylko puszki :) Myślę ,że jest dobrze i Julcia na stare lata znalazła dom na który tak długo czekała i na który zasłużyła. Jak już bardziej poznają się z kotami to Pani Małgosia obiecała wspólne zdjęcia. Będziemy w kontakcie więc co jakiś czas będą wiadomości. Jestem szczęśliwa. Wszystkie "moje " psy znalazły dobre domy i mimo, iż biorąc je pod opiekę bardzo się bałam jak sobie poradzę to dzięki Wam dogomaniakom się udało i mogę odetchnąć z ulgą. DZIEKUJĘ :)1 point
-
Dobry wieczór. Wczoraj zajrzałam do Gwiazdki po jakieś fotki do banerka, ale skusiłam się i zajrzałam na bazarek, m.in. dla suni. Dziś wracam z zakupami...ale i z banerkiem. Trzymam kciuki za super domek, bo sunia jest fajna. Moim zdaniem zdjęcia z początku wątku, po zmniejszeniu jak najbardziej nadają się do ogłoszeń. :) Jeszcze takie skopiowałam z Fb1 point
-
Uff... Auto... Też ciągle myślę, o Gwiazdce. Co ona teraz przeżywa, biedna. Ale tak musi być. Psy mają instynkt i Gwiazdeczka na pewno czuje, że z naszą Ewu nie stanie się jej nic złego. Mocno trzymam kciuki cały czas Eliku, jesteś kochana, bo zgodziłaś się być Skarbnikiem Gwiazdki, chociaż prowadzisz księgowość już tylu psiakom na Dogo.1 point
-
zapiszę sobie wątek cudnej ogoniastej dziewczyny :)1 point