Jump to content
Dogomania

Leaderboard

Popular Content

Showing content with the highest reputation on 02/07/18 in all areas

  1. MALWA, niech Cie szlag nie trafia, bo szkoda takiej dobrej kobiety. Ja byłam na wizycie dzisiaj i dom dla starszej suni , jaką jest Iga , naprawdę jest odpowiedni. Ja decyzji nie podejmuję. Pani, która ma 70 lat jest żwawsza od wielu młodszych kobiet. Jeździ samochodem, w pełni sprawna i pełna życia. W razie potrzeby sunią zajmie się syn z synową. 70 lat , to nie koniec życia w dzisiejszych czasach. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ja mam 67 lat i nie wybieram się na razie do nieba.
    4 points
  2. Bardzo się cieszę, że Igunia ma swój Domek. Czekają tam na nią... I będą kochać naszego Bursztynka. Ewu, dużo siły Ci życzę...
    2 points
  3. Witaj Wolf122 ! Już nie pamiętam, kiedy widziałam Cię na dogo.
    2 points
  4. Naszemu Brugusiowi szybko przeszła chęć do włóczęgostwa, a podobnie jak Misio spędzał życie na wolności, owszem lubi spacerować, poszaleć w ogrodzie ale bardzo chętnie wraca do domu. Myślę , że Misio też szybko załapie , że najważniejsze jest ciepłe posłanie.
    2 points
  5. Okiełznam początkową radość, żeby nie zapeszyć... ale po cichu trzymam mocno kciuki !
    2 points
  6. A ja jednak podejmuje decyzje o domu mimo ze psy sa pod opieka inych osob- sama tez robie wstepny przesiew chetnych bo sadze ze hotelik czy DT gdyby mial odbierac dziesiatki glupich telefonow dziennie to nie mial by sie kiedy zajac psem Zawsze wypytuje bardzo dokladnie czy Kasie czy Hanie czy Anete jakiego mamy psa i jakiego domu potrzeba. Inaczej to nie dziala i chyba osoby wspolpracujace ze mna nie narzekaja ani na wspolprace ani na domy adopcyjne ;)
    2 points
  7. Tak naprawdę najwięcej do powiedzenia powinna mieć osoba, u której pies przebywa. Ona wie najlepiej jakiego domu pies potrzebuje. Osoba finansowo odpowiedzialna za psa czy zakładająca mu wątek powinna mieć głos doradczy. Ilekroć miałam psa , któremu wątek zakładał ktoś inny, to warunkiem wzięcia go do mnie do DT było to ,że ja podejmę ostateczną decyzję w sprawie DS.
    2 points
  8. Kiyoshi nie ma nic wspólnego z adopcją Igi. Luźno sobie dyskutowałyśmy, że do Pań pasowała by starsza sunia np. Iga. (Pani wcześniej dzwoniła o młodziutką Tosię) Ja uważam, że to idealny dom dla kilkuletniego pieska, takiego, jak Iga. Nie każmy ludziom w wieku 70 lat siedzieć i czekać już tylko na śmierć. Psiaki u osób na emeryturze mają raj na ziemi.
    2 points
  9. Bardzo trudno jest myśleć o tym cudownym Staruszku w czasie przeszłym. Nagle w moim życiu zrobiło sie bardzo dużo czasu. Nikt ode mnie nic nie chce, nikt mnie nie goni do sypialni, żeby w końcu mogł iść spać, wszyscy radzą sobie sami, a ja zamiast odsypiać, piorę, piorę i piorę, porządkuję, segreguję i płaczę. Kłamałabym mówiąc, że Rokus był psem bezproblemowym. Chwilami opieka nad nim była trudna, nie tylko fizycznie. Trzeba było pilnować, żeby nie podszedł do niego duży pies, żeby nie zgubił się kiedy zostawał w tyle, bo jak tracił mnie z oczu to leciał przed siebie i niekoniecznie w moją stronę. Trzeba było podnosić go przy wsiadaniu do samochodu i wysadzać z niego, wsadzać na kanapę i po chwili, jeśli chciałam wyjść z pokoju zsadzać go z niej - czasami kilka razy w ciągu godziny. Pamiętać o podaniu leków, niektórych pół godziny przed jedzeniem, niektórych po jedzeniu. Codzienne sprzątanie i kilkukrotne w ciągu pranie zabrudzonych posłań, czyszczenie podłogi, pranie dywanów. Częste podnoszenie Rokinka z podłogi, bo jak upadł w miejscu, gdzie nie było chodnika, to nie był w stanie wstać. Trzeba było być przy nim bez przerwy od chwili powrotu z pracy, bo inaczej krzyczal i domagal sie obecności. Nie można go było zostawić wieczorem w domu, bo ujadał tak, że sąsiedzi słyszeli. Od pewnego czasu nie mogliśmy nigdzie z Jackiem wyjść razem, bo cały czas denerwowałam się i martwiłam, czy Rokuś na pewno leży na posłanku, czy nie woła nas. Na spacerach też byliśmy sami, bo nikt nie chciał dreptać stopka za stopką, żeby dostosować się do tempa Rokusia. Spacery były zawsze dostosowane do jego samopoczucia. Raz dreptaliśmy godzinę, a czasami tylko 30 minut i trzeba było wracać do domu. Ubieranie Staruszka w ubranko, żeby nie zmokły jego chore łapki, wycieranie pupinki po załatwieniu się, bo inaczej od razu miał ją czerwoną i pewnie jeszcze dużo innych zajęć, których w tej chwili nie pamiętam. Mimo to, zrobiłabym wszystko, żeby pozostał z nami, bo kochaliśmy to cudowne Słonko bardzo. Płaczemy po nim oboje, bo bardzo się z nim zżyliśmy i bardzo trudno teraz żyć bez niego. To stało sie tak nagle... Teoretycznie byliśmy przygotowani na to, że choroba będzie się posuwala. Ja uczepiłam się stwierdzenia "umiarkowana złośliwość" w badaniu hist-pat. Sprawdzałam wielkośc węzłów chłonnych, pilnowalampodania leków, starałam się go aktywizować. Nie przypuszczałam, że ta pierwsza biegunka jest oznaką przerzutu do jelit, a nawet wtedy, kiedy dr Jagielski potwierdził, że chłoniak zaatakowal jelita, myślałam, że jakos damy radę to opanować, że będziemy na stałe podawać leki, które pomogły za pierwszym razem na 2 dni. Jeszcze wpiątek nagrywalam filmik, na którym Rokuś byl taki zadowolony. Po raz pierwszy od prawie 2 tygodni widzieliśmy go takiego zadowolonego. Zaświeciło się światełko nadziei, że czuje sie lepiej, że na pewno już nie będzie biegunki. Po 10 minutach niestety znowu się z niego lało:( A potem było już tylko gorzej. Po raz pierwszy rozmawialiśmy o tym, że jest naprawdę kiepsko w sobotę. Jacek poruszył temat, że musimy o tym porozmawiać, podjąć jakąś decyzję, sami sobie dać jakiś termin. Uciekałam od tej rozmowy, zbyłam go nawet niegrzecznie, kiedy powiedział, że musimy liczyć się z tym, że to się może stać na dniach. Jacek prosił, żebym spróbowala zadzwonić do Konika i dopytać w jakich godzinach można do nich przyjechać. Myślałam, że go zabiję, wydawało mi się, że to zdrajca, że wcale Rokusia nie kocha, tylko jest zmęczony opieką nad nim. Wysłałam zdjęcia Rokusia Eluni jak je na leżąco z miski, bo nie ma siły wstać, zdjęcie jego odbytu. Ona odpisała, że nie wygląda to dobrze... Mimo to nie zadzwoniłam do Konika i zaklinalam rzeczywistość. Nie spałam całą noc. O północy zrobiliśmy Rokusiowi zastrzyki z poltramu i No spy. Zasnął na 4 godziny mocno. Chrapał i odsypiał godziny, w których tylko siedział i w ciszy patrzył przed siebie. O 4 nad ranem zaczął dyszeć, wstał i po raz pierwszy odkąd był z nami przeszedł w nocy do dużego pokoju na swoje dzienne posłanie. Odwrócił się tyłem do pokoju (po raz pierwszy). Leżał, ale nie spał. Podałam mu lek przeciwbólowy z paszteciku - ledwie go wziął. Ja siedziałam obok, nie odzywając się ani słowem. O 6 rano zmienił mnie Jacek. Powiedzial, że Rokuś znowu zasnął i spał bardzo mocno. Nie miał serca go budzić, ale chciał przed wyjściem na uczelnie wyjść z nim na krótko na dwór. Potem powiedział mi, że to było bardzo trudne, widać było, że Rokinek nie ma kompletnie siły, ani chęci na ruszanie się. Spacer trwał 4 minuty. Jacek siedział z nim jeszcze, podał mu leki i w końcu spóźniony ruszył na uczelnię - zapominając telefonu. Ja wstałam około 9:30, od razu poleciałam do Rokusia. Obudziłam, wycałowałam i starałam się namówić go na wyjście na dwór. Bardzo ciężko było go podnieść, w końcu nałożyłam mu na leżąco szelki i jakoś go podniosłam. Siły starczyło mu na dojście do windy. Kiedy zaczęłiśmy zjeżdżać do garażu, upadł i za nic nie mogłam go podnieść. Natychmiast wróciłam na górę i jakoś udało mi się go wyciągnąć z windy. Sunie przerażone chowały się po kątach. Dotaszczyłam go do posłanka i zaczęłam dzwonić do Jacka. Jego telefon odezwał się w domu. Opatuliłam Rokusia i wybiegłam na krótki spacer z suniami. Po raz ostatni wziął kapsułkę Duspatalinu zawiniętą w szynkę chyba kolo 11, nie pamiętam. Nakręcałam filmik, myśląc, że jeszcze z tego wyjdziemy, że jeszcze pokażemy wszystkim, że sie podniesiemy. Do tej pory taką szynke jadł w sekundę, teraz najpierw wypuścil z pyszczka, potem namawiany ledwie zjadł. Zaczęłam dzwonić do Eluni (Ellig). Już było wiadomo, że stan pogarsza się z minuty na minutę. Pupcia napęczniala potwornie, cały czas miał skurcze jakby chciał się załatwić. Ze środka zaczęła płynąć ropa. Współnie z Elą, która starała się zapanować nad moją histerią podjęłyśmy decyzję, że to już koniec. Ela zaczęła szukać miejsca, gdzie możemy pojechać z Rokusiem, ja zadzwoniłam do swojej lecznicy prosząc o przyjechanie lekarza do domu. Ela już pisała jak trudno było ze znalezienem miejsca dla Rokusia. w Koniku przez 2 godziny nikt nie odbierał, kremacja pod Warszawą i w Lublinie odpadała, bo nikt nie chciał po niego przyjechać, ani przyjąć go na noc. Ja w tym szoku mówiłam, że może podamy mu baterie lekow przeciwbólowych, coś na sen i że będę z nim siedziala całą noc, że może to jeszcze nie czas dla niego. Ela, której nie było lekko musiala przebijać sie jeszcze przez ten mój szok i tłumaczyła, prosiła, żebym teraz myślała tylko o Rokusiu, o tym co dla niego dobre, że teraz najważniejsze jest, żeby zakończyć cierpienia, bo widać było jak bardzo go boli. Ja wyłam, a ona cały czas mi tłumaczyła i nie mogąc być tu na miejscu jeszcze szukala kontaktu do Jacka, do mojej sąsiadki, żeby ktokolwiek do mnie przyszedl i mi pomógł. To ona wpadła na to, że mam dzwonić do syna, żeby przyjechał do mnie. Na szczęście przyjechał jak tylko usłyszal co się dzieje. Sąsiadka przybiegła po sunie, które trzęsły się jak galarety i chowały po kątach. Wybiegły z miezkania z ulgą. Pojechały na bardzo długi spacer na pola. Kiedy przyjechała Ania - cudowna wetka z Boliłapki - obejrzała Rokusia i powiedziała, że to czas najwyższy, że nie poradzimy juz nic i nawet podając kroplówkę, leki przedłużymy mu tylko cierpienia, bo on umiera. Z ogromną delikatnością i taktem robiła co musiała. Dała mi czas na utulenie go, na to, żeby spokojnie i powoli usypiał po podaniu pierwszego zastrzyku. Kiedy przepraszałam go za to, że juz nic więcej nie mogę zrobić powiedziała, że zrobiliśmy wszystko co było w naszej mocy, żeby go utrzymać przy życiu. Mówiła o tym, jak cudowne 2 lata mu podarowaliśmy, że ona jak mało kto może powiedzieć o naszej trosce, bo mało jest takich właścicieli, którzy tak bardzo dbaliby o swoje psiaki. Powtarzała cały czas, że nic nie mogłam zrobić, że nic nie zostało zrobione nie tak. Ja jeszcze nie mogłam pogodzic się z tym, że to już konice. Prosiłam ją, żeby obejrzala jeszcze raz jego pupcię, zbadała go. Ania powiedziała, że to co widzę na zewnątrz to jedno, a nie zdaję sobie sprawy co jest w środku biorąc pod uwagę jak dużo ropy z niego wylatuje. Jeszcze raz powiedziała, że nie ma szans, żebyśmy go z tego wyciągnęli. Odszedł spokojnie, godnie, w moich ramionach, na swoim posłanku, całowany do końca w ten cudowny nos i pyszczek, do ostatniego oddechu. Cały czas mu mówilam jak bardzo go kochamy, jak bardzo jesteśmy wdzięczni, że nam zaufał, że nas pokochał i że spotka się tam z Semikiem, a on się nim zaopiekuje. Kiedy ruszaliśmy z moim synem do Konika, nadjechał Jacek. Marcin powiedział mu przez okno, że wieziemy Rokusia do Konika. Ja siedziałam z tyłu tuląc go cały czas. Jacek natychmiast zaparkował swój samochód i tak jak stał bez kurtki przesiadł się do nas. Pojechaliśmy odwieźć go wszyscy. Na miejscu ułożyliśmy go w jego ulubionym posłaniu, wymoszczonym kołderkami - jak lubił. Przykryłam go kocykiem polarowym, na którym spałam , żeby był otoczony zapachem z domu. Został sam na noc, bo pochować mogliśmy go dopiero rano w poniedziałek. Pojechaliśmy tam rano z Jackiem. Pan proponował, że pochowa go sam i wyśle nam numer jego grobu, ale powiedziałam, że ten pies miał swój dom i rodzinę i nie wyobrażam sobie, żeby go nie pożegnać, żeby nie być z nim do końca. Tak się stało, byliśmy z nim i opłakiwaliśmy jego odejście. Był naszym psem, członkiem naszej Rodziny, kochany, akceptowany ze wszystkimi zaletami i wadami, zmienił nasze życie - wywrócil je do góry nogami- ale my też zmieniliśmy jego życie. Wiem, że czuł, że jest kochany, widziałam, że jest mu z nami dobrze, że nas kocha. Okazywał wdzięczność za dom tym szalonym przywiązaniem, chodzeniem za mną krok w krok, szczekaniem i domaganiem się, żebyśmy cały czas byli obok niego. Co może być piękniejszego od świadomości, że jesteśmy komuś tak bardzo potrzebni? Kiedy słyszę od znajomych i przyjaciół, że mamy wielkie serca, bo przyjęliśmy schorowanego psa pod swój dach myślę sobie, że dostaliśmy w zamian tak dużo, że to my jesteśmy szczęściarzami.
    2 points
  10. Koleżanka idzie jak burza. Dropsik miał dziś kastrację i czyszczenie zębolów. Koszt 250 zł Cześć .... Byliśmy dzisiaj u weterynarza. Kastracja z czyszczeniem zębów 250 zł (150 kastracja). Przesyłam dwa zdjęcia. Piesek nie lubi się fotografować. trudno o ciekawe ujęcie. Jest nieufny. Jestem jego pańcią. Wczoraj Agata wzięła go na spacer, ale rozglądał się za mną i nie chciał iść. Prawdopodobnie skowyczał jak pojechałam do pracy. Biedne te psiaki. U nas na razie spokój, ekscesów nie było. Raz tylko Dolar z sunią szli obok siebie , ja za nimi jak anioł stróż i sunia przysunęła bok mordki do Dolara i kłapnęła obok niego .Mogło to też wyglądać na zachętę do zabawy. Raz pogoniła kotę ,ale ona prowokowała. Patrzyła suni w oczy i zaczęła biec, to sunią ją gonić,ale nie było to w celach krwiożerczych. Każde spokojne przejście suni obok moich futrzaków nagradzałam głaskaniem i chwaleniem.
    1 point
  11. 1 point
  12. Wieści z fb z 10: "Przed chwilą dzwonił facet ze sklepu w miejscowości Huta Wałowska, twierdzi że od dłuższego czasu błąka się w okolicy suczka, wg niego z cała pewnością suczka! Każe mi natychmiast przyjeżdżać, czeka pewnie na nagrodę, ale nieważne, grunt ,że zadzwonił. Mówi,że psina głodna i zmarznięta, ale jeść nie dadzą! Powiedział,że by nie dyskutować, tylko przyjeżdzać. Dzwoniłąm do Ostatniej szansy z Rawy, dziewczyna jest w Niemczech, druga w schronisku, nie odbiera, jest pora karmienia psów, to może potrwać. Huta Wałowska leże niedaleko Janolina, kilka km od Rawy, 24km od Skierniewic. Błagam! Niech ktoś tam pojedzie z karmą. Trzeba zrobić zdjęcie. Jeżeli nawet nie jest to Zorka, to ten pies potrzebuje pomocy!!" "Jestem w szoku: przed chwilą dzwonił do mnie dzielnicowy z Rawy, który akurat ma ten rejon żeby mnie poinformować,że mogę do niego dzwonić w razie potrzeby w sprawie Zorki. Przeczytał na plakacie ! W tym momencie jest już w sklepie w Hucie Wałowskiej!" "Rozmawiałam z Panem Policjantem, psa pod sklepem już nie zastał, rozmawiał ze sprzedawczynią i zobowiązał ją do informowania, jak tylko suczka się pojawi. Mamy być w kontakcie." "Monika Michalak objechała dzisiaj Hutę Wałowską oraz okoliczne wsie; na Zorkę nie natknęła się niestety, natomiast wszędzie natykała się na psy, biegające po podwórkach i drogach. Mówi,że jest ich dużo, niewykluczone, że wśród nich jest też Zorka, tylko akurat w tym momencie gdzieś się schowała. " Wieści z fb z godziny 17: "Najnowsze wiadomości być może o Zorce. Monika Michalak nie dawno wróciła z objazdu wsi w pobliżu Janolina i Huty Wałowskiej. Była w sklepie, ale zastała drugą zmianę sprzedawczyń, byłą też w kilku domach, rozmawiała z ludźmi. Dowiedziała się,że w Janolinie ktoś produkuje wyroby masarskie i że tam można szukać psa. Pojechała tam i zastała, kobietę, która twierdzi,że codziennie rano i wieczorem Zorka przychodzi do niej na jedzenie. Gotuje swoim psom i Zorce coś zostawia. Monika pokazał jej zdjęcie, kobieta uważa, ze to Zorka.Ta posesja mieści się w Janolinie na końcu drogi, po lewej stronie jadąc z Huty Wałowskiej. Jadąc od sklepu w Hucie należy kierować się drogą na Janolin, przejechać wieś, na końcu wsi po lewej stronie jest ten dom z przesuwną bramą."
    1 point
  13. Basiu nie będę cytować, bo za dużo tego :) Masz rację ,bez sensu było podawanie Twojego numeru telefonu w ogłoszeniach. Moim zdaniem to opiekun psa jest odpowiedzialny i to jego ne telefonu powinien być w ogłoszeniach. Jeśli opiekun nie zna odpowiedzi na zadawane pytania, zawsze może wówczas podać nr telefonu do hotelu/DT. Myślę Basiu, że nikt nie ma do Ciebie żadnych pretensji, to było zwykłe nieporozumienie/przeoczenie. Powróćmy więc do konstruktywnej pracy :)
    1 point
  14. Bez sensu był ten mój numer w ogłoszeniu. Stąd wyszła cała sytuacja bo było za dużo osób zaangażowanych . Ustaliłam z MALWĄ ,że teraz to Jej numer powinien być podawany w ogłoszeniach a MALWA przekieruje zaintersowanych do Opiekuna psiaka. Mam na myśli Nelę i Gwiazdkę:)
    1 point
  15. Iga będzie szanowana i kochana, Malwa, wiemy jak trudno się oddaje psiaka do adopcji, ale nie mamy wyjścia- musimy ludziom ufać, tym bardziej że tu Pani została wnikliwie przesłuchana przez tyle mądrych głów.
    1 point
  16. Dziękuję, ze jesteście, jak tylko będę wiedziała coś więcej - dam znać
    1 point
  17. Dobrze, to wszystkich chętnych do wypłat kieruj do mnie. Raz na dwa dni będę upadatowała wpłaty. Będę też robiła przelewy do Murki
    1 point
  18. Nie zazdroszczę Beni pobierania krwi. Ale pewnie ta "przyjemność" już jest za nią. Teraz czekamy na wyniki.
    1 point
  19. Domowe zdjęcia Hany są świetne a twój tytuł Martusiu bardzo intrygujący i przyciągający uwagę. Trzymam kciuki na odzew z ogłoszeń ! Moje jest wyróżnione do 11.02 i jest teraz na Poznań.
    1 point
  20. I ja zaglądam i trzymam kciuki za dobry dom dla Teo. Taki na miarę i w sam raz :).
    1 point
  21. Zapraszam na bazarek z książkami którego beneficjentem jest również Teo.
    1 point
  22. Tak... Dziś mamy środę, do niedzieli jest trochę czasu... Wszystko się wyjaśni... Ja to tu nie mam nic do gadania. ale się przyznam, że dom Pań z Wrocławia mi się podoba. Dla naszej Iguni. Na pewno nie dla rocznego psa, ale dla naszej Ośmiolatki tak. Z Igunią jest tu tyle wspaniałych Osób... I dlatego jestem spokojna. Ciepłe myśli wysyłam.
    1 point
  23. Dzień dobry. Jutro czyli już dzisiaj. Trzymam kciuk za naszą Benię, żeby się za bardzo nie stresowała wizytą u Weta. . I już teraz za wyniki badania krwi...
    1 point
  24. Też cały czas myślę jak by tu pomóc.Kiedyś byli u nas /w Cieszynie/ tacy wolontariusze,którzy chodzili do starszych osób zakupy zrobić,pogadać.Nie wiem czy teraz jeszcze to działa.Ale może udało by się znaleźć kogoś takiego w Wiśle.Tylko nie wiem jak by się za to zabrać.
    1 point
  25. Najwięcej o Iguni może powiedzieć anecik. Dlatego anecik też rozmawiała z chętnymi. Zazwyczaj w ogłoszeniach podaje się tel. osoby decyzyjnej, która przeprowadza wstępną rozmowę i jeśli uzna, że dom dobrze rokuje podaje nr do opiekuna.
    1 point
  26. Grzesiu trochę przytył i będzie dostawać mniej jedzonka, dziś tak było... i pół dnia chodził i jęczał sobie, widać że nie był usatysfakcjonowany zmianą, zwłaszcza, że zawsze sprawdza miski po wszystkich, więc on ciągle by coś jadł, ale może uda się go trochę przyzwyczaić do mniejszej porcji, dla jego dobra. Przyszedł nowy psiak i było zapoznanie i Grześ znowu strzelił focha;), popisywał się, że on jest tu gospodarzem, ale potem mu przeszło;)
    1 point
  27. A my zapraszamy na kolejny bazarek dla Lisia z fantów od Anety K., której bardzo pięknie dziękujemy
    1 point
  28. My je izolujemy i czuwamy. Ona przecież nie może cały czas siedzieć w kennelu. Nasze psy już tyle tymczasów przyjęły z życzliwością, maja doświadczenie.Ale Dolar się postarzał i zrobił się.rozdrażniony , niecierpliwy. Ma prawo, w końcu skończył 15 lat.
    1 point
  29. Okropna sytuacja, szkoda Waszych psów, straciły poczucie bezpieczeństwa we własnym domu. Nie mam pomysłu takiego, który by się nadawał do publikacji. Może kennel?
    1 point
  30. Dobrusia coraz bardziej sie otwiera, już pan niestraszny.... Kilka fotek z dzisiaj, resztę jutro do podmiany w ogłoszeniach....
    1 point
  31. Nikt nic nie pisze to ja strzelę z ucha :) Igunia jedzie do Pani do Wrocławia w niedzielę. Taka decyzja została mi przekazana i ja się z nią w zupełnością zgadzam :) Będziemy tam około 11.00 - Poker rozmawiała z Panią o zwrocie, dołożeniu się do kosztów transportu. Niestety Iga przyjechała do mnie bez "oprzyrządowania" :) jakąś obróżkę jej dałam. Ale szelek i smyczek na "wynos" nie posiadam. Nie wiem jak iga stoi z kasą bo pasowałoby jej zakupić. No i w imieniu Igi serdecznie dziękuję Poker za ekspresowe przeprowadzenie wizyt.
    1 point
  32. Zgłosił się dom zainteresowany Teo, w najbliższych dniach pan ma przyjechać w odwiedziny :)
    1 point
  33. Rozliczenie Apsika wypada w środku miesiąca. Jeśli nie przeszkadza, to prosiłabym aby tak zostało (rozliczanie co 30 dni), bo mam bardzo dużo psów do rozliczenia na koniec miesiąca. Apsik nabiera ciałka ewidentnie, dziś musiałam mu poluzować o jedno oczko obróżkę, bo się jakaś przyciasna zrobiła:)
    1 point
  34. Nadziejko, pieniążki przelałam na konto staruszki.
    1 point
  35. Jestem po wizycie u pań, która wypadła dobrze. Pani i jej mama żwawe. Zawsze miały zwierzaki, a psów głównie duże , często dogi. Są gotowe przyjąć Igusię w każdej chwili. Weterynarz jest ok. 100 m od ich domu. W pobliżu są tereny spacerowe.Panie chcą karmić sunię gotowanym i suchym . Omówiłam sprawę bezpieczeństwa suni tylko nie powiedziałam o adresatce. Wieczorem jadę do pana żoną, który przez telefon wydaje się być też sensowny.
    1 point
  36. Rozmawiałam z jeszcze jedną Panią zainteresowaną Igunią. Jednak MNIE się wydaje że to nie domek dla niej. Państwo jeszcze pracują, w domu 14 letnia córka i raz na jakiś czas odwiedziny wnuków 2 i 3 latka. Iga nie niszczy ale lubi sobie poskubać..a to miseczkę plastikową a to coś innego wg mnie jednak lepiej żeby była pod "nadzorem :)". Do dzieci jej nie sprawdzę ale nie mam pewności czy byłoby ok. I mimo że pewnie komuś się znowu nie spodoba to tym razem SAMA powiedziałam Pani o Hanusi. Bo okazalo się że dla Pani nie ma znaczenia wielkość :) Haneczka nie jest sprawdzona na dzieci ale WIEM że nie byłoby problemu. Hania nie niszczy, jak jest z nami w domu nie opuszcza swojej miejscówki. Nie pije, nie je, byleby tylko nie zejść z kanapy. Pani zerknie na ogłoszenie Hanusi i da znać. Oczywiście o obu suniach udzieliłam wyczerpujących informacji.
    1 point
  37. Ralfik wczoraj był promowany na spotkaniu charytatywnym dla zwierząt z Marcinem Dorocińskim , rozdałam ulotki Ralfika , Pan Marcin też dostał ulotkę z prośbą o głos w sprawie domku , pogadałam z ludźmi , było bardzo fajnie , zobaczymy czy coś się ruszy
    1 point
  38. Przeniosłam Hanę na Katowice wymieniłam fotki i wyróżniłam i będzie na str głównej przez kilka dni. Powodzenia Haneczko. https://www.olx.pl/oferta/poznaj-hanie-aniola-w-kolorze-marengo-CID103-IDqV7vj.html
    1 point
  39. Dzięki dziewczyny. już jest lepiej. Jestem po rozmowie z P. Małgosią. U Julci wszystko w porządku . Imię zostaje :) Reaguje na nie . Pierwsza noc minęła Julci szczekająco ;) "odpowiadała " na szczekanie psów sąsiadów. Teraz już jest dobrze . Z kotami zapoznają się powoli. Koty przebywają w innym pokoju i spotykają się na razie pod okiem Pani ale wszystko jest na dobrej drodze. Nawet pierwszego dnia wyjadła kotom jedzenie z misek :) Jak pani wypuściła Julcie na ogród to stała pod drzwiami i nie wiedziała co ma robić. Pani Gosia musiała odbyć z Julcią kilka spacerów po ogrodzie i teraz już sama sobie biega bez problemu. Wczoraj P. była w pracy i jak wróciła to Julcia się cieszyła. Więc jest dobrze. Jest bardzo grzeczna. dwie pierwsze noce była mama Pani aby Julcia ją poznała bo wczoraj cały dzień spędziły razem jak P. Małgosia była w pracy. Jeżeli chodzi o jedzenie to stała się wybredna. Nie chce jeść suchego tylko puszki :) Myślę ,że jest dobrze i Julcia na stare lata znalazła dom na który tak długo czekała i na który zasłużyła. Jak już bardziej poznają się z kotami to Pani Małgosia obiecała wspólne zdjęcia. Będziemy w kontakcie więc co jakiś czas będą wiadomości. Jestem szczęśliwa. Wszystkie "moje " psy znalazły dobre domy i mimo, iż biorąc je pod opiekę bardzo się bałam jak sobie poradzę to dzięki Wam dogomaniakom się udało i mogę odetchnąć z ulgą. DZIEKUJĘ :)
    1 point
  40. Poker,spróbuję jakoś delikatnie , a może Maja coś więcej się dowie. Koleje losu człowieka bywają różne i rodzinę nie nam oceniać w żadnym razie. Coraz częściej nachodzą mnie jednak refleksje,że świat w jakąś złą stronę idzie. Kiedyś były rodziny pokoleniowe i ludzie potrafili żyć wspólnie w malutkim domku, w niewielkich pokoikach.Dziś praktycznie to się nie zdarza. Takich osób jak p.Edward jest cała masa w dzisiejszych czasach. Smutne to bardzo i szkoda mi starych ludzi,którym nie ma kto szklanki wody podać w końcówce życia.Nikt przecież nie wie,co każdego z nas czeka.
    1 point
  41. Petra od wczoraj w swoim domku:) Rodzina jest sunią zachwycona. Sunia zamieszkała w domu z ogrodem pod Warszawą.
    1 point
×
×
  • Create New...