Edytowałam. Kto jest w temacie to się domyśli dlaczego. Chodzi mi tutaj o zrozumienie jakie samopoczucie psychiczne mogą mieć osoby pomagające w takim Szczebrzeszynie. Dora np. od lat jest przeganiana i wyzywana i nie raz jej grożono pobiciem. A tu codziennie przynajmniej po dwa razy trzeba wyjść i obejść wszystkie miejsca gdzie koty czekają na jedzenie. Jeszcze do tego Bartuś u tego okropnego człowieka który awanturuje się i każe zabierać. A Sue, która nie potrafi przejść obojętnie obok potrzebującego kota. Mojego Radzia też zgarnęła z ulicy ponad 6 lat temu. Dobrze zrobiła bo miał robaki, świerzbowce i ma astmę. Przynajmniej nie jest na ulicy tylko w ciepłym domu i ma opiekę weta. Zbierana jest kasa na kotki i jest ogromna wdzięczność dla osób pomagających szczebrzeszyniakom. Ja też bardzo dziękuję wszystkim pomagającym.