Jump to content
Dogomania
sensej.pln

Pies w miejscu publicznym

Recommended Posts

Beatrx, to prawda. W obecnym przypadku nigdy nie wiem czy pies się czegoś nie wystraszy, bo z tym różnie bywa, a porządnej socjalizacji na pewno nie miała. Bynajmniej w mniej ruchliwym miejscy mogę ją spuścić bez obaw:)

Share this post


Link to post
Share on other sites

doniosłem dzisiaj do straży miejskiej na babę której pies zaatakował mojego.

agresywna suka akity. już drugi raz zresztą. za pierwszym razem tylko go trochę pogoniła ale teraz to już go powaliła na ziemie i przeczochrała. mówiłem babie za tym pierwszym razem zeby cos z nia zrobila ale ona to kompletnie zlała a na ostrzeżenie że zawiadomię straż miejską stwierdziła żebym zawiadomił. no to zawiadomiłem, ciekawe jak to się skończy.

nic mu w sumie nie zrobiła (poza tym że go przestraszyła) ale moim zdaniem akita jest zbyt duża i może być zbyt niebezpieczna żeby na takie coś pozwalać.

 

korekta. jednak nie tylko przeczochrała. na wewnętrznej stronie uda ma niewielką rankę od wbitego zęba. tak wielkości paznokcia, może trochę mniej.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Akita bez smyczy?

 

Ja tam nie czuję że ktoś musi mnie przepraszać że jego pies nas obszczekał.....

Za to że pies podbiegł i coś chce ode mnie i od mojego psa....

Jakoś magicznym fartem na moim blokowisku mieszkają rozsądni ludzi i te psy, które "sprawiają kłopoty" są na smyczach a reszta jak chce.

Przy okazji zawsze zastanawia mnie to, że te wszystkie super wyszkolone psy na krótkich smyczach dostają pierdolca jak inny pies do nich podejdzie. Dla mnie podstawą "wychowanego psa" jest właśnie fakt że totalnie to oleje.

Do mojego psa na smyczy ciągle coś podbiega i jojczy albo coś chce. Nie robię te tego afery. Luzuję smycz żeby mój pies nie był w gorszej pozycji i zawsze wszystko kończy się ok. Psy albo się bawią albo podbiegacz bierze nogi za pas i już go nie ma.

Uczymy sztuczek, przedziwnych sportów, łapania talerzy w locie i chodzenia na przednich łapach a nie uczymy że nie trzeba się bać / atakować przedstawiciela tego samego gatunku który podszedł zagadać.

Zaskakujące.

Mój pies jest totalnie niewychowany wg Waszych zasad:) Jednak ja chyba wolę żeby w 100% idealnie odnajdował się w trudnych sytuacjach i akceptował wszystko co żyje bez stresu niż miał egzamin z posłuszeństwa zdany na maxa. 

Chyba w ogólnym rozrachunku wydaje mi się to bardziej przydatną cechą. Przynajmniej dla standardowego właściciela psa, nie wiem jak jest z psami pracującymi czy specjalnie szkolonymi do jakiś celów.

 

Mam na osiedlu dwa absolutnie genialne psy. Pod każdym względem. Są fantastyczne. Nie chciałabym żeby one musiały chodzić na smyczy pod przymusem. Bo tak trzeba i już.

Nie zmienia to faktu że ja mojego przeważnie mam na smyczy bo on zdecydowanie genialny nie jest. Każdemu wedle zasług.

Share this post


Link to post
Share on other sites

jakie te ludzie są jednak gupie to masakra. w końcu przejdę do "obozu wroga" czyli stanę się zwolennikiem izolowania psów. a tyle się napisałem żeby nie przesadzać.

 

na moim osiedlu pojawił się jakiś czas temu młody owczarek niemiecki. no i widzę jak na moich oczach robi się z niego "pies problemowy". pies jest bardzo aktywny ale niestety jego pani, mimo że dosyć młoda, wcale aktywna nie jest.

no i scenariusz wygląda na klasyczyny - pies żadnej piłki ani zabawki na spacerze nie ma ale za to kolczatkę to już ma (ma tak na oko z rok). dzisiaj go spotkałem, chciał się koniecznie bawić z moim psem a mój bawić się z nim nie chciał to go ciągle nękał aż mój zaczął uciekać. i co wtedy? ano paniusia właścicielka bardzo zadowolona bo "pieski sobie pobiegają". no masakra. myślę sobie to tak nie może być i przywołałem swojego do mnie. przyleciały obydwa. tamten zaczął się interesować sznurkiem od piłki którą miałem przy pasku ale że już mam dosyć kupowania ciągle nowych piłek które mi zjadają obce psy (bo właściciele nie potrafią swojemu pieskowi nawet piłki odebrać) to powiedziałem że "tego to ci nie dam, ale mogę ci dać to..." i wyciągnąłem zabawkę z nogawki od starych jeansów. pani na to z przekąsem "a może by tak nic mu nie dawać".

 

nie chciałem się kłócić z nią i mówić że "może w takim razie zostawiłby mojego psa w spokoju jak się z nim nie chce bawić a nie go ganiał" więc skręciłem żeby sobie pójść. piesek za nami, panią ma w kompletnej d....

pani jakieś gwizdy zaczęła wydawać ale gdzie tam. pies ciągle wokół mojego skacze, ja go trochę dekoncentruje tak żeby temu mojemu trochę odpuścił jak na chwilę stanie to go zostawiam, mówię "uciekaj" i odchodzę. nic z tego, piesek na chwilę stanie, popatrzy w jedną, w drugą stronę i dalej za nami. a gwizdy coraz cichsze :) a ze skręciłem w boczną ścieżkę to pani już nie widać w ogóle. w końcu się z nim wróciłem bo sobie myśle, wyszedłem z jednym psem, wrócę z dwoma no i całe szczęście pani tez wróciła więc jak ją piesek zobaczył to jednak zdecydował się wrócić.

 

problem:

 

czy może mi ktoś wyjaśnić dlaczego ludzie są takimi durniami żeby nie widzieć że ganiające się psy wcale się ze sobą nie bawią tylko jeden ściga drugiego a tamten próbuje przed nim uciec bo wcale ochoty na zabawę nie ma? przecież to widać jak na dłoni że pies się odwraca, nie nawiązuje kontaktu z tym drugim, przeciwnie, stara się go unikać i w końcu ucieka nie dlatego wcale, że chce sobie pobiegać tylko dlatego że inne zachowania natręta nie zniechęcają. a taka głupia się cieszy że "pieski sobie pobiegają". no masakra.

 

problem dwa:

 

dlaczego dureń jeden z drugim (albo idiotka) kupują psu kolczatkę a nie kupią piłki, zabawki jakiejś choć ewidentne jest że pies super chętnie by się taką zabawką bawił i za nią biegał? i nie było by żadnego problemu z odwołaniem bo pies by się na 10 metrów od zabawki nie oddalił a motywując go tą zabawką można by mieć super posłusznego psa.

 

 

i dotyczy to o zgrozo młodej kobity a nie jakiegoś starego emeryckiego pierdziela któremu się dupska ruszyć nie chce i nie będzie się z psem "wygłupiał".

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jak pisałam o podobnej sytuacji, to twierdziłeś, że powinnam dać się psom zeżreć :>


 

ja nie wiem jak dokładnie ta sytuacja wygląda ale jeżeli właścicielka tego drugiego psa nie reaguje, on jest wolny i napastliwy i atakuje twojego psa to nie powinnaś odciągać swojego tylko pozwolić mu się obronić. pozwolić mu stanąć spokojnie na łapach i nawet pokazać zęby jeżeli nie masz możliwości rozdzielenia psów. ciągnięcie psa za sobą na smyczy tak żeby miał wystawione na atak intruza "dupsko" jest najgorszym co w tej sytuacji można zrobić. jeżeli trzeba to nawet i przylać temu drugiemu nie dlatego żeby go jakoś skrzywdzić ale dlatego żeby go po prostu odpędzić jak faktycznie atakuje. ale na pewno nie próbować odchodzić ze swoim psem na takiej zasadzie jak ja często widzę że ludzie idą sobie a piesek jest za nimi ciągnięty na smyczy, chce się ustawić w pozycji dającej mu równe siły z tym podbiegaczem ale nie może bo jest wleczony za właścicielem.

 

Niestety większość ludzi zupełnie nie umie czytać psich sygnałów. Dla takiego właściciela każda interakcja psów to zabawa, nie ważne, czy się prawie zjadają czy jeden drugiego zamęcza.

Najczęściej nie wytłumaczysz, bo przecież on wie lepiej :/

 

Nie ma szans na utopię w stylu "wszystkie pieski są super wychowane, żaden nie musi chodzić na smyczy, zawsze się ze sobą dogadają".

Sam widzisz, że Twój pies też nie zawsze ma ochotę na kontakty z innym psem, dlatego pani z owczarkiem powinna to uszanować i trzymać swojego wariata na smyczy, skoro nie działa odwołanie.

 

Co do kolczatki... Zabawa i trening z psem wymaga poświęcenia czasu, uwagi i pracy. Łatwiej założyć psu kolce na szyję i oszukiwać się, że problem rozwiązany, czyż nie?

Share this post


Link to post
Share on other sites

w ogóle to nie jest taka sama sytuacja ani nawet podobna. absolutnie co innego jest gdy pies nie ma ochoty na zabawe z innym i to pokazuje a co innego gdy nie dajemy mu nawet szansy tego pokazać "na wszelki wypadek" zabierając go zanim psy się do siebie zbliżą.

psy w kontaktach między sobą powinny być do pewnego poziomu autonomiczne a my się powinniśmy wtrącać dopiero gry ich własne metody nie działają (tak sądzę). od weekendu opiekuje się psami kolegi, dwa maluchy wielkosci niedużych spanieli. i spotkaliśmy na spacerze trzy inne pieski podobnych gabarytów. trochę się obwąchały a potem probowaly na siebie wlazić. jeden z tamtych na moją suczkę a mój piesek na jednego z nich. skończyło się na paru warknięciach, pokazaniach zębów i OK, ustaliły między sobą nieprzekraczalne granice i każdy był zadowolony. ja bym się wtrącił tylko wtedy gdyby któryś z nich się przestraszył i zamiast warknąć czy pokazać zęby uciekał z podkulonym ogonem ścigany przez drugiego dominanta ale nic takiego nie miało miejsca więc nie było potrzeby interwencji.

 

no i ja się nie oburzam że to chamstwo tylko się dziwię że tak można nie widzieć rzeczy oczywistych i nie robić rzeczy oczywistych. przecież to jest hodowanie sobie problemów na własną prośbę.

 

piszesz że "łatwiej założyć kolaczatkę i się oszukiwać..." no właśnie mi się nie wydaje że łatwiej. z tym psem o wiele, wiele, wiele wiele (i jeszcze wiele wiele) łatwiej było by wziąć piłkę albo jakąś zabawkę i mu rzucać. on po prostu był chętny do zabawy z każdym. i zamiast szarpać się z nim kolczatką i denerwować to mieć taką piłeczkę i piesek by nigdy w życiu nie pobiegł za innym psem, zwłaszcza takim który się z nim bawić nie chce.

 

 

wcześniej tego nie napisałem ale właśnie bardzo zgadzam się z tym co napisała julia na górze tej strony. tak trzeba właśnie psy wychowywać. a o tym owczarku napisałem bo martwi mnie to że niedługo pewnie będę miał kolejnego dużego "psa z problemami" na osiedlu szarpiącego się do innych na smyczy.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Owczarki w ogóle mają biedny żywot. Wielu ludzi uważa, że psy dzielą się na te co się bawią (labradory i spółka) i te poważne (onki i spółka). Onek nie jest od tego żeby biegać za piłeczką, jakby pani chciała piłeczkę pieskowi rzucać, to by labka sobie wzięła. Onek powinien dumnie kroczyć przy nodze i z góry patrzeć na inne psy. A zabawa z innymi psami to dlatego, że pani gdzieś w internecie przeczytała, że psa trzeba socjalizować, bo inaczej zrobi się agresywny. Pani nie wie, że to nie wszystko co trzeba zrobić, żeby pies nie był agresywny, ale zauważyła, że jak onek pogania za innym psem to nie obgryza w domu butów, więc jest zadowolona, bo metoda się sprawdza. Niestety przyjdzie dzień, gdy onek nie trafi na psiaka takie jak Twój i psiak nie będzie uciekał przed terrorystą, tylko wyszczerzy mu zęby i wtedy poleje się krew. Onek wyląduje w kagańcu, a w końcu stanie się taki jak opisywałeś kiedyś - toczącą pianę kulą gniewu wiszącą na kolczatce. A pani będzie się na wszystkich darła, że po co podchodzą skoro widzą, że ona idzie z psem. A wszyscy na około stwierdzą, że to w końcu onek i czego się po nim spodziewać... I tak jak piszesz, Spike, wystarczyłoby psa czymś zająć, zmęczyć, zamiast czekać na ofiarę (w sensie spacerującego psa), za którą pies się pougania do pierwszej zadyszki...

Share this post


Link to post
Share on other sites

 

 

Niestety przyjdzie dzień, gdy onek nie trafi na psiaka takie jak Twój i psiak nie będzie uciekał przed terrorystą, tylko wyszczerzy mu zęby i wtedy poleje się krew.

 

 

prawda. druga sprawa że i on się zmieni. w tej chwili te jego zabawy są jeszcze takie trochę szczeniackie bo ma z rok, może półtora. ale za parę miesięcy testosteron zacznie mu buzować i w tych zabawach będzie próbował swoich sił. a tego już żaden pies tak łagodnie traktował nie będzie i wtedy o poważną awanturę nie trudno.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Spike, cieszę się, że analizujesz temat. Przykro mi, że Twojego psa spotkała mało komfortowa sytuacja i całe szczęście, że skończyło się jak się skończyło. Nie zazdroszczę - ani obu psom, ani Tobie sąsiedztwa. Nie nazywaj nas "obozem wroga", bo nikt tu raczej Twoim wrogiem nie jest, co najwyżej ma inne zdanie. Ja nazywam chamstwem - Ty nazywasz zachowaniem, które budzi zdziwienie, co nie przeszkadza mi akceptować Twojego zdania i sposobu nazywania zjawisk, czego życzyłabym sobie również w drugą stronę. Będzie prościej, milej i bardziej merytorycznie. Niewykluczone, że różnice w nazewnictwie wynikają z faktu, że ja do wniosków, do których Ty dopiero dochodzisz doszłam X czasu temu. I mamy zdecydowanie inne psy. A może to wyłącznie różnica charakterów.

 

A przechodząc do meritum:

1) jest jak jest, bo w Polsce nie ma uregulowań prawnych i ostrych wymagań do wykonywania zawodu treser psów. Żeby zostać lekarzem, prawnikiem, architektem, etc. trzeba skończyć trudne studia, zaliczyć praktyki, zdać egzamin państwowy, a i to nie jest receptą na sukces. Swego czasu (czy teraz też - nie wiem) lekarze mieli obowiązek ustawicznego podnoszenia kwalifikacji - odbywania szkoleń za punkty, co było pod kontrolą Izby Lekarskiej. A w psach - kończysz g... warty weekendowy albo korespondencyjny kursik w 1 ze szkółek, której prowadzący nie mają żadnych mierzalnych osiągnięć, jak i zielonego pojęcia, albo nie kończysz nic i heja - zakładasz szkółkę i wciskasz ludziom ciemnotę. Strasznie mnie to wkurza. Chętnych zapraszam do działu "wszystko o psach - szkoły i studia" - zrecenzowałam kilka takich kursików (wchodząc na ich strony, opiniując obraz pracy przez foty, filmiki, program, kompetencje prowadzących). Na drugim biegunie, dalej pokutują szkółki niczym z filmiku z p. Brzezichą typu "psu należy wydawać rozkazy a następnie wyegzekwować wykonanie szarpnięciem smyczą. na początkowym etapie szkolenia pies będzie stawiał opór ...." Itd. Przebrnęłam przez góra 10 minut.

 

2) Dobrych szkoleniowców, czerpiących z doświadczeń zagranicznych praktyków jest niewielu i giną w zalewie bylejakości. Dodam, że w Stanach "reward based training" oraz "marker training", wg 1 ze źródeł funkcjonuje od 1974 roku! I nie ma nic wspólnego z tym co prezentują łapki i tym podobne "pozytywistyczne" dyrdymały. Poza tym, nie da się być specjalistą od wszystkiego i zauważyłam, że u dobrych szkoleniowców mocno kuleje marketing. Więc tym bardziej giną w zalewie bylejakości.

 

3) Ludzie w większości są leniwi, pozbawieni zdolności samodzielnego myślenia, dociekliwości i łatwo nimi manipulować. Nawet jak pójdą do szkółki, z zaufaniem do autorytetu, to zważywszy na pkt 1, 2 i 3 - efekty często są opłakane. I oczekują szybkich efektów przy minimalnych nakładach pracy własnej. Spójrz na wątki typu "mam problem". To nie jest personalna wycieczka do nikogo i nikogo nie chciałam obrazić. Chwała każdemu, kto się nie wpisuje ten opis.

 

4) Media robią krecią robotę, kreując wizerunek disney'owskiego psa Pluto, 101 dalmatyńczyków, Szarika, Cywila, czy komisarza Alexa. Aż się boję co to będzie jak na ekrany wejdzie MAX o maliniaku :-/

 

5) Przeciętny posiadacz psa jak i większość trenerów-głupków odżegnuje się od sportu. Bo po co, na co, przecież "Kowalski" nigdy nie będzie startował w zawodach. Tylko że to właśnie sport jest przysłowiową matką wynalazku. Sport to dążenie do perfekcji i odrzucając czarne owce (degeneratów z klapakami na oczach pt. "wynik po trupach" i przedmiotowe traktowanie psa), wiele metod i prawd dot. mechanizmów uczenia się psa, motywowania, czytelnej komunikacji, z powodzeniem można przeszczepić na grunt wychowania i tzw. posłuszeństwa w życiu codziennym.

 

6) Wszystkie powyższe sprzyjają utrwalaniu się błędnych stereotypów i rozważań, jak choćby Twoje.

 

Co do podchodzenia psów do siebie i podejmowania decyzji przez psy. Ja bym wolała, żeby to jednak przewodnik był od decydowania. Powodów jest przysłowiowy milion. Ktoś ma chorego psa, sam jest chory i ledwie się na nogach trzyma. Inny właśnie pracuje z psem nad pohamowaniem jego ekscytacji albo lęków i każdy "spontan" mu psuje pracę. Jeszcze inny ma psa, który nie lubi psów (a znam wiele takich, prawidłowo socjalizowanych i za młodu chętnych do zabaw, a od pewnego momentu nie i już - genetyka). Moja jest chętna do zabaw, ale na tyle pewna siebie, szybka i zadziorna, że inne psy się jej boją. To po co mam im fundować dyskomfort, coby spieprzały w podskokach z podkulonym ogonem, albo zabawa skończyła się "jatką"?

 

Z resztą gdyby przewodnicy mieli większą świadomość, tj. znajomość własnego psa i wyobraźnię o tym co potencjalnie może się stać albo dlaczego potencjalnie ktoś może sobie nie życzyć kontaktów jego psa z innym psem, to byłoby i mniej "spiny" i mniej podbiegaczy ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

w ogóle to nie jest taka sama sytuacja ani nawet podobna. absolutnie co innego jest gdy pies nie ma ochoty na zabawe z innym i to pokazuje a co innego gdy nie dajemy mu nawet szansy tego pokazać "na wszelki wypadek" zabierając go zanim psy się do siebie zbliżą.

psy w kontaktach między sobą powinny być do pewnego poziomu autonomiczne a my się powinniśmy wtrącać dopiero gry ich własne metody nie działają (tak sądzę). od weekendu opiekuje się psami kolegi, dwa maluchy wielkosci niedużych spanieli. i spotkaliśmy na spacerze trzy inne pieski podobnych gabarytów. trochę się obwąchały a potem probowaly na siebie wlazić. jeden z tamtych na moją suczkę a mój piesek na jednego z nich. skończyło się na paru warknięciach, pokazaniach zębów i OK, ustaliły między sobą nieprzekraczalne granice i każdy był zadowolony. ja bym się wtrącił tylko wtedy gdyby któryś z nich się przestraszył i zamiast warknąć czy pokazać zęby uciekał z podkulonym ogonem ścigany przez drugiego dominanta ale nic takiego nie miało miejsca więc nie było potrzeby interwencji.

 

no i ja się nie oburzam że to chamstwo tylko się dziwię że tak można nie widzieć rzeczy oczywistych i nie robić rzeczy oczywistych. przecież to jest hodowanie sobie problemów na własną prośbę.

 

piszesz że "łatwiej założyć kolaczatkę i się oszukiwać..." no właśnie mi się nie wydaje że łatwiej. z tym psem o wiele, wiele, wiele wiele (i jeszcze wiele wiele) łatwiej było by wziąć piłkę albo jakąś zabawkę i mu rzucać. on po prostu był chętny do zabawy z każdym. i zamiast szarpać się z nim kolczatką i denerwować to mieć taką piłeczkę i piesek by nigdy w życiu nie pobiegł za innym psem, zwłaszcza takim który się z nim bawić nie chce.

 

 

wcześniej tego nie napisałem ale właśnie bardzo zgadzam się z tym co napisała julia na górze tej strony. tak trzeba właśnie psy wychowywać. a o tym owczarku napisałem bo martwi mnie to że niedługo pewnie będę miał kolejnego dużego "psa z problemami" na osiedlu szarpiącego się do innych na smyczy.

 

 

Ja tam się wtrącam jak widzę, że moja suka się spina, a nie ma ku temu powodów :) chociażby dzisiaj- siedzimy sobie na rozłożonym kocu, ruda memła piłkę, nagle podbiega do nas jakiś pies i nieśmiało podchodzi merdając przyjaźnie ogonem. Moja już uszy po sobie, mordercze spojrzenie, marszczenie mordy i warczenie, bo pies śmiał podejść, a ona "tych pchlarzy" nie lubi.... Dzięki mojemu wtrąceniu obwąchała się z nim bez problemu, podbiegacz polazł w swoją stronę, ruda wróciła do memłania piłki i wszyscy zadowoleni.

 

 

A tego owczara to ci szczerze współczuję...na poprzednim osiedlu miałam kilka takich, co to miały chyba robić za yorki wyprowadzane dookoła bloku (choć patrząc na mieszkańców odnosiłam wrażenie, że ci z yorkami więcej chodzą niż ci z owczarkami). Jednego obserwowałam od brzdąca i widziałam jak z miesiąca na miesiąc rośnie nieokrzesane wielkie bydle. Kiedyś go mijałam i widziałam jak stawał dęba na widok innego psa (właścicielka ratowała się łapaniem za drzewo, bo by ją pies przeciągnął po chodniku)- zastanawiałam się, co będzie jak kiedyś go nie utrzyma. Pech chciał, że miałam okazję na własnej skórze się dowiedzieć jak szłam z moją suką, która była świeżo po operacji i miała szwy założone. Pies tak miotnął swoją właścicielką, że ta wylądowała w krzakach, puściła smycz i zaczęła się drzeć jakby ją mordowali, a pies ruszył na rudą. Całe szczęście, że ja nie z tych, co to się boją butów i głosu używać. No i że nie boję się wielkich psów. Wolę nie wiedzieć, co będzie jak ten owczar zaatakuje dziecko wychodzące na spacer ze swoim czworonogiem.

 

Ja sie przyznaję, że interweniowałam kilka razy u SM i obiecali, że zaczną wysyłać więcej patroli w godzinach, w których ludzie zwykle z psami wychodzą na spacery. Pewnie się sypnie trochę mandatów nawet tym, którzy nie mają agresywnych psów, ale puszczają je luzem, no ale mam nadzieję, że uda im się też dorwać tych, którzy psów mieć nie powinni skoro nad nimi nie panują.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Spike pogadaj z kobietą po prostu.

 

Ja mam na osiedlu podobnego psa. Moja sucz na niego leje totalnie. Ja niestety nie daje rady.

Lubie psy, daje się zaczepiać, rzucę piłkę i jestem przyjaźnie nastawiona z zasady. Ale jednak nie lubię jak ktoś dzień w dzień zmusza mnie do zmiany planów, przesadnie zaczepia i ze spaceru robi przykry obowiązek (ten pies na mnie skakał, łaził za mną, zabierał i gubił zabawki)

 

Zrobiłeś co mogłeś żeby sytuacja się poprawiła. Widzisz że będzie tylko gorzej. Powiedz jej grzecznie i przyjaźnie że Twój pies się boi, denerwuje (albo wymyśl nawet jakiś pretekst) i nie chciałbyś żeby tamten go ganiał itd.

Że bardzo prosisz żeby nauczyła się go odwoływać albo zapinała jak się widzicie (chociaż na czas aż się oddalicie od siebie). Jestem pewna że kobita się zreflektuje i zacznie inaczej zachowywać. Na pewno się dogadasz i będziesz miał święty spokój. Możesz też zagrać dobrego wujka i polecić jej jakąś szkołę / książkę / cokolwiek żeby dziewczyna zdała sobie sprawę z tego że nie jest dobrze i że ją obserwujesz:)

Zrób to póki czas bo będziecie musieli przez lata się ze sobą bujać jak nie utniesz tego w zarodku.

 

U mnie się udało:) Kobita zapina psa i odchodzi jak ten nas widzi i zaczyna mnie molestować. Wszystko odbyło się w przyjaznej atmosferze. Nawet widziałam ostatnio że zaczęła zabierać swoje sprzęty do zabawy na spacer wiec tamten pies tylko zyskał.

Share this post


Link to post
Share on other sites

problem:

czy może mi ktoś wyjaśnić dlaczego ludzie są takimi durniami żeby nie widzieć że ganiające się psy wcale się ze sobą nie bawią tylko jeden ściga drugiego a tamten próbuje przed nim uciec bo wcale ochoty na zabawę nie ma? przecież to widać jak na dłoni że pies się odwraca, nie nawiązuje kontaktu z tym drugim, przeciwnie, stara się go unikać i w końcu ucieka nie dlatego wcale, że chce sobie pobiegać tylko dlatego że inne zachowania natręta nie zniechęcają. a taka głupia się cieszy że "pieski sobie pobiegają". no masakra.

problem dwa:

dlaczego dureń jeden z drugim (albo idiotka) kupują psu kolczatkę a nie kupią piłki, zabawki jakiejś choć ewidentne jest że pies super chętnie by się taką zabawką bawił i za nią biegał? i nie było by żadnego problemu z odwołaniem bo pies by się na 10 metrów od zabawki nie oddalił a motywując go tą zabawką można by mieć super posłusznego psa.

Heh sądzę, że gdyby to jej pies zwiewał to by nagle doznała olśnienia, że to nie o zabawe chodzi. To zazwyczaj tak działa. Miałem podobny przypadek kiedy na wybiegu właściciel (dorosły facet) nie potrafił zrozumieć, że nie chcę aby jego spaniel ujeżdzał mojego szczeniaka. Rozłożył ręce i powiedział, że przecież to normalne że psu też się chce....Nie miałem ochoty mu tłumaczyć, że z tym co myśli niewiele ma to wspólnego, więc tylko zapytałem czy jego pies jest homoseksualistą. Trafnie, bo chyba uraziłem jego homofobiczną dumę ;) i okazało się, że pieska da się jednak do porządku przywołać.

Co do drugiej sprawy: zapewniam Cię, że piłka i zabawki nie podziałają na każdego psa. Ba! Nawet podtykany pod nos ulubiony smakołyk. Natomiast faktycznie im bardziej jesteśmy dla własnego psa atrakcyjni tym dla wszystkich (głównie otoczenia) lepiej ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

ona będzie tego psa zapinała, to nie o to chodzi. ja się o swojego nie boję bo jak mu się zabawa z jakimś psem nie podoba i widzę że mu się nie spodoba bo ten drugi jest zbyt nachalny to sobie idziemy i tyle. problem o którym piszę polega na czym innym. po prostu ona sobie na własne życzenie hoduje psa problemowego. psa z którym będzie podstawowy problem czyli taki że nie ma dobrych relacji psa z właścicielem więc zostanie szarpanie się na smyczy.

 

mój inny znajomy też ma owczarka niemieckiego bardzo dominującego i dużego z którym mój pies bawić się nie lubi. ale nie ma z nim najmniejszego problemu bo nero jest na każde zawołanie swojego pana. jak się rozbryka i próbuje dokuczać mojemu to wystarczy że on go zawoła i już piesek do niego leci rozglądając się za zabawkami za którymi ciągle biega. a facet gruby jak nie wiem co, jakieś problemy z chodzeniem ma i jakby miał za tym psem biegać i się z nim szarpać to by się dawno wykończył. ale nero łazi sobie bez smyczy ciągle za swoim panem i przynosi zabawki które tamten mu rzuca.

 

naprawdę wystarczy wykorzystać naturalne potrzeby psa żeby go ułożyć na tyle dobrze żeby nie sprawiał nam i innym kłopotów. i nie trzeba być do tego żadnym geniuszem. no ale jak widzę że mój pies próbuje zabierać zabawki innym ludziom, skacze na nich i właściwie ze wszystkimi by się bawił a ja zamiast to wykorzystać, brać dla niego jakieś zabawki i organizować mu za ich pomocą atrakcyjne spacery to tak jak napisała akirka tylko "dumnie kroczę" a w reakcji na jego nieposłuszeństwo i problemy które stwarza stosuję nie zabawę i naukę tylko kolczatkę i przeciąganie się z nim smyczą to efekty dobre być nie mogą.

 

ja próbuję z nią delikatnie rozmawiać że dobrze by było się z psem poprzeciągać jakąś zabawką albo porzucać mu coś żeby się cieszył ale to słabo idzie. bo te sugestie nie padają bynajmniej na podatny grunt a ja spotykam ją nie częściej niż raz na kilka tygodni. i niestety jak do tej pory nie widziałem żeby ona miała jakąkolwiek zabawkę a pies coraz większy. już niedługo będzie dorosły.

ja niestety nie widzę nic co mógłbym zrobić i uważam ze ten pies skończy tak jak wiele innych ON - w kolczatce i prowadzony na krótkiej smyczy stwarzając większe lub mniejsze zagrożenie i problemy wszystkim dookoła ze szczególnym uwzględnieniem właścicielki o niewielkim rozumku. i niestety mogę się temu tylko bezsilnie przyglądać a w przyszłości go po prostu omijać.

 

naprawdę durni jest mnóstwo. tak sobie przypomniałem teraz jednego durnia, który chciał swoją seterkę szkolić obrożą elektryczną bo nie chciała do niego przychodzić tak jak on chciał. dziwne, że do mnie przychodziła choć wszyscy w parku mają zapowiedziane, żeby jej smakołyków nie dawać, więc ja też. a do mnie przychodzi bez smakołyków chętniej niż do swojego pana ze smakołykami. no ale on też z tych "kroczących z wielką powagą" co to zabawa z psem jest poniżej jego godności. gość wydaje polecenia i jak jest wykonane to smakołyk daje.

 

kupił sobie nawet taki gwizdek i gwiżdze i g.. z gwizdania wynika bo nie ma więzi między psem a opiekunem. pies gościa po prostu nie lubi więc zawsze przychodzi z ociąganiem szukając byle pretekstu żeby podejście do pana opóźnić.

 

a parę dni temu widziałem babcię emerytkę ze spanielkiem któremu patyczki rzucała i bawiła się z nim. i spanielek świata poza swoją panią nie widział. przechodziliśmy obok to nawet kroku nie zrobił w naszym kierunku tylko biegał dookoła babci i się cieszył.

Share this post


Link to post
Share on other sites

A co tu jest do rozumienia?

Im swobodniej traktują właściciele swoje obowiązki (polegające m.in. na dostosowywaniu się do faktu że żyje się wśród innych ludzi & zwierząt) tym większe restrykcje ich (niestety jako ogół) spotykają w ostateczności. Klasyka.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Dokładnie tak. Skrajnym przykładem może być Ukraina, gdzie fakt, że jakiś pies podbiegł do kogos i wybrudził mu płaszcz nie wzbudzi żdanych większych emocji- no bo psy biegaja, czemu tu sie dziwić. Nie wzbudzi też emocji pies, który leży sobie spokojnie w sadzie, a trzy metrry za nim leży jedna z jego kończyn - no urwało mu, bywa. Ot, życie....

Share this post


Link to post
Share on other sites

Co do ciumkania-jak to się pieski ładnie bawią-mam takiego zaznajomionego kundelka-nieduży z psyka pekinowaty.Wychodzi raz z mamą-lat ok 70,raz z córką-lat ok 30-40.

Pies nie słucha się totalnie jak jest bez smyczy.No,chyba,że grupie bawiących się psiaków jest suczka-wtedy kawaler dostaje korby-skacze,napastuje suczkę,jakby to była w cieczce.

Jak go widzę zapinam moją sucz i idę w drugą stronę.

Ale ostatnio nie mogłam.Pies spuszczony cały czas napastował moją sucz,skakał na nią,tak,że ta wysikać się mogła.Sucz wkurzona,podgryzała,uciekała.

A pani; ach jak on się ślicznie bawi,niech pani nie zabiera swego pieska.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Moja bernardynka uwielbia jazde samochodem (no co,są różne zboczenia,nie?),więc ostatnio, korzystając z chłodniejszego dnia- zabrałam ją do miasta.(mieszkamy na wsi,na odludziu,od małego zabieramy ja czasem w różne dziwne miejsca włącznie z dworcem kolejowym).Tak więc idziemy sobie spokojnie niewielka uliczką,nagle z jakiejs furtki w sporej odległości wypada coś sporego,wyglądającego dość groźnie.Pędzi w naszą stronę jak rakieta.A my powoli idziemy,ale czuję jak benia się spina,widzę podniesione 'fafluny',myslę sobie - niedobrze jest!Przystanęłąm i komenda:'siedzisz'.No to usiadła,jak zawsze,tyle,że nie obok, a przede mną,doopskiem prawie na moich stopach.Smycz na luzie.Nadbiegający pies wyhamował,popatrzył,benusia ostentacyjnie ziewnęła.Psisko zawróciło.Długo się to pisze,a szybko sie działo.Okazało się,że to CAO,który wypadł z lecznicy weterynaryjnej,po prostu nawiał...My nadal w pozycji 'siedzisz',bo troszkę mnie zatkało,przyznam...Szklanej kuli nie mam,psa znam,ale tylko swojego :)Po chwili wybiegla pani i wetka z pytaniem,czy moze widziałam ...pieska.Ano widziałam,a jakże,w siną dal się oddalił.Jako i my się oddaliłyśmy z godnością ;)
Wiem,że CAO wrócił szczęśliwie do pańci,do tej wetki zadzwoniłam po powrocie do domu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja z kolei mam w temacie psów luzem ostatnio bardzo optymistyczne doświadczenia. Dopiero co przeprowadziłam się z maleńkiego miasteczka do małego miasteczka. Niby zmiana tylko z 8 tys. mieszkańców na 15 tys. mieszkańców, a jednak skok cywilizacyjny jest. W poprzednim miasteczku podejście do psów było wsiowe w najgorszym znaczeniu. Psy były po prostu wypuszczane za próg i "hulaj dusza piekła nie ma". Straż miejska nie widziała w tym nic złego, a jeśli jakiś pies łaził na sznurku to"znaczy panie, że agresywny" ewentualnie "musi rasowy być i bardzo drogi". Często łaziły za mną całe procesje wędrowników, nie raz martwiłam się czy ich samochód nie potrąci jak leciały przez jezdnię, no i kilka zabawek zostało ukradzionych, kilka treningów przerwanych, niejeden próbował ujeżdżać wysterylizowaną sukę etc.

Za to po przeprowadzce, luksus po prostu. Wszystkie psy z właścicielami. Większość na smyczy, lub w razie czego zapinana, puszczanie ze smyczy za obopólną zgodą. Spotkałam nawet panią co z kotem była na spacerze na smyczce i się o niego nie musiała bać. Wczoraj natomiast pierwsza spina. Szłam spokojnie z suką na smyczy przez centrum miasteczka, a tu z ławki z grupy starszych osób wyskoczył ujadający mały kundelek i leci z zębami do mojej suki(ze dwa-trzy razy większej). Starsza pani krzyczy do mnie "STAĆ" i łapie dziada na smycz. Do tej pory w sumie normalna sytuacja. Co mnie zdziwiło? Przypadkowi przechodnie zaczęli komentować i zwracać uwagę kobiecie, że powinna bardziej psa pilnować i co to ma być, że zamiast się psem zająć to plotkuje i nie patrzy co robi, a przecież skoro i tak siedzi przy ławce to może siedzieć na smyczy. W poprzedniej miejscowości jeśli ktoś trzeci zareagował na "sceny" z udziałem psów to raczej na zasadzie "po co to w mieście" albo "na łańcuch go" etc. Najczęściej pełna obojętność, łącznie z właścicielami, trochę na zasadzie "niech się poustawiają".

 

I wiecie co, teraz mi się naprawdę lepiej i przyjemniej chodzi na spacery. Wprawdzie swojego psa też muszę bardziej kontrolować, ale jednak mam duży komfort. Przestałam nawet gaz pieprzowy nosić.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Poczytuje tak i stwierdzam., że co by nie było to i tak obecnie jest trochę lżej w przestrzeni publicznej z psem i niż te 10-11 lat temu. Chocby sam przekrój psiego ,,społeczeństwa". Normą było kiedyś wręcz że szczeniak czy młodziak zostanie zaatakowany przez jakiegos psa, wtedy były to asty pittowane i rottki. I tylko się człowiek oglądał co dziś będzie, i jak zniesie to jego młodziutki pies, gaz w kieszeni kopniaki.  

Dziś po 9 mcach odchowywania kolejnego psa, tfu tfu owszem oszczekiwania, podbiegnięcia są, ale nie zdarzyło się żeby zaatakowal ją jakiś pies na poważnie. Dzieki temu moje dziecię  pozytywnie nastawione do świata psiego trwa w iluzji, ze zycie jest piękne, a ja na spacer nie wychodzę jak na wojnę. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Harley, właśnie w mojej miejscowości wiele jest takich psiaków, które robią co chcą, niestety zdarzają się często takie szczekające i atakujące. Najgorzej jest jak przypadkowo pies wypadnie z niezamkniętego podwórka. Dzisiaj taka sytuacja, jadę na rowerze, pies biegnie obok, na smyczy. Nagle wypada labrador, zapewne z pozytywnymi zamiarami, ale moja psina nie lubi jak inny pies podbiega do niej z impetem. Próbowała uciec, ja prawie spadłam z roweru, na szczęście właściciele zabrali labradora a psica uspokoiła się, ale gdy jest bardzo wystraszona nie reaguje na komendy. I cóż poradzić, wiele takich psiaków spotykam na spacerach, ćwiczę SIAD w tych warunkach, no ale w sytuacji gdy pies podbiega znienacka, obecnie nie dajemy rady, a to wszystko opóźnia naukę :(

Share this post


Link to post
Share on other sites
Ja mieszkam na osiedlu. Notorycznie na porannym spacerze spotykam panią, która swojego psiaka prowadza bez smyczy. Psina jest z rodzaju tych wkurzających, co szczekają z odległości 20 metrów, przystępują do ataku, następnie zatrzymują się 3-4 metry od drugiego psa i lezą za nim ujadając w tej odległości. Pies nie patrzy na jadące auta, po prostu biegnie, bywa że po skosie przez skrzyżowanie. Niby osiedle, ale to "arteria" osiedlowa do głównej deogi więc ruch wbrew pozorom spory. Dziś nie wutrzymałam i zwróciłam pani uwagę, że takiego psa to się nasmyczy prowadzi. A pani nato, że on nie gryzie, tylko straszy i przecież nie podbiegnie. I to nic, że pies w tym czasie stoi na środku wcześniej wspomnianej ulicy i drze się na moją. Powiedziałam pani, że pies pod samochód w końcu wpadnie i zginie bez tej smyczy. I co usłyszałam? Pies głupi nie jest i patrzy czy coś jedzie... No i bądź tu człowieku normalnym...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja mieszkam na całkiem sporym osiedlu i nie wiem skąd się bierze mentalność osób, które potrafią po prostu wystawiać psy za furtkę na zasadzie "idź się wyprowadź na spacer". Mają ogródek z trawnikiem, ale łatwiej psa wyrzucić na zewnątrz bo w ich mniemaniu nie trzeba sprzątać.

Co do wychodzenia z psem bez smyczy, to też już nie raz miałem sytuacje, w których psy doskakiwały do mojego obecnego lub poprzedniego psiaka. Jestem zdania, że psy powinno się puszczać wolno jedynie na ogrodzonych wybiegach, ew. łąkach czy odludnych plażach (poza sezonem).

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


Announcements

×
×
  • Create New...