Jump to content
Dogomania
sensej.pln

Pies w miejscu publicznym

Recommended Posts

A jak taki nieagresywny podbiegacz przyskoczy do kogoś i mu uświni ubranie błotem co to robimy?

Zabieramy pieska a potem piszemy na dogo,że jakiś babiszon czy chłopiszon nie cierpiący psów wydarł się na właściciela bo jego grzeczny piesek podbiegł przecież w przyjacielskich zamiarach?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gojka, dokładnie.

 

Przyjacielski, nieodwoływalny piesek luzem też może stwarzać niebezpieczeństwo - a jak będzie się chciał pobawić z małym dzieckiem i je przewróci? A jak wbiegnie pod rower? Albo pod samochód? Albo poprzestawiają mu się trybiki w głowie i nagle stwierdzi, że nigdy nie widział człowieka z taką walizką i go zaatakuje?

Gdzie według spajka kończy się "konieczność liczenia się z kontaktami międzyludzkimi i międzypsimi"?

Share this post


Link to post
Share on other sites

 

 

Ok, po tej odpowiedzi oficjalnie przestaję traktować poważnie Twoje wpisy

 

no to ja się nie będę silił na odpowiadanie ci. trochę śmieszne są takie osoby jak ty czy berek ostentacyjnie obwieszczające jak to mnie mają zamiar ignorować a następnie smarujące do mnie długaśne posty. nikogo nie zmuszam do rozmowy ze mną. a moje wypowidzi odnoszą się albo w ogóle do całokształtu zjawiska albo do konkretnych wypowiedzi które cytuję, nie każdy mój post dotyczy ciebie.

 

 

 

Z twoich wypowiedzi wynika, że podbiegaczom, ale niegresywnym, wolno wszystko i każdy człowiek - czy to z psem, czy bez - powinien go tolerować i znosić każdą zaczepkę czy wskakiwanie na nogi z uśmiechem na ustach, bo to jest miejsce publiczne i wszystkie wybryki trzeba tolerować.

 

może nie aż tak ale na pewno wynika tyle, że wasz pies który "nie lubi innych" musi potrafić od tego psa odejść a nie go zaatakować. bezpieczeństwo w miejscach publicznych jest sprawą najważniejszą czy to się komuś podoba czy nie. a jeżeli wasz pies nie potrafi zachować spokoju w miejscu publicznym i trzęsiecie portkami na widok każdego obcego psa żeby nie doszło do jakiejś awantury to jest przede wszystkim wasza sprawa. oczywiście w pewnych szczególnych przypadkach bardzo nachalnych "podbiegaczy" jestem wam w stanie przyznać rację, że powinno się ich co nieco utemperować. jednak to co wy tu przedstawiacie żebym na widok każdego napotkanego psa przywoływał swojego i zapinał go na smycz bo zawsze może się trafić ktos kto wprawdzie psa wychować nie potrafi ale pretensje o to do mnie to będzie miał to jest przegięcie.

 

 

 

Przyjacielski, nieodwoływalny piesek luzem też może stwarzać niebezpieczeństwo - a jak będzie się chciał pobawić z małym dzieckiem i je przewróci? A jak wbiegnie pod rower? Albo pod samochód? Albo poprzestawiają mu się trybiki w głowie i nagle stwierdzi, że nigdy nie widział człowieka z taką walizką i go zaatakuje?

 

a jak trybiki się poprzestawiają człowiekowi? ostatnio jak się jednemu poprzestawiały to samolot z pasażęrami o ziemię rozwalił. to są argumenty kompletnie z sufitu bo nie odnoszą się do normalnych, codziennych sytuacji i nigdy nie da się ich przewidzieć. ale zdarzają się tak rzadko że w ogóle nie ma sensu tego brać pod uwagę. opiekun odpowiada za zwierzę i nie może ono powodować szkód więc jeżeli ma zwyczaj skakać na ludzi, gonić rowerzystów czy dzieci to oczywiście trzeba go tego oduczyć. natomiast gdyby nawet skoczył czy pogonił to i tak nie upoważnia nikogo do skopania tego psa, prawda? a już zupełnie nie maja te argumenty zastosowania gdy mówimy o psie który nie skacze, nie goni, nie szaleje tylko normalnie przychodzi się przywitać.

500 razy to samo powtarzam - w miejscach publicznych najważniejsze jest bezpieczeństwo i ja pewnie z wieloma waszymi uwagami bym się zgodził ale z jedną nie mogę na pewno - z filozofią "nie podchodźcie do mojego psa bo jest agresywny". jeżeli tak jest to waszym obowiązkiem jest takie jego trzymanie zeby nikt do niego podejść nie mógł a jak podejdzie to zeby nie ucierpiał (czyli przynajmniej smycz+kaganiec).

Share this post


Link to post
Share on other sites

 

może nie aż tak ale na pewno wynika tyle, że wasz pies który "nie lubi innych" musi potrafić od tego psa odejść a nie go zaatakować. [...] jednak to co wy tu przedstawiacie żebym na widok każdego napotkanego psa przywoływał swojego i zapinał go na smycz bo zawsze może się trafić ktos kto wprawdzie psa wychować nie potrafi ale pretensje o to do mnie to będzie miał to jest przegięcie.

Wredna część mnie ma nadzieję, że trafi Ci się kiedyś pies z problemami i skoro nie dzięki argumentom, to z autopsji poznasz, dlaczego warto wykazać trochę empatii w stosunku do ludzi, których psy nie są zbyt towarzyskie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kurcze, tylko popcorn i cole przynieść i jak w kinie, z tym, że bez obrazków a z tekstem.

Spike widzę nie możesz zaakceptować tego, że są psy i psy, tak samo jak ludzie i ludzie. A jak jedno różni się bardziej od drugiego, to najlepiej do klatki i na koniec świata, żeby nie wadziło. Takie sobie odnoszę wrażenie jak tak czytam.

I też nie możesz zrozumieć, że psy które nie lubią innych psów dają sygnały "wachnąłeś, odejdź" ale jak natręt nie odchodzi to warknie, burknie, kłapnie zębami. Więc czyj tu jest problem? Na pewno nie tego pierwszego, raczej natręta, bo nie zrozumiał sygnałów.

Share this post


Link to post
Share on other sites

 

a jak trybiki się poprzestawiają człowiekowi? ostatnio jak się jednemu poprzestawiały to samolot z pasażęrami o ziemię rozwalił. to są argumenty kompletnie z sufitu bo nie odnoszą się do normalnych, codziennych sytuacji i nigdy nie da się ich przewidzieć. ale zdarzają się tak rzadko że w ogóle nie ma sensu tego brać pod uwagę. opiekun odpowiada za zwierzę i nie może ono powodować szkód więc jeżeli ma zwyczaj skakać na ludzi, gonić rowerzystów czy dzieci to oczywiście trzeba go tego oduczyć. natomiast gdyby nawet skoczył czy pogonił to i tak nie upoważnia nikogo do skopania tego psa, prawda? a już zupełnie nie maja te argumenty zastosowania gdy mówimy o psie który nie skacze, nie goni, nie szaleje tylko normalnie przychodzi się przywitać.

500 razy to samo powtarzam - w miejscach publicznych najważniejsze jest bezpieczeństwo i ja pewnie z wieloma waszymi uwagami bym się zgodził ale z jedną nie mogę na pewno - z filozofią "nie podchodźcie do mojego psa bo jest agresywny". jeżeli tak jest to waszym obowiązkiem jest takie jego trzymanie zeby nikt do niego podejść nie mógł a jak podejdzie to zeby nie ucierpiał (czyli przynajmniej smycz+kaganiec).

Okej, hipokryzja lvl. expert.

 

Bardziej prawdopodobne są sytuacje przedstawione przeze mnie, niż te, których Ty używasz w swoich argumentach, np. zerwany karabińczyk czy zerwanie się ze smyczy.

Dzieci wszędzie pełno, są nieprzewidywalne, mogą się napatoczyć na drogę psa. A to, że pies zobaczył coś nowego, co go zdziwiło i postanowił go obszczekać - całkiem normalne, zdarza się.

 

Poruszany problem to pies puszczony samopas z premedytacją, bo właściciel nie ma wyobraźni, bo smycz lepiej zostawić w domu albo nosić na ramieniu.

Sytuacje typu "pies się zerwał", "pękła obroża" to skrajności i to raczej przy psach, które są niewychowane i startują z zębami do każdego psa czy człowieka, którego zobaczą.

 

To, co piszesz, jest zupełnie niespójne, porównujesz zupełnie różne sytuacje i idziesz w skrajności.

Share this post


Link to post
Share on other sites

 

 

I też nie może zrozumieć, że psy które nie lubią innych psów dają sygnały "wachnąłeś, odejdź" ale jak natręt nie odchodzi to warknie, burknie, kłapnie zębami. Więc czyj tu jest problem? Na pewno nie tego pierwszego, raczej natręta, bo nie zrozumiał sygnałów.

 

to jest wzorowy pies. ja nie tylko takiego zachowania nie uważam za naganne czy agresywne ale wręcz idealne i nie mam żadnego problemu jeżeli mój pies zrobi tak jakiemus natrętowi. normalna psia interakcja. zresztą właśnie ostatnio zrobił tak nachalnemu labradorowi sąsiada. pies nie potrafi powiedzieć "odpier... się pan ode mnie" więc to jest jego sposób na wyrażenie takiego życzenia a nie żadna agresja.

 

natomiast problemem są ludzie i ich psy które z kilkunastu metrów prują się do nas a za chwilę ich właściciele się do mnie prują żebym psa na smycz zapiął. pretensje są o to że mój pies "idzie bez smyczy" bo o żadnym kontakcie nie ma mowy. mój pies nie podejdzie do takiego narwańca co absolutnie nie przeszkadza ich właścicielom mieć pretensje. a im bardziej te ich psy niewychowane tym bardziej właściciele domagają się żebym ja swojego na smyczy miał.

 

piszesz o empatii której ja ponoć nie mam. a jaką ty masz empatię żądając od ludzi żeby zamiast przyjemnie sobie spacerować ciągle rozglądali się za "psami problemowymi" których właściciele będą się domagać żeby wziąć psa na smycz. ja psa mam dla przyjemności, nie mam owiec do pilnowania, więc tacy histerycy są naprawdę uciążliwi.

 

 

 

Bardziej prawdopodobne są sytuacje przedstawione przeze mnie, niż te, których Ty używasz w swoich argumentach, np. zerwany karabińczyk czy zerwanie się ze smyczy.

 

tutaj faktycznie czerpię jedynie z własnego przykładu bo mój pies został ugryziony (po raz kolejny to powtarzam) przez sukę KTÓRA BYŁA NA SMYCZY i wyrwała się właścicielce. więc skoro to jest tak mało prawdopodobne żeby agresywny pies kogoś pogryzł mimo że jest na smyczy to musiałem mieć wyjątkowego pecha. ale szczerze mówiąc nawet jeżeli tak było to i tak nie będę sprawdzał czy wyrywający się do nas 30-40 kg amstaf zerwie te smycz (albo wyrwie z ręki pani która ledwo go trzyma, albo wyciągnie głowę z obroży, albo w końcu smycz czy obroża nie wytrzyma) czy nie więc wolę zawrócić. i jakoś większe mam zaufanie do takiego samego amstafa który Z PREMEDYTACJĄ ale za to bez smyczy sobie biega z właścicielem i przyjdzie się do mojego psa przywitać.

i jeżeli ty porównujesz sytuację w której "pies postanowił coś obszczekać" (co się faktycznie zdarza dosyć często psom i na smyczy i bez smyczy) do sytuacji gdy oddalony o kilkanaście metrów wyrwał smycz z ręki, podbiegł i ugryzł to nie wiem jak ja mam z tobą rozmawiać. ciekawe kto tu w takim razie "nie ma wyobraźni"?

Share this post


Link to post
Share on other sites

 

 

natomiast problemem są ludzie i ich psy które z kilkunastu metrów prują się do nas a za chwilę ich właściciele się do mnie prują żebym psa na smycz zapiął. pretensje są o to że mój pies "idzie bez smyczy" bo o żadnym kontakcie nie ma mowy. mój pies nie podejdzie do takiego narwańca co absolutnie nie przeszkadza ich właścicielom mieć pretensje. a im bardziej te ich psy niewychowane tym bardziej właściciele domagają się żebym ja swojego na smyczy miał.

 

I znowu skrajność. Ktoś, kto ma psa nie lubiącego kontaktów najczęściej nie będzie na Ciebie szarżował, raczej pójdzie drugą stroną ulicy, a mijając Cię np. odgrodzi psy swoim ciałem, przełoży psa na drugą nogę.

Przykład właściciela, który mając psa niechętnego do innych idzie prosto na Ciebie i ma pretensje, bo Twój jest bez smyczy, ale nie zaczepia, to trochę abstrakcja, przykład kogoś, kto ma ze sobą problemy i szuka afery w ramach hobby.

 

 

piszesz o empatii której ja ponoć nie mam. a jaką ty masz empatię żądając od ludzi żeby zamiast przyjemnie sobie spacerować ciągle rozglądali się za "psami problemowymi" których właściciele będą się domagać żeby wziąć psa na smycz. ja psa mam dla przyjemności, nie mam owiec do pilnowania, więc tacy histerycy są naprawdę uciążliwi.

 

Ale kto Ci każe rozglądać się i wyszukiwać psów na smyczy? Jeżeli Twój nie zaczepia innych to niech sobie spaceruje luzem, ten z psem na smyczy najpewniej nie podejdzie. Ale jeżeli widzisz, że Twój pies idzie do psa na smyczy (a umówmy się, to widać, że właściciel nie chce kontaktu swojego psa z Twoim) to odwołaj, skoro jest dobrze wychowany.

 

Ja mam już trochę dosyć sytuacji, kiedy spaceruję z moim psem na smyczy, podbiega zaczepiacz, który się stroszy i przyjmuje średnio przyjacielską postawę, mój pies się denerwuje, więc staram się go rozproszyć, odchodzę dalej, wydaje komendy, a tamten psiur leci za nami i wchodzi mojemu na plecy. A właściciel nic, bo przecież się bawią. A moją robotę z uczeniem Figa ignorowania innych psów diabli biorą...

Share this post


Link to post
Share on other sites

pewnie że skrajność bo ja w odróżnieniu od was mam problemy tylko ze skrajnościami. dla mnie normalny pies idący sobie czy to na smyczy czy bez żadnym problemem nie jest.

niestety dla was jest i usiłujecie mnie przekonać że to wy macie rację.

szczerze mówiąc mocno mnie dogomania rozczarowała, zamiast znaleźć tu ludzi którzy naprawdę lubią psy znalazłem takich którzy każdego poza swoim to by najchętniej kijem potraktowali.

ale "w realu" jest pod tym względem o wiele lepiej i jeżeli nie trafi się jakiś oszołom to spacery są całkiem fajne.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Monieq, mam tak samo i co z tego, że ja próbuję pokazac mojemu psiakowi, że ze mną można bawić się lepiej, jak podbiegacz natrętnie zaprasza do zabawy, mój pies niestety takiej okazji nie przepuści i jest szamotanina na smyczy:(

Share this post


Link to post
Share on other sites

to dlaczego nie chcesz żeby twój pies pobawił się z innym? koniecznie upierasz się że "z tobą jest lepiej" skoro dla psa ewidentnie nie jest? weź pod uwagę inną rzecz. zabawa z innym psem będzie tym bardziej atrakcyjna im mniej twój pies będzie miał do niej okazji. jak mu się pozwolisz z innymi bawić to mu spowszednieją.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Najgorsze, że psy są tu tak naprawdę bogu ducha winne, to właściciele są pozbawieni wyobraźni :(

 

Ostatnio zdarzyła mi się bardzo miła sytuacja, byłam zszokowana, bo przyzwyczajona jestem do "on nic nie zrobi", ewentualnie udawania, że się cudzego psa nie widzi.

Szłam z Figiem ścieżką (nie koniecznie miejsce publiczne, ale sporo ludzi tam spaceruje), biegał luzem. Widziałam, że z drogi obok na ścieżkę wchodzi pan z młodym wyżełkiem, więc zawołałam swojego psa i zapięłam. Właściciel wyżełka, widząc, że zapięłam swojego, zapytał, w którym kierunku chcę iść, żebyśmy oboje mogli puścić swoje psy. Niby taka prosta rzecz, zapytać, chwilę porozmawiać i można uniknąć nieprzyjemnych sytuacji i jeszcze umilić komuś dzień :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

mnie tez na maxa wkurza brak wyobrazni ludzi, gdy np mam na smyczach 3 psy i ide z nimi ulica, aby dojsc do miejsca przeznaczenia, gdzie bede mogla puscic je luzem, a ktos puszcza do nas swojego pieska na flexi, ktory zaczyna mi te psy obskakiwac. one wiadomo wchodza z tym psem w interakcje, jeden chce sie z nim bawic, dwa chca sie go pozbyc, placza sie na smyczach, jeszcze dobre jest jak ktorys korzystajac z okazji na  postoj, zaczyna robic kupe.

szczerze mowiac, to ja mam wtedy chec usadzic wszystkie moje pieski, odsunac natreta noga i isc dalej.

i mam gdzies, co ktos o tym sadzi.

 

nie moge od moich psow wymagac, aby usiadly i daly sie obskakiwac jakiej malej parowie, wiadomka. to by bylo troche chamskie z mojej strony.

 

serio, ja mam duzo zrozumienia do roznych pieskow, moje psy sa naprawde bardzo ok w kontaktach z innymi, ale po prostu chodzi o to, zeby miec wyobraznie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

pewnie że skrajność bo ja w odróżnieniu od was mam problemy tylko ze skrajnościami. dla mnie normalny pies idący sobie czy to na smyczy czy bez żadnym problemem nie jest.

niestety dla was jest i usiłujecie mnie przekonać że to wy macie rację.

szczerze mówiąc mocno mnie dogomania rozczarowała, zamiast znaleźć tu ludzi którzy naprawdę lubią psy znalazłem takich którzy każdego poza swoim to by najchętniej kijem potraktowali.

ale "w realu" jest pod tym względem o wiele lepiej i jeżeli nie trafi się jakiś oszołom to spacery są całkiem fajne.

 

wierz mi, tylko na dogomanii są ludzie, którzy wyskakują z gazem pieprzowym, chodzą z pistoletami hukowymi albo posuwają z buta psa, który podbiegł z przyjacielskimi zamiarami :D

 

ja mam sukę, która nie lubi innych psów i jakoś bez problemu z nią wychodzę na spacer, zwykle bez smyczy i nie czepiam się ludzi, gdy ich pies do mojego podbiegnie. Najwyżej dostanie zjebkę od mojej suki, zdziwi się i tyle. No czasami wyjdzie z tego większa zadyma, ale ludzie w realu reagują raczej normalnie i nie robią wielkiego halo z tego, że czyjś pies pokazał zęby innemu, a drugi dał się sprowokować i w efekcie wyszło z tego pranie się po pyskach ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites

spike1975,

ile miałeś w swoim życiu psów? Z iloma pracowałeś, ile szkoliłeś w jakimś konkretnym kierunku? 

Bez urazy, ale po lekturze tego wątku odnoszę wrażenie, że Twoje pojęcie o psach jest niewielkie... Masz ogromne szczęście, że udało Ci się trafić na to, na co trafiłeś :)

 

przy okazji:

 

Berek,

pozdrawiam! :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

wierz mi, tylko na dogomanii są ludzie, którzy wyskakują z gazem pieprzowym, chodzą z pistoletami hukowymi albo posuwają z buta psa, który podbiegł z przyjacielskimi zamiarami :D

 

ja mam sukę, która nie lubi innych psów i jakoś bez problemu z nią wychodzę na spacer, zwykle bez smyczy i nie czepiam się ludzi, gdy ich pies do mojego podbiegnie. Najwyżej dostanie zjebkę od mojej suki, zdziwi się i tyle. No czasami wyjdzie z tego większa zadyma, ale ludzie w realu reagują raczej normalnie i nie robią wielkiego halo z tego, że czyjś pies pokazał zęby innemu, a drugi dał się sprowokować i w efekcie wyszło z tego pranie się po pyskach ;)

 

haha noo to prawda.

 

albo po prostu podbija kundel, pozbywasz sie go, idziesz dalej i co tu przezywac:)))

Share this post


Link to post
Share on other sites

klaki91, wiesz, czasami warto spojrzeć poza własnego psa. Jak będziesz miała psa lękliwego albo chorego to wtedy może zrozumiesz czemu osobom w tym wątku zależy na tym, żeby właściciele zwracali uwagę na to, co robią ich psy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Spoczko, spoczko, suczka Klaki kiedyś zetknie się z podbiegaczem na tyle pewnym siebie, że kiedy spróbuje dać mu "zjebkę" tamten odpowie agresją - i wtedy poczytam że w ogóle, ale to w ogóle nie ma problemu. :-)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Najgorsze, że psy są tu tak naprawdę bogu ducha winne, to właściciele są pozbawieni wyobraźni :(

 

Ostatnio zdarzyła mi się bardzo miła sytuacja, byłam zszokowana, bo przyzwyczajona jestem do "on nic nie zrobi", ewentualnie udawania, że się cudzego psa nie widzi.

Szłam z Figiem ścieżką (nie koniecznie miejsce publiczne, ale sporo ludzi tam spaceruje), biegał luzem. Widziałam, że z drogi obok na ścieżkę wchodzi pan z młodym wyżełkiem, więc zawołałam swojego psa i zapięłam. Właściciel wyżełka, widząc, że zapięłam swojego, zapytał, w którym kierunku chcę iść, żebyśmy oboje mogli puścić swoje psy. Niby taka prosta rzecz, zapytać, chwilę porozmawiać i można uniknąć nieprzyjemnych sytuacji i jeszcze umilić komuś dzień :)

Dlaczego zapięłaś swojego psa ? Nie lubisz ludzi ? Innych psów ? 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dlaczego zapięłaś swojego psa ? Nie lubisz ludzi ? Innych psów ? 

Bo znam mojego psa i nie chcę, żeby czyjś szczeniak miał przez mojego problemy,

Mój pies nie lubi psów większych od siebie, które są zbyt namolne i przyjmują pewną siebie postawę przy przywitaniu (nie lubi sytuacji pysk w pysk, pysku na karku, różnego rodzaju "dominacji" przy przywitaniu). Zanim pozwolę się psom powąchać wolę uprzedzić właściciela drugiego zwierzaka, że mój może się różnie zachować.

 

Walczę z jego niechęcią do innych psów, staram się, żeby ignorował mijające nas zwierzaki. Zawsze go nagradzam za przywitanie się spokojnie, ale wolę nie ryzykować z każdym psem (przez kiepski wybór psów, z którymi spotykał się za szczeniaka, mam teraz takiego nerwusa...).

 

A czy lubię ludzi? W większości przypadków nie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

ustalmy może co to w ogóle znaczy "miejsce publiczne" i poslugujmy się jakimś jednorodnym terminem. nie ma takiego pojęcia zdefiniowanego w prawie ale za miejsce publiczne uznaje się miejsca do których ma dostęp nieograniczona/nieokreślona liczba ludzi. takim miejscem jest w zasadzie wszystko poza miejscami prywatnego przeznaczenia. więc miejscem publicznym jest np sklep (choć jest on prywatny ale nie ma tu czynnika ograniczenia dostępu) czy kino ale nie jest nim teren prywatnej firmy z bramkami i kontrolą wejść. na pewno miejscem publicznym są wszelkie parki, ulice, tereny zielone itd. w zasadzie można powiedzieć że wszelkie tereny gdzie normalnie wyprowadzane są psy to miejsca publiczne.

 

 

 

ile miałeś w swoim życiu psów? Z iloma pracowałeś, ile szkoliłeś w jakimś konkretnym kierunku? 

 

ja nie uważam że to w ilości rzecz. jak patrzę czasami na wyczyny niektórych "specjalistów" z bożej łaski to żadna ilość psów jakie mieli nie przekona mnie że się do czegokolwiek nadają.

 

 

 

 

 Najwyżej dostanie zjebkę od mojej suki, zdziwi się i tyle. 

 

no i proszę. okazuje się że można być normalnym i nie wpadać w histerię z powodu bzdur.

 

 

 

Właściciel wyżełka, widząc, że zapięłam swojego, zapytał, w którym kierunku chcę iść, żebyśmy oboje mogli puścić swoje psy.

 

no a możesz mi wytłumaczyć co by się takiego stało gdyby on nie zadał ci tego bezsensownego pytania, gdybyście ich nie zapięli, gdyby te psy do siebie dobiegły, trochę się obwąchały, może pobawiły, może nie a wy poszlibyście w tym samym albo nie tym samym kierunku i każdy z psów poszedłby za swoim właścicielem?

bo w "moim realu" tak to właśnie wygląda. nikt na widok obcego psa nie podskakuje jakby mu ślimak w d... wpełznął nie łapie go i nie zapina na smycz pytając drugiego gdzie idzie zeby przypadkiem psy się nie zetknęły.

dla mnie to kompletny odlot i nie zrozumiem czegoś takiego. i ja takich spotkań mam po kilka dziennie. różnie to się odbywa, czasem bardzo przyjaźnie, czasem "na sztywnych łapach", czasem któryś warknie czy pogoni drugiego ale naprawdę nie widzę powodu żeby biegać za swoim psem jak kwoka żeby czasami się niekomfortowo nie poczuł. szczególnie że tego rodzaju postępowanie tylko pogarsza sprawę.

 

źle napisałem że "nikt". oczywiście że się tacy zdarzają ale są to zdecydowanie wyjątki na których patrzy się pukając w czoło.

 

 

 

 

spike1975, pozwalam ale po zabawie ze mną i komendzie, a podbiegacze nie dają na to szansy

 

moim zdaniem to jest przesada po prostu. no ale róbcie jak chcecie, mam na dzieje tylko że to waszym psom wychodzi na dobre.

 

 

 

 

mnie tez na maxa wkurza brak wyobrazni ludzi, gdy np mam na smyczach 3 psy i ide z nimi ulica, aby dojsc do miejsca przeznaczenia, gdzie bede mogla puscic je luzem, a ktos puszcza do nas swojego pieska na flexi, ktory zaczyna mi te psy obskakiwac. one wiadomo wchodza z tym psem w interakcje, jeden chce sie z nim bawic, dwa chca sie go pozbyc, placza sie na smyczach, jeszcze dobre jest jak ktorys korzystajac z okazji na  postoj, zaczyna robic kupe.

 

no na to żeby puścić swojego psa pomiędzy trzy inne i to wszystkie na smyczach to trzeba faktycznie zgłupieć co nieco ale przecież pomiędzy takim brakiem wyobraźni a sytuacją że miałbym na widok każdego obcego psa przywoływać swojego i go zapinać to jest przepaść.

 

dzisjaj jak wracałem spotkałem jakąś młodocianą z pieskiem a la jamnik. piesek ciągnął do nas gdzieś z odległości 20 m. chyba sie chciał bawić bo nic nie szczekał ale dokładnie nie wiem bo byli za daleko. a panienka odciągnęła pieska w bok żeby tylko uciec. po co tak robić? czego się tak ciągle bać? potem nie ma się co dziwić że się taki piesek robi nerwowy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

bo w "moim realu" tak to właśnie wygląda. nikt na widok obcego psa nie podskakuje jakby mu ślimak w d... wpełznął nie łapie go i nie zapina na smycz pytając drugiego gdzie idzie zeby przypadkiem psy się nie zetknęły.

 

No to przykro mi, że w Twoim realu odrobina grzeczności to rzecz niespotykana

 

no a możesz mi wytłumaczyć co by się takiego stało gdyby on nie zadał ci tego bezsensownego pytania, gdybyście ich nie zapięli, gdyby te psy do siebie dobiegły, trochę się obwąchały, może pobawiły, może nie a wy poszlibyście w tym samym albo nie tym samym kierunku i każdy z psów poszedłby za swoim właścicielem?

 

To jest Twoje wyobrażenie spotkania tych 2 konkretnych psów.

Nie mam nic przeciwko psim spotkaniom, ale uważam, że wszystko należy dopasowywać do danego zwierzaka.

Według Ciebie by się pobawiły, a ja jestem bardziej skłonna uwierzyć, że mimo iż mój pies bez problemów szedł na smyczy obok tego drugiego, to przy zapoznawaniu prawdopodobnie postanowiłby na niego przynajmniej nawarczeć. A to ani mi do szczęścia nie jest potrzebne, a tylko spowoduje stres u mojego psa i może zrazić do psich kontaktów tamtego szczeniaka.

 

Mój pies ma swoich psich kumpli, z którymi się dogaduje, a mimo wszystko się z psami nie bawi, bo go to nie kręci.

Wiem mniej więcej (bo wiadomo, prorokiem też nie jestem), kiedy jego język ciała sugeruje chęć grzecznego przywitania się, kiedy ma danego psa w poważaniu, a kiedy nie podoba mu się dany zwierzak już z daleka.

 

Proponuję przestać mierzyć wszystkich Twoją miarą. Cieszę się, że Twój pies jest przyjazny i może bez problemów chodzić bez smyczy. Gratuluje wychowania i bezproblemowego psiaka. Ale nie wszystkie psy są takie same i niektórzy muszą ze swoimi zwierzakami pracować.

I tak samo, jak ja nie mam nic do zarzucenia właścicielom, których psy biegają luzem, ale są odwoływalne albo nie interesują ich inne psy, tak ja chciałabym, żeby inni uszanowali to, że nie mam ochotę na kontakt z cudzym, nieznajomym psem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

klaki91, wiesz, czasami warto spojrzeć poza własnego psa. Jak będziesz miała psa lękliwego albo chorego to wtedy może zrozumiesz czemu osobom w tym wątku zależy na tym, żeby właściciele zwracali uwagę na to, co robią ich psy.

 

mam psa lękliwego, więc argument kompletnie pozbawiony sensu ;) chora też bywała i potrafiłam głośno powiedzieć "proszę zabrać psa, bo mój jest po operacji". NIe trafiłam na nikogo kto by nie zareagował na moją prośbę; może mam taki przekonujący ton głosu ;)

 

 

 

Spoczko, spoczko, suczka Klaki kiedyś zetknie się z podbiegaczem na tyle pewnym siebie, że kiedy spróbuje dać mu "zjebkę" tamten odpowie agresją - i wtedy poczytam że w ogóle, ale to w ogóle nie ma problemu.  :smile:

 
 
spoczko, już to się zdarzyło a ja do nikogo nie miałam pretensji i nikt nie miał do mnie :smile:
 
 
 
 

haha noo to prawda.

 

albo po prostu podbija kundel, pozbywasz sie go, idziesz dalej i co tu przezywac:)))

 
 
Też kiedyś łapałam spinę na podbiegajace psy, nawet tu na dogo są jeszcze moje stare wywody na ten temat, ale serio, z perspektywy lat stwierdzam że to we mnie był problem a nie w podbiegaczach. Ale wpadałam na dogo przeżywać jak to mi niszczą pracę nad moją suką, a jak  :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

 

 

Ale wpadałam na dogo przeżywać jak to mi niszczą pracę nad moją suką, a jak

 

tak to wyglądało?:

 

 

 

Ale nie wszystkie psy są takie same i niektórzy muszą ze swoimi zwierzakami pracować.

 

a ja jestem leniem i pracuję tylko jak muszę. natomiast na spacerze z psem to się z nim bawię i odpoczywam. jakbym miał ochotę na wiecej pracy to bym się zatrudnił na kolejnym etacie a nie brał psa. i naprawdę posłuchaj koleżanki klaki, mówi z własnego doświadczenia. bo to:

 

 

 

 to przy zapoznawaniu prawdopodobnie postanowiłby na niego przynajmniej nawarczeć.

 

świadczy jednak o twoim przewrażliwieniu które nikomu na dobre nie wychodzi. takie już prawo psów żeby jeden na drugiego czasami warknął, tak wyglądają ich wzajemne relacje, nie wszystkie się muszą kochać ale to nie znaczy że trzeba za pieskiem latać jak kwoka za pisklakami.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


Announcements

×
×
  • Create New...