zmierzchnica Posted February 7, 2014 Posted February 7, 2014 [quote name='FLY']nie żyję w żadnej idylli. Jeśli drugie zdanie ma sugerować, że komuś sprawiam problemy na spacerach, bo mam goldena to sobie daruj. Jestem pewna, że każdej z osób która tu tak pluje jadem i obraża obce osoby zdarzyło się zrobić coś głupiego, nie wiem nie zdążyła odwołać psa, myślała że nie podbiegnie, miała b ważny telefon i się zagapiła po prostu, cokolwiek...Ciekawe, czy chciałaby żeby ktoś na podstawie tego zdarzenia wysnuł wniosek jaką jest tępą bezmózgą idiotką? Pewnie, można się zdenerwować, a i ludzie czasem bywają niereformowalni, ale przykro jest widzieć jak (często młode wrażliwe dziewczyny) obrzucają błotem ludzi bo ktoś nie złapał w porę psa, niepotrzebnie się zatrzymał, za cicho zawołał, poluzował smycz kiedy powinien napiąć, przeszedł za blisko albo za szybko itp. Domyślam się, że podobną pogardę czujecie do idiotów w sklepach, autobusach, na ulicy i wszędzie...bo chyba psiarze nie są jakąś szczególnie niemyślącą grupą społeczną? Muszę się zgodzić. Przyznam, że mam wpadki. Nie miałam tylu wpadek, jak miałam 2 psy, przy czterech bywa. Pewnie dlatego, że też chodzę na 2x więcej spacerów i prawdopodobieństwo, że coś się wydarzy, zwyczajnie wzrasta. Jeżeli masz jednego psa i wywinie Ci coś głupiego raz na miesiąc, to z czterema już statystycznie wywijają coś 4x w miesiącu - raz na tydzień :diabloti: Moje psy mają miesiące cudowności i miesiące głupawki. Jak zauważę, że jest miesiąc głupawki, to jest ostrzej, więcej zakazów, mniej luzu. Ale zanim zauważę głupawkę, coś musi się zdarzyć, jak to podbiegnięcie do weimara na przykład. Przyznam jednak, że zrobiłam się o wiele bardziej wyrozumiała i dzięki temu mam mnóstwo psich znajomości :p Podbiega do mnie shih-tzu, babka go woła, nie umie za nim nadążyć, pies wkurza moje psy i nas obskakuje, ona za nim biega... Ja go wabię kiełbasą, łapię, przekazuję właścicielce :diabloti: Nawiązała się rozmowa, kobitka trochę nieogarnięta, ale sympatyczna. Nie radzi sobie z psem, tłumaczę, żeby smakołyki brać, żeby mu się chować, interesować sobą. Teraz jesteśmy na dzień dobry, łapie na nasz widok psa (jeśli zdąży :evil_lol:). Gdybym ją zjechała, to obie byśmy miały spinę na swój widok, a po co mi to? Fakt, Frociu chciałby tego pieska... Hm. Poturbować. Ale dostaje "siad-docholery-zostań" i nie rusza. Szczerze mówiąc, o niebo łatwiej było mi wychować mojego psa, żeby nie ruszał podbiegaczy, mimo że dostawał na ich widok szału, niż wychowywać świat, żeby mnie omijał z daleka :evil_lol: Wiem, że to nie jest proste, bo mi to zajęło dwa lata. Ale jaka ulga... Gadałam niedawno z babką, która miała psa, zachowywał się jak Frotek do obcych psów - wzięła go do schronu, ale oddała, nie miała siły wychowywać. Można by wszystkie psy na niej powiesić (:diabloti:), ale w sumie uznała, że to pies jest walnięty, a nie cały świat, który nie schodzi mu z drogi... I trochę w tym racji. Choć moim zdaniem, skoro wzięła, to do behawiorysty i praca, praca, praca. No i tak jak pisze Martens - tak jak opisałam kolesia z nakręconym astem, przechodzącym obok moich psów zostawionych na siadzie - ludzie są... Mało przewidujący. Czasem mam wrażenie, że się zachowują jak małpki "rzucę kamieniem w lwa, uuk, i zobaczem co siem staniem". Idę z czterema psami, a ktoś popuszcza smycz yorkowi, ten dolatuje do nas i się rzuca. Sąsiad nagminnie puszcza luzem koło mojego domu shih-tzu - suka przebiega przez drogę dopada do bramy i ujada na moje psy. Kit, że moje jej nienawidzą i muszę szukać fajnych shih-tzu, żeby im "odczarować rasę" (z yorkami się nie udało, każdy nas atakuje). Ale przecież auto ją zabije i będzie po psie :roll: Takie historie można mnożyć, DLATEGO nie czepiam się ludzi, którzy chcą psa łapać, którzy psa odwołują, którzy mnie przepraszają. A na pewno nie będę na nich ryczeć, nie słuchając co mają do powiedzenia... Quote
FLY Posted February 7, 2014 Posted February 7, 2014 [quote name='Martens']Ja naprawdę staram się nie oceniać ludzi przez pryzmat rasy posiadanego psa, ale moje smutne doświadczenie jest takie, że w moim mieście nie spotkałam ŻADNEGO labradora, który dał się odwołać właścicielowi podczas galopu na moje psy; żadnego, który podszedłby do nich normalnie jak pies i przywitał się zasadami psiego savoir vivre zamiast podbiec na pełnym galopie prosto na pysk czy jeszcze na dzień dobry ładując moim łapy na grzbiet; żadnego który wyczytałby CSy moich psów czy niechęć jednego z nich do kontaktu, i się na nas nie pchał. Ba, nie miałam nawet sytuacji, kiedy widzę na horyzoncie laba bez smyczy i nie kończy się to scysją - niektórych nawet na smyczy nie da się minąć normalnie, bo nagle właścicielka leci jak worek kartofli a lab wsadza mojemu psu łapę w oko. Myślałam, że może mieszkam w małym mieście, że może to jakieś trefne laby, że mam pecha - ale czytam tutaj i na facebooku masę wypowiedzi osób z innych rejonów, z większych miast, ze wsi - i ich doświadczenia są łudząco podobne do moich. Stąd pozwoliłam sobie na mały żart "w ciemno", bo twierdzisz, że nie widzisz chamstwa na spacerach - a myślisz, że któryś ze spotkanych przeze mnie właścicieli labów/goldenów ma inne zdanie niż Ty? Nie widzą chamstwa, bo mają dużego psa, któremu fizycznie nic nie grozi ze strony większości napotkanych, i który bawiłby się brutalnie z każdym napotkanym psem, i uważają, że każdy pies jest taki sam jak ich labek. Nawet jak lab wykazuje jawną agresję, wmawiają, że "on chce się bawić" (sama byłam w takiej sytuacji). No jakoś mnie nie dziwi, że taka osoba chamstwa na spacerach nie widzi; najciemniej pod latarnią ;) Nie znam Ciebie i Twoich psów, ale po tej wypowiedzi i rasie w avatarku wyłonił mi się taki, a nie inny obraz; nie wiem czy w Twoim przypadku prawdziwy. Zdarzyło mi się w ostatnich latach kilka razy, że mój pies puszczony luzem do kogoś podbiegł (do człowieka), ale nigdy z ujadaniem czy agresją; jak już to podbiegł na pół metra, spojrzał, że to nikt znajomy, i wrócił, ew. chciał się przywitać. Raz miałam sytuację, kiedy zagadało mnie dwoje dzieci i jeden z psów wyrwał mi się z ręki ze smyczą i pobiegł z warczeniem w stronę yorka na flexi - tyle, że zanim zdążyłam w ogóle otworzyć buzię i go zawołać, metr przed yorkiem sam zawrócił i przybiegł do mnie. Przeprosiłam właścicieli i nawet słowem nie odpysknęłam, kiedy na mnie nakrzyczeli; nie dziwię im się, mieli prawo się wystraszyć. Jak to się ma do osób, które notorycznie wypuszczają luzem czy wręcz samopas agresywne czy namolne psy? Do ludzi którzy zostawiają agresywne psy na posesji z otwartą bramą? Do ludzi którzy codziennie mają scysje z udziałem swojego psa na spacerach, a nawet nie wyjmują smyczy z kieszeni? Do ludzi, którzy w sytuacji gdy ich pies atakuje czy obskakuje kogoś, udają że to nie ich zwierzak? Ten wątek jest naszpikowany takimi historiami i osobiście jakoś nie widzę tu wylewania wiadra pomyj na osoby którym naprawdę ZDARZYŁO SIĘ zagapić, nie dać rady odwołać psa czy nie ściągnąć w porę smyczy. Problem w tym, że w większości przypadków ludziom wcale się to nie zdarza, tylko jest normą w ich kulturze spacerowej. I jest jeszcze jedna wielka różnica - można podejść pobłażliwie, jak komuś ZDARZYŁO SIĘ nie upilnować łagodnego, tyle że niesfornego pieska. Takie ZDARZYŁO SIĘ w przypadku psa agresywnego jest niebezpieczne dla otoczenia i tu nie widzę jakoś miejsca na pogłaskanie po główce i pocieszanie, że każdemu mogło się zdarzyć, i o co ty, ludziom chodzi, że się tak denerwują...[/QUOTE] W sumie po części się z Tobą zgadzam co do labków, na szczęście goldeny, mimo że maja także "retriever" w nazwie, to zupełnie inna rasa, i nie różnią się tylko długością sierści jak wielu "kynologów" uważa:) Dlatego Twoje słowa zrzucę na nieznajomość tej różnicy. Doczytaj jeśli Cię to interesuje, jeśli nie- to nie. Co do reszty - absolutnie NIE bronie nieodpowiedzialnych właścicieli psów, a już tym bardziej agresywnych. Ty mówisz, że nie widzisz tu wylewania pomyj na osoby, którym się ZDARZYŁO. A ja właśnie widzę i o tym napisałam. Co innego jak Ci puszczą nerwy na konkretną jedną osobę, która notorycznie robi coś co Ci przeszkadza i jest niereformowalna, a co innego podejście "Boooooże sami kretyni wokół, wyjdziesz z domu i idioci z psami wszędzie, jak tu na spacer normalny człowiek ma iść". O to mi tylko chodziło. Quote
Pani Profesor Posted February 7, 2014 Posted February 7, 2014 [quote name='zmierzchnica']Muszę się zgodzić. Przyznam, że mam wpadki. Nie miałam tylu wpadek, jak miałam 2 psy, przy czterech bywa. Pewnie dlatego, że też chodzę na 2x więcej spacerów i prawdopodobieństwo, że coś się wydarzy, zwyczajnie wzrasta. Jeżeli masz jednego psa i wywinie Ci coś głupiego raz na miesiąc, to z czterema już statystycznie wywijają coś 4x w miesiącu - raz na tydzień :diabloti: Moje psy mają miesiące cudowności i miesiące głupawki. Jak zauważę, że jest miesiąc głupawki, to jest ostrzej, więcej zakazów, mniej luzu. Ale zanim zauważę głupawkę, coś musi się zdarzyć, jak to podbiegnięcie do weimara na przykład. Przyznam jednak, że zrobiłam się o wiele bardziej wyrozumiała i dzięki temu mam mnóstwo psich znajomości :p Podbiega do mnie shih-tzu, babka go woła, nie umie za nim nadążyć, pies wkurza moje psy i nas obskakuje, ona za nim biega... Ja go wabię kiełbasą, łapię, przekazuję właścicielce :diabloti: Nawiązała się rozmowa, kobitka trochę nieogarnięta, ale sympatyczna. Nie radzi sobie z psem, tłumaczę, żeby smakołyki brać, żeby mu się chować, interesować sobą. Teraz jesteśmy na dzień dobry, łapie na nasz widok psa (jeśli zdąży :evil_lol:). Gdybym ją zjechała, to obie byśmy miały spinę na swój widok, a po co mi to? Fakt, Frociu chciałby tego pieska... Hm. Poturbować. Ale dostaje "siad-docholery-zostań" i nie rusza. Szczerze mówiąc, o niebo łatwiej było mi wychować mojego psa, żeby nie ruszał podbiegaczy, mimo że dostawał na ich widok szału, niż wychowywać świat, żeby mnie omijał z daleka :evil_lol: Wiem, że to nie jest proste, bo mi to zajęło dwa lata. Ale jaka ulga... Gadałam niedawno z babką, która miała psa, zachowywał się jak Frotek do obcych psów - wzięła go do schronu, ale oddała, nie miała siły wychowywać. Można by wszystkie psy na niej powiesić (:diabloti:), ale w sumie uznała, że to pies jest walnięty, a nie cały świat, który nie schodzi mu z drogi... I trochę w tym racji. Choć moim zdaniem, skoro wzięła, to do behawiorysty i praca, praca, praca. No i tak jak pisze Martens - tak jak opisałam kolesia z nakręconym astem, przechodzącym obok moich psów zostawionych na siadzie - ludzie są... Mało przewidujący. Czasem mam wrażenie, że się zachowują jak małpki "rzucę kamieniem w lwa, uuk, i zobaczem co siem staniem". Idę z czterema psami, a ktoś popuszcza smycz yorkowi, ten dolatuje do nas i się rzuca. Sąsiad nagminnie puszcza luzem koło mojego domu shih-tzu - suka przebiega przez drogę dopada do bramy i ujada na moje psy. Kit, że moje jej nienawidzą i muszę szukać fajnych shih-tzu, żeby im "odczarować rasę" (z yorkami się nie udało, każdy nas atakuje). Ale przecież auto ją zabije i będzie po psie :roll: Takie historie można mnożyć, DLATEGO nie czepiam się ludzi, którzy chcą psa łapać, którzy psa odwołują, którzy mnie przepraszają. A na pewno nie będę na nich ryczeć, nie słuchając co mają do powiedzenia... ja jestem osobą, której TEŻ się zdarzają wpadki, bo jakby inaczej - spuściłam kiedyś Pata nad zalewem, w miejscu, w którym NIGDY W ŻYCIU nikogo nie widziałam, a tym bardziej z psem, biegał z psią koleżanką i nagle słyszę ŁOLABOGA! z krzaków - babeczka z yorkiem, trzyma go na rękach, a mój Pat z koleżanką sterczą i gapią się - nie było jakimś cudem ataku, bo yorasa mógł poturbować całkiem nieźle. zabrałam psy, przeprosiłam, odeszłam i czułam się mega głupio. to logiczne, że każdy miewa wpadki, ale moje podejście zależy od postawy drugiej strony - jeśli walczę z ujadającym Patem, a do nas doskakuje jak wilczyca wielka suka z zębami na wierzchu, okrąża nas i próbuje doskoczyć mi do psa, ja się wydzieram a baba lezie ze smyczą, z ironicznym uśmiechem na ustach, takim na zasadzie "co to za wariatka" NO TO SORY, ale wiącha poleci :diabloti: lezie - a nie biegnie. ja bym biegła, odwracała patrykową uwagę, cokolwiek. jeśli ktoś się stara, PRZEPROSI i tak dalej, to ma taryfę ulgową, bo trudno wymagać idealnie wychowanych psów wokół, kiedy samemu ma się furiata na smyczy :roll: jest jednak jakaś etyczna blokada, kiedy widzę, że ktoś NIE WIDZI PROBLEMU w takim zachowaniu, tudzież "paaani, to tylko psy", albo - co gorsza - nie rozumie, dlaczego mam pretensje. wtedy wg. mnie to nie czepliwość, to dawanie upustu emocjom, żeby tego kogoś nie zabić :diabloti: a i może coś kiedyś dotrze i następny raz weźmie psa na smycz. aha, ta babka od suki, która nas przyatakowała (poważnie się wystraszyłam wtedy) skończyła naszą dyskusję słodkim "a spie***laj" :razz: Quote
LadyS Posted February 7, 2014 Posted February 7, 2014 Po przeprowadzce znów przerabiamy poznawanie psów i ich właścicieli... Mniejsze miasto, więcej psów biegających luzem zupełnie, czyli wypuszczanych po prostu z bloku na spacer - na szczęście wszystkie fajne, jeden nawet merda ogonem z daleka, bo wie, że mam ciastka :lol: Niestety, spotkaliśmy się również z sytuacją nie tyle chamską, co zwyczajnie niebezpieczną - bawimy się na łące, idzie pani z czymś na kształt CCta na smyczy - odwołałam psa, odchodzę na bok, ćwiczymy sobie komendy, pies w ogóle nie ogląda się na tamtego. I nagle zauważam, ze tamten pies po prostu CIĄGNIE swoją panią na smyczy w naszą stronę, pani się zapiera i jedzie, ryje ziemię butami, a pies z pianą na mordzie coraz bliżej. W ostatniej chwili udało jej się zmienić "tor lotu", a my się ewakuowaliśmy... Pies - bez kagańca. I co z tego, że na smyczy?... Quote
Ley Posted February 7, 2014 Posted February 7, 2014 [quote name='Martens']nie spotkałam ŻADNEGO labradora, który dał się odwołać właścicielowi podczas galopu na moje psy; żadnego, który podszedłby do nich normalnie jak pies i przywitał się zasadami psiego savoir vivre zamiast podbiec na pełnym galopie prosto na pysk czy jeszcze na dzień dobry ładując moim łapy na grzbiet; żadnego który wyczytałby CSy moich psów czy niechęć jednego z nich do kontaktu, i się na nas nie pchał. Ba, nie miałam nawet sytuacji, kiedy widzę na horyzoncie laba bez smyczy i nie kończy się to scysją - niektórych nawet na smyczy nie da się minąć normalnie, bo nagle właścicielka leci jak worek kartofli a lab wsadza mojemu psu łapę w oko. Święte słowa! Nawet jak leci z przyjacielskimi zamiarami ,to nie każdy pies jest chętny do tak "brutalnych" zabaw. Wpadki zdarzają się każdemu , mój np. pogonił biegacza( chodź normalnie tego nie robi) ,bo dosłownie PRZESKOCZYŁ NAD NIM! :crazyeye: (Mój błąd ,że nie zeszłam na bok ,ale nie słyszałam) I uważam ,że kolesiowi się należało za takie głupie pomysły:diabloti: Quote
Martens Posted February 7, 2014 Posted February 7, 2014 [quote name='FLY']W sumie po części się z Tobą zgadzam co do labków, na szczęście goldeny, mimo że maja także "retriever" w nazwie, to zupełnie inna rasa, i nie różnią się tylko długością sierści jak wielu "kynologów" uważa:) Dlatego Twoje słowa zrzucę na nieznajomość tej różnicy. Doczytaj jeśli Cię to interesuje, jeśli nie- to nie. Co do reszty - absolutnie NIE bronie nieodpowiedzialnych właścicieli psów, a już tym bardziej agresywnych. Ty mówisz, że nie widzisz tu wylewania pomyj na osoby, którym się ZDARZYŁO. A ja właśnie widzę i o tym napisałam. Co innego jak Ci puszczą nerwy na konkretną jedną osobę, która notorycznie robi coś co Ci przeszkadza i jest niereformowalna, a co innego podejście "Boooooże sami kretyni wokół, wyjdziesz z domu i idioci z psami wszędzie, jak tu na spacer normalny człowiek ma iść". O to mi tylko chodziło.[/QUOTE] Ja o różnicy między labami a goldenami słyszałam, tylko mało mam okazji ją zweryfikować, bo w swoim mieście znam całe dwa ;) Jeden to pies mojej przyjaciółki, rodowodowy, ma fajny charakter, ale z wychowaniem totalnie nieogarnięty :evil_lol: z tym, że pozbawiony agresji, łasiłby się nawet do psa, który chce go zeżreć, no i spacerowo bezkolizyjny, bo albo bawi się na posesji, albo jeździ z właścicielami na odludzie na ryby ;) Drugi to ujadacz zapłotowy, tylko raz spotkaliśmy go na spacerze na smyczy i mało się nie udusił, tak z daleka ryczał na moje, więc się szybko ulotniliśmy, żeby nie testować, czy facet go na pewno utrzyma. No a 2 egzemplarze, tylko jeden na 100% rasowy to trochę za mało, żeby ocenić rasę, więc fakt, z oceną się zagalopowałam ;) ale labów jest u mnie znacznie więcej i serio, nie widziałam żadnego normalnego, wychowanego, socjalnego, tylko albo agresory, albo "przesocjalizowane" nieposłuszne potwory pełne miłości :eviltong: O goldenach nie czytam też wiele złego w necie, a już na pewno nie tyle o ich agresji, co o labach. Ale że ja w grupie VI, VII i VIII ani trochę nie siedzę, to bardziej wiedza zaobserwowana i zasłyszana, niż konkretna ;) Z pogadanek "rasowych" - widzę u siebie jakiś progres w yorkach ;) Mam całkiem fajnego i bardzo socjalnego do psów w bloku obok, gania z mixem asta i innymi dużymi psami, raz nawet poganiał z Haliną, dopóki jego pani nie zobaczyła, że to TEN Z MORDA i mimo zapewnien nie zabrała go w popłochu :p coraz więcej widzę też takich, które drepczą sobie na flexi i na inne psy patrzą z zaciekawieniem, a nie wpadają w panikę czy ujadają... Więcej widzę poszuranych ratlerkowatych niż tych stereotypowych jazgoczących yorków. Coś idzie ku dobremu ;) Swoją drogą mam o wiele mniej stresujących sytuacji na spacerach, od kiedy jeżdżę na nie autem :diabloti: a pod blok wychodzę tylko na wc na najbliższą trawkę. Kiedy musiałam przeprawiać się przez pół osiedla, albo i całe miasto z dwoma psami na smyczy, albo nie daj buk osiedle domków jednorodzinnych z porozdziawianymi bramami, to mogłam tu pisać minimum co tydzień... Teraz nawet raz w miesiącu nie mam w sumie krzywej akcji, bo jestem z psami tylko na wc 20 m od domu (a w klatce nie ma innych psów), albo na działce, albo w dalszym plenerze właśnie autem, i omijam te wszystkie miejsca, gdzie gromadzą się chamscy psiarze :evil_lol: Quote
Dioranne Posted February 7, 2014 Posted February 7, 2014 Ktoś tu o yorkach i yorkopodobnych psach wspominał... Przypomniała mi się taka dość śmieszna sytuacja, związana właśnie z yorkopodobnym. Razem z Nico, koleżanką i jej psem wracaliśmy z pól. Szliśmy małą uliczką, nasze psy na smyczach, zajęte sobą. Nagle z jednego podwórka wylatuje na nas "york". Nico na widok nowego psa - ogon w ruch, ogólnie zero agresji. Podleciał lekko do "yorka", żeby się przywitać, a tamten spierdzielił za płot. Później tak na nas patrzył z przerażeniem. :evil_lol: Na prawdę to wyglądało przezabawnie. Wyleciał na nas taki chojrak, bojowo nastawiony, a spierniczył przed czteromiesięcznym szczylem, który chciał się zapoznać, pobawić. Aktualnie jestem w Świnoujściu, przedwczoraj byłam w Międzyzdrojach. Czekałam na autobus powrotny do Świnoujścia, aż widzę babkę spacerującą z "yorkiem" i "shih-tzu" (nie wiem jak to się pisze, więc za ewentualny błąd przepraszam), które mogły ważyć tak z 10-15kg. :lol: Ogólnie to były zdecydowanie większe od Nico, po prostu giganty. Pewnie to nowa rasa - york oraz shih-tzu królewskie... Jeszcze przypomniała mi się sytuacja ze stycznia. Kwestowałam na WOŚP i widzę faceta z psem, luzem. Facet nawet smyczy w rękach nie miał. Pies - coś w typie wyżła - wąchał sobie trawę. Obok nich przechodziła babka z psem w typie shih, na smyczy. Wyżeł zwrócił uwagę na shih, podszedł do niego. Facet nawet na to uwagi nie zwrócił. Psy się na spokojnie powąchały, a potem wyżłowaty bez żadnego ostrzeżenia rzucił się na shih. Jego właściciel babki nawet nie przeprosił, nie popatrzył tylko zabrał smycz i to wszystko. Shih nic wielkiego się nie stało, ale kurcze - zachowanie faceta czysto chamskie. Co do labradorów, ONków i ich zachowań... Cóż są to rasy niezmiernie popularne od wielu lat, dużo ludzi je kupuje, bo sąsiadka ma, a oni nie mogą być gorsi. Nie mówię, że jest tak w każdym przypadku, ale są tacy ludzie. Sama w sobie popularność rasy wabi wielu kupców. A później okazuje się, że to nie są same z siebie takie słodkie, grzeczne pieski, jak w TV. U mnie przeważają ONkowate psy, labradorów jest mniej. Dużo jest jeszcze "yorków". W Lesznie w życiu nie widziałam, przykładowo, dobermana. ;) Ktoś tu się pytał o ONki użytkowe. W Polsce znam hodowlę Fide Canem, mają jedną suczkę hodowlaną, z tego co pamiętam sprowadzoną z Czech. W hodowli jest jeszcze syn owej suczki. Quote
LadyS Posted February 7, 2014 Posted February 7, 2014 A ja w sumie tylko raz w życiu spotkałam yorka, który był agresywny czy obszczekiwał. Za to znam dwa całkiem sensownie wychowane. Natomiast pekińczyki i małe kundelki... Zwykle one są prowodyrami bójek ;) Quote
Macia Posted February 7, 2014 Posted February 7, 2014 Gdy komuś zdarzy się wpadka - trudno, bywa. Jednak należałoby przeprosić, a już na pewno nie bulwersować się na drugą osobę. U mnie najbardziej stresujące było wydarzenie, które już kiedyś opisywałam. Wieczorem szłam z dwoma psa (mix jamnika i mix haszczaka) i gdy wyszłam zza rogu nagle rzucił się na nas owczarek. Szczęśliwie fakt, że miałam dwa psy go zdezorientował no i dodatkowo to młody pies. Najpierw doskakiwał do jednego, a wtedy haszczak go z drugiej strony chwytał. W końcu udało mi się schować psy za siebie (wiem, że to bardzo mądre) i jak pies się zszokował (młody i głupi nie wiedział czy ruszyć na człowieka) znalazł się właściciel. Na moje oburzenie stwierdził, że to moja wina bo psy nie mają kagańców i on zaraz sprawdzi czy jego psu nic się nie stało i jeśli tak to mnie oskarży. Ja byłam w gigantycznym stresie, bo byłam chwilę wcześniej pewna że to się zaraz skończy utratą przynajmniej jednego psa. Policja jednak zgodziła się ze mną i właściciel dostał mandat. Psa nadal widuję. Ciągle za płotem, nigdy nie jest wyprowadzany. W tej chwili już z daleka szczeka na inne psy (oraz ludzi) i rzuca się na płot. Podobnych geniuszy mam kawałek dalej. Mają chyba trzy jack russel terrier, dwa są miłe ale jeden nie znosi innych psów. Co jakiś czas któryś z nich biegał po ulicy ale nie podchodził do moich. Aż im zwiała suka. I pierwsze co zrobiła to doskoczyła do mojego haszczaka do gardła. "Odkopnięta" rzuciła się na mojego trójłapka, z którym dopiero co udało mi się wypracować normalne zachowanie (miał sporą agresję lękową w stosunku do innych psów). W końcu łaskawie pojawił się właściciel, który nie widział w tym nic złego, "bo ona zawsze sobie biegała" - po ciemku, środkiem jezdni. Zaproponowałam, że skoro ma w dupie tego psa to może go sobie wezmę. Pan się zawstydził i schował. I tu nie chodzi o moje, chociaż w tym wypadku trochę się obawiałam. Jack by im gigantycznej krzywdy nie zrobił, ale jednak zęby ma, a mój haszczak jest cukrzykiem i rany się goją strasznie długo, trójłapek z kolei był gryziony w jedyną tylną łapę. Już nie mówię, że było to niebezpieczne dla samego podbiegacza. To tylko dwie wybrane sytuacje. I naprawdę rzadko się zdarza żeby ktoś przeprosił za to jak jego pies się rzucił na moje. Mi też się zdarzały wpadki, ale jak mi smycz wypadła z ręki i pies podbiegł do innego to był zabrany od razu, a właściciel został przeproszony. To chyba powinno być normą. Dioranne obok mnie są dwa dobermany ;). Ale ciesz się, że ich nie spotykasz. Jednego wyprowadza starszy pan i na widok moich psów zawsze chwyta się płotu lub drzewa żeby utrzymać psa. Staramy się zawracać na jego widok, bo co jak nagle nie będzie miał się czego chwycić :roll:. Quote
Dioranne Posted February 7, 2014 Posted February 7, 2014 (edited) Tak, jak teraz analizuję wszystkie psy, które w moich okolicach spotkałam, to przeważają psy średnie i duże. Nigdy jeszcze takiego typowego ujadacza nie spotkałam, na całe szczęście. Ciężko mi przewidzieć, jak wówczas Młody, by się zachował, bo czasami sam "pyskuje" do innych psów. Obecnie to pyskowanie mu przeszło, ale gdyby jakiś inny burek do niego wyleciał z mordą... Na całe szczęście jeszcze takiego nie spotkaliśmy. ;) Najgorsze wspomnienia spacerowe mam przez ONka, goldena i znacznie mniej - TTB. Mnie żadna przykra sytuacja związana z TTB nie spotkała, ale suczka w typie gordona mojej znajomej ledwo uszła z życiem po ataku amstaffa. Dość długo dochodziła do siebie, bo agresor omal nie przegryzł jej tętnicy. :shake: Z tego co wiem koleżanka z rodziną, nie usłyszała nawet głupiego "przepraszam"... Ja z Nico też chodzę na te pola, gdzie suczka została zaatakowana, bo to najlepsze tereny spacerowe praktycznie w całym mieście. Jeśli idę sama to czasami po prostu boję się zapuszczać gdzieś daleko, bo nic na temat dalszych losów amstaffa nie wiem. Macia, a w jakiej części miasta mieszkasz? Ja dobki w Lesznie widziałam tylko na wystawach, a i tak nie za często. Współczuję psich sąsiadów... Obok nas mieszkała suczka, kundelek (niestety w styczniu musiała zostać uśpiona, miała powyżej 20 lat), psi anioł, a jeszcze za nią pomieszkuje psisko w typie shih. Też bardzo pozytywnie nastawiony. O jeszcze jeden dom dalej jest pies w typie ON, który mimo ciągłego życia za płotem, braku spacerów i socjalki też jest pozytywnie nastawiony do innych psów, ludzi. Przynajmniej z Młodym ma dobry kontakt. Właśnie Nico ma dużo kolegów "za płotem" w naszej okolicy, co mnie bardzo cieszy. Przeważają jednak ujadacze. ;) Edited February 7, 2014 by Dioranne Quote
Macia Posted February 7, 2014 Posted February 7, 2014 Czyżbyś nie lubiła naszego cudownego i jedynego wybiegu dla psów? :evil_lol: Quote
4Łapki Posted February 7, 2014 Posted February 7, 2014 A propos dobermanów, u nas są aż dwa. I moim zdaniem, o jednego za dużo, chociaż uwielbiam tę rasę. Ale od początku - w bloku obok jest suczka, którą podziwiałam, gdy byłam szczylem. Nie wiem, co się stało, ale od jakiś dwóch lat to nie ten pies. Tzn, ten sam, ale nastąpiła diametralna zmiana w jej zachowaniu. Już nie podziwiam, tylko obchodzę szerokim łukiem, bo zaczęła rzucać się na wszystko, co się rusza, włącznie z ludźmi. Niedawno jej właściciele sprawili sobie coś yorkopodobnego i ten pies zachowuje się dokładnie tak samo, niezależnie, czy idą razem, czy osobno na spacer :roll: Niestety, na osiedlu mamy wąską ślepą uliczkę, przez którą muszę przejść by dotrzeć gdziekolwiek. I któregoś razu idziemy z Viki, a w połowie tej uliczki stoją z tym dobermanem i znajomymi, plotkując w najlepsze. Pies się wyrywa, moja Viki nie wie, co ze sobą zrobić. A babsztyl tylko się śmieje. Jakoś przeszłyśmy, zwracać uwagi już jej nie będę, bo ewidentnie głucha. Spuszczają tego psa na trawie przy parkingu. Może im się wydaje, że nikt tamtędy nie chodzi, ale nigdy nie wiadomo, kiedy ten doberman wyleci zza winkla. Wczoraj - wracamy ze spaceru, oni na tej trawie, a obok przechodziła jakaś pani z psem. Doberman oczywiście leci z zębami - udało się dziewusze go złapać na szczęście, ale pani od pieska gdy mnie zobaczyła następną, miała przerażenie w oczach i wcale jej się nie dziwię, po takim spotkaniu. Z kolei drugi, właściwie to suczka w typie dobermana, kupiona gdzieś na targu (ogon obcięty tak, że ma wklęsłą dziurę zamiast niego :angryy:). Właściciel z nią pracuje i naprawdę miło nam się chodzi na spacery, chociaż ludzie krzywo patrzą, bo to TEN PIES ;) Quote
Dioranne Posted February 7, 2014 Posted February 7, 2014 Ciężko to nazwać wybiegiem... :lol: Mój przydomowy ogród jest większy. Ogólnie odnoszę wrażenie, że na takim "wybiegu" zdecydowanie łatwiej o jakąś niemiłą sytuację. Na polach to jednak łatwiej się wyminąć, teren większy. Ryzyko spotkania jakiegoś agresora bez smyczy i kagańca jest praktycznie tak samo możliwe, jak na tym naszym, pożal się Boże wybiegu. Taka wada Leszna - mało sensownych terenów spacerowych. W Poznaniu jest i Cytadela, Lasek Marceliński (chyba tak to się nazywa...), tereny nad Wartą. A u nas wybieg, gdzie nawet pinczer miniaturowy porządnie kości nie rozprostuje. :roll: Quote
Maron86 Posted February 7, 2014 Posted February 7, 2014 Ja 'znam' 2 Goldeny z czego jeden rasowy drugi 'w typie' wyglądający na mixa Podhalan :lol:. Ten mix to totalny zboczeniec próbował ciumkać od małego wszystko co się ruszało, wszystkie psy przed nim uciekały bo zaraz na nie właził i gwałcił. Jedynie bał się moich suk, Jeanne po nim pojechała jak po szmacie gdy na nią wlazł (byłą na smyczy i w kagańcu :razz:) natomiast do Nadii żaden pies nie podchodził (suka w typie ON użytkowego) mam wrażenie że wyczuwały że coś suka ma z garem nie tak... Jak Nadia odeszła za TM to wzięliśmy parę m-c później Szamana. Gdy tamten mix go zobaczył to znów odwalanie i próba gwałtu, jakież było jego (moje chyba jeszcze większe bo Szaman był kastratem!) zdziwienie gdy podbiegł i został zgwałcony przez 6m-c szczeniaka :crazyeye:. Max (bo tak się zwał) pomimo że zawsze był oazą zboczoności i spokoju (nie gryzł, nie szczekał, nie atakował) to widząc Szamana z początku próbował go atakować i sobie podporządkować, jak Szaman skończył 8m-c to Max tylko się kładł na widok mojego psa i czekał aż Szaman podejdzie. Ogólnie wszyscy za plecami właścicielki 'szeptali' jaki to Max zboczeniec i jak tak można na to pozwalać (fakt sama widziałam jak gwałcił dziecko), a ja się tylko uśmiechałam mając 2 psy przy których potrafił swoje zapędy schować 'w kieszeń'. Drugi Golden to suczka, mega uległa. Zawsze mówię że to Golden płaszczowy, przed wszystkim co się rusza suka się płaszczy i nie rusza. Ogólnie kiedyś myślałam że wolałabym psa uległego niż narwańca jakiego mam, Ona zweryfikowała mój światopogląd. Sunia tak mega uległa że nieważne w co, ale musi się walnąć i ukazać uległość - ile razy widziałam jak centralnie w błocko, kałużę czy Qpę się wala ... tragedia, ale sunia fajna. Współczuję tylko chłopaczkowi który ją wyprowadza (jakieś 10-12lat) bo widać że ma dość i jest sfrustrowany że płaszczy się przed dosłownie każdym psem :shake:. Moja mama z nim kiedyś rozmawiała, przez 3lata sam oszczędzał każdego grosza którego dostał bo marzył o Goldenku na szkolenie też byłą zabierana. Co do dobków czy CC - u mnie są. Dobermany widziałam 3, CC widziałam 2. Normalne fajne psy, czasem się wnerwiają i mają pianę na mordzie (co prawda chodzą bez kagańca, ale cóż) jednak właściciele potrafią nad nimi panować i nie muszą chwytać się drzew itp. Quote
rozi Posted February 7, 2014 Posted February 7, 2014 Tak sobie przypominam, jak to z moimi psami (zawsze luzem) było. Na przykład w sytuacji, kiedy mijało się wiszącego na smyczy, spienionego psa, komenda "równaj nie rusz" wystarczała spokojna cicha dla ONa, ostra dla jagdterrierki, a labradorce trzeba było powtórzyć czasem i trzy razy. Tylko że z labką od początku wychodził też mój nastoletni syn i sądzę, że ją może trochę czego innego uczył, niż ja. Quote
Dioranne Posted February 7, 2014 Posted February 7, 2014 Wszystko zależy od psa. Do Nico raz trzeba wrzeszczeć, a raz wręcz piszczeć. ;) Zależy kto z nim jest. Jeśli jestem ja, wystarczy, że powiem coś stanowczym bądź radosnym tonem i pies się ogarnia, wykonuje polecenie. Natomiast przy mojej mamie czy cioci sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Ogólnie one mają "miększe" charaktery ode mnie, a pies potrafi to wykorzystać. I one już bardziej muszą się natrudzić, żeby pies zrobił np. siad (chyba, że mają w ręku coś smacznego - wtedy Młody komendy robi niemal automatycznie). Trochę mnie denerwuje zachowanie mamy czy cioci, bo momentami pozwalają mu na za dużo. Ale ja mówię jedno (na co one stwierdzają, że się "wymądrzam"), a one robią drugie. Teraz zmienię taktykę, może się mi poprawią. ;) Quote
Maron86 Posted February 7, 2014 Posted February 7, 2014 Mam 3 'prywatne' psy i każdy jest inny. Do Magii wyłącznie łagodny, spokojny, opanowany i cichy ton natomiast jeśli korekta to 'cicha' bez OP czy ogólnie zwracania uwagi bo wtedy się zamyka w sobie. Jeanne tylko stanowczość i pilnowanie zasad, później już nie trzeba się wysilać z jej 'układaniem', jak coś kombinuje np podpuszczać resztę stada to wystarczy 'japa' i pies jest cicho. Szaman ... cóż Szaman jest lekkim hardcore'm. O nim mogę pisać elaboraty zarówno żywieniowe jak i odnośnie postępowania/wychowania. Doszliśmy do takiego że ładnie reaguje na komendy na spacerze typu: lewa, przód, zostaw, siad, wracamy do domu (to taka informacja dla niego jak by był przez 2h spaceru zbyt zajęty wszystkim by się załatwić :roll:). Jednak faktycznie widzę że zachowanie przewodnika ma ogromny wpływ na psa i np ojca z Szamanem w życiu nie puszczę na spacer... Quote
rozi Posted February 7, 2014 Posted February 7, 2014 Ja pisałam a propos narzekania na niewychowane labki. W ogóle nie dopuszczam możliwości, żeby pies mnie nie posłuchał, ale labradorka była "trudniejsza" niż inne psy. Miała swoje zdanie, podporządkowała się, ale jednak czasem próbowała się wyłamać, czego np. przy jagu nie było, jeśli padło konkretne polecenie. Myślę, że przeciętnemu człowiekowi, który nie ma wiele czasu i zacięcia, nie jest łatwo wychować żywiołowego, rozmerdanego labradora. Podobno psy tej rasy są bardziej zrównoważone, niż suki. Quote
Bandyta Posted February 8, 2014 Posted February 8, 2014 A ja od 2 lat mieszkam na osiedlu (dużym) gdzie jest kilka labów i każdy jest zrównoważony i zazwyczaj spokojnie idzie obok nogi właściciela. Zapewne są wybiegane bo terenów tu sporo. Jest też kilka goldenów równie normalnie się zachowujących. Niestety suka boi się labradorów i wszystkich podobnych bo kilka lat temu w poprzednim miejscu zamieszkania dwa przebiegły po niej bo chciały się pobawić tylko zapomniały się zatrzymać jak do nas biegły. No a psa golden próbował zgwałcić i też czuje niechęć. Tam gdzie mieszkałam wcześniej labrador szarpiący się na smyczy lub zachowujący jak kompletny wariat po spuszczeniu to był normalny widok. Tutaj nie widziałam czegoś takiego przez dwa lata. Quote
Sowroneczka Posted February 8, 2014 Posted February 8, 2014 My znamy jednego labka - to nasz najczęstszy spacerowy kolega. Kilkuletni samiec, któremu natura poskąpiła trybu "hamuj", kiedy biegnie się przywitać. Właścicielem jest uroczy starszy pan, który nawet nad nim w miarę panuje, ale pies miewa wyskoki (głupawe - nie agresywne). Na początku Pyzę onieśmielał, ale z czasem bardzo się polubiły. Niestety suka szybko zaczęła bawić się w jego stylu także z innymi psami :roll: No i kilka razy dostała burę, bo chyba tylko Antoś lubi takie zabawy... Już teraz wie, że przeskakiwać (zazwyczaj nieudolnie ;) ) może TYLKO jego, inne pieski się z takich sztuczek nie za bardzo cieszą :evil_lol: Quote
Bandyta Posted February 8, 2014 Posted February 8, 2014 A ja od 2 lat mieszkam na osiedlu (dużym) gdzie jest kilka labów i każdy jest zrównoważony i zazwyczaj spokojnie idzie obok nogi właściciela. Zapewne są wybiegane bo terenów tu sporo. Jest też kilka goldenów równie normalnie się zachowujących. Niestety suka boi się labradorów i wszystkich podobnych bo kilka lat temu w poprzednim miejscu zamieszkania dwa przebiegły po niej bo chciały się pobawić tylko zapomniały się zatrzymać jak do nas biegły. No a psa golden próbował zgwałcić i też czuje niechęć. Tam gdzie mieszkałam wcześniej labrador szarpiący się na smyczy lub zachowujący jak kompletny wariat po spuszczeniu to był normalny widok. Tutaj nie widziałam czegoś takiego przez dwa lata. Quote
mozarcik Posted February 8, 2014 Posted February 8, 2014 [quote name='rozi']. Podobno psy tej rasy są bardziej zrównoważone, niż suki.[/QUOTE] Chyba coś w tym jest, mój pies zawsze umiał się zachować w obcym miejscu. Często zabieram go na wizyty PA i chyba robi reklamę rasie, bo to taki typ, który zdaje sobie sprawę ze swoich gabarytów i przy dzieciach chodzi na zgiętych łapach. Suczka, która w listopadzie skończyła 6 lat, do dzisiaj potrafi zbliżając się do mieszkania mojej mamy przełączyć się na tryb debila. Quote
Macia Posted February 8, 2014 Posted February 8, 2014 [quote name='Dioranne'] [B]Macia[/B], a w jakiej części miasta mieszkasz? Ja dobki w Lesznie widziałam tylko na wystawach, a i tak nie za często. Współczuję psich sąsiadów... Obok nas mieszkała suczka, kundelek (niestety w styczniu musiała zostać uśpiona, miała powyżej 20 lat), psi anioł, a jeszcze za nią pomieszkuje psisko w typie shih. Też bardzo pozytywnie nastawiony. O jeszcze jeden dom dalej jest pies w typie ON, który mimo ciągłego życia za płotem, braku spacerów i socjalki też jest pozytywnie nastawiony do innych psów, ludzi. Przynajmniej z Młodym ma dobry kontakt. Właśnie Nico ma dużo kolegów "za płotem" w naszej okolicy, co mnie bardzo cieszy. Przeważają jednak ujadacze. ;)[/QUOTE] Ja mieszkam praktycznie w centrum. Okolice Narutowicza. Psów u nas sporo, ale oprócz jednostkowych przypadków raczej nie ma stałych akcji z podbiegaczami. Były dwa na ulicy, ale w końcu się właściciele nauczyli, że to głupota. My raczej z tych mało integrujących się, bo mam jednak psy z problemami i wolę nie ryzykować. W dodatku jak się zdarzy iść z całą czwórką (dwie osoby) w tym jeden pies na wózku to ludzie nie mają ochoty podchodzić ;). Ale niedaleko mamy fajne pola (w stronę gronowa) i tam chodzimy psy puścić. Quote
WiedźmOla Posted February 8, 2014 Posted February 8, 2014 Ja dzisiaj spotkałam się z czymś niesamowitym. Szłam z Bestowatym i nagle od boku ze ścieszki widzę, że idzie babka ze sporym (ze 35kg?) psem. Coś onkowatego, bez smyczy. Spięła się, mój już się rzucać chciał of kors, bo nie z tych co oleją :roll: I babka nagle *tu imię suczy* chodź tu! A sucz warcząc wróciła do kobiety. Jakby takie psy chodziły bez smyczy to proszę bardzo, nie mam nic przeciwko. Szkoda, że to taka rzadkość, że mając psa około półtora roku pierwszy raz spotkałam się z tym, że inny pies posłuchał się i wrócił, mimo że był nakręcony na mojego. Quote
Dardamell Posted February 9, 2014 Posted February 9, 2014 [quote name='WiedźmOla']Ja dzisiaj spotkałam się z czymś niesamowitym. Szłam z Bestowatym i nagle od boku ze ścieszki widzę, że idzie babka ze sporym (ze 35kg?) psem. Coś onkowatego, bez smyczy. Spięła się, mój już się rzucać chciał of kors, bo nie z tych co oleją :roll: I babka nagle *tu imię suczy* chodź tu! A sucz warcząc wróciła do kobiety. Jakby takie psy chodziły bez smyczy to proszę bardzo, nie mam nic przeciwko. Szkoda, że to taka rzadkość, że mając psa około półtora roku pierwszy raz spotkałam się z tym, że inny pies posłuchał się i wrócił, mimo że był nakręcony na mojego.[/QUOTE] Jest u nas facet z agresywną ONką. Pierwsze nasze spotkanie było ponad dwa lata temu, gdy moja suka była jeszcze szczeniakiem. Tamta wyleciała do mojej najeżona, ale jak zorientowała się, że to szczeniak to nic nie zrobiła. Z Panem spotykamy się raz w czas. Zawsze z jego strony pada komenda "wróć" i suka wraca w tym samym momencie do niego. Można się z nimi minąć na ścieżce i jego suka będzie warczeć ale nie będzie się rzucać na psa. Wchodząc na łąkę, jak widzi inne psy to idzie w inne miejsce. Jeżeli jest pierwszy to przywołuje psa i zapina a smycz i czeka. Nie dość, że absolutnie nikt nie ma do niego żadnych pretensji o zachowanie jego suki to wszyscy, gdy widzą, że to on pierwszy idzie na łąkę zmieniają trasę spaceru aby jego suka też mogła się wybiegać. I też nikt nie ma do niego pretensji, że puszcza ją wolno. Jak się chce to można poradzić sobie z agresywnym psem, i jak się chce to można normalnie funkcjonować i dogadywać się z innymi. Tylko trzeba chcieć. Wcześniej była mowa o wylewaniu pomyj i sytuacji, że może się zdarzyło. Komu może się zdarzyć temu może. Jakoś nie widzę oczyma wyobraźni jak ktoś zupełnie bez reakcji lub z pobłażaniem mówi "nic się nie stało, zdarza się" facetowi, któremu z rąk smycze wyrwały dwa kaukazy i poleciały do czyjegoś psa warcząc. Punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia. Na tym wątku wylewane są wiadra pomyj, nawet na tych, którym się "zdarza", zazwyczaj średnio co spacer się im zdarza. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.