Leaderboard
Popular Content
Showing content with the highest reputation on 04/11/21 in all areas
-
Mały Lolek pojawił się w połowie marca na drodze w jednej wsi. Zobaczył Panią z psem i dołączył się do nich. Tak dodreptał do osoby, która zgodziła się go przetrzymać i ogłaszać w okolicach, że czeka na właściciela. Psiak okazał się być bardzo miłym maluchem. Z wyglądu przypomina rottweilera, ale wagi piórkowej, bo waży tylko 6 kg. Jest bardzo poddańczy w stosunku do człowieka, a na podejście do niego reaguje tak, jakby bał się bicia. Na ogłoszenia w internecie i rozwieszone papierowe nikt się nie zgłosił, a jego zachowanie rodzi podejrzenia, że nie był za fajnie traktowany tam gdzie był. Możliwe, że został po prostu wyrzucony w tamtym miejscu, ale tego nie wiemy. Zapadła więc decyzja, że trzeba mu szukać nowego domu, ale najlepiej z dala od miejsca, gdzie był znaleziony. Dlatego maluch jedzie właśnie do mnie. Jesteśmy w trakcie rozmów z potencjalnym BDT w Warszawie, ale byłby możłiwy od przyszłego weekendu. Do tego czasu Lolek będzie u mnie, a potem zobaczymy. Ma już zrobione szczepienia, został zaczipowany. Przed nim kastracja (jest wnętrem) i szukanie domu. Dzisiaj jedzie do mnie sam. Transport miał być podzielony na 3 psiaki, ale dwa pozostałe wykruszyły się, więc same musimy pokryć koszt 400 zł plus 80 zł za szczepienie i 30 za czipowanie. Zamówiłam mu już karmę i tabletkę na kleszcze i pchły Simparicę. Dzisiaj jestem umówiona na zakup szelek guardów wymierzonych specjalnie dla niego. Szczęśliwie sam pobyt Lolka i u mnie i w potencjalnnym DT będzie bezpłatny, ale czeka go jeszcze badaie krwi i kastracja. Dlatego będziemy ardzo wdzięczne za wsparcie tych wydatków. Lolek to piąty psiak pod naszą (Ellig i moją) opieką. Przedstawiamy Wam Lolka:4 points
-
Bolo śpi, to jego zielona noc, , nawet nie wie, jaki los mu Guccio zafundowała :) Wszystko wydaje się takie, że nie może być lepiej, cudny dom, przyjadą po niego z drugiego krańca kraju, więc musi pani bardzo zależeć na kotku. Trzymam kciuki!4 points
-
Bolo już w domku.Zjadl.3 points
-
3 points
-
2 points
-
Oto Misio - staruszek, który wkrótce opuści schronisko i dołączy do staruszkowej gromadki, którą opiekuje się...śliczna i młoda pielęgniarka Tina w czerwonym fartuszku :)2 points
-
info od pani Bolka z trasy-spokojny,podsypia.2 points
-
2 points
-
2 points
-
2 points
-
2 points
-
2 points
-
Marcelka ani grama się nie boję,w żadnym razie,..on mnie się boi. Adoptowana w lutym Bona siedziała w hotelu z behawiorystą przez 9m na fotelu w kojcu,że nie chce kontaktu z człowiekiem,że nie chce do psów,nie nauczyli chodzenia na smyczy,bo półdzika.Gdy przyjechała stan był faktycznie nieciekawy. Po dwóch dniach jednak ubrałam szelki i było pierwsze "wyjście",po dwóch tygodniach pies jeździł samochodem na spacery. Miałam inne po przejściach psy z nauką smyczy,gdzie zdecydowane podejście załatwiało sprawę,ale nie z takim problemem jak ma Marcel. Z Marcelem siłowe podejście było już przerabiane i efekt był taki,że człowiek nie mógł wejść do boksu,bo się rzucał z gryzieniem,gryzł rękę a nie jedzenie. Musiałabym i ja go łapać pętlami i ganiać za nim. Przy moim wejściu do kojca Marcel nie wspinał się po prętach,nie skakał jak szalony,a robił to,gdy pierwszy raz podeszłam w ręku ze smyczą do kojca.Przerażenie sięgało zenitu. Powolne odwrażliwianie przynosi efekty chociaż to idzie powoli,ale sama behawiorystka mówiła,że tu z wyjściem przeciągnie się sprawa,z powodu jego urazu i widząc jak reagował na samo zbliżenie. Trzeba by było zobaczyć na żywo u mnie jego pierwsze reakcje na widok smyczy:( Pierwszy raz żałuję,że pies jest już wykastrowany,bo na obecnym etapie tylko w narkozie można by było go "ubrać":( Z jedzeniem jest/był inny problem,ale pisać nie będę.Rzecz jasna,że jest zachęcany do schodzenia,ale na filmach nie pokazuję,a tylko jak skupiamy z oswajaniem obroży. Moli,zapraszam do siebie tak jak Ci mówiłam.Jak masz czas,to nawet dziś,serio.Zaraz zadzwonię do Ciebie. Bardzo mi zależy ,żeby Marcela szybciej uwolnić,ale ja siłowo prób nie podejmę się,nie ,że się boję pogryzienia,ale że zrażę do siebie totalnie i wieki trwać będzie później jakakolwiek z nim praca.2 points
-
Jesteśmy po wizycie PA dla Mirabelki i Jagódki w dwupaku, Ewa napisała "pakuj koty", co w jej wykonaniu jest rzadkością :)) Konsultowałam u dwóch osób doświadczonych w kocich adopcjach co robić w związku z tym wątpliwym testem paskowym Jagódki. Obydwie stwierdziły, że jeśli nie da się powtórzyć tego wątpliwego testu z powodu choroby wetki, a kotki są z jednego miejsca, to mogą jechać, a sprawdzi DS. Będę szukać transportu. Na wtorek jest umówiona wizyta PA dla buro-białej córki Meli. Jest wstępny plan odnośnie cukrzycowego Rademenesa, bardzo dziekuje Murce za propozycję pomocy z wykonaniem testu :))2 points
-
Kciuki za Kubusia i za Nowy Nabytek, czyli za Misia u Mari :).2 points
-
Myślę, że każda z nas, ma swoje metody na obłaskawianie dzikich psów, w dużej mierze zależne od naszego własnego temperamentu ;). Ja też jestem z tych zdecydowanych, ale Wiosna idzie drogą łagodności, bo taki jest Jej charakter, więc i Jej metoda. Każda z tych metod jest dobra, pod warunkiem konsekwencji :). Trzymam kciuki za sukces :)2 points
-
Seniorki nasze dziękują za pomoc i pamięć... Ciężko mi tu pisać ponieważ niestety lepiej nie jest, dziadziulki gasną. Sarunia ciągle jeszcze dzielnie tupta, przeważnie jako jedna z pierwszych, rano na spacerek, szczeka głośno domagając się jedzonka ale raczysko jest obecne maleńka jest chudziutka coraz więcej śpi. Aruś tez ma jeszcze apetyt i na tyle trzeźwą główkę, że woła nawet jak odrobinkę posiusia (czasem w nocy i z sześć razy) czy mu niewygodnie ale też już tak "balansuje na ostatniej niteczce"2 points
-
1 point
-
Prosze Ciociu serdecznie wieczorne kakao zeby lepiej sie Cioci czekalo1 point
-
Uwielbiam takie metamorfozy1 point
-
Smutam się smutam.Zawsze tak jest jak oddaje tymczasy.Rozum swoje a serce swoje1 point
-
Przyjazny do ludzi, psów i kotów. Zachowuje czystość, nie znaczy w domu. Nie niszczy - mebli, legowisk Nie szczeka, nie wyje Delikatny w kontakcie z człowiekiem..., lubi głaskanie, drapanie, czochranie po całym ciele. Lubi się przytulać, siedzieć na kolanach. Można nosić na rękach, kąpać, szczotkować. Nie ma choroby lokomocyjnej w samochodzie spokojny. Łakomczuch ,), psią karmę je. Potrzebuje czasu na poznanie domu / podwórka / ogrodu. Poza mieszkaniem pewniej czuje się prowadzony na smyczy..., niestety nadal lubi dyrektorzyć na spacerkach (do opanowania) Nie widzi (ładnie idzie za głosem) Węch bardzo dobry Szybko uczy się topografii pomieszczeń, terenu Słyszy (traci słuch pod wpływem dużego stresu) Reaguje na imię _ Tuptuś Miejski piesek - zna zapachy, odgłosy miasta1 point
-
Tak trudno określić jest jego wielkość, niby 6,9 kg a na zdjeciach wydaje sie wiekszy. Macha ogonkiem caly czas.1 point
-
Wspaniałe wieści <3 Jesteście bardzo bardzo dzielne!1 point
-
@bou dziękuję za odpowiedź. Niestety już w kilka godzin po moim poście u pieska nastąpiło gwałtowne załamanie zdrowia - znów krew w osierdziu. Piesek był w jeszcze gorszym stanie niż przy poprzednim ściąganiu krwi (a minęło przecież od niego niecałe 36h). Natychmiast pojechałem na całodobowy ostry dyżur, ale Pani Doktor poinformowała mnie, że będąc całkowicie szczerym, ściąganie tego płynu tak szybko po poprzednim ściąganiu jest trochę bezcelowe, bo z bardzo dużym prawdopodobieństwem za kilka godzin krew znów się zbierze, a on w tym czasie i tak nie będzie miał dobrej jakości życia, bo i zabieg bolesny, i znów będzie trzeba dać mu leki, które go trochę otumanią. Do tego, w czasie kiedy zastanawialiśmy się, czy podjąć najcięższą decyzję, dosłownie "w oczach" zaczął mu puchnąć brzuszek, w którym USG oprócz bardzo mocnego nagazowania wykryło też ponownie płyn, co wskazywało na to, że albo doszło do skrętu żołądka, albo jest w piesku jeszcze inne źródło problemów niż sam guz w sercu. W związku z tym ściąganie krwi z osierdzia nie miało już żadnego sensu, bo i tak brzuch był drugim miejscem zagrażającym jego życiu, a przy sercu w takim stanie piesek nie przeżyłby zabiegu. Piesek próbował wymiotować, podnosiło go, ale przy tym co zaszło w brzuchu nie mógł nawet tego zrobić. Wiem, że on sam nie chciałby spędzić swoich ostatnich dni (choć raczej godzin) na zniedołężnieniu, w cierpieniu, ani w całkowitym otumanieniu lekami, gdzie żyłby jeszcze kilka godzin (choć i to nie jest pewne), ale i tak nie wiedząc co się dzieje, tym bardziej że całe swoje niemal 11-letnie życie przeżył w pełni zdrowy, we wspaniałej formie, bez żadnych chorób czy dolegliwości. Podjęcie decyzji o jego eutanazji było najcięższą decyzją mojego życia, ale wierzę, że mimo wszystko decyzją lepszą niż rozpaczliwe próby gaszenia pożaru za pożarem, co nie przedłużałoby jego jakościowego życia tylko cierpienie, a i to w stopniu nieznacznym. Gdyby jakiekolwiek zabiegi tamtej nocy przedłużyły mu życie choćby o dwa dni w takim dobrym stanie w jakim przedłużyło je pierwsze ściągnięcie płynu to zdecydowałbym się na nie bez zawahania i bez względu na cenę, ale niestety z tego co powiedziała nam wtedy Pani Doktor, nie było na to żadnych szans...1 point
-
Fajny psiak, oby jak najprędzej znalazł swój własny przystanek.1 point
-
A tam, zaraz warczy.... kołysanki pańci śpiewa :)))))1 point
-
Bardzo mi miło na serduchu się zrobiło.1 point
-
Też poczekam na wątki suniek. Ta szara przypomina mi owczarka pikardyjskiego. A biała BOS.1 point
-
Deklaracja za kwiecień właśnie powędrowała.1 point