Leaderboard
Popular Content
Showing content with the highest reputation on 12/28/20 in all areas
-
Dzięki za komplement ;) Pamiętam, jak się z niego wyśmiewali "miłośnicy" wilczaków, kiedy jeszcze był na Ukrainie i myslałam, że może znajde mu jakis dom u kogoś, kto kocha żółtookie, wilczaste, niekoniecznie rasowe psiaki, więc pokazywałam go na grupach. Było mi przykro, bo przecież tylko chciałam mu dać szansę, a przeczytałam, że nic wilczastego w nim nie ma, że to zwykły kundel, że mam go wstawiac na grupach adopcyjnych kundlowych. Jasne, że jest mniejszy, ale dla mnie piękny i pierwotny w swojej urodzie. Jak zresztą wiele psów na Ukrainie. I w przeciwieństwie do często przerasowionych psów wystawowych, był w stanie poradzić sobie żyjąc latami wolno, jak żył do czasu kiedy został skatowany i postrzelony przez człowieka. Jest inteligententy, kontaktowy mimo głuchoty i problemów z poruszaniem się. Kocha niesamowicie mojego męża. Jest w niego wpatrzyny w przenośni i dosłownie, z powodu braku słuchu. Odczytuje jego gesty. Tańczy wkoło niego, wydaje dziwne dzwięki, przypada do ziemi i nawet nieudolnie próbuje się przewracać i tarzać przy nim. To bardzo wzruszajacy widok. Te ukraińskie psiaki są niewyobrażalnie skrzywdzone przez człowieka. I naprawdę łapie za serce to, że są jeszcze w stanie zaufać jakiemuś człowiekowi i go całkowicie pokochać. I rzeczywiście każdy z nich przechodzi widoczną metamorfozę po wyleczeniu ciała i psiej duszy w domowych warunkach.7 points
-
Rozmawiałam z Panią Rabarbarka, Pani jest mile zaskoczona jego zachowaniem, ponieważ była przygotowana na różne rzeczy. I to, że będzie potrzebował więcej uwagi - narazie Rabarbarek jeszcze jest troszkę z dystansem, no chyba że są smaczki to żebra przy stole :D. Tak to czas spędza w swoim pontonie, z którego ma widok na cały dom, lub śpi. Pani uważa, że musiał być kiedyś pieskiem domowym - ładnie zachowuje czystość i nie znaczy w domu. Na spacerki chodzi na smyczy po ogrodzie. Jak chce załatwić potrzebę to sygnalizuje dźwiękowo lub łapką. Wczoraj była córka z zięciem i suczką, to pewniej czuł się w towarzystwie suczki. Z kotką narazie ok. Pani wydaje się, że bardziej go ciągnie do mężczyzn. Tylko jest sprawa zdrowotna, otóż na pupie jest nieładna brodawka, ale ds nie chce już teraz tego wycinać, żeby go nie stresować tak od razu w nowym domku, ale trzeba to będzie pod kontrolą. Mam nadzieję że mój kochany Rabarbarek nadal będzie taki grzeczny i będzie tam kochany do końca swojego życia. A to fotka z wczoraj, pierwsze dzień w ds :).5 points
-
Amber się znalazł!!! W Wilanowie!! To niesamowite! Taki kawał przeszedł!3 points
-
Tyśka, sytuacja zdrowotna Milo jest nadzwyczajna i jest potrzebny kontakt bieżący. Mejle to można sobie pisać jak nic się nie dzieje. Jak kontakt z panią jest aż tak utrudniony, to nie jest dobrze. Ona powinna zrozumieć , że jak nawet adoptuje Milo, to osoby , które wkładają tyle wysiłku w ratowanie go, będą chciały mieć informacje.3 points
-
2 points
-
Nareszcie jestem :) Przepraszam, nie byłam w stanie dać wcześniej informacji, że DS potwierdził, że otrzymał mojego SMS-a i będzie w przychodni. Po wizycie odbyło się przekazanie Mila. DT poprzytulał Milo na pożegnanie. Miluś, kochany psiaczek, ma już swojego stałego, troskliwego Opiekuna i swój Dom, a kontakt będzie i będą zdjęcia. Pani Ewa przysłała mi już informację, że Milo dostał kroplówkę, następne będą w kolejnych dniach. Są już w domu. Milo ma w swoim kąciku chwilowo poduszkę, będzie miał swoje posłanie. Ma nowe szeleczki, smycz, miseczki i przytulaska. Pani Ewa od dzieciństwa miała psy więc ma doświadczenie w opiece nad nimi. Bardzo się cieszę, że Milo tak dobrze trafił. Ten psiak zasługuje na najlepszy dom. Jego stan zdrowia wskazuje na to, że miał dotychczas okropne życie więc choć teraz będzie miał opiekę na szóstkę. Dostał gwiazdkowy dom na Gwiazdkę :) Za wczorajszą wizytę w Klinice Arka zapłaciłam 300,.00 zł. Uzgodniłam wcześniej z mari23, że faktura będzie na Jej Stowarzyszenie. Będą jeszcze faktury za wizytę DT przed świętami, gdy Milo nagle dostał biegunkę i dzisiejszą wizytę, którą odbył DT. Bardzo serdecznie dziękuję Wam wszystkim za wspieranie i porady. Bardzo ważne było dla mnie to, że nie czułam się osamotniona w działaniu, a jak wiecie, były bardzo trudne momenty. Ale to jeszcze nie koniec naszej przygody z Milo :) Bardzo proszę pomóżcie uzbierać kasiorkę, aby można było zwrócić na konto Stowarzyszenia Help Animals kwotę jaką wydałam na pomoc weterynaryjna dla Milo.2 points
-
Myślę,że już czas napisać o tym co się przed świętami wydarzyło... Otrzymałam od Hani nr tel. do p.Magdy,która była zdecydowana na adopcję Baffi.Mieszkają ok. 50km od Nowej Soli w domu z dużym ogrodem.Pani wychowuje 2 dzieci w wieku szkolnym,pracuje zdalnie w domu a jej partner po sąsiedzku.W ich rodzinie zawsze były teriery i to o różnym charakterze i sposobie zachowania więc dobrze znają tę rasę. Od samego początku jak usłyszałam o dzieciach to byłam raczej negatywnie nastawiona do tej adopcji ale jak porozmawiałam z p.Magdą i usłyszałam zamiast samych ochów i achów konkrety w temacie pracy z psem, szkolenia go i wiedzy o psach po przejściach to zmieniłam zdanie. Nawiasem mówiąc to chciało by się rozmawiać zawsze z tak odpowiedzialnymi,świadomymi i przygotowanymi do adopcji ludźmi.Zaproponowałam aby podjechali do hoteliku,zapoznali się z Baffim i wypróbowali zapinanie i zdejmowanie obroży czy szelek i dopiero później zadecydujemy o wizycie p/a. 21.12 Państwo przyjechali poznać Baffi i wszystko poszło na tyle dobrze,że byli jednogłośnie zdecydowani na adopcję. Hania miała akurat znajomą inspektorkę OTZ z tamtych okolic i po rozmowie z nią w sprawie wizyty okazało się,że bardzo dobrze zna i ludzi i dom i z czystym sumieniem poleca.Do tego powiedziała mi,że jeżeli będzie potrzebna pomoc szkoleniowca to już mówiła p. Magdzie,że ma znajomego i bez problemu skontaktuje ich ze sobą. We wtorek 22.12 Państwo pojechali po Baffi. Przy zapinaniu obroży przez p. Magdę próbował swoich ząbków i nawet Hania z Piotrem chcieli interweniować ale p.Magda powiedziała,że nie bo ona sama musi sobie poradzić. Wszystkie formalności zostały dopełnione i pojechali....Pierwsza wiadomość od p. Magdy był taka: Jesteśmy w domu, super się zaaklimatyzował, jechal grzecznie, bez najmniejszego problemu. Ogród poznał, kota obwąchał, obroża zdjęta bez żadnego kłopotu:) bardzo dziękujemy! Przez święta nie kontaktowałam się i dopiero dzisiaj rozmawiałam z p. Magdą.Baffi próbował pokazać dziewczynkom kto tu rządzi i jedną z nich niespodziewanie dziabnął mimo,że nie miał do tego powodów bo tylko położyła rączkę na oparciu fotela. Capnął niegroźnie też tatę p.Magdy a później po ignorancji go nie odstępował i prosił o miziania.Przez te kilka dni nie było już żadnego incydentu i hierarchia w stadzie została ustawiona.Baffi zna już prawie wszystkie komendy,jest mądry i bardzo pojętny. Wymaga jeszcze ułożenia ale p.Magda twierdzi,że dadzą sobie radę i wszystko jest na najlepszej drodze. Nawet nie dopuszczają takiej myśli o jego oddaniu,będą z nim pracować i otaczać miłością na jaką ten skrzywdzony kiedyś psiak zasługuje. Twierdzi,że bardzo go wszyscy pokochali i zrobią wszystko aby zapomniał o traumie z przeszłości. Dzisiaj o 12 był w Spa i został obcięty maszynką, ponieważ już były dredy do samej skóry.Rozczesywanie tego, było by dla niego tylko jeszcze większym stresem bo i tak już kłapał z niezadowolenia zębami. Pani Magda powiedziała,że zakupi mu kubraczek,a teraz będzie jej łatwiej przyzwyczajać go do pielęgnacji. Zaraz wstawię zdjęcia i filmik....2 points
-
Jo, tak naprawdę to trzebaby przejść piechotą, obejrzeć pobocza, połazić z własnym psem po lesie. Mnie się wydaje, że jeżdżenie nic nie da. To musi (musiałby) robić ktoś, kto jest tam na miejscu, w pobliżu. Od razu.2 points
-
To trochę dziwny będzie kontakt z DS a będzie potrzebny jeżeli Milo tam trafi.2 points
-
Dwupak do ogłaszania:) Aurory to nie trzeba by wysterylizować przed adopcją? A tu Pianka, która okazała się równie przymilna i mrucząca co rodzeństwo, tylko jest bardziej nieśmiała i delikatna. Antybiotyk po uzgodnieniu z wetem przedłużyliśmy, bo przed świętami po dwóch dniach podawania kotkom się poprawiły znacząco apetyty i ożywiły się. Niestety wraz z tym ruszyła biegunka... z Bezy dosłownie się lało, tak jakby nie czuła w ogóle, co zjadła to przelatywało przez nią... przez dwa dni, jeszcze w Wigilię musiałam jej parę razy dziennie myć kooperek i co chwila wszystko dookoła do prania. Ale potem już było lepiej, koopki jeszcze gubiła, ale już gęściejsze. Obecnie już w kuwecie znajduję normalne koopki. Beza jeszcze tylko czasem gubi żwirek, który się jej przylepia do poopki (widać trochę na ostatnim zdjęciu) i jeszcze poopka jest goła od wylizywania, ale mam nadzieję, że już będzie dobrze. W końcu karma znika, a jak przychodzę dawać saszetkę z antybiotykiem (każdemu kotkowi odrobinkę + tabletka), to jest istne szaleństwo:) Piankę trochę dokarmiałam saszetkami, bo była najchudsza, ale widzę, że karmę suchą też je i brzuszek się już zaokrągla:)2 points
-
2 points
-
elik, Dt i Ds , wszyscy są niesamowici. Piesio miał niebywałe szczęście. Oby jego stan zdrowia się poprawił na tyle, by mógł nacieszyć się dobrym życiem.1 point
-
Ale się cieszę, to chyba najlepsza wiadomość ostatnich tygodni. Czy wiadomo, co z tą sunią, o której pisano?1 point
-
A tą sunię, której asystował, tez udało się odłowić?1 point
-
Agat, rozmawiałam z Iwoną (Iwna5702), może polecić hotelik niedaleko Piaseczna, o ile jest miejsce. Jeśli chcesz podam Ci tel do Iwony.1 point
-
Nie chcesz do Miedniewic? Dobrze, że w poście podałam też swój numer telefonu bo hotelik nie odbierał.1 point
-
Wybaczcie nieobecność, ale złapał mnie taki ból zęba, że ledwie żyłam. Antybiotyk pomógł, ale porobiły mi się afty i znowu ból nie do zniesienia:( Jutro nareszcie wizyta u stomatologa i mam nadzieję wybawienie:) Bardzo serdecznie dziękujemy Teresaa118 za wpłatę 50 zł dla Meli, a w zasadzie dla kolejnej suni zabieranej w miejsce Meli:) W sekrecie zdradzę wam, że nowa podopieczna przyjedzie do hoteliku już jutro:) Znowu jednocześnie z Poker zgłosiłyśmy do Anecik chęć zabrania kogoś pod opiekę i okazało się, że są dwie małe sunie zabrane z jednego miejsca. Ponieważ ostatnio to my wybierałyśmy spośród dwóch suniek, która będzie "nasza" tym razem Poker dostała pierwszeństwo. My zabieramy tę drugą. Nie wiem, czy zakładać jej nowy wątek, czy prowadzić dalej ten, jeszcze pomyślę. w każdym razie to co zostało u Meli przechodzi na konto Florki:) Zobaczcie, jaki to słodziak:) Obie sunie ważą po około 8 kg i mają po ok. półtora roku. To nasza Florka: A tu pozwalam sobie wrzucić jedno zdjęcie suni Poker:1 point
-
Jestem tego pewna, że Pani Ewa zrobi wszystko, co tylko się da, żeby poprawić stan zdrowia Milo. Co do zaleceń z dzisiejszej wizyty, to wiem tyle, co już napisałam. Nie byłam do końca z uwagi na obostrzenia związane z koronawirusem - ograniczona ilość osób na konkretnej powierzchni. Będę w kontakcie z Panią Ewą i będę dowiadywać się o stan zdrowia Milo.1 point
-
1 point
-
Czuję,że DS zajmie się Milo i poprawi się jego sytuacja zdrowotna. Jakie są zalecenia z dzisiejszej wizyty?1 point
-
Wspaniały domek, oby tylko Milo wyzdrowiał i żył w tym domku długo i szczęśliwie. Czy zapalenie trzustki się potwierdziło? Czy coś innego pieskowi jeszcze dolega?1 point
-
Biedna elik , dostaje w kość.1 point
-
Zaglądam do księciunia popołudniem z życzeniami zdrówka.1 point
-
A może pani, która chce adoptować Milo , jeżeli nie zmieniała zdania, zechce pomóc?1 point
-
Na pewno jest potężny stan zapalny. I faktycznie wygląda to na trzustkę + anemia. Problemy z chodzeniem mogą być niezależne lub jest tak osłabiony. Czy dostał kroplówkę? Nie powinien dostawać niczego doustnie. elik, współczuję sytuacji. Wzięłaś na siebie wielką odpowiedzialność.1 point
-
1 point
-
1 point
-
1 point
-
Życzę dużo zdrowia, radości, rodzinnego ciepła na Święta Bożego Narodzenia i nadziei na powrót do normalności w nadchodzącym Roku!1 point
-
1 point
-
1 point
-
i okazuje się, że miałam rację - jest też młodziutka, około 2-letnia, pewnie szybko domek znajdzie. Ale z okazji zbliżających się wielkimi krokami świąt Ibiskowi życzę wspaniałego domku, a Wam zdrowia i radości!1 point
-
Nie napisałam że licze na cud, za dużo przeżyłam chorób i za dużo psów umarło mi na rękach żebym wierzyła w cuda. Na konsultacje u onkologa umówiłam Manie, bo weterynarz na podstawie wyników uznała że to dla niej duża szansa. Nie będę leczyć na siłe, konsultacja była umówiona dawno (długie terminy oczekiwania) , dziś nawet nie wiem co będzie działo się unas jutro, więc niczego nie zakładam na pewno. Jeśli chodzi o lata nadawane w schronisku z którego jest Mania - dużo można mówić....Iwonka wie coś o tym .1 point