Jump to content
Dogomania

katakka

Members
  • Posts

    255
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    3

katakka last won the day on March 17 2020

katakka had the most liked content!

Recent Profile Visitors

651 profile views

katakka's Achievements

Apprentice

Apprentice (3/14)

  • Dedicated Rare
  • Conversation Starter Rare
  • Very Popular Rare
  • First Post Rare
  • Collaborator Rare

Recent Badges

252

Reputation

  1. Łatka , 19 grudzień 2021 30 grudzień 2008 ..... Łatka na tym zdjęciu ma zaledwie rok , minęło 13 lat, życzenia ciągle aktualne 😞
  2. Limonko, serdeczne dzięki za wsparcie dla futer :):) Jesteśmy w pełnym składzie, ledwo, ale jesteśmy.... gościnnie, świątecznie 🙂 - poświąteczna wycieczka krajoznawcza , MIsia i Matylda 🙂
  3. I jeszcze jedno - Ogórku , śniłeś mi się dziś pół nocy 🙂 🙂 , ale to pewnie dlatego, że rozmawialiśmy o Tobie ostatnio, bardzo chcieliśmy Ciebie odwiedzić, jeśli można, tak na sekundke, przejazdem, bo będziemy na święta prawdopodobnie jechać do Elizy, nie wiem czy uda Nam się zrobić okrężną trase, żeby przystanąć i przywitać się chociaż, mógłbyś zobaczyć swoich kumpli , bo będą jechały oczywiście z Nami, nie wiem jeszcze w jakiej liczbie, ale pewnie więcej niż normalnie, więcej niż Łatka i Matylda 😉
  4. - Zawsze było mi bardzo ciężko poukładać sobie to w głowie w taki sposób ,każdy uratowany pies, zaopiekowany, bezpieczny - to była ogromna ulga i wielkie szczęście, ale kiedy przyjeżdżały zmaltretowane schroniskiem psy, te dobre emocje szybko przesłaniały myśli o tych, które zostały. Bezsilność zabija, mimo, że"znęcanie się nad sobą" nic nie pomoże, to nigdy nie umiałam przykręcić swojej wyobraźni pokrętła... Od ostatniego wpisu , odbijam sie od ścian, próbując pomóc psom z mojej "drogowej listy" . Czy to coś daje ? - niby cokolwiek daje, chociaż to cokolwiek, to tyle co nic. Mam ciągle nadzieję, na przyzwoite zakończenie . Na razie w sprawie psów z Kaszub , czekam - od maila do maila, jedni przekazują sprawę drugim, trzeba pisać, przypominać się, prosić . Kolejny pies/kolejna gmina - długo cisza, potem piszą, żeby im podać dokładny adres, ulice , numer domu , bo podobno nie ma numeru 1 w podanej przeze mnie wsi ... 3 następne psy - kolejna gmina - wysłany mail w sprawie, po kilku dniach dostałam notatkę służbową z kontroli o którą prosiłam . Odpowiedź taka , jakiej się spodziewałam , albo i gorsza, bo jeśli ślepa, bezduszna gmina jest w stanie dostrzec i napisać , że zalecono poprawe kondycji i zdrowia psa , to musi być w naprawdę w nie najlepszym stanie - o to się martwie - poszedł drugi mail w sprawie rekontroli . Najprościej i można wierzyć że skuteczniej, byłoby zgłosić sprawe organizacji, co też uczyniłam natychmiast po powrocie z drogi, tyle że organizacja do której zgłaszałam psy , ma na wszystko wywalone - zdziwiona nie jestem, bo co niektórym najlepiej wychodzi nic nie robienie i zbiórki. Wnętrzności mi się wywracają, jak widzę, ile z każdego kąta ciągną karmy i funduszy a robią wielkie gówno , a inni (mówię ogólnie)szarpią się z codziennością, żeby pomagać , chociaż możliwości pomocy skończyły się 5 psów temu 😞 . Ale wiesz co Limonko? , tak jak Ty starasz się cieszyć z tych zwierzaków które uratowane, grzeją futerka w ciepłych domach, tak Ja cieszę się (mimo wszystko ), że cokolwiek się wydarzyło . Wieś to wieś, są ludzie, są w oknach domów ciekawskie oczy , są plotki,...Wieści szybko się rozchodzą a jak zacznie się gadanie, ze Gmina była u tych spod 7 , 16 i 37 sprawdzać czy buda ocieplona, czy łańcuch długości zgodnej z przepisami itd, to jest marna nadzieja , że ktoś pomyśli nad tym, co się u niego na podwórku dzieje , a żeby wstydu nie było i o nim nie plotkowali jak on teraz o innych, to może takim to przypadkiem, psu poprawi warunki . Nawet jeśli to będzie jeden pies na całą wieś, któremu uszczelnią budę i woda nie będzie się lała do środka , włożą słomy, to warto poświęcić na to, każdy czas i wszystkie zszarpane nerwy. W tym samym czasie co w sprawie powyżej, pisałam do gmin , które wysyłają swoje psy do jednej z prywatnych krain szczęśliwości, gdzie psy, które siedzą za kratami po 3 - 5 lat , nie mają nawet jednego zdjęcia. Dowiedziałam się z odpowiedzi na moje pytania do gminy , że psy bez zdjęć, to takie, które nie miały kontaktu z człowiekiem i potrzebują resocjalizacji Odpowiedzi obu, były bardzo zbliżone, ale o ile na gmine Szubin nie ma lekarstwa , to ta druga , szybko postarała się o to, żeby każdy pies z jej terenu , tkwiący w schronisku, miał zdjęcie . I tak po kilku latach od odłowienia, nieistniejące psy, zostały chociaż w ten symboliczny sposób , przywrócone światu. Wniosek - warto, warto widzieć psy niewidzialne dla setek przejeżdżających drogą samochodów , warto czasem "zabłądzić" i zajrzeć jakie nieszczęście kryje się za zakrętem bocznej drogi, warto pisać, zgłaszać, truć i nie odpuszczać . Bez tego nie mają szans na ratunek a oczy szeroko otwarte i garść dobrej woli , mogą uratować życie . Wracając na nasze podwórko - wszyscy cali i w komplecie. Amos zaptrzyjaźniony z tramalem, nie poddaje się życiu, ogromną ma wole bycia na tym świecie, czasem mnie samą zadziwia swoją siłą . Łaciczka trochę zmarniała,sierść zaczęła z niej lecieć garściami , pewnie posypały się wyniki ,Matyldzie dokuczają mocno niesprawne płuca , Farelka coraz częściej sika pod siebie - może guz się jeszcze bardziej rozrósł i jest jakiś ucisk na pęcherz . Wszystkie trzy, powinny udać się na badania . Nie wiem jak to jest u Was , ale ten rok jest ciężki a szykuje się jeszcze gorszy. Czuję ogromną różnicę w utrzymaniu zwierząt, w porównianiu do lat poprzednich. Kiedyś bywało ich znacznie więcej a było łatwiej, teraz jest tylko dziewiątka a koszty utrzymania, leczenia i leków, wgniatają mnie w ziemie. I teraz ten najgorszy okres a gaz poszybował w górę jak szalony . W zeszłym roku za butle z gazem, płaciłam 45 zł , w tym roku płacę 70 zł (na razie ) a butli m-cznie potrzebuje 6 , żeby w domku, gdzie mieszka Lunka i Amos , utrzymać przez całą dobe stałą temperaturę, żeby mieszkały w warunkach w jakim powinny. Ogrzewanie , mięso , którego dzień w dzień potrzeba kilka ładnych kilogramów - kosmiczne ceny . Wspomnieniem zostały czasy , kiedy robiłam systematycznie, duuuże zamówienia w sklepach internetowych, psy wcinały suche karmy z górnych półek, dobre puszki robiły za przerywniki między gotowanymi kolacjami, na stanie zawsze były jakieś smaczki . I na koniec coś z nowinek - takie teraz ptaki przylatują na dokarmianie : - każdy ranek, zaczynam od karmienia wróbli, sikorek, rudzików , kosów i połowy przylatującego lasu, chociaż tego lasu wcale blisko nie ma, to jak tylko spada mocno temperatura, albo przysypuje śniegiem, droge do miejsca z żarełkiem, znajdują wszyscy (chociaz tu udało się uchwycić tylko wróble , i tylko kilka 🙂 ) I tak sobie siedzę wczoraj i patrzę, a tu nowy, dziwny głodomorek - nikt nic nie wie, nikt nie zna, nikt nie słyszał i nic nie widział . Kotka wystraszona na maksa a patrząc na to, jak łapczywie zlizywała resztki po ptakach, bardzo była głodna. Próby nawiązania kontaktu, spełzły na niczym , tempo ucieczki miała szybsze, niż ptaki na widok psów. Przychodziła jeszcze 3 razy i 3 razy ze złapanym jedzeniem uciekała w popłochu. Wieczorem w psiej pustej budzie, gdzie do tej pory leżą dry bedy Kamusi ,więc jest miękko i ciepło, namierzyła ją Pola , niestety. NIe wiedziałam , ze tam siedzi, buda jest tak zbudowana, że trzeba się trochę nawyginać, żeby zajrzeć do środka . Schowała się sierota przed mrozem , ale wystraszona widokiem i ujadaniem psa, uciekła i już nie wróciła . I tak tu jest z kotami u nas - moje średnio sympatyczne psy i pomoc kotom , nie idą w parze. Mam nadzieję, że sierota jeszcze wróci i że jakimś cudem uda się ją złapać.
  5. Witamy się niedzielnie , w ten zaśnieżony, zimowy dzień, mało fajny dla wszystkich, którzy nie mają w życiu szczęścia . Dziękujemy za przesyłke , szmatki tak bardzo na co dzień potrzebne, że już widać dno. Z większego kolorowego kawałka materiału, uda się uszyć poszewke na poduszkę , a to bardzo dobra wiadomosć, bo poszewki w szybkim tempie ulegają zniszczeniu, głównie za sprawą zębów Szyszki, więc poszewki, na poduszki, na kołdry, materiał z którego da się je uszyć - wszystko bardzo się przydaje i za każdą rzecz, którą od Was dostajemy, serdeczne dzięki.
  6. Ciesze się, że tak się Wam podobają Łaciczkowe nóżynki :):):) Limonko , dziękujemy serdecznie za pyszną przesyłke. Ciężko napisać , ile przyjemności potrafi sprawić , jak zwierzaki czekają na to, co będzie dla nich , ile mają radochy , kiedy wyjmuje psie niespodzianki . Dziękuje za pyszną karme i za uszczęśliwienie 9 ogonów . Dziękuję za wsparcie dla kotełka. Miałam coś napisać o kici....a więc, było tak.... Za górami, za lasami, a właściwie to "tylko"w środku wielkiego lasu , błąka się mały , głodny, wychudzony kot bez oka . Któregoś dnia trafia na ludzi-firme, która w tymże lesie, stawia słupy energetyczne , albo jakieś inne, w każdym razie wykonywała prace. Ludzie zaczęli ją dokarmiać, więc się trzymała miejsca . Jakiś czas później , do ekipy dołączył stróż , który pilnował pozostawionych po skończonym dniu pracy, maszyn. Od firmy dowiaduje się o kocie, wpuszcza ją do swojej stróżówki i wtedy dostaje telefon z informacją, że jest sobie kot bez oka , ale trzeba będzie wypuścić do lasu, bo co z nim zrobić i na co on komu?... Wyprosiłam przetrzymnie kota i przywiezienie najszybciej jak to możliwe, chociaż pojęcia nie miałam co z nią zrobić.... Zanim ją stróż zabrał, pojechał do wsi oddalonej solidnie od miejsca w którym się znalazła, rozpytał ludzi z domów położonych najbliżej lasu , rozpytał w miejscowym sklepie i w leśniczówce - nikt kota nie znał, nie kojarzył albo sie nie przyznawał że zna. Jedno jest pewne - kotka sama w głab lasu się nie zaprowadziła, bo od pierwszego dnia jak trafiła do mieszkania, siedziała w jednym miejscu jakby ją ktoś przykleił, robiła dwa kroki do miski z jedzeniem , poza tym nie ruszała się z miejsca na pół kroku, dopiero po wizycie u weterynarza okazało się , że na to oko które ma, widzi bardzo mało albo nic . Zanim ją odebrałam , przez dwa dni po zabraniu z lasu,mieszkała w domu stróża i jego rodziny. Troszkę liczyłam na to , że zostanie na stałe, zwłaszcza, że złego słowa nie mozna było o niej powiedzieć i taką zresztą dawano jej nadzieję , no ale ostatecznie, okazała się "nieodpowiednia" , za mocno wybrakowana, za byle jaka, za brzydka, za biała, za czarna, za spokojna, wszystkiego było w niej "Za" . Do domu nie mogłam jej przyniesć , jeśli nie chciałam odbierać jej życia -u Nas skończyłaby szybko i bardzo marnie , biorąc pod uwage zamiłowanie Fary i Poli do polowań..... I tak koteczka spakowana w transporter, wyruszyła w drogę do Wrocławia, żeby chciał nie chciał, dołączyć do Vesuvi, Emilki i Antośki, no i Misi -mordercy obcych kotów - tutaj całą pracę - włączanie do stada, wytłumaczenie Misi , że ten kot jak pozostałe trzy, jest jej i nie wolno go zeżreć, wzięła na siebie Eliza. Początki były średnie, koty, mimo że nie są zbyt przyjacielskie w stosunku do obcych, przyjęły Felke nadzwyczaj obojętnie, natomiast Felce ciężko zintegrować się ze stadem. Do człowieka przytulaśna, mrucząca, ogólnie bardzo grzeczna, idealnie kuwetkowa, do zwierząt rozsyczana i rozburczana , no ale jak nic nie widzi, to sobie "pogadać" musi .Pierwszą wizytę u weterynarza zaliczyła jeszcze w Słupsku - ogólne oględziny, pierwsze odrobaczenie, usg - czy nie jest kotna, to tu okazało się, że była postrzelona śrutem, bo w kilku miejscach pod skórą ma duże grudki śrutu. Kolejne 2 wizyty to juz Wrocław , między innymi testy na kocie choroby zakaźne , żeby nie narobić biedy . W zaleceniach wizyta u okulisty, coby stwierdził czy kotka widzi cokolwiek i czy jest tu co ratować jeszcze . Potem sterylizacja, zszycie oka , przy okazji usunięcie śrutu. Koteczka = wydatek bardzo nieplanowany , ponad możliwości, dlatego bardzo jesteśmy wdzięczni za wsparcie dla Felicji - dziękujemy Limonko, możemy zrobić zapas żwirku , kupić worek karmy albo przeznaczyć na weterynarza - cokolwiek by to było, to będzie bardzo potrzebna pomoc. Kotu z lasu, niczego już nie zabraknie, zawsze będzie miał ciepło, sucho i brzuszek pełny, a co z innymi ? Takie to wszystko podłe, okrutne, niesprawiedliwe. Koty ,głodne, zmarznięte, zasmarkane, niepotrzebne nikomu , nie zawsze bezdomne, bo ileż jest na wsiach kotów niby właścicielskich a cierpiących samotność, choroby i głód, jeśli nie są w stanie zadbać o siebie same 😞 . Zasadnicza różnica między nimi a psami wioskowymi , to budy i łańcuchy 😞 Nawet jak to pisze, to mi na samą myśl niedobrze 😞 . NIe znosze drogi przez Kaszuby , takie cenione przez turystów, podobno takie piękne... dla mnie są straszne, są dziesiątkami podwórek pełnych cierpienia i okrucieństwa. Wiem, ze wszędzie jest tak samo, że świętokrzyskie, podlaskie, lubelskie i cała reszta , że wszędzie te same łańcuchy, rozpadajęce się budy i wegetacja od wczesnego szczenięctwa do starości, ale zawsze kiedy zdarzało Nam się jechać przez Kaszuby, czułam się wyjątkowo źle. Za każdym razem wracałam z listą adresów z którymi nie było co zrobić. Dwa tygodnie temu jechaliśmy do Gdańska, nawigacja przeciągnęła Nas przez okolice Koscierzyny, Sierakowic i całą mase kaszubskich wiosek - wróciłam chora, zamykałam oczy i widziałam tylko te biedne psy dźwigające ciężkie łańcuchy, stojące w błocie , przy "budach" . Wtedy pospisywałam adresy a wczoraj pojechaliśmy namierzyć raz jeszcze te podwórka i porobić zdjęcia. Nie dotarłam do wszystkich, smochód znowu pojechał inna drogą - a tam kolejne kwiatki 😞 . Ileż mikrusów na łańcuchach 😞 , cieszących się na widok przystającego samochodu...a ja tylko mogłam zrobić zdjęcie i mieć nadzieje, że ktoś, kto ma większą moc, zechce pomóc. Dziś rano wysłałam zdjęcia, wiadomości i maile z prośbą o interwencje. Póki co nie dostałam żadnej odpowiedzi . Te przejechane przez Nas wczoraj wiochy, położone są pośrodku niczego - zero organizacji, zero fundacji, zero pomocy. Głuche i głupie gminy , najbliższe schronisko i możliwosci interwencyjne to Dąbrówka / Otoz , oddalona 50 km - nie pozostaje mi nic więcej poza nikłą nadzieją, że ktoś się zlituje i pojedzie poprawić los tych skazańców. Zdjęcia takiej samej marnej jakości, (bo robione z drogi, samochodu), jak ich życie . Co to jest za życie... namierzyliśmy go tylko dlatego, bo wjechaliśmy w jakąś boczną uliczkę, sprawdzić co dzieje się tam, gdzie nikt nie patrzy, a tam on, może ona - nie wiem, zobojętniały na widok zatrzymującego się samochodu, tylko lekko wystawił z dziury głowę. Przed nim nie ma nic, hektar pola a on w mokrej budzie, na kawałku wydeptanej ziemi , brak śladu misek . NIe wiem ile ma lat, ale wszystkie które mu pozostały, będą wyglądac tak, jak na tym zdjęciu. Za rok, trzy, pięć lat, gdybym wkleiła świeże zdjęcie, to będą identyczne, chyba, że doczeka interwencji i szansy na odrobine lepsze życie
  7. Różne oblicza ma ta smutna demencja 😞 . U mnie ze wszystkich staruszków, które miałam pod opieką , Łatka jest pierwszym tak skrajnym przypadkiem, w większości to były "normalne" demencje, ostatnim zwyczajnie demencyjnym dziadeczkiem był Ząbuś , dobry kumpel Łatki. Limonko, chyba nie miałaś okazji poznać Ząbka ? , gdzies tutaj o nim pisałam, chociaż jego historia i jego własny wątek, to zupełnie inne czasy, ale wygrzebałam jeden z wcześniejszych wątków staruszków, które do mnie przyjeżdżały, żeby Ci pokazać Ząbeczka, akurat tam też się "zaplątał się" , nawet Łaciczka jest, z jabłuszkiem 😞 Łatka w pozycji do ćwiczenia nóżek 🙂
  8. Na koniec przedstawiamy kota a właściwie kotke , dla odmiany 🙂 , nie mieszka z nami , ale wszystko co trafia w moje ręce zostaje w rodzinie, więc będzie się czasem pokazywać między psami. Ale o tym następnym razem... Witajcie, mam na imię Felicja
  9. Amos - niezmiennie "leci" na tramalu i chociaż już wielokrotnie wszyscy będący blisko niego i w temacie, widzieli go drepczącego po "tęczowym moście", on ciągle żyje , czasem lepiej mu idzie, czasem gorzej , ale za każdym razem kiedy wydawałoby się, że zaliczamy ostry zjazd w dół, on uruchamia jakieś magiczne rezerwy i wspina się z powrotem w górę. Kulka, Szyszka, Pola, Burton, Lunka a nawet Farelka - w formie bez zmian. Matylda zaliczała gorsze momenty, trochę wizyt u weterynarzy, badań, prześwietleń , zmiany sterydów i dawek - niedobrze z płucami , zdarzają się wzmożone problemy z oddychaniem. Mam nadzieję, ze przed końcem roku uda mi się "pociągać" ją trochę po specjalistach, może ktoś wymyśli coś więcej , coś co jej pomoże skuteczniej . No i gwiazda naszego wątku, przynajmniej w ostatnim czasie - Łaciczka 🙂 - Byliśmy z Łatką dwa tygodnie temu u neurologa - długo wyczekiwana wizyta, z jednej strony niby wiadomo było, ze niewiele pomoże, z drugiej, musiałam mieć pewnosć, ze wszystko co robię, jest tym, co mogę zrobić dla Łatki. Na wizytę Łatka pojechała z Vesuvią (kotem) , którą w wieku 11 lat zaczęły męczyć ataki padaczki - neurolog niezwykle szczegółowa, odpowiada wyczerpująco na każde pytanie, pierwszy weterynarz u którego byłam, który sam z siebie mówi tak dużo . Jak za wizytę u specjalisty i jej długość - z gabinetu wyszliśmy po 2,5 godzinie , koszt niewygórowany ( neurolog Elżbieta Giza Wrocław - jakby ktoś potrzebował). Cóż mi z tego przyszło ? - między innymi pewność, że rehabilitacja w przypadku Łatki nic by nie zmieniła ( bo to mnie męczyło - że gdybym miała dostęp do specjalistycznych rehabilitacji, to Łatka mogłaby jeszcze stanąć na nóżki). Tymczasem możemy i powinniśmy robić to co robiliśmy do tej pory - masować, stawiać Łatke w pionie ,tak żeby czuła pod łapami różne rodzaje podłoża . Czemu akurat jej się to wszystko przydarzyło ? - nic mi nie wiadomo o urazie, który z czasem mógłby doprowadzić do takiego stanu, ale może wydarzyło się coś w jej wczesnym dzieciństwie, zanim do mnie trafiła...., kwestia genetyczna , metaboliczna - ? - nie ma odpowiedzi. Poraz kolejny usłyszałam, że to jak z ludźmi -zdarzają się przypadki, że kogoś w młodym , czasem bardzo młodym wieku , dopada alzheimer . Ciężko się z tym pogodzić. Ona Nas nie poznaje od dawna, niczego nie poznaje, pozostało jej poczucie bezpieczeństwa , czuje dotyk, ciepło, ręce które noszą, nawet jesli nie wie czyje , słyszy głosy których brzmienie jest jej bliskie, nawet jeśli nic nie rozumie . Można powiedzieć "warzywko" - pewnie można, ale trafiliśmy na bardzo ludzkiego lekarza, który nie tylko zobaczył psa z głębokimi znianami neurologicznymi , zobaczył oprócz tego Łatke , jednostkę, indywidualne życie , któremu nie sugeruje się ostatecznego wyjścia, ze względu na niepomyślne rokowanie . Według neurolog, póki Łatka wyniki ma dobre (biorąc pod uwagę, że dzień w dzień dostaje wysokie dawki leków) i nie jest psem cierpiącym , ma zapewnioną stałą opiekę , nie ma jednoznacznych powodów dla których należałoby jej zakończyć życie. Dostała antybiotyk ze względu na zaostrzenie zmian zapalnych w prawym przewodzie nosowym - badanie endoskopowe zmian w nosie, stwierdzonych i zalecanych do rozważenia w wyniku MR , na tym etapie nie wskazane ze względu na jej ogólny stan neurologiczny. Dodatkowo w zaleceniach - badanie kardiologiczne. Zanim zrobiło się mokro i pusto na drzewach : Łatka miała całe swoje zdrowe życie, fisia na punkcie jabłuszek, nie tak piłek czy czegoś co można rzucić i sie poturla, co jabłek. Za jabłuszko zagryzłaby wszystkich, którzy chcieli włączyć się do zabawy i gonić za nim razem z nią 🙂 . Stare jak świat jabłonie, pod którymi zbieraliśmy jej najukochańsze "zabawki" , resztkami sił stoją w ogrodzie do dziś , tylko Łatka już nie wie co to jest to jabłko 😞 . Myslałam, ze może coś w niej drgnie, że może na hasło "jabłuszko", nastąpi jakiś przebłysk, choćby mikroskopijny, jeśli to miało dla niej takie ogromne znaczenie, ale nic się nie wydarzyło, zupełnie nic . Trudno nawet opisać, jak to boli . - Agnieszko, jeśli to czytasz, wiesz o czym mówię.... - Agnieszka miała zostać 11 lat temu domem stałym Łatki. Łatka miała zaledwie pół roku jak ją zabraliśmy do siebie z obrzydliwego podwórka ,od jeszcze obrzydliwszych ludzi , miała zostać z nami tylko na chwilę a Agnieszka była domem który odpowiedział na nasze ogłoszenie , najlepszym jaki mogliśmy sobie wymarzyć . Dzieliła Nas cała Polska , czasy były inne, więc i przedsięwzięcie wielkie, ale pojechalismy zawieźć Łatkę do jej nowego domu. Jako że Łatka miała tą swoją wielką pasje i koniecznie potrzebowała do szczęścia jabłuszek, co było jedną z najistotniejszych spraw podczas rozmów z przyszłym, niedoszłym domem ? - Czy w ogrodzie są jabłuszka ? - były 🙂 , był super dom, ogród , w nim najcenniejsze z drzew i ciepły, niezwykły człowiek do kompletu, ale sytuacja potoczyła się niezgodnie z planem , Łatka przejechała z powrotem kilkaset kilometrów , dzięki czemu inna trójłapka, w tamtym czasie z bardzo złego schroniska i z zerowymi szansami na adopcje, została adoptowana, zamieszkała na Śląsku i wygrała życie.
  10. Myślę dokładnie to samo, co napisałaś Limonko ......długo mogłabym jeszcze pisać na ten temat.... , ale dziś będzie o piesełkach garść bieżących informacji 🙂
  11. A poza tym ? - poza tym po staremu , dni gorsze, dni lepsze, wizyty u weterynarza, kontrolne badania, worki leków , zmienne samopoczucie Łatki, Farelki, Amosa - każdy kolejny dzień to znak zapytania . Amosowi mocno posypała się forma, ma coraz większe problemy z podnoszeniem się, od ponad tygodnia kupe robi wyłącznie pod siebie paplając w niej cudownie , wszystko dookoła i siebie samego . Leki które pomagały, przestają pomagać, wchodzimy z kolejnymi i historia się powtarza. Doraźnie poza "zwykłymi" przeciwbólówkami, wspomagany był tramalem, teraz doraźnie to już za mało, pewnie z tramalem trzeba będzie się zaprzyjaźnić na dobre. Łaciczka po kontrolnych badaniach, sprzed tygodnia Dla porównania, Łatka po badaniach sprzed kilku m-cy - zobaczcie jaka róznica w spojrzeniu i wyrazie całej Łatki :( I jeszcze jedna "świeżynka" - Łatka "odjechana" lekami Limonko - przepraszam że tak późno piszę. Z całego serca dziękuję za piękną paczke. Kiedy przynosze karton do domu i stawiam na kanape, to psy już wiedzą że to coś dla nich :) Pierwsza przy kartonie pojawia się Pola i próbuje bronić przed resztą ,dostępu do zawartości . Cierpliwości w Polci niedostatek, bo poganiała mnie z otwarciem pudełka wylizując taśmy którymi był oklejony, a potem to już trzeba było jak najszybciej otworzyć worek z karmą i rozdawać chrupki zadowolonym głodomorom. Dziękuję za leki , spadły mi tego dnia jak z nieba, bo Łatce akurat dzień wcześniej skończyła się melatonina a gababentyny zostały dwie kapsułki - dużo jej idzie, bo Łatka dostaje dziennie aż 4, dwie rano i dwie wieczorem . Jeszcze raz wielkie dzięki , za WSZYSTKO , co znaleźliśmy w paczce :)
  12. Smutne to bardzo miejsce a najsmutniejsze wrażenie robią zaniedbane, grobiki , jakby niczyje, porzucone z czasem i w niepamięci . Chodzę pomiędzy nimi, oglądam wyblaknięte zdjęcia, miejsca pełne przemokniętych, zmęczonych pluszowych miśków . Na jednych ktoś, kiedyś zostawił kwiatki i jakies ozdoby , które dawno zniszczył czas, na innych leży samotny przewrócony znicz- być może kiedyś pozostawiony przez rodzinę, a może kogoś, komu tak jak mi, bardzo żal opuszczonego "Reksia". Na wielu grobikach nie widać nic, zarośnięte miejsce w którym jedynie wystająca wśród trawy tabliczka , świadczy o tym, że dla kogoś ten zwierzak musiał być kiedyś bardzo ważny. Opłata za pochówek obowiązuje przez 3 lata, potem trzeba opłacać miejsce w którym zostawiliśmy naszego przyjaciela, inaczej przestanie istnieć.... Będąc u Alvina i Mani , widziałam takie miejsca - w pierwszych rzędach -w miejscu grobików z najwcześniejszymiu datami,które pojawiły się tuż po powstaniu cmentarza , pojawiły się świeże "górki" i tabliczki z datami z bieżącego roku ....
  13. Zaległe, mocno spóźnione, wiadomości z zeszłej niedzieli - Nie będzie o tych którzy są wśród Nas, tych, którzy bardziej lub mniej trzymając się życia i z całych sił usiłują BYĆ. Ten post jest dla Mani i Alvina, bo chociaż fizycznie nie ma ich przy mnie, to z pamięci nie wymarze i nie zatrze wspomnień, żaden czas . Jedziemy do nich...... W zeszłym roku, wklejałam podobne zdjęcia - niewiele się zmieniło, bo i cóż mogło się zmienić prócz wymienianych kwiatków i utrzymywania porządku. Manieczki na zeszłotrocznych zdjęciach jeszcze w tym miejscu nie było, dziś , prawie 9 m-cy od jej śmierci , przypominamy Manie pierwszy raz.
  14. Iwonka , Ty wiesz jak ja Cię doskonale rozumiem... Nie da się opowiedzieć słowami , jak brakuje przeszłości i naszego starego zycia ...
  15. W pojęciu Kulki nie ma czegoś takiego, jak "nie zmieszcze się" :) I na koniec Amosik. Po ponad dwóch tygodniach bujania w obłokach, Amos sfrunął na ziemię - skończyła się Lunkowa cieczka a wraz z nią odeszła energia i moc ,która przez ten czas nie opuszczała go nawet na chwilę , tak jak i on nie opuszczał nawet na chwilę Lunki. Na ten radosny dla siebie , miniony czas, pan pies cofnął się fizycznie połowę życia do tyłu a po wszystkim wskoczył na stare tory i przeszedł na tryb mieszany , czyli raz jest lepiej, raz gorzej a jeszcze innym całkiem byle jak . I tak właśnie jest na zdjęciu poniżej - byle jak...
×
×
  • Create New...