Leaderboard
Popular Content
Showing content with the highest reputation on 06/14/15 in all areas
-
Soreczki, nie dałam rady. Zapowiedzieli się goście i musiałam zrobić przygotowania, a poza tym po kilku dniach nieobecności mieliśmy sporo zajęć przy naszych roślinkach. Biedactwa od wielu dni bez wody :( Przyślij proszę na elsia7 @interia.pl oczywiście bez spacji :) Wkleję na wątek, ale dopiero jutro. Jeszcze dzisiaj mamy gości. Dziękuję Basieńko :) Wpadłam na chwilę na dogo zanim goście wstaną, żeby zobaczyć co się dzieje, ale usiądę na dłużej dopiero jak goście odjadą :) Sunia jest super :) Powinna się nazywać Lizuska, bo wszystkim się podlizuje i to dosłownie :) Nawet moje psiaki są w tym temacie brane pod uwagę, a zwłaszcza moja sunia Mała :)3 points
-
Sjette, nie zaproponuję Ci żadnego szkolenia z bardzo prostej przyczyny - wszystko sama wiesz najlepiej; wiesz, że aport czy siadanie to sztuczka. Wiesz, że nauka bezkonfliktowego oddawania zdobyczy utrudnia potem wyjęcie czegoś z psiego pyska. Wiesz nawet, że Twój pies wraca, bo ma świadomość, że może zostać zlikwidowany. Przy takim Twoim przekonaniu i tego rodzaju argumentacji nie mamy wspólnej płaszczyzny do rozmowy. Na żaden psi temat. Jesteś o 30 lat przed Gezową i zapewne o tysiące lat przed innymi użytkownikami forum. Gratuluję dobrego samopoczucia.2 points
-
To prawda ,że cud . Gdyby ewu go nie wypatrzyła , to by nic z niego nie było. Jestem szczęśliwa ,że trafił do nas i jest z nim coraz lepiej. Dziś podniósł łapkę przy sioo,ale jeszcze jest słabiutki. On zna polecenie "daj łapkę" i gdy je wykonuje , to się często przewraca. Nie daje rady się strzepnąć jak to psy robią, pada wtedy. Na szczęście nadal je dobrze .Wali wielki koo , mam nadzieję ,że to nie są problemy z wchłanianiem. Boczki trochę są mniej zapadnięte. Teraz chodzi sobie po domu. Pocałował Loczkę ,ale ona nie ma ochoty na amory. Dolar nie wydaje się być zadowolonym ,ale nie burczy. A Karmelek jest słodziutki jak cukiereczek.J ak on mnie całuje po rękach i nogach. Chyba mi tak dziękuję. edit: pozwoliliśmy mu chodzić po domu i zaczął znaczyć, łobuz paskudnik.2 points
-
Wszystkie Wasze wpisy przeczytałam uważnie. Temat jest skomplikowany. Na wielu płaszczyznach. Nie jesteś dziwna. Tak widzisz te kwestie i to Twój wybór. Szanuję go, rozumiem i na swój sposób podziwiam. Bo na dzień dzisiejszy nie umiem z taką łatwością tak myśleć. Pies bezdomny niekoniecznie równa się pies z problemami, ale znamy realia i wiemy, że często właśnie tak jest. I tu rodzi się pytanie czy na problemy jesteśmy gotowi, czy damy sobie z nimi radę? Nie będę się wdawać w szczegóły życia naszego rodzinnego, ale ilością problemów, stresów, dramatów jakie nas dopadły, i niestety wciąż dopadają, moglibyśmy spokojnie obdarować kilka rodzin. Zmęczenie psychiczne mocno daje mi się już we znaki, a mój mózg zrobił blokadę na jakiekolwiek nowe emocje i stresy. Jak się to ma do psów? Ano tak, że moja pomoc stała się obecnie bardziej machinalna niż emocjonalna. Jest mi głupio i źle się z tym czuję, bo nigdy tak nie miałam i czuję się jakby część mnie i miłości do zwierząt umarła, ale nie jestem teraz w stanie "przyjmować" jakiegokolwiek cierpienia czy problemów. A sama decyzja którego z potrzebujących psów wybrać to są emocje i nierzadko zderzenie z przykrą rzeczywistością (pies ze złą przeszłością...). Nie wiem jak to jest, ale wydaje mi się, że jakiś limit, wytrzymałość emocjonalno-psychiczna została wyczerpana. Że za dużo tego wszystkiego, a na co dzień wciąż są kłopoty, z którymi muszę się mierzyć. Więc na więcej już nie mam siły. I choć mi z tym głupio, bo zwierzakom zawsze pomagałam i zawsze mnie to wszystko ruszało (może nawet za bardzo), to po prostu tak jest. A jest jakby obok. Dziwny stan i mocno mi obcy. I choć odkąd psom pomagam, mówiłam sobie, że wezmę psa ze schroniska, jakiegoś psiaka, któremu trzeba pomóc, to obecnie się boję. Że nie podołam. Że to, co kiedyś byłoby ciekawym wyzwaniem dziś może mnie przerosnąć. Nie czuję się na siłach. I nie jest mi z tym dobrze :( A jednocześnie potrzebuję psiego przyjaciela. Czy w związku z tym powinnam męczyć się bez psa, czekając aż moja psychika odpocznie i będzie gotowa na ewentualne "pod górkę" z psem ze schroniska? Czy zamknąć oczy i iść na ślepo, licząc na to, że trafi się pies bezproblemowy? A może troszkę zmusić się do wzięcia bezdomniaka, z całym jego bagażem i być jak siłaczka, która zawsze da radę? Czy - pewnie z punktu widzenia części osób egoistycznie - wziąć psa konkretnej rasy, z hodowli, wiedząc mniej więcej czego się spodziewać i mogąc go ułożyć "pod siebie"? Oczywiście nie każdy pies ze schroniska jest chory albo problematyczny. Zdaje sobie z tego sprawę. Ale same dobrze wiecie jak jest. Śledzę wątki psów z naszego schroniska, które poszły do domów - z mało którym nie ma problemów. Część okazała się chora, niektóre poważnie. Część ma problem z lękiem separacyjnym, niektóre okazały się agresywne w stosunku do psów albo ludzi. Wiem, że i pies rodowodowy może być chory albo problematyczny. I że to wszystko trochę loteria. Ale konkretna rasa to jasność co do tego, czego, mniej więcej, można się spodziewać - w kontekście charakteru, wyglądu, potrzeb, ewentualnych chorób (częstych dla rasy). Nasz przyszły pies musi być mniejszy i lżejszy niż Bazyl - max 25-30 kg; być szczeniakiem albo bardzo młodym psem; być psem bez lęku separacyjnego; nie być psem nadpobudliwym, z ADHD; dogadywać się z innymi czworonogami, lubić dzieci; być psem, który nauczy się chodzić ze mną do pracy (w sensie, że będzie tam grzeczny ;) ); musi się też dogadać z jamnikowatym moich rodziców, który boi się psów większych od siebie i reaguje na nie agresją. Dorosły pies ze schroniska, średniej wielkości, to problem praktycznie nie do przeskoczenia, jeśli chodzi o psa moich rodziców. W grę wchodzi więc szczeniak, który znany i "oswojony" od małego, jako dorosły już takim "potworem", którego zjeść trzeba, nie będzie. Ale ze szczeniaka ze schroniska nie do końca wiadomo co wyrośnie. Może pies średniej wielkości, a może 50-kilowy psiuńcio? Oczywiście, że takiego nie wyrzucimy, ale naprawdę takiego konika mieć nie powinniśmy. Takie realia. Poza tym szczeniaczki akurat szybko znajdują domy. W schroniskach to te starsze psy dłużej na nie czekają. Czy pies ma lęk separacyjny - w schronisku się nie stwierdzi. To 50/50, uda się albo nie. Czy nie ma jakichś poważnych chorób - też niewiadoma. Czy nie ma jakichś złych nawyków, również. Wszystko to oczywiście są problemy do rozwiązania. Ale trzeba mieć na to siłę... Dlaczego czuję się źle z myślą o niewzięciu psa ze schroniska, podczas gdy nasz przyszły pies musi spełnić konkretne wytyczne (które niestety po części przekreślają psy ze schroniska), a do tego po prostu chciałabym mieć konkretnego psa (bo to rasa, której ogromnym plusem jest choćby zdrowie - po odejściu Bazylka mam traumę, boję się chorób...), potrzebuję szczeniaka, który sprawi mi dużo radości, z którym będę budowała więź od małego, a do tego ułożymy go "pod siebie"? Pomagałam zwierzakom przez sporą część życia, pomagam nadal i pewnie będę pomagać do śmierci. Nie robię może dużo; na pewno mogłabym więcej, mogłabym bardziej; ale jakiś swój wkład w ten temat mam. I myślę sobie, że to pewnego rodzaju paradoks - osoby, które pomagają, jeszcze dodatkowo "muszą" ponosić konsekwencje działań pseudohodowców i durnych właścicieli. Bo gdyby ich nie było, psy nie trafiały by do schronisk, a osoby takie jak ja mogłyby brać psy z hodowli, nie czując się winne, że nie wzięły schroniskowego. Chodzi mi po głowie konkretna rasa. Gdyby jej przedstawiciele byli w schronisku to prawdopodobne, że takowego byśmy przygarnęli. Niestety tych psów w schroniskach nie ma. A do tego jeszcze szczeniaków albo młodych (bo taki warunek musi być spełniony). Bazyl był rodowodowy. Nie żałuję ani jednej złotówki na jego kupno wydanej. Gdyby to było dziś, mogłabym za te pieniądze kupić sobie wycieczkę albo dobry telefon. Każdy decyduje sam na co wydaje oszczędności. Ja wydałam je na psa. Cudownego psa. Który, gdyby trafił na innych ludzi, może wylądowałby w schronisku. Bo, jako młodzieniaszek, sprawiał problemy, a poza tym chorował i jego leczenie sporo kosztowało. Nigdy nic nie wiadomo. Być może biorąc psa z hodowli to właśnie jemu polepsza się życie. Dużo niewiadomych. Dużo rozterek. Dużo pytań bez odpowiedzi. Trudne wybory. Nie wiem co zrobię... --------------------------------------------------- Gdzie kończy się pomaganie a zaczyna egoizm? Czy ktoś, kto czuje problem i pomaga, musi pomagać do "ostatniej kropli krwi"? Czy powinien czuć się źle, gdy zrobi sobie przyjemność? Tak, jak osoba, która pomaga bezdomnym, ale sama zjadła kolację, której oni pewnie nigdy nie będą mieli okazji posmakować i wygodnie ułożyła się w łóżku, podczas, gdy oni śpią na ulicy. Czy kupując np. droższą wędlinę człowiek powinien mieć wyrzuty sumienia, że robi sobie przyjemność, podczas, gdy w samej Polsce tysiące ludzi chodzi głodnych? W końcu można kupić tańszą kiełbasę, a pieniądze przeznaczyć na szczytny cel. Kupowanie nowszego modelu telefonu to dokładanie cegiełki do wyzysku dzieci (i nie tylko dzieci) w afrykańskich kopalniach metali. Kupowanie kosmetyków i to w nie takiej małej ilości (nie czarujmy się), bo chce się wyglądać piękniej, młodziej, ładniej, itp. to dokładanie cegiełki do cierpienia zwierząt (testowanie produktów), a także do zatruwania środowiska. Kupowanie kolejnych ciuchów, bo zmienia się moda, bo lubi się mieć wybór w szafie, bo..., to dokładanie cegiełki do wyzysku osób pracujących w fabrykach krajów Trzeciego Świata. Kupowanie zbyt dużej ilości jedzenia, z której potem część ląduje w koszu na śmieci to niszczenie środowiska i oczywiście marnotrawstwo. Kupowanie kolorowego i pachnącego papieru toaletowego to dokładanie małej cegiełki do niszczenia środowiska. Itd, itp. Takich przykładów można by mnożyć więcej. Czy "wchodząc" w jedną działkę działania musimy być w niej konsekwentni do końca? Czy pomaganie po trochu w różnych działkach jest czymś gorszym? Czyli - odnosząc się do powyższych przykładów - czy pomaganie psom i branie psa tylko ze schroniska jest lepsze niż pomaganie psom, ale branie psa z hodowli, przy jednoczesnym nie kupowaniu nowego telefonu, dopóki stary nie padnie na amen, nie kupowaniu nowych ciuchów, kosmetyków zbyt wielu, za dużej ilości jedzenia, itp. Gdzie jest i czy w ogóle jest moment, w którym pomaganie światu równoważy się z potrzebami, chęciami? Dlaczego robiąc na co dzień więcej niż niejeden człowiek, zamiast czuć się dobrze i pozwolić sobie na przyjemność, czujemy wyrzuty sumienia, bo nie zrobiliśmy jeszcze więcej, jeszcze lepiej? Gdzie jest granica pomiędzy dawaniem siebie innym a braniem dla siebie?2 points
-
Witamy wszystkich serdecznie wraz z Frodem :) Baaardzo ogromnie dziękuję, że zaglądacie do nas, zwłaszcza, że mnie ostatnio tak tutaj mało, co nie znaczy oczywiście, że nie monitoruję sytuacji :) A sytuacja wygląda tak, że na razie nic w sprawie potencjalnego domku się nie wyjaśniło, tzn. póki co pani nie zdecydowała się na żadnego nowego psa, co oczywiście nie oznacza, że za jakiś czas coś się nie zmieni, ale ustaliliśmy z p. Arturem, że należy wznowić intensywne ogłaszanie Frodo, niestety niby w wakacje ludzie chętniej pozbywają się psiaków niż je adoptują, ale nie można z góry zakładać, że to reguła, więc trzeba próbować. Zatem, trzymanie kciuków nadal bardzo potrzebne :)1 point
-
W "mojej zawartości" pusto ale wątek Heniutka jest odznaczony jako śledzony. Najpierw fb mnie wyczyścił a teraz dogomania , pewnie w realu szczęście murowane :cool1:1 point
-
1 point
-
Doczytałam wreszcie :) Trzymam kciuki za szybki wyciągnięcie sierściuszka:)1 point
-
Wspaniałe wiadomości, łzy w oku się kręcą i dreszcze przechodzą. Wspaniałego życia ci życzę sunieczko. Onaa, trzymaj się dobra kobieto i wiesz co działa najlepiej na smutek po oddaniu tymczaski ....1 point
-
Bond nad jeziorem odpoczywa po bardzo męczącym tarzaniu się w szyszkach :D Że co Ty mówisz? woda jest zimna? Czasem odruchowo wołam na Ninę Gaja...wieczorami jak wchodzę do pokoju to uważam żeby jej nie podeptać bo zawsze leżała na rogu..często o nie myślę. Nina jest przeciwieństwem Gajuni, ale w sumie każdy pies jest inny..1 point
-
1 point
-
Chciałabym pomoc, ale nie wiem, czy nada się taki tekst: Imię: Duszek / Amiś / Lukier Wiek: ? Płeć: pies Wielkość psa: mały piesek, w porywach +/- 8 kg Lukier - ok. x letni piesek, o proporcjonalnej, nieco sarniej sylwetce, karmelowym umaszczeniu, pięknych oczach i wrażliwej psychice szuka kochającego domu. Ten delikatny i trochę niesmiały piesek zaznał w życiu wiele złego. Nieobce mu ból, głód i chłód. Wie, co to choroba i bezdomność. Od kilku miesięcy przebywa w domu tymczasowym, w którym dzięki czułej opiece uwierzył, że życie może być piękne, człowiek dobry, a psu wolno się uśmiechać. Akceptuje towarzystwo innych psów, a także kotów ale najbardziej ceni bliskość człowieka. Piesek jest wykastrowany, szczepiony, ma książeczkę zdrowia. Uwaga: Lukier ma chorą trzustkę, je specjalistyczna karmę (RC Gastro Intestinal LF) i musi dożywotnio przyjmować enzymy (Kreon). Nie są to duże, ale stałe wydatki. Warunkiem adopcji jest wizyta przedadopcyjna i podpisanie umowy adopcyjnej. ps. Nie znalazlam na ile oceniono wiek Duszka. Zastanawiam się też, czy nie dopisać, że osoba adoptująca może liczyć na wsparcie - rozmowy telefoniczne, porady, wskazówki?1 point
-
1 point
-
Bardzo , bardzo chciałabym, aby to biedne psiątko wyzdrowiało. Zreszta, chyba wszyscy z nas ...1 point
-
ciesze sie bardzo, ze sie udalo znalezc taki dobry domek! Onaa trzymaj sie;)1 point
-
jak tam nasz kochany maluszek , jak się czuje koszulkę zakupiłam na bazarku Soneczki więc będzie dodatkowo 40 zł dla Bartusia dziękuję Kochana za bazarek dla Bartolinka1 point
-
Jeśli to coś pomoże to wspomogę jednorazowo ale dopiero w lipcu i bardzo proszę o przypomnienie na pw - wątek zapisałam ale boję się, że przy kolejnej awarii gdzieś zniknie1 point
-
Muszę przyznać, ze od pierwszego wejrzenia Amisia budzi we mnie ogromną sympatię i wzruszenie. Ma tak świetny charakter, że aż idealny. Mądre, spokojne, cudowne psiątko. W grę wchodzi najlepszy dom z najlepszymi ludźmi, nie ma wyjścia. Choć już trudno mi myśleć o rozstaniu. Cholerka, cholerka..... [url=http://postimage.org/][/url]1 point
-
Moje kurczątko kochane: [url=http://postimage.org/][/url]1 point
-
26 stron to ja nie przeczytałam, ale kilka pierwszych i ostatnich. Mój pies doskonale socjalizowany za dzieciaka szczeniaka, obecnie ani nie lubi ludzi ani nie lubi innych psów. Borderek, taki grzeczny, przyjacielski i w ogóle och ach. Rita jest kochana dla nas. Jesteśmy postrzegani jako jej miłość jedyna, więc jak wychodzę na spacer i spuszczam ze smyczy (a u siebie w okolicach mogę) to i tak nie pójdzie dalej, byleby mnie ze wzroku nie spuścić. Inne psy podchodzą - Rita kłapie zębami, bo nie ma ochoty na obwąchiwanie. Czasami tylko jej się zdarzy pozwolić. Inni ludzie chcą pogłaskać - nie zawsze pozwalam, bo widzę jej minki "jak mogłaś mi to zrobić, Matko?" i spojrzenie "już głasknąłeś raz, to jazda, nie chcę więcej". Także każdy pies ma inny charakter i "dorosła socjalizacja" uważam, że jest zła, kiedy zwierzę nie lubi i już. No co ja zrobię, że moje dziecko nie lubi? Chciałam żeby lubiło, ale nie lubi. I to żaden problem behawioralny. To pies taki ma charakter. Jak jesteśmy gdzieś, gdzie biegają/rowerują - jesteśmy na smyczy. Instynktów zaganiania jej oduczyłam w dużym stopniu, nawet nie zwraca uwagi jak jej coś świśnie koło ucha, ale wiem, że czasem z czystej przekory może jej coś odbić (średnio raz na rok, nie częściej). I nie przeszkadzają nam ludzie z psiakami, których nie trzymają na smyczy - pod warunkiem, że odwołują, a pies w ogóle się tego słucha, zapytają czy "pieski mogą się pobawić?". Bo jak mi swojego brytana czy maluszka do Rity próbują przystawić, to ta nie lubi i koniec, więc jak ja nad nią panuję i w chwili jej skończonej złości ją odwołam, tak nie wiem czy właściciel drugiego psa zrobi to samo albo czy pies w ogóle posłucha. Już raz mieliśmy taką sytuację, że ONek ("grzeczny, bez smyczy, krzywdy nie zrobi a widzę, że Pani piesek taki milusi", cholera) mi się rzucił na psa i musiałam własnym ciałem odgradzać, bo oczywiście właściciel tylko się darł a pies miał go w dupie. I być może był grzeczny i z innymi psami super funfel, ale akurat z moją suką sie nie polubił. W lesie - bez smyczy. No ja wiem, że nie można, ale cholera - jej nie satysfakcjonuje pobieganie bez smyczy na polach tylko. Musi wąchnąć, siknąć, poszarpać patyki albo obszczekać ptaki. Nie oddala się ode mnie, jak ktoś idzie/biegnie/jedzie na rowerze to ona stoi przy nodze i czeka aż pozwole się ruszyć. Nie odbiega. W ogóle cud miód. Jak idziemy głębiej w las gdzie i ludzi dużo i zwierząt dużo - to idziemy na smyczce. Wydaje mi się, że jakby każdy na to patrzył z rozsądkiem, znał swojego psa albo jego nietypowe zachowania, to nie byłoby problemów. I tam coś mi się obiło "ktoś ma swój ogródek, to tam bez smyczy pies może się wybiegać". Ech, co za błędne myślenie. Jak wybiegać i ogródek. To się nie ima.1 point
-
Kasiu mało się odzywałam, al myślę, że i ja mogę wtrącić swoje "trzy grosze" Pomagasz psiakom więcej niż nie jeden człowiek, nikt nie powinien twierdzić inaczej - nawet, a tym bardziej sama Ty ! To, że teraz, w tej chwili nie masz do końca serca do tego - to zrozumiałe, jak dla mnie..i znane uczucie. Ale nie ma w tym nic złego, każdy musi nabrać czasem dystansu, odpocząć . Chcesz wymarzonego psa z hodowli? Co w tym złego ! Wypatrz jakąś kluskę, zarezerwuj, a następnie zacznijcie pisać, wraz ze szczeniakiem, nową historię dobrej przyjaźni. Nie ma nic w złego w kupnie wymarzonego psa. Można czasem być "egoistą" i zrobić coś dla siebie i dać przy tym dom psu, który przecież również chce być kochany, choć ma rodowód. Życzę Ci byś znalazła spokój i przestała bić się ze swymi myślami Ps. O jakiej rasie myślicie?1 point
-
1 point
-
Dzisiaj, 14 czerwca mija 5 lat od dnia, kiedy moja Najukochańsza Sarunia[*] pobiegła za Tęczowy Most... Saruniu['] moja, Najdroższa - Kocham Cię!!! Nigdy nie zapomnę tamtego poniedziałku... Pamiętam każdą chwilę, każdą od 5 rano, kiedy obudził mnie ból kręgosłupa... do 13,23 - tego telefonu, z tą straszną, okrutną wiadomością o Twojej śmierci... I choć minęło 5 lat wciąż boli... Boli inaczej niż wtedy, ale łzy wciąż tak samo gorące i tak samo słone... Saruniu[*] w naszych sercach pozostaniesz na zawsze naszą Jamnisią, która pokazała nam, jak cudowne są Jamniorki, i, że nie można bez Was żyć!!! Temu, kto raz pokocha Jamnika, ta Miłość zostaje na zawsze!!! Dlatego wypełniając Twój testament mieszkają z nami teraz: Korunia, Nerunio, Maxiu, Tinusia i ... Gajunia... i Killerek.... Mam nadzieję, że spoglądasz na nas zza Tęczy i jesteś dumna i szczęśliwa, Kochana nasza... * * * KOCHAMY CIĘ SARUNIU * * *1 point
-
Są suby, mogę ci na fb posłać zdjęcia gdzie i jak szuka :p1 point
-
W czwartek dzieci Lusi skończyły rok, i Lenka i Lennon vel Dex mają się bardzo dobrze w swoich domach. A wczoraj DS Lusi podjął decyzję, ze przestajemy szukać domu dla suni - Lusia zostaje na zawsze u Ewy! Lusia po wczorajszej wizycie u fryzjera1 point
-
Dziękuję :):) Ja się bardzo, bardzo cieszę, nawet jeśli napisałam tak trochę zdawkowo. I tak, owszem, ślimaki będą miały u nas dobrze ;) Najwyżej jak ich będzie za dużo, to pozbieram do wiaderka i wyniosę do lasu, który jest tuż, tuż obok. Będzie też z całą pewnością hotelik dla pszczół samotnic. Tata obiecał, że zrobi :) A zimą karmniki dla ptaków. Do ogródka mogę dojść przez Hugoberg i mam bardzo blisko, spacerowym tempem mniej niż kwadrans, może dziesięć minut. Tobołkom na razie się tam nie podoba. Za dużo krzaków, nowe, dziwne zapachy. Ale wiem, że polubią to miejsce tak jak ja je już polubiłam.1 point
-
1 point
-
Mój niedźwiadek ;) Może na tych zdj. tego nie widać, ale na prawdę uwielbia się kąpać i pływać :D1 point
-
Jako, że mieszkasz w mieście najlepiej zrobić tak jak radzi koleżanka wyżej :)1 point
-
Nigdy nie miałem tak małego psa. Ja ze swoim husky zacząłem wychodzić 2 tygodnie po tym jak go kupiłem. Miał wtedy 1,5 miesiąca. Chodziłem z nim koło domu a kiedy dorósł do 2 miesięcy zacząłem chodzić troszkę dalej z 3-5 km dziennie. Dzisiaj ma 3 miesiące i czasem jak biegnie to za nim nie nadążam xD1 point
-
Po kilku miesiącach walki ogłaszam zwycięstwo: HURRA!!!!! Badanie na obecność antygenu nie wykazało dorosłych osobników u Homerka. Czyli paskudztwo z płuc wybite! Wielkie podziękowania dla moich wetów oraz adiunkta z UP dr Grzegorza służącego nam wskazówkami ze słowackich artykułów naukowych ukazujących walkę z tą chorobą na Słowacji wysłałam do Asi wynik do wklejenia, bo to powód do dumy :)1 point
-
Fajni są wszyscy - razem i z osobna, ot co! :) Jaki, u licha, śledzik...?! :wacko:1 point
-
1 point
-
Do kciukania dołączcie imiennika - też Frodo ,też szuka domu,grożą mu Radysy1 point
-
1 point
-
1 point
-
Biedny psiaczek :-( Może na te brakujące 75zł (do 300), ktoś by robił co miesiąc taki wspólny bazarek, ja się zobowiązuję na ten bazarek co miesiąc upiec 10 pakiecików psich ciasteczek, watróbkowych, mięsnych, z ziołami (psimi oczywiście), po 5zł, to by dało 50, a i zawsze coś innego się znajdzie do wstawienia, ja na razie bazarków nie umiem robić, ale z chęcią wstawię zawsze coś na taki wspólny. Marzeniem by był bdt wtedy można by było wszystkie pieniądze przeznaczyć na leczenie i żywienie, niestety marzenia marzeniami a rzeczywistość skrzeczy.1 point
-
Moje psy aportują, psy mojej siostry aportują. Wszystkie to psy pasterskie ze specjalnie wzmacnianym aportem - do zabawy, sportu pracy. Nie wiem co ma wspólnego aport z niemożnością grzebania psu w pysku. Ostatnio wyjmowałam mojej suce zakleszczoną kość z zębów. Zawołałam, poprosiłam o pokazanie. Suka sama dała paszczę bo czuła się niekomfortowo. Wyjęłam kość palcami, oddalam psu, pies zżarł i tyle z "operacji". Grzebię psom w pyskach, weterynarza zawsze oglądają uzębienie suk przy kontroli, nie ma z tym najmniejszego problemu. Zawsze uczyłam psy, że głaszczę je także po kufie, oglądamy ząbki, masujemy dziąsła, same przychodzą na te masaże, widocznie lubią :). Pies, który ufa właścicielowi da ze sobą zrobić wszystko a tę ufność budowałam spokojem, sposobem a nie odbierając bez sensu żarcie z miski. Co daje aport na co dzień? Możliwość zacieśniania więzi, wytrenowania posłuszeństwa, wzmonienia psychicznego psa, poczucie wspólnoty i dużo miło spędzonego czasu. Ludziom na wózku potrzebny aportujący pies nie tylko do pomocy w codziennych sprawach, ale także do zabawy jaką jest np. frisbee ;)1 point
-
Frodek, Frodek gdzie jest Twój domek:) Mam nadzieję, że już bliżej niż dalej:D1 point
-
Pozdrawiamy serdecznie Kasienko Frodziaczku sciskamy calunki czas z nadzieja na najlepsze dla ciebie1 point
-
Już pisałam to u Filona. Doda rozlicz wpłaty,pieniądze Cejlona wpłać nowemu skarbnikowi i jedź sobie spokojnie.My nic więcej nie chcemy. Nie rozumię też,dlaczego pieniądze chcesz przelać dopiero po powrocie, a nie teraz.To nie są Twoje pieniądze,tylko Cejlonka,rezygnujesz-więc rozlicz się,nawet jakby to miała być 1 złotówka.1 point
-
1 point
-
Jak mam znaleźć wątek, przeze mnie założony, kilka lat temu? Przecież nie będę przeglądać kilkuset stron... Zgubił się (zresztą nie on jeden) przy zmianie dogomanii na nową, niby lepszą. Nie działa większość emotikonów. Nie działają wyszukiwarki w wątkach. Ktoś to wreszcie ponaprawia? Czy czekacie aż wszyscy z dogo uciekną?!1 point
-
Pixie i Dixie na majówce :) https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=377329629131827&id=3153264986654741 point
-
Suzka miewa się doskonale. Nadal nie odstępuje Majki (rezydentki też adoptowanej kiedyś ze schronu), jak widać to przyjaźń prawdziwa. Przytyła. Bardzo ją tam kochają. Cieszy mnie to co mi napisali :) Mam nowe zdjęcia ale nie umiem ich tu zamieścić niestety.1 point
-
Hodowle podałam w takiej kolejności na podstawie poznanych psów z tymi przydomkami. Pod uwagę brałam zarówno charakter jak i wygląd oraz zaangażowanie hodowcy ;) Wystawy nie są takie straszne. Właścicielka hodowli Fagremi bardzo pomaga osobom, które decydują się psa wystawiać. Zajrzyj na forum Maltańczyków, poznasz tam wiele fajnych osób i ich pupili :)1 point
-
Wiesz, ja Ci napiszę ogólnie jak ja barfuję z moimi, może cos z tego wyciągniesz ;) Z m.c psa wyliczasz 1-3% - zależnie od aktywności. Ja początkowo dawałam 2% ale moje chiłki, mimo tego, że są małe, ważą po 2kg, to są baaardzo aktywne - bywało, że codziennie spacerowały po parę kilometrów, pływały i biegaly całymi dniami po podwórku. Więc zwiększyłam dawkę do 3% a nawet i więcej. Wiesz, wyszło tak, że podaję 60g. Nie sugeruj się więc tym kalkulatorem barfu ślepo - jeśli pies chodzi nienajedzony to zwiększ dawkę, minimalnie, ale zwiększ. Druga sprawa - te warzywa, owoce, dodatki i inne tam takie to też wylicz z proporcji, z tych 60g procentowo. I ja układałam jadłospis tak, że brałam np. 30g papki warzywnej i dzieliłam to na tą wyliczoną wg proporcji dawkę która powinna być. Wychodziła mi w ten sposób ilość dni, przez które już nie muszę podawać papki (zamiast tego podawałam podroby, czyste mięso, dodatki - z tym robiłam tak samo jak z papką - dlatego warto to sobie rozpisać na kartce). Dlaczego? Bo w przypadku takich małych psiaków problemem jest podawanie psu tych warzyw i owoców w dawkach takich jak wyliczone. Bo raczej nierealne jest wymierzyć 7g tego 5 tamtego i 3g ryb na przykład. Stąd te jadłospisy. Ja robiłam tak, że posiłki dzieliłam na dwa razy w dzień (małym rasom dość szybko spada cukier, ponoć można i karmić raz dziennie, ja rozkładam to jednak na dwa razy, również dlatego, że chi nie zjeza raz 60 g pomieszanych warzyw, owoców, podrobów i mięsa z kośćmi). Z rana zawsze podawałam kości z mięsem (ja kupuję Primex, ale jak nie masz dostępu do primexu to fajnie jest pojechać na targ i kupić np. całego królika, poćwiartować je na takie mniejsze kawałki (takie, żeby zmieściły się psu w pyszczku - to ważne jeśli masz psa tak jak moje wybrednego - nie będzie mu się chciało tego gryźć). Tak naprawdę wszystkie rodzaje mięsa są dozwolone. Jedyne czego NIE RADZĘ to podawanie tak małym psom wieprzowiny. O ile taki dog niemiecki sobie spokojnie poradzi z kością i nic mu się nie stanie, to mały pies szybko się zatka. Później oczywiście można jakieśtam elementy wprowadzać, ale to naprawdę po całkowitym przestawieniu i to dość ostrożnie. Z wołowiną podobnie. Ja miałam taką sytuację, że pies nigdy mi się nie zatykał, a w drugim tygodniu ciąży zjadła jajko przepiórcze w całości (ze skorupką) i wtedy chyba wołowinę z kością i się przytkała - jechaliśmy do weta po rozkurczowy. A była po ponad pół roku barfowania. Wieczorem natomiast podaje wymiennie warzywa/owoce (lub generalnie papkę owocowo warzwną - zrobioną samodzielnie z pomocą sokowirówki lub kupowaną np. z primexu) lub podroby/nabiał. Jeśli pies nie chce jeść samej papki można spróbować wymieszać ją z podrobami albo twarogiem. Ja mam psy które za marchewkę zrobią wszystko - wrzucałam im takie kawałki marchewki do pogryzienia do papki dodatkowo jak już mi nic do glowy nie wchodziło. Pamiętaj, aby z podrobami nie przesadzać (zwłaszcza z wątróbką). I u mnie sprawdza się np. taki myk, że podroby zawsze daję przemrożone - wtedy psy chętniej jedzą. Nie mam pojęcia od czego to zależy ;). Nabiał możesz dawać każdy tak naprawdę. Tylko patrz na te kupne serki, bo one w większości mają sól - staraj się kupować takie bez niej. Ja jajka daję ze skorupkami. No może nie do końca - teraz nie, bo mamy dzień 56 i bęben ogromny i boję się, że znów się przytka. Jak się boisz to możesz kupić przepiórcze - na tak małego psa nie będą kosztować majątek a skorupka jest na tyle miękka, że po lekkim rozbiciu pies ją spokojnie schrupie. Jeśli wolisz kurze - możesz zetrzeć skorupkę w moździeżu - moje bardzo chętnie w takiej formie ją jedzą. No i jest to bardzo dobre źródlo wapnia oczywiście. Hmmm... co by tu jeszcze. obserwuj czy po kurczakach wszystko jest ok. Kurczaki mają to do siebie, że odporne z nich zwierzaki, to i na fermach ładują w nie dużo antybiotyków i innych ulepszaczy. Niestety powoduje to alergie. Obserwuj czy pies się nie drapie, czy wszystko jest ok z jego skórą, czy nie ma biegunek, nie wymiotuje. Jeśli zauważysz jakiekolwiek objawy - odstaw kurczaka, bo on w jakichś 80% jest przyczyną. No i oczywiście na sam początek KONIECZNIE żołądki wołowe. Przez co najmniej 1-2 dni podawaj tylko i wyłącznie te żwacze. Później już zacznij wprowadzać normalną dietę, niemniej jednak przez tydzień dodawaj te żwacze nieczyszczone (ŚWIEŻE - nie mylić z wędzonymi), bo żołądek się musi przyzwyczaić. Ja miałam ten sam problem co Ty - w ogóle nie chciały NIC jeść. A jak jedna była w ciąży to czego ja nie próbowałam - Boże drogi, ona nie jadła NICZEGO. Teraz jest od chyba 8 miesięcy na barfie - zjada wszystko!1 point
-
My BARFujemy z 4,5 kg, 7 miesięcznym JRT tak: 1. 0,25 kg podrobów + tran + 0,1 kg papki warzywnej 2. 0,35 kg kości drobiowych 3. 0,35 kg papki warzywnej + łyżka oleju 4. 0,25 kg kości drobiowych + 0,1 kg twarogu 5. 0,2 kg kości cielęcych + 0,15 kg jogurtu 6. 0,25 papki warzywnej + łyżka oleju + 0,1 kg mięsa mielonego 7. 0,25 kg kości drobiowych + 0,1 kg jogurtu 8. 0,35 kg kości drobiowych 9. 0,35 kg podrobów + tran 10. 0,2 kg kości cielęcych + 0,15 kg twarogu 11. 0,2 kg kości drobiowych + 0,15 kg jogurtu 12. 0,25 kg papki warzywnej + jajko + 0,1 kg mięsa mielonego 13. 0,35 kg kości drobiowych 14. 0,25 kg podrobów + tran + 0,1 kg papki warzywnej 15. 0,35 kg kości drobiowych 16. 0,25 kg ryby + 0,1 kg jogurtu 17. 0,25 kg kości drobiowych + 0,1 mięsa mielonego 18. 0,35 kg papki warzywnej + łyżka miodu To jest jadłospis na 18 dni, przy każdym dniu jest dzienna porcja dzielona na trzy posiłki wg uznania. Moja przyjaciółka na tej bazie stworzyła jadłospis dla swojego yorka (2,4 kg), dzieląc wszystkie rzeczy na pół i czasem dając odrobinkę mniej, bo to już roczny psiak. Wszystko bardzo dobrze się sprawdza. Ostatnio tenże york (jak i mój pies też) jadł ogony wieprzowe i też było ok. Tylko ona dodatkowo, do kazdego dnia, gdzie jest tylko mięso z kością daje do niego troszkę jogurtu, bo pies ma tendencje do zatykania się- to już trzeba wyczuć na własnym psie, jak reaguje na dłuższe podawanie mięsno-kostnych rzeczy. Z kości cielęcych dajemy ogony i mostki, z drobiu: kurę (mamy "wiejskie" źródło), indyka, gęś, ja dawałam też przepiórkę, ale pieruńsko droga ;) Drobiowe podawane przez nas rzeczy to szyje, skrzydełka i korpusy (to ostatnie jadł york, bo mój Jax póki co jeszcze nie). Czasem zamiast drobiu dajemy królika, jak jest możliwość. Ryba to zwykle coś morskiego, u nas raz morszczuk, raz mintaj. Co do liczby posiłków, to też zależy, co jest dla psa lepsze. Mój np. jadł 2 razy dziennie, ale zmieniliśmy na 3, bo po dwóch razach wyglądał jak w ciąży i zaraz leciał na dwór, bo kupa ;) Teraz jak je 3 razy, jest ok. Za jakiś czas zmniejszymy porcje, jak dorośnie, wtedy bedzie jadł 2 razy. York jadł raz, ale też teraz je 2 razy, bo lepiej trawi.1 point