Jump to content
Dogomania

Jak reagujecie na chamstwo innych psiarzy? [2]


dog_master
 Share

Recommended Posts

a wyjście z klatki przed tym jak wyjdzie z niej Szaman i powiedzenie babce, żeby odeszła kawałek, bo chcesz wyjść z psem? ja bym kagańca nie ściągała tylko pozwoliła mu działać w kagańcu i mu pomogła, ale mi się nie uśmiecha wizja włóczenia się po sądach ani nie chciałabym mieć żadnego psa na sumieniu.

a ona tak cały "spacer" stoi w jednym miejscu?

Link to comment
Share on other sites

No właśnie od dobrego tygodnia w kółko jest to samo, wychodzi od siebie (mieszka 3bloki dalej), przyłazi nam pod klatkę i tyle psiego spaceru co długość flexi :roll:... Próbowałam jej mówić żeby odeszła gdy mama 4 psy trzymała i czekała, próbowałam wychodzić o innych porach (dziwnym trafem ona też zmienia godziny i sterczy po 30min-1h), swojego psa 'ustawiłam' na tyle by się nie szarpał i przechodził spokojnie.
Mi łażenie po sądach mało przeszkadza, a jeśli do babki w końcu coś dotrze to może i dobrze :mad:. Zwyczajnie rozbiła mnie i doprowadziła do szału tekstem 'no wiem że powinna mieć kaganiec ale sobie każdy zrywa', to takie 'sorry że mój pies ciebie i psa pogryzł, ale tak mi szkoda żeby chodził w kagańcu'. Ja w ten sposób to odbieram i naprawdę nie mogę zrozumieć jak bardzo można spierdzielić psu social, psu który był fajnym labem.

Pomysł z kagańcem ściągniętym nie bierze się znikąd prawdę 'mówiąc'. Miałam problem z malamutem, też babę prosiłam, tłumaczyłam, omijałam. Tamta jak co dzień rzucała piłkę malamutowi na podwórku, często ten pies podłaził do nas pod klatkę i ogólnie do nas bo leciał do suk.... Jak w końcu zaczęłam ściągać psu kaganiec gdy tamten podłaził, tak się w końcu zmyła z malamutem i .... prowadzi go na smyczy!

Link to comment
Share on other sites

No to ja mam pańcie co to nie umie założyć labkowi obroży. Jak jej powiedziałam żeby wzięła psa na smycz bo mam dość nieustających ataków to powiedziala, że nie umie bo pies i tak sobie zdejmie. Też mi wystaje pod klatką a jej spaślak luzem chodzi. Jak mam szetlanda bez smyczy to i tak go nie dorwie bo labek zbyt spasiony i ledwo się toczy więc mój pies ucieknie. Znacznie gorzej jak jest ciemno i mam psa na smyczy i bydle wyskoczy zza drzewa bo wtedy sto kilo żywej wagi ląduje na moim pokiereszowanym kolanie. Ostatnio dostałam szału jak znowu na mnie wyskoczył i kolano po zajściu musiałam znowu wpakować w stabilizator. Na to pańcia, że jej psiuńcio tak się wita. Dla mnie to jest ewidentna agresja ale jak ktoś nie umie psa wziąć na smycz to szuka durnych tłumaczeń.
Połączenie flexi plus kolczatka też moje ulubione. Siedziałam sobie nad bajorkiem, szetland stał na alejce opodal. Za plecami stanęło mi dziewczę z czymś w guście asta właśnie na kolczacie i fleksi. Ast mi skacze do szetlanda, dziewczę próbuje przyciągnąć swojego potwora do siebie ale flexi się rozwija, koleżanka dziewczęcia próbuje odgonić mojego psa dalej a szetland próbuje dojść do mnie okrążając asta po łuku. Niestety nie może bo z jednej strony koleżanka macha ręką i mówi kszsz, a z drugiej atakuje ast na niekończącej się linie. No to nie wytrzymałam i zwróciłam koleżankom uwagę aby ogarnęły psa. Na co one, że mój luzem i podchodzi do ich psa. Nie zauważyły chyba, że pies chciał podejść do mnie a asta raczej próbował uniknąć. Jak już pańci udało się zwinąć fleksi to i tak niewiele to dało bo pies targał nią jak szmacianą lalką. Nie pozostało mi więc nic innego jak oddalić się i zrezygnować z ulubionego miejsca. Sakramentalne "bo pani pies jest luzem", wygłaszane w sytuacji, kiedy ktoś nie umie zapanować nad psem na uwięzi wzbudza chyba tylko śmiech. Całe szczęście, że mój był luzem bo jeśli byłby na smyczy a ma ona metr to niefajnie by się to skończyło.

Link to comment
Share on other sites

Ha! Ja miałam dziwną sytuację, zostawiłam w cieniu Magię i Szamana w 'bagażniku' (samochód ford focus, combi), miały otworzone tylne okna + pełną 3l miskę z wodą. Odeszłam dosłownie na chwilę zapłacić za miejsce postojowe (z 2ma bykami ciężko to zrobić), patrzę a babka się zamachuje z torebką w szybę, Szaman z japą na nią żeby dorwać, Magia wtórowała... Jakież było jej zdziwienie kiedy torebka wpadła do samochodu bo szyby były otwarte :lol:, a i gratis dostałą ode mnie opierdziel :angryy:.

Zadziwia mnie jak niektórzy podchodzą do sprawy, ja rozumiem jeśli psy były by faktycznie zgrzane (no sorry bardziej się zgrzały drąc mordę na nią i kłapiąc zębami), jeśli samochód byłby pozamykany na słońcu. Jednak litości, widziała kiedy wyszłam (akurat ją mijałam wysiadając, a psów nie wzięłam bo byłą z małym psem), widziała gdzie poszłam (serio 20-30m dalej?), a takie pomysły wpadły do głowy.
Kiedy trzeba to ludzie nie reagują, a jak nie trzeba to takie idiotyzmy wyprawiają :crazyeye:

Link to comment
Share on other sites

Chciałabym widzieć jej minę w momencie, gdy torebka znalazła się pod łapami Szamana. :evil_lol: Tak jak mówisz, gdy trzeba to ludzie nie interweniują i mają wszystko w d.pie, a jak nic się nie dzieje, wszystko jest OK., to zaraz znajdują się tacy "bohaterowie".

Link to comment
Share on other sites

też mam wrażenie, że to efekt szeroko zakrojonej akcji pt. "wybij szybę", wszędzie o tym głośno, jak już dotarło do mojej mamy (:diabloti:) to znaczy, że naprawdę [I]wszyscy [/I]wiedzą, że mogą wywalić szybę w aucie, jeśli psie życie jest zagrożone.

coś czuję, że pani chciała koniecznie spełnić jakąś życiową posługę ku chwale ojczyzny, trzeba było jej polecić wolontariat w schronisku ;) a z drugiej strony pocieszające, że ktoś jednak zwraca na to uwagę. ja na przykład nigdy nie widziałam psa zamkniętego w aucie na upale.

Link to comment
Share on other sites

No właśnie to było dość zaskakujące i jednocześnie zabawne gdy torebka znalazła się w aucie, nie było tłuczonego szkła itp. Torebka na tylnym siedzeniu, a tam kratka przez którą psy kłapią zębami :diabloti: (mają cały bagażnik dla siebie, oddzielony od siedzeń bo zwyczajnie Szaman wymiotuje jak jeździ, ale jbc zębami jest w stanie dorwać). W sumie po opierniczeniu jej oddałam tą torbę :lol:.
Akcja teoretycznie słuszna itp, ale jak mam być szczera to nigdy nie widziałam psa który by się gotował w samochodzie. Przyznam że kiedyś widziałam śpiącego w samochodzie rotta, było ciepło, ale luknęłam w szybę i widziałam że wodę ma, a po 'puknięciu' w szybę sam by ją wybił zębami - ewidentnie chciał mi włupać :mad:. Po chwili przyszli właściciele i sobie pogadaliśmy o tym że mają ładnego psa (jak przyszli to się uspokoił i już nie chciał mnie zeżreć). Dlatego uważam że nawet takie akcje powinny być prowadzone z głową, a nie 'widzisz psa wywal szyby, to fajna zabawa'.

Link to comment
Share on other sites

W tym roku niemal do każdej akcji propagującej ostrożność jeśli chodzi o psy zamkniętych w samochodach jest dodane zdanie, że za wybicie szyby w takim przypadku nic nam nie grozi. Teraz tylko czekać na sytuację: pies zamknięty w samochodzie, ale właściciel jest z nim i przychodzi "bohater", który wybija szybę pod pretekstem zagrożenia życia obu biednych istot. :evil_lol:

Link to comment
Share on other sites

Ja swoich bydlaków nie zostawiam nawet przed sklepem samych więc w samochodzie tym bardziej nie mam pomysłu zostawić samych. Jak będę jechać gdzieś dalej w podróż i faktycznie złapie mnie np 'potrzeba' no to sorry będą musiały poczekać 5min z uchylonym oknem na cpn, tak samo gdy trzeba będzie zapłacić za tankowanie. Uchylam specjalnie tylne szyby z dwóch (aczkolwiek wtedy były na maxa otwarte :evil_lol:) żeby psy miały lepsze dotlenienie, tak samo zostawiam wodę bo może zachce im się napić.
Może dlatego uważam że ta propaganda ma swoje złe strony, no bo przecież jak by babka rozwaliła szybę to by się zasłaniała że psy chciały ją zeżreć bo mdlały z wycieńczenia, a to że stoją 2min to nie ważne :roll:

Link to comment
Share on other sites

Są specjalne klatki przewozowe ;) Nie wiem jakie masz auto, ale tak jak pisałam moje mają cały bagażnik dla siebie i się spokojnie mieszczą :loveu: oddzielony kratką, jak zostają same to im się agresor na obcych włącza :P

Link to comment
Share on other sites

Mnie zdarza się psa przed sklepem zostawić.Mam dwa, które mają takie przedsionki-jest tam chłodno,jedne normalnie zamykane drzwi na lato zamykają na klucz i tam ludziska psiaki przywiązują wchodząc rozsuwanymi.Drugi sklep- biedrona też ma takie cuś,przywiązuję psiaka do takich jakby stolików na których można sobie koszyk z zakupami położyć. Po tym jak zaginął mój psiak w zeszłym roku lub został ukradziony, obecnego psiaka mam na oku.Jeśli nie ja, to zaprzyjaźniona pani z warzywniaka zabiera psa do swego sklepiku i pilnuje. W aucie zostawiam jak nie jest ciepło bo widzę,że psina lubi tam przebywać.Jej akurat żadna nadgorliwa obywatelka nie zobaczy bo psina mała i siedzi zazwyczaj na kocyku na podłodze na miejscu pasażera z przodu.Przyznam,że też nigdy psa w aucie samego nie widziałam- niezależnie od pogody.

Link to comment
Share on other sites

[quote name='Maron86']
Akcja teoretycznie słuszna itp, ale jak mam być szczera to nigdy nie widziałam psa który by się gotował w samochodzie. [/QUOTE]

A ja widziałam. Niefajny to był widok:(
Odwiedzałam ojca w szpitalu, po wyjściu na zewnątrz, (razem z ojcem, który mnie odprowadzał) zobaczyłam na parkingu 126p, a w nim jakiegoś małego nieboraka, dyszącego do nieprzytomności. Okna wszystkie szczelnie zamknięte, żar z nieba.
Najpierw bieg do bufetu - było najbliżej - rozpaczliwe szukanie właściciela, potem zgodnie ze wskazówką Pani w bufecie sprint do Izby Przyjęć - tam mieli jakiś system nadawania przez radiowęzeł i udało się. Właściciel po jakichś 5 minutach pojawił się na parkingu, usiłował mnie pouczać, że niby chwilka, że nic się nie dzieje, jednak ojciec opierniczył go od stóp do głów (widać bardzo chory nie był;), tak że facet już nie miał odwagi słowa wydusić, pies wydostał się z auta i ...długo nie chcial do właściciela wrócić...

Nie wiem jak długo facet miał zamiar odwiedzać kogoś w szpitalu, gdyby nie komunikat przez radiowęzeł...?

Link to comment
Share on other sites

Skrajna nieodpowiedzialność :shake: skoro pies sam potrafi zostać w samochodzie to równie dobrze potrafi zostać w domu... Ja psy biorę wyłącznie jak jadę gdzieś z nimi lub 'w ich sprawie' (zoologiczny), ale żeby tak o wziąć bo i tak wyjeżdżam i co za różnica to nie.

Link to comment
Share on other sites

Samochodu nie mam, nie mam problemu, bo gdy jedziemy autem, zwykle robimy to w kilka osób. No i Viki w domu mogę zostawić normalnie, lęku separacyjnego nie ma, ale w innej sytuacji to jest dla niej stresujące. Usiądzie na tyłku, bo pani kazała, ale mocno daje znać, że się denerwuje. Dlatego nawet sklepu z przedsionkiem, gdzie ma mnie w zasięgu wzroku, unikamy.

Psy na parkingu przy centrum handlowym, przy którym mieszkam widuję. I uwiązane, często wyjące za właścicielem, i w samochodach. Dobrym pomysłem jest robienie zdjęć (łącznie z blachami) i interwencja, gdy jest to potrzebne.

Maron wyszłaby na oprawcę zwierząt, ale w tej sytuacji głupota tej baby nie zna granic. Widziała Cię, a braku szyby już dostrzec nie mogła :shake:

Link to comment
Share on other sites

Dzisiaj musieliśmy niestety wziąć Młodego na dość długą podróż, w tym mama z ciocią musiały wstąpić do jednego sklepu. Razem z Młodym czekaliśmy w samochodzie, dwa razy wyszliśmy sobie na trawkę, żeby się rozruszał. Oprócz tego dwie szyby otwarte, stały dostęp do wody. I o dziwo nikt nas nie chciał uratować. :shake: Nie no, żartuję sobie w tym momencie, ale cieszy mnie fakt, że gdy ludzie widzieli psa w aucie - chwilkę dłużej się przyglądali. Nie rzucali torebkami przez okno, ale z dalszej odległości sprawdzali czy okna pootwierane itp. A jak dostrzegli mnie, z 1.5 litrową butelką wody to zajmowali się swoimi sprawami. ;) Także według mnie OK. - ludzie się interesują, ale nie "histeryzują". Natomiast pod centrum handlowym był uwiązany pies, którego niestety nie widziałam dokładnie, ale wył nieziemsko... I z pewnością jego właściciel nie wszedł tylko "na chwilkę", bo psisko wyło z dobre 20 minut.

Link to comment
Share on other sites

ehhh...a ja zaliczyłam akcję w Kauflandzie pt. "czyj to piesek" - stała sobie taka sunia, w typie minpina, tylko gruba jak beczka, taka typowa kundlinka z krecim ryjkiem.

kucnęłam do biedulki, podeszła się przytulać, widać było, że starsza i zaniepokojona, wlazła do środka marketu (tj. przez rozsuwane drzwi, ale jeszcze nie na sklep, stała sobie w przedsionku). w punkcie obsługi mi powiedzieli, że nie nadadzą komunikatu pt. "czyj to pies" [I]bo nie, [/I]więc uczciwie oznajmiłam, że czekam 15min i zabieram psa do domu, bo popiskiwała i się tuliła, strasznie zaniepokojona i nieco zaniedbana pomijając skrajne zapasienie. obróżki ani niczego innego nie miała.

miałam zamiar przyczepić kartkę na tablicy ogłoszeń w markecie, a poza tym powiedziałam babkom w punkcie obsługi, miałam również zamiar zostawić tam telefon, w razie ktoś by suczki szukał, mieszkam minutę obok, więc oddałabym, gdyby ktoś się po nią zjawił.

poczekałam minut prawie dwadzieścia, zjawił się starszy facet z zakupami, sunia kręci dupką, pytam gościa "to pana piesek?"...a facet chyba nie zrozumiał intencji tego pytania i uznał, że przeszkadza mi jej obecność w przedsionku sklepu, więc pogonił suczynkę [I]własnonożnie [/I]:angryy: z jakimś takim "hurr durr gdzieś wlazła hrr wynocha!"...

...no i podreptała biedulka za nim, merdając kikutkiem i spasionym tyłeczkiem :(

a mogłam zabrać :diabloti:

Link to comment
Share on other sites

a gdzie tam, już w głowie układałam, co z nią zrobię i gdzie na czas wprowadzania jej do domu zamknę [I]kamerdynera[/I], który darłby mordę na całe osiedle :eviltong:

pewnie gdyby się nikt po nią nie zgłosił, to by została tymczasem do adopcji,bo taka fajna, pocieszna beczułka kremowego koloru ;)

Link to comment
Share on other sites

[quote name='Dardamell']Maron, ja wiem, że Tobie nie do śmiechu, ale od kiedy to przeczytałam to nie mogę się od śmiechu powstrzymać.
Jak to mawiają "nadgorliwość gorsza od faszyzmu".[/QUOTE]

E tam nie do śmiechu, ja byłam wręcz pełna podziwu jej zapału. Jej wielki szok gdy straciła torebkę był jeszcze bardziej zabawny i ten niesamowity wyraz na twarzy z serii 'i co teraz mam zrobić' - Szaman wiedział co ON chce zrobić, wciskał szczękę między kratami i usilnie próbował dorwać :evil_lol: . Wkurzona byłam przez chwilę i dopiero jak podeszłam ją opierdzielić, a po tym zdarzeniu 'powietrze zeszło' :razz:.

Sunię trzeba było zabrać :diabloti:, tylko wątpię że by się po nią zgłosił...

Link to comment
Share on other sites

Guest
This topic is now closed to further replies.
 Share

×
×
  • Create New...