zmierzchnica Posted March 10, 2014 Posted March 10, 2014 [quote name='4Łapki']Krzaki, w których była nasza baza teraz omijam z daleka, bo ludzie masowo zaczęli wywalać tam jedzenie. Wydaje mi się, że kiedy byłam dzieckiem, ludzie nie wyrzucali tyle żarcia, no może "chleb dla ptaszków" - a potem dziwili się, skąd tyle szczurów. Jak to skąd, skoro są regularnie dokarmiane? :diabloti: A teraz nawet zamrożonego kurczaka można znaleźć pod blokiem... Moja babcia ma zwyczaj wyrzucania okruszków przez okno na podwórko, ale u nas już prawie starszych osób nie ma, za to więcej braci studenckiej wynajmuje mieszkania... Dla mnie to fenomen. Oczywiście nikt się nie przyzna, bo wyrzucanie jedzenia to grzech przecież :diabloti: To Ty nie wiesz, że szczury biorą się z dokarmiania kotów? :evil_lol: U nas w mieście, na jednym z osiedli, przetoczyła się kampania nienawiści wobec karmicielek kotów i samych zwierząt, gminni weci łapali je i ponoć "odwozili do schroniska", tyle że schronisko, z którymi mamy umowę, nie przyjmuje kotów... Także domyślam się, co się z nimi stało. Wielki raban, bo przez karmienie kotów, mieszkańcy szczury mają w piwnicach! Chadzam tamtym osiedlem czasem... Domyślcie się, jak to wygląda: na trawnikach resztki zup, wywalony chleb wokół śmietników, obierki z warzyw, nawet makaron i stary ser, no nie będę się rozdrabniać, bo mi się niedobrze robi, jak oglądam ich trawniki. Ale to wszystko przez te koty! :diabloti: (PS. Fakt, że karmicielki same nieraz zasługują na porządny ochrzan, bo zostawiają pojemniki z karmą, kocie saszetki, dają miseczki z opakowań i potem tego nie sprzątają i robi się syf... Ale nie sądzę, by puste opakowania przyciągały szczury :roll:). Zmierzchnica, nawet nie wiem, jak to skomentować. Przyszła do Ciebie, więc może nie chciała się psa pozbywać w taki sposób. A może właśnie Ciebie potraktowała jak prywatny schron. Liczyła, że będzie Ci żal pieska i dlatego go weźmiesz, nie patrząc na warunki. W końcu dla niektórych posiadacze jednego psa to dziwne istoty, co dopiero czterech... "Jeden więcej chyba różnicy nie zrobi" :angryy: Nie sądzę, żeby miała jakieś ludzkie odruchy wobec tego psa. Pies jest jej faceta i pewnie tylko dlatego nie pozbyła się go w jakiś mniej wyrafinowany sposób. Gdybym zaproponowała, że przyjdę z siekierą i psa się pozbędę, z ochotą by na to przystała :shake: Znam tą dziewczynę od lat, niestety... Sama mówiła, że chce go uśpić, ale moja mama jej powiedziała, że zdrowych psów się nie usypia i że to nielegalne. Zaczęła coś bąkać o zgłoszeniu go jako bezdomnego do gminy, ale jej uświadomiłam, że przecież wszyscy sąsiedzi w blokowisku wiedzą, że to ich pies i ktoś na pewno to zgłosi :roll: Po prostu powinna mu szukać domu, to naprawdę takie trudne, zrobić ogłoszenia w internecie i powiesić na mieście? Ona chciała, żeby tego psa wziąć, żeby zniknął i koniec. Ok, to nie był jej pies, ale to niech jej facet się zajmie szukaniem mu nowego domu. Zastanawiam się, czy on w ogóle wie, że ona chce się go pozbyć. Jak jeszcze powiedziała takim "nastoletnio-buntowniczym" tonem: "przecież dziecka nie oddam, nie?!" to mi się ciśnienie podniosło :roll: 10-letni, srający i sikający w domy pies... No cudo. Quote
4Łapki Posted March 10, 2014 Posted March 10, 2014 No co, kompostownik sobie zrobili, coby trawa lepiej rosła i zieleńsza była :evil_lol: U nas w miejscu spacerowym wszystko można znaleźć. Nawet wrak samochodu ostatnio był, sukcesywnie rozbierany przez złomiarzy. A ja się później dziwię, że mój pies próbuje czy szkło i porcelana są jadalne. Nie znam żadnego psa, który miałby fiksację na punkcie szkła. Oprócz mojego oczywiście :roll: Dzika zwierzyna przychodząca do miasta też już po śmietnikach nie musi grzebać. Ludzie się dziwili, czemu dziki cały czas wracają w miejsce tuż przy ruchliwej ulicy. Po jedzonko wyrzucane praktycznie pod nos :lol: Ludzie niestety problem załatwili po swojemu - ogrodzili teren i odstrzelili, zamiast pomyśleć, że może warto by się w końcu nauczyć porządku i nie zostawiać wabiących rarytasów tam, gdzie nie chcą bliskiego spotkania ze zwierzyną. Quote
Maron86 Posted March 10, 2014 Posted March 10, 2014 U nas większość karmicieli kotów to istni popaprańcy, pomimo że kiedyś byłam 'kociarą' to dzięki nim jestem ostro na NIE. Karmią koty cudze, domowe, jak podejdzie jakiś brudny bezpański to dostaje reklamówką przez łeb... Stawiają żarcie wszędzie, wywalają na chodnik, pod klatka - żeby nie wdepnąć, czy żeby pies się nie dorwał trzeba mieć oczy naokoło D... Wywalają surowe coś co wygląda jak wymiociny, muchy się zlatują bo koty tego nie żrą. Rybie głowy i skóry walają się po trawnikach :shake:. Jak podejdzie głodny pies i wleci w krzaki gdzie 'dokarmiaczka' stawia żarcie, to potrafi zlecieć ze swojego 4-rtego piętra i pogonić psa! Nie wiem czy ona w oknie wklejona obserwuje czy ktoś jej misek nie kradnie (pojemniki po maśle itp) czy co... Fakt kobiecina nigdy się pracą nie skalała więc może faktycznie ma za dużo czasu. Właśnie dlatego co by złego nie powiedzieć o kotach to ja jak młody pelikan łyknę to, podejrzewam że reszta ludzi ma podobnie. [quote name='filodendron']Sorry za offa, ale wychodzi Ci pełnoziarniste żytnie? Bo mi robi się taki bardziej pumpernikiel niż zwykły chleb, bez powietrza w środku. Z pszennej wychodzi do strzału a z żytniej razowej to tak średnio. Tzn. w smaku bardzo dobry, tylko chciałabym bardziej puszysty. Na razie robiliśmy tylko drożdżowe, z naturalnego zakwasu jeszcze nie próbowałam, ale chciałabym zmierzać w tym kierunku ;) robię mieszany, bo faktycznie z samej żytniej to troszku 'klocek' mi wychodzi. Jednak tak 2/3 żyniej + 1/3 pszennej i jest mniam :razz:. Robię tylko na drożdżach naturalnych (żadne proszkowane), nie wiem jak wyjdzie przy zakwasie. Quote
filodendron Posted March 10, 2014 Posted March 10, 2014 Maron, dzięki, spróbujemy mieszać. Debiutujemy z wypiekaczem, wcześniej robiliśmy w piekarniku ale to zagniatanie... ;) Drożdże też tylko naturalne, ale ja się kiedyś przymierzę do tego zakwasu Quote
Małgonia Posted March 10, 2014 Posted March 10, 2014 U mnie sąsiadka dokarmia koty. W domu obok mają chyba z 4-5 kotów, ładne zadbane i karmione, ale nie- babcia sąsiadka musi dowalić im swoje żarcie. I tak oto koty wiedza, gdzie babcia-mięsko mieszka a że my mieszkamy na niskim parterze, koty sie kręcą i często wygrzewają nam sie na parapetach. Pies szału dostaje. Ost chcialam jednego kociaka zwalic z parapetu to reke wystawiłam, pcham a ten w zaparte z mina " o co Ci chodzi kobieto? pierwszy tu bylem!" :D Ubaw z niego po pachy mialam, dopóki moj pies nie wszedł do kuchni :D Quote
zmierzchnica Posted March 10, 2014 Posted March 10, 2014 Maron86 napisał(a):U nas większość karmicieli kotów to istni popaprańcy, pomimo że kiedyś byłam 'kociarą' to dzięki nim jestem ostro na NIE. Karmią koty cudze, domowe, jak podejdzie jakiś brudny bezpański to dostaje reklamówką przez łeb... Stawiają żarcie wszędzie, wywalają na chodnik, pod klatka - żeby nie wdepnąć, czy żeby pies się nie dorwał trzeba mieć oczy naokoło D... Wywalają surowe coś co wygląda jak wymiociny, muchy się zlatują bo koty tego nie żrą. Rybie głowy i skóry walają się po trawnikach :shake:. Jak podejdzie głodny pies i wleci w krzaki gdzie 'dokarmiaczka' stawia żarcie, to potrafi zlecieć ze swojego 4-rtego piętra i pogonić psa! Nie wiem czy ona w oknie wklejona obserwuje czy ktoś jej misek nie kradnie (pojemniki po maśle itp) czy co... Fakt kobiecina nigdy się pracą nie skalała więc może faktycznie ma za dużo czasu. Właśnie dlatego co by złego nie powiedzieć o kotach to ja jak młody pelikan łyknę to, podejrzewam że reszta ludzi ma podobnie. Wow, to takich ekstremalnych sytuacji to u nas nie ma ;) Raczej karmicielki się nie obnoszą z karmieniem kotów, bo nie są lubiane, po naszych interwencjach zaczęły sprzątać po sobie. Fakt, że część z nich to osoby z... hm, zwichrowaną psychiką ;) Ale nie wszystkie i raczej nie spotkałam się z zachowaniami agresywnymi czy wykluczającymi "obce koty" albo psy. Na moje szczęście ;) Quote
Golson Posted March 10, 2014 Posted March 10, 2014 Maron86 napisał(a):Mam maszynę do chleba która to robi za mnie :cool3: Ale kupujesz mąkę, drożdże i reszte produktów czy jakieś gotowce? Quote
Pani Profesor Posted March 10, 2014 Posted March 10, 2014 a w moim rodzinnym mieście problem karmicieli został bardzo szybko 'rozwiązany' - koleżanka jeszcze z czasów podstawówki ma w domu zawsze milion kotów (odkąd pamiętam, przynajmniej 3-4 jednocześnie), niektóre są wychodzące, niektóre całkiem domowe - wraz z matką dokarmiały wszelkie okoliczne stwory, choć tego nie popieram w takiej formie, w jakiej to robiły - zamiast złapać kotki, które bez problemu dawały po czasie do siebie podejść, wysterylizować je albo znaleźć im domy, to po prostu wywalały jedzenie, głaskały te koty i 'zapewniały towarzystwo' + ewentualnie karton na zimę czy wpuszczenie do piwnicy, ale non stop płodziły się maluchy. część z nich ginęła gdzieś pod kołami, część ktoś sobie brał z ulicy, a część łaziła, rosła i dalej się rozmnażała... dzięki tym zabiegom na osiedlu kotów jest MILION (przynajmniej był, nie bywam tam od 5 lat więc nie dam głowy), na co sąsiedzi oczywiście ostro reagują (koty faktycznie zasikiwały piwnice w blokach, zdaję sobie sprawę, że mogło się to nie podobać). pewnego razu sąsiad tej znajomej z parteru (typowy DZIAD, choć robię co mogę, żeby uniknąć tego określenia - ale to po prostu dziad z krwi i kości, nie ze względu na wiek,bo nie jest mocno stary, a raczej na całokształt bytu - wredny pieniacz, roszczeniowy prymityw i bazarowy złodziej) oznajmił wszem i wobec "radzie staruszków na ławkach", że oto rozwiązał odwieczny problem i "pozbył się" kotów. znajoma z mamą chodziły, pytały - "nic ja nie powiem, nie ma kotów, spokój" :roll: odkrycia dokonały w momencie, kiedy odnalazła się uprzednio zgubiona jedna z "ichnich własnych" kotów (wychodząca), przyczołgała się pod blok, krew leciała jej z każdego otworu, natychmiast do weta - nie do odratowania, połamana miednica, żebra, kot w agonii - do uśpienia. co się okazało? znajoma przycisnęła wszystkie sąsiadki i oto okazało się, że nagle jedna się znalazła, co to widziała jak "....iński kopał tego kota, kot miauczał i wył, no ale co ja zrobię" :loveu: tak tak, to właśnie ten oto sąsiad - geniusz rozwiązał problem :loveu:można się więc domyślić, co się stało z resztą kotów... na policję zgłosiły, ale co z tego - świadków niet (sąsiadka też niezła sztuka, nie wmieszałaby się za żadne skarby), dowodów niet - sprawy niet. koty pojawiły się oczywiście znowu po kilku latach, sąsiad dalej kradnie warzywa ze straganów i ogólnie hulaj dusza hulajnoga... morał taki, że dokarmiając koty w złym otoczeniu można im zaszkodzić :roll:... Quote
Maron86 Posted March 10, 2014 Posted March 10, 2014 U nas ludzie się zazwyczaj nie wtrącają w nieswoje sprawy, nawet jeśli są wściekli na dane sytuacje to zachowują tolerancje. Z jednej strony fajnie, z drugiej powstaje z tego powodu masa patologii. Osobiście kiedyś z kolegą 2-3 kociaki w każde wakacje wydawaliśmy do domów do 'adopcji' bez papierów bo byliśmy tylko dzieciakami itp, jednak do ludzi których znaliśmy. Byliśmy przez tą babę ostro tępieni i gonieni, bo koty to pchły, choroby, smród itp. Teraz powiedz coś złego na kota to ci oczy wydrapie i męża pijaka wyśle, mieliśmy naprawdę masę nieprzyjemności z nimi związanych. Wpierw bo pomagaliśmy kotą, później bo wyganialiśmy z klatki te które ona wciągała :shake:. Jednak sorry wolę kota wygonić niż pozwolić by moja suka go rozszarpała, a że to koty domowe to mega bezczelne potrafią wyskoczyć i na psa i na człowieka który zrobi 'psik' i tupnie nogą :angryy:. Najlepsze jest to że ludzie zakładają: kot biega po podwórku, znaczy że wolno żyjący. Nie ma znaczenia że znasz właściciela kota który ma podejście 'a niech sra na dworze', że kot ma obroże itp :roll:... W obawie o swoich rodziców (sąsiedzi grozili im, wyzywali, w pewnym momencie strach było wyjść na klatkę) wybrałam mastifa tybetańskiego, teraz to sąsiedzi boją się wyjść na klatkę bo Szaman ich od pierwszego dnia pobytu u nas nienawidzi (na smród alko dostawał furii, już jest 'odczulony' bo znajomy marynarz gdy wraca lubi wypić a że ma sukę labkę :diabloti:). Nagle skończyło się wciąganie kotów na klatkę (pomimo że Szaman je uwielbia i traktuje jak małe pieski), skończyły się wyzwiska i groźby. Teraz jak mamy jakiegoś tymczasa to jest tylko pod nosem 'kolejny kundel' i idą dalej, a najlepsze że TYLKO im przeszkadzają nasze tymczasy, inni pytają po znajomych czy ktoś psa nie szuka :eviltong: Kupuje mąkę, droższe i margarynę. Gotowce mijały by się dla mnie z celem, takiego 'gotowca' to na półce w sklepie już upieczonego można kupić :eviltong: Quote
filodendron Posted March 10, 2014 Posted March 10, 2014 [quote name='Maron86']Kupuje mąkę, droższe i margarynę. Gotowce mijały by się dla mnie z celem, takiego 'gotowca' to na półce w sklepie już upieczonego można kupić :eviltong: A to jest następny etap: ;) ;) http://www.mlynkidozboza.pl/pl?gclid=COeri7L0h70CFWXnwgodzzUANw Quote
Maron86 Posted March 10, 2014 Posted March 10, 2014 [quote name='filodendron']A to jest następny etap: ;) ;) http://www.mlynkidozboza.pl/pl?gclid=COeri7L0h70CFWXnwgodzzUANw Nieee :eviltong:... chyba Jednak coś na 'obróbkę' psiego futra czemu nie, tygodniowo mam worek czarnej psiej 'wełny' :evil_lol: Quote
ulvhedinn Posted March 10, 2014 Posted March 10, 2014 (edited) Ja kotów akurat właściwie nie dokarmiam (akurat tam, gdzie się zajmuję są fajni karmiciele), natomiast sterylizuję co się da ;)- taka wygodna współpraca. I przy ogarnięciu tego jest naprawdę rewelacyjnie, koty szczęśliwe, spokojne, spasione, nudzą się bo amorów nie ma, więc łapią gryzonie jak szatany- i tak to powinno wyglądać ;) Natomiast słowo daję, jeśli ktoś zrobiłby krzywdę tym kotkom, a ja się dowiem kto, to nijakich zeznań, ani policji nie będzie trzeba :mad::diabloti: Edited March 11, 2014 by ulvhedinn Quote
gojka Posted March 11, 2014 Posted March 11, 2014 Dorwij w takim razie pewnego studenta stomatologii z Zabrza chyba. Chłopak z fundacji zajmujących się adopcją kotów brał zwierzaki a potem w swoim domu bestialsko je mordował... Co trzeba mieć w głowie i kto zrobił błąd w wychowaniu takiego potwora? Quote
ulvhedinn Posted March 11, 2014 Posted March 11, 2014 Trochę ciężko się działa poza swoim miastem ;) .....ale jak zawsze byłam raczej zwolennikiem działań w obrębie prawa, tak od jakiegoś czasu coraz częściej wydaje mi się, że przydałaby się taka eee.... bojówka prozwierzęca- kilka spraw załatwionych "odręcznie" i reszta potencjalnych oprawców zastanowiłaby się sto razy przed zrobieniem zwierzakowi krzywdy. Bo kary a często także uzasadnienia wyroków jakie są zasądzane są nawet nie śmieszne, tylko żenujące...... i parszywcy czują się coraz bardziej bezkarni. Quote
Józef 37 Posted March 11, 2014 Posted March 11, 2014 Ja jednemu takiemu zagroziłem ,że jeżeli jeszcze raz uderzy pieska to mu przypier.... i co debil zgłosił na policję ,że chcę go pobić. I ruszyła cała policyjna machina ,przesłuchania ,wywiad środowiskowy ,prawie dostałem zakaz stadionowy (nam 47 lat i jestem zagorzałym kibicem Lecha ) ale nie żałuje tego ,znalazłem świadków i udało się .A co najważniejsze psinka nie jest już bita ,ten facet bił pieska bo rozwodził się ze swoją żona a piękny owczarek chyba jej . Quote
Martens Posted March 12, 2014 Posted March 12, 2014 Dziękuję bardzo za bojówkę prozwierzęcą; już mnie parę razy jakieś baby niemal zlinczowały za skorygowanie psa łańcuszkiem jak chciał zeżreć innego psa :roll: bo to przecież normalne, że piesek sobie ujada i chce zeżreć innego, niech sobie szczeka... Co akurat widać zazwyczaj po psach takich komentujących... Paradoksalnie te same baby, gdyby Cyc jednak nadwerężył ich Pimpusia, zlinczowałyby mnie dla odmiany, że mój pies jest agresywny i nad nim nie panuję :) Obstawiam, że jak przy większości prób ogarnięcia spraw zwierzęcych w Polsce, owa "bojówka" zajęłaby się ludźmi, którzy dali psu klapsa albo pracują z nim na kolcach, a prawdziwa patologia znęcająca się nad zwierzętami pozostałaby nietknięta, bo i wielka "bojówka" bałaby się ich ruszyć. A tak częściowo w temacie... W niedzielne popołudnie wyszłam ze znajomymi w plener i spotkałam dwóch 14-15 latków z amstaffem na smyczy... Siedzieli sobie na murku, bawili się telefonami, potem jeszcze przyszły do nich dwie koleżanki, i już na całego zajęli się cykaniem słit fotek na fejsika. Pies upalowany do "pana" na krótkiej smyczy, od razu widać że podekscytowany, niewybiegany, co chwila zbierał opieprz i korektę typu "ku*wa siad" albo "ku*wa spokój" :roll: generalnie gnojki mieli oczekiwania, żeby pies siedział na tyłku jak zabawka i szpanował wyglądem :roll: Nie uderzyli go ani nic, nawet kolców nie miał, ale żal mi było zwierzaka; widać było, że interesuje go wszystko dookoła, że by się pobawił, pobiegał, cokolwiek, żeby poświęcono mu minimum uwagi, ale jak widać został sprowadzony do roli kolejnego gadżetu w rękach szczyla z gimnazjum :roll: Cieszę się tylko, że byłam bez swoich psów, bo chłopak nie wyglądał, jakby miał tego nabuzowanego samca utrzymać, gdyby serio wyrwał do innego psa :roll: Takie sytuacje są cholernie smutne, bo tak naprawdę nie ma tu podstaw do interwencji - pies dobrze odżywiony, na oko zadbany, nikt go nie bił, tyle że został szpanerską zabawką dla małolata, dla którego potrzeby ruchowe psa to czarna magia i kpina. Zastanawiałam się, po co w ogóle brał tego psa ze sobą, skoro potem kazał mu tylko siedzieć jak kukła i co chwila tylko wnerwiał się, że pies mu przeszkadza. Ja swoje psy zabrałam wcześniej na spacer po lesie, potem na działkę, żeby się jeszcze pobawiłu, i po południu zostawiłam je śpiące w domu, żeby spokojnie pogadać ze znajomymi - no ale ja chyba jestem za stara na szpanowanie psem przed towarzystwem na mieście :evil_lol: W sumie podziwiam zacięcie dzieciaka, bo namotał się z psem jak cholera - tyle wycierpieć dla wizerunku :evil_lol: Quote
LadyS Posted March 12, 2014 Posted March 12, 2014 My przeprowadziliśmy się jakiś czas temu do mniejszego miasta, co ma o tyle znaczenie, że o sprzątaniu kup nikt tutaj nie wie nic (jedyne dwa kosze są przy... Urzędzie Miasta ;) ), ostatnio widziałam nawet przypadki, że psy załatwiały się przy siedzibie policji i straży miejskiej, panowie w mundurach na zewnątrz, obok pani sra jamnikiem, no ale nikt jej uwagi nie zwrócił ;) Ma to też takie znaczenie, że - choć przy weekendach staramy się chodzić na bardzo długie spacery w lasy, pola - to jednak na tygodniu z rańca idziemy poćwiczyć na polu powiedzmy, że "w mieście" ;) Wywołuje to różne sytuacje, typu stojący ludzie przyglądający się, co robimy, albo starsze panie wiszące w oknie, żeby nas opierdzielić, że pies sra, i ze smutkiem opuszczające owe okno, jak jednak sprzątam po psie :diabloti: Dziś jedna taka pani, gdy wracaliśmy ze spaceru, właśnie o to mnie opieprzyła. Owszem, pies z zaskoczenia stwierdził, że on kupę musi jeszcze raz tu-teraz-natychmiast, ale nie było to pod jej oknem, na jej ogródku - pewnie jakieś 10 metrów od bloku, przy chodniku oddzielonym metrową, wyschniętą ziemią oraz od dawna nieżywym żywopłotem :lol: Pani natomiast wychyliła się z okna podczas tej mało królewskiej, psiej czynności i zaczęła krzyczeć, że się ludziom pod oknami psem nie sra. Wiec pokazałam jej woreczek, posprzątałam, pani straciła trochę animuszu, po czym krzyczała, że... psy sikają i wszystkie rośliny przez to przy chodniku umierają... Pominę, że mój pies NIE sikał. Pominę, że po nim posprzątałam, a tym samym chodnikiem chodzą tłumy ludzi z psami i psy bezdomne (albo samowyprowadzające), po których nikt nie sprząta. I dodatkowo, że na tej ziemi to od 5 lat, jak tu bywam, nigdy nic nie rosło... W końcu pani jest łatwiej nakrzyczeć na młodą dziewczynę, niż na starszego pana albo dresa... Quote
4Łapki Posted March 12, 2014 Posted March 12, 2014 Czasem czuję na sobie takie spojrzenia, że zastanawiam się nad zbieraniem sików. Chyba będę kucać nad psem i łapać je do woreczka. Ale myślę, że wtedy spojrzenia będą jeszcze gorsze :diabloti: Quote
gops Posted March 12, 2014 Posted March 12, 2014 Przypomniało mi to sytuacje sprzed jakis 2 tygodni , szłam na miasto załatwić kilka rzeczy , wzięłam psa bo była taka możliwość . Środek centrum miasta pies robi swoja potrzebe na pięknym trawniczku obok którego przelewa sie tłum ludzi non stop . Jeden mężczyzna stanął tak z 10m od nas i patrzy .. jak mój pies się załatwia . Pies skończył , rzecz jasna wyjęłam woreczek i sprzątnęłam , mężczyzna obserwował te czynności chyba nawet nie mrugnął :) Stał na drodze więc go ominęłam i poszlismy dalej , dopiero wtedy ruszył w swoją strone . Nie odezwał się słowem , tylko tak stał i się gapił . Takiej akcji to wcześniej nie miałam :p Quote
4Łapki Posted March 12, 2014 Posted March 12, 2014 Gops, mi się często przyglądają. To nie jest miłe uczucie, gdy ktoś patrzy na ręce, gdy się zbiera kupsko :roll: Szłam kiedyś ścieżką okalającą pobliską górkę, Viki zrobiła drugą opcję, więc wyciągam ze spacerowej torebki woreczki i sprzątam. Podnoszę się, a tam dwóch facetów mi się przygląda z góry. Ruszyli dalej dopiero, gdy zawiązałam woreczek... Innym razem facet prawie stał mi nad głową i się patrzył. Ale może to przez to, że specyficznie wyglądam. A jak idziemy na spacer razem z TZ, to już w ogóle. Jakbyśmy czarną mszę odprawiali, a nie spacerowali z psem :evil_lol: Quote
zmierzchnica Posted March 12, 2014 Posted March 12, 2014 LadyS - małe miasteczka, to jest to :loveu: Ile to razy już usłyszałam, że "to nie perfuma", kiedy pies sikał na trawnik (pełen petów, opakowań, styropianu i innych obrzydliwości)... Albo wrzask, że ten pies tu sra, kiedy suka sikała. Idę z czwórką psów, Frotek sik na drzewko, Chibi kuca i sika, koleś wyskakuje i wrzeszczy. Mówię, że nie załatwiały się, tylko sikały. Koleś wskazuje na Frotka "ten to sikał, ale ten rudy srał!!!" - dodam, że to właściciel suki (ogrodowej) :cool3: No i wyżywanie się na dzieciach i dziewczynach - normalne. Sąsiad-dres ma asta (pisałam zresztą, agresywny i walnięty), pies sra radośnie na chodniku - wszyscy udają, że nie widzą :loveu: Ja idę z psami - każda mordka sąsiada w oknie, żeby skontrolować i w razie czego pukać w szybę (odpowiadam radosnym machaniem :p). I chyba jeszcze się nie zdarzyło, żebym nie zebrała małej publiczności, gdy ćwiczę z psami w miejscach uczęszczanych przez mieszkańców :diabloti: A że w 90% ćwiczę z więcej niż jednym psem, to w ogóle zbieram uwagę okolicy ;) Specyfika małego miasta... Chociaż przyznam, że jak byłam w Warszawie z Herą to też non stop ktoś coś do mnie gadał, komentował, miałam ochotę zapytać: "a co, w Warszawie nie macie psów?" :roll: gops - a dla mnie to niestety norma, to gapienie się... Przez to, że mam więcej psów, to tak 4 na 5 przechodniów ogląda się za mną, gapi się na mnie, staje jak wryta i się gapi, nie mówiąc o dzieciach, ryczących: psy!!! psy!!! (i mamuśkach odpowiadających: okropne, prawda? :diabloti:). Przyzwyczaiłam się do tego, ale cóż, przyznam, że nie jestem najbardziej śmiałą osobą na świecie i tego nie lubię. A jak zbieram po psach to już w ogóle, ludzie się ukradkowo gapią. Ja mam na to prostą metodę: ostentacyjnie nie nawiązuję kontaktu wzrokowego z takimi ludźmi. Omijam ich wzrokiem, jakby ich nie było. Jeśli tylko spojrzę im w oczy, usłyszę komentarz, a mi się już nie chce gadać na temat "po co mi tyle kundli" :p 4Łapki - mogłaś zapytać tych gapiących się: "co, chce pan powąchać?" :evil_lol: Quote
4Łapki Posted March 12, 2014 Posted March 12, 2014 Następnym razem zapytam, jak się natrętnie będzie ktoś patrzył. Wróciłam właśnie ze spaceru z psem. Ledwo wyszłam z klatki, na przedszkolnym podwórku dzieci przyssane do krat, jak zwykle. I komentarz jednej z dziewczynek "uważajcie, bo ugryzie!". Miałam ochotę odpowiedzieć, że ona nie, ale ja i owszem, mogę. Poszłam z tym moim gryzoniem dalej. Dla mnie dziwne jest, że ludzie tak się obawiają psów, a innych ludzi na ulicy nie, no chyba że późnym wieczorem. Spotkałam też panią z wózkiem i psem, która na dodatek trajkotała przez telefon. Nie wiem, jak ona to ogarniała, ale raczej nie bardzo, bo pieski zdążyły się trochę pobawić, zanim zorientowała się, gdzie jest jej pies. Na początku myślałam, że jest bezpański albo się zgubił... Quote
omry Posted March 12, 2014 Posted March 12, 2014 LadyS napisał(a):Dziś jedna taka pani, gdy wracaliśmy ze spaceru, właśnie o to mnie opieprzyła. Owszem, pies z zaskoczenia stwierdził, że on kupę musi jeszcze raz tu-teraz-natychmiast, ale nie było to pod jej oknem, na jej ogródku - pewnie jakieś 10 metrów od bloku, przy chodniku oddzielonym metrową, wyschniętą ziemią oraz od dawna nieżywym żywopłotem :lol: Pani natomiast wychyliła się z okna podczas tej mało królewskiej, psiej czynności i zaczęła krzyczeć, że się ludziom pod oknami psem nie sra. Wiec pokazałam jej woreczek, posprzątałam, pani straciła trochę animuszu, po czym krzyczała, że... psy sikają i wszystkie rośliny przez to przy chodniku umierają... Pominę, że mój pies NIE sikał. Pominę, że po nim posprzątałam, a tym samym chodnikiem chodzą tłumy ludzi z psami i psy bezdomne (albo samowyprowadzające), po których nikt nie sprząta. I dodatkowo, że na tej ziemi to od 5 lat, jak tu bywam, nigdy nic nie rosło... W końcu pani jest łatwiej nakrzyczeć na młodą dziewczynę, niż na starszego pana albo dresa... Hahaha miałam dzisiaj to samo :lol: Identyko. Jechałam do miasta obok pozałatwiać sprawy, psy brałam ze sobą, ale chciałam je odsikać i odkupczyć przed podróżą. Nagle Iwan się zgiął i słyszę, że się do mnie drze z okna jakieś babsko, coś mniej więcej: Co jest kuuuurrr....a, co to za sranie mi tu pod oknem jest?!' :evil_lol: Już mi się zdarzało, że ktoś pytał, czy sprzątnę, ale nigdy nikt tak chamsko, od razu mi ciśnienie podniosła. Ja się wydarłam jeszcze głośniej, że ma się stara torba zamknąć i na mnie ryja nie drzeć, a jak ma mi coś do powiedzenia to niech zejdzie na dół, ale niech się przygotuje na zbieranie zębów. Oczywiście nie uderzyłabym staruszki, nawet takiej delikatnie mówiąc durnej, ale podziałało, bo się zapowietrzyła i schowała do domu. Na tym osiedlu jest trochę patologi, więc się pewnie przestraszyła, że naprawdę jej coś zrobię. Żebym to ja jej musiała kultury, choć na swój sposób, uczyć? :diabloti: Poza tym incydentem jest tu naprawdę spoko, wszystkie moje trzy stwory biegają tu luzem o każdej porze dnia i nocy i nikt nie ma z tym problemu :lol: Ludzie są spoko, psy są spoko, nawet dzieci są spoko. Quote
FLY Posted March 12, 2014 Posted March 12, 2014 [quote name='omry']Hahaha miałam dzisiaj to samo :lol: Identyko. Jechałam do miasta obok pozałatwiać sprawy, psy brałam ze sobą, ale chciałam je odsikać i odkupczyć przed podróżą. Nagle Iwan się zgiął i słyszę, że się do mnie drze z okna jakieś babsko, coś mniej więcej: Co jest kuuuurrr....a, co to za sranie mi tu pod oknem jest?!' :evil_lol: Już mi się zdarzało, że ktoś pytał, czy sprzątnę, ale nigdy nikt tak chamsko, od razu mi ciśnienie podniosła. Ja się wydarłam jeszcze głośniej, że ma się stara torba zamknąć i na mnie ryja nie drzeć, a jak ma mi coś do powiedzenia to niech zejdzie na dół, ale niech się przygotuje na zbieranie zębów. Oczywiście nie uderzyłabym staruszki, nawet takiej delikatnie mówiąc durnej, ale podziałało, bo się zapowietrzyła i schowała do domu. Na tym osiedlu jest trochę patologi, więc się pewnie przestraszyła, że naprawdę jej coś zrobię. Żebym to ja jej musiała kultury, choć na swój sposób, uczyć? :diabloti: Poza tym incydentem jest tu naprawdę spoko, wszystkie moje trzy stwory biegają tu luzem o każdej porze dnia i nocy i nikt nie ma z tym problemu :lol: Ludzie są spoko, psy są spoko, nawet dzieci są spoko. świetnie się sama podsumowałaś:evil_lol: Quote
omry Posted March 12, 2014 Posted March 12, 2014 FLY napisał(a):świetnie się sama podsumowałaś:evil_lol: :cool3::cool3::cool3: Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.