Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

gojka napisał(a):
Hmmm... odnoszę niejasne wrażenie,że żyjemy w zgoła innych krajach.Nigdy na nikogo nie "huczałam",nie straszyłam a zyję .Ostatnio zbluzgał mnie jakiś pijany sąsiad.Mieszkam na 10 piętrze i czekam na windę ale słyszę,że kolesie sobie gadają i trzymają drzwi gdzieś na piętrze.Lekko potrząsnęłam moimi i usłyszałam jakieś bluzgi.Wzięłam psa pod pachę i zeszłam.Widzę,że jakiś pijaczek trzyma drzwi więc mówię,że ja na windę czekam i może sobie później pogadać.Pan sypnął wiązanką a jak zadzwoniłam na policję.Jak wracałam ze spaceru policja stała z pijanym sąsiadem na dole.Błyskawicznie zajęli się sprawą. Pan po dwóch tygodniach widząc mnie gdzieś pod blokiem przeprosił i nawet w rękę chciał całować:).Agresja nie jest wskazana ani przy zajmowaniu się zwierzętami ani przy kontaktach z ludźmi. Jakoś nie wyobrażam sobie bym mogła rzucać rynsztokowe teksty gdy obok idzie moja dziewięcioletnia córka. Ona była raz świadkiem sytuacji jak pijany typ bluzgał na każdego kto akurat obok niego przechodził na osiedlu.I mnie i jej się dostało.To robił pijany gość- wyobrażam sobie szok córki gdyby jej- TRZEŹWA mama tak samo się zachowała....Dla mnie to po prostu obciach dać się sprowokować do pyskówki z ograniczonym albo pijanym typem.Bo na jego usprawiedliwienie można powiedzieć,że jest pijany albo głupszy. Ale co powiedzieć na własne? Że debil nas sprowokował?


A ja uważam, że wiele osób ma ogromną łatwość w ocenianiu innych. Ja sama staram się nie wdawać w pyskówki i ich nie wywoływać, ale mimo wszystko cielęciem nie jestem i jeśli trzeba - odpowiem też komuś niemiło, choć obecnie staram się nie po chamsku. Ale jeśli ktoś na chamstwo odpowiada chamstwem, ale do ludzi uprzejmych jest okej - nie mam zastrzeżeń. Wystarczy nie być chamem, aby nie wywoływać chamskich reakcji ;)

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

[quote name='LadyS']A ja uważam, że wiele osób ma ogromną łatwość w ocenianiu innych. Ja sama staram się nie wdawać w pyskówki i ich nie wywoływać, ale mimo wszystko cielęciem nie jestem i jeśli trzeba - odpowiem też komuś niemiło, choć obecnie staram się nie po chamsku. Ale jeśli ktoś na chamstwo odpowiada chamstwem, ale do ludzi uprzejmych jest okej - nie mam zastrzeżeń. Wystarczy nie być chamem, aby nie wywoływać chamskich reakcji ;)
I tu Cię przeproszę, ale guzik prawda. Bo nie zawsze to działa. Miałam sąsiadkę, która mieszkała w mieszkaniu na przeciwko mojego. Była taką chamską, zgorzkniałą osobą, że na sam jej widok niedobrze mi się robiło. Mieszkałam tam około roku, przez większość czasu byłam uprzejma-zdystansowana. "Dzień dobry, proszę, miłego dnia" ale omijałam ją kiedy mogłam. Bo w końcu sąsiadka, z sąsiadami lepiej żyć w zgodzie bla bla bla. Wszystko fajnie, gdyby któregoś razu tak nie przegięła, że nie wytrzymałam i nie bluzgając ochrzaniłam ją. Po tej sytuacji zadzwoniłam do mojego TŻta, który od razu do niej poszedł i jej nawtykał tak, że go przepraszała. Przez resztę naszego mieszkania tam babsko nie powiedziało mi ani dzień dobry ani nic mimo, że ja nadal mówiłam.
Dlatego czasami zasada nie bądź chamem to inni też nie będą nie działa.

Posted

e tam, nie ma jednego doskonałego środka. Niektórych wystarczy zignorować, innym zwrócić kulturalnie uwagę, innego opierniczyć, jeszcze innego zbluzgać, a są i tacy do których tylko wkurzony pies z pijaną na mordzie i zębami na wierzchu przemówi do rozsądku :evil_lol:... świat niestety nie jest idealny, karma wcale nie działa tak jak powinna i owszem to co złe to wróci, ale to co dobre zostaje zignorowane :lol:.
Już dawno doszłam do wniosku że najlepiej robić swoje, kretynów ignorować, uprzejmych traktować z szacunkiem, awanturników traktować zależnie od sytuacji. Wydaje mi się że jeśli komuś przeszkadza że pies się załatwił, a właściciel po nim sprzątnął to mu już wszystko będzie przeszkadzać.

Posted

WiedźmOla napisał(a):

Dlatego czasami zasada nie bądź chamem to inni też nie będą nie działa.

gdyby ta sąsiadka chamką nie była to i Ty byś jej nie ochrzaniła ani Twój facet;) to o to chodzi, a nie o to, ze mamy być milutcy to nic złego nas w życiu nie spotka.

Posted

[quote name='WiedźmOla']I tu Cię przeproszę, ale guzik prawda. Bo nie zawsze to działa. Miałam sąsiadkę, która mieszkała w mieszkaniu na przeciwko mojego. Była taką chamską, zgorzkniałą osobą, że na sam jej widok niedobrze mi się robiło. Mieszkałam tam około roku, przez większość czasu byłam uprzejma-zdystansowana. "Dzień dobry, proszę, miłego dnia" ale omijałam ją kiedy mogłam. Bo w końcu sąsiadka, z sąsiadami lepiej żyć w zgodzie bla bla bla. Wszystko fajnie, gdyby któregoś razu tak nie przegięła, że nie wytrzymałam i nie bluzgając ochrzaniłam ją. Po tej sytuacji zadzwoniłam do mojego TŻta, który od razu do niej poszedł i jej nawtykał tak, że go przepraszała. Przez resztę naszego mieszkania tam babsko nie powiedziało mi ani dzień dobry ani nic mimo, że ja nadal mówiłam.
Dlatego czasami zasada nie bądź chamem to inni też nie będą nie działa.

Tylko ja pisałam od drugiej strony. Przypuśćmy, że spotykam kogoś, kto sra psem pod moim oknem - mam dwa wyjścia, albo poczekać, aż pies skończy i sprawdzić, czy posprząta (i pochwalić, tylko bez klikera :diabloti:), albo wypalić z ryjem od razu, tak jak panie ze wcześniejszych przykładów. I przypuśćmy, ze ten ktoś reaguje adekwatnie do sytuacji - jak jest miło, to jest miło, a jak jest chamsko, to po całości. Jeśli nie będę chamem i poczekam, aż ktoś sprzątnie, zanim od razu mieć pretensje, że na pewno tego nie robi (choć tego nie wiem), to nie bedzie w ogóle potrzeby, aby druga osoba była chamska. Jak wypalę - to musze liczyć się z konkretną reakcją. A jak ktoś nie posprząta, to mogę grzecznie poprosić, żeby to zrobił - jesli nie zrobi, to następnym razem na jego widok wezmę SM :diabloti: Chodzi mi o to, że gdyby KTOŚ nie był chamski dla drugiej osoby, to być moze ta druga osoba też by nie zareagowala tak, jak zareagowała.
A to, że niektórzy ludzie mają chamstwo we krwi, to cóż. I o tym tez właśnie mówię - gdyby kobieta dla Ciebie nie była chamska, to Ty też nie miałabyś potrzeby jej nawtykać :)

Edit: O, beatrx dokładnie wyłuszczyła to, o czym mówiłam, czyli jednak da się mnie zrozumieć, uff :lol:

Posted

ulvhedinn napisał(a):



NIGDY nie usłyszałam złego komentarza na temat Kraksy od żadnego dresa, kibica, napranego miłośnika muzyki takiej czy owakiej, czy innego przedstawiciela eee... subkultury. Raczej są bardzo pozytywne, chociaż wyrażane w różnych formach.
Natomiast nie wiem ile razy padło "uśpić TO!!", "kasę na kundla wydaje", "durne bydlę, a zadbane bardziej niż człowiek" itd ze strony nobliwych starszych ludzików....


Ja się staram olewać, i nie dyskutować, a sytuacji osiedlowych, kiedy chciałoby się po prostu popukać w czoło u mnie aż nadmiar. Pan wychodzi na spacer z foksikiem szorstkowłosym. Pies jest szalenie miły, łagodny, przyjacielsko nastawiony do innych psów. Podleciał kiedyś do mojej Frotki - kundelka, ale po strzyżeniu do złudzenia przypominającej welsha. Psy się powąchały, chciały się bawić, ale pan szybciutko odwołał swojego rasowca i z komentarzem: nie baw się z kundlami szybko się oddalił :evil_lol: I wiecie co, być może kiedyś, jak byłam piękna i młoda, powiedziałabym panu do słuchu, pewnie bym się pokłóciła, bo z jakiej racji ktoś mi moją piesełę obraża, ale im jestem starsza tym bardziej mi takie sytuacje totalnie zwisają, a nawet śmieszą.

Posted

katasza1 napisał(a):
Eee ale taki tekst o nierasowosci Twojego psa a zwyzywanie kogos i rzucanie miechem to chyba roznica?


Ale zasadniczo to w ogóle chodziło mi o to, że ja po prostu nauczyłam się rózne sytuacje totalnie olewać, jestem za stara żeby kłócić się, rzucać epitetami do jakiegoś dziadka/emeryta/rencisty/dresa. Wiem, że i tak nic nie wskóram, a jedyne czego się mogę spodziewać to tego, że albo ktoś mi psa kopnie, albo sama w łeb dostanę.

Posted

mala_czarna napisał(a):
Ja się staram olewać, i nie dyskutować, a sytuacji osiedlowych, kiedy chciałoby się po prostu popukać w czoło u mnie aż nadmiar. Pan wychodzi na spacer z foksikiem szorstkowłosym. Pies jest szalenie miły, łagodny, przyjacielsko nastawiony do innych psów. Podleciał kiedyś do mojej Frotki - kundelka, ale po strzyżeniu do złudzenia przypominającej welsha. Psy się powąchały, chciały się bawić, ale pan szybciutko odwołał swojego rasowca i z komentarzem: nie baw się z kundlami szybko się oddalił :evil_lol: I wiecie co, być może kiedyś, jak byłam piękna i młoda, powiedziałabym panu do słuchu, pewnie bym się pokłóciła, bo z jakiej racji ktoś mi moją piesełę obraża, ale im jestem starsza tym bardziej mi takie sytuacje totalnie zwisają, a nawet śmieszą.


W ogóle bym nie zareagowała na coś takiego, a jestem piękna i młoda :evil_lol:

Przed chwilą byłam kupić chleb, wzięłam psy i znów pełne troski pytanie sprzedawczyni, czy ten duży nie zaatakuje tego malutkiego jorczka i zdziwienie, że się potrafią ze sobą dogadać. Tak jest niemal codziennie.
Puszczam psy na osiedlu luzem, jak wracałam z tego sklepu to przy dróżce kazałam im się zatrzymać, na co jakiś facet starszy stanął z bananem od ucha do ucha i krzyczy: O! Takie psy to ja rozumiem! :lol:

Posted

Ja wczoraj byłam w szoku.
Późno, ciemno. Spuściłam psy (4 z 5) luzem w parku, bawią się. Słyszę gdzieś z oddali "k...a psy biegają ja to p...ę cholerne kundle ja to p...ę" i tak dalej. No nic, olewam. Psiaki skończyły się ganiać, wołam je do siebie, nie zapięłam, ale idą równo ze mną. Dalej słyszę "zobacz, co za banda, ja p...ę, psy cholerne pier...e". Normalnie taki monolog. Zidentyfikowałam źródło owego biadolenia: dwóch podpitych panów na ławce jakieś 20 metrów dalej. Mamrotanie trwało 10 minut, ciągle, czułam, jak narasta we mnie złość - wiecie, tak jak wyjący alarm najpierw trochę wkurza, potem denerwuje, a potem doprowadza do szału :evil_lol:
No i w końcu wołam: "Panowie, macie jakiś problem?". Spodziewałam się ostrej jazdy, a tu...
"Nie no, ja żadnego problemu tam nie mam..."
Mówię: "A wy tak przypadkiem piwa w miejscu publicznym nie pijecie? Może zawołać kogo trzeba?"
...Cisza. :crazyeye:

Nie do końca rozumiem, po co te mamrotanie było, zupełnie bezpodstawne, bo psy pozostawały ciągle w odległości 20-30 metrów od nich i w ogóle ich nie zauważyły ;) No, ale duża liczba psów wzbudza agresję, a znudzeni panowie na ławkach komentują wszystko, od psów, poprzez ładne/brzydkie babki po durne dzieci i głupią pogodę :roll:

Posted

Pani Profesor napisał(a):
a może to była przenośnia? :razz: bo gość się np. spieszył i chodziło mu ogólnie o 'zabawy z psami', a 'kundlami' nazywa wszystkie z urzędu? :cool3:


Nie, to nie przenośnia, bo ten pan jest szalenie egzaltowany, i dla niego pies, który nie posiada rodowodu to kundel niewart uwagi. No tak ma ten koleś i tyle ;)

Posted

zmierzchnica napisał(a):


Nie do końca rozumiem, po co te mamrotanie było, zupełnie bezpodstawne, bo psy pozostawały ciągle w odległości 20-30 metrów od nich i w ogóle ich nie zauważyły ;) No, ale duża liczba psów wzbudza agresję, a znudzeni panowie na ławkach komentują wszystko, od psów, poprzez ładne/brzydkie babki po durne dzieci i głupią pogodę :roll:


:evil_lol: A u mnie jest odwrotnie. Towarzystwo osiedlowe, takie co to wpisało się już w krajobraz, uwielbia moją Frotkę. Jak są po piwku czy dwóch to tniutniają do niej, cmokają, głaszczą, a ta szalona z tej radości i zachwytu próbuje im na kolana wskakiwać, ku ich uciesze zresztą :cool3:

Posted

mala_czarna napisał(a):
:evil_lol: A u mnie jest odwrotnie. Towarzystwo osiedlowe, takie co to wpisało się już w krajobraz, uwielbia moją Frotkę. Jak są po piwku czy dwóch to tniutniają do niej, cmokają, głaszczą, a ta szalona z tej radości i zachwytu próbuje im na kolana wskakiwać, ku ich uciesze zresztą :cool3:


Moje osiedlowe towarzystwo uważa mnie za niegroźną wariatkę-zbieraczkę psów i mówiąc "dzień dobry" udają, że psów nie zauważają, co jest przy (aktualnie) 5 psach nieco trudne i mnie bawi :diabloti: Za to przysyłają każdą osobę z "psim problemem" do mnie i już mi trochę działa na nerwy, że raz w tygodniu ktoś przychodzi "bo musi oddać psa", "bo siostra szwagra teściowej ma psa, który cośtam i co oni mają z nim zrobić, bo wet się nie zgodził uśpić" i tak dalej. Oczywiście, w podtekście jest: weźcie tego psa. A potem my wam obrobimy tyłek, że macie tyle psów :loveu:

Posted

mala_czarna napisał(a):
Ale zasadniczo to w ogóle chodziło mi o to, że ja po prostu nauczyłam się rózne sytuacje totalnie olewać, jestem za stara żeby kłócić się, rzucać epitetami do jakiegoś dziadka/emeryta/rencisty/dresa. Wiem, że i tak nic nie wskóram, a jedyne czego się mogę spodziewać to tego, że albo ktoś mi psa kopnie, albo sama w łeb dostanę.

bo większość sytuacji zdecydowanie trzeba olewać, a nie od razu się kłócić, bo ktoś krzywo spojrzał czy coś powiedział;)

Posted

Pani Profesor napisał(a):
eeeech :roll: kibice, ja miałam tylko jedną zaczepko-dyskusję z 'podobnymi' w tramwaju, ale w dzień (choć byli na bani :cool3:)no i oczywiście dziewczyna + pies = okazja na prymitywny podryw :razz:

pogadali tylko niby do psa, "gdzie lecisz, batmanie", "a mnie uratujesz? HE HE" (Pat ma obrożę w batmany :razz:) i jakieś takie inne durnowate zaczepki, ale ogólnie myślę, że pies do dobry 'wentyl' na rozluźnienie napiętej atmosfery, zawsze jakiś punkt odniesienia, gdyby nie pies, to pewnie by było "a dokąd to koleżanka jedzie" :roll:

inna bajka, że mój aniołek zaczął nocami szczekać na ludzi :loveu: i jestem z tego SZCZERZE zadowolona, w dzień nie burczy na ludzi, nigdy (tylko na psy), ale byłam z nim ostatnio w nocy w krzaczorach na kupę (nie znoszę połączenia krzaki + noc) i nadchodziła jakaś para powolnym krokiem, na co Pat się nastroszył i WRRRRRR... i bardzo dobrze.

w dzień nie warczy, w nocy zaczął - cieszę się, bo zawsze to jakiś odstraszacz, z daleka, po ciemku, nie widać co ja tam prowadzę, więc może zmniejsza to ryzyko ewentualnego "dawaj telefon" albo "pokażę ci siusiaka, przechodniu", bo w moich spacerowych okolicach to popularna rozrywka :cool3:

miałam prosiaczka który przy obcinaniu pazurków[końcówek,byleby nie tknąć nerwu] który piszczał przy tym tak,że go było słychać na klatce...dwa piętra wyżej:roll:
jestem więc w stanie uwierzyć w to,że pies symuluje.

Posted

Koszmaria napisał(a):
miałam prosiaczka który przy obcinaniu pazurków[końcówek,byleby nie tknąć nerwu] który piszczał przy tym tak,że go było słychać na klatce...dwa piętra wyżej:roll:
jestem więc w stanie uwierzyć w to,że pies symuluje.


Oj tak, pamiętam, jak u pani weterynarz obie się śmiałyśmy jak do sera, bo Luka "omdlewała" przy obcinaniu pazurków... Wetka łapała ją za łapkę, Luka stawała na tylnych łapach i fruuu bezwładnie do tyłu, musiałam ją łapać :evil_lol:
Już nie mówiąc o tym, że kiedy jestem zła i moje futra o tym wiedzą, wystarczy że złapię za obrożę i jest kwik, jakbym urwała im właśnie ucho :diabloti: Raz usłyszałam coś o tym, że dręczę Chibi, bo rzuciła się na psa za bramą, złapałam ją za obrożę, a ta podniosła dziki wrzask ;)

Posted

zmierzchnica napisał(a):
Już nie mówiąc o tym, że kiedy jestem zła i moje futra o tym wiedzą, wystarczy że złapię za obrożę i jest kwik, jakbym urwała im właśnie ucho :diabloti: Raz usłyszałam coś o tym, że dręczę Chibi, bo rzuciła się na psa za bramą, złapałam ją za obrożę, a ta podniosła dziki wrzask ;)


Avril to samo robi.. Jak coś odwali to na nią ryknę, ona pełznie do mnie jakbym ją lała co najmniej, kładzie się na ziemię itd, jak ją złapię za obrożę, żeby zapiąć smycz (jak któreś coś odwali to bieganko luzem się dla niego kończy) to potrafi zapiszczeć. Spojrzenia ludzi są bezcenne, pies katowany i w ogóle :evil_lol:

Posted

omry napisał(a):
Avril to samo robi.. Jak coś odwali to na nią ryknę, ona pełznie do mnie jakbym ją lała co najmniej, kładzie się na ziemię itd, jak ją złapię za obrożę, żeby zapiąć smycz (jak któreś coś odwali to bieganko luzem się dla niego kończy) to potrafi zapiszczeć. Spojrzenia ludzi są bezcenne, pies katowany i w ogóle :evil_lol:


Moja Fifka robi tak samo:)Znajomi wiedzą jaki z niej numer, gorzej z obcymi ludźmi. patrzą na mnie na jak na potwora, bo biedny pieseczek zapiszczy jakbym jej przynajmniej chciała łeb urwać tą obrożą.

Posted

na szczęście Patryk tak nie robi :cool3: tylko jak TŻ huknie (bo jego akurat respektuje, mamusia może sobie krzyczeć, aż wybuchnie :roll:) to czasami pełznie po ziemi.

a z wetką wszelakie zabiegi się kończą trzęsawką jak w febrze + katatonią pt. "nie istnieję", pusty wzrok, zero reakcji na bodźce :D choćby tylko wetka oglądała jego zmiany na skórze, nic inwazyjnego - boi się i koniec :D

Posted

Pani Profesor napisał(a):
na szczęście Patryk tak nie robi :cool3: tylko jak TŻ huknie (bo jego akurat respektuje, mamusia może sobie krzyczeć, aż wybuchnie :roll:) to czasami pełznie po ziemi.

a z wetką wszelakie zabiegi się kończą trzęsawką jak w febrze + katatonią pt. "nie istnieję", pusty wzrok, zero reakcji na bodźce :D choćby tylko wetka oglądała jego zmiany na skórze, nic inwazyjnego - boi się i koniec :D


Biedny Pat ;) Ja muszę pamiętać, że akurat przechodzimy koło weta, bo Hera omija drzwi tak szerokim łukiem, że lezie po ulicy :roll: A jak miniemy i nie wejdziemy to merda ogonem jak szalona i się cieszy, skacze na mnie: łaaał, nie weszliśmyyy! :loveu: Muszę to kiedyś nagrać ;)
Co najlepsze, ona jedyna z moich psów nie miała u tego weta nic robione, poza szczepieniami i pazurkami! Luka nieraz łapka, szczepienia, różne gulki i guzy, grzybica. Frotek - złamany palec. Chibi - mnóstwo rzeczy, nużyca, jakieś rakopodobne narośle wycinane... I nie panikują. A Hera jakby ją ktoś tam przypalał żywcem :evil_lol: Co ironiczne, najbardziej ze wszystkich psów wet lubi właśnie ją i daje jej zniżki :diabloti:

Posted

Moją muszę trzymać i przytulać u wetki. Warczy jak wściekła i myślę że by dziabnęła w obronie własnej. Najlepsze jest to że jak wetka siedzi za biurkiem to już jest ok i Fifka się do niej cieszy :)
Za to Lena grzeczniutka, jak chodzę z obiema i obie mają być badane, to ćwiczą na niej stażystki :)

Posted

gojka napisał(a):
Hmmm... odnoszę niejasne wrażenie,że żyjemy w zgoła innych krajach.Nigdy na nikogo nie "huczałam",nie straszyłam a zyję .Ostatnio zbluzgał mnie jakiś pijany sąsiad.Mieszkam na 10 piętrze i czekam na windę ale słyszę,że kolesie sobie gadają i trzymają drzwi gdzieś na piętrze.Lekko potrząsnęłam moimi i usłyszałam jakieś bluzgi.Wzięłam psa pod pachę i zeszłam.Widzę,że jakiś pijaczek trzyma drzwi więc mówię,że ja na windę czekam i może sobie później pogadać.Pan sypnął wiązanką a jak zadzwoniłam na policję.Jak wracałam ze spaceru policja stała z pijanym sąsiadem na dole.Błyskawicznie zajęli się sprawą. Pan po dwóch tygodniach widząc mnie gdzieś pod blokiem przeprosił i nawet w rękę chciał całować:).Agresja nie jest wskazana ani przy zajmowaniu się zwierzętami ani przy kontaktach z ludźmi. Jakoś nie wyobrażam sobie bym mogła rzucać rynsztokowe teksty gdy obok idzie moja dziewięcioletnia córka. Ona była raz świadkiem sytuacji jak pijany typ bluzgał na każdego kto akurat obok niego przechodził na osiedlu.I mnie i jej się dostało.To robił pijany gość- wyobrażam sobie szok córki gdyby jej- TRZEŹWA mama tak samo się zachowała....Dla mnie to po prostu obciach dać się sprowokować do pyskówki z ograniczonym albo pijanym typem.Bo na jego usprawiedliwienie można powiedzieć,że jest pijany albo głupszy. Ale co powiedzieć na własne? Że debil nas sprowokował?


No trudno, wykazałam takie obciachowe i niewłaściwe zachowanie - ale takie skuteczne :diabloti:

I chyba trochę się nie zrozumiałyśmy, to nie był przypadkowy menel, który bluzgał na drzewa, ptaki i przypadkowych przechodniów, bo normalne że z takim nikt się w pyskówki nie wdaje - tylko bardzo wymuskany, zawsze odprasowany starszy pan, który uporczywie zaczepiał mnie od ROKU :) zanim dałam mu się sprowokować. Gdybyś doczytała uważniej, zauważyłabyś, że zanim poleciało w niego "mięso", miał wizytę mundurowych, która zobligowało go jedynie do jeszcze większej eskalacji agresji w moim kierunku. Nie był też pijany tak, żeby nie wiedział co robi i sobie bełkotał - za to łyknął sobie chyba wódeczki na odwagę, co dane było mi poczuć, kiedy krzyczał na mnie jakieś 30 cm od mojej twarzy. Pomogło dopiero wyrażenie się jego językiem (a nawet jeszcze gorszym) - i po problemie. Gdybym wzywała drugi raz policję, sprawa pewnie ciągnęłaby się do tej pory - a tak, miałam święty spokój z dnia na dzień. Owszem, mogłam, jak to ładnie nazywasz, "być mądrzejsza" - tyle że zwyczajnie szkoda mi życia na takie cackanie się z zawziętymi chamami.

I jeśli masz wrażenie, że żyjemy w innych krajach, to niekoniecznie świadczy o złej ocenie sytuacji z ktorejś strony - mogę Ci tylko pozazdrościć, że nie trafiłaś nigdy na takie sąsiedztwo. I wcale nie trzeba emigrować do innego kraju, żeby było inaczej - ja przeprowadziłam się raptem kilka bloków dalej i mieszkając tu przez półtora roku, nie miałam tylu przytyków do posiadania dwóch psów, ile w poprzednim miejscu zamieszkania miałam tygodniowo. Teoria o rzekomym nakręcaniu otoczenia na agresję przez moje wielce chamskie zachowanie upada więc z hukiem :)

Posted

Hehe psy panikary :eviltong:. Miałam ONkę panikarę, to było tragiczne i jednocześnie irytujące. Szczepienie, obcięcie pazurów, sprawdzenie temp. zaglądnięcie do ucha czy jego czyszczenie = wrzask obdzieranego ze skóry 40+kg ONki :lol:. Sąsiadki, mamy ONek zszedł na zawał podczas szczepienia na wściekliznę, był to dla niego taki stres (warunki domowe, bo to wet przyjechał do psa)...
Moja trójca na weta różnie reaguje... Astor który był pierwszym psem którego ja pamiętam (rodzina miała psy przed nim), pamiętał każdą możliwą drogę do weta, wystarczyło że się skapnął to robił w tył zwrot i do domu. Trzeba było nosić 16kg tobołek na rękach i bronić się przed pazurami bo się wyrywał, a był to kawałek żeby dojść (przez pół naszego zadupia) :lol:.
Jeanne robi 'uniki' i pokazuje zęby, ale nie panikuje i nie wydziera się.
Magia po ostatnim wyciskaniu czegoś tam 'w tyłku' ma rządzę mordu na każdego weta który do niej podejdzie od tyłu. Jak miała mieć badane nerki to się nie dało, kłapała zębami i biegała w kółko byle nie daj jej tyłka wet nie dotknął... najlepsze jest to że w domu lubi być po tyłku drapana :eviltong:.
Szaman za to cieszy się jak głupi gdy widzi weta, ale jak widzi igłę to potrafi 'z drzwiami' wyjść. Tylko jeden wet jest w stanie go zaszczepić, próbowałam u innych to cóż... Jak miał dostać zastrzyk w lecznicy całodobowej to złamali na nim igłę, a ja dostałam bury dlaczego psa nie wychowałam i do weta nie trafiało tłumaczenie że on pierwszy raz u weta więc skąd miałam wiedzieć że tak zareaguje :roll:. Całą resztę Szaman do sobie zrobić, pazury, gmeranie przy worze (miał sprawdzane szwy po 'sterylizacji'), zaglądać w gębę, gmerać przy zębach.

Pies panikarz to 'lekka tragedia', naprawdę tak uważam :shake:

Posted

U nas u weta jest szał ciał, pies uwielbia każdego weterynarza, cieszy się, merda, z lubością wylizuje po rękach i twarzy, jeśli tylko ktoś nieostrożny zbliży się za bardzo :diabloti: Nawet na zwiotczeniu przed RTG starał się merdać ogonem, gdy wet wchodził do gabinetu, hihi :) Jak na spacerze przechodzimy obok gabinetu, to potrafi do niego ciągnąć i popiskiwać. Widać jakiś nienormalny mi się trafił :diabloti: Wszystkie zabiegi daje sobie robić bez żadnych problemów.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...