Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Szczerze, gdyby mi ktoś psa chciał uderzyć albo uderzył, kiedy ten sobie spokojnie idzie, to bym mu zrobiła z dupy jesień średniowiecza :roll: Jemu, albo matce, jeśli to by był dzieciak. Nie wiem jak można przejść bez komentarza, gdy ktoś nam na psa rękę podnosi - boli czy nie boli, chodzi o sam fakt.

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

Beatrx napisał(a):
może po prostu nie pokazuje po sobie, ze boli. z ludźmi też jest tak samo, jeden będzie jęczał i "umierał" z powodu kataru, a drugi nawet z migreną będzie mówił, ze wszystko jest w porządku.
a to naprawdę nie trzeba się kłócić, wystarczy jedynie zrobić to co należy i odejść. a jakby baba dalej miała pretensje to można ją olać, ale brak jakiejkolwiek reakcji jest dla mnie niezrozumiały. to tak samo jakbyś nie zareagowała jak przechodzący ulicą facet klepnąłby Cię po tyłku. no na dobrą sprawę nie bolało i przecież się nic nie stało, a kłócić się nie będziesz...


mam identyczne odczucia, ale ja jestem raczej nerwowa, więc w ogóle sobie nie wyobrażam jak można tak spokojnie do tego podejść.

to fakt, że pewnie nic by nie dało, ale nie umiałabym 'na szybko' wymyślić, że to bez sensu, że to, że tamto - zadziałałby odruch i broniłabym swojego psa (pomijając fakt, że on na 90% by to dziecko dziabnął za trzepnięcie kijem). inna sprawa, że nawet jeśli - jak mówisz - nic by taka prelekcja (w moim wypadku - wiązanka) nie dała, to i tak jest jakiś mały procent szans, że dziecko się wystraszy/zawstydzi i więcej tak nie zrobi, a matkę postraszyłabym jakoś wyjątkowo obrazowo - urwanymi dziecięcymi rękami, latającymi głowami i innymi mordującymi znienacka psami, które tak reagują na bicie.

Posted

To ja z punktu widzenia matki ;)
Ostatnio byłam na spacerze z córką (3 lata) i psem. Moja córa jest bardzo spokojnym i grzecznym dzieckiem. Kiedy już wracałyśmy do domu doszłyśmy do osiedlowej uliczki, przy której stały samochody. Pierwszy był to piękny, czarny, czyściutki SUV, w środku siedział pan i pani, oboje koło 45 lat, rozmawiali ze sobą. I nagle moja córka podniosła z ziemi kamyk i rzuciła w ten samochód :-o
Myślałam, że dostanę zawału! Na szczęście nic się nie stało, bo kamyk mały, a ona nie ma dużo siły, ale i tak ją skarciłam. Po czym poprosiłam właściciela, żeby wyszedł i zobaczył czy nie ma gdzieś rysy. Pan uśmiechnięty zaczął sprawę bagatelizować, ale NA MOJĄ PROŚBĘ powiedział Natalii (spokojnie, bez krzyku), że tak się nie robi. Dodał też, że gdyby zniszczyła auto, mama musiałaby mu dużo zapłacić i nie miałabym pieniędzy na zabawki :evil_lol: (dobry argument ;) )
I byłam panu wdzięczna, że tak się zachował, bo jest szansa, że dziecko takiego numeru nie powtórzy, a rozmowa z panem na pewno zrobiła na Nucie większe wrażenie, niż moja przemowa.
Także nie wszystkie matki rzucą się na Was z pyskiem, pod warunkiem, że Wy też od razu z wrzaskiem nie rzucicie się na dzieci. A dzieciaki potrafią być totalnie nieprzewidywalne i nawet rodzice dalecy od bezstresowego wychowania, nie są w stanie nad nimi panować w 100%. A jak ktoś potrafi, to poproszę o przepis ;)

Posted

Sowroneczka napisał(a):

Także nie wszystkie matki rzucą się na Was z pyskiem, pod warunkiem, że Wy też od razu z wrzaskiem nie rzucicie się na dzieci.

sądzę, ze gdybyś zaczęła mieć pretensje do tego pana, ze ośmielił się stanąć samochodem akurat w tym miejscu, gdzie Twoje dziecko miało ochotę rzucić kamyczek to sprawa przebiegałby inaczej;)

Posted

No pewnie, że tak. Ja często od innych mam słyszę, że córkę tłamszę, zaburzam jej rozwój emocjonalny, wywieram za dużą presję albo (to mój "ulubiony" tekst) nie pozwalam jej okazywać emocji (co przeważnie znaczy, że nie pozwalam jej wrzeszczeć, albo w inny irytujący sposób przeszkadzać reszcie świata). Ciągle modne jest niewychowywanie dzieci, poparte "psychologicznymi" argumentami.
Ale ja akurat doceniam wsparcie innych dorosłych w takich sytuacjach, jaką opisałam wcześniej. Więc nie wszyscy rodzice mają pieluchowe zapalenia mózgu i traktują dzieci jak bóstwa bez skazy. Ale, moim zdaniem, każdy rodzic odpowie agresywnie, kiedy ktoś (nawet słusznie) zbyt ostro nakrzyczy na jego dziecko.

Posted

Pisałam, że w przypadku dzieciaka miałabym pretensje do matki. I tak, zareagowałabym ostro, jeśli ktoś uderzyłby mojego psa. Gdyby dzieciak rzucił kamieniem w mój samochód (mały dzieciak), to też mogłabym z uśmiechem wytłumaczyć, że tak się nie robi, nawet jeśli zostałaby ryska (uśmiechnęłabym się wtedy do opiekuna :diabloti:). Ale jeśli by rąbnął psa kijem, to nie, nie byłabym miła.

Posted

Sowroneczka napisał(a):
No pewnie, że tak.

i wtedy sytuacja byłaby analogiczna do tej, którą spotkała badmasi. Twoja analogiczna nie jest, bo potrafiłaś przyznać, ze wina jest po Twojej stronie a nie zrzucałaś ją na właściciela samochodu.

Posted

Ja też bym nie była. Chodzi mi tylko o to, że małe dziecko czasem (a może nawet często...) nie myśli o konsekwencjach. To działa trochę na zasadzie: o, kamyk! o, autko! no to sobie rzucę! A co z tego wyniknie, nie mieści się w małej łepetynie...
Ale z krzyczeniem na maluchy jest trochę tak jak z krzyczeniem na psy ;) Dorośli są więksi, silniejsi i rządzą, więc jak stanie się nad dzieciakiem i zacznie wrzeszczeć (czy na dziecko, czy na matkę), to mały człowiek się chowa i wyłącza, a nie wyciąga wnioski.
Natalia też kiedyś "tresowała" naszą Pyzę wskaźnikiem. Widziała jak ja uczę psa tagretowania i zrobiła swoją wersję ćwiczenia, polegającą na stukaniu Pyzy targetem w głowę. Uwierzcie mi, że miałam ochotę jej w imieniu psa oddać. Ale wzięłam kilka oddechów i po prostu Nucie wytłumaczyłam, że tak absolutnie nie wolno robić. Dostała ochrzan, ale bez krzyku.
Bo i dzieci i psy na krzyk bardzo źle reagują, a właściciele i jednych i drugich mają przeważnie mocno rozwinięty instynkt bronienia swoich podopiecznych :)

Posted

Beatrx napisał(a):
i wtedy sytuacja byłaby analogiczna do tej, którą spotkała badmasi. Twoja analogiczna nie jest, bo potrafiłaś przyznać, ze wina jest po Twojej stronie a nie zrzucałaś ją na właściciela samochodu.


Ja pisałam w nawiązaniu, a nie w odpowiedzi na jej post :)

Posted

Sowroneczka napisał(a):
Ale z krzyczeniem na maluchy jest trochę tak jak z krzyczeniem na psy ;) Dorośli są więksi, silniejsi i rządzą, więc jak stanie się nad dzieciakiem i zacznie wrzeszczeć (czy na dziecko, czy na matkę), to mały człowiek się chowa i wyłącza, a nie wyciąga wnioski.

hmm... ale cały czas mówisz o tym w kontekście wychowywania dziecka. ja nie czuję się zobowiązana do wychowywania czyjegoś malucha, a już zwłaszcza jeśli rodzic nie wykazuje do tego chęci.
mówisz o kamyczku, no Twoja sytuacja faktycznie zaskoczyła. a gdyby Twoja córka szła z patyczkiem prosto na ten samochód to by Ci przez myśl nie przeszło, ze coś tam jej w główce zaświtało i będzie chciała tego samochodu kijem dotknąć?;) ja rozumiem sytuacje nieprzewidziane, ale jakbym szła z dzieckiem to widząc idącego z naprzeciwka psa po prostu bym malucha za rękę koło psa przeprowadziła po to, żeby nie podbiegł. wiadomo, dziecko to dziecko i pies może je zaciekawić więc to ja muszę wyprzedzić ewentualne fakty i zapobiegać.

Posted

Bo z dziećmi jest jak z psami :diabloti:, one są nieprzewidywalne i zachowują się według własnych norm działając chwilą.

Mi się podobało jak znajomej mąż zareagował gdy ich dzieciak uderzył psa sąsiadów (nie mojego). Pierwszy raz tłumaczył że nie wolno, że boli. Za drugim razem to samo. Za trzecim gdy dzieciak mocniej walną w pysk psa (średni, delikatny, starszy piesek) to on wstał, złapał dał klapa dzieciakowi w tyłek i się pyta 'boli?' na co mały z rykiem że tak, on na to 'psa też, więc nie waż się tego robić'. Od tamtego momentu dzieciak nigdy więcej nie uderzył psa, a co najlepsze bardzo lubi zwierzęta więc na pewno żaden uraz mu nie został. Dzieciak miał wtedy 3,5 roku.

Posted

Sowroneczka - chylę czoła, naprawdę :)

Ja z rodzicami (nie z dziećmi) miałam dwie paskudne sytuacje, gdzie byłam miła, ale miło się nie skończyło.

Pierwsza, gdy rodzice szli zagadani z inną para, a mały chłopiec szedł przodem. Nagle, ni z tego ni z owego, podniósł patyk i rzucił we Frotka. Frotek nawet nie zauważył. Ale mnie zamurowało i mówię: "Przepraszam, państwa dziecko rzuciło patykiem w mojego psa. On nic nie zrobi, ale tak nie powinno być". Ojciec dziecka powiedział do syna: "Dlaczego to zrobiłeś? Przeproś panią", na co odpowiedziałam, że nie trzeba przepraszać, tylko zwracam uwagę, bo inny pies zrobi krzywdę... I wtedy wtrąca się matka. "TY GÓWNIARO! Uważasz, że mój syn jest niewychowany?!!!". Zatkało mnie :shake: "Wcale nie rzucał patykiem!!!". Odpowiadam, już ostro, że rzucił patykiem w psa i nawet trafił. Babka do dzieciaka: "NIEPRAWDA! W psa rzucałeś czy obok psa?!". Dzieciak, oczywiście, duka: "Obok...". Matka z triumfem "OBOK RZUCIŁ! OBOK! Czepiasz się gówniaro!". Skończyło się na pyskówie, mąż nie umiał kobiety uspokoić, chociaż próbował. Myślę, że i tak to ona tutaj przegrała, gdybym była jej znajomą, to bym była bardzo zażenowana :roll:

Innym razem dziecko (totalnie różowa dziewczynka ubrana we wszystko z Hello kitty) dźgało psa za ogrodzeniem przy parku przez płot patykiem, a tatuś rozmawiał przez komórkę. Kiedy zwróciłam mu uwagę, dowiedziałam się, że to nieprawda, a "te psy są pieprznięte" :p Ciekawe, dlaczego... W każdym razie odpowiedziałam wtedy już niemiło i dowiedziałam się, że jestem:
a) pseudointeligentką
b) popieprzoną obrończynią zwierząt
c) w przyszłości (? byłam wtedy już dawno pełnoletnia) zostanę jakąś ekoterrorystką
I inne takie dziwaczne rzeczy.

W każdym razie, większość rodziców jest przewrażliwiona na punkcie swoich dzieci. Ja rozumiem oburzenie, gdy ktoś na dziecko krzyczy. Tak samo jest u mnie - jeśli ktoś mi zwróci uwagę w sprawie psa (choć to się raczej nie zdarza), to nie ma sprawy. Ale jeśli ktoś próbuje sam mojego psa ustawiać, wychować, skarcić - to dostaję piany.
Wiem o tym, dlatego NIGDY nie karcę za nic dziecka, ale zwracam (grzecznie) uwagę rodzicom. Jeszcze nie zdarzyło się, żeby rodzice po prostu przyjęli fakt, że ich dziecko zachowało się niegrzecznie. Dziecko, jak i pies, jest nieprzewidywalne i w 100% to rozumiem, że może coś zrobić dziwnego. Ale rodzic czy właściciel jest też w 100% za to odpowiedzialny i koniec kropka.

A co do mojej koleżanki, co chciała moje psy jako zabawkę dla dziecka... Kiedyś byłam z nią w kawiarni z dzieckiem. Ten zaczął mazać flamastrem (moim, wyciągniętym z mojej torby) po chusteczkach (moich), a potem stole (z kawiarni). Zwróciłam mu uwagę, na co obruszona koleżanka: "daj spokój, umyją sobie!" :p Dziecko też rzucało rzeczy na ziemię, a druga koleżanka podnosiła je. Mówię do niej: daj, schowam, żeby tym nie rzucał. Matka dziecka na to: "nic ci się nie stanie, jak się trochę poschylasz!".
Myślę, że bardziej chodziło o to, że ja śmiem coś mówić jej dziecku i się wtrącać w jego wychowanie. Na zasadzie przekory ;) W każdym razie, ograniczyłam kontakty.

Posted

Sądzę, że każdy wychowuje swoje dzieci na swoją modłę. Jeśli rodzic ma braki w kulturze, trudno oczekiwać, by inaczej wychowywał swoje potomstwo. Oczywiście, zdarzają się nieprzewidywalne sytuacje, ale reakcje niektórych rodziców powalają.

Co więcej, niektórzy uważają, że nie należy dziecka hamować w związku z wyścigiem szczurów. Bo jak będzie grzeczne, to pewnie sobie nie poradzi z ew. konkurencją i najlepiej, gdyby już w przedszkolu rozpychało się łokciami i kolanami :p

Jeśli chodzi o stosunek do zwierząt, tutaj też dużo robi wychowanie. Mój TZ dopiero gdy zaczął się ze mną spotykać zobaczył, że pies może być członkiem rodziny, stworzeniem, do którego można się przywiązać.

Posted

Sowroneczka napisał(a):

Natalia też kiedyś "tresowała" naszą Pyzę wskaźnikiem. Widziała jak ja uczę psa tagretowania i zrobiła swoją wersję ćwiczenia, polegającą na stukaniu Pyzy targetem w głowę. Uwierzcie mi, że miałam ochotę jej w imieniu psa oddać. Ale wzięłam kilka oddechów i po prostu Nucie wytłumaczyłam, że tak absolutnie nie wolno robić. Dostała ochrzan, ale bez krzyku.

Tylko to jest sytuacja - twój pies i twoje dziecko. Ty wychowujesz swoje dziecko, to z twoim psem żyje pod jednym dachem.
Sytuacja, kiedy mijany na spacerze obcy dzieciak bierze kija i uderza mojego psa jest nieco inna...
Podobnie jakby dziecko porysowało twój samochód - no zdarza się, taki urok posiadania dzieci, nie dopilnowałaś. Ale kiedy porysuje czyjś, to już trochę inaczej, prawda?

Być może matki mają na to inne spojrzenie. Ja nie jestem matką. Jestem właścicielką psa. I tak jak pisała Beatrx - nie moja w tym rola, żeby wychowywać cudze dzieci. A już na pewno w takiej sytuacji nie zastanawiałabym się, jaką wartość wychowawczą będzie miała moja reakcja.


Tak swoją drogą, to ja nieraz na mojego psa ryknę, a i w czambo zdarzy mu się dostać (ode mnie, nie przechodniów :diabloti:). Nie zamyka się w sobie ;)

Posted

Ja miałam na myśli dziecko i szczeniaki - i tu się upieram, że wrzaskiem się wiele nie zdziała. Mi też czasem puszczą nerwy i ryknę na jedną albo drugą, ale to NIE DZIAŁA :)

I nie chodzi mi o to, żeby wszyscy w koło wychowywali moje dziecko. Ale znów upieram się, że więcej się osiągnie zwróceniem uwagi, niż krzykiem. Bo agresja rodzi agresję, jak bardzo banalnie by to nie brzmiało ;)

A jak się trafi na debila, to żadne argumenty nie pomogą :diabloti:

Posted

Widzę że temat na czasie ale u mnie w odwrotną stronę- kolejne dziecko na osiedlu zostało pogryzione przez psa.....taki kundelek, 20 kg wagi na oko. Już od dłuższego czasu widywałam tego psa bo właściciele przyjeżdżali z nim kontrolować etapy budowy domu. Z moją suką się fajnie dogadał, Oszołom oczywiście chciał go zjeść no ale pies nie zareagował w ogóle na jego agresję.
U mnie na ulicy jest kilka dzieci, biegają sobie taką małą bandą, jeżdżą na rowerach, rolkach itd. na ogół z takim niewielkim kundelkiem, fajowy pies z niego :loveu: dzieci jak to dzieci, krzyczące, śmiejące się, trochę hałasujące, rozbrykane ale zupełnie nieszkodliwe moim zdaniem, ja nic do nich nie mam, ogólnie dzieci lubię i daleko mi od tych co to twierdzą, że dziecko powinno być wiecznie zdyscyplinowane i grzeczne i nie ma niczego gorszego od "rozwrzeszczanych ulicznych bachorów" (jak to twierdzi moja sąsiadka :diabloti:). Taka ekipa zaprzeczająca twierdzeniom, ze obecnie dzieci to tylko w domu siedzą przed kompami. Do tego bardzo pro-psie i fajnie mi pomagały odczulać Oszołoma na piski dzieci. Super się z nimi można dogadać, bardzo je lubię.

No i wczoraj jeździły sobie na rowerach i wyskoczył na nie pies tych ludzi- jeszcze płotu nie mają skończonego, on sobie ładnie chodzi po obejściu, nikogo nie atakuje (do wczoraj) i wydawał się być całkiem zrównoważony. Dziewczynka lat 6 wystraszyła się i spadła z rowerka, a ten popieprzony zwierzak do niej doskoczył i użarł ją prosto w twarz-broda do szycia, przebita na wylot warga :roll: co na to właściciele-"dzieci napewno go drażniły tym jeżdżeniem na rowerach!". Co za debile.

Posted

Hmm, no ale w tej sytuacji przecież właściciele psa mają przegraną sprawę, jeśli rodzice dziewczynki się im dobiorą do tyłków. Mogą sobie mówić co chcą, pies nie ma prawa zaatakować człowieka.

Posted

No mają....zawsze mnie zastanawia dlaczego ludzie tak bardzo chcą dążyć do udowodnienia "ich racji" gdy tej racji tak naprawdę nie mają.....przecież o wiele więcej można osiągnąć dogadaniem się, nie wiem co to za problem przeprosić, obiecać sfinansowanie kosztów leczenia, pomoc itd. W razie gdyby sprawa i tak trafiła do sądu mają wtedy w rękach już jakieś argumenty przemawiające za obarczeniem ich mniejszą odpowiedzialnością finansową- w końcu wykazywali zainteresowanie, chcieli pomóc.

TO już drugi takie przypadek. Przy poprzednim pogryzieniu sprawa skończyła się w sądzie bo idioci też twierdzili że dziecko drażniło psa. No drażnić drażniło-samą swoją obecnością. Tylko skąd ono miało to wiedzieć

Posted

Pewnie jeszcze dziewczynka go prowokowała do gryzienia, spadając z roweru :angryy:

Co rodzice dziewczynki powiedzieli w szpitalu? Wydaje mi się, że jeśli powiedzieli, jak było, szpital ma obowiązek zgłosić to dalej.

Posted

No ja bym na miejscu rodziców na pewno nie odpuściła ;)

Gdyby mój pies zaatakował dzieciaka, to bym się chyba nogami nakryła, a nie jeszcze miała pretensje. Szczególnie w takiej sytuacji.

Posted

4Łapki napisał(a):
Pewnie jeszcze dziewczynka go prowokowała do gryzienia, spadając z roweru :angryy:

Co rodzice dziewczynki powiedzieli w szpitalu? Wydaje mi się, że jeśli powiedzieli, jak było, szpital ma obowiązek zgłosić to dalej.


Nie wiem w sumie, tylko byłam świadkiem zamieszania bo akurat z psami wracałam ze spaceru

Posted

Z tego co wiem, szpital ma obowiązek powiadomić sanepid a ten wydać nakaz obserwacji psa. Formalnie. A co tam ludziska sobie wyprawiają poza prawnymi ramami, jak ktoś jest czyimś znajomym, to nie wiem.
Szpital może przetrzymać dziewczynkę, o ile szycie wymagało narkozy, ale nie przekroczą 6 dni, bo powyżej 6 (albo 7 - już nie pamiętam) z automatu sprawa staje się karną. Do tego terminu można dochodzić praw na drodze cywilnej, więc co i ile ugrają rodzice pogryzionego dziecka w zasadzie zależy tylko od nich. Na dogo była fachowa osoba od takich spraw - udzielała się wątkach prawniczych, m.in tych dotyczących ubezpieczeń. Swego czasu sporo i konkretnie tłumaczyła ale chyba nie potrafię wszystkiego dokładnie powtórzyć.

Posted

Może zacznijmy od pytania : Gdzie byli rodzice w tym czasie? Bo otóż dla tych co dzieci nie mają oraz tych, którzy mają a świadomość pozozstaje nadal niska - dziecko do lat 7 ma być ZAWSZE czyli 24h na dobę pod opieką osoby pełnoletniej. Dziecka do 7 roku życia wg przepisów obowiązujących w tym kraju - nie wolno pozostawiać bez dozoru, opieki i spuszczać z oczu.
Gdyby szanowni rodzice tyłki z kanap ruszyli aby wyjść z dzieckiem na spacerek na rowerku, to zapewne byliby także w stanie zareagować na fakt darcia mordy do psa który przebywa na terenie nie ogrodzonym w 100%... bo byc może by to zauważyli.
Rozumiem także, że czi_czi patrzyła jak "dobra sąsiadka" siedząc w okienku cały dzionek na to co dzieje się w okolicy i stąd doskonae wie co dzieci robiły a czego nie robiły...

Posted

U mnie było tak że po pogryzieniu czekałam na wspaniałomyślnego chirurga po ponad 15telefonach ze szpitala do niego (był piętro wyżej!) ponad 2h bez znieczulenia, przemycia, czegokolwiek :shake:. Później mnie wysłali do sanepidu, zrobili jakiś wypis, kazali 'odnaleźć psa' pies pański ale ofc luzem biegający). Po powrocie do domu tel do SM która skierowała nas na Policję. Tam od Policji OP że tak późno, że pies mógł pogryźć kogoś jeszcze (pies mnie pogryzł o 8, a wróciliśmy o 15...). Jak ich matka zjechała że dopiero wróciliśmy to przeprosili i zadzwonili po hycla, wzięli nasze dane i mieli zadzwonić po schwytaniu kundla. Psa schwytali o dziwo jakieś 1-1,5h później. Rozpoznanie psa, pies trafił do schroniska na obserwację. Po około 2dobach telefon z wojewódzkiego czegoś tam weterynaryjnego, pies po obserwacji pod kątem na wściekliznę - wścieklizny nie miał. Ja tel do sanepidu że nie muszę mieć zastrzyków.
Później co 2 do chirurga na zmiany opatrunków, po 14dniach ściągnięcie szwów. Po czym leczenie, leczenie, leczenie - ciągle lepi przeciwbólowe przez około miesiąc (rana w totalnie niefortunnym miejscu). Brak innego czucia w palcu niż ból, 'rehabilitacja' 3m-c. Do dziś nie mam 100% sprawności palca, ciągle robią się rany. Jednak i tak się cieszę że go mam...

Tak to wyglądało u mnie. Nie wiem czy dlatego że dorosła osoba, czy też dlatego że wszystkich mają w poważaniu :roll:

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...