Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Ja mam wrażenie że tu się popada ze skrajności w skrajność. Mowa była o dziecku pogryzionym przez psa który biegał po nieogrodzonej posesji i z niej wybiegł atakując dzieciaka (chyba że coś źle zrozumiałam?). Nie można tego wrzucać do jednego wora z dzieciakami biegającymi z kijami za psami, czy bijącymi psy bo matka obok stojąca pozwala :shake:...
W ogóle nie podejmuję dyskusji tych amstaffów bo nie rozumiem czy dzieciaki poszły normalnie jak w każdej restauracji do wc, czy też na zaplecze, czy na cudzą posesję.
Tak samo nie można stawiać na jednej szali psa na własnym ogrodzonym, zabezpieczonym terenie który pogryzł dzieciaka przechodzącego przez płot - z psem który biegał samopas i stwierdził że go jednak dzieciaki denerwują i pogryzł. Ogólnie sądzę że psy nie powinny gryźć dzieciaków, powinny być z nimi oswojone - jednak nie dziwi mnie gdy pies napastowany przez dzieciaki może kłapnąć zębami. Zdaję sobie również sprawę że ratler zostawi siniaka, a duży pies może odgryźć rączkę.

Jednak takie przerzucanie ciągle winy z jednego na drugiego nie służy nikomu, a ta dyskusja zaczyna być przepychanką z serii 'kogo na wierzchu'.

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

Widzisz jak łątwo było wykazać poziom naszego społeczeństwa?
Prawda jest smutna... pies nie powinien latać samopas i żadne pogryzienia (czy to dzieci czy staruszków) nie powinny mieć miejsca. Ale każdy kij ma dwa końce. Pies powinien być pod nadzorem i dzieci także.
Nigdzie nie napisałam - że dziecku się należało. Napisałam tylko - zgodnie z prawdą zresztą - że dzieci do lat 7 powinny być pod ciągłym nadzorem osób dorosłych. Ile tu się głosów odezwało - że to jakaś bzdura jest? No nie jest. Bo psy powinny być pilnowane przez właścicieli a posesje ogrodzone a dzieci nie powinny być sobie samopas wypuszczane na rowerki na ulice. Taka prawda. Gdyby choć raz taki rodzić odpowiedział na róni z właścicielem gryzacego psa - moze część reszty by sie poddała mikrorefleksji.
Czy nie wydaje Ci się dziwne że w każdym przypadku pogryzienia dziecka przez psa - rodziców w pobliżu nie było? Bo przecież piaskownica jest pod oknem... bo wygodniej sobie siedzieć w ogródku a dziecko jest na cholernym rowerku tuż za płotem, bo fajnie na placu zabaw się czyta książkę a dziecko? 200 metrów dalej poszło szukać przygód, bo wygodniej jest zajmowac się plotkowaniem i piciem drinka niż ruzyć się do i pomóc dziecku znaleźć ubikację w restauracji.. Takich przykładów można mnożyć.
A ten wątek na tym konkternym forum jest bardzo dobitnym przykładem oszołomstwa i skrajnego chamstwa naszego społeczeństwa...
Od iluś tam stron czytuję sobie ten temat rano przy kawie. I co? Najpierw osoby (zawsze te same osoby) mające psy nieźle walnięte w czerep oburzają się bo podbiegacz, bo jak on śmiał psa spuścić ze smyczy, bo jak on śmiał nie zapytać o zgodę, bo taaaka wielka praca idzie na marne... a następnie oburzenie święte bo ich piesełki były akurat niezasmyczowane, podbiegły do innego, tamten ktoś opierdzielił. To przykład całkiem niedawny...
Czy zauważyłaś że tutaj są wciąż te same osoby z takimi samymi historyjkami? Mieszkają w jakichś szczególnych miejscach? Czy moze ich postrzeganie świata jest szczególne? Stawiam na to drugie.
Jakoś nie czytamy o pogryzieniach dzieci idących obok dorosłego piekuna... prawda?

Posted

Nie tylko dzieci, pies w ogólne nie powinien nikogo gryźć (ani ludzi, ani innych psów), tak samo jak człowiek nie powinien nikogo bić (ani innych ludzi, ani psów). Oczywiście, nie mówię o sytuacji obrony życia czy zdrowia.

Każda skrajność jest zła: jak pies ma tendencje do gryzienia ludzi, to powinien być albo pod stałym nadzorem albo... No cóż. Jeśli dziecko ma skłonności do bicia i dręczenia zwierząt, powinno być wysłane do psychologa. Na każdą agresję i zachowanie aspołeczne powinno się reagować adekwatnie. Nie ma, że pies to tylko pies, dziecko to tylko dziecko i inne bzdety :roll:

Posted

Ale pies to tylko pies, a dziecko to tylko dziecko WIĘC potrzebny jest ktoś dorosły, żeby je nadzorować i opiekować się nimi.
Niestety często opiekunowie i jednych i drugich są, delikatnie mówiąc, nieodpowiedzialni. Ale tak już jest, więc trzeba się przystosować i wrzucić na luz ;) Bo inaczej trzeba by założyć wątek : "Jak reagujecie na chamstwo reszty świata" i pisać w nim codziennie ;)

Posted

Nie Sowroneczko - to nie jest kwestia odpowiednia do wrzucania na luz. Bo od tej odpowiedzialności zalezy często życie dzieci. Już w tym momencie pomijam życie gryzacego psa czy sumienie kierowcy który potrącił...
Człowiek decydując się na dziecko powinien mieć świadomość pełnej 24 godzinnej odpowiedzialności za życie które powołał na świat. I to zycie powinno byc wazniejsze niż cokolwiek innego.
Często wystarczy chwila nieuwagi... guz, uraz, kontuzja - to rzeczy normalne i nie do unikniecia. Puszczanie małego dziecka samopas - to niedopuszczalne. Nawet za płot, nawet przez salę do kibla w knajpie pełnej ludzi.
I to jest właśnie temat o którym powinno się mówić.
Bo coraz częściej am wrażenie że mamuśki, tatusiowie podchodzą do sprawy w następujący sposób - skoro moja (w domyśle matka debilka, nie potrafiąca zajmowac się dzieckiem i nie nadająca się na matkę) puszczała mnie samopas to ja robię tak samo a kazda inna ( w domyśle potrafiąca myśleć, przwidywać, mająca czas i siłę na opiekę i wychowywanie) staje się z automatu matką nadopiekuńczą, matką kwoką, matką Polką...
A to już jest tragiczne - i tragizm ten widać na codzień wszędzie gdzie nie spojrzymy

Posted

ja nie rozumiem całej kłótni - kwestia co kto sobie będzie wyrzucał, czy to właściciel, że mógł zabezpieczyć bramę, czy rodzic, że mógł dziecko pilnować, zauważyć psa w porę, itd.

takie sprawy są moim zdaniem bezdyskusyjne, a winą będą się obarczać strony przeciwne, bo taka jest ludzka natura, że się szuka winnych wszędzie, tylko nie w sobie - ktoś, kto jest obserwatorem z zewnątrz nie powinien się opowiadać po żadnej ze stron, tego wymaga zdrowy rozsądek, cynizm i racjonalne podejście do sytuacji.
takie zadanie ma m.in. sędzia, czyli ktoś zobligowany do oceniania takich zdarzeń - nie ma wtedy społecznych uprzedzeń, lubienia/nielubienia psów/dzieci, są fakty i koniec.

dziecko ma być pod opieką, pies ma być w zamknięciu - obie strony nie przestrzegały do końca obowiązków, a tragedia, która się zdarzyła, była wg. mnie przypadkiem (to mają do siebie wypadki i tragedie, stają się znienacka).

Posted

Ależ nie o to mi chodziło! Dzieci to mega obowiązek i odpowiedzialność, i w tej kwestii zgadzam się z Tobą w 100%. Ale zgadzam się też z tym, że pilnując przesadnie dziecka, też robimy mu krzywdę. I nie piszcie proszę, że moim zdaniem można kilkulatka puszczać samopas, gdzie tylko zechce. Chodzi mi o zdrowy rozsądek, bo jak dzieci mają się uczyć samodzielności czując CIĄGLE na plecach oddech mamusi?
A o wrzuceniu na luz pisałam w kontekście ciągłego emocjonowania się tym, że ktoś, coś zrobił nie tak, jak my uważamy, że powinien. Bo takich "ktosiów" jest milion i nie ma co się wszystkimi przejmować.

Przez dogo coraz częściej mam wrażenie, że powinni mi odebrać maturę z polskiego, bo się nie umiem precyzyjnie wyrażać...

Posted

Dzieci - tamat rzeka i to nie miejsce na takie dywagacje. Natomiast zapewniam Cię, ze opieka - prawidłowa i odpowiedzialna opieka nad dzieckiem nie ma nic wspólnego z kwoczeniem i pozbawianiem nauki samodzielności. Dokładnie tak samo jak puszczanie samopas samodzielności nie uczy...

Posted

isabelle301 napisał(a):
Dzieci - tamat rzeka i to nie miejsce na takie dywagacje. Natomiast zapewniam Cię, ze opieka - prawidłowa i odpowiedzialna opieka nad dzieckiem nie ma nic wspólnego z kwoczeniem i pozbawianiem nauki samodzielności. Dokładnie tak samo jak puszczanie samopas samodzielności nie uczy...


Puszczenie dziecka z grupką kolegów żeby pojeździły na rowerach po wewnętrznej osiedlowej drodze to nieprawidłowa opieka nad dzieckiem? :-o

Posted

Tak małego dziecka? Tak - to brak opieki a nie nieprawidłowa opieka. Powiem więcej - puszczenie nawet na osiedlową jezdnię nawet 10 latka to nieodpowiednia opieka...
Dokładnie takiej samej rangi brak opieki gdy matka tylko na 5 minut wychodzi po bułki do sklepiku osiedlowego zostawiając 5 letnie dziecko samo w domu

Posted (edited)

[quote name='isabelle301']Tak małego dziecka? Tak - to brak opieki a nie nieprawidłowa opieka. Powiem więcej - puszczenie nawet na osiedlową jezdnię nawet 10 latka to nieodpowiednia opieka...
Dokładnie takiej samej rangi brak opieki gdy matka tylko na 5 minut wychodzi po bułki do sklepiku osiedlowego zostawiając 5 letnie dziecko samo w domu


Moim zdaniem popadasz w paranoję. Może wynika to z tego, że sama byłam przez moich rodziców "puszczana luzem" i w żaden sposób nie odbiło się to negatywnie na moim życiu. A przeróżne sytuacje się zdarzały. Ja osobiście nie uważam puszczania 10-letniego dziecka na rower za nieodpowiednią opiekę, kojarzy mi się to z nadopiekuńczymi rodzicami i z własnego otoczenia widzę jak potem takie osoby mają problem z odnalezieniem się w różnych sytuacjach, bo wiecznie nad nimi stali rodzice. Czy któreś z twoich dzieci jest już dorosłe?

Zła rzecz może przydarzyć się w momencie gdy mama niekoniecznie wyjdzie do sklepu- wystarczy że będąc w domu na 2 minuty wyjdzie do toalety i dziecko wpadnie na jakiś dziwny pomysł typu skakanie ze stołu.

Czy swoją córkę bierzesz ze sobą do łazienki, gdy idziesz za potrzebą?


[quote name='isabelle301']http://www.serwisprawa.pl/wersja_do_druku.php?str=artykuly&ob=2498&ty=3

warto poczytać...

W tej sytuacji nijak to się ma do stanu faktycznego tak naprawdę. Gdyby rodzice złożyli pozew sąd moim zdaniem jak najbardziej przychyliłby się do zasądzenia im odszkodowania i zadośćuczynienia. To klasyczna sprawa do wygrania. Zwierzę nie może pozostawać bez nadzoru przy czym za pozostawienie bez nadzoru uznaje się też zamknięcie psa na działce, do której furtka nie jest zamknięta na klucz. Gdyby na działkę weszło dziecko i zostało pogryzione to bardzo prawdopodobne, że właściciele i tak by ponieśli odpowiedzialność.

Edited by klaki91
Posted

Mną się starsze rodzeństwo zajmowało (+6 i +9 ode mnie) bo niestety rodzice musieli pracować i zarabiać na utrzymanie. Ja pamiętam że sama chodziłam kupować chleb, słodycze, jakieś małe drobiazgi do sklepu (umieszczony w tym samym bloku klatkę dalej) w wieku niespełna 6lat, sprawiało mi to dużą przyjemność i czułam radość z pomagania i samodzielnych 'zakupów'.
Dziś do tego samego miejsca dziecka samopas bym nie puściła, z chodnika zrobiono drogę dojazdową i dorosły ma obawy przed normalnym wyjściem z klatki, a co dopiero taki maluch.

Czasy były inne, niebezpieczeństwa były inne, w innym wieku można było dziecko usamodzielniać. Dziś strach posłać dziecko do szkoły czy nie trafi na klasę sadystów, a samoobrona to priorytet :shake:...
To samo tyczy się zwierząt, kiedyś było mniej ścin między psami. Kiedyś było wstyd mieć niewychowanego ujadacza, psa który się nie słuchał się nie spuszczało, spuszczało się tylko te w kagańcu. Człowiek czuł się bezpieczniej, dziś przechodząc koło małych rozwydrzonych ujadaczo-podgryzaczy nigdy nie wiem który kiedy mnie za spodnie złapie. Przyznam szczerze że nie lubię właśnie przez to małych psów, mieczuję się w ich obecności komfortowo...

Skrajności są wszędzie, wszystko zależy od tego kto patrzy na daną sytuację z jakiej perspektywy. Tylko ty chyba nie powód by się obrażać wzajemnie i wyzywać, oraz skakać sobie do gardeł? ;)

Posted

Maron86 napisał(a):
Mną się starsze rodzeństwo zajmowało (+6 i +9 ode mnie) bo niestety rodzice musieli pracować i zarabiać na utrzymanie. Ja pamiętam że sama chodziłam kupować chleb, słodycze, jakieś małe drobiazgi do sklepu (umieszczony w tym samym bloku klatkę dalej) w wieku niespełna 6lat, sprawiało mi to dużą przyjemność i czułam radość z pomagania i samodzielnych 'zakupów'.
Dziś do tego samego miejsca dziecka samopas bym nie puściła, z chodnika zrobiono drogę dojazdową i dorosły ma obawy przed normalnym wyjściem z klatki, a co dopiero taki maluch.

Czasy były inne, niebezpieczeństwa były inne, w innym wieku można było dziecko usamodzielniać. Dziś strach posłać dziecko do szkoły czy nie trafi na klasę sadystów, a samoobrona to priorytet :shake:...
To samo tyczy się zwierząt, kiedyś było mniej ścin między psami. Kiedyś było wstyd mieć niewychowanego ujadacza, psa który się nie słuchał się nie spuszczało, spuszczało się tylko te w kagańcu. Człowiek czuł się bezpieczniej, dziś przechodząc koło małych rozwydrzonych ujadaczo-podgryzaczy nigdy nie wiem który kiedy mnie za spodnie złapie. Przyznam szczerze że nie lubię właśnie przez to małych psów, mieczuję się w ich obecności komfortowo...

Skrajności są wszędzie, wszystko zależy od tego kto patrzy na daną sytuację z jakiej perspektywy. Tylko ty chyba nie powód by się obrażać wzajemnie i wyzywać, oraz skakać sobie do gardeł? ;)


Dziś to raczej kwestia mediów niż zwiększonego zagrożenia ;) kiedyś też zdarzały się wypadki, porwania, gwałty, ekshibicjoniści, dzieci gnębiły słabsze jednostki, zwierzęta, psy gryzły ludzi i dzieci. Niewiele się zmieniło, ja tam większych zmian nie widzę poza tym, że wszędzie się o tym trąbi.

Posted

klaki91 napisał(a):
Moim zdaniem popadasz w paranoję. Może wynika to z tego, że sama byłam przez moich rodziców "puszczana luzem" i w żaden sposób nie odbiło się to negatywnie na moim życiu. A przeróżne sytuacje się zdarzały. Ja osobiście nie uważam puszczania 10-letniego dziecka na rower za nieodpowiednią opiekę, kojarzy mi się to z nadopiekuńczymi rodzicami i z własnego otoczenia widzę jak potem takie osoby mają problem z odnalezieniem się w różnych sytuacjach, bo wiecznie nad nimi stali rodzice. Czy któreś z twoich dzieci jest już dorosłe?

Zła rzecz może przydarzyć się w momencie gdy mama niekoniecznie wyjdzie do sklepu- wystarczy że będąc w domu na 2 minuty wyjdzie do toalety i dziecko wpadnie na jakiś dziwny pomysł typu skakanie ze stołu.

Czy swoją córkę bierzesz ze sobą do łazienki, gdy idziesz za potrzebą?




W tej sytuacji nijak to się ma do stanu faktycznego tak naprawdę. W momencie gdyby rodzice złożyli pozew sąd jak najbardziej przychyli się do zasądzenia im odszkodowania i zadośćuczynienia. To klasyczna sprawa do wygrania. Zwierzę nie może pozostawać bez nadzoru przy czym za pozostawienie bez nadzoru uznaje się też zamknięcie psa na działce, do której furtka nie jest zamknięta na klucz. Gdyby na działkę weszło dziecko i zostało pogryzione to bardzo prawdopodobne, że właściciele i tak by ponieśli odpowiedzialność.

Naprawde nie widzisz róznicy między pójściem do łazienki a puszczaniem na jezdnię 6 letniego dziecka samopas?
Mam tylko jedno dziecko - świetnie samodzielne. W czerwcu skończy 11 lat. I powtórzę jeszcze raz - odpowiedzoialna opieka nie powoduje że z dziecka wyrasta nieudacznik zyciowy. Wręcz przeciwnie.
Jakoś moi rodzice byli w stanie zapewnić mi opiekę - choć ze szkoły wracałam z kluczem na szyi bo oni pracowali. Nie czuję sie jakoś zagubiona w otaczajacym świecie. Może dlatego że troskliwi i odpowiedzialni rodzice opiekując się uczą dziecko życia? I nie pozostawiają tego przypadkowi? Ulicy?

Posted (edited)

[quote name='isabelle301']Naprawde nie widzisz róznicy między pójściem do łazienki a puszczaniem na jezdnię 6 letniego dziecka samopas?
Mam tylko jedno dziecko - świetnie samodzielne. W czerwcu skończy 11 lat. I powtórzę jeszcze raz - odpowiedzoialna opieka nie powoduje że z dziecka wyrasta nieudacznik zyciowy. Wręcz przeciwnie.
Jakoś moi rodzice byli w stanie zapewnić mi opiekę - choć ze szkoły wracałam z kluczem na szyi bo oni pracowali. Nie czuję sie jakoś zagubiona w otaczajacym świecie. Może dlatego że troskliwi i odpowiedzialni rodzice opiekując się uczą dziecko życia? I nie pozostawiają tego przypadkowi? Ulicy?

A czy ja tu piszę, że puszczanie dziecka samopas jest równe wyjściu do toalety? Piszę, że nieszczęśliwy wypadek może zdarzyć się w każdej chwili.

Jeśli dla ciebie pozwolenie dziecku na jeżdżenie na rowerze z grupką innych dzieci na wewnętrznej osiedlowej drodze (która zapewne nie jest długości Marszałkowskiej i nie panuje też na niej taki ruch) podczas gdy rodzic robi coś w ogrodzie jest brakiem odpowiedzialności to rzeczywiście nie mamy o czym dyskutować, bo dla mnie na przykład to nic złego, sama tak robiłam, inne dzieci tak robiły i każde z nas zostało "nauczone życia" i nie przeszkadzało to w żaden sposób naszym rodzicom w opiece nad nami. Nie uważam też moich rodziców za nietroskliwych i nieodpowiedzialnych ludzi, wręcz przeciwnie.

Nie wiem dlaczego wysnułaś z tego co napisałam wniosek, że dziecko puszczone z rówieśnikami na osiedlowe harce uczone jest życia przez ulicę, moim zdaniem to duża nadinterpretacja. Chyba że dla ciebie istnieją dwie opcje:
1. Opiekowanie się dzieckiem i nie puszczanie go na osiedlową ulicę żeby pojeździło na rowerze bez biegania zaraz za nim (bo rozumiem, że to musiałabyś robić żeby odpowiednio je pilnować)
2. Puszczenie dziecka i pozostawienie uczenia go życia przez przypadek/ulicę

podczas gdy ja tu widzę jeszcze wiele innych możliwości.

[quote name='isabelle301']
W tym konkretnym przypadku? Tak - całkowita wina leży po stronie rodziców... jako matka a nie jako własciciel psa - takie jest moje zdanie.

Gdyby szanowni rodzice tyłki z kanap ruszyli aby wyjść z dzieckiem na spacerek na rowerku, to zapewne byliby także w stanie zareagować na fakt darcia mordy do psa który przebywa na terenie nie ogrodzonym w 100%... bo byc może by to zauważyli.


Bardzo się mylisz, widocznie nigdy nie byłaś świadkiem ataku psa. Są psy które nie szczekną przed atakiem. Zakładając że wyjdziesz nawet na tą ulicę z dzieckiem- masz zamiar biegać koło rowerka? Czy stać gdzieś i mieć dziecko w zasięgu wzroku?

Nie mówiąc już o tym, że pierwszy cytat to bzdura wyssana z palca nie poparta żadnymi przepisami prawa. No ale to twoje zdanie, masz do niego prawo ;) całe szczęście, że prawo nie jest stanowione przez ludzi o podobnych poglądach bo dochodziłoby do mocno absurdalnych sytuacji.

Edited by klaki91
Posted

klaki91 napisał(a):
Dziś to raczej kwestia mediów niż zwiększonego zagrożenia ;) kiedyś też zdarzały się wypadki, porwania, gwałty, ekshibicjoniści, dzieci gnębiły słabsze jednostki, zwierzęta, psy gryzły ludzi i dzieci. Niewiele się zmieniło, ja tam większych zmian nie widzę poza tym, że wszędzie się o tym trąbi.


Nie wiem, możliwe. Jednak Police to było prawdziwe zadupie, tu każdy każdego znał aż do przesady :shake:. Większość ludzi pracowała na zakładach, to nie było 'zwykłe miasteczko' ;). Ludzie nie wchodzili sobie w paradę, nie 'dokuczali sobie'. Naprawdę przez te prawie 30lat wiele się zmieniło, przynajmniej 'tu'. Zaczynając od tego że ludzie się pozmieniali (jedni wyprowadzili, nowi powprowadzali), większość udaje miłych jednocześnie próbując nóż w plecy wbić :roll:. O dotkliwych pogryzieniach przez psa 'tu' w ogóle nie było słychać, naprawdę nie było obaw że dziecko wróci bez twarzy.
Fakt były już 'fale' jak chodziłam do podstawówki, gnojenie biedniejszych itp.
Psy tak samo, było ich mniej. Ludzie je wychowywali bo naprawdę tu pies szczekający był bardzo bardzo niemiło widziany, atakujący inne psy, a ludzi to już w ogóle nie do pomyślenia.

Posted

Maron86 napisał(a):
Nie wiem, możliwe. Jednak Police to było prawdziwe zadupie, tu każdy każdego znał aż do przesady :shake:. Większość ludzi pracowała na zakładach, to nie było 'zwykłe miasteczko' ;). Ludzie nie wchodzili sobie w paradę, nie 'dokuczali sobie'. Naprawdę przez te prawie 30lat wiele się zmieniło, przynajmniej 'tu'. Zaczynając od tego że ludzie się pozmieniali (jedni wyprowadzili, nowi powprowadzali), większość udaje miłych jednocześnie próbując nóż w plecy wbić :roll:. O dotkliwych pogryzieniach przez psa 'tu' w ogóle nie było słychać, naprawdę nie było obaw że dziecko wróci bez twarzy.
Fakt były już 'fale' jak chodziłam do podstawówki, gnojenie biedniejszych itp.
Psy tak samo, było ich mniej. Ludzie je wychowywali bo naprawdę tu pies szczekający był bardzo bardzo niemiło widziany, atakujący inne psy, a ludzi to już w ogóle nie do pomyślenia.


To u mnie tak kolorowo nigdy nie było ;)

Posted

klaki91 napisał(a):
A czy ja tu piszę, że puszczanie dziecka samopas jest równe wyjściu do toalety? Piszę, że nieszczęśliwy wypadek może zdarzyć się w każdej chwili.

Jeśli dla ciebie pozwolenie dziecku na jeżdżenie na rowerze z grupką innych dzieci na wewnętrznej osiedlowej drodze (która zapewne nie jest długości Marszałkowskiej i nie panuje też na niej taki ruch) podczas gdy rodzic robi coś w ogrodzie jest brakiem odpowiedzialności to rzeczywiście nie mamy o czym dyskutować, bo dla mnie na przykład to nic złego, sama tak robiłam, inne dzieci tak robiły i każde z nas zostało "nauczone życia" i nie przeszkadzało to w żaden sposób naszym rodzicom w opiece nad nami. Nie uważam też moich rodziców za nietroskliwych i nieodpowiedzialnych ludzi, wręcz przeciwnie.

Nie wiem dlaczego wysnułaś z tego wniosek, że takie dziecko uczone jest życia przez ulicę, moim zdaniem to duża nadinterpretacja. Chyba że dla ciebie istnieją dwie opcje:
1. Opiekowanie się dzieckiem i nie puszczanie go na osiedlową ulicę żeby pojeździło na rowerze
2. Puszczenie dziecka i pozostawienie uczenia go życia przez przypadek/ulicę

podczas gdy ja tu widzę jeszcze wiele innych możliwości


Chyba się czepiasz... ja zawsze swojemu dziecku powtarzam - nie obchodzi mnie co inni robią i co się z nimi dzieje - obchodzisz mnie tylko ty.
I tobie odpowiem to samo - nie obchodzi mnie czy twoi rodzice byli zbyt leniwi aby pójść z tobą na spacer byś mogła pojeździć na rowerze w bezpiecznym do tego terenie. Obchodzi mnie bezpieczeństwo mojego dziecka. Nie obchodzi mnie czy wychowywała cie ulica. Obchodzi mnie wychowanie mojego dziecka. A jej ulica wychowywac nie musi - ma mnie i swojego tatę.
Parę lat temu byłąm na wakacjach w Zwierzyńcu... osiedle domków na uboczu. Wewnętrzne ulice z niemal zerowym natężeniem ruchu. Wszyscy oczywis,cie dzieci puszczali... dwa dni przed wyjazdem dziecko sobie pojechało. Było samo bo koledzy mieli dopiero wyjść. I nie wyrobiło się na zakręcie. Jedno uderzenie głowa o krawężnik i parę godzin w rowie. Oczywiście nieszczęsliwy wypadek. Oczywiście rodzic nie złapałby dzieciaka w locie. Ale oczywiście byłby na miejscu i pomoc nadeszłąby na czas, Kto był winny? Pewnie sąsiad bo sobie zrobił za płotem krawęzniki...

Posted

isabelle301 napisał(a):
Chyba się czepiasz... ja zawsze swojemu dziecku powtarzam - nie obchodzi mnie co inni robią i co się z nimi dzieje - obchodzisz mnie tylko ty.
I tobie odpowiem to samo - nie obchodzi mnie czy twoi rodzice byli zbyt leniwi aby pójść z tobą na spacer byś mogła pojeździć na rowerze w bezpiecznym do tego terenie. Obchodzi mnie bezpieczeństwo mojego dziecka. Nie obchodzi mnie czy wychowywała cie ulica. Obchodzi mnie wychowanie mojego dziecka. A jej ulica wychowywac nie musi - ma mnie i swojego tatę.
Parę lat temu byłą na wakacjach w Zwierzyńcu... osiedle domków na uboczu. Wewnętrzne ulice z niemal zerowym natężeniem ruchu. Wszyscy oczywis,cie dzieci puszczali... dwa dni przed wyjazdem dziecko sobie pojechało. Było samo bo koledzy mieli dopiero wyjść. I nie wyrobiło się na zakręcie. Jedno uderzenie głowa o krawężnik i parę godzin w rowie. Oczywiście nieszczęsliwy wypadek. Oczywiście rodzic nie złapałby dzieciaka w locie. Ale oczywiście byłby na miejscu i pomoc nadeszłąby na czas, Kto był winny? Pewnie sąsiad bo sobie zrobił za płotem krawęzniki...


Zedytowałam mój post, jestem ciekawa odpowiedzi na pytanie, które w nim umieściłam-Zakładając że wyjdziesz nawet na tą ulicę z dzieckiem- masz zamiar biegać koło rowerka? Czy stać gdzieś i mieć dziecko w zasięgu wzroku? W jaki sposób uchronisz je przed atakiem ze strony pozostawionego bez nadzoru psa?

Dlaczego porównujesz sytuację z pogryzieniem przez psa do nieszczęśliwego wypadku i ironicznie sugerujesz, że winny był sąsiad? Przecież to dwie zupełnie inne sytuacje. W sytuacji z pogryzieniem rodzice dziecka byli w ogrodzie, pewnie usłyszeli że dziecku coś się stało i zaraz się tam udali (gdybam, bo nie wiem jak było). Dziecko nie było też zostawione samopas- było z innymi dziećmi.

Nawiasem mówiąc jeśli krawężniki zostały wybudowane z naruszeniem przepisów prawa to jak najbardziej można by go pociągnąć do odpowiedzialności, przecież to chyba oczywiste dla każdego.

Posted

Wystarczy ze będe patrzyła czy okolica w której się znajdujemy obfituje w biegające psy. One nie spadają z nieba z nagła... a jak widzę psa luzem w parku to widze co on za jeden - wszystkie znam. Ponadto jest z nami nasz pies. I biada temu który wybiegnie na dziecko zza krzaka. Bo nie zdąży pokonac kolejnego metra.

Posted

isabelle301 napisał(a):
Wystarczy ze będe patrzyła czy okolica w której się znajdujemy obfituje w biegające psy. One nie spadają z nieba z nagła... a jak widzę psa luzem w parku to widze co on za jeden - wszystkie znam. Ponadto jest z nami nasz pies. I biada temu który wybiegnie na dziecko zza krzaka. Bo nie zdąży pokonac kolejnego metra.


Rozumiem, że przed wyjściem z córeczką na spacer sprawdzasz czy wszystkie mijane przez was domy mają zabezpieczone płoty i nie biegają tam żadne psy? Pies równie dobrze mógł się znajdować na przykład po drugiej stronie domu i zwabiony dziecięcymi krzykami pobiec w kierunku drogi. Czy rodzic ma obowiązek przejścia się po ulicy, podpytania sąsiadów czy mają pozamykane psy? Czy ma obowiązek znania każdego psa który należy do jego sąsiadów? CO w sytuacji gdy sąsiedzi zostaną na przykład przez kogoś odwiedzeni i ten ktoś zabierze ze sobą psa, którego przeoczyłaś?
Co gdy nagle dziecko zostanie zaatakowane przez psa, który komuś uciekł i którego nie zauważyłaś i w ogóle nie spodziewałaś się go w waszej okolicy?
Czy to również twoim zdaniem będzie wina rodzica?
Czy może wina rodzica zostaje wyłączona gdy stanie się świadkiem ataku psa a gdy pobiegnie zaalarmowany dziecięcym krzykiem ale samego ataku nie zobaczy to juz będzie winny?

Pies potrafi spaść z nieba nagle, wierz mi. Ciesz się, że jeszcze tego nie doświadczyłaś.

Posted

No u mnie jakoś nie spadają z nieba... zawsze je widać. Może dlatego ze nie mieszkam na wsi.
Zresztą jak jestesmy na wakacjach - na wsi - też mi nic nie spada z nieba. Na tyle lat - ani jeden spadający pies. Moja teściowa za to kiedyś we śnie miałą spadające z nieba konie

Posted

Widocznie mało w życiu widziałaś, a mimo to masz czelność pouczać innych i stwierdzać ich winę. To jest chwila. Niezabezpieczona działka, zwierzę pozostawione bez nadzoru, czy takie które się zabłąkało.
Rozumiem, że wina rodziców zostaje wyłączona gdy stają się oni świadkami ataku, a gdy przybiegną zaalarmowani dziecięcym krzykiem ale samego ataku nie zobaczą to już są jak najbardziej winni?

Posted

Rodzic też nie jest nadczłowiekiem i może nie zapanować stuprocentowo nad każdą sytuacją nie ważne co by się działo: czy pies, czy pijak, czy rowerek, czy cokolwiek innego.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...