quasimodo Posted February 11, 2007 Posted February 11, 2007 Z tego, co można przeczytać jest nadzieja, że wszystko zmierza w dobrym kierunku... Rodzinie Wedelkowej życzymy jak najwięcej spokoju, zdrówka i radości. Pozdrawiamy i czekamy na wiadomości i zdjęcia w miarę możliwości. Quote
quasimodo Posted February 13, 2007 Posted February 13, 2007 I co u Was słychać Kochani? Jak tam Wedelek? Quote
Tigraa Posted February 13, 2007 Posted February 13, 2007 qroqiet pewnie napisze nam wkrótce coś więcej. A teraz mocne kciuki potrzebne. Quote
qroqiet Posted February 13, 2007 Posted February 13, 2007 U nas... tak sobie:shake: Chęci dopisują, ale możliwości, tak jak uprzedzałam, ograniczone. Podczas gdy zdowie i higienę doprowadzamy do porządku (regularne spacery, ćwiczenia, zmiana pieluszek, mycie), psychicznie jest coraz gorzej. Każdego dnia Wedelek domaga się więcej kontaktu i coraz gorzej przeżywa rozstania. Rozpacz pojawia się natychmiast, gdy ktoś mu zniknie za rogiem. Wczoraj i dzisiaj był sam (z Krokietem) około 6 godzin, co w obu przypadkach doprowadziło do totalnej demolki i wyczerpania Wedelka. Wczoraj nie było poważniejszych zniszczeń, ale dzisiaj rozszarpał na strzępy wszystko, co mu padło na ząb - podkładki, ręczniki, szmatki, pieluszki (w tym tą, którą miał na sobie). Do tego koncert i biegunka. W nocy jest spokojniejszy, ale i tak wstaję do niego, bo około 1:30 przebudza się i potrzebuje towarzystwa. Próbowałam uspokajać go ekstraktem Bacha, ale ani na niego, ani na mnie nie działa. Nie wiem co robić, bo pomysły się wyczerpują. Wedelek przeżywa ogromny stres, ja jeszcze większy. Piesek jest cudowny - wesoły, towarzyski, ciekawy świata i kreatywny - z pomysłami, zupełnie bezkonfliktowy (przeszedł nawet próbę z dziećmi). Ale Wedelek absolutnie nie znosi i nie powinien zostawać i sam. Nawet jak jesteśmy wszyscy w domu, to Wedelek chce być z nami w jednym pomieszczeniu, a jak przysypia, to i tak co chwilę kontroluję, czy mu się gdzieś nie schowaliśmy. No i straszny z niego łakomczuch. Dzisiaj w nocy wyjął sobie z szafki paczkę rodzynków i paczkę suszonych śliwek, rozszarpał opakowania i posilił się. Na zdrowię Wedelku! Jeszcze o kwestiach zdrowotnych. W sobotę byliśmy z Wedelkiem u weterynarza. Dostał lekarstwo na poprawę koo, miał obcinane pazurki. Za dwa tygodnie może już dostać lekarstwo poprawiające trzymanie moczu. Nasz weterynarz potwierdził, że Wedelek pełnej sprawności już prawdopodobnie nie odzyska, ale na pewno jeszcze wiele można dla niego zrobić. Dostałam namiar na doskonałego psiego neurologa z Brna, doktora Petra Srenka - podobno działa cuda. Już się z nim skontaktowałam - opisałam historię i stan Wedelka i poprosiłam o radę w kwestii dalszego postępowania. Czekam na odpowiedź. Quote
przyjaciel_koni Posted February 13, 2007 Posted February 13, 2007 Wieści - nie powiem, by były optymistyczne. Bardzo mnie martwi "koncertowanie" Wedelka. Nie wiem, czy jest na te stany jakiś sposób. Zastanawiałam się nad dobrym szkoleniowcem. Innej możliwości nie znam, jeśli dotychczasowe próby zaradzenia problemowi zawodzą. Liczę jeszcze trochę na to, że któryś z pomysłów omawianych z Gallegro będzie tym właściwym. Mała dygresja od tematów wychowawczych - psy nie powinny zjadać rodzynek w żadnej ilości - Wedelek chyba o tym nie wie - dochodzi do zatruć, nie wiadomo do końca dlaczego. Bardzo Ci Qroqiet dziękujemy - wiemy, że robisz co tylko się da. Przypomnę jeszcze o Vanilce - ona wciąż czeka w Psim Losie na naszą pomoc !!!!! Ida musiała odejść z Kliniki - ze względu na brak innej możliwości jest w tej chwili w hoteliku. Zawiózł ją tam w niedzielę KWL - bardzo mu za to dziękujemy !!!!! W przypadku, gdy Diana nie znajdzie opiekunów (jest pewna szansa), również ona będzie musiała trafić do hotelu. Niestety hotelowanie pociąga za sobą koszty - będziemy bardzo wdzięczni za pomoc finansową każdemu, kto zechce wspomóc psiaki - wpłaty na AFN "Psi Los-DT" Quote
Tola Posted February 13, 2007 Posted February 13, 2007 Po tym wszystkim co przeżył Wedelkowi wydaje się, ze gdy tylko ktos znika z jego pola widzenia tzn ze go porzuca...Ile musi byc strachu i przerażenia w tym małym serduszku:-( Co zrobic, aby Wedelek zrozumiał, ze tu jego domek? Życzę dużo miłosci, cierpliwosci i sukcesów Quote
xxxx52 Posted February 13, 2007 Posted February 13, 2007 z doswiadczenia wiem ,ze ekstrakt,albo tabletki Bach skutkuja dopiero po 3 miesiacach.ja podawalam bardzo wystraszonemu i gryzacemu pieskowi,aefekt byl po paru miesiacach.mysle tak jak ktoras dog.pisala najlepiej zwrocic sie do psychologa. Quote
GreenEvil Posted February 13, 2007 Posted February 13, 2007 Tak kombinuje.. moze na poczatek zostawiac go w kennel-klatce?? (Ulv, zamilcz :evil_lol:) 1) Jest to rozwiazanie polecane dla psow, ktore niechetnie zostaja same 2) nie ma demolki bo nie ma co demolowc 3) on w PL jak zostawla sam (bez ludzia) to wlasnie w klatce. pzdr GreenEvil Quote
ulvhedinn Posted February 13, 2007 Posted February 13, 2007 Qrokiet, wiem, że to trudne, ale się nie łam:roll: u nas na początku było okropnie, wrzask nawet jak szłam do łazienki... i demolka na maxa. Niestety potrzeba czasu i cierpliwości, aż Wedel zrozumie, że nie zamierzacie go porzucić. :-( u mnie trochę pomagało zostawianie kawałka ręcznika, na którym wcześniej spałam (nie mojej koszulki, bo mi troszkę było szkoda), kenel klatka też dobra (Green, mam nadzieję, że Wedel mniej zdolny od Aksy:diabloti: ), hałasom nie zapobiegnie, ale zniszczeniom juz tak... Tylko on tam musi spać zawsze, tam mieć posłanko na stałe- może poczuje się rzeczywiście pewniej, w końcu faktycznie ileś czasu mieszkał w klatce:roll: Quote
_beatka_ Posted February 13, 2007 Posted February 13, 2007 zgadzam sie ze szkoleniowcem, znacie jakiegoś dobrego z krakowa? tak jak pisalam o moim śpiewaku, on też z początku wyl jak najety, jak tylko znikalam mu z oczu...ale po pól roku bylo już lepiej, zrozumiel że go nie zostawimy i ze nie watro tracic glos na takie sceny dramatyczne, trzymam za was kciuki, bardzo bym chciala zeby sie udalo... Quote
gallegro Posted February 13, 2007 Posted February 13, 2007 GreenEvil napisał(a):Tak kombinuje.. moze na poczatek zostawiac go w kennel-klatce??... Wedelek ma taką klatkę. Quote
bonika Posted February 13, 2007 Posted February 13, 2007 Trafiłam do Wedelka przez Małą Mi/ MajęII - nie wiedziałam, że to taki mały psiulek - taka mala fryga ;) :loveu: pysio ma kochane i taki czekoladek :loveu: Trzymam mocno kciuki aby się udało :kciuki: :kciuki: A na uspokojenie może kilkoma kropelkami kropel Walerianowych smarować mu nochal/pyszczek - działają nasennie - oczywiście po konsultacji z wetem - i ile i jak często można je podawać. Quote
GreenEvil Posted February 13, 2007 Posted February 13, 2007 gallegro napisał(a):Wedelek ma taką klatkę. To czemu w niej nie zostaje?? (jak wnioskuje z opisu strat) pzdr GreenEvil Quote
qroqiet Posted February 13, 2007 Posted February 13, 2007 W nocy nie zostaje w klatce, bo wyje. Sasiedzi zwrocili nam juz uwage. W dzien zostaje. Dzisiaj rozszarpal podklad z klatki, swoja pieluche oraz wszystko co lezalo na klatce i obok niej (przeciagnal sobie). Moja siostra jest szkoleniowcem, szkoli min. pieski dla niepelnosprawnych. Probowalysmy roznych rozwiazan, ale Wedelek swoje. Kiedy Wedelek zostaje sam nie reaguje na zadne pozytywne bodzcce, nic go nie interesuje i wpada w amok. Problem w tym, ze nie mamy kiedy z nim pracowac, bo nie ma nas w domu, a od przyszlego tygodnia i moja siostra nie bedzie mogla nam pomagac. Mam zostawiac malucha na 10 godzin samego w klatce wiedzac jak reaguje? Jestem tym bardzo zmartwiona, nie wiem co robic. Quote
quasimodo Posted February 13, 2007 Posted February 13, 2007 A jakieś delikatne środki uspokajające? Pewnie najlepszym lekarzem okaże się czas - kiedy psiunio zrozumie, że to jego dom, jego Ludzie, że nikt go nie zostawi i nie porzuci. Minie stres i histeria. Oby to jak najszybciej nastąpiło... Wiemy jakm teraz Wam ciężko i jak wielki to problem. Sami przeszliśmy przez dość podobne piekło, kiedy umarł nasz pies i nasza suczka (po przejściach), która wychowywała się z nim od małego, została sama. Wyła , kiedy tylko wychodziliśmy, a oprócz tego miała stany lękowe nawet w naszej obecności (biegała nieprzytomna i śliniła się). Sąsiedzi się skarżyli, nam serca pękały. Trwało to 2-3 tygodnie. Trzymamy kciuki. Quote
bonika Posted February 13, 2007 Posted February 13, 2007 Post mi wcięłłło. Trafiłam tu przez Małą Mi - nie wiedziałam, że Wedelek to taka malutka psinka - jak mała fryga ;) Ale ma kochane pysio i taki czekoladek z niego :loveu: (od tego chyba Wedelek? :splat:) No i sprytny "gadzinka" - potrafi sobie "zorganizować" smakołyki ;) :lol: (rodzynki i suszone śliwki no no :evil_lol: ) Może na uspokojenie smarować mu nosek/pyszczek kilkoma kropelkami Kropli Walerianowych - działają nasennie - podawałam tak kotu - nie wiem jak kot ;) , ale ja spałam jak zabita po samym zapachu :evil_lol: ;) Wcześniej skonsultować z wetem oczywiście - ile, jak często i jak długo można podawać - a może coś innego wet doradzi ? Trzymam WIELKIE kciuki aby się udało :kciuki: :kciuki: Quote
xxxx52 Posted February 13, 2007 Posted February 13, 2007 QQ-jezeli Twoja siostra jest szkoleniowcem ,to powinna wiedziec ,ze efekty nie z dnia na dzien przychosdza!szkolenia trwaja miesiacami,a co dopiero jezeli chodzi o ulomnego pieska.Po drugie wczesniej pisalas ,ze siostra bedzie przychodzila po pieciu godzinach i pojdzie na pol godziny z pieskiem na spacer i zmieni wedelkowi pieluszke. Boze jak szybko sie ludzie zniechecaja:shake: Wybaczcie ale musze napisac ,ze widzialam ta adopcje czarno i...............! Co dalej Y? ,jak tak dalej pojdzie ,pies nie przezyje! Quote
_beatka_ Posted February 13, 2007 Posted February 13, 2007 qroqiet a probowaliscie zostawiać mu wlączone radio?może podziala?na mojego bajta nie dzialalo, ale mam paru znajomych ze śpiewającym psami, które slysząc ludzki gloś się uspokajaly Quote
Dorothy Posted February 13, 2007 Posted February 13, 2007 polecam goraco spotkanie z pania Zofia Mrzewińską z Krakowa, kontakt do niej przez pw znajdziecie na pewno w dziale behawior albo wychowanie. Nick ma chyba taki jka nazwisko- Mrzewińska. Udziela cennych rad i uważam co jak co ale na psach że sie zna. Wyszkolila ich setki. Ponadto mieszka w Krakowie. D Quote
przyjaciel_koni Posted February 13, 2007 Posted February 13, 2007 Wiesz Dorotko - ja to już kompletnie się zagubiłam w tym wszystkim. Chyba nie wymyślę nic mądrego. Kompletna szarokomórkowość... Quote
qroqiet Posted February 14, 2007 Posted February 14, 2007 Dzisiaj była najgorsza noc do tej pory. O 2:00 Wedelek się obudził. Okazało się, że ma biegunkę (nie wiem dlaczego, bo cały wczorajszy dzień koo było dobre). Zmieniłam pieluszkę i chwilkę z nim posiedziałam. Zanim wróciłam do sypialni zaczął się koncert. Robiłam kilka podejść, ale cały czas płakał. Do rana siedziałam już z Wedelkiem w jego łóżeczku. Ale dzisiaj rano musiałam wyjść do pracy, więc został w klateczce. Dostałam odpowiedź od dr Petra Strenka: "Obavam se, ze Vaaemu pejskovi nejsem schopen pomoci, ani poradit. Po tak dlouhe dobe je na vaechny pokusy pozdre." Pierwsze zdanie rozumiem, ale drugie nie. Czy chodzi o to, że zbyt wiele czasu minęło od wypadku? Quote
sahara Posted February 14, 2007 Posted February 14, 2007 Początek drugiego zdania to "po tak długim czasie" Później napisał coś z błędem. Smsowo prosiłam o przetłumacznie, więc osoba tłumacząca nie znała kontekstu. Myślę, że masz rację, że chodzi o upływ czasu od wypadku. Trzymam za Was kciuki, wierzę, że bedzie dobrze... Quote
qroqiet Posted February 14, 2007 Posted February 14, 2007 xxxx52 napisał(a):QQ-jezeli Twoja siostra jest szkoleniowcem ,to powinna wiedziec ,ze efekty nie z dnia na dzien przychosdza!szkolenia trwaja miesiacami,a co dopiero jezeli chodzi o ulomnego pieska.Po drugie wczesniej pisalas ,ze siostra bedzie przychodzila po pieciu godzinach i pojdzie na pol godziny z pieskiem na spacer i zmieni wedelkowi pieluszke. Boze jak szybko sie ludzie zniechecaja:shake: Wybaczcie ale musze napisac ,ze widzialam ta adopcje czarno i...............! Co dalej Y? ,jak tak dalej pojdzie ,pies nie przezyje! W celu wyjaśnienia: 1. Oczywiście, że efekty z dnia na dzień nie przychodzą, ale piesek powinien reagować przynajmniej na pewne bodźcce lub motywatory, a Wedelek nie reaguje. Uspokaja się tylko kiedy jest w obecności człowieka. 2. Mogę odpowiadać za siebie, a nie za innych. Jeżeli moja siostra nie może mi pomóc, to wołami jej nie zaciągnę. Nie mam w swoim otoczeniu nikogo innego, kogo mogłabym poprosić o pomoc. 3. Według ustaleń, wzięłam Wedelka na tymczas, aż znajdzie się domek z lepszymi niż u mnie warunkami. Nie wiem, jaka byłaby moja ostateczna decyzja, gdyby nie dramatyczna sytuacja w PL, bo jak wszystkim wiadomo, zastanawiałam się i rozważałam wszystkie za i przeciw, kiedy nastała ta sytuacja. Ale skoro trzeba było szybko pomóc, zaoferowałam to co mogłam. Wszyscy byli poinformowani o mich ograniczeniach. Bardzo proszę, nie oceniaj mojego zaangażowania, bo guzik o nim wiesz i nie jesteś z nami na codzień, kiedy się opiekujemy Wedelkiem. W tej chwili całe nasze życie poza pracą to Wedelek. Staramy się jak możemy, żeby pieskowi było u nas dobrze i żeby go podleczyć, ale mamy ograniczone możliwości. Weź sobie na wstrzymanie i jeżeli zależy Ci na losie tego malca, to zastanów się jak dalej pomóc, nie unoś się dumą, a nie napadaj i nie udowadniaj sobie przy każdej okazji, że wszyscy są tacy nieodpowiedzialni, a Ty jedna sprawiedliwa. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.