Jump to content
Dogomania

Leaderboard

Popular Content

Showing content with the highest reputation on 12/30/18 in all areas

  1. U Aleksa wszystko dobrze :) Może tylko po za obsikaniem czego się da i solidnym koopalu na środku dywanu,a także małej kradzieży sernika z kuchennego blatu,co oczywiście zostało przyjęte ze zrozumieniem.Były też problemy z zejściem po schodach.Plasterki cielęcej paróweczki położone na co którymś stopniu,zrobiły swoje i już śmiga bez obaw :) Pani Agata od jutra będzie też Aleksowi gotować drób i podroby z warzywami+ryż lub makaron :) Aleks bardzo ich polubił i dzisiaj rano wszystkich domowników przywitał z uśmiechem i merdającym ogonkiem.Teraz tylko potrzeba trochę czasu aby "rozpakował swoją walizkę" czyli zaufał i uwierzył,że to jego ostatnia przystań :)
    3 points
  2. Wolał ktoś o pomoc i ZPP się odezwała. Nikt inny -z tego co czytam wątek- nie zrobił tego. Abi miała wrócić do schronu. W pierwszym poście tego wątku jest opis i link do poprzedniego wątku Abi. ZPP.... Zostanę na wątku, Kibicuję Abi i Właścicielom. Niewiele mogę pomóc bo się nie znam na behawiorze i szkoleniu. Ale jakby coś strasznego się stało to deklaracja stała będzie. Tak jak poprzednio.
    3 points
  3. No to super, to znajdź dla niej dom, gdzie człowiek będzie jej pilnował 24 godziny na dobę, bo inaczej zrobi demolkę na wylot, wygryzie drzwi i ucieknie, gdzie ktoś będzie potrafił w ciasnej przestrzeni poruszać się tak, aby nie poczuła się osaczona i ze strachu nie wystrzeliła z zębami z kąta. Moris lepiej znał ludzi niż ona. Widywał różnych ludzi, wyrastał w ludzkim środowisku, bezpański, włóczący się, przeganiany, jednak w jakiś sposób rozwijał się, poznawał różne sytuacje, obserwował chociaż świat ludzi, a nie siedział w klatce. Proszę bardzo - bierz Abi, ci ludzie z ulga przygarną normalne, złaknione kontaktu zwierzę - więcej jest takich w azylach i czekają na człowieka. Robiono straszliwe eksperymenty na zwierzętach społecznych, trzymając je w pierwszym okresie życia w pełnej izolacji - bez możliwości doznawania i przekazywania uczuć. Jako dorosłe nie były w stanie odnaleźć się w grupie zwierząt własnego gatunku, dorosłe samice nie miały nawet instynktu macierzyńskiego. Człowiek, choć posługuje się rozumem, nie jest zdolny do głębszych uczuć, jeśli ich nie doznał w pierwszych latach życia. Może w imię porządku społecznego świadomie udawać te uczucia, ale ich nie czuje. Pies do tego nie jest zdolny. Moim zdaniem - i czekam na lincz - NIE MA SENSU wyciąganie ze schronów psów skrajnie trudnych, agresywnych. takich które już pogryzły, czy psów unikających jakiegokolwiek kontaktu z człowiekiem. Wszystkich uratować się nie da - a dla tych trudnych nie ma dość miejsc u ludzi o kwalifikacjach anioła albo trenera. Zostawione w schronisku łatwe psy w końcu też stają się trudnymi. To jest zła litość, jeśli wyciąga się zwierzę o znikomych szansach na adopcję w normalnym , przeciętnym domu. Krzywdzi się w ten sposób najbardziej te normalne psy, czekające w klatce nie na trenera, nie na anioła, ale na kogoś, kto oczekuje bodaj machnięcia ogonem raz na dzień. Kończę obecność w tym temacie - Zagrodowy Pies Polski znajdzie mnie w razie potrzeby.
    3 points
  4. U małej burej kici "z lasu" lepiej :)) Kupki dużo lepsze i zdecydowanie rzadziej, aż pani Kasia przekładała godzinę wizyty u weta na póżniejszą żeby uzyskać materiał do badania :)) Kici a lepszą sierść i ożyła, bawi się z rodzeństwem i dokazuje :)) Koszty 215 zł za piątek i 110 zł za sobotę (w tym 40 zł za badanie kału w zewnętrznym laboratorium)- zapłaciłyśmy z panią na pół. Uważam, że było warto bo dostała dobre leczenie na doleczenie tej wcześniejszej biegunkowej historii i będzie dokładnie przebadana. Jednocześnie doceniam bardzo Ambuvet w Krakowie gdzie potraktowano nasze kociaki jak fundacyjne i jeszcze dostałam dodatkową zniżkę, tak że za 11 dni pobytu w szpitaliku 3 kociąt i ich leczenie, w tym bardzo intensywne małej burasi która 3 razy wybierała się za TM, zapłaciłam 800 zł (mentalnie szykowałam się na 1500-2000 i nawet wymyśliłam skąd pożyczę). Brawo lekarze z powołania w Ambuvecie :)))
    3 points
  5. Noooo kciukasy można zwolnić, oddechy uruchomić :) Wizyta wypadła pomyślnie. Można nawet powiedzieć, że bardzo pomyślnie :) Panu Markowi szczeniak nie dziwny, miał ich w swoim życiu kilka w tym jajusia, który dożył u niego osiemnastu lat od szczeniaka właśnie. Nie groźne jest mu sio i kupki na dywanie, czy podgryzanie mebli. Są przed planowanym remontem więc powiedział, że wstrzymają się z remontem do czasu, aż Zuzia wyrośnie ze szczenięcych wybryków. Zawsze leczył zwoje zwierzątka. Dodatkowym plusem jest to, że żona p. Marka nie pracuje więc Zuzia będzie pod stałym nadzorem. Może nie uda się jej zrobić większych szkód. Na Nowy Rok Zuzia będzie już w swoim domku.
    3 points
  6. W imieniu Limby dziekuję za życzenia. Nie miałam dostępu do internetu przez święta. Mam nadzieję, że jak najdłużej będzie mogła cieszyć się zdrowiem. Dostaje stale lek przeciwzapalny i hamujący rozwój nowotworu. Jedynie ma problem z filcującą się sierścią, mimo że dostaje dodatek drożdzy browarnych i oleju co dzień do jedzenia. Niestety, to chyba już sprawa raka, cudów się nie zdziała w tym stadium choroby.
    3 points
  7. ja mam to samo, tym bardziej że całe moje sąsiedztwo to domki jednorodzinne i obserwuje...jak "ewoluuje" los psa....:( :( Lepszy blok. A Gracja widać żę jest tam szczęśliwa :)
    2 points
  8. Cieszę się, że mała ma szansę na lepsze życie, ale szczerze napiszę że łatwiej odchowywać moje szczenięta ;) Niedawno odchowałam miot 8 cavisi i ich tyle nie dało popalić, jak jedna Zuzia.Jednak nie mozna jej odmówić sprytu i inteligencji. Mała już jutro popołudniu jedzie do nowego domu. Trzymajcie kciuki za te pierwsze dni.
    2 points
  9. Myślę że Abi ,tu gdzie jest , ma dobrze. Trzeba tylko mocno kciuki ,aby jej właściciele podołali bardzo trudnemu wyzwaniu. Jest bardzo prawdopodobne ,że Abi nigdy nie zmieni się za wiele. I nikt i nic na to nie poradzi. Deficyty w psychice są bardzo głębokie.
    2 points
  10. Troszkę czuję się wywołana,więc odpowiem Anulce. Mam na wsi po sąsiedzku ludzi,którzy zabrali z lasu 4 m-czną sunię dzikuskę (urodziła się i mieszkała w lesie).Mieszka docelowo na podwórku w budzie,ma kolegę do towarzystwa,biegają po całej posesji.Psiaki mają wstęp do domu okrągły rok i sporo w nim przebywają, w zimie często nocują.Do pewnego stopnia sunię Państwo oswoili,na tyle ile dali radę,smyczy nie opanowali.Będąc w domu sunia pozwala się Panu pogłaskać,leży obok niego na kanapie,ale na podwórku do Pani ma większe zaufanie i podchodzi bliziutko,do Pana z lekkim dystansem.Bardzo się słucha obojga Państwa,gdy np. chcą bramy otworzyć i psiaki wołają do domu.Obcych sunia unika i nie podchodzi. Ludzie ze wsi, ale są wyjątkowi i rzadko takich się spotyka.Po powrocie do domu pierwszą rzeczą jaką robią,to Zawsze witają się z psiakami na podwórku,głaskanie,rozmowy,pieszczoty.Mieszkam wi za wi i te spotkanie dokładnie widzę,wiele razy wzruszałam się na widok ich powitań.Ludzie hodują kury dla jaj,ale Pan nigdy w życiu żadnej nie zabił."Za wrażliwy jestem", odpowiedział na moje pytanie odn.zabijania zwierząt domowych na wsi. Psy są szczęśliwe,widzę je na własne oczy. Mając przed oczami obraz tej rodziny,wyobraziłam Abi w takim domu i nawet swojego Moriska! Niektórym z Was,kto nie miał styczności z prawdziwym dzikusem może być trudno wyobrazić jak taki pies się zachowuje, jakie ma potrzeby i co sprawia mu większą radość....Moris "udusił by" się w bloku, mając 2-3 spacerki (nie daj Boże krótkie). Wiem doskonale jak trudno znaleźć dom dla takiego psa jak Abi! Na głowie stawałam, żeby znaleźć domowe miejsce Moriskowi, gdy czterech samców pod jednym dachem nie mogłam pogodzić.W pewnym momencie wydawało się,że znalazłam to czego szukam,ale niestety...nie pisałam na wątku prawdziwych powodów ,dlaczego Moris tam nie pojechał...Dostałam info,że rzeczywistość w tym domowym hoteliku jest daleka od tego co mi przedstawiano.Nie będę się rozpisywać na ten temat.Po tym ostrzeżeniu zasięgnęłam opinii u innych osób które kiedyś psy hotelowały i mając szerszy obraz całości , Morisa oddać tam nie mogłam. Wręcz desperacko szukałam miejsca Moriskowi i pomocy, byłam pod ścianą, bo agresja u psów się zwiększała,a Moris dziki i trzeba oswajać,a moje nie ułatwiają...był jeden horror....Domowego miejsca nie znalazłam niestety! Dzięki Bogu trafiłam w końcu na konkretnego szkoleniowca,który wiedział jak temu zaradzić i mną pokierował.Uratował nam życie,serio. Dziś wiem,że wiele zadziornych psów może się udać pogodzić ,ale pracy jest mnóstwo i drugi raz nie chciałabym przez to przechodzić. ........................ A co do samego Morisa...tak,wiedziałam Anulko,że większą szansą na oswojenie byłoby przebywanie Rudego w domu przy człowieku,ale takiego domu nie było.Miał jechać do Murki do kojca.Przed wyjazdem na odłowienie opcji brania do siebie w ogóle nie było,nawet przez myśl mi nie przyszło wcześniej, bo na tymczasie skrzywdzone mocno psy miałam,ale nigdy dzikusa...Dopiero mając Morisa w klatce,zaświtało mi,że może ja spróbuję zabrać do siebie?.,.pamiętam jak ten nagły pomysł na gorąco z elficzkową omawiałam i z Murką....mam czas i chęci,tylko czy podołam z dzikusem? Pełna strachu i obaw go wiozłam,całą podróż i kolejne dni byłam z Kasią na linii,a Ona miejsce jemu u siebie trzymała. Moris w znacznej mierze jest teraz oswojony,nauczył się funkcjonować swobodnie w domu,żyć z ludźmi i przebywać w ich pobliżu,ale do końca normalnym pieskiem nie jest ,niestety...Nie zachowuje się jak pies,który miał styczność z człowiekiem od szczeniaka.Ma i dziś w sobie zachowania dzikusa, których wyeliminować się nie da,zbyt mocno to tkwi w jego główce.Zaakceptowaliśmy i pokochaliśmy go takim jaki jest. Adoptowaliśmy dając dom na zawsze, bo straciłam wiarę,że jakiś normalny człowiek zechce dać dom dla wciąż dzikawego psa .A po historii z Liką utwierdziłam się w tym przekonaniu i szkoda mi było Morisa,ogromnej jego i swojej włożonej pracy. Abi była trochę w innej sytuacji niż był Moris, była w hotelu. Mogła rzecz jasna siedzieć tam dalej, ale przy obecnej bezdomności prawie nierealne jest znaleźć dom tak problemowemu psu tylko na kanapie z zapewnieniem odpowiedniego ruchu. Trzymam kciuki za Abi i za Ludzi aby się nie poddali.Pilnujcie się tam w Sylwestra kochani!
    2 points
  11. Tak, Dianka cudna, wypucowana, zaopiekowana:) Jej zdjęcia i informacje od malagos za kazdym razem wywołują u mnie wielkie wzruszenie, bo tez mam przed oczami obraz zrezygnowanej, zaniedbanej suni, a w pamięci atmosferę tamtego czasu - ból przy każdym pobycie w schronisku przy boksie Dianki, ogromne marzenie, aby ją zabrać i znalezc własny dom, strach, czy się uda, a potem wielką radość, ze może jechać do Małgosi:). Historia Dianki to piękna opowieść o cudach na dogo, o wielkich dogomaniackich sercach i o tym, że warto marzyć i zawsze mieć nadzieję. Nie mam już lajków, ale jutro tu wrócę;)
    2 points
  12. Z lepszych wieści to wczoraj wyadoptowałam dwa szczeniaczki z innego schroniska. Nie mogłam przeżyć jak je zobaczyłam na zdjęciach.Na szczęście jednego dnia zadzwoniły dwie fantastyczne Rodziny i maluszki razem wyruszyły do domków.Żeby było zabawniej to oba domki w moim mieście a jeden 5 minut na piechotę ode mnie. Dostały wczoraj surowicę i oby wszytko było w porządku(tfu, tfu , tfu). Dwie małe , cudne iskierki.
    2 points
  13. 2 points
  14. Przyznam, że ta adopcja nie była dla mnie łatwa. Nie wiem dlaczego panuje przekonanie że ON-ek ma być stróżem posesji lub jego miejsce jest w kojcu. A 99% telefonów to właśnie były takie "super" propozycje. Dużo zdrowia mnie to wszystko kosztowało. Kiedy zabierałam Grację z Radys miałam wizję domu z ogrodem, Grację widziałam w miękkim legowisku przy kominku. Ale wszystkie telefony od rodzin zamieszkujących domy jednorodzinne widziały ją w roli monitoringu czy stróża. I tak oto moje plany poszły "w łeb" i los sprawił , że Gracja zamieszkała w bloku (na parterze). Dojrzałe małżeństwo, dzieci na swoim i za granicą więc w domu panuje spokój. Teraz przynajmniej mam pewność że nikt jej nie ulokuje w budzie, kojcu czy garażu. Pan zakochał się w oczach i spojrzeniu Gracji i odkąd ją zobaczył, chciał tylko ją i nie odpuszczał. Od Gracji dzieliło go ponad 200km. Na początku szukaliśmy jakiegoś łączonego transportu żeby koszty się rozłożyły ale nic się nie trafiało a rodzina nie mogła się doczekać i sama pokryła koszt transportu 300zł, byleby Gracja była u nich jak najszybciej. Dziękuję hotelikowi PsiArek za opiekę i transport Gracji. Dziękuję wszystkim Darczyńcom, dzięki którym Gracja opuściła Radysy, żyje i ma domek. PS. Zdjęcia trochę nie najlepszej jakości :).
    2 points
  15. u nas odpukać tylko dzisiaj w nocy ktoś testował. Jest cichutko. Jutro tzn dzisiaj się zacznie. W sumie to najspokojniejszy rok petardowy jaki pamiętam. Oby 1-ego było w miarę spokojnie.
    1 point
  16. Anula ma chyba gorszy czas, bo na wielu wątkach wkurza się , nie zawsze słusznie . Nie można też wymagać od ludzi , by byli we wszystkim doskonali. Nie pamiętam kto odpowiada za Mikę ,ale część pań z dogo pracuje, ma rodzinę , a czasem jeszcze dzieci czy starych rodziców wymagających opieki . Nie jest łatwo pogodzić wszystkie obowiązki.
    1 point
  17. A jak to się stało, że zdecydowałaś się wziąć Abi pod swoją opiekę? Ktoś Cię poprosił? Obawiam się, że nikt nie przejmie opieki nad Abi, nikt nie zaryzykuje. Kiedyś podjęłabym szaloną decyzję o jej adopcji, ale obecnie nie ma na to szans. Po wielu doświadczeniach i trudach myślę trzeźwo. Sytuacja jest niepewna. Trzeba liczyć na to, że leki dobrze zadziałają i ułatwią pracę z Abi. A jak podchodzą do tego wszystkiego opiekunowie? Co będzie, gdy zrezygnują z Abi? Niekiedy psy wyciągane jako łatwe, okazują się problematyczne, a te problematyczne są potem miłym zaskoczeniem. Także różnie bywa. Sama tego doświadczyłam. Zgadzam się z tym, że lepiej uratować ileś tam normalnych psów, niż utknąć z jednym ciężkim przypadkiem, zwłaszcza w hotelu, za który trzeba płacić. U nas już strzelają coraz częściej. Jak co roku trzeba to jakoś przetrwać. Trzymam kciuki za Abi!
    1 point
  18. to zobaczcie jeszcze, jak Dianka i Nutka śpią na kanapie - pierwsza zawsze Diana wchodzi, za nią Nutka i tak się wciśnie, ze biedna Dianka nie może zmienić pozycji, by nie zgnieść babinki-ratlerka :)
    1 point
  19. Ksiaze Dragon tulinkam za wszytko calun czas
    1 point
  20. Ja też ogromnie się cieszę z zuziowego domku Jagna - ja też dołączam podziękowania za wspaniałą opiekę, wielkie serce i słowa uznania za ogromna wiedzę Dziękuję też elik, ze zgodziła się wziąć Zuzię pod swoją opiekę; Zuzia miała szczęście, że trafiła pod Wasze skrzydła:)
    1 point
  21. Czyli blokady dotyczą głównie ludzi. Jest lęk, nieufność, obawa. U Murki Abi unikała kontaktu z człowiekiem, potem były agresywne zachowania. Abi jakiś czas przed wyjazdem do p. Joli dostawała leki psychotropowe. Czy p. Jola potem stosowała je dłużej, czy po prostu stopniowo odstawiła? Pytam, bo działanie psychotropów na psy bywa zupełnie inne, niż przewidywane i pożądane. Czasami wpływ leków jest wręcz niekorzystny. Wszystko na zasadzie prób i błędów. Abi określiłam jako żywiołową, energiczną w oparciu o informacje o jej zachowaniu. Abi stawiała opór, próbowała ucieczek, lubi spacery, aktywnie niszczy, kopie dołki. Gdyby była całkowicie zablokowana i wycofana, mocno wylękniona, siedziałaby schowana w budzie, załatwiała się pod siebie ze strachu i bałaby się własnego cienia. Pani Jola odegrała bardzo ważną rolę w życiu Abi. Szkoda tylko, że Abi po krótkim pobycie u niej musiała zmienić lokum. Z hotelu "PsiArek" było niewiele informacji, a potem wiadomość na wątku o pojawieniu się domu stałego.
    1 point
  22. I jeszcze Szarlotka, wyadoptowana w 2016 roku do Warszawy, ogłoszenia robiła wtedy Havanka; to jeden z 15 kotów, które zostały odebrane po śmierci właścicielki z jednego z bloków w Zamościu. Wszystkie koty były w makabrycznym stanie.
    1 point
  23. 1 point
  24. Kochane Ciocie! Morisek obchodzi dziś 2-gie urodzinki w domku! Jak ten czas leci... Pozdrawia Was serdecznie i z pewnością gdyby mógł mówić...powiedział by Wszystkim Przyjaciołom DZIĘKUJĘ za szansę! Ja również od siebie Dziękuję Kochani za wiarę,wsparcie i pomoc w walce o Rudego-Moriska!
    1 point
  25. Ale cudne zdjęcia Majki.Majka ma boskie życie.Nawet na podwyższeniu miseczki.Nie mogę odejść od oczów Majki,przepiękne są.
    1 point
  26. Zrobiłam Mysi olx na Katowice. W ogłoszeniu nazwałam ją Jantareczka: https://www.olx.pl/oferta/jantareczka-mlodziutka-i-malutka-suczka-czeka-na-dom-CID103-IDy0Zx0.html
    1 point
  27. Jeśli Abi wykazała choć trochę zainteresowania człowiekiem - to jest ogromny krok naprzód, to jakieś odbicie się od dni kryzysowych. Zpp, wspaniale, że zdążyłaś umówić konsultacje przed sylwestrem - Abi już została zabezpieczona na te trudne dni. Kiedy znowu będzie cicho w okolicy Abi i możliwe będą spacery bez huku petard, także to pomoże jej ogarnąć się i znaleźć inne zajęcie niż niekontrolowane wykopki. Ogromny plus mają u mnie opiekunowie Abi - nie załamali się wobec demolki w ogrodzie, pomogą suce zobaczyć normalny, a nie tak straszliwie dla niej groźny świat. Jeszcze nie skaczę do góry z radości, ale trochę odetchnęłam z ulgą. Pojawiło się światełko nadziei:-)
    1 point
  28. Chciałabym serdecznie podziękować Sowie za wsparcie i pokierowanie mną w momencie gdy rozpoczęły się kłopoty z zachowaniem Abi. Wizyta była długa, ponad dwugodzinna ale owocna, bo Abi rokuje dobrze, jest zainteresowana człowiekiem, choć nadal jest bardzo lękliwa. Abi otrzymała lekarstwa na teraz i recepty, zalecenia do dalszej pracy dla opiekunów. Przez następne około 8 tygodni opiekunowie będą mieli konsultacje telefoniczne z p. doktor. Konsultacje będą bezpłatne. Na razie leczenie przewidywane jest na około pół roku. Zniszczenia na ogrodzie są nawet większe niż przekazywała mi opiekunka. Mamy nadzieję, że pod wpływem lekarstw i pracy, którą będzie wykonywać z opiekunami Abi się troszkę uspokoi.
    1 point
  29. Zgłosić na Policję zaraz aby było zapisane zgłoszenie zaistniałego zdarzenia.Następnie koniecznie wziąć od weta obdukcję i zapis leczenia i donieść na Policję.Na tej podstawie będzie wszczęte postępowanie wobec kierowcy.
    1 point
  30. A przy okazji robiłam jeszcze akcję ratowania małego bardzo chorego kociaka, na którego wypiął się pan z TOZu, który umieścił dwójkę maluchów w tym samym awaryjnym dt co my. Niestety drugi z tej dwójki w kilka godzin zmarł w wigilijną noc :(( Biedusie, wykarmione strzykawką :(( Na razie kotek żyje, pani z tego awaryjnego dt go leczy. W czawartk zawiozłam go dolecznicy, zostawiłam jej trochę środków na leczenie i staram się żeby TOZ się jednak zainteresował.
    1 point
  31. Jeszcze przypomnę skróconą historię Trzech kociaków z lasu bo sporo przeszły :(( Znalezione w lesie na początku listopada w kartonowym pudełku maluchy ok 10 tygodniowe, zabrane prosto od karmiącej kotki, zostały awaryjnie umieszczone w klatce z budynku gospodarczym- w lecznicy w tym czasie nie można ich bylo umieścić z powodu zagrożenia wirusami i zgonem. Udało się im znależć DT w Krakowie do którego pojechały zdrowe1 grudnia. Niestety osoba bardzo egoistyczna i nieodpowiedzialne, gdy okazało się że kociaki dostały o niej biegunki, zamiast wziąć na moją prośbę szybko do weta, wystawiła maluchy w transporterze na balkon przy + 2st C, do czego przyznała się wieczorem. I chciała kotki oddać do TOZu ale nie przyjęli. Znalazłam dla nich lecznicę ze szpitalikiem w Krakowie i z trudem wymusilam zawiezienie tam kociaków. Kapitan i szykretowa Gwiazdka pozbierały się szybko, ale stan małej burasi z ostatniego zdjęcia był przez tydzień krytyczny. Dzięki ogromnemu zaangazowaniu lekarzy udało się małą uratować. Tearz na na imię Suza :) Dziewczyna przez ten czas przetrzymywała karmę kociaków zakupioną w większej ilości i książeczki zdrowia, które cały czas obiecywała dowieżć do lecznicy. Dopiero nieoceniona Yossariana musiała do niej jechać z interwencją i odebrać wszystko. Dwa tygodnie temu musiałam zabrać kotki z lecznicy- i tak dwa zdrowe były tam przetrzymane na moją prośbę, z trudem z Dorą znalazłyśmy bardzo awaryjny DT pod Krakowem. W międzyczasie Dora znalazła dla dwójki kociąt super dom stały, Yossariana błyskawicznie zrobiłą wizytę PA :) a pani zgodziła się na tymczasowanie trzeciego kotka. W czwartek rano zabrałam kociaki i zawiozłam do nowego domu :))) Zapowiada się SUUUUPER dom :))) Wczoraj i dzisiaj pani Kasia z nowego domu byłą z Suzą u weterynarza, bo mała ma nadal luźne kupki i jest słabsza od pozostałych. Po lekach jest lepiej. Była mała akcja, bo lecznica w której były leczone okazała się losowo zamknięta od 13tej i na szybko szukałyśmy innego gabinetu w pobliżu. A tu zimno i deszcz. Suza miała zrobione badania krwi, wykluczoną giargię z wymazy stolca, badnai FIV FElV ujemne, Dzisiaj jeszcze ogólne badanie kału. Kociaki mają się świetnie, odetchnęły i czują się u siebie :)) Suza bardzo miziasta, sama wchodzi pani na kolana :))
    1 point
  32. Pani Kasia pracuje w każdą sobotę, ale załatwiła sobie zastępstwo na najbliższą tj. 5.01. i jeśli będzie to odpowiadało mężowi Szafirki, to Teoś już w najbliższą sobotę zamieszkałby w swoim domku u Pani Kasi u boku psiej koleżanki.
    1 point
  33. Nadziejka bazarek zrobiła, to miałam w planie pokazać, że te koty to są :)) no i są, ale pozują chętnie tylko te sasiedzkie - wychodzące, które się za dnia stoluja. Te, którym na noc zostawiam chcą pozostać w ukryciu :) to lokator budki drewnianej, którego pod osłoną nocy chwycilam Dobrze, że się na noc w domku zainstalował. To był kiedyś chudy bidulek. Raczej sierść ma krótszą i taka sierota z niego była.. latem raczej żaden nie sypia w budce. Może ta drewniana bardziej kociolkom przypasuje niż mojej roboty - bo tej zimy będą w użyciu pierwszy raz budki zamawiane. Myślę że dużo lepsze od moich, a ta już na pewno. Przez płachtę na wejściu nie chciały wchodzić, a przez otwór na środku bardziej wiało niż przez ten lekko z boku. Poza tym kawał desek plus styropian, papa na górze, to jak kocio sobie ciepła naprodukuje, to powinno trzymać. Jeszcze jak dojdzie styropianowa zamówiona, to wymienię swoją..będzie dla jakiegoś zbłąkanego wędrowca..no i posprzątam, w zeszłym roku na moje własnoręcznie budowle znajomy powiedział że koty w slumsach mieszkają.. wrr...większość twierdzi, że jakby to trochę większe było, to sami by zamieszkali, skoro nawet jeść dają :D hotelu drewnianego nawet nikomu nie pokażę, bo jeszcze mi coś na dwóch łapach ze spiworem i karimatą przylezie.. za to Filcak mógłby za modela do ogłoszeń robić..Nie żebym go tak chwalila tylko dlatego, że on mój, ale jest niesamowicie fotograficzny.. jemu by można setki zdjęć zrobić w godzinę.. tylko wystrój zmieniać i kilka kocikow zdjęciami do ogłoszeń mógłby obdarować - taki luzak rozkoszny
    1 point
  34. Dostałam zdjęcia od p.Krysi :) Sarunia coraz bardziej się do nich przywiązuje i coraz bardziej rozkochuje ich w sobie :) Jak Pani mówi: Jest wspaniała :D
    1 point
  35. A my życzymy jak najwięcej zdrowia, spokoju i pogody ducha a jak najmniej stresu i nieodpowiednich ludzi na długiej drodze życia.
    1 point
  36. N ie obraź się,ale...sama "poprosiłaś",żeby Cie oszukać.Tak beztroskie podejście do zakupu rzadko się zdarza.... A tak przy okazji - zanim kupisz szczenię - sprawdz hodowlę,zadzwoń do oddzału ZKwP sprawdzić,czy jest zarejestrowana,pojedz do hodowcy,zobacz w jakich warunkach żyją psy,obejrzyj szczenięta. p.s - gdzie te pozytywne opinie o hodowcach ukraińskich,gdzie jest to "tu" ??? https://www.google.com/search?source=hp&ei=6cAaXOeVN4H5qwHosLHABg&q=pomeranian+hodowla+zkwp&btnK=Szukaj+w+Google&oq=pomeranian+hodowla+zkwp&gs_l=psy-ab.3..0i22i30.1487.10389..11464...0.0..0.303.2940.0j22j0j1......0....1..gws-wiz.....0..0j0i131.1d1fU9Jbzhk
    1 point
  37. Nie wiem czy to ma znaczenie bo odpowiedziałem już w wątku ze zbiórka ale opłacam cała operacje (potrzebuje tylko informacji ile to jest na te chwile )
    1 point
  38. Zima się pcha na trawniki. Rozejrzę się, z której strony nadchodzi.
    1 point
  39. Hop!, spędziłam z Abi ładnych parę godzin w Krakowie - byłam u p. Joli trzykrotnie razem z drugą panią, każdorazowo co najmniej przez dwie godziny. Wszystkie trzy razem mamy za sobą 85 lat pracy z psami:-) I wszystkie trzy byłyśmy zdania, że dla Abi najlepsze miejsce to dom z ogrodem plus towarzystwo drugiego psa. Jednego - nie całej grupy I żeby mogła z tym psem swobodnie biegać cały dzień po ogrodzie. Oczywiście mogłyśmy się mylić - ale kiedyś też odebrałam ze złych warunków 2-letnią sukę. Rehabilitowałam, przekazałam do stałego domu. Mimo że suka była wychowana jako szczeniak w mieszkaniu, to po dwóch złych latach najlepiej czuła się biegając w ogrodzie, w którym mogła, jeśli coś ją wystraszyło, chować się do budy. Do domu, chociaż zapraszana, wchodziła niechętnie i na krótko - dom był czymś groźnym. Abi i tamta sunia bardzo były podobne w reakcjach na człowieka - ogromna rezerwa, wycofanie, blokada możliwości nawiązania dobrego kontaktu, chociaż bez cienia agresji. Najżyczliwszy człowiek samą swoją obecnością przytłaczał te zwierzęta. Być może Abi za dwa lata poczuje się lepiej także w domu. I tak bardzo dobrze świadczy o jej psychice, że nie trzeba jej do domu wnosić ani wciągać.
    1 point
  40. Pierwsze wyjście Kiciuli od 20 października. Oczywiście z obstawą.
    1 point
×
×
  • Create New...