Leaderboard
Popular Content
Showing content with the highest reputation on 12/21/16 in all areas
-
Czwartek Jamor już zdaje relację mi na spokojnie...umawiam się,że pojedzie raz jeszcze.....i znowu czekanie...organizowanie i przygotowywanie "pola" żeby akcję zakończyć w końcu sukcesem....Jamor chce dodatkową zasadzkę,żeby ktoś przygotował,pisze nawet ogromną instrukcję jak to zmontować,ale brak człowieka...jest ciężko,sto telefonów nie pomaga,..znieczulica w tym mieście,a dziewczyny same nie zrobią,shoto mąż chory... Jamor swoje kontakty próbuje uruchomić...jednak udaje się i Tyśka znajduje chłopaka,który to zrobi...w niedzielę chłopak montuje..uff...znów ruszamy we wtorek na wieczór...Rudy jest sprytny i Jamor chce więcej mieć czasu na niego...może po nocy się uda,....nerwy nie ziemskie u wszystkich,bo Rudy w odległe tereny zapuszcza się częsciej,a w budzie już nie nocuje wcale...i choć tych gwoździ w niej już nie ma i słomą jest wyłożona to czasemdziewczyny widzą jak leży na ziemi....przychodzi w porze jedzenia albo i nie przychodzi...dziewczyny jeżdżą na zwiady dwa razy dziennie...i sto myśli nam się kłębi po głowach....Wola Boska!.... Jamor na miejscu we wtorek...śladu po Rudym nie ma..są, ale stare sprzed blisko doby...pobliskie okolice przeczesuje i czysto..w środku nocy zapuszcza się w dalsze tereny...raniutko namierza Rudzielca...trzepie kilometry za nim ogromne...łata dziury i stawia płoty w dwóch namierzonych posesjach z suniami z cieczką,bo właśnie z jednej Rudy przez dziurę mu czmychnął...posesje przygotowane,właścicieli zgodę ma również..jest już południe...współczuję i żal mi już tego Chłopa...żal suni dogowej-szkielet! na łańcuchu spotkanej przez Niego...Rudy cały czas łazi,a Jamor za nim....wszystkie drogi Rudego Jamor rozszyfrował,dobrze go poznał,ale chwicić nie ma sposobności...strzelić i owszem,bo blisko godzinę siedział na ulicy i patrzył na Jamora,ale miejsce niebezpieczne...obsikał mu nawet kilka razy samochód...jest znów ciemno i Jamor już myślał,że się udało,że ma ancymona na tej jednej z posesji,z siatką się udało,....ale po czasie patrzy,że łapy białej nie widać... to nie Rudy a inny kundel z nim walczy w siatce...zawód i złość,ale co zrobić....sieci już poplątane, noc się zbliża i Jamor odpuszcza, musi wracać do domu...15-16 godzin dziś dla Rudego poświęcił jak nie lepiej...nie wiem skąd ma tyle sił w sobie.. .Rudziczek zostaje...... Trafiłam na ten wątek przypadkiem i los tych psów nie dawał mi spokoju z każdym dniem coraz bardziej,a już Rudy ujął tak mocno jak dawno żaden pies. Po prostu mi szkoda ich bardzo i wiem,że wielu z Was również ich los leży na sercu. Przynajmniej spróbować im dać szansę,taką jak inne psy dostają. Zdaję sobie sprawę,że wiele osób może mieć inne spojrzenie co do pomocy akurat tym psiakom z powodu kosztów jakie są poniesione,ale wiem też,że wielu z nas w razie choroby ratowałoby/ratuje własnego psa nie licząc się (albo i licząc poprzez zadłużenia) z finansami i nieba by przychyliło,żeby psiak tylko wyzdrowiał. Rudy,Tinka i Lisek są niczyje i nie mieli nikogo,kto by o nich walczył...Tyśka pokazała je światu, w ich imieniu prosząc o pomoc. Jeszcze raz chcemy spróbować... Jamor zna drogę Rudego, sunie z cieczką przynętą . Będę robić bazarki choćby do następnego grudnia,żeby pomóc dla niego.5 points
-
Kochani! BARDZO BARDZO WSZYSTKICH WAS MOCNO PRZEPRASZAM!,że musiałam posunąć się Aż do kłamstwa, ale sytuacja w pewnym momencie do tego zmusiła! Jednak po dzisiejszym dniu, dzięki dyplomacji i darze przekonywania cioci elficzkowej z wielką ulgą mogę Wam napisać na czym stoimy...dla mnie okropne to było ,że nie mogłam z Wami wszystkim tutaj się dzielić. Nie mam superowych Wam wiadomości,po części tylko......Tinka i Lisek bezpieczne, Rudy niestety jest wciąż na wolności. Nie umiem ,i zresztą nie mogę w dwóch słowach napisać,bo sytuacja była skomplikowana i problemy złożone,no i dotyczy dużych finansów,dla trzech psiaków na życie. Dziewczyny pewnie od siebie coś jeszcze napiszą i długie czytanie Was czeka. Jamor nie odwołał pierwszego terminu z 14.12. Akcje dwie mieliśmy. Wczoraj i dziś była druga,ale pomimo ogromnych wysiłków Jamora niestety bez powodzenia. Z pierwszej można by film sensacyjny nakręcić. Nie mam lekkiego pióra więc choć skrótowo i co najważniejsze opiszę. 1. Zaczęły się schody jak elficzkowa powiedziała dla starszej Pani dokarmiającej,żeby psom jeść we środę nie dawała i do nich nie przychodziła,bo będziemy je łapać....Na tę wieść Pani ogromnie się wzburzyła i słyszeć nie chciała o żadnym łapaniu...nie pozwoli i koniec!..ani jej córka nie pozwoli!..wręcz z awanturą do elficzkowej!...wątek był czytany,bo Panie wiedziały o naszych ruchach i Ta pędem roztrzęsiona do mnie dzwoni...na tym temat Pań już zakończę i więcej nie wrócę..i wszystko jest na dobrej drodze dzięki elficzkowej. Nogi mi się ugięły....telefon do Jamora o całej sprawie ,że może być jazda,no i że psów już w niedzielę nie było widać...uzgadniamy późną nocą z Jamorem ,że wyruszy we wtorek na wieczór (w dzień nie mógł)...zaklepujemy z nim hotel żeby choć trochę mógł kimnąć...w międzyczasie setki telefonów do dziewczyn na miejscu...shoto w pogotowiu ma być od chwili wjazdu Jamora do miasta...Murka z Mężem w najwyższej gotowości! - Wam za te akcje,za Waszą Dobroć,będę wdzięczna dozgonnie! Na wątku w niedzielę piszę,co piszę...muszę,bo jak wyżej......dni są wiecznością! Wtorek wieczór Jamor przyjeżdża na miejsce,shoto w pogotowiu...ale Jamor od razu sam namierza psiaki i shoto nie musi przyjeżdżać...widzi Rudego w budzie (później się okazuje,że spał tam na 5cm sterczących! gwoździach/wkrętach) Tinka i Rudy idą jednak sobie na spacer...łapie więc najmniejszego Liska...jest po pierwszej w nocy...i nie ma kto przejąć liska!..Jamor mówi mi szukać kogoś...ostatecznie,że weźmie do hotelu,gdzie sam spać będzie i kocem klatkę nakryje,. niektórzy z Was znają "gadki" Jamora...lipa jak diabli myślę, Dzwonię w środku nocy do Murki,wiem,że nie śpią,czekają ...nie ma sprawy,mąż się szykuje....kurcze,trochę długo to potrwa zanim dojedzie,a Jamor zmęczony i czekać trzeba....budzę elficzkową i ratuj kobieto!..ratuje,Jamor sam kilka km wiezie liska do Jej garażu...uff..w międzyczasie odwołuję przyjazd Męża Murki....Jamor idzie odpocząć,ale nie pośpi,..bo shoto myślała,że on poluje i 5 rano go budzi...,no więc wcześnie znowu startuje...rozkłada sieci i stawia klatkę ....już prawie ma Tinkę,ale buch, wpada tam jej adorator!...kurcze,zawadza jak diabli Jamorowi,sadzi na niego....ale to pikuś!,..bo kolejny sms Jamora zwalił mnie z nóg....9 rano, biały dzień,na 10 min odszedł w inną stronę za psami...i w międzyczasie Ukrainiec zakosił Jamorowi ogromne sieci!!!.....makabra!!! Jamor gna na granicę,po trasie list gończy za ukraińcem wysyła do policji, i czeka na mecie na złodzieja!....policja w stan najwyższej gotowości postawiona!..chwała policjantom!,złodziej namierzony!!,.ma sam odwieźć co ukradł na miejsce!!...Jamor wraca z granicy na miejsce psów i czeka,aż złodziej odwiezie te siatki...w międzyczasie łapie Tinkę i też zawozi do elficzkowej...ufff-jest już dwójka...Rudy sam krąży,jest głodny,i Jamor capnął by go już ze dwa razy,są szanse,ale nie ma czym,..klatka wciąż stoi i Rudy prawie wszedł do niej,ale nie całkiem,bo brzdęk go wypłoszył....Jamor czeka...ściągam już męża Murki,jedzie,jest ślisko...z siebie wychodzę,dla mnie minuty jak godziny,ale ja się nie liczę....dzwonię do shoto,może już coś wiadomo,nic...czekają i siedzą już żartują z Jamorem -shoto mówi,że przeprowadzać się będzie do Warki..hihi...ważne,że złodziej wiezie siatki!,....wszyscy czekamy,..oni widzą biednego Rudzika,a złodziej się wlecze i wlecze!,.daleko już widać dał dyla!...oby szybciej,oby choć dowiózł!...no chyba wiezie do licha we właściwą stronę?,myśl mi przychodzi...ale tu też była jazda i szerszy temat...łeb pęka,bo to Rudzik i jego oczy właśnie mnie tu ściągnęły...koszmar!..Jamor ma sytuacje do złapania,ale bezradny..strzelanie przecież odpada....uff,są siatki!....ale jest po 15, pora późna i Rudy już se gdzieś poszedł...Jamor jednak rusza do akcji...Boże dopomóż nam!...mój telefon czerwony......nie jest łatwo z Rudziem,bo skąd biedak ma wiedzieć,że to przyjaciele,a nie oprawcy są za nim....godziny lecą,noc ciemna,a mi zawał już grozi...Jamor pewnie wypruty,-myśli o Nim przychodzą....złodziej namieszał,czas cenny i okazje na Rudego nam zabrał,złość bierze wszystkich...shoto zziębnięta już jedzie do domu po ciężkim dniu... przekazuje mi info,że Jamor już szans nie widzi,ale jeszcze się trochę przyczai...mąż Murki pół dnia w Tomaszowie i z dwójką również jedzie do domu zahaczając o weta po drodze,bo czekał na nasze psiaki....Jamor zostaje na placu boju,ale na pusto...okolice 23 jedzie zmęczony okropnie do domu..Rudzik zostaje samiutki...serce na milion kawałków mi pęka...przez złodzieja tyle godzin stracone i pies niezłapany przez niego! Nie zostawię Rudziczka na pastwę,to już postanowiłam sobie jak tylko go zobaczyłam...tak strasznie szkoda mi jego. cdn.5 points
-
4 points
-
Mam jeszcze filmiki z maluchami... zaraz załaduję i wrzucę. Oba ważą po 8,5 kg. Muszę Was rozczarować - one tam w budce nie odsypiają stresu tylko siedzą jak trusia i boją się ruszyć... były i jeszcze są potwornie zestresowane. Wet im kroplówkę zapodał, bo nie chciały jeść u niego (musiał je potrzymać dwa dni, bo miały zapalenie spojówek, zwłaszcza Lisek miał potwornie sklejone oczy - wyglądało to na wirusówkę). Ale co najważniejsze pozwalają się głaskać, dotykać, nie uciekają, nie gryzą, jedzą z ręki z wielką chęcią (Lisio od początku, Tinka przełamała się drugiego dnia). Lisek gryzł na początku w strachu (jak go Jamor łapał i u weta też), ale już jest ok. Z chodzeniem na smyczy masakra, ale powoli do przodu. Smycz grubaśna, bo próbują przegryźć:) Byłam nastawiona, że parę dni potrzymam je w boksie, pokarmię z ręki itd. Ale drugi dzień, a w boksie czysto, trzymają... pewnie im nie pasuje podłoga, nauczone są załatwiać się na ziemi/trawie/śniegu... No i faktycznie: jedno i drugie zaraz jak tylko poczuło świeże powietrze i śnieg pod łapkami momentalnie siku i koopa. Czyściochy jak nie wiem. Słodziaki.3 points
-
Gdy Jamor przywiózł do mnie Liska, włożyliśmy go do kontererka. Był oszołomiony i bardzo przestraszony. Postawiłam konterenek na styropianie i przykryłam kocem aby miał ciepło. Zaglądałam do niego często, siedział cichutko jak trusia. Kiedy Jamor przywiózł Tinusię - tez bardzo wystraszoną, włożyliśmy ją do drugiego kontenerka i tak jak Liska okryłam ją aby miała ciepło. Kontenerki ustawiliśmy tak aby maluchy mogły się widzieć nawzajem. Gdy mąż Murki je zabierał nie wydały z siebie żadnego głosu, zresztą nie przekładaliśmy je do jego klatek, tylko pojechały w tych, w których siedziały, nie chcieliśmy aby jeszcze bardziej się stresowały. Wierzę, że Jamor złapie Rudego !3 points
-
Parę godzin temu przywiozłam do nas sunieczkę ze schroniska , w którym były tez Karmelek i Gigunia. Spotkałyśmy się z ewu na stacji benzynowej między Opolem i Niemodlinem. Sunia była grzeczna w drodze. W domu wypuściliśmy ją z kontenerka. Na razie nie wprowadzaliśmy jej do stada. Cuchnie przeokropnie. Na jedzenie rzuciła się , na wodę też. Dałam jej z ręki smaczek, zjadła, nawet polizała palec. Delikatnie ją pogłaskałam pod bródką i po boczku. Zrobiła koo jak zbity piasek. Chyba była karmiona kośćmi. Dajemy jej chwilę na oswojenie ,ale wieczorem spróbujemy ją wykąpać przed wprowadzeniem do stada. Jest większa od Gigi i wzrostowo i wagowo. Cała rodzina i przyjaciółka z Kanady uznały ,ze pasuje do niej imię Foksia. Imię wymyślił mąż. Nie miałam wyjścia jak się nie poddać wszystkim. Mamy więc w DT Foksię. Zapięłam suni obróżkę bez problemu i wyszłyśmy na ogródek . Na szczęście zrobiła sioo. Za chwilę idziemy się kąpać.2 points
-
I Tinusia (jak widac, ma zbyt duzo cialka) ;) Zdjecia sa z pierwszego spaceru, wiec psiaki debiutuja na smyczy. Jak na psy, ktore nie znaly dotyku ludzkiego ani smyczy i byly przy obcych im ludziach, wyrwane z wlasnego srodowiska... to i tak wg mnie zdaly test smyczowy na piatke z plusem :). I jeszcze jedno wspolne. Tinusia zaglada z budki: PS: wybaczcie za brak polskich znakow, ale sprzet, na ktorym pracuje... polskich znakow nie uznaje :(.2 points
-
Siedzę zasmarkana od łez wzruszenia, pełna podziwu i ogromnego szacunku dla Was <3 Na kilka dni przed pierwszą gwiazdką to się wydarzyło! <3 Rudzik na pewno dołączy do swojej Rodzinki, za co trzymam kciuki i sercem wspieram. Jamora dażę ogromnym szacunkiem i cieszę się, że zdecydowałyście, by pomógł właśnie On Proszę o nr konta, wesprzemy na ile możemy. Serdeczności zostawiam i najlepsze życzenia nie tylko świąteczne :)2 points
-
Co do dożycy, napiszę do Osób z Zamościa, które kilka razy przeprowadzały tutaj na moją prośbę interwencję. Mają najbliżej, będzie łątwiej zorganizować dojazd. Ciocie od dogów również mile widziane, ale! proszę, pozwólcie nam na razie złapać Rudego. Obecnie się zakochał w dożycy, przebywa przy jej posesji, jeśli więc ją zabierzemy, to znowu nie uda nam się złapać psiaka (pójdzie w długą), a on taki biedny, osierocony :(. Jak tylko Rudy będzie bezpieczny, będziemy mogli zabrać sunię. Rudy to neistety łazęga codzienie robi dużo kilometrów. Jak Murzynio zniknął z rewiru, to Rudy usiadł trochę na zadku i pilnował "maluchów", ale teraz został całkiem sam i natura włóczęgi obudziła się w nim na nowo. Chciałabym również przeprosić Was za te tajemnice i konspiracje... ale nie mogliśmy inaczej, musieliśmy dla bezpieczeństwa psiaków tutaj trochę nakłamać. Dziękujemy za wyrozumiałość i proszę, nie zostawiajcie nas samych. Ktoś z nas wstawi niedługo rozliczenie Jamorowe, ja podsumuję jutro te pieniązki, które doszły na konto psiaków (nie wzięłam ze sobą laptopa i siedzę na telefonie)... ale to wciąż mało... niestety. Kupa kasy idzie na psy i na odłowienie, ale niech już będą bezpieczne... Wierzę, że razem podźwigniemy to.2 points
-
No pewnie że akceptuję :). Struś będzie miał nową koleżankę :)2 points
-
Aneta będzie na Dogo po 19tej, koszt transportu duży, ale życie i zdrowie suni bezcenne. Jestem za tym, by Dafi pojechała do anecik, chyba, że Aśka przekona męża2 points
-
Witam. Jessi ma się bardzo dobrze. Porównując zeszłą jesień/zimę z obecną, jest mniej nakręcona. Od dawna, tzn. od kilku miesięcy nic nie zniszczyła (w sierpniu obgryzła liście stojącej na podłodze palmy i to był ten ostatni raz). Mniej też szaleje z osiedlowymi psami. W zeszłym roku biegała do upadłego, aż była cała mokra. W tym roku trochę pobiega i wraca. W maju tego roku Jessi ugryzła na osiedlu dziecko (chmara dzieciaków biegła obok, Jessi się zdenerwowała/wystraszyła i capnęła pierwsze z brzegu). Nie było to solidne pogryzienie, tylko draśnięcie zębami, niestety do krwi i zrobiła się afera. Mimo aktualnych szczepień matka dziecka i tak wymogła weterynaryjną kwarantannę psa (poszkodowany ma do tego prawo nawet gdy szczepienia są aktualne) oraz zafundowała dziecku zastrzyki przeciwko wściekliźnie, bo uznała, ze jestem z osiedlowym weterynarzem w zmowie... No cóż. Od tamtej pory bardzo uważamy na dzieci, rolkarzy i biegaczy. Jest nadal piękna. Wizualnie jakby przytyła, ale na wadze tego nie widać, waży 28 kg. Mam wrażenie, ze "urosła" jej klatka piersiowa, o ile to możliwe u dorosłego psa. Tomek twierdzi, ze to brzuch, ale tam gdzie pies ma brzuch to ona ma nadal wcięcie. Jest jakby "mężniejsza". Kocha Tomka, z Miłą się lubi, inne psy przeważnie lubi też (chyba, ze ją któryś próbuje atakować). Do obcych nadal nieufna, aczkolwiek nie jest to już histeria, która była na początku. Ma alergię na kurczaka i problemy z gruczołami odbytowymi, trzeba regularnie wyciskać. Właśnie pani wet, która te gruczoły wyciska powiedziała, że to zupełnie inny pies niż rok temu (w sensie - spokojniejszy). Rok temu, jak tam pierwszy raz byliśmy musiałam ją dosłownie do tego gabinetu wnosić. Zapierała się, uciekała... Pewnie będą Panie chciały zdjęcia, więc jutro jakieś zrobię.2 points
-
1 point
-
Masz rację, takich opiekunów za świecą szukać :) Zuzinka, prześliczna a jaka pracusia...urzędniczka pełną mordką :) ps, i ludzie Różyczki też wspaniali :) Pozdrawiam serdecznie1 point
-
Jessi odhaczona, Bartuś byl wcześniej, z Zuzią w ciagłym kontakcie, była nawet dzisiaj. Oto co ostatnio dostalam od zuziowej pańci: "Dziękuję za najlepszą rzecz jaką dałas mi w moim życiu" Sama radość z takich opiekunów, jakie mają nasze zwierzaki <31 point
-
Ostatnio chodziła mi po głowie...,) Remik rozbawiony, zadowolony z siebie ćwiczył radosne hopsy i tak mi się skojarzyło1 point
-
Nie zaginęłam tylko mam zlasowany mózg od nadmiernego używania, szprechanie w praktyce jest wysoce energo mózgo chłonne1 point
-
Ja przekaże na ten cel zysk z bazarku, który przypadnie mojej suni, dla której między innymi robiłam ten bazarek.1 point
-
A ja tylko dodam, że Jamor to jest niesamowity facet! Taka zawziętość, upór i WALKA o psa... jestem pod ogromnym wrażeniem. Wszyscy na miejscu byli bardzo dzielni: shoto, która była na telefon, elficzkowa, która o każdej porze była gotowa przyjąć psy, Murka i jej TŻm którzy przyjęli psiaki niemal od razu, WiosnaA - która wszystko spinała... ja nie mogłam usiedzieć na miejscu, mocno kosztowało mnie to nerwów, ale wiem, że wszyscy odwalili kawał dobrej roboty. Wet Murkowy ocenł psiaki na młodsze niż są faktycznie. Mają plus ok. 2lata więcej, ale są młode i cudowne. Już były na spacerach na smyczy, dają się dotknąć, głaskać. Lisek po pierwszym dniach, kiedy walczył jak lew, przestał pokazywać zęby. Psy naprawdę zasłużyły na pomoc i cieszę się, że dwóm się udało. Cicho liczyłam, że dzisiaj uda się z Rudym, ale niestety... jutro kilka razy obejdę teren, w którym mieszkał, ale podejrzewam, że będzie przy sukach z cieczką... no i ta dożyca wychudzona na łańcuchu nie daje mi spokoju :( Rudemu po łapaniu współbraci dopisywał humor, przywitał elficzkowa radośnie, nawet do niej przybiegł, ale na pewno brakuje mu kumpli... teraz może ma łeb zaprzątnięty czym innym (suki...), ale jednak strasznie go żal. Dlatego chcemy go łapać do skutku... wiemy, że to rozbija się o kasę (każdy przyjazd to 520zł), ale mam nadzieję, że nas rozumiecie: my nie możemy go tam zostawić!1 point
-
Dzięki Aniu za szczegółowy opis.Dziś zamiast spokojnie robić zakupy o niczym innym nie myślałam tylko o akcji Jamor - Rudy. Tak sobie myślę,czy tam gdzie jest sunia z cieczką nie można by było porozmawiać z Państwem,gdyby wszedł na posesję aby go jakoś przetrzymali,zamknęli bramę i zawiadomili Murka.1 point
-
Dzięki Gabrysiu. Myślę, że gdyby sunia poszła do Murki, to też trzeba byłoby płacić za utrzymanie i kto wie, jak długo. Sądzę, że te 350 zł nie jest warte, żeby ryzykować1 point
-
1 point
-
Tylko czy to jest DT, czy anecik może tylko przetrzymać sunię jakiś czas? Napiszę tutaj jeszcze co mi przyszło do głowy (anecik nie czytaj);) - mała jest tak cudowna, ze Aneta zakocha się i już nie zechce oddać małej dalej - sama znadzie suni dom. Przyznam, ze ta propozycja poprawiła mi humor!1 point
-
Chcesz ją hibernować dla przyszłych pokoleń ? O Ti, Ti, Ti niedobra Kobieto1 point
-
W ramach "kwarantanny" myśmy tylko chodzili co parę dni do weterynarza na oględziny. Mój weterynarz zresztą śmiał się z tego, bo dobrze wiedział, że pies jest zdrowy ale z każdej wizyty musiał pisać oficjalny raport do służb sanitarno-epidemiologicznych (typu temperatura ciała taka i taka, brzuch twardy, spojrzenie takie albo inne). No i o dziwo matka dziecka nawiedzała weta w gabinecie i kazała sobie pokazywać te raporty. Na szczęście je skrupulatnie pisał. Dzwoniła też do weterynarza w Białymstoku, bo Jessi była jeszcze na "białostockim" szczepieniu i sprawdzała jego kompetencje. Zrobiłam właśnie trochę zdjęć, ale nie umiem ich wstawić (nigdy tego nie robiłam na dogo), jakiś "błąd -200" się wyświetla. Jeśli by mi ktoś wyjaśnił, jak to prawidłowo zrobić, to wstawię.1 point
-
1 point
-
1 point
-
Aśka Belkowska, mam propozycję. Dajcie jej DT i zobaczycie co się będzie działo. Jak nie dacie rady, to będziemy szukać jej DS.1 point
-
Myślę, że sunię trzeba zabrać ze schronu najszybciej jak tylko jest to możliwe i umieścić na razie u Murki, a potem szukać bdt. Nie ma sensu, żeby sunia cierpiała w schronie jeszcze jeden, czy kilka dni. Każdy dzień, to 24 godziny zimna, głodu, strachu, walki o przeżycie. A co będzie jak sunia nie wygra tej walki ? Jeśli dobrze pamiętam, to ta sunia jest w boksie z innymi większymi suczkami. Stres najłatwiej wyładować na słabszym. Ona najsłabsza, a stresów tam psiakom nie brakuje :( Zabierzmy ją choćby dzisiaj, jutro... Dla niej każdy dzień w schronie to zagrożenie życia. Czy będziemy mogły cieszyć się Świętami, Rodziną, miłą atmosferą.... ze świadomością, że ona tam trzęsie się z zimna, strachu, głodu. Ja na pewno nie. Deklaracje z pewnością zbierzemy. Już wiele razy podejmowało się pomoc bez deklaracji, a tu jest szczególna potrzeba. Na okres pobytu u Murki deklaruję 20,00 zł/m-c. Będzie to dla mnie duży wysiłek finansowy, ale boję się psychicznego doła w razie gdyby suni stało się coś złego. Proszę zabierzmy sunię ze schroniska przed świętami, niech już nie cierpi tam niepotrzebnie, gdy planuje się dla niej pomoc.1 point
-
Też trzymam kciuki za domek i aklimatyzację Poli,oby przebiegła jak najmniej stresująco dla obu stron1 point
-
Ciekawe, czy ten miły pan wybrał sobie inną sunię?.... no, nie ma tego złego, a ta sunia miała jednak ogromne szczęście :)1 point
-
Bardzo dziękujemy za wieści :) . Pewnie, że chcemy zdjęciaJessi :). Cieszę się, że jest Wam dobrze razem. I współczuję sytuacji z kwarantanną, była w domu czy trzeba ją było oddać do weta? Miałam taka sytuację w kwietniu tamtego roku, pies nawet nie ugryzł, ślinił się, bo pierwszy raz wszedł do gabinetu weteynaryjnego i bardzo się denerwował, nigdy wcześniej raczej nie był w pomieszczeniu (psiak znalziony), a jakiś niedouczony konował powiedział, że może wściekły? Babka, u której miał być na tymczaie wpadła w histerię, bo wcześniej polizał (!) dziecko. Miał iść do maleńskiego kojca 1,5mx 1,5m na 2 tyg. kwarantannę. Zabrałam go i wywiozłam w bezpieczne miejsce. Po zrobieniu awantury ten idiota napisał oświadczenie, że pies nie wykazuje cech wściekłego, a właściciel lecznicy przepraszał. Nerwów jednak było co niemiara. Przez paniusię zostałam zwyzywana, życzyła mi wszystkich plag itp. :P. I zostałam z psem w hotelu... do dziś ;). Heniutek :)1 point
-
1 point
-
1 point
-
Też mam także nadzieję :) Poluniu kochana sunieczko, niech ci się dobrze wiedzie w twoim domku. Kochaj i bądź kochana. Koniecznie trzeba panią uczulić, aby w okresie przed i po Sylwestrze nie wychodziła z Polą na dłuższe spacery, jak najbliżej domu i dobre uwiązanie. Bez adresówki nie wolno wychodzić z domu. Czy Pola ma szelki ?1 point
-
W następny wtorek, Pola wyjeżdża do swojego nowego domku ! Mam nadzieję, ze na zawsze !1 point
-
Rozliczenie: Wpływy: 81zł -bazarek Onaa / 17.01.2017 19zł -Sara2011/17.01.2017 Wydatki: 100zł -anecik /17.01.2017 Saldo : 0 zł1 point
-
Figunia jest przeurocza. Dobrze ,że jest dr CZAS i zagoi rany na psychice też. Ja namawiam DT do oddawania tymczasów, bo te są na wagę złota. Będąc DT zaspokaja się potrzebę kontaktu z psem ,a jednocześnie robi się dobrą robotę. Jakbym zostawiła którąś sunię na 3. w domu, to koniec naszego DT i cierpiałabym katusze,że nie mogę pomóc jakiejś bidzie. Wybrałam więc katusze i pomoc ( na razie).1 point
-
Sunia jest rozkoszna. Dawno nie mieliśmy takiej. Całuje nas po rękach .Wywala się kołami do góry.Bardzo dużo rozumie i jest posłuszna. No cud, miód, orzeszki.Żeby jeszcze na kotę się nie rzucała. Brać i kochać. Kto zrobi ogłoszenia? proszę. Opłacę wyróżnienia czy co trzeba będzie.1 point
-
Ten kraj szczęśliwy ... gdzie - po psie płaczą szczerze i dłużej ...(Adam Mickiewicz) Świadectwem mądrości człowieka są muzea, biblioteki [sic!] i wiedza osób wykształconych. Psy mają swą mądrość we krwi (Donald McCaig) Aby właściwie nacieszyć się psem, nie wystarczy po prostu nauczyć go być prawie człowiekiem. Chodzi o to, by otworzyć się na możliwość stania się po części psem - (Edward Hoagland) Człowiek jest jedynym zwierzęciem, który robi interesy. Czy widział kto, by pies wymieniał kości z drugim psem? (A Smith) Jeśli najlepszym przyjacielem człowieka jest pies, to ten pies ma niejaki problem. (Edward Abbey) Tu spoczywa pies, który posiadał urodę bez próżności, siłę bez zarozumiałości, odwagę bez okrucieństwa i wszystkie cechy człowieka bez jego przywar. Lord Byron – dla swojego psa Wierności psa nie sposób wyśmiać, by się samemu śmiesznością nie okryć. (W. Łysiak) Pies powinien mieć więcej praw niż człowiek jest bowiem jednostką zdecydowanie szlachetniejszą. (J. Chmielewska)1 point