Leaderboard
Popular Content
Showing content with the highest reputation on 06/16/15 in all areas
-
Wejdź w ,, zobacz nową zawartość " ( u góry po prawej) i potem ( ale już po lewej ) masz różne opcje sortowania starej zawartości. SKS - jakby to kulturalnie powiedzieć ? - starość, k.... starość :) Znam, bo też to mam ;)2 points
-
... też mi to przeszło przez myśl ;) ... ale jesteśmy razem!... zawsze coś wymyślimy! .. jak już .... Tomi wpadł na nas, to musimy coś... pomóc ;) Witam się u Tomisia :)2 points
-
Nie wrogo. Obojętnie. Pod warunkiem, że i nas tak traktują. No, chyba, że "wrogość" oznacza "brak maniakalnej ochoty na ustawiczne zaprzyjaźnianie się". Nie rozumiem jednego: psy są gatunkiem z natury agresywnym, to drapieżniki. Naprawdę w agresji jako takiej nie ma nic złego, w ogóle to pojęcie nie podpadające pod wartościowanie, pod etykę ("zły, dobry"). Oczywiście na potrzeby życia w cywilizacji trzeba ją jakoś okiełznać (co ludzie robią m.in. pracą hodowlaną - popatrzcie na cavalierki chociażby). Ale to ciągłe wymaganie / oczekiwanie żeby wszystkie psy to były misiulisie, cium-cium i w związku z tym koniecznie, ale to koniecznie się "musiały" kontaktować ze wszystkim, co w zasięgu wzroku, no... to jakieś pomieszanie z popapraniem. Socjalizacja SZCZENIĄT jest oczywiście O.K., potem nie ma o czym mówić. A to akurat z punktu widzenia "psiego" idiotyczne, natomiast ludzie kochają łączyć się we wspólnoty i mieć poczucie że są przynależnością jakiejś grupy, tak już mamy jako gatunek - do tego szuka się pretekstów, czy to że jesteśmy właścicielami labradorów i musimy w związku z tym spędzać spacery razem, czy to że zbieramy znaczki i w soboty spotykamy się w klubie filatelisty, czy to że organizujemy się jako kibice jakiejś drużyny i tak dalej. Co do "powszechnego przekazu", to jest takie mało eleganckie powiedzonko o muchach i kupie... :-)2 points
-
Proporcje powinny być takie jakie pasują tobie i twojemu psy, a nie mrzewinskiej czy tam komuś innemu.1 point
-
Handziu przykro mi z powodu Lizy :( U góry po prawej stronie na niebieskim tle jest napis "zobacz nową zawartość" kliknij w to .1 point
-
Z ogromną radością i zachwytem obejrzałam fotorelację, od razu lepiej się poczułam :) Wszystkie Maleństwa są cudowne, ale nie ukrywam, że widok Largunia wzruszył mnie do łez ... Pozdrawiam Was wszystkich bardzo serdecznie :)1 point
-
Praca węchowa jest dla bardzo atrakcyjna sama w sobie ponieważ węszenie jest czynnością samo-nagradzającą(a jak na końcu jest smak to już w ogóle :) ) tylko że przy pracy węchowej pies nie musi być bardzo nastawiony na człowieka a nawet potrafi przeszkadzać. Psy które naturalnie nie są jakoś specjalnie ukierunkowane na pracę z człowiekiem trzeba rozkręcić i wyjaśnić że praca jest fajna. Tylko na pewno nie robi się tego ilością. Robi się to jakością i komfortem pracy. Jeżeli zrobisz krótką fajną sesję to pies będzie miał niedosyt i tym samym będzie chciał znów coś z tobą porobić, będziesz dla psa nr 1. Jeżeli przeginasz i pies ciągle ma współpracować z tobą to jesteś już mniej ciekawa bo ma cię na okrągło, a czas dla siebie tylko od święta. Jeżeli czegoś mamy niedosyt (np.pracy) to cenimy sobie to bardziej i jesteśmy zmotywowani żeby to dostać niż jeżeli jest to coś co możemy dostać zawsze.1 point
-
No znowu nie napisałam nicku ....SKS niestety. Jeśli przelew jest od Iwony L. to mój on ci jest ;-)1 point
-
1 point
-
Odpukać, ale jak wracałam wysiadłam piętro wyżej, szłam powoli i podsłuchiwałam - była cisza.1 point
-
1 point
-
A ja polecę wierszem Barbary Borzymowskiej, może komuś mocniej serce zabije do Czupurka. Siada Pan Bóg wieczorem Siada Pan Bóg wieczorem przy kominku, zmęczony W wysiedzianym fotelu, wreszcie w starych kapciach Wzdycha ciężko i smutno, potrząsając głową Ciężko być Panem Bogiem w takich trudnych czasach Panie… z pyskiem na Bożej nodze mruczy Boży Pies Ten Azor, ten z wioski pod lasem, ma za krótki łańcuch Widzę, że jesteś zmęczony, ale wiesz, jak to jest… I, Panie Boże,ta Bella, co oszczeniła się w lesie Umarła wczoraj. Z głodu. Anioł duszę już niesie. Ale wzięliśmy mamę, a dzieci zostały same… I w lesie psa ktoś przywiązał, bo miał już jego dość Daj żeby jeszcze dzisiaj szedł lasem inny ktoś Pomyśl o psach, które tęsknią, i wszystkich tych, co są głodne I o tych, które są bite, i wielu tych, co samotne I przejechanych na drogach – żeby trafiły do Boga… Panie… jesteś zmęczony, ale wiesz, jak to jest One mnie proszą o Ciebie, mruczy do Boga pies - dobrze już, dobrze, piesku, zrobimy wszystko w lot - z boku, na cichych łapach, skrada się Boży Kot..1 point
-
1 point
-
Jestem na zaproszenie Marudy :) 20 zł stałej deklaruję dla Czupurka :) proszę o nr konta1 point
-
No to dostałam podwójnie, od Beatki i od Jaguski :). Przelew poleciał1 point
-
Wzruszyłam się, po prostu. Co by nie mówić, cała ta historia od początku do końca była zapisana w górze...1 point
-
1 point
-
Kciuki wciąż zaciśnięte do białości!!!! Hopsasanek to pies pasterski jest - stado musi być w kupie, pod kontrolą, a nie się rozłazić tak, żeby pies nie mógł wszystkich "kontrolować" ;)1 point
-
Witam i pozdrawiam wszystkie zaglądające Ciocie :) Szkoda, żę nie wiedziałam, że tyle "nocnych Marków" zagląda na wątek, bo mogłam była odpisać zaraz...zasnęłam dopiero po 4 nad ranem. A myśłałam, że ten koszmar bezsenności mam już za sobą... Czuję się dziś przeokropnie, a tu trzeba dyrdać z Lonią do weta. Wczoraj zakupiłam dla niej pół Pratela, bo odrobaczana była rok temu w schronie, no i lek na serduszko już się kończy. Znowu jesteśmy same, bo córka pojechała do Krakowa na kilka dni. Nie planuję żadnego wyjazdu, bo Lonia tylko by się umęczyła w podróży. Musi nam wystarczyć Lasek Osobowicki... Jak się uda wgrać do kompa, to pokażemy, co Lonia wyrabia z kamykami w zabawie. Filmiki nagrane, tylko nie wiem czy uda się je przenieść...ale jeśli nie teraz, to jak córa wróci do swego domu, tam będą wszystkie kabelki i pomoc fachowa "pod ręką"...1 point
-
Trzymam kciuki :) Oby już nic się nie zmieniło!1 point
-
1 point
-
Tylko, że to byłoby zatykanie palcem cieknącego kranu. Prędzej czy później wysiadłaby jej wątroba (może też inne narządy) od tej chemii. Na prawdę nie masz czego sobie zarzucać. Ja na miejscu Lizy też chciałbym operacji licząc się z ryzykiem. Nikt z nas tak naprawdę nie wie co ona przeżywała i czy nie cierpiała bo niekoniecznie musiałaby wtedy piszczeć. Istnieje też cierpienie psychiczne. Nie wiem, można by sobie zarzucać, że nie uzbieraliśmy kilka razy więcej pieniędzy by może zrobić operację gdzieś indziej i licząc, że tam ma większe szanse. A może nie miała ich wcale bez znaczenia gdzie byłaby operowana? Nie można przewidzieć wszystkiego. Życie jest wredne i nic nie poradzimy...1 point
-
Buahahahahaha:D jak ja wspolczuje tym ludziom, ktorzy musza miec z toba na zywo kontakt:D1 point
-
1 point
-
Dzisiaj mam dzień bankowy, pójdzie stała na czerwiec, to nic że Czupurek jeszcze w schronie, każda złotówka mu się przyda jak wyjdzie, a już chyba dwoma łapkami jest poza schroniskiem :-)1 point
-
. .. Od rana mam dobry humor! Twoje jamniki ,Dorotko są dla mnie wyjatkowe! dlaczego?...niewiem ;) każdego całuję w sam czubeczek noska :) Ganga śmieje się całą gębą1 point
-
Owszem-każdy jamnik jest taki piękny.Trochę czasu zajęło mi by dojść do tego wniosku.I już wiem-zawsze w moim sercu będzie miejsce dla jamnika :)1 point
-
Witaj Semiczku, wyglądasz bardzo przystojnie, naprawdę! :) najbardziej cieszy twoja dobra forma <31 point
-
Podobno łobuzowaty Dzięki,Allu,ogromne,za wszystko1 point
-
dziękuję bardzo ewkar za wpłatę 25 złotych Moja kolezanka, która ostatnio dowiedziała się o naszych problemach ze znalezieniem dla Ergo domu dała aż 200 zł na cel, jakim jest wyróżnianie ogłoszeń. Bardzo jej dziękuję, Ponieważ wyróżnianie z moich środków już się kończy, wysyłam dziś część tej kwoty przelewem do kolejnej kobietki, która intensywnie ogłasza Ergo. kk potwierdź jak dojdzie 50 zł z tych 200 :) i jeszcze raz dziekuję za ogłoszenia dla Ergo1 point
-
Dokładnie tak samo pomyślałam.Wygląda jak młodzieniaszek. I tak ma trzymać do końca świata i o jeden dzień dłużej.1 point
-
wczoraj wpadła do nas z głaskami,może czasu brak,albo wakacje :)1 point
-
Moje wychodzące śledzą inteligentnie, po cichu - idę np do sklepu a za mną gęsiego, ale bez słowa ;) skrada się cała trójka. Czasami to i co któryś usiłuje sprawdzać co w sklepie robię :cool1:1 point
-
Goły Semik! :blink: Wygląda jak... w kubraczku! ;)1 point
-
bidunia kokana smutne wszystko ile cierpeinia ile bolu ale teraz ma jako w raju wiec niechaj bedzie dobrze jak najdluzej zycie los nikogo nie oszczedza oprocz ludzi potworow..co zabieraja zycie innym ....ech ... .....1 point
-
Zdrowiej zdrowiej Gusiu kochana! Przyjedziemy po knigi i porzucać piłeczkę gdzie będziesz chciała :)1 point
-
Ingrid, możesz odzyskac swoją zawartosc. :) Sama tego nie wymyśliłam. To Rozi napisała na innym wątku. ;) Należy wejśc po zalogowaniu w ZOBACZ NOWĄ ZAWARTOŚC. Potem z boku, po lewej stronie należy wybrac funkcję TEMATY, W KTÓRYCH UCZESTNICZYŁEŚ. I zaznaczyc okres, z jakiego ma byc ta zawartosc. Np. rok. To będzie odpowiednik MOJEJ ZAWARTOŚCI, która po awarii jest pusta. Potem już wchodzisz sobie po zalogowaniu z ZOBACZ NOWĄ ZAWARTOŚC. (Jeśli wyłączy się funkcję TEMATÓW, W KTÓRYCH..., to znowu Nowa zawartośc stanie się zbiorem wszystkich postów ze wszystkich watków).1 point
-
Zdał, zdał, nie ma obawy. Ale kciukamy nadal. A Hopcik wie co robi, że Was pilnuje. Lepiej, niż gdyby przepadał w lesie polując na "dziczyznę"1 point
-
Lilu, jeśli też zgubiłaś "Moją zawartośc", to jest na to sposób. :) Po zalogowaniu kliknąc u góry z prawej strony "Zobacz nową zawartośc". Wyskoczą wszystkie nowe posty z wszystkich wątków. Jeśli chcemy miec znowu dawną "Moją zawartośc", zaznaczamy z lewej strony funkcję "Tematy, w których uczestniczyłeś". Tak już zostanie, chyba że odznaczymy funkcję Tematów... I okres z jakiego chcemy znajdywac swoją zawartośc trzeba sobie z boku ustawic. Przed awarią był rok. Czyli wystarczy potem przy następnych zalogowaniach klikac na "Zobacz nową zawartosc". Może komuś się jeszcze przyda... ;)1 point
-
Wszystkie Wasze wpisy przeczytałam uważnie. Temat jest skomplikowany. Na wielu płaszczyznach. Nie jesteś dziwna. Tak widzisz te kwestie i to Twój wybór. Szanuję go, rozumiem i na swój sposób podziwiam. Bo na dzień dzisiejszy nie umiem z taką łatwością tak myśleć. Pies bezdomny niekoniecznie równa się pies z problemami, ale znamy realia i wiemy, że często właśnie tak jest. I tu rodzi się pytanie czy na problemy jesteśmy gotowi, czy damy sobie z nimi radę? Nie będę się wdawać w szczegóły życia naszego rodzinnego, ale ilością problemów, stresów, dramatów jakie nas dopadły, i niestety wciąż dopadają, moglibyśmy spokojnie obdarować kilka rodzin. Zmęczenie psychiczne mocno daje mi się już we znaki, a mój mózg zrobił blokadę na jakiekolwiek nowe emocje i stresy. Jak się to ma do psów? Ano tak, że moja pomoc stała się obecnie bardziej machinalna niż emocjonalna. Jest mi głupio i źle się z tym czuję, bo nigdy tak nie miałam i czuję się jakby część mnie i miłości do zwierząt umarła, ale nie jestem teraz w stanie "przyjmować" jakiegokolwiek cierpienia czy problemów. A sama decyzja którego z potrzebujących psów wybrać to są emocje i nierzadko zderzenie z przykrą rzeczywistością (pies ze złą przeszłością...). Nie wiem jak to jest, ale wydaje mi się, że jakiś limit, wytrzymałość emocjonalno-psychiczna została wyczerpana. Że za dużo tego wszystkiego, a na co dzień wciąż są kłopoty, z którymi muszę się mierzyć. Więc na więcej już nie mam siły. I choć mi z tym głupio, bo zwierzakom zawsze pomagałam i zawsze mnie to wszystko ruszało (może nawet za bardzo), to po prostu tak jest. A jest jakby obok. Dziwny stan i mocno mi obcy. I choć odkąd psom pomagam, mówiłam sobie, że wezmę psa ze schroniska, jakiegoś psiaka, któremu trzeba pomóc, to obecnie się boję. Że nie podołam. Że to, co kiedyś byłoby ciekawym wyzwaniem dziś może mnie przerosnąć. Nie czuję się na siłach. I nie jest mi z tym dobrze :( A jednocześnie potrzebuję psiego przyjaciela. Czy w związku z tym powinnam męczyć się bez psa, czekając aż moja psychika odpocznie i będzie gotowa na ewentualne "pod górkę" z psem ze schroniska? Czy zamknąć oczy i iść na ślepo, licząc na to, że trafi się pies bezproblemowy? A może troszkę zmusić się do wzięcia bezdomniaka, z całym jego bagażem i być jak siłaczka, która zawsze da radę? Czy - pewnie z punktu widzenia części osób egoistycznie - wziąć psa konkretnej rasy, z hodowli, wiedząc mniej więcej czego się spodziewać i mogąc go ułożyć "pod siebie"? Oczywiście nie każdy pies ze schroniska jest chory albo problematyczny. Zdaje sobie z tego sprawę. Ale same dobrze wiecie jak jest. Śledzę wątki psów z naszego schroniska, które poszły do domów - z mało którym nie ma problemów. Część okazała się chora, niektóre poważnie. Część ma problem z lękiem separacyjnym, niektóre okazały się agresywne w stosunku do psów albo ludzi. Wiem, że i pies rodowodowy może być chory albo problematyczny. I że to wszystko trochę loteria. Ale konkretna rasa to jasność co do tego, czego, mniej więcej, można się spodziewać - w kontekście charakteru, wyglądu, potrzeb, ewentualnych chorób (częstych dla rasy). Nasz przyszły pies musi być mniejszy i lżejszy niż Bazyl - max 25-30 kg; być szczeniakiem albo bardzo młodym psem; być psem bez lęku separacyjnego; nie być psem nadpobudliwym, z ADHD; dogadywać się z innymi czworonogami, lubić dzieci; być psem, który nauczy się chodzić ze mną do pracy (w sensie, że będzie tam grzeczny ;) ); musi się też dogadać z jamnikowatym moich rodziców, który boi się psów większych od siebie i reaguje na nie agresją. Dorosły pies ze schroniska, średniej wielkości, to problem praktycznie nie do przeskoczenia, jeśli chodzi o psa moich rodziców. W grę wchodzi więc szczeniak, który znany i "oswojony" od małego, jako dorosły już takim "potworem", którego zjeść trzeba, nie będzie. Ale ze szczeniaka ze schroniska nie do końca wiadomo co wyrośnie. Może pies średniej wielkości, a może 50-kilowy psiuńcio? Oczywiście, że takiego nie wyrzucimy, ale naprawdę takiego konika mieć nie powinniśmy. Takie realia. Poza tym szczeniaczki akurat szybko znajdują domy. W schroniskach to te starsze psy dłużej na nie czekają. Czy pies ma lęk separacyjny - w schronisku się nie stwierdzi. To 50/50, uda się albo nie. Czy nie ma jakichś poważnych chorób - też niewiadoma. Czy nie ma jakichś złych nawyków, również. Wszystko to oczywiście są problemy do rozwiązania. Ale trzeba mieć na to siłę... Dlaczego czuję się źle z myślą o niewzięciu psa ze schroniska, podczas gdy nasz przyszły pies musi spełnić konkretne wytyczne (które niestety po części przekreślają psy ze schroniska), a do tego po prostu chciałabym mieć konkretnego psa (bo to rasa, której ogromnym plusem jest choćby zdrowie - po odejściu Bazylka mam traumę, boję się chorób...), potrzebuję szczeniaka, który sprawi mi dużo radości, z którym będę budowała więź od małego, a do tego ułożymy go "pod siebie"? Pomagałam zwierzakom przez sporą część życia, pomagam nadal i pewnie będę pomagać do śmierci. Nie robię może dużo; na pewno mogłabym więcej, mogłabym bardziej; ale jakiś swój wkład w ten temat mam. I myślę sobie, że to pewnego rodzaju paradoks - osoby, które pomagają, jeszcze dodatkowo "muszą" ponosić konsekwencje działań pseudohodowców i durnych właścicieli. Bo gdyby ich nie było, psy nie trafiały by do schronisk, a osoby takie jak ja mogłyby brać psy z hodowli, nie czując się winne, że nie wzięły schroniskowego. Chodzi mi po głowie konkretna rasa. Gdyby jej przedstawiciele byli w schronisku to prawdopodobne, że takowego byśmy przygarnęli. Niestety tych psów w schroniskach nie ma. A do tego jeszcze szczeniaków albo młodych (bo taki warunek musi być spełniony). Bazyl był rodowodowy. Nie żałuję ani jednej złotówki na jego kupno wydanej. Gdyby to było dziś, mogłabym za te pieniądze kupić sobie wycieczkę albo dobry telefon. Każdy decyduje sam na co wydaje oszczędności. Ja wydałam je na psa. Cudownego psa. Który, gdyby trafił na innych ludzi, może wylądowałby w schronisku. Bo, jako młodzieniaszek, sprawiał problemy, a poza tym chorował i jego leczenie sporo kosztowało. Nigdy nic nie wiadomo. Być może biorąc psa z hodowli to właśnie jemu polepsza się życie. Dużo niewiadomych. Dużo rozterek. Dużo pytań bez odpowiedzi. Trudne wybory. Nie wiem co zrobię... --------------------------------------------------- Gdzie kończy się pomaganie a zaczyna egoizm? Czy ktoś, kto czuje problem i pomaga, musi pomagać do "ostatniej kropli krwi"? Czy powinien czuć się źle, gdy zrobi sobie przyjemność? Tak, jak osoba, która pomaga bezdomnym, ale sama zjadła kolację, której oni pewnie nigdy nie będą mieli okazji posmakować i wygodnie ułożyła się w łóżku, podczas, gdy oni śpią na ulicy. Czy kupując np. droższą wędlinę człowiek powinien mieć wyrzuty sumienia, że robi sobie przyjemność, podczas, gdy w samej Polsce tysiące ludzi chodzi głodnych? W końcu można kupić tańszą kiełbasę, a pieniądze przeznaczyć na szczytny cel. Kupowanie nowszego modelu telefonu to dokładanie cegiełki do wyzysku dzieci (i nie tylko dzieci) w afrykańskich kopalniach metali. Kupowanie kosmetyków i to w nie takiej małej ilości (nie czarujmy się), bo chce się wyglądać piękniej, młodziej, ładniej, itp. to dokładanie cegiełki do cierpienia zwierząt (testowanie produktów), a także do zatruwania środowiska. Kupowanie kolejnych ciuchów, bo zmienia się moda, bo lubi się mieć wybór w szafie, bo..., to dokładanie cegiełki do wyzysku osób pracujących w fabrykach krajów Trzeciego Świata. Kupowanie zbyt dużej ilości jedzenia, z której potem część ląduje w koszu na śmieci to niszczenie środowiska i oczywiście marnotrawstwo. Kupowanie kolorowego i pachnącego papieru toaletowego to dokładanie małej cegiełki do niszczenia środowiska. Itd, itp. Takich przykładów można by mnożyć więcej. Czy "wchodząc" w jedną działkę działania musimy być w niej konsekwentni do końca? Czy pomaganie po trochu w różnych działkach jest czymś gorszym? Czyli - odnosząc się do powyższych przykładów - czy pomaganie psom i branie psa tylko ze schroniska jest lepsze niż pomaganie psom, ale branie psa z hodowli, przy jednoczesnym nie kupowaniu nowego telefonu, dopóki stary nie padnie na amen, nie kupowaniu nowych ciuchów, kosmetyków zbyt wielu, za dużej ilości jedzenia, itp. Gdzie jest i czy w ogóle jest moment, w którym pomaganie światu równoważy się z potrzebami, chęciami? Dlaczego robiąc na co dzień więcej niż niejeden człowiek, zamiast czuć się dobrze i pozwolić sobie na przyjemność, czujemy wyrzuty sumienia, bo nie zrobiliśmy jeszcze więcej, jeszcze lepiej? Gdzie jest granica pomiędzy dawaniem siebie innym a braniem dla siebie?1 point
-
Na skuterze było super, żałowałam jak dojechałyśmy na miejsce:) Na szczęście powrót był też na skuterze.. Cudowna zabawa:) Trochę nas wytrąbili , wyobraźcie sobie dwie baby na czerwonym skuterze:)1 point
-
Mądrala! Ty z nią nie ćwiczysz! Daje dziś do pieca. Ponieważ jest na wyjeździe, wie, że będą rzeczy niecodzienne. I w związku z tym rozdziewa mordkę za uażdym razem, gdy zistaje sama. Ale my znamy te numery...????1 point
-
Robotna, ruchliwa i nie znająca nudy :) Na filmiku Lenka w swoim naturalnym środowisku ;) https://youtu.be/THaoHaNk3Gs1 point
-
Witam. Obawiam się, ze Katannka ma racje. Byłam u tej Pani, po pierwsze w cale nie jest w Nowej Huty, jak to ma podane w ogłoszeniu, tylko z jakiejś wsi około 20 km od Krakowa. Po drugie na pierwszy rzut oka wydaje się być ok. Psy wyglądają na radosne i zadbane. Kupilam od niej małego chihuahua. Dostalam książeczkę szczepień, rodowód. Piesek w momencie zakupu miał 2,5 miesiąca i był wg Pani i książeczki po drugim szczepieniu. Nie przeszedł kwarantanny i Pani sprzedała nam psa z informacja, ze przez tydzień ma nigdzie nie wychodzić. Zastosowalismy się do jej zaleceń. Po 1,5 tygodnia pies zmarł w okropnych męczarniach. Pomimo wizyt u dwóch weterynarzy nie udało się go uratować. Zmarł prawdopodobnie na nosowke, na która wg książeczki był zaszczepiony. Weterynarz powiedział, ze Pani sprzedała nam go za szybko, bo nie przeszedł kwarantanny. O ile tak na prawdę był szczepiony. Wydanie książeczki i rodowodu przez Panią wyglądało mniej więcej tak (jak powiedziała miała w sumie 10 szczeniakow chihuahua) - wyciągnęła jakaś książeczkę, otworzyła i powiedziała : o to ten będzie się nazywał... I przeczytała imię z książeczki. Rodowod , który dostalam nie jest żadnym rodowodem. Pani nie poczuwa się do żadnej odpowiedzialności. Ja pokochalam chihuahua, był wspaniałym psem. Teraz cierpie po jego stracie. Stracilam pieniądze za psa, za weterynarza oraz za dodatki typu legowisko. Nikomu nie życzę aby jego pupil umarł w takich cierpieniach. Niech moja przykra historia będzie przestroga dla tych, którzy chcą kupić psa. wystarczy spojrzeć ile i jak często Pani dodaje ogłoszenia o ofercie krycia i szczeniakach rożnych ras.1 point
-
[quote name='ImNotAStupidBlonde']ach nie:) nie przeskoczyło mi, że tyle nowych postów już:D To pytanie do [B]Y[/B][B]uki:)[/B][/QUOTE] [quote name='ImNotAStupidBlonde']a jakch dysków używałaś?[/QUOTE] Już ci mówię, dyski dog games do frisbee. Te niebieskie miękkie i te kolorowe twardsze ;) [quote name='Wercia40']Właśnie obejrzałam filmiki i naprawdę masz bardzo fajnego nakręconego i skutecznego psa ! ja bym nie rezygnowała z frisbiaczy, a krew na treningach to normalne, nie chciałabyś widzieć mojego Holssa, jak wygląda po treningu :evil_lol:[/QUOTE] Jakoś nie jestem przekonana :shake: Lepsze jednak agi [quote name='Wercia40']Yuki chodzi ci o leg voulty ? [IMG]http://3.bp.blogspot.com/-PNhbwV9iVuc/UmLhqMSITuI/AAAAAAAAFgM/qORixeI8w6Q/s1600/DSC03788+(Kopiowanie).JPG[/IMG] I nie bardzo cie rozumiem, chodzi ci o to, ze napisałam iż nawet nielatający pies może być dobry we frisbee ? ;p[/QUOTE] Właśnie o taką sztuczkę mi chodzi :D1 point
-
ja tez musze zakraplac oczy mojemu psiakowi i tem mam maly problem. wabie go do miejsca dzie trudno mu uciec i wtedy jest spokojniejszy. trzymam go za glowe i jednoczesnie rozchylam powieki a druga reka podaje krople i zel... musze sie nameczyc:roll:1 point
-
Prawdopodobnie nie za póżno tylko za krótko :evil: Bo jak za krótko są uszy przycięte, składają się na głowę i wyglądają jak pierogi. Jak tu W takim przypadku nic już nie zrobisz. Po prostu spiepszyli ci psa! :evil:1 point