Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

To nie jest adopcja na czuja. Ta pani spędziła u mnie mnóstwo czasu, a dzień wcześniej stracuła identyczną suczkę w niewiadomym wieku na stole operacyjnym. Chciała załatać ból rodziny(szczególnie bardzo inteligentnego 12 letniego chłopca) po stracie psa którego mieli 5 lat przygarniętego ze schronu. Przekonało mnie "mamo weżmy ją natychmiast, po co ma siedzieć w kojcu jak ja ją będę głaskał w moim pokoju"Adopcja w zasadzie jeszcze nie nastąpiła, bo spisałam z Panią umowę, że pies jest własnością Tanitki do momentu podpisania umowy adopcyjnej. Pani na to przystała. Powiedziała, że wysterylizuje suczkę za ok miesiąc, jak ta psychicznie dojdzie do siebie(znam tą lecznicę bo od lat handluję z nią karmami)więc napewno dowiem się czy tego dopełniła.Myślę że to była dla Sary życiowa szansa. Przypominam,że do momentu podpisania umowy jest to Wasz pies, więc możecie sprawdzać, odebrać gdyby było coś nie tak. Ja jednak jestem przekonana ,że Sara ma się jak najlepiej i chyba o to chodziło. Idą mrozy, a pies spędzi tą zimę(i pewnie wiele kolejnych)w kochającym domu zamiast hotelikowym kojcu. Myślę, że jest się z czego cieszyć;)

  • Replies 597
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Aga Czarkowianka napisał(a):
To nie jest adopcja na czuja. Ta pani spędziła u mnie mnóstwo czasu, a dzień wcześniej stracuła identyczną suczkę w niewiadomym wieku na stole operacyjnym. Chciała załatać ból rodziny(szczególnie bardzo inteligentnego 12 letniego chłopca) po stracie psa którego mieli 5 lat przygarniętego ze schronu. Przekonało mnie "mamo weżmy ją natychmiast, po co ma siedzieć w kojcu jak ja ją będę głaskał w moim pokoju"Adopcja w zasadzie jeszcze nie nastąpiła, bo spisałam z Panią umowę, że pies jest własnością Tanitki do momentu podpisania umowy adopcyjnej. Pani na to przystała. Powiedziała, że wysterylizuje suczkę za ok miesiąc, jak ta psychicznie dojdzie do siebie(znam tą lecznicę bo od lat handluję z nią karmami)więc napewno dowiem się czy tego dopełniła.Myślę że to była dla Sary życiowa szansa. Przypominam,że do momentu podpisania umowy jest to Wasz pies, więc możecie sprawdzać, odebrać gdyby było coś nie tak. Ja jednak jestem przekonana ,że Sara ma się jak najlepiej i chyba o to chodziło. Idą mrozy, a pies spędzi tą zimę(i pewnie wiele kolejnych)w kochającym domu zamiast hotelikowym kojcu. Myślę, że jest się z czego cieszyć;)


Podpisuję się pod tym! ;)

Posted

[quote name='Aga Czarkowianka']To nie jest adopcja na czuja. Ta pani spędziła u mnie mnóstwo czasu, a dzień wcześniej stracuła identyczną suczkę w niewiadomym wieku na stole operacyjnym. Chciała załatać ból rodziny(szczególnie bardzo inteligentnego 12 letniego chłopca) po stracie psa którego mieli 5 lat przygarniętego ze schronu. Przekonało mnie "mamo weżmy ją natychmiast, po co ma siedzieć w kojcu jak ja ją będę głaskał w moim pokoju" Adopcja w zasadzie jeszcze nie nastąpiła, bo spisałam z Panią umowę, że pies jest własnością Tanitki do momentu podpisania umowy adopcyjnej. (...)Myślę że to była dla Sary życiowa szansa. (...)

Przepraszam, że się nie zgodzę, zwłaszcza, że w moim poście wyjaśniłam, co pod pojęciem "na czuja" rozumiem, cytuję " na czuja, (jeśli to jest taka właśnie sytuacja) czyli bez sprawdzenia domu/ wizyty przedadopcyjnej (...)".

W adopcjach, tak przynajmniej sądziłam dotąd, chodzi nam o dobro zwierzęcia i nim się kierujemy, nie zaś jedynie:
- samą wolą adopcji przez chętnych,
- czasem jaki poświęcili psu w hoteliku,
- ich skądinąd smutną opowieścią (tego nie kwestionuję)
- słowami (a choćby i wspaniałą postawą) ich dziecka.

Argumenty, które przedstawiłaś Ago nie przekonałyby mnie żadną miarą. Jeśli ludziom istotnie zależało na adopcji tej i właśnie tej suni, poczekaliby do dopełnienia formalności wizyty przedadopcyjnej. Sarze, siedzącej w hoteliku do czasu pełnego jej przekazania, nie stałaby się krzywda.


Ago, wyjaśnij mi proszę ten fragment Twojego wpisu: "Adopcja w zasadzie jeszcze nie nastąpiła, bo spisałam z Panią umowę, że pies jest własnością Tanitki do momentu podpisania umowy adopcyjnej." - dlaczego w umowie, która została spisana, jako właściciela podano Tanitkę??? Gdzie w tym sens (chyba, że decydował o tym jakiś niezrozumiały wciąż dla mnie pośpiech), by w jednej umowie podawać innego właściciela, a w drugiej robić z niego Zulę, która jak rozumiem ma podpisać umowę adopcyjną? Co to była za umowa?Wedytowałam post, by doprecyzować zapytanie o wspomnianą umowę. Czym się to, co spisano, różni od umowy adopcyjnej, czyli, kim na mocy tejże umowy jest dla suni obecna opiekunka, skoro jeszcze nie jest nową właścicielką?

Hm..., czas pokaże Ago, czy dla Sary była to życiowa szansa, czego (bez względu na moje zdumienie formą selekcji chętnych) z całego serducha jej życzę. Oby to był strzał w 10tkę. Bez cienia ironii trzymam za to kciuki.

Jestem pewna, że nie przekonamy się wzajemnie do swoich racji.
Każda z nas wszak ma pełne prawo do własnego stanowiska w sprawie.
Pozostaje mi czekać na relację Zuli z wizyty, by odetchnąć pełną piersią i móc podzielić ogólną radość z adopcji suni. :lol:

Posted

majqa napisał(a):

Argumenty, które przedstawiłaś Ago nie przekonałyby mnie żadną miarą. Jeśli ludziom istotnie zależało na adopcji tej i właśnie tej suni, poczekaliby do dopełnienia formalności wizyty przedadopcyjnej. Sarze, siedzącej w hoteliku do czasu pełnego jej przekazania, nie stałaby się krzywda.




Mnie też niestety nie przekonują te argumenty.
Być może jest to dom idealny, ludzie to chodząca dobroć, ale po co ten pośpiech? Zwłaszcza, że sunia jest bez sterylki.
Nie rozumiem też, dlaczego to nie Zula ma podpisywać umowę adopcyjną.
Już Zuli zaproponowałam pomoc, choć będę tylko pośrednikiem, ale pomogę na ile będę mogła.

Posted

tanitka napisał(a):
(...) ZOstała zawarta umowa o przekazanie psa, a umowa adopcyjna będzie podpisana pomiędzy zula131 a tą panią.

Jak to nie Zula, Irenko?

Posted

[quote name='Aga Czarkowianka']To nie jest adopcja na czuja. Ta pani spędziła u mnie mnóstwo czasu, a dzień wcześniej stracuła identyczną suczkę w niewiadomym wieku na stole operacyjnym. Chciała załatać ból rodziny(szczególnie bardzo inteligentnego 12 letniego chłopca) po stracie psa którego mieli 5 lat przygarniętego ze schronu. Przekonało mnie "mamo weżmy ją natychmiast, po co ma siedzieć w kojcu jak ja ją będę głaskał w moim pokoju"Adopcja w zasadzie jeszcze nie nastąpiła, bo spisałam z Panią umowę, że pies jest własnością Tanitki do momentu podpisania umowy adopcyjnej. Pani na to przystała. Powiedziała, że wysterylizuje suczkę za ok miesiąc, jak ta psychicznie dojdzie do siebie(znam tą lecznicę bo od lat handluję z nią karmami)więc napewno dowiem się czy tego dopełniła.Myślę że to była dla Sary życiowa szansa. Przypominam,że do momentu podpisania umowy jest to Wasz pies, więc możecie sprawdzać, odebrać gdyby było coś nie tak. Ja jednak jestem przekonana ,że Sara ma się jak najlepiej i chyba o to chodziło. Idą mrozy, a pies spędzi tą zimę(i pewnie wiele kolejnych)w kochającym domu zamiast hotelikowym kojcu. Myślę, że jest się z czego cieszyć;)


[FONT=Verdana]Właśnie tego nie rozumiem, bo z postu Agi wynika, że pies jest własnością Tanitki, wcześniej na wątku też czytałam ten post który przytaczasz, więc już sama nie wiem kto jest władny podpisać umowę adopcyjną. [/FONT]
[FONT=Verdana]Może ja coś mieszam, ale jak teraz Zula pojedzie podpisać umowę adopcyjną, to babka może powiedzieć, że na swoim papierku ma kogoś innego i podziękuje za rozmowę. Bo jakie prawo ma Zula do tego psa, jak wydany jest z papierkiem na kogoś innego?[/FONT]

Posted

Ja życzę Sarze, żeby to co Ago piszesz okazało się najprawdziwszą prawdą, że trafiła do domu psich marzeń, będą o nią dbać, kochać i chuchać do późnej starości.
Niestety z wieloletniego doświadczenia w adopcji psów po przejściach wiem, że ludzie to wspaniali aktorzy. Czasami nawet wizyta w czyimś domu i wnikliwa rozmowa nie dają gwarancji zabezpieczenia psiego losu, ale przynajmniej zwiększają szansę na udaną adopcję z powodów oczywistych.

Dla przykładu, by nie pozostać gołosłowną...
Przyjeżdża facet, taki miły starszy pan, który roztacza przed rozkochanymi w suni opiekunami wizję dużego domu z ogrodem, pięknymi terenami spacerowymi wokół, ciepłym domem i kanapą, na której znajdzie się miejsce dla psa... Opowiada o niedawno utraconej psinie, która odeszła ze starości. Mówi tak długo, otwarcie i pięknie, że nie ma w zasadzie żadnych wątpliwości, że suni się poszczęściło. Opiekunowie ocierają łezkę przy pożegnaniu, psina odjeżdża do lepszego życia. Jakiś czas później, z powodu braku wieści od starszego pana, wsiadamy w samochód i jedziemy na wizytę poadopcyjną. Pan nas wpuszcza na podwórko, które wygląda zgoła inaczej niż kiedy je opisywał, i prowadzi nas na tyły domu, my wymieniamy porozumiewawcze spojrzenia, unoszą nam się brwi, ale idziemy za nim. Pan uchyla furtkę, i naszym oczom ukazuje się zasrany kojec i sunia kręcąca się w kółko na tym materacu gówien, nie ma tam budy, nie ma jedzenia, nie ma wody...
Ja zdaję sobie sprawę, że opisana sytuacja należy do tych ekstremalnych rozczarowań, ale ja niestety NIE WIERZĘ ludziom! Dla mnie nigdy dosyć sprawdzania, niestety...

Posted

GoniaP napisał(a):
(...) Niestety z wieloletniego doświadczenia w adopcji psów po przejściach wiem, że ludzie to wspaniali aktorzy. Czasami nawet wizyta w czyimś domu i wnikliwa rozmowa nie dają gwarancji zabezpieczenia psiego losu, ale przynajmniej zwiększają szansę na udaną adopcję z powodów oczywistych. (...)...

I o takim sensie wizyty przedadopcyjnej myślałam.
Co do przykładów.
Nie trzeba sięgać aż tak daleko, czyli przypadków adopcyjnych. W kręgu znanych mi ludzi są tacy, o których powiedzielibyście - cudni. Dla kogoś nie w temacie, na podstawie tego, ile czasu potrafią tiutiać do moich psów i kotów, jak to robią, jaki zachwyt wyrażają, co opowiadają itp...itp... wydawać by się mogli wymarzonymi właścicielami dla każdego zwierzaka. Nie wdając się w smutne szczegóły powiem tyle - nie powierzyłabym im nawet pchły choć to pasożyt. To oni, a nie historie z dogo, czy spoza dogo, nauczyli mnie patrzenia przez gruby filtr i po prostu nie ufać. Lepiej zrobić wszystko, co jest w naszej mocy i miło się rozczarować niż cokolwiek pominąć i kierować wiarą w pozytywny obrót spraw.

Posted

majqa napisał(a):
(...) Lepiej zrobić wszystko, co jest w naszej mocy i miło się rozczarować niż cokolwiek pominąć i kierować wiarą w pozytywny obrót spraw.
Dlatego nie da się odetchnąć do czasu, kiedy Zula, po wizycie w domu Sary, nie pokaże nam zielonego światła do "uff".

Posted

a ja tam wierzę w ludzi , nie wszyscy to krętacze i oszuści ;)
choć może trochę szybko tak zamienić z dnia na dzień psa na psa ( pisałyście że poprzedniego dnia pani straciła sukę podczas operacji ) ale ludzie są różni ....
Zula, odwiedź szybciutko Sarę i rozwiej wszystkie wątpliwości ....

Posted

lilk_a napisał(a):
(...) nie wszyscy to krętacze i oszuści ;)
(...) Zula, odwiedź szybciutko Sarę i rozwiej wszystkie wątpliwości ....

Oczywiście, że nie wszyscy i całe szczęście! :lol:
Czekam na te odwiedziny Zuli i jej wpis, że w pełni możemy świętować. :lol:

Posted

Witam Wszystkich Użytkowników Forum, Sara jest u mnie i jest szczęśliwa mieszka w domu brzuszek ma pełny i ciepło.Jest kochana przez nas Wszystkich.Nawet z moim Mężem już sie bardzo dobrze dogadała.Naprawdę to wspaniały pies .:p

Posted

Allis1 napisał(a):
Witam Wszystkich Użytkowników Forum, Sara jest u mnie i jest szczęśliwa mieszka w domu brzuszek ma pełny i ciepło.Jest kochana przez nas Wszystkich.Nawet z moim Mężem już sie bardzo dobrze dogadała.Naprawdę to wspaniały pies .:p


witamy :lol::lol::lol::loveu:

Posted

Rozumiem waszą nieufność. Sama jestem bardzo nieufna. Ale w tej konkretnej sytuacji zaufałam. Umowa została podpisana na Tanitkę, bo to ona została wyznaczona do odpowiedzialności nad losem Sary. A do Zuli oczywiście próbowałam się dodzwonić 20 razy, ale niestety była u wnuczka.Mam nadzieję,że Zula nie ma pretensji do Tanitki o wydanie suczki, bo trafił jej się naprawdę wspaniały i czuły dom, a ja cieszę się,że intuicja mnie nie zawiodła.

Posted

Cały czas mam mocno zaciśnięte kciuki, by ten domek okazał się takim właśnie, jakim został przedstawiony, wspaniałym od A do Z.
Sprawuj się Saro i daj poznać państwu z jak najlepszej strony. :lol:
Zulo, czekamy na wynik dopięcia formalności.
Oby udało Ci się to jak najszybciej.

Posted

Mam już wieści od Zuli,że Sara podobnodała się poznać z najgorszej strony(cóż, wyżeł z silnym charaktarkiem)Zrobiła w domu demolkę okien i kwiatów jak państwo na chwilę wyszli. Zula mówi,że pani ma duże pojęcie o psach bo od jutra zostawi ją na góra 3 minuty i będzie obserwować(ew.wydłużać nieobecność)

Posted

Agatko, wróciłam, przeczytałam wszystko, co zostało tutaj napisane i myślę, że Allis z pewnością się nie obrazi, bo nie padło tutaj ani jedno słowo krytyki na temat jej osoby. Wiele osób, nauczonych doświadczeniem (a wystarczy dobrze poczytać dogo, żeby zacząć "na zimne dmuchać") martwi się o Sarę, ale to świadczy o tym, że nad tą kochaną sunią krąży mnóstwo dobrych fluidów :loveu:. Wdzięczna jestem wszystkim, którym jej dobro leży na sercu.
A ta łobuziara o tym nie wie... Rozmawiałam dzisiaj z Allis. Sara trochę narozrabiała, pozostawiona na jakiś czas sama w domu :mad:. Allis stwierdziła, że będzie ją stopniowo uczyć, zaczynając od krótkich, kilkuminutowych wyjść i nagradzając za dobre zachowanie.
Edit:
Długo chyba pisałam, w miedzyczasie, jak widzę przybyło trochę postów :lol:

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...