Leaderboard
Popular Content
Showing content with the highest reputation on 07/18/21 in all areas
-
6 points
-
Teraz, myślę,że może by nie uciekał zupełnie ślepo , no chyba,że coś mocno strasznego by się zadziało. Kiedyś jak przyjechał brat,czy później rodzina,to Marcelek gdyby był luzem raczej na pewno ogrodzenie by pokonał i biegł przed siebie na oślep:( Obecnie jest na lekach i lęku tak dużego w nim nie ma.Zachowuje się całkiem nieźle poza niektórymi sytuacjami,które staram się już przewidzieć.Będąc w Białym bał się brata,ale jak ten spokojnie siedział,to w ostatnie dni podchodził nawet dosyć blisko ,szczekał jak normalny pies,nie panikował,nie latał jak opętany po domu jak kiedyś w kojcu na sam widok faceta z daleka. W jego obecności smyczami mogę operować przy swoich psach i nie ma w nim strachu,ważne aby jego nie dotyczyło. W Białym raz przypadkiem nie zauważyłam,że stał za komodą za Majką i biorąc smycz kawałek taśmy (nie klamra) zsunęła się na niego,to wystraszył i koo pogubił uciekając. Na wsi mamy ogólnie tu spokój i Marcelkowi to służy,czasem jakaś syrena zawyje,czy sygnał karetki,to ogonek spuści,nasłuchuje,albo pobiegnie do siebie.Jest na uspokajaczach i burzę też dobrze znosi. Niedługo jednak na działce będzie sporo się działo,ludzie będą i pewnie będzie się bał,ale mam nadzieję,że paniki nie będzie takiej jak przed lekami. Widzę jak bardzo mu one pomagają i samopoczucie ma lepsze bez porównania z tym jakie miał nawet miesiąc temu,a i apetyt zaczął się w końcu normować,..mnie czasem zaczyna słuchać:)4 points
-
Muchy nie znoszą przeciągu, trzeba uchylić okna, ale tak normalnie, w poprzek, nie "uchylnie" w pionie, i wylecą. Nie otworzyć, tylko uchylić. W ciągu dnia. Wieczorem lezą do światła, trzeba zgasić w pokoju/kuchni, zapalić w przedpokoju, tam pójdą, a na koniec zgasić przedpokój i zapalić na zewnątrz. Czasem dodatkowo machnąć ścierką. :). Sprawa zbadana przeze mnie nad Wigrami z powodu lękliwego na trzepnięcia pieska.2 points
-
2 points
-
Powodzenia! Tylko nie spadaj ze zbyt wielkiej wysokości- może być bolesne.2 points
-
Gdy Pani Kasia powiedziała, co Suzi dostanie, powiedziałam, że ja nie jestem upoważniona do rozmów o kosztach i żeby w tej sprawie porozmawiała z Tobą, ale Pani Kasia powiedziała, że to jest dla Suzi od Niej i nic nie trzeba zwracać. Podziękowałam więc. To faktycznie sporo kasy.2 points
-
https://www.olx.pl/d/oferta/hugo-marzy-o-domu-CID103-IDKD690.html Zrobione2 points
-
Nie wiem, co powie Los, ale wiem, co powiecie Wy :)2 points
-
1 point
-
Z deszczu pod rynnę Śledzę jego historię od początku. Tragicznie się zaczęło, później było jeszcze gorzej, ale teraz już spokojny czekam na happy end Dołączam się1 point
-
1 point
-
1 point
-
1 point
-
No proszę,Kot uczy się być Kotem1 point
-
1 point
-
Ludziom na słabe zrastanie, pomaga magnetoterapia. Może warto spróbować https://animal-center.pl/magnetoterapia-dla-psa-kota/ Z tą tarczycą, to w sumie prawda. Starsze psy, często mają niedoczynność, a ta powoduje między innymi gorszą regenerację kości, niezależnie od uczulenia na materiały medyczne. Gdzieś czytałam, że nowoczesne materiały medyczne, chociaż dobrze tolerowane przez ludzi, często zawodzą w przypadku stosowania ich w chirurgi zwierząt. Zdrowia dla psiaka i dla Ciebie :*)1 point
-
1 point
-
Udało się pozbyć trochę puchu a do skóry trudno się dostać ,) U nas nadal upalnie..., temperatura dochodziła w cieniu do 40 stopni :( Kąpałam psy w letniej wodzie, wyczesywałam. Tuptuś czuje się dobrze..., zaakceptował, poznał, przystosował się do nowego otoczenia i wyprostowało / podniosło go na łapach :)1 point
-
Zaciskam z całej siły :)1 point
-
Za chwilę zacznę się pakować na wyjazd do Krakowa. Specjalnie wcześnie umówiłam się na przekazanie Suni, żeby mogła choć trochu przyzwyczaić się do nowej sytuacji pod kontrolą, bo jutro od rana nie będzie nas w domu. Psiaki będą same. Relacja ze spotkania z Suzi będzie chyba dopiero późnym wieczorem, bo najważniejsze będzie kontrolowanie i przyzwyczajanie psów do nowej sytuacji. Kciuki wskazane1 point
-
Masz rację To prezent dla Suzi od Pani Kasi. Odczułam, że Pani Kasia to delikatna, wrażliwa osoba. Nie jest Jej obojętne to, że musi rozstać się teraz z Suzi.1 point
-
Zapytałam o to bez ogródek. Pani Kasia powiedziała, że Suzi nic nie zrobiła. Uczono ją pozostawiania samej. Przez chwilę po wyjściu domowników popiskiwała, ale szybko się uspokaja i jest cicho.1 point
-
Dla dobra suki to rozstanie, jeśli jest ostateczne, powinno być lodowate, zniechęcające do kontaktu. Bez żadnych serdecznych gestów...1 point
-
Dla pani Kasi spory wydatek , ale dla Wa też. Może chce coś zrobić dla Suzi ?1 point
-
Najbezpieczniejsze dla psa są obroże..., pipeta / krople rozprowadzone na skórze wchłaniają się do wewnątrz w mniejszej dawce. To nie jest tak, że płyn zostaje na powierzchni skóry. Najbardziej skuteczne są tabletki i dlatego mam problem co wybrać. Z tego co wiem od wetów to psy z obniżoną odpornością nie powinny dostawać tabletek od kleszczy.1 point
-
Elik, ona tam była trzy tygodnie wszystkiego, najpierw w objęciach - sądząc ze zdjęć; a potem niechciana - skoro ją oddają, i to w trybie niemal natychmiastowym. Więc przy tak niestabilnych emocjach być może ważniejsze będzie dla niej spotkanie z Tobą.1 point
-
1 point
-
Zastanawiałam się czy pisać,ale postanowiłam zrobić też sobie rozliczenie i pod rozwagę niech będzie również innym na ile są "silni" pod każdym względem, żeby zaangażować się,wziąć pod opiekę tak problemowego psiaka. 1980zł kojec 450zł zakup płyty na ściany+montaż i postawienie kojca przez moich budowlańców 650zł za montaż wybiegu z przykryciem siatką 2700zł koszt +robocizna podmurówek z naprawą ogrodzenia (niepotrzebne mi było obecnie,bo inne mam w planie) 4x38zł-152zł podkłady Razem 5850zł Nie liczę, -swojej zniszczonej klatki - swoich puszek,kurczaków czy ryżu, -zniszczonych posłanek i kocy,bo cóż przy "całym" Marcelu posłanko znaczyło - km do apteki po leki, do weta po receptę Na problemowego Marcela z dogo zakupiony został wózek za 182zł i dwie sesje z behaworystą 200+150zł. Razem- 532zł Wet+jedzenie jest u każdego innego psiaka. edit. Posłanko zostało jeszcze zakupione z dogo- 102zł Niektórzy na leczenie staruszka wydaję grube tysiące,..ja też na leczenie,ale innego typu, psa młodego,choć nie swojego wcześniej. Broń Boże nikomu nie wypominam tego co wyłożyłam,..z własnej woli Marcelka przyjęłam,opłaciłam kojec i resztę, żeby pies w kojcu nie musiał ciągle siedzieć. ...rachunek sobie zrobiłam i jako info jakby ktoś chciał się "porwać" na psa w typie Marcela,bo ja biorąc niewiele o nim wiedziałam. Pomysł z wózkiem zdecydowanie odradzam,chyba,że siły fizyczne mocne. Pies jest inny od wszystkich,...choć oczka i pyszczek i nawet obecny uśmiech niczym nie różni od pozostałych,..pies nie jest wystraszony,..pies ma traumy,których pozbycie się będzie ciężkie, o ile w ogóle możliwe, główka jest zniszczona i człowiek mu ją zepsuł.Jest trudny w codziennym życiu przez swoje lęki jak również przez to,że nie można mieć nad nim kontroli,co jest bardzo istotne i ma wpływ na bezpieczeństwo jego i innych. Odnosiłam wrażenie,że moje wpisy o stanie psa nie to ,że były ignorowane,ale chyba niezrozumiałe o stanie psychicznym,o czym od początku pisałam. Kupsko gubi przy najmniejszym strachu,choć to najmniejszy z jego problemów,ale siły fizyczne mieć trzeba przy psie nieobsługiwalnym ,a obsługiwalnego na smyczce Nie Da się zrobić na dzień dzisiejszy...niżej filmik jak ostatnio zapakowaliśmy się wracać na wieś,a listonosz zagadał ze 3 metry od auta. Każdy wyjazd do lecznicy tak wyglądał,..zanim wyciągnęłam klatkę,albo dołożyłam koc, był urobiony po pachy.Obsługa u weta makabra. Brata pierwszego dnia chciał gryźć, później tylko przybiegał i szczekał,a jak brat wstał do łazienki,to uciekał i kooo gubił.Tak samo gdy przyjechał i bez przygotowania Marcela brat wszedł do domu a on był na parterze,koo po podłodze i na kanapie pogubił uciekając na kanapę.Wątek z koopami i o zasyfionym Marcelu byłby cały,gdyby o każdej koo pisać:( ..tak o tym wspominam,bo dziś sąsiad wszedł do domu gdy był Marcel i poszła koo,a tu nawet ucieczki w jednym pokoju mu nie ma:( W Białym mało wychodził z domu,widać było,że za dużo mu było odgłosów.Po tym jednym razie z dzieckiem gdzie interweniować musiałam więcej nie próbował skakać na płot i unikał konfrontacji z dziećmi,chował się do domu jak tylko usłyszał, chował się na głos sąsiada,czy kogoś w ogóle na ulicy.Leki trochę wtedy zmodyfikowaliśmy ,one są jedynym ratunkiem. Mam jednak nadzieję,że obecne warunki i leki pozwolą na zaznanie Marcelkowi spokoju i choć w części odzyska jakąś równowagę, że z czasem nauczy funkcjonować po nowemu. Jest zmiana, jest poprawa, jest spokojniejszy , ale wiele sytuacji wciąż go przerasta i pewnych spraw nie może "przeskoczyć" przez krzywdy jakich doznał. Wydaje się na swój sposób być jednak szczęśliwym w tym co ma teraz, a jak będzie dalej, życie pokaże. Marcel nigdy nie byłby/nie będzie psem gotowym do adopcji,stąd i po części moja taka decyzja nie inna.Mam tylko nadzieję,że podołam opiece. Porównując pracę z Marcelem i dzikim Morisem,która też łatwa nie była,to dzieli przepaść niestety. W imieniu Marcelka dziękuję Wszystkim,którzy w różny sposób się przyczynili do dania mu szansy na inne życie. Czy będzie lepsze,to też życie pokaże,..chciałabym,żeby było mu spokojniejsze.1 point
-
Trzepnęłam muchę i Lumi się wystraszyła:(,...moje psy zresztą też nie tego nie lubią,ale wybitnie jeden wieczór muchy lazły do domu. Staranowała Majeczkę i schowałą się w kącik,...a jak Majeczka któregoś razu chciała przejść delikatnie i usiąść za Lumi ,to naburczała,czego pcha się do niej....Maja bardzo ugodowa jest i na wszystko się godzi.1 point
-
1 point
-
Wczoraj nasza babinka była u weta, który przyjmuje w Zamościu raz w tyg. dojeżdża z Lublina - miała robione badania krwi, USG, Echo Serca. Co tu pisać, samo się płacze....:( Nasza Zulinka waży teraz 4,40, czyli mniej więcej tyle, ile ważyła, jak zabieraliśmy ją w 2007 r z zamojskiego schroniska:(. W najlepszym stanie jest serce, chociaż od 2 lat leczymy, w najgorszym nerki - prawa nie pracuje, na lewej kolejne torbiele:(. Dostała na stałe lek przeciwbólowy. Nadziąślaka zostawiamy, bo co można w takiej sytuacji robić:(1 point
-
Jestem juz w domu, po udanym wyjeździe i spływie kajakowym po mazurskich rzekach i jeziorach :) W domu zastępowała mnie Ania - ogromnie jestem Jej wdzięczna, bo wszystko grało jak należy. Sunia - matka szczylków nazywa się teraz Wiki, i okazała się przemiłą i grzeczną damulką. Wprawdzie była w kojczyku, tym co poprzednio jej dziatwa, ale nie załatwiła się w nim ani razu. To dzięki częstym spacerom i opanowaniu smyczy, a i powrót do kojca kojarzyła ze smaczkami albo pełną miską. Ania wróciiła w sobotę do Warszawy, a ja wzięłam Wiki pod pachę i przyniosłam do domu. Nasze suczydła obwąchały ją dokładnie, a ona zachowała się idealnie: uśmiechy, ogonek pod siebie, ani warknięcia, więc od razu zapanował spokój. Koty chyba nawet nie zauważyły, ze to jakiś nowy pies, nie Bezia, bo kolorek podobny. Na, ale za godzinę jednak Wiki rozruszała jednak kociska odrobinę je goniąc. Ale że inne psy nie podjęły zabawy, a ja mówię "nie!", to daje im spokój. Nawet zaciekawienie budzi Szara Kota, która się ociera o każdego napotkanego psa, w tym i Wikusiowy pyszczek :) I noc spędziła ta biedna wiejska łańcuchowa suczka śpiąc ze mną w łóżku, i to przy głowie, ani razu nie budząc się, nie łażąc po domu, nie piszcząc itp. Sterylizacja dopiero we wtorek za tydzień.1 point
-
1 point
-
1 point
-
1 point
-
1 point