Leaderboard
Popular Content
Showing content with the highest reputation on 04/01/21 in all areas
-
Bardzo Wam dziękuję. Barsiczka po transfuzji odżyła, a onkolog powiedział dzisiaj, że jeśli uda nam się poprawić jej stan krwi, to jest szansa na podanie niskiej dawki chemii metronomicznej tabletkowej. To nie zatrzyma nowotworu, ale opóźni jego narastanie, a w rezultacie da jej trochę czasu na życie w dobrym stanie. Tyle, że trzeba podreperować krew. Pochwalił dotychczasowe leczenie i powiedział, że dajemy sobie 2 tygodnie, a potem decyzja... Rozmawiałam z Panią Iwoną. Chesterek jest lekko autystyczny na razie, ale 2 razy szczeknął słysząc ruch za drzwiami. Zachowuje czystość w domu, bardzo ładnie zjada, wie gdzie stoi woda. Chodzi bez problemu po schodach, pozwala nałożyć sobie szelki. Na smyczy troszkę ciągnie, ale nie ma tragedii. Zwiedził mieszkanie, wyszedł też i posiedział trochę na balkonie. Póki co nie chce wejść do sypialni na noc, znalazł sobie miejsce w przedpokoju. Pani położyła mu tam koce, bo nie chce go zmuszać do wejścia do sypialni. Będzie mu zostawiała smaczki na posłanku w sypialni, może się skusi. Chesterek dał się nawet Pani wyczesać. Kiedy jednak Pani wchodzi nagle do przedpokoju, on czmycha do pokoju i przemyka pod stołem. Za to na smaczki podchodzi chętnie. Wszystkiego się nauczy, trzeba mu tylko dać czas, a Pani Iwonka doskonale to rozumie. Bardzo jestem spokojna o niego, bo trafił na cierpliwą i spokojną osobę.4 points
-
Na razie nie jest źle. Jeszcze tęskni i próbował szukac drogi powrotu "do domu", ale je i pije, wiec nie jest najgorzej. Ma wszystko zabezpieczone, Panstwo wiedzą, że potrzeba czasu. Fajnie, ze nie oczekują cudów od razu i są cierpliwi oraz wyrozumiali. Ma już zrobione zakupy. Ponoć do wieczora krążył i dopiero ok 23.00 połozył się. dziś wysikał się w domu, ale to pewnie ze strsu, bo noirmalnie był pierwszy do pokazywania przy drzwiach, że chce wyjść. Na odpoczynek w ogrodzie wybrał sobie tuje przy drodze, pani powiedziała, że jeszcze nasłuchuje tam nadjeżdżajacych samochodów. Serce boli i mi go zal, ale taka jest kolej rzeczy. I tak lepiej teraz, po ponad 2 mies. pobytu u nas, bo im byłby dłużej, tym byłoby mu trudniej. jak na razie wszystko jest dobrze.4 points
-
Gdyby była potrzeba zrobić dla jakiejś bidy na cito 1400km, to proszę o info.4 points
-
Są takie pieski, że już zawsze będziemy po nich płakać, Fenix do nich należy. Choć ja nie jestem skora do płaczu, on sprawiał i wciąż sprawia że łzy napływają mi do oczu. Taki dobry pies, pogodny mimo cierpienia i pogodzony z tym co mu życie przyniosło, a potem taki wdzięczny za wszystko co od Ciebie dostał. A dostał tak dużo..... Ten jego pyszczek, to jego spojrzenie ..... ogarnia żal, złość nawet wściekłość że się nie udało, a ja tylko widziałam go na zdjęciach, nie wyobrażam sobie nawet ciężaru Twojego smutku po jego stracie. Ale masz też dobre wspomnienia, one zostaną z Tobą zawsze....4 points
-
Niestety.. Ja też ciągle rozmyślam o kochanym Feniksie, i czuję złość na schron, na weta tamtejszego, że przez tyle lat i pod koniec kiedy było gołym okiem widać, że pies się męczy , nikt mu nie pomógł. I tylko myśl, że ostatni czas choć tak krótki, był zaopiekowany, kochany, czuł się bezpieczny i szczęśliwy mimo swojego utrudzenia chorobą i bólem, co było widać na zdjęciach ten jego piękny pogodny uśmiechnięty pycholek - chcę zapamiętać na zawsze, tylko takie niewinne stworzenie jak pies może być tak ufne mimo ogromu zła i cierpienia, którego doświadczył od człowieka.3 points
-
Bardzo Ci dziękuję. Barsiczka szczęśliwie po wczorajszej transfuzji lekko odżyła. Dzisiaj jedziemy do onkologa, może jeszcze coś wymyśli. Ona miała operację wycięcia guzów pęcherza moczowego, które niestety okazały się złośliwe 8 stycznia tego roku. W tej chwili niestety jest wznowa i są nowe. Do tego tragiczne wyniki wątrobowe i duża niedokrwistość. szansy na wylecznie nie ma, ale każdy dzień przeżyty bez bólu i z jakimkolwiek zainteresowaniem życiem przez nią jest dla mnie bezcenny. Maleńka ma 13 lat i 9 miesięcy:(3 points
-
Tak dużo i w tempie wręcz szalonym ostatnio miałam spraw,że nie było czasu na dogo pisać,więc troszkę nadrobię. Zaglądałam czasami na wątek Marcelka i po ostatnim opisie sytuacji przez Livkę myślałam usilnie, czy mogłabym jakoś pomóc.Oprócz chęci i tego,że czasu trochę wygospodaruję, to nie miałam najważniejszego,tzn. miejsca bezpiecznego tu gdzie obecnie mieszkam:( Plany w głowie dawno się tliły że postawię awaryjny kojec,żeby móc jakiegoś biedaka przechować,ale to miało być w dalszej przyszłości jak już ogarnę rozbudowę domu.Teraz w żadnym razie nie mogłam,bo finansowo każdy grosz muszę liczyć.Pracując w sobotę w ogrodzie myśli się kotłowały wokół Marcela cały dzień.Mam dużo solidnej siatki,może zbudować z tego kojec zadaszony?A to drugi stary dom tu mam,może?,ale okna ma słabe,itp. Przypomniałam,że Zagrodowy kupowała kojec dla Abi,może nie sprzedała jeszcze? Dzwonię do Miki,..sprzedała niestety.No cóż,wycofuję się ,bo nie mam gdzie ulokować bezpiecznie...Ale wtedy Zagrodowy przejmuje inicjatywę, mówi,że wesprze finansowo, fantami i damy radę. Mam rozmawiać z Livką,jak się zgodzi,to brać Marcela i organizować miejsce.Dzwonię więc do Livki z ew.ofertą pomocy,zgadza się i też mówi,że jakoś z kojcem musimy dać radę.Ruszamy z działaniem.Z siatki mi odradzono stawianie,ale w niedzielę znalazłam ogłoszenie i Pana,który załatwił sprawę wysyłki kojca expresowo.Kojec miał kosztować 1480zł bez podłogi (miałam w planie,że zrobię sama),ale Liwka powiedziała,żeby wziąć razem z podłogą i razem wieszak do misek w razie jakby były problemy z obsługą Marcelka,bo jest gryzoniem.Musiała być szybka decyzja,ponieważ miałam wysłać info co i gdzie z firmy mają wysyłać.Bardzo się cieszę że wzięliśmy od razu podłogę,bo jest wygodnie i bezpiecznie. Cały kojec z transportem kosztował 1980zł.Miał być z montażem,ale podłoże nie miałam przygotowane,a raniutko przywieźli.Na szczęście mam teraz u siebie budowlańców i panowie zgodzili się zrobić teren i skręcić kojec. Mieli przysłać za kojec fakturę na meila,ale jeszcze nie dostałam. Transport do pokonania 1000km,też po kilku telefonach migiem się znalazł,aż za szybko,ponieważ kojca nie było,a tu na wtorek dostaję info za 580zł.No i cóż,zaklepałam,bo o tańszy mogłoby być trudno. Zgrało się wszystko szybko,...niech tylko ten Marcel da z siebie wszystko i pozwoli sobie pomóc:( Także to, że Marcelek trafił do mnie,to jest ogromna zasługa ZagrodowyPP ! Sama raczej bym się nie zdecydowała w obecnej sytuacji. Dziękuję Mikuniu za wsparcie i finansowe i duchowe!2 points
-
W schronie on musiał udawać, że jest z nim lepiej niż było. Przed innymi psami. Żeby go nie zagryzły. U Mari mógł być już sobą. Nawet jeśli czuł się upokorzony załatwiając się pod siebie. Ale mógł już spokojnie okazać ból i słabość. Bez lęku. Ufał i kochał Mari. Mógł nie udawać. Po tylu latach miał kogo kochać. To mi daje pociechę.2 points
-
1 point
-
Tu akurat stałam przy kojcu i nagle moje psy zaszczekały przy bramie. Marcel boi się szczekania :(, czuje się wtedy zagrożony i zaczyna motać po kojcu,żeby wydostać :( Ogonkiem machał licząc może,że budowlańcy jego uwolnią,bo z mojej strony w prawym rogu nic nie wskórał. Widok ludzi poruszających się blisko nie przeraża Marcelka,bardziej psy go stresują,ale na szczęście sporadycznie przy bramie szczekają. Też tak uważam. Dziś zdecydowanie jest spokojniejszy.Wczoraj miał dużo zmian,wszystko było mu obce:( Nie atakuje. Bardzo dobrze Sowo,że zwróciłaś na to uwagę,a także na szczegół z łapkami! Celowo wstawiłam ten filmik,bo zachowanie gdy spada jedzonko odebrałam właśnie świadczące o wrażliwości dotykowej Marcelka. No i filmik wcześniejszy,gdzie odwrócony jest tyłem, też wiele mówi o jego stanie. W kojcu Marcelek ma budkę,gdzie może się schować widząc,że będę wchodzić do niego,ale dziś nie ucieka nawet jak siadam przy "sofie". Wczoraj, raz się chował innym razem siadał na poduszkach wyżej, był zagubiony :(...nie wiedział,czego ma się spodziewać z mojej bliskości:(1 point
-
Coś strasznego spotkało to biedactwo :( Bardzo głęboko wgryzła się w moje serducho. Bardzo słusznie. W czasie świąt i bezpośrednio po świętach lepiej nie liczyć na pomoc czy to lekarza, czy weterynarza. Lepiej, jeśli jest to możliwe, operować po świętach, gdy wszystko wróci do normy.1 point
-
1 point
-
1 point
-
No niby mam..mąż czasem mówi,że do kundli mam większą ,niż do niego :),...potrzebny jest również czas,chęci i parę innych rzeczy,a ja nie wszystko spełnić mogę:( Zobaczymy czy coś zdziałam z Marcelkiem.W każdym razie dzikuskiem nie jest z pewnością,i przechodzić to co Morisem nie muszę:),ale agresja,to poważny problem:( Wbrew wielu radom,by psu dać spokój,zostawić samego,nie interesować zbytnio,uważam inaczej i robiłam/robię zupełnie odwrotnie:( Pies ma czas tylko na odpoczynek i wtedy mu znikam,poza tym blisko,czy z daleka,to musi mnie widzieć:( Może to niezgodne z normami szkoleniowymi,ale od pierwszego psa skrzywdzonego którego miałam ,takie podejście u mnie sprawdzało. Za podstawę w pracy z każdym psem jednak uważam,że nr1 powinno być to, aby pies mógł mieć możliwość i prawo wybóru! w każdej sytuacji.Nie wiem,czy z tym się zgodzisz. Marcelek wczoraj,1 point
-
I to jest dowód na to, jak zdjęcia potrafia przekłamać. :-)) widziałam Pongo na żywo i uwierz mi, daleko mu do postury beagla. Pan Adam, który adoptował Szamana, był zaskoczony jego wyglądem na żywo. Pozytywnie oczywiście. Powiedział, że na zdjęciach Szaman wydawał się większym i troszkę "groźnie" wyglądającym psem. W rzeczywistości to drobny średniak i do tego słodziak :-)))1 point
-
Czyli testują na zwierzętach w laboratorium w Chinach. Sprytnie głupi myk. Poza tym firmy czasami niby nie testujă produktów już gotowych ale testują poszczególne składniki np kremu.1 point
-
Moja pani weterynarz to wiedziała też od początku, ona nawet tygodnia życia mu nie dawała, zapytana pierwszego dnia, czy on ma szansę pożyć choć kilka miesięcy za tych 13 lat gehenny, odpowiedziała smutno i delikatnie: "NIE SĄDZĘ" Ja nie chciałam wierzyć w słowa wetki, wbrew wszystkiemu miałam nadzieję, cieszyłam się każdym jego uśmiechem, każdym wstaniem i kroczkiem, nawet merdał ostatniego dnia ogonem, kiedy już leżał i nie miał siły wstać..... I Wam przekazałam tą radość, nadzieję, każdą chwilą radosną dzieliłam się z Wami... a on zmobilizował wszystkie siły, jakie mu zostały, choć wycieńczony organizm słabł z każdym dniem... tymczasem większość czasu leżał na podkładach, bo mocz sączył się, a jego wzrok, kiedy nie mógł wstać, żeby sie załatwić - rozdzierał serce. Na usg było widać, że jelita sa wypełnione, bo on trzymał, nie mogąc wstać, a kiedy juz załatwił sie pod siebie - czułam jego upokorzenie, uwierzcie, on tak patrzył, tak przez to cierpiał, choć ja szybko i delikatnie przewijałam, zmieniałam podkłady, żeby był czysty i suchy nie potrafię sie pogodzić, że odszedł, że tylko 23 dni był ze mną, nie mogę przestac płakac1 point
-
Bardzo chciałam nie oddawać Tulisia, bardzo.... ale przez swój egoizm nie mogę pozbawiać go szansy na bycie ukochanym jedynakiem. Przepłakałam wczoraj cały wieczór.... ale Tulis szczęśliwy.1 point
-
Jeżeli nic się nie będzie działo, to mamy na krótką chwilę spokój z wizytami w serwisie. Na chwilę obecną nie ma potrzeby kontynuowania zastrzyków. Jeszcze przez dwa dni podajemy lek na kaszel i witaminę A+E. Mam wielką nadzieję na chwilę spokoju. Po sobotniej wizycie w serwisie Gajulka rozpakowywała swoją paczkę z przysmakami A później postanowiliśmy pojechać na działkę, rozpocząć sezon. Pobyt był krótki, więc nic ciekawego się nie działo. Na szczęście jakąś fotkę udało się zrobić. Na działce Gajka odżyła. Było szczekanie na cały regulator i brykanie na ogródku. Kolejne badania kontrolne mamy pod koniec kwietnia. Trzymajcie proszę kciuki, żeby przez ten czas był spokój.1 point
-
1 point
-
1 point