Leaderboard
Popular Content
Showing content with the highest reputation on 04/24/20 in all areas
-
Abi szaleje po działce z zabawkami i wczoraj po raz pierwszy od roku zaszczekała na przechodzące zwierzęta. Na spacery nie chce wychodzić, natomiast jak już wyjdzie to do domu wraca "galopem". Z Panią natomiast ćwiczy dotyk i przytulanie w domu. Jest coraz bardziej rozluźniona.5 points
-
Wróciłyśmy z kontroli. Doktor obejrzał swoim okiem z rentgenem w środku i uznał , że na razie nie zdejmuje gipsu. Podciął tylko w okolicy paszki i oswobodził tułów. Malutka w tamta stronę drżała, a z powrotem była spokojna. Przy wkładaniu do kontenerka nie zsusiała się , anie nie skupciała. A, i rano zastałam przyzwoita kupcię. Doktor z laboratorium nie odpowiedział. I zaskoczę Sowę. Tycia przywitała mnie już w domu machającym ogonkiem. Nie trzeba było czekać 2 tygodnie. no , ale sama jeszcze nie podchodzi.3 points
-
3 points
-
Wyobraźcie sobie , że Tyćka dała głos. Dziś była córka z dwiema wnuczkami. Gdy weszła do domu i Loczka zaszczekała , to Tycia też. Byłam w szoku. Ma śmiesznie niski głos. Dwójka dzieci szalała na ogródku , był wielki ruch w domu ,a Tycia nie była aż tak bardzo przerażona. Wszystkie moje wnuki maja w domach po 3 futrzaki i mają odpowiednie podejście .Delikatnie podchodziły do suni , głaskały pod bródką. Było widać , że Tycia nie czuje się pewnie , ale też nie uciekała w panice. Wieczorem ładnie zjadła kolację , zrobiła siusiu jak zwykle na dywanik i teraz odpoczywa. Podjadała z miski Suni, która normalnie mimo małych gabarytów nie daje sobie w kaszę dmuchać , ale Tyci ustąpiła. Aha, jeszcze dość długo leżała na moich kolanach przy stole , dawała buzi i nawet usnęła. Robi duże postępy. Ogonek znowu poszedł w ruch. Ciekawe co jutro dzień przyniesie. Dolarek w ogóle nie reaguje na Tyćkę Mimo głuchoty w ok. 100 % i ślepoty w 95 % , potrafi pogonić Kulkę i Sunię. Loczka , jego miłość od pierwszego wejrzenia , może go wąchać, dotykać i nic. Jemu nikt i nic nie przeszkadza dopóki go się nie dotknie. Wtedy jest szał , krzyk , szarpanie się , kręcenie się w kółko jak w amoku. Żyje biedak w swoim świecie. My mamy życie z nim jak z niemowlakiem. Wymieniamy informacje czy siusiał , zrobił koo, czy zjadł i ile, czy dostał leki. Myjemy podłogę kilka razy dziennie, piorę chodniczki , ręczniki . Musimy dać radę.2 points
-
A to sunia, która po ok 9 latach wyjechała ze schroniska, w którym psy nie mają spacerów, nie mają swoich wolontariuszy :(, a czasem nawet imion2 points
-
Borys/Kacperek podwójnie dodatni odwiedził dzisiaj weta i jest chyba na dobrej drodze - morfologia ładniejsza, co daje nadzieję na jeszcze większą poprawę. Glut już prawie wyleczony. Kot miał w przeszłości przykry wypadek z udziałem człowieka albo innego zwierzęcia, uraz łapek powoli goi się. Dostał jeszcze antybiotyk na tydzień. Koszt wizyty 50 zł i bardzo dziękuję Baltimoore za pokrycie tej kwoty. A to nasz dzielny pacjent:2 points
-
Mój kundliszonek po kastracji też porasta niczym owieczka... raz-dwa i ani śladu moich starań ;) Może podać łapkę z Lolusiem i Dolarkiem.1 point
-
A może chleb jest i tak smaczny. Próbowałaś? Lolcio jest teraz pozbawiony normalnego poziomu testosteronu tak jak i Dolar, więc będzie porastał szybko.1 point
-
Ja tez jestem u suni, pamiętam ją jeszcze z wątku zamojskiego, jak Tyś(ka) jakiś czas temu szukała dla niej pomocy. Sunia bardzo przypomina mi "naszą" Polę, zabraną z tamtych okolic do hoteliku do Murki. Bardzo chciałabym, aby i tej Poli udało się odmienić życie, ale najpierw trzeba uchronić ją przed wywózka do zamojskiego schroniska, bo w jej stanie fizycznym i psychicznym czarno widzę jej dalsze losy:(. Może warto popytać o jakieś miejsce w hoteliku, ta łapka naprawdę nie przekreśla szansy na wspaniały dom, trzeba tylko czasu i suni i jej opiekunom. Za parę dni w Lublinie będzie TZ Jaaga, będzie wracał potem do Katowic, na pewno będzie mógł pomoc w ewentualnym dowozie Poli. Jeśli potrzebna byłaby zbiórka - służę pomocą.1 point
-
Dziękuję, że zajrzałaś i za podpowiedzi. Już Ci odpowiadam. Suczka nie spędza całego swojego czasu w kojcu. Początkowo, przed odrobaczeniem i odpchleniem nowe psy są izolowane od obecnych, ale od stycznia sunia ma otwarty kojec i od tamtego czasu może wyjść kiedy zechce - zapewne przeczytałaś, bała się bardzo długo (13. lutego opisywałam że nadal nie przełamała strachu i bała się wyjrzeć poza kojec). Teraz już się zadomowiła i najchętniej spędza czas na wybiegu, dostęp do kojca ma kiedy tylko chce. Zamykana jest jedynie wtedy, gdy pracownicy kończą pracę. To punkt przetrzymań przy miejskim urzędzie, a nie schronisko - po jakimś czasie psy wyjeżdżają do lokalnego schroniska, dobrze znanego Dogomaniakom. Nie można więc wprowadzić wolontariatu, a praca z psami to tylko dobra wola pracowników i robią to w czasie swojej przerwy. Dobrze, że to robią i dobrze, że pracują tam tak empatyczne osoby, bo tylko dzięki nim w ogóle wiem o tym, że jakiś psiak jest w potrzebie. Jednak w takich warunkach nie ma możliwości nauki chodzenia na smyczy, bo i wyjść poza teren nie można. Z każdym rokiem jest tutaj naprawdę coraz lepiej, bo już wszystkie suki wyjeżdżają do schroniska wysterylizowane, w tym roku szczepione są nawet na wirusówki oraz chipowane - do niedawna tego nie było. No i kontakt ze mną jako prywatną osobą też jest bardzo dobry, mimo że opiekunka przytuliskowa robi to po pracy, w swoim wolnym czasie. Zresztą, sama doskonale wiesz, jak ważny jest dobry kontakt w takich miejscach, że takie miejsca często są ratunkiem dla psów zanim trafią do schroniska... że tutaj mają większe szanse na dom... co nie zmienia faktu, że wielu rzeczy się nie przeskoczy i jak w końcu padnie odgórna decyzja, że pora wywieźć psy to nie ma uproś, jeszcze tego samego dnia zawożone są do schroniska. Suczka jest najbardziej narażona, bo jest tutaj najdłużej: przebywa od początku grudnia w przytulisku. Jest to prawie PIĘĆ miesięcy... Bardzo, bardzo długo. Przez ten czas odkąd tutaj jest ogłaszam sunię usilnie. Miała różne opisy i ogłaszałam ją na różne miasta: odzew był i z Warszawy, i z Wrocławia... ale nie taki, jak oczekiwałam. Dostawałam mnóstwo telefonów emocjonalnych, oceniających mnie jako zwyrodnialca - ludzie nie doczytywali, że suczka przebywa w przytulisku i to nie ja ją skrzywdziłam... Inna sprawa, że w przypadku adopcji przytuliskowej ważne jest, aby ludzie osobiście przyjechali po psa. To nie jest mój warunek, ale taki warunek istnieje. Skoro do tej pory nie było odzewu z dużych miast (zwłaszcza żadnego odzewu z Lublina i Krakowa) to teraz próbuję (wraz ze swoimi dwiema znajomymi) wypromować Polę na nasze okolice. Co do starszej pani... informacja ta została umieszczona po prośbie, po tym jak dzwoniły tylko rodziny z maleńkimi dziećmi albo studenci wynajmujący mieszkanie na którymś piętrze bez windy. Do takich domów Pola nie zostanie wydana. Niestety, do panów pracowników nie umie się przekonać, oszczekuje z daleka, nie daje do siebie podejść (mimo że tam pracują psioluby). Myślę, że pomysł ze starszą panią nie był od parady, nie ma co się oburzać ;). Na wątku zbiorczym nieraz pisałam o tym, że nie widzę innej możliwości jak próbować wyadoptować Polę bezpośrednio z przytuliska, ale widzisz... minęło 5 miesięcy i domu nie ma. Suczka nie ma więcej czasu czekać na cud. Moje poszukiwania pomocy dla niej spełzły na niczym, wątek jest ostatnim moim pomysłem przy świadomości, że niektórzy pewnie pomyślą, że próbuję się wyręczać z pomocą dla suni kimś innym. Naprawdę się nie wyręczam, wiele godzin spędziłam na rozmowach z fundacjami i ogłaszaniem suni, nie tylko na olx... ale również na innych portalach i na fejsbuku. Zresztą, o wielu działaniach pisałam na Dogomanii.1 point
-
Jak ten czas leci i jak tu nie zazdrościć takiego życia,też bym tak chciała :)) a jasny piesek wylegujący się na werandzie to pewnie gość :)1 point
-
pieniążki przelane; proszę o info jak dotrą1 point
-
Wczoraj bardzo długo rozmawiałam z p.Wiolettą o Atilce i różnych innych życiowych sprawach...:) To wspaniała osoba i można rozmawiać całymi godzinami :) Puki co Atilka nadal kropelkuje choć już nie w takim stopniu jak było przedtem.Za jakiś czas będzie miała kontrolne badania czy znowu nie nastąpiły jakieś zmiany w obrębie pęcherza i dróg moczowych.1 point
-
1 point
-
Zawsze popłaca tylko nie zawsze się ją ma.1 point
-
1 point
-
1 point
-
No, to najwyższa pora, żeby pojechała do siebie :). Trzymam kciuki za niedzielę :)1 point
-
KRONIKA Dzień 18 Dzisiaj w nocy nastąpił jakiś przełom. Lilka nabrała śmiałości. Przyszła do naszego pokoju domagając się jedzenia. Nie bała się psów (i vice versa). Dała się dotknąć, pogłaskać, pogmerać w obroży i szelkach. Jeszcze trochę i sama wyjdzie na dwór:)1 point
-
Widzę,ze swiętowaliscie w swoim domku, na Roztoczu. Tez zostawiam Wam najlepsze życzenia ! Długich i szczęśliwych, wspólnie przezytych lat ! Jesli dobrze pamiętam, to wtedy Florka Was wybrała ...1 point
-
1 point
-
Mam bardzo dobrą wiadomość. :) Swojego domu w końcu doczekała się Lara. Państwo w poniedziałek przyjechali, aby co prawda poznać Inkę, ale ich córce najbardziej spodobała się Lara. Zresztą, są rodziną bardzo ciepłą i szukali pogodnego, przyjaznego psa, a to Lara jest pierwsza do całusów i głasków, Inka niestety jest dość płochliwa i jak nie chce podejść na pieszczoty do człowieka to będzie od niego trzymać się jak najdalej. Stwierdzili więc, że Lara będzie u nich bardziej szczęśliwa i dzisiaj pojechała :) Temat przegadali, przemyśleli, kupili suni adresówkę (!), obrożę, legowisko... i przyejchali z powrotem. Państwo od zawsze mają zwierzaki w domu, psy (zazwyczaj duże) dożywają sędziwego wieku u nich, mają piękną i dużą ogrodzoną działkę i złote serce do psów. Mimo że mieszkają na wsi to są obeznani w psim temacie, sami zaczęli temat sterylizacji. No brzmi... cudownie :) Powodzenia, Laro!1 point
-
1 point
-
1 point
-
Mniszek kwitnie, nawet trawy jeszcze nie ma. Praca wre. Susze, nalewki i syropy. Zapraszam na bazarek jesienią :) https://images91.fotosik.pl/353/33a0ea3b0b30983fgen.jpg1 point
-
Napisałam wczoraj sążnisty post, dodałam zdjęcia i wszystko diabli wzięli :( wrrrr... A że mocno późno było to już poszłam spać. To dziś krócej. ;) Pani z synkiem przyjechali wczoraj rano zjeść śniadanie na trawie z Pieguskiem :)) Wzięli cały ekwipunek, kocyk, i 2 godziny spędzili na łąkach :D wcześniej pytali się Agi o najlepsze posłanie, karmę, mnie o najlepsze gryzaki dla niego.. prosili o filmiki i pytali co Piegusek vel Dropsik cukiereczek porabia :) Wieczorem napisałam, żeby ustalali dzień zabrania Pieguska od Agi. I zeby przesłali mi zdjęcia z domu.1 point
-
Bardzo serdecznie dziękuję Wam wszystkim, którzy wspieracie kochanych seniorów w jakikolwiek sposób. Deklaracjami, bazarkami, wpłatami jednorazowymi, poradami, ciepłymi słowami .... To właśnie dzięki Wam Sarunia i Aruś mogą w spokoju, cieple i z pełnymi brzuszkami, otoczeni troską i miłością Kasi, spędzić resztę życia. Proszę bądźmy z nimi do końca ich dni.1 point
-
1 point
-
1 point