Leaderboard
Popular Content
Showing content with the highest reputation on 06/13/19 in all areas
-
Czaruś pozdrawia z zielonej trawki, którą uwielbia :) Dziewczyny kochane - ukłony ogromne dla Was za to, co robicie dla tych biedaków, wyciągacie je kolejno, pomagacie najbardziej "pilnym przypadkom" - łzy mi teraz kapią... jesteście Aniołami!!! tyle wysiłku, tyle trudu, tyle dobra... Kiedy patrzę na ślepego Milusia - myślę o kolejnych dwóch tym w boksie... kiedy patrzę na kulejacego Czarusia, na jego lęki, "demony"... mam przed oczami boks pełen psów...myślę, co przeszedł w życiu.... dzięki Wam ich życie się odmieniło... i życie wielu innych psów ... jesteście cudowne!!!6 points
-
Hmmm, sama nie wiem od czego zacząć…. Tyle czasu minęło, tyle się wydarzyło. Niesłychanie długą i wyboistą drogę przeszedł nasz Dolarek. Przed Radysami najpewniej miał podłe życie, potem trzy lata w piekle w Radysach, uwolniony z Radys spędził rok w hoteliku u Murki, następnie 1.5 roku pod skrzydłami „hop!”. Dolarek bardzo się zmienił przez ten czas. W Radysach z łatką dzikusa, przerażony i upodlony, pierwszego dnia po przyjeździe do hotelu chciał rozwalić klatkę u weta, potem dał się poznać jako pies samotnik któremu człowiek do niczego nie jest potrzebny. Był czas, kiedy myślałam aby Dolarka wyadoptować nawet do budy do ogrodu , że tam będzie szczęśliwy na swój sposób. Boże, jak dobrze że tego nie zrobiłam. U hop! dał się poznać jako psiak ceniący sobie mieszkanie w domku, zaraz po spacerku tam właśnie się kierował. Tam czuł się bezpiecznie, tam miał swoje własne legowisko, swój pokój, jedzonko za które dałby się pokroić. Okazał się psiakiem grzecznym, prawie bezproblemowym, świetnie odnajdującym się w warunkach domowych , jedynie lękliwym w pewnych sytuacjach, które jednak gdy się pozna i zaakceptuje to nie są jakimś wielkim problemem. Ofert domu zbyt wiele nie było a te które były to takie byle jakie. Albo pani z gromadą wrzeszczących dzieci, albo młoda dziewczyna na utrzymaniu rodziców albo nawiedzona pani pielęgniarka która jak przyszło co do czego przestała się odzywać. Pamiętam że początkowo bardzo dużo ogłaszałam Dolarka, bardzo wiele ogłoszeń miał wyróżnionych. Potem, z biegiem czasu zaczęłam powoli tracić nadzieję. Gdzieś w podświadomości pogodziłam się już chyba z myślą, że Dolar domu nie znajdzie. Bo kto będzie chciał lekliwego, starszego już Pana, kiedy wkoło tyle młodych, pięknych psiaków do adopcji. A że u Dolara krew się nie leje, jest zaopiekowany , jest dobrze mu tam gdzie jest więc nikogo jego los nie wzruszy. Natchnienie przyszło, kiedy przeczytałam na Dogo wpis hop!, że jej „trudny” Bastuś znalazł wspaniały domek i że warto wierzyć do końca w dom nawet dla trudnego psa. I wiecie co? Tak mnie to podbudowało i uskrzydliło, że usiadłam do laptopa, pokasowałam wszystkie stare ogłoszenia Dolarka i zrobiłam nowe, zmodyfikowałam tekst, zmieniłam zdjęcia, wyróżniłam jednocześnie 5 ogłoszeń na duże miasta. I zdarzył się cud! Otrzymałam wiadomość przez olx ale nie taką „byle jaką” jakich multum –ale długą, ciepłą, serdeczną, wzruszającą, taką że serce zaczęło mocniej bić. Odpisałam a że była późno to już nie oczekiwałam odpowiedzi, jednak nie mogłam zasnąć bo wciąż myślałam czy będzie kontynuacja. I byłaaaaaa :). Pisała do mnie Pani ze swoją córką-tegoroczną maturzystką. Panie zrobiły na mnie cudowne wrażenie. Zakochały się w Dolarku od pierwszego wejrzenia i chciały jego i tylko jego. Panie bardzo dobrze przygotowały się do adopcji. Hop! wiele czasu poświęciła na rozmowach o Dolarku, o tym co lubi, czego nie lubi, czego się obawia, jak należy z nim postępować w różnych sytuacjach itd. Panie uważnie słuchały rad i wszystko co usłyszały wcielały w życie. Tu dziękuję z całego serca nieocenionej hop! za przekazanie swojej wiedzy „dolarkowej” i wspaniałe przygotowanie rodziny do tej adopcji J Tak bardzo się bałam, czy po przyjeździe z Poznania do Łodzi i poznaniu Dolarka na żywo, nadal będą go chciały adoptować, czy się im spodoba. Ale martwiłam się zupełnie bezpodstawnie :). I teraz mogę już oficjalnie ogłosić: Dolarek, po 3 latach w Radysach, po 2.5 roku w hotelikach ma cudowny DOM w Poznaniu . Dom pełen ciepła, miłości, delikatności, wyrozumiałości dla lękliwego pieska. Lepszego domu nie mogłyśmy sobie wymarzyć. Ja jeszcze bujam w obłokach, kiedy czytam czy słucham wieści z domku Dolarka, o tym jak Pani ciepło o nim opowiada, jak cieszy się z każdych jego postępów, jak go chwali jaki jest grzeczny i kochany, o tym jakie przeżył przygody. Sama nie wiem komu i jak mam podziękować aby kogoś nie pominąć. -dziękuję Wszystkim Deklarowiczom za to że trwali, że się nie wycofali z deklaracji pomimo że Dolarek tak długo czekał na dom a niektórzy jeszcze oprócz deklaracji dorzucali bonusy J . Bez Was to by się nie udało. - dziękuję Murce za to że przyjęła Dolarka do siebie, wprowadzała w „normalny” świat, oswajała, uczyła chodzić na smyczy, za wszelką pomoc udzieloną Dolarkowi. -dziękuję ogromnie hop! za tytaniczną pracę związaną z odchudzaniem Dolarka (przypomnę tylko że Dolarek z prawie 33 kg schudł do 20kg), za wspaniałą opiekę, za to że Dolarek stał się domowym bezproblemowym pieskiem, za fachowe doradztwo, za przygotowanie rodziny do adopcji Dolarka. Z całego serca dziękuję hop!. -dziękuję wszystkim kibicującym i odwiedzającym wątek i Wszystkim, którym Dolarek leżał na sercu i mu dobrze życzyli. WARTO POMAGAĆ :)4 points
-
Jestem i ja . Zupełnie nie brałam pod uwagę wzięcia do nas psa przed adopcją Tani, ale jak zobaczyłam zdjęcia, to normalnie zrobiła mi sie gęsia skórka i totalnie żal dziewczyny. Jeśli jest konto fundacyjne, to koniecznie zróbcie zbiórkę pieniędzy na diagnozowanie i odkarmienie. Sunia, która tak wygląda na pewno wzruszy ludzi. Ja zbiórkę poudostepniam na grupach FB. Na moją Lindę udało się zebrać całą potrzebną kwotę. Najlepiej byłoby zrobić dziś, to na weekend poudostępniałabym. To najlepszy czas, ludzie mają czas i chętniej wpłacają. Myślę, że Bezie na razie trzeba zrobić badanie kału w kierunku pasożytów, żeby profilaktycznie nie odrobaczać jej w takim stanie. I tak przyszło mi do głowy, że warto jednak byłoby zbadać krew, morfologię i choć profil wątrobowy i nerkowy. Sunie które zjadają odchody z licznego miotu mogą mieć problemy z funkcjonowaniem tych narządów, bo czasem nie wyrabiają z usuwaniem z ogranizmu szkodliwych produktów przemiany materii. jeśli wątroba jest obciążona, to karma z dużą ilością białka może jeszcze bardziej ją obciażyć i zaszkodzić, zamiast pomóc. Czasem zdarza się, że zagłodzone psy umierają po wprowadzeniu normalnego karmienia. Lepiej więc sprawdzić, jaki jest stan narządów. Karmę dla suk mam w domu. A jak u niej z laktacją, nadal karmi? Teraz jest upał, jeśli nadal produkuje mleko, to po nagłym odstawieniu takiego stada, mleko bedzie zalegać i mogą szybko pojawić się bakterie i stan zapalny. Wtedy konieczne jest podanie Galastopu.3 points
-
2 points
-
No jak by tu pomóc ??!! Bo tu tylko chyba zapsieni weterani ( jak ja ) zaglądają. Andzia czy poza " ach jakie śliczne ogonki" mogę pomóc ? Mogę się tylko podzielić moim pedagogicznym niepowodzeniem :( . Córka , do swojego dorosłego życia,adoptowała psa - to dobrze , ale mimo moich dobrych ( i jedynie słusznych) rad uparła się na szczeniaka - "bo ja nie chcę chorego , boje się ,ze będzie umierał, chcę wychować malucha" - więc ma suczkę z Judyty. Teraz oczywiście ja pożyczam klatkę , żeby psina nie zwariowała jak zostaje sama . Użyczam mojego ludzkiego , psiego i kociego stada do socjalizacji oraz oczywiście funduję "Psie przedszkole". No "psia mama" już do mnie przylgnęło ale "psia babcia" ??!!! Pozdrawiam :)2 points
-
Nie stosuj tak dużo chemii..., z podłóg trzeba zmywać środki dezynfekujące / odkażające. Nie myj łapek za każdym razem wodą ze środkiem do odkażania - podrażniasz i wyjaławiasz. Zwykłe szare mydło zdziała cuda. Jeżeli legowisko pokryte jest dermą to nie ma dostępu powietrza do skóry..., przy tak wysokich temperaturach, wilgotnej poszewce bakterie czują się jak w raju.2 points
-
Jaguska, w przyszłym życiu przybiorę postać psicy malutkiej i zapłaczę przed Twoim domem!!! A jak już mnie wpuścisz, zacznę wymagać kawioru z szampanem na śniadanie, podusi wypełnionej puchem, lnianego prześcieradła oraz akceptowania wszystkich moich fanaberii!!! Będę jednak czasem łaskawa - przy drugim kieliszku szampana pozwolę się ostrzyc:-)2 points
-
Jestem z zaproszenia Nadziejki, Ewciu ,Elu jesteście ... Kochane ze wzruszenia ,nie wiem znowu co powiedzieć, trochę mniej mnie teraz na dogo, nie mogę teraz nic zadeklarować ale przygotowuję fanty na bazarek dla Elik, pomyślałam że Elunia ,sama będzie chciała żeby część pieniążków przekazać Bezuni, wyjątkowa sunia, musimy jej pomóc! Dziękuję ,że jesteście2 points
-
2 points
-
W końcu i ja wyciągnęłam wiatrak. Wprawdzie w nocy nie chodzi, ale wieczorem trochę pochodził. Psy nie reagują specjalnie na odgłos wiatraka. Grzesiu - nie wychylaj się z domu, już teraz zaczyna palić słońce. A przecież jest wcześnie. Moje psy rozciągnięte, po zjedzeniu (o dziwo) śniadania śpią i nic ich nie rusza. Zdrówka Czarnulku!2 points
-
2 points
-
Zobaczyłam go na FB. Niewielki Misio osierocony przez starszą Panią egzystuje sam na posesji, uczepiony do łańcucha ze względu na nieszczelne ogrodzenie. Nie ma tam nikogo, raz na jakiś czas jeździ tam wolontariuszka aby dać mu jeść i nalać wody. Pomimo ogłoszeń na FB brak odzewu , propozycji pomocy. Pomyslałam, że może skoro Dolarek jest szczęśliwy w swoim domku, to może by na jego miejsce zabrać Misia i znaleźć mu domek. Pomóźcie mi proszę. A tak Misio jest opisany na FB: Misio nadal czeka na ratunek :(. Został już sam na opuszczonej posesji :( w małej wsi, w gminie Policzna (woj. mazowieckie), osierocony przez starszą Panią. Bardzo prosimy o mobilizację! Szukamy pilnie domu dla Misia! Misio jest młody , nieduży (waga ok. 15 kg) bardzo łagodny, garnie się do człowieka, Można mu nawet mieszać jedzonko w czasie gdy się posila, wziąć na ręce. Tak pięknie pozuje do zdjęć, tak się stara, jakby czuł że od tego zależy czy ktoś wreszcie go zabierze z tego opuszczonego miejsca. Przemiły, uległy, bardzo ładny pięknie umaszczony, trochę szorstkowłosy, ma mięciutkie i milutkie futerko. Został zakroplony preparatem na pchły i kleszcze1 point
-
To kolejne psie nieszczęście, obok którego normalny człowiek nie umie przejść obojętnie. Ja dostałam jej zdjęcia w drodze z pracy do domu i płakałam jadąc metrem z rozpaczy nad tym biednym ciałkiem:( Jeden sms i telefon do Eluni i wiadomo było, że ona myśli tak samo i że podjęłaby taką samą decyzję. Czyli znowu się zgadzamy, że trzeba ratować bez względu na koszty. Sunieczka została znaleziona na opuszczonej posesji, gdzie urodziła 9 szczeniąt. Dzielna, młoda mamusia robiła wszystko, żeby wykarmić tak dużą gromadkę. Karmiła je dzielnie kosztem siebie. Sama żywiła się tym, co znalazła, a wygląda na to, że znajdowała niewiele. Psia rodzinka została zauważona dopiero, kiedy maluszki zaczęły wychodzić z kryjówki. Trafiły do schroniska, skąd awaryjnie zostały zabrane do domu tymczasowego. Niestety z powodów mieszkaniowych, czasowych i pewnie wielu innych mamusia nie może tam zostać. Maluszki jedzą już samodzielnie, a jej tak naprawdę w tej chwili potrzebny jest spokój i dużo dobrego jedzenia i odpoczynek od 9 urwisków. Zabieramy Bezę do hoteliku do Jaagi. Ewu i Magda załatwiają transport na piątek. Na psią rodzinkę jak się dowiedziałam już po podjęciu decyzji o jej zabraniu robiona jest zbiórka funduszy. To, co się uda zebrać zostanie podzielone między rodzinkę i my też będziemy mogły zakupić coś na fakturę, którą nam fundacja, na konto której jest zbierana kasa zwróci. Nie spodziewamy się jednak, że to wystarczy na jej utrzymanie, diagnozowanie, ewentualne leczenie, czy choćby suplementację, żeby ją wzmocnić. Dlatego będziemy bardzo wdzięczne za jakiekolwiek wsparcie. Nie ustaliłyśmy jeszcze ceny za pobyt, bo sunia jest spora i trudno powiedzieć co będzie musiala dostawać do jedzenia, dlatego ten temat zostawiamy na później. Tak wygląda Beza: Stałe deklaracje: Yucca - 20 zł miesięcznie koja - 50 zł miesięcznie1 point
-
Ta wizyta nie doszła do skutku, bo pan zrezygnoał z adopcji przed wizytą, znalazł kota w Krakowie. Ale dzisiaj nasza kochana elik była na wizycie u innej rodziny (dla tego samego rudego maluszka). Jutro porozmawiam z DT i prawdopodobnie kolejny maluch będzie miał dom. Elik - bardzo dziękuję1 point
-
Dziękuję... Wiedziałam, że ten okrutny moment kiedyś nadejdzie...Kazanek bardzo chorował....Nie zdawałam sobie jednak sprawy, że będzię aż tak boleć...1 point
-
Słabo mi się robi, gdy myślę o tych biedakach przy budach i w schronach :(1 point
-
1 point
-
Nie dam rady nic w tym miesiącu wpłacić, ale całym sercem jestem z Wami!1 point
-
1 point
-
Biedna sunia. Faktycznie skóra i kości.Na jakie konto wpłacać?1 point
-
Witamy u Dragona :) Lucjan na pewno nie bedzie zazdrosny :) Dragon i Lucek to dobrzy kumple. Dragon bardzo dziekuje Cioteczkom, ktore go wspieraja w tym trudnym czasie :)1 point
-
tulinkam za Ciebie mari za wszystkie smokusie te maluszeczki i te duzutkie zdrowka zdrowka zdrooowenka wszelkuskiego i chlodziku nieco1 point
-
Patmol, kochana..... Tobie oddam bez wizyty PA !!! :) ;)1 point
-
Tak, pięknie się odnalazł w nowym domku. Jest bardzo grzeczny , nawet aż za bardzo, Pani się śmieje że mógłby czasem coś zbroić :). Dolarek jak to Dolarek-wiadomo, mistrzem okazywania uczuć to on nie jest ale już merda czasem ogonkiem a na pewno nie trzyma go pod brzuszkiem a na spacerach to nawet w pozycji pionowej więc jest super :). Panie są bardzo wyrozumiałe i nieba chcą mu przychylić :)1 point
-
Aniu Figuniu calunim serduchem modle o szczesliwe zycie o Karacika rudunia o to aby zrozumieli jakim szczesciem jakim skarbenkiem niezwyklym jest Karaciu1 point
-
Słuchajcie, zeby nie rzucać słów na wiatr i zeby były konkrety: rozmawiałam z Panią ze szkoły Projekt Futro, którą polecaliście. Odniosłam bardzo dobre wrażenie. Pani przesympatyczna i bardzo konkretna. Widać, ze ma świetne podejście i umie słuchać. Opowiedziałam całą historię Koriego i zgodziłyśmy się, ze najlepiej będzie, jesli Pani sama porozmawia z właścicielami Korcia i pójdzie z nimi na spacer. Będzie w Kłodzku w najbliższą niedzielę. Koszt konsultacji z dojazdem - 220 PLN, ja to zapłacę. Podobno czasami wystarczy jedno spotkanie, zeby pomóc. Z tym masłem to moze byc jakiś niedobór w diecie - tak powiedziała Pani:) Co do zachowania, to jeżeli problem pojawił się jakiś czas temu, to prawdopodobnie jakiś błąd ze strony właścicieli - nieumyślny, oczywiście, ale jednak. Pani mówi, zę mozna takie rzeczy korygowac, wymaga to codziennej pracy - nie jakiegoś karorżniczego treningu, tylko mniej wiecej pół godziny dziennie powinno wystarczyć. Iza, czy ja mogę Ciebie poprosić o przekazanie Pani Oli tej wiadomości? Pani prosiła, zeby Pani Ola sama się z nią skontaktowała, numer telefonu 695-447-547. Jeżeli się umówią, to ja ureguluję płatność.1 point
-
Rzeczywiście, ciężki orzech do zgryzienia, ale ja jestem dobrej myśli. Kiedy Kori był u Dexterki, kilka razy rozmawiałam z Magdą na jego temat, bo chciałam się o nim jak najwięcej dowiedzieć. I wiecie, co powiedziała Magda? Że Kori nie ma charakteru husky. Owszem, jest w typie rasy, ale to nie znaczy, ze jest husky. A to różnica. Magda opowiadała o nim bardzo ciekawe rzeczy, np. że pierwszego dnia pobytu "wymontował" furtkę i zwial, ale nie dlatego, ze chciał uciec i ciągnęło go w drogę. Po trzech latach w schronisku, spędził przyjemny dzień z człowiekiem, został wygłaskany i potem na noc zamknięty w kojcu. Magda zinterpretowała to tak, ze chciał się dostać do ludzi - tym bardziej, ze był na posesji i przywołany, przybiegł z wielką radością. Cały czas mówiła o Korim jako o psie bardzo proludzkim. Wspominała też, ze zamknięty na wybiegu w ciągu pierwszych dni pobytu piszczał do niej, ale kiedy się zorientował, ze ona jest w pobliżu i nie odejdzie daleko, uspokoił się. Na temat jego aktywności też mówiła ciekawe rzeczy. Oczywiście, Kori chodził u Magdy po lesie, po łąkach pamiętam o tym. Ale Magda okresliła go jako psa, który nie potrzebuje jakiejś szalonej aktywności. Że - kiedy został wypuszczony na wybieg - to z 10 minut wąchał, cieszył się itp, a po tym czasie wolał się położyć i obserwować. Więc uważam, ze ten ogród u babci - pod nadzorem - to bardzo dobry pomysł. Konsekwentnie podkreślała tez, że to nie jest husky. Mówiła, ze miała husky w hotelu i te psy zachowywały się zupełnie inaczej. Kori nie ma - według Magdy - tego instynktu, który go wola w drogę. Ucieczka, jaka mu się przydarzyła, była do człowieka.A weźmy pod uwagę, ze tak naprawdę Magda zna tego psa najlepiej, bo - powiedzmy to sobie szczerze - nikt z nas go nie widział w realu (czego bardzo żałuję). Dlatego ja bym sobie dała na razie spokój z akcjami typu szkolenia psich zaprzęgów i utożsamianiem go z rasą, chyba trochę na wyrost. Poza tym, skoro Państwo z przyczyn finansowych (prawdpodobnie) nie zapisali go na szkolenia podstawowe, to raczej w sferze marzeń pozostaje jakieś bardziej zaawansowane szkolenie, w dodatku poza ich miejscem zamieszkania. Popatrzmy realnie, co można zrobić i co jest w zasięgu możliwości. Kori jest niezależny i nie ma się czemu dziwić, bo nigdy nie musiał nikogo słuchać. Próbuję sobie wyobrazić, jak wyglądało jego życie i jestem zdania, ze pewnie trafił do Radys jako szczeniak albo młody pies. Kto miał go nauczyć, jak ma się zachowac? Poza tym, ludzkie zasady nie pomogłyby mu przetrwać tego dziadowskiego schroniska. Moje zdanie jest takie, ze - skoro jest polecona dobra i sprawdzona szkoła - to skorzystajmy z tego. Deklaruję wsparcie finansowe, powiedzcie tylko, jaki to koszt, to jakoś z tego wybrniemy. Dla Koriego dużo jestem w stanie zrobić:) Nie ma co gdybac na odległośc, jeżeli psa znamy tylko ze zdjęcia i opisu, bo to nie ma sensu. Sprawa się gmatwa, trudności wydają się olbrzymie i coraz większe, a tak naprawde stoimy w miejscu. Jestem za tym, co mówiła Iza: niech psa zobaczy ktoś kompetentny, dobry szkoleniowiec i wyda opinię, co trzeba zrobic. Deklaruję wsparcie finansowe i trzymam kciuki za sukces. I pamiętajmy, ze zainteresowanie pieskiem nie było jakieś szalone. W ciągu trzech miesięcy dosłownie kilka telefonów, w tym prawie żadnych konkretnych. Dlatego tym bardziej wsparłabym tych ludzi, bo oni go naprawde pokochali i chcą o niego zawalczyć. Ale postawiłabym na konkretne wsparcie, bez lawiny dobrych rad. No i jeszcze jedno - na miejsce u Dexterki czeka kolejny "Radysiak" z trzyletnią odsiadką na karku - Kapsel, więc im szybciej uporamy się z tą sytuacją, tym szybciej Kapsel zyska nowe życie.1 point
-
Pan nie może się doczekać Wiki, przyjedzie z kolegą w sobotę (!) po malutką :) W piątek mała wyjdzie na wolność i przenocuje u Rodziny Czarnulki :) Proszę o kciuki... Wikuniu, wytrzymaj maleńka...1 point
-
Dziękuję bardzo za pomoc. Nie usuną tylu ogłoszeń z tymi samymi zdjeciami? Może dorobię? Dziś zrobię zdjecia małemu Alexikowi, ale wczoraj znowu miał brzydkie oczko. Nie mam już pomysłu, co mu wkraplać, nie działają te antybiotyki, które dostaje. Jedno wyleczyło się po dwóch dniach, ale drugie co jakiś czas puchnie i ropieje. Muszę dziś odmówić Lindy operację, bo ma paskudne bakteryjne zapalenie pęcherza. Zaczął strasznie cuchnać jej mocz, ale myślałam że to może po witaminach z grupy B, które dostaje. Do tego mocz zaczął się jej sączyć, a ona go zlizuje. Wcześniej tego nie robiła. Przedwczoraj wieczorem wzięłam ją do siebie do łóżka i rano musiałam zmieniać wszystko do prześcieradła gumowego w łóżku z jej połowy, taki był smród. Popołudniu, jak ją odsikałam na prześcieradło, to została galaretowato- śluzowata sybstancja na materiale. Czesc zielonkawa, reszta już taka trochę krwista. Jeszcze takiego moczu nigdy nie widziałam. Dzwoniłam wczoraj do przychodni i ma już wprowadzony antybiotyk, mamy zobaczyć czy chwyci, bo w taki upał nie chcę jej wieźć po godzinie drogi do Tychów w nieklimatyzowanym dostawczym samochodzie, a tylko taki wynajmujemy jako zastępczy. Terminy pozno popołudniowo-wieczorne na dwa dni są wszystkie zarezerwowane. Dziś w nocy było już lepiej. Zastanawiam się, jak ona funkcjonowała rok w schronisku? Bez leczenia, zewnętrzny wybieg dla niepełnosprawnych psów jest wyścielony starymi dywanami, na które psy przecież się załatwiają i potem po tym wszystkie szorują zadami. Wewnętrzny kojec na filmiku miała maciupenki, z rzuconym jednym materiałem jako legowisko. Nikt nie był więc w stanie czyścić go jej na bieżąco. U nas ma na swoje nie przepuszczajace wilgoci legowisko położoną jeszcze poszewkę, żeby wchłaniała mocz, gdyby się zsikała pod siebie, podłoga jest myta Virkonem lub Domestosem, ma możliwość poruszania się wszędzie, gdzie da radę i jest problem z ranami na łapach, a teraz z infekcją pęcherza. Zakażony bakteriami mocz spływa jej na rany na łapach, więc w te temperatury mam ściereczkę, wodę z środkiem do odkażania i jej co jakiś czas zmywam tylne łapy. Dr Olender ostrzegała nas, że bedzie gorzej, jak zrobi się ciepło, ale przecież ona w takim stanie przezyła już jedno lato na Ukrainie. Śmiałam się z Lindy, bo mam w sypialni szczury. Linda, jak wiele schroniskowych psów, szczurów nie cierpi i jak się zorientowała, co za "chomiki" wieczorem piszczą i biegają w klatce, to popatrzyła na mnie z ogromnym zdziwieniem i niedowierzaniem. Jednak zaakceptowała to niezrozumiałe dla niej dziwactwo i dała spokój domowym gryzoniom. To bardzo mądry i zrównoważony pies. Stale doświadcza czegoś nowego i to akceptuje. Jedynie lęku przed mężczyznami i trzymaniu czegoś w rękach nie potrafimy u niej przezwyciężyć.1 point