Leaderboard
Popular Content
Showing content with the highest reputation on 06/01/19 in all areas
-
4 points
-
Kofi od ostatniego mojego wpisu bardzo się zmieniła. Jest najcudowniejszym psem na świecie. Mimo młodego wieku jest bardzo zrównoważona, taktowna , delikatna , niesamowicie pojętna. Właściwie nie muszę jej niczego uczyć. Wystarczy ,że 2 - 3 razy powiem i już wie o co chodzi. Podaje na zmianę łapki, wie co to zostań, nie wolno, chodź, stój, idziemy. Nie umie jeszcze aportować i siadać. Do chwalenia jej używam zamiast "dobry pies" , "KOCHANA" i ona doskonale wie o co chodzi. Na dźwięk szelek , przybiega i sadowi doopkę pod drzwiami. Na spacerkach w parku chodzi bardzo ładnie. Jedynie na jezdni ciągnie i czasem skacze jak zajączek nawet jak nie ma samochodów. Zachowuje czystość , a jak chce wyjść , to przybiega i trąca łapką i biegnie na dół czy do drzwi. Z psami i kotką super. Loczki nie odstępuje ani na krok, traktuje ją chyba jak mamusię. Jedyny problem to to ,że jest niejadkiem. Nie mogę jej podtuczyć. No i czasem lubi coś pogryźć pod naszą nieobecność. Nic wielkiego i ważnego , bo chowamy rzeczy ,ale jednak ma takie ciągoty mimo że zabawki leżą obok. Była od ewu chętna para na adopcję Pajączka ,ale się nie zdecydowałam , mimo że ludzie bardzo fajni. Kofi musiałaby zostawać 10 godzin dziennie sama. Nie wyobrażam sobie tego. Pewnie z nudów i tęsknoty zaczęłaby niszczyć. Mam dylemat co zrobić. Na spacerze w parku spotkałam młodą kobietę z synkami. Dzieci chciały pogłaskać psy ,ale mama kazała im najpierw się spytać czy można. Bardzo mi się to spodobało. Zamieniłyśmy parę słów i powiedziałam ,że Kofi jest do adopcji. Pani aż zaświeciły się oczy. Spytała czy Kofi ma kontakt z kotami , bo ma koteczkę. Okazało się ,że pani przyjechała z Holandii do mamy, która mieszka na moim osiedlu. Mama straciła kilka miesięcy temu jamnisia po 16 latach. Pani poprosiła o zdjęcia ,że pokaże mamie i sunia byłaby dla mamy albo dla jej rodziny. Muszą przegadać co zrobić. Żeby nie przedłużać, mama ma jutro przyjść poznać Kofi. Córka codziennie wydzwania i pyta czy już ją widziała. Zakochała się w Kofi na zabój. Chciałaby adoptować Kofi ,ale po wakacjach. Mama miałaby wziąć sunię do siebie na ten czas, bo powiedziałam ,że nie ma rezerwacji psów. Sama nie wiem co zrobić. Wiem ,że zarówno u mamy jak i córki, Kofi miałaby bardzo dobrze. Trochę Kofi3 points
-
Ja bym na Twoim miejscu przemyślała trzepanie się nad pytaniem Poker i od razu tzw. strzelanie focha z powodu tego pytania. Wyolbrzymiasz zagrożenie. Przyjmujesz postawę "nie, to nie"! Rezygnujesz z pomocowego bazarku. Obrażasz się, a dla Poker ratowanie psów i szukanie im domów, to zwykła codzienność. Więc zadaje tego typu zwykłe w tej pracy pytania, bo niejedna osoba poczuła ulgę po takim pytaniu i propozycji pomocy. Przez jej Dom Tymczasowy - bezpłatny przeszło z 60 psów. Albo i więcej. Tu jest wątek, niestety poznikały zdjęcia po zmianach na dogomanii i wątek przygasł: https://www.dogomania.com/forum/topic/127161-rodzina-zastępcza-u-pokerów/ Więc nie obrażaj się. Nie panikuj. Nikt Ci nic nie zabiera i niczego Ci nie zarzuca. Przyjmij pomoc. I dbaj o swoje istotki, dbając również o siebie, bo tylko Ciebie mają.2 points
-
Bylam w hoteliku o 11:05, psiowóz dojechał 5min później. Dobrze, że wzięłam taksówkę, bo inaczej bym się spóźniła. Okazuje się, że do hotelu jest niezły kawałek od centrum, ale dzięki temu Mimi wakacjuje się w warunkach podobnych do okolicy jaguskowej :) Wynikiem wspólnego zjechania się było to, że formalności dopełniliśmy dopiero jak Mimi była już w kennelu. Mimi przyjechała już obkupkana, więc Pani od razu przejęła smycz (Mimi chociaż z ogonkiem w dole to ładnie dała się prowadzić Pani Milenie) i zaprowadziła do pokoju psów. Tam umyła poopinke po koo, zmieniła szelki na obróżkę, bo szelki dość luźne i... uspokoiła Mimi trzesawke. Uciszyła podekscytowane psiaki, dała też pierwsze smaki. Trzeba tutaj dodac, że Pani używa naturalnych suszonych smaków, psiaki je bardzo lubią i również je będzie dawać Mimi. Potem poszłyśmy dopełnić formalności. Mimi początkowo była przerażona. Jak weszła na podwórek, szla wzdluz bramy jakby w letargu, ale ładnie zareagowała na głos Pani i dała się wprowadzić do pokoju: na spokojnie, nie na siłę. Jak potrzebowała się zatrzymac, to Pani się zatrzymywała, ale i tak poszło to sprawnie. Mimi wpadła w histerię jak Pani czyściła jej poope, najpierw katatonia, potem pisk, ale na słowa Pani i jej pewne ale delikatne ruchy się uspokoiła i nawet widać było mniejsze spięcie (nadal miała łapki poskładane, ale już nie ściśle przylegające do siebie). W kennelu się na poczatku trzęsła jak osika. Po chwili jednak trzęsienie się przeszło. Pani wrzuciła jej smakołyki, Pan również i zostawili ją. Będzie dobrze. Pani tłumaczyła mi kazdy krok co robi, odpowiadała na pytania. Jest ciepłą i życzliwą osobą (chciała poczęstować mnie śniadaniem i upewniała się czy nie umrę z glodu), ale jednocześnie bardzo konkretną. Po jej psach widac, że ma pojecie. Nie są zastraszone, ale ładnie reagują na jej slowo. Poznałam też dwie dzikie sunie. Jedna była odłowiona z lasu (tam się urodziła) po 3latach dzikiego życia i inni behawioryści (którzy z nią pracowali) powiedzieli że nadaje się tylko do kojca albo żeby wypuścić z powrotem do lasu, bo nic z niej nie bedzie... druga ma ogromne traumy z rąk człowieka. Ta leśna podchodziła do mnie, trącała nosem, wskoczyła na łóżko obok i trącała łapą. Druga na widok obcego poszła do kennelu, ale nie wyglądała na wystraszoną. Po prostu mnie obserwowała i nie chciała się spoufalać. Poznałam też pitbullke, od której się wszystko zaczęło. Była szkolona do psich walk, totalnie agresywna do ludzi i psów. A ona wchodziła mi na kolana, przynosiła piłkę, wylizała, takie cielątko :) owszem, do psów jest izolowana na początku, Mimi też nie widziała i raczej nie zobaczy, ale teraz ładnie dogaduje się w stadzie i nawet robi za terapeutkę - uczy np. lękliwego, z popapraną socjalizacja owczarka niemiecko go życia w stadzie i robi to mądrze (widziałam też filmy). Pani dużo opowiadała o swojej pracy, ale bardzo w skromny sposób, bez zadufania. Jest niesamowitą osobą, wywarła na mnie pozytywne wrażenie. Wymieniliśmy się spostrzeżeniami odnośnie lękliwych psów, według niej Mimi ma spore szanse na poprawę, ale relacje będzie zdawać na bieżąco. Porozmawialiśmy też o przyszlosci Mimi. Z Mimi będą pracować dwie osoby: ona i drugi psi trener (pan), z którym Mimi się zapoznała (bez naciskania, tylko zajrzał, położył smakołyk). Będzie uczona odpoczynku i rytuałów, aby nie miała problemów z zostawianiem samej. Spacery są 3x dziennie. Powiedziała że mogę do niej zawsze dzwonić i pisać. Pierwsze słowa które padły to: "jejku, jaka kruszynka!". :) Pani policzyła jak za 15 dni (01-16), a i to ukróciła z tej zniżki o 5zl :) Mamy do zaplaty 370zl, jak dostanę fakture wtedy mam wysłać. Uzgodnilam z Panią, że Mimi zostanie odebrana przez Pana Arka, powiedziała żebym tak nie jeździła. Za dzisiejszy transport zapłaciłam do rąk własnych Panu Arkowi 210zł. Bardzo, bardzo dziękuję za transport i za podwozke do Katowic aż na sam dworzec, dzięki temu już jadę pociągiem :) I za rozmowę dziękuję, było miło poznać Pana Arka. Jagusko, przytulam. Wiem jak Ci było ciezko. Mimi mnie rozpoznała i podczas czyszczenia poopy utkwiła wzrok we mnie. Chyba mnie znienawidzi...2 points
-
O! To miłej podróży Tysiu. My mamy spotkanie na 9,30, więc spokojnie kawkę piję, przeglądam co w necie piszczy. Jak tak patrzę na śpiącą w koszyku Mimi to też się trochę czuję jak zdrajca, ale naprawdę nie mam jej z kim zostawić, bo nikomu dotknąć się nie da (nie żeby gryzła tylko się boi i ucieka), a i w razie ucieczki chyba by mi serce pękło, żeby obsłużyć Mimi trzeba być sprytniejszym od niej, a to łatwe nie jest, bo to piekielnie inteligentna bestyjka, to widać na tle innych psiaków. I jeszcze raz powtarzam, filmiki są złudne, tak się Mimi zachowuje w tylko w stosunku do mnie, po ponad rocznym pobycie. No dobra, cza się pomału szykować.2 points
-
To bardzo dobrze. to znaczy, że umie myśleć. Gdyby dotarło do niego, że agresja wobec ludzi też się nie opłaca, może miałby szansę na bardzo stanowczy dom, taki gdzie nie miałby szans nawet na warknięcie.2 points
-
Ha, ha, ha, ha,... A ja widzę. Chociażby tutaj na zdjęciu :)))1 point
-
1 point
-
Tę pseudohodowczynię to powinno się uśpić, żeby już więcej nie krzywdziła tych biednych stworzeń. Nienawidzę takich ludzi, sama byłam hodowczynią ale prawdziwą, ze Zw.Kyn. Swoje suki kryłam raz, dwa razy w ich życiu, ostatnie trzy mimo, że hodowlane, utytułowane nie były kryte wcale bo ja hodowałam dla przyjemności a nie dla pieniędzy, szczeniaki trafiały do właściwych ludzi, z którymi często miałam kontakt do końca życia psów albo i dłużej. Tych pseuduchów traktujących psy jak maszynki do robienia pieniędzy powinno się zamykać i to nie 3 lata a więcej.1 point
-
Napiszę i tu. Nie ma co się obrażać i robić afery. na bazraku. Pomaganie psom również polega na tym , by być dla nich domem tymczasowym . Nie chcesz , nie musisz. To ,że chcesz zrezygnować z dochodu z bazarku to brak szacunku dla osób kupujących i dla twórcy bazarku , którzy chcą pomóc suniom. Przemyśl jeszcze raz.1 point
-
1 point
-
Zapomniałam napisac: Pani wzięła Mimi na swoją parciana smycz. Taka 3,5-4m i będzie jej używać do nauki i chodzenia na smyczy. Na flexi pies nie skupia się na przewodniku, a to oto chodzi, aby pokazac Mimi, że człowiek we lepiej i dobrze jest go dostrzegać, bo to jest fajniejsze niż bieganie od krzaka do krzaka, gdzie się chce, bez człowieka:)1 point
-
1 point
-
Ja bym temu psu taki wpierdziel spuściła, przy próbie ataku, że by mu się słabo zrobiło. O ile jest zdrowy. Dwóch dyszek nie dam,, ale dam jedną.1 point
-
1 point
-
Przeczytałam kartę z wizyty i tak po cichu,żeby nie zapeszyć uwierzyłam w mały cud.Jest szansa!Wesprę w czerwcu jak obiecałam.Życzę sukcesów w walce o sunię.1 point
-
Zaglądam do suni, cudna z niej maluszka; niech wypatrzy ją Dobry Człowiek i pokocha już na zawsze.1 point
-
O Beziku trochę już wiadomo, to ten psiaczek, który jest na wcześniejszych zdjęciach ; wtedy był nowy w boksie, bał się wychodzić, nie podchodził do siatki. Teraz po wybiegu chodzi swobodnie, ale myślę, ze jest z tych nieśmiałych. Wczoraj prosiłam o zczytanie - Bezik ma ok. 4 lat. Jak podjedziemy do schroniska to spróbujemy jeszcze dowiedzieć się więcej o tych wymienionych psiakach Nie da się teraz dowiedzieć o wiek suni po sterylce, bo książeczki i czip zakładane są przy zdjęciu szwów.1 point
-
Wreszcie i ja dotarłam - sprawy zakupowe załatwione więc mogę choć przez chwilę usiąść. Czy ktoś potrafi mi wytłumaczyć cenę np pietruszki? Skąd ona się wzięła? Co ubiegłoroczna pietruszka ma wspólnego z przymrozkami w tym roku? Ceny warzyw powalają na kolana, a tłumaczenia "specjalistów" są z kosmosu. Chyba sami nie wiedzą co mówią i w jakim świecie żyją. Przyjemnej soboty dla wszystkich.1 point
-
Również się cieszę. Niespełna dwa tygodnie i czucie wróciło, poprawa umięśnienia. Pierwsza wizyta mnie zdołowała, a tu taka wiadomość. Cieszę się, że polecasz tego lekarza. Nie znałam dotąd. Moja mama też zdecydowała się swoją sunię umówić na konsultację tam. Inny ortopeda z Katowic zmaścił jej suni łapę w trakcie operacji. Nie dosć, że operował kolano, zamiast biodra, gdzie jest problem, to jeszcze operacja źle zrobiona i łapa w gorszym stanie, niż przed operacją. Jestem pełna nadziei, że może być jeszcze lepiej. Wczoraj zobaczyłam na schroniskowym FB filmik z kociątkiem, które ma tak uszkodzony kręgosłup. Napisałam o maleństwo, ale niestety adopcja możliwa za pół roku, bo trzeba czekać 6 mies ze względu na badania i dokumenty umożliwiające wyjazd z Ukrainy. Za pół roku, to nie będzie tam już co ratować w rdzeniu kręgowym. Co parę dni jest wstawiany taki psiak lub kot. Pomyślałam, że dr Olender tam bardzo przydałaby się. Brak szybkiej diagnozy i leczenia zaprzepaszcza szanse na powrót do zdrowia wielu z tych zwierzaków. Podobno kotów jest tam 150 i wiele w takim stanie. Jeśli uda mi się wyadoptować moje dwa tymczasowe koty, to wezmę takiego. Podrzuconego nam Mariana zamierzaliśmy zostawić, ale ślicznego biało-rudego kocura chyba ktoś adoptuje, a taki sparaliżowany kociak ma minimalne szanse na adopcję. No i jeszcze jest maleńki Alexik, ale ciągle ma problem z oczkiem.1 point
-
Bogusiu, pojedziemy. Ja muszę zarezerwować Czarusia i ślepaczka, chcę ich zabrać miejsce u mari23 czeka...1 point
-
Dziękuję :) Dla wspierających Cioć dobrej nocy życzy... Łatuś :)1 point
-
Śliczne rozbrajające suczydełko :) Niech wpadnie w serducho szybciutko komuś dobremu :))1 point
-
Tak się cieszę! Może być lepiej, będzie lepiej! Suńka będzie sprawniejsza, rehalibiitacja przynosi efekty! To jest wiadomość miesiąca! :))1 point
-
Dostałam dzisiaj informacje i zdjęcia z domku Nelci. Pani Jola napisała, że Nelcia jest spokojnym psiakiem, nie ma z nią żadnych klopotów. Jest pogodna i radosna, ma swój temperamencik ale raczej sie słucha. Nadal smycz ją paralizuje, ale państwo bardzo spokojnie i ostroznie przyzwyczjają ja do zapinania smyczy. Ulubione miejsce Nelci na tarasie1 point
-
super, moje gadanie nie idzie na marne.1 point
-
Wielkie dzięki Jagna, naprawdę wielgachne. Wyobrażam sobie, co przechodzicie i jak przeżywacie te eskapady z Fado. A Fado? No właśnie. To co przeżył, to już historia. Nadzieja w tym, że nie pamięta tego, ale co przeżywa teraz, co czuje, jak żyje? Gdy myślę o tym, autentycznie robi mi się niedobrze :( Słodko w ustach i miękko w kolanach. Miałam nadzieję, że po opuszczeniu schronu będzie miał szansę dobrze żyć. Co prawda ślepota nie daje szczęścia, ale ślepych psów i innych gatunków zwierząt, w tym także ludzi, nie brakuje i wiele z nich zaznaje szczęścia. Kolejne badania odsłaniają koszmar nie tylko przeszłości, ale i przyszłości. Nie jestem znawcą tematu, ale jest mi bardzo smutno, gdy pomyślę ile cierpień, koszmarów strachu, niepewności przeżywa Fado codziennie :( Najgorsze jest to, że cokolwiek zrobimy, żeby Fado czuł się lepiej, to tak naprawdę nie wiemy, czy aby nie jest mu z tym gorzej. Nie jest to bynajmniej nawiązanie do ewentualnej zmiany w życiu Fado. To tylko smutne przemyślenia :( Oczywiście trzeba próbować, robić coś, co może da Fado nieco poprawy w egzystencji. Najgorsze co możemy zrobić, to nic nie robić :(1 point
-
Gajula wyleguje się na balkonie i nawet nie zdaje sobie sprawy, że w niedzielę będzie z Lepszą Połową zdawać egzamin trenerski.1 point
-
Pewnie przez to, że wcześniej pisałam, że Linda się dobrze aklimatyzuje. Na początku była niesamowicie przerażona. Chyba wszystkim utkwiły w pamięci jej przerażone oczy. teraz czuje się w miarę bezpieczna. To duzy postep. Początkowo stale uciekała. Teraz do mnie się przemieszcza. Kiedy wołam, gdzie jest moja księżniczka, to się cieszy i pokazuje się. Na spacerach za mną tez idzie. już nie czmycha w krzaki. Nawet jak wchodzi gdzieś, to sama wychodzi. To duży postep. jednak bólu i jego konsekwencji pewnie tak szybko nie zapomni, stąd lęk przed mężczyznami i głośnymi odgłosami. Jest niesamowicie cierpliwa i potrafi cieszyć się z drobnostek. Dlatego mamy swój rytuał z lodówką. Kiedy tylko do niej się zbliżam, Linda już przesuwa się błyskawicznie i czeka z wywieszonym językiem, przebierając łapkami, co dobrego dostanie. Muszę mieć zapas dobrotek dla niej. Tak samo z poranną dawką leków, przemycaną w dobrym posiłku czy masażem połączonym z głaskaniem i drapaniem pod paszkami. Mruży wtedy oczy z zadowolenia i robi szczęśliwą minę. Takie drobnostki, a widać, że dla niej wazne. Jej życie już się zmieniło i mam nadzieję, że z czasem będzie zapominać stopniowo o tym, co przeszła wcześniej.1 point
-
Niestety Elu, tak dobrze nie jest. Bardzo boi się mężczyzn. nie jest w stanie zaufać Andrzejowi. Muszę ja ją podnosić i wtedy on ją przenosi dalej. Inaczej nie da się dotknąć i próbuje uciekać przed nim. Boi się każdego głośniejszego odgłosu, który jej się kojarzy ze strzałem. Moich córek, szczególnie, wyższej starszej też się boi, ale nie tak, jak męża. Tylko mi na razie zaufała, chyba przez to, że jestem z nią od samego początku i to ja się nią opiekuję. Nazywam ją za każdym razem swoją księżniczką, kładę się z nią i przytulam. Do tego codzienna rehabilitacja, dawanie dobrych rzeczy z lodówki i jakoś to idzie. Patrzy na mnie miłośnie, ale jeszcze nie jest w stanie zaufać na tyle,żeby luźno się połozyć. Zawsze ma uniesioną głowę, żeby w razie zagrożenia reagować i uciekać. Mały Kaj podobnie reaguje. Oboje, kiedy ktoś przyjeżdża czy podjeżdża, uciekają. Małemu zmieniliśmy imię, bo był w skrócie Ukrusiem w założeniu do adopcji. Jednak podjęlismy decyzję, że po tych psach, które są u nas z dogo do adopcji, juz nie weźmiemy kolejnych i młody zostaje. Jest specyficznym szczeniakiem. Nie tylko z wyglądu przypomina szczeniaka wilka polarnego. Zachowuje się tez inaczej. Jest nieufny do obcych, lepiej czuje się wsród psów, niz ludzi. Wyje zamiast szczekać, ma swoje rozrywki: wybieranie jaj z gniazd, kopanie nor gryzoni, zabawy w kałużach. Nie byłby chyba najszczęśliwszy w mieście, np. w bloku, z samymi ludźmi. Do tego najszczęśliwszy jest z Lindą i moimi chłopakami. Wszyscy w domu go zaakceptowali, a "tatuś" jest dumny z kolejnych jego umiejętności czy postępów. Trochę podśmiewam się z tego, bo na początku powiedziałam tylko o Lindzie. Dopiero póxniej, że ma przyjechac jeszcze szczeniak, sunia do adopcji. Oczywiście usłyszałam wtedy, że przeszłam samą siebie w głupich pomysłach. Na skutek pomyłki przewoźnika nasza sunia pojechała do Holandii, a do nas trafił Kaj. Widocznie tak było pisane. Teraz z Kajem pracujemy nad smyczą, ponieważ nie uznaje uwięzi. Wymienia zęby, co dzień dostaje swoją porcję surowego mięsa z Canivitonem na chrzastki i fosforanem wapnia przy zwiększonnym przez zęby zapotrzebowaniu na te pierwiastki. Dziś dla Lindy przyszedł gorset. Będziemy go przymierzać. Oby pomógł w zachowaniu prawidłowej sylwetki. przez ten rok od postrzałów już doszło do zmian w ciele. Ma rozbudowaną klatkę piersiową, jest trochę przygarbiona, ma zaniki mięśni w tylnych łapach i ciało zkręconę w jedną stronę.1 point
-
Nie widzę innej możliwości:) A poniżej zdjęcie sprzed kilku tygodni (Gajula przed strzyżeniem), ale cudowne. Uwielbiam, jak Gajka śpi z wysuniętym jęzorem.1 point
-
Mały jest taki, jakby się u nas urodził. Z każdym psem się dogaduje, a z Ciapciakiem są kumplami. Pierwszy raz widzę, jak Ciapciak potrafi być niezwykle delikatny. Mały wsadza mu głowę do pyska, a Ciapciak ją glimda delikatnie, żeby mu krzywdy nie zrobić. Nawet jak młody go swoimi ząbkami jak szpilki ugryzie, to on mu nic nie robi, tylko np. blokuje łapą. To niesamowite obserwować, jak 43 kg pies potrafi mieć takie wyczucie i opanowanie. Nasz mały wilczek zaczął wymieniać ząbki.1 point
-
Wczoraj dzień był bardzo aktywny, więc dzisiaj dla odmiany był dzień leniwca:)1 point
-
Zamieszkała w Białym, w domu z ogrodem. Ma koleżankę, młodą wesołą przyjacielską sznaucerkę. Teren z solidnym wysokim ogrodzeniem. Było zapoznanie u nas, spacer..., Pan prowadził na smyczy..., bardzo przejęty :) Kupli szeleczki, obróżkę, smycz, zamówili adresatkę z grawerem. Imienia nie będą zmieniać. Ich sznaucerka śpi w wyrku to Fabia na bank dołączy ,) Fabia, po zabiegu sterylizacji, zaczipowana (czip zarejestrowany w międzynarodowej bazie)... po przyspieszonej bardzo intensywnej nauce chodzenia na smyczy :)1 point
-
Już wszystko się wyjaśniło. Suczka cała i zdrowa. Napiszę wieczorem bo muszę wyjść.1 point