Jump to content
Dogomania

Leaderboard

Popular Content

Showing content with the highest reputation on 12/19/17 in all areas

  1. Nawet z Holusią można zapozować a takie mam ładne ząbki ! i zabawa w memłanie...u niej to jest chwila ;) rozbawi się i już, ale po korekcie słownej ładnie puszcza i niuchanie z największą koleżanką Pestką o tam musiało być coś super! Po wizycie na łąkach, poszłyśmy do lasu, jeszcze ze znajomymi. Fanta rozbawiona po zabawie, ładnie obskakała moje znajome ...wielka radość była, choć widziała je pierwszy raz w życiu :P W lesie trochę połaziła z linką, trochę na smyczy. Ogólnie spacer miał 7 km i widać było, że na Fancie nie zrobiło to wielkiego wrażenia. Ten spacer trochę przybliżył i polepszył relację ze stadem :). Co prawda w domu teraz wszystkie śpią osobno (jednak 7 km w tym szalone biegi troszkę zmęczyły psy), to od spaceru nie było żadnych spin. Nawet jakieś 30 minut Masza spała razem z Fantą na kocykach ! ale jak chciałam im zrobić zdjęcie, to się rozeszły :P Fantę zaraz po spacerze zabrałam do weta - oj nie spodobało się reszcie, że idziemy same! U weterynarza była bardzo grzeczna, wystraszona trochę, ale grzeczna :) dała się obsłuchać, zmierzyć temperaturę, zachipować, zaszczepić...bez jednej skargi. Wyszło na to, że nic jej nie dolega (temp w normie, zęby super, żadnych boleści, brak pcheł). Nie podobała się jej droga wzdłuż ulicy, ale nie miała niestety wyjścia, bo inaczej do weta nie dojdę. Boi się w szczególności dużych pojazdów - autobusów, ciężarówek itp. Wetka oceniła ją na około 11 miesięcy do roku max. Fanta waży 12 kg, więc nie ma źle :). ma około 47 cm w kłębie. Nie ma pchełek. Odrobaczę ją za tydzień (co by nie dostała szczepionki i tabletek w jeden czas). Na sterylizację umówię ją dzwoniąc na początku stycznia, bo teraz wetka nie wiedziała dokładnie w jakich dniach o godzinach będą przeprowadzać zabiegi :) Zapomniałam spytać o koszt :( ale pewnie jak zwykle około 250 zł....dopytam, jak już będę Fantę zapisywać. No...trochę się rozpisałam, ale ostrzegałam, ja już tak mam :P Jutro w planach spacer na łąki z mężem, to będą ładne zdjęcia - jak idę sama, to się muszę na psach skupić, co by mi się nie rozbiegły, ciężko jednocześnie robić im dobre zdjęcia :D
    7 points
  2. Zdjęcia z komórki, bo nie chciałam jej aparatem stresować. Tutaj jeszcze nas obserwowała a tak się przeciągała, jak do mnie wstawała żeby rozdawać buziaki :) ok 17 mnie tak zmógł sen, że po protu przyłożyłam głowę do poduszki. 4 z moich suń i kotka spały ze mną na łóżku, a Fanta obok niego i tak nam minęły ze 2 godziny. Jak mój Patryk wrócił do domu, to Fanta zaciekawiona podeszła do niego i po chwili już lizała go po ręce, choć z pozą - jak zrobisz gwałtowny ruch to czmychnę. Jako, że Fanta sama sobie wybrała miejsce ulubione do leżakowania, to obok(co by nie w przejściu) położyłam jej gruby kocyk. Polubiła go od razu. A Jack zainteresował się nowym domownikiem....ten kociak niczego się nie boi! Wieczór minął nam spokojnie. Fanta to pieszczoch, ale musi sama chcieć podejść do wyciągniętej ręki. Jest z niej wielki łasuch, więc do smaczków ładnie podchodzi. Nawet czasem ładnie usiądzie, jak się ją poprosi (w 8/10 przypadków), naśladując moje psy :). Bardzo zaciekawiły ją zabawki z piszczałką. Pozbierała je sobie do legowiska i podgryzała. Chwilę się ze mną poprzeciągała, ale bez większego przekonania...pewnie jeszcze się rozkręci. Kota chciała podgryzać...ale po moim stanowczym - nie wolno, odpuściła sobie. Jack przywykł do takiego traktowania przez psy...sam nie raz zaczepia moje sunie, by się z nim pobawiły...no ale Fanta musi wiedzieć, że kotka gryźć się nie powinno, nawet w zabawie. Przed spaniem zauważyła szczurki w klatce...oj Ci ją bardzo zainteresowali ! Nie wiem, czy miała ochotę ich zjeść, pobawić się NIMI, czy po prostu nie wiedziała, co to, ale chłopaki muszą na nią uważać ;) W nocy ładnie spała na swoim miejscu. Trochę pochodziła, ale większość nocy przespała. Ktoś mi w nocy napaskudził qupką w kuchni (a nawet dwiema), ale to podejrzewam, że była to wspólna sprawa Fanty i Lalki..Lalce wciąż się zdarza nie wytrzymać nocy, a jakoś nie kwapi się by nas budzić, a Fanta na wieczornym spacerze kupki nie zrobiła - przestraszyła się dużego psa sąsiadów i już nie chciała robić nic. DZIŚ Ok 7 rano Fanta przymierzała się do zrobienia siku, ale Patryk zdążył ją powstrzymać (słowem Nie wolno) i zabrać ją na dwór, gdzie Fanta bardzo szybko opróżniła pęcherz. Dziś sunia już się trochę rozkręciła i mnie zaczęła podgryzać w zabawie ;) Takie typowe szczeniackie zachowanie! Ogonek w ruch, łapki w ruch i memłanie reki, która chce głaskać :P. Z moimi suniami stosunki zimne, ale nie mroźne. Jest obwąchiwanie się co chwile, jest też pokazywanie delikatne ząbków, jak jednej ze stron obwąchiwanie się nie podoba, ale to u nich normalne. Kilka dni i wspólnych spacerów i im przejdzie. Grunt, że nie ma otwartej wrogości. Jest cicha akceptacja (Holi), brak zainteresowania (Pestka), wszystko mi jedno (Masza), daj mi chwilowo spokój (Lalka i Licho). Fanta powoli wkracza w ich świat i w hierarchie i dobrze to idzie :). Dziś we trzy (Lalka, Licho i Fanta) wcisnęły jednocześnie nosy w jedną kocią miskę i bez spiny. A w misce było na dnie trochę jedzenia! Mimo to jedzenie dostają w różnych kątach domu ;). Około 11 wyszłyśmy wszystkie z domu na spacer....i tak sobie szły trzy z przodu trzy z tyłu/boku Przy ruchliwej drodze Fanta się boi. Ale na szczęście idąc na nasze tereny spacerowe, ruchliwą drogę tylko przechodzimy, potem idziemy już osiedlowymi dróżkami :) Ogólnie chodzi ładnie, choć musi nauczyć się na tą chwile chodzić w stadzie :D Troszkę mi się plątała wokół reszty, ale prowadziłam już gorsze przypadki (znów przytoczę tu przykład Lalki :P). Na łąkach pobiegała na lince....to była radość ! Goniły się z Lalka jak najlepsze psiapsiuły ! potem był czas na niuchanie i poznawanie nowego terenu najlepiej niucha się w grupie :)
    4 points
  3. Mickiewicz też czytający był, więc nadziei nie trać ;)
    3 points
  4. Na czym to ja...aha. Po nieco ponad 20 minutach na lekkim mrozie, kiedy wsiadłyśmy do pociągu i ulokowałyśmy się na siedzeniu przy grzejniku od razu zrobiło nam się milej ;). Nie wiem, jak Fancie, ale mi ten grzejnik był bardzo potrzebny! Ona też nie oponowała, tylko sobie grzecznie obok niego leżała. Kolejna godzina i 20 minut podróży minęła nam spokojnie. Fanta drzemała, ja się od drzemki powstrzymywałam...ale to ciepełko nie ułatwiało sprawy! Tak czy inaczej udało mi się nie zasnąć. W Katowicach byłyśmy z 5 minutowym opóźnieniem. Znów Fantę wynosiłam z pociągu ;). Ale to nic, bo i tak miałyśmy czas jeszcze do ostatniego etapu podróży - pociągu do dzielnicy Ligota. Szczęściem naszym pociągu na Ligotę odjeżdżał z tego samego peronu! Bo noszenie tych kilogramów tam i spowrotem po schodach nie jest łatwe. Fanta była bardzo zaciekawiona, co to tyle ludzi obok niej się przemieszcza. Ostatni nasz pociąg przyjechał o czasie. Znów się wnieśliśmy, usiadłyśmy grzecznie i przez kolejne 9 minut jazdy nic się nie działo. o 13.53 wysiadałyśmy na dworcu na Ligocie. Tutaj znów napotkaliśmy schody w dół. Schody to Nemesis Fanty....no to ją zniosłam. a co, wyjścia nie było. Został nam tylko spacerek do domu. Nie długi, parę minutek. O 14.06 byłyśmy w domu! Ja się tylko modliłam, do tego Boru Wiecznie Zielonego, żeby Lalka nic wartościowego nie zniszczyła, żebym miała mało sprzątania! A Fanta chciała już sobie po prostu odpocząć, a nie wciąż czuwać. Weszłam do domu. Zamknęłam Fantę w kuchni ojca, gdzie zapoznała się z jego sunią Zuzią - ładnie się zapoznały. Weszłam do domu i...pełna pozytywnego zdziwienia zauważyłam, że poza nadgryzionym legowiskiem i zjedzoną bombką (plastikową, musiała mi spać z choinki, kiedy chowałam ją pod prysznic) w domu jest CZYSTO! Wypuściłam moje psy do ich psiej zagrody - kawałek ogrodzonego podwórka, gdzie sobie mogą biegać, kopać, załatwiać się do woli ;) i poszłam po Fantę. Aha..do mieszkania mam 5 schodków, po nich też musiałam młodą wnieść i znieść :P. Wpuściłam Fantę do psiej zagrody i dałam się stadu przywitać. Sunia się trochę zestresowała, ale ładnie im poszło. Po załatwieniu formalności, weszłyśmy do domu. Znaczy z Fantą nie przywitała się Pestka i Holi - ale pierwsza ma w sumie inne psy zazwyczaj w szerokim poważaniu (naprawdę szerokim! o ile nie wchodzą jej na głowę) a druga..no druga już tak ma i już. W domu Fanta na początku nie zauważyła kotów, a koty też ją olały (na szczęście nie dosłownie!...bo one i dosłownie potrafią!). Ja zajęłam się sprzątaniem podłogi z piachu i szczątek z legowiska z bombką, a psiaki dalej robiły do siebie podchody. Ogólnie moje psy przywykły, że co rusz jakiś czterołap obcy pojawia się w domu i choć czasem podchodzą do tego sceptycznie, to potrafią się zachować przez większość czasu. Po kilku minutach, kiedy ja już myślałam tylko o jedzeniu. Fanta przegryzła trochę suchego i napiła się wody, a stado doszło do wniosku, że kolejnego psa, to dobrze chwilowo jest ignorować, napadł na mnie mój kot Jack...to była nasza najdłuższa rozłąka odkąd jest u nas (2 miesiące), bo nie było mnie nieco ponad 6 h i kot po prostu oszalał z radości...czy kot może mieć lęk separacyjny ? :D Fantusia w końcu mogła się zrelaksować. Wybrała sobie miejsce w przejściu pokoju do kuchni - chyba chciała mieć wszystko na oku i sobie drzemała. cdn
    3 points
  5. Żeby było co czytać, trzeba pisać, a nie znikać. :-)
    3 points
  6. No to jak to wczoraj było... Dzień zaczął się, jak dla mnie wcześnie (o 7 rano to ja zazwyczaj obracam się na drugi bok ostatnimi czasy), czyli o 6.40. Po pobudce i szybkim śniadaniu zabrałam moje psy na spacer na łąki, gdzie mogą się wybiegać ile dusza zapragnie...no może nie aż tyle, ale wystarczająco by domu pod moją nieobecność nie zdemolować ;). o 8.10 byliśmy spowrotem w domu. miałam 15 minut żeby naszykować dom na dłuższa nieobecność...choinka pod prysznic, łatwo zjadalne rzeczy poza zasięg pyska Lalki (a w połączeniu z młodym kotem Jack'iem ten zasięg jest całkiem spory...), wyłączenie prądu i takie tam. O 8.30 siedziałam już w autobusie, który miał mnie po 20 minutach dowieźć do dworca autobusowego w centrum Katowic....oczywiście zrobił to po niemal 30 minutach! Na dworzec wpadłam o 8.59...kupiłam bilet, dobiegłam do autokaru o 9.00 i zanim jeszcze usiadłam, to pan kierowca już ruszał...to się nazywało szczęście ! O 10.10 miałam być na miejscu. 1h10' jazdy to wystarczający czas by sobie jeszcze raz sprawdzić drogę powrotną...no bo, jak mi dobrze wiadomo Licho często nie śpi...I dobrze, że to zrobiłam. Myślałam, że pociąg o 11.50 do Katowic jest bez przesiadek - bo tak było zaznaczone na stronie PKP! Dopiero jak chciałam kupić bilet online okazało się, że przesiadka jak najbardziej jest...i co gorsza część trasy jest busem! No a wiadomo, jak to busy/autokary i przewozy psów...Zadzwoniłam na infolinię by się upewnić, czy przewiozą mi psa...no nie przewiozą i już! No trochę mnie to zbiło z tropu bo na stronie PKP nic nie było o niemożliwości przejechania części trasy z psem (było info o rowerach i wózkach, o psach ani słowa). No ale nic, myślę sobie. Jadę trochę wcześniej niż planowałam (wstępny plan był, że nie zdążę na autobus o 8.25 ani na bus o 9...tylko pojadę o 9.30, skoro do pociągu o 11.50 miałam mieć i tak trochę czasu), to zdążę na pociąg wcześniej. Niestety droższa opcja i z przesiadką, ale no jak mus to mus. Pociąg wcześniejszy, Wspaniała Cracovia miał odjechać o 10.44...no to skoro ja będę w Krakowie o 10.10 to to zapas czasu jest no nie? Nie...Nic nie może być tak, jak sobie człowiek zaplanuje ! Nic! Bo nagle wyskakuje jakiś remont na A4 i korek na wjeździe do Krakowa....o 10 rano ! I tak zamiast 10.10 być na miejscu byłam tam 10.25...niby tylko 15 minut różnicy, ale jak wspomniałam już,pociąg powrotny miałam o 10.44! A kolejny dopiero grubo po 12... Szybko dotarłam na miejsce, gdzie P. czekał z Fantą na mnie. Dobrze, że mi ją koło dworca podrzucił, bo inaczej byłoby ciężko ;) Dzięki bardzo! Fanta została mi szybko przedstawiona, Była 10.35. Ubrałam jej szelki, zapięłam do nich smycz, odebrałam papiery, pożegnałam się z P. i szybko chciałam wrócić na dworzec...była 10.37...a tu Fanta stwierdziła - Hola! z obcą osobą nigdzie nie idę! Minuta błagania jej by się ruszyła...na nic to, może jakbym miała minut 10...ale nie miałam...no to wzięłam Fantę na ręce i poszłam z nią na dworzec. Po drodze na perony, szybki rzut okiem na tablicę odjazdów...JEST ! Cracovia wciąż stoi. Była 10.42....Fanta wciąż nie chciała iść o własnych łapkach (nie dziwie się biednej suni), no to ją niosłam na peron...po schodach...i jest widzę pociąg! była 10.43. Przed lokomotywą stał pan Konduktor. Spytałam się czy aby na pewno pociąg to Cracovia, potwierdził. Spytałam czy mogę kupić w pociągu bilet, potwierdził, ale powiedział, że będzie 20 zł droższy za sprzedaż w pociągu. Stwierdziłam, wszystko mi jedno, byleby już jechać do domu. Pan Konduktor wskazał na Fantę i spytał, co biedna taka przestraszona, no to wspomniałam w 10 sek skrócie tylko, że zabrana ze schroniska, że spóźniony autobus, że wszystko tak na szybko. Uśmiechnął się i wskazał mi wagon, gdzie były jeszcze puste przedziały - co by Fanta miała cały przedział dla siebie. Była 10.45. Chyba pociąg przeze mnie miał minute opóźnienia :P Jak już siedziałyśmy w wagonie, mogłyśmy odetchnąć! Jak przyszło do płacenia biletów, wspaniały Pan Konduktor (nie pamiętam jego imienia ! a szkoda :( ) nie wziął w końcu dopłaty za zakup biletów w pociągu ! Życzył nam miłej podróży, pogłaskał Fantę i tyle go już widziałam. Jechałyśmy do Oświęcimia. 1 h 15 minut. Nieco ponad połowa drogi do domu. Fanta zmęczona, ale już nie tak zestresowana, położyła się, po tym jak sobie obejrzała przedział. Chciała na fotel, ale no...nie pomyślałam, żeby zabrać jej kocyk, to musiała zadowolić się podłogą. Ale w przedziale było miło ciepło. Jeszcze w pociągu sprawdziłam sobie dokładnie pociągi do Katowic i kupiłam sobie od razu bilet. Niech Bór Wiecznie Zielony błogosławi zakupy przez internet ! Punkt 12.00 bez większych przygód - zasadniczo bez żadnych. Wysiadłyśmy na stacji w Oświęcimiu. Powiem Wam..dziura :D nie obrażając miasta! Ale stacja no..jak to stacja w małym mieście ;). W pociągu musiałam młodą nieść, z pociągu ją wyniosłam. Bała się zejść sama na peron. Nie dziwię się. Ja też nie lubię wsiadać/wysiadać z pociągu...nawet jak peron wysoki, człowiek zawsze ma wrażenie, że zaraz zleci na tory :P Do kolejnego pociągu miałyśmy 34 minuty...Ja sobie uświadomiłam, że nie wzięłam sobie ani nic do picia, ani do jedzenia. Fanta nie chciała za to pić...no ale z psiej butelki, to jakoś ja pić nie miałam zamiaru :D No jakiś taki opór był, pomimo tego, że butelka w teorii czysta...No ale sama byłam sobie winna...mogłam pomyśleć o prowiancie. Fanta w Oświęcimiu rozprostowała kostki. Zrobiła siku i kupkę na trawniku bez większych oporów. O 12.15 siedziałyśmy spowrotem na peronie, po załatwieniu toalety i marzyłyśmy o ciepełku...było jakieś -2 stopnie, śnieg leniwie prószył...a myśmy tak siedziały odmierzając czas do pociągu...no przynajmniej ja. Fanta nie wiem o czym myślała. Chyba o tym, że świat jest szalony, dziwny i lepiej to jej było w tym znajomym kojcu :P. Zanim zdążyłyśmy przymarznąć do podłożą (ja do ławki, Fanta do gruntu), wcześniej przyjechał nasz pociąg ! Była 12.25! Cud, czy zaplanowany postój, nie wiem, ale znów powinnam podziękować Borowi Wiecznie Zielonemu za łaskę losu. CDN pies kuzynki z piętra nade mną, która niestety ma nogę w gipsie, chce na siku, sam się biedak nie wyprowadzi ;)
    3 points
  7. Witajcie Kochani :) Taki okres przedświąteczny, wszyscy zabiegani, zajęci. Niektórzy okazało się nawet tak bardzo, że nie zauważyli leżącego na drodze potrąconego psiego maluszka. Może zauważali bo o dziwo przeżyła leżąc i czekając na jakiegoś dobrego Anioła. Akurat trafiło się tak że do BDT Pani Magdy w Rytlowie jechali znajomi i oni jako jedyni zatrzymali się i malutką zabrali. Zostali od razu przez Panią Magdę pokierowani do Kielc do kliniki 4 łapy (niedziela ok 20.00). Tym wspaniałym ludziom z KRK dziękuję z całego serca! Lejdi spędziła 25 h w klinice. Podejrzewano najgorsze- krwotok wewnętrzny. Okazało się dzięki Bogu, że to złamanie łapki, złamanie pod łopatką . Stłuczenia i siniaki. Ogólna bolesność wszędzie :( Okazało się, że Lejdi to dzieciaczek. Ma dopiero ok 3 miesięcy. Była wychudzona, wyziębiona, porzucona... Oto Lejdi na zjęciach poniżej. Jest obecnie w domu tymczasowym w Kielcach u mojej koleżanki. Prosimy niestety o ogromne wsparcie duchowe ale i materialne lub finansowe. Lejdi musi leżeć- podkłady idą jak szalone. Potrzebujemy póki co chociaż ze 100 sztuk (w ciągu doby poszły już 4) oraz pampersiki. Potrzebujemy też dobrej odżywczej karmy bo mała jest wychudzona bardzo :( Ponadto czekają nas kontrole u weta z łapką i łopatką. Szczepienia również. Malutka jest pod skrzydłami również BDT Pani Magdy ale niestety są tam dwa psiaki które się pochorowały i finansów nie starcza na obdzielenie wszystkich psiaków :( Dlatego próbujemy na wszelkie sposoby pomóc Lejdi. Wrzucam również pierwsze paragony oraz opis wizyty. Proszę Kochani wspomóżcie naszą malutką Lejdi. Ona jest przerażona na widok człowieka. Trzęsię się na każdy odgłos. Tyle musiała wycierpieć... WPŁATY NA LEJDI: Radek- 10 zł- dziękuję pięknie <3 b-b- 20 zł- dziękuję pięknie <3 dwbem-10 zł- dziękuję pieknie ❤ z bazarku mamy 195 zł <3 razem: 235 zł Wydatki na opiekę wet 265 zł(rozliczenie w poście str5). Czyli zostajemy na 0 zł. 30 zł otrzymaliśmy prywatnie jeszcze. Konto Lejdi: 0 zl 1.2018 wpływ z bazarku dla Lejdi od Gusiaczek: 362 zł 1.2018 wplyw od Cioci Nadziejki 27 zl 1.2018 5 zł od Cioci Nadziejki z bazarku 2.2018 z bazarku od Cioci Poker 150 zl 2.2018 cegielki od cioci Poker Z Fb 30 zl od Pani Grety Wydatki: 276 zł opieka wet Lejdi (roziczenie str 7) Zostało: 108 zl Wydatki z paragonów to 471 zl. Placimy 108 zl z dogomanii i 154.2 zl ktore dostalam od Pani z facebooka. Wydatki 117.99 zl za rehabilitanta i leki Pani Magda ze zbiórki na swoje psiaki na pomagam zapłaciła dług za Lejdi więc jesteśmy na czysto Konto Lejdi: -0.00 zl Dziękuję <3
    2 points
  8. Tylko ja nie Mickiewicz, a bardzo lubię czytać.
    2 points
  9. Wiadomość z DS Waldka :) " ...Waldek trzyma się bardzo dobrze, ma apetyt, z wypróżnianiem nie ma problemu. Pięknie chodzi na smyczy przy nodze i w domu reaguje na swoje nowe imię, na zewnątrz jeszcze nie do końca. W domu jest mega grzeczny jak nas nie ma. Nic nie niszczy, grzecznie leży, śpi lub troszkę pochodzi, ale nie wskakuje na sofy, świnkami morskimi też nie bardzo się interesuje i nie szczeka ( w ogóle). Kochany chłopak:) Jak rano wstajemy w weekend i w tygodniu to macha ogonem na nasz widok tak jakby za chwile miał mu odpaść:) Łukasza trochę się jeszcze boi - widocznie ma to związek z jakimś mężczyzną, który mógł mu kiedyś coś zrobić, stąd jest strachliwy przy mężu. Ale to wyleczymy. Dobrze, że przy mnie w ogóle się nie boi. Chodzi za mną jak cień:) A jak długo mnie nie ma w salonie to mnie szuka po mieszkaniu;) Jeśli chodzi o spacery: pierwszy raz wypuściłam go na ogrodzony wybieg tydzień po tym jak go przywieźliśmy do Tychów. Był taki szczęśliwy i radosny! Ogon do góry, obwąchał cały wybieg, pochodził, pozwiedzał nawet poznał koleżankę:) Po tym razie za dwa dni znów był na wybiegu, poznał kolejne psiaki i .... od tej pory codziennie lub co drugi dzień jest na wybiegu albo na długim godzinnym spacerze:) Za każdym razem jak jesteśmy na wybiegu to poznaje nowe pieski z którymi cudowanie się dogaduje, biega szczęśliwy, skacze, wącha teren, bawi się - jest mu dobrze, a nam z nim:) W ten weekend został wykąpany i wyczesany - to aż prawie zasnął tak mu było dobrze - i to mąż go czesał! W piątek i sobotę ostatnią (wtedy kiedy wysłałam Paniom zdjęcie) byliśmy u mojej mamy. Był taki grzeczny, dostał kiełbaski i w ogóle nikt by nie przypuszczał że w mieszkaniu jest pies, bo jest taki cichy i w ogóle nie szczeka. Trafił nam się kolejny anioł:D A! Jazda autem nie stanowi dla niego problemu z wchodzeniem do auta radzi sobie elegancko. Pewnego dnia odwiedziła nas moja siostra z półroczna córeczka. Bardzo był zainteresowany, bo małe dzieci ślicznie pachną i pewnie to go zaciekawiło. Myślimy z mężem, że będzie można już zmienić zapis na chipie, że właścicielami jesteśmy teraz MY - bo nie zamierzamy oddawać psiaka nikomu!!! - Jest nasz na zawsze:) Filmiki i więcej zdjęć poproszę męża żeby zrzucił na kompa i podesłał w niedługim czasie. Ja też postaram się odezwać za jakiś czas. A tymczasem pozdrawiamy serdecznie z Tychów życząc radosnych, rodzinnych Świąt:) Monika i Łukasz " Myślę ,że po takich wiadomościach można już zmienić tytuł :)
    2 points
  10. No bo juz się martwiłam;) i super;) i ja i ja!
    2 points
  11. Nie da się -chyba. U mnie chłop też donośnie mówi. Po prostu mówi a co po niektórzy myślą że krzyczy :( Niestety szeptać nie potrafi. Takim barytonem mówi. A jak wyjdzie na balkon rozmawiać to całe osiedle słyszy co gdzie i za ile :)
    2 points
  12. Ale numer, może pasierbica faceta dogada się ze swoją matką. Jak wyrażą zgodę na pomoc psu , to zawiozę ich na Strachocin. Dałabym im chwilę zanim naślemy TOZ. Myślę ,że anica mogłaby rozmawiać z P.Joanną.
    2 points
  13. To na dobrą noc trochę statystyki z ogłoszenia wczorajszego :) Wyświetleń: 289 Tel: 1 Obserwuje: 6 Rano było jeszcze niecałe 150 wyświetleń :) To dlatego warto wyróżniać.
    2 points
  14. Kocham Cię kobieto :) Na początku stycznia proszę przypomnij mi, to wpłacę coś na konto suniek. Są śliczne, trzeba wierzyć, że szybko znajdą domy.
    1 point
  15. Dzięki tobciu za wizytę i relację z niej. Z tego co piszesz wynika, że Rex nie będzie miał gorzej niż miał w domu u Pana Mariana. Ma swobodę, ma miejsce do spania w budynku, nie jest zamknięty w kojcu czego się bałam. Też pomyślałam jak zachary, czy w tym budynku gospodarczym nie będzie mu zimno, buda wewnątrz byłaby dobrym rozwiązaniem. Ale może w mrozy opiekunowie będą Rexa zabierać do domu np do przedpokoju. Zadowolony Rex ze swoją ukochaną piłką, siedzący sobie na ogrodzie - i to jest to o co chodziło ... Cieszy mnie, że nowi opiekunowie nie są przeciwni Twoim odwiedzinom u Rexa, to dobrze świadczy o nich i dobrze się zapowiada. Powiem, że na ten moment jestem uspokojona, gorzej nie ma, a w hotelu nie znam warunków ale pewnie też nie miałby dużo lepiej. I coś w tym jest ... Tak, daj znać kiedy będziesz jechać do Stepnicy, po 10 stycznia zrobię mały przelew, wykorzystasz wedle uznania
    1 point
  16. Witam wszystkich :) Mam na imię Kama. Dzieciaki uważają, że to przezabawne, aby pies nazywał się tak samo jak matka. Ale to imię swietnie pasuje do psinki, ukłony do Gabi za trafny wybór. Tak jak napisano powyżej, musimy wyjechać na święta, dlatego zabieramy Kamuśkę po powrocie, żeby mogła się na spokojnie aklimatyzować. Potem będzie jeździć z nami. Postaramy się jej nie rozpuścić (ZA BARDZO;)). Odliczamy dni. I jeszcze się przyznam, że obserwowaliśmy ją na olx już od miesiąca, zdobyła nas tym zdjęciem na kanapie - tym z jęzorem w przybliżeniu :)
    1 point
  17. Biedna maluszka, tyle wycierpiała już na starcie:( Poproszę na PW dane do przelewu, postaram się wspomóc jakimś grosikiem.
    1 point
  18. Wizyta wypadła bardzo dobrze, potwierdziła moje i anecik odczucia i spostrzeżenia. Kamusia może zacząć się pakować. Przeprowadzka po Świętach. Czy pojedzie Tz anecik, czy Państwo sami przyjadą to jest jeszcze kwestia do ustalenia i zależy od kilku czynników. Wizytę przeprowadziła togaa, za co z całego serca dziękuję!!!
    1 point
  19. Mnie się wydaje że Czesiek jest troszkę wyższy od Lolka. Pampasy są super sprawą - byle rzepy dobrze trzymały.
    1 point
  20. Ale tu fajnie. :-) :-) Jak na Imieninach. ;-) Tylko nie wiem, Rozi, czy to dziś Grześ jest solenizantem, bo Grzegorza jest 23 razy w roku. Tylko w lipcu żaden Grzegorz nie świętuje. Sprawdziłam w necie. I Olenka by chyba coś napisała. Nie ma Jej... Może faktycznie na Imieniny do Grzesia pojechała.... Jutro lajków Jej tu zabraknie. ;-)
    1 point
  21. Ja nawet nie czasem :( ale inwigiluję Grzesława ;) Prawda? - gdyby tak na ten przykład Mickiewicz się rozmył w milczącym niebycie ? ... ;) :D
    1 point
  22. Dziś mija 10 lat. 10 lat temu 19-go grudnia Milusia została członkiem naszej rodziny. A teraz jej nie ma, już od półtora roku. Wcale nie przestałam za nią tęsknić. Mamy drugą przytulankę, co widać na zdjęciu poniżej, ale Milusi nikt i nic nie zastąpi.
    1 point
  23. Aktualizacja wpłat: magenka1 - 20 zł Olena84 z bazarków - 77 zł ja - 30 zł Razem po wpłatach 504 zł Zapłaciłam za hotel (grudzień) - 350 zł Zostało na koncie Kamyka 154 zł
    1 point
  24. Eliczku, jak dobrze. Razem będzie raźniej. :-)
    1 point
  25. Przyszłam do Grzesia i do towarzystwa Tobie Elisabeta :)
    1 point
  26. A to malutka Lejdi <3 przekochana ale przerażona człowiekiem :(
    1 point
  27. Cioteczki podrzucam wątek małej Lejdi potrąconej przez samochód i zapraszam :)
    1 point
  28. Zabrałam go wczoraj. Udało się załatwić dt u Znajomych. Państwu wczoraj zmarł piesek. Miał 12 lat i od dwóch lat walczyli z rakiem. Wzięli Dżekiego bo on ich potrzebował i Oni jego potrzebowali. Nie naciskam ale marzę żeby tam został. Dom z ogrodem, dwa uratowane koty, spokojni, uroczy ludzie. Trzymajcie kciuki....
    1 point
  29. No chyba by go było trzeba w jakiejś ciemnicy na dobry tydzień zamknąć o chlebie i wodzie . Przyjeżdżają do mnie w środę z moim Foksiczkiem ,więc jako seniorka może coś natłukę do tej chłopskiej głowy :)
    1 point
  30. Dobry wieczór, byłam w niedzielę w Stepnicy. Odwiedziliśmy Pana Mariana... zapaliłam znicze i położyłam stroik... Eh...... Odwiedziłam Reksa w nowym domu. Nie martwicie się, nowy dom lubi zwierzęta, nie będzie miało psisko źle. Ma ogrodzone podwórko, chodzi luzem. Ma kojec i wejście z kojca do budynku gospodarczego, gdzie śpi na materacu (jeszcze go nie zniszczył, jak niszczył wszystko co miał w budzie). Wejście zakryte plandeką by nie wiało. Ale ogólnie w ciągu dnia jest luzem. Gdy przyjechałam, leżał pośrodku i obserwował sobie ulicę. Zawiozłam Reksowi trochę puszek i ulubione piłeczki. Biegał oczywiście z nimi, jak to Reks. :) Od nowego domu już też miał piłkę nożną. Mam zgodę by Reksa odwiedzać. Będzie dobrze. Reks w tym swoim nieszczęściu, wyglądał dobrze, a z piłka biegał radośnie. Myślę, że duch Pana Mariana gdzieś tam nad Reksem czuwa.
    1 point
  31. Odswiezylam ogloszenie Apsika.
    1 point
  32. Rozmawiałam z domkiem Ineczki. Sunia waży aktualnie 6 kg, a wygląda tak
    1 point
  33. w tym roku juz naprawdę widać wiek po Lisiuńce. Szczególnie że jak ziemia nasiąkła w sierpniu tak mieliśmy koszmarne błoto do przedwczoraj. Lisio ma już poważne klopoty z tylnimi nozkami. Mielismy w listopafzie kilka dni ze musialam mu pupkę podnosić żeby sie rozchodził. Ale odpukaćżkrotka seria przeciwzapalnych i na codzień mamy arthrofit z Canipuru postawily go znowu na wlasne nóżki. Dzisiaj w koncu byl ladny dzień- udalo mi sie złapać chlopaczka na dworku.
    1 point
  34. Taki jestem zarośnięty :D Koło dt zdarzają się już pierwsze wystrzały i biedny Tobiś się boi. Zbliża się ciężki czas dla większości psiaków :(.
    1 point
  35. Dzielne dziewczyny, bo i Fante trzeba docenić ;). Jesteś super Istar. W ogóle Wszystkie jesteście super :)
    1 point
  36. to kciuki oby jak najszybciej znalazł dom, marnuje się bez swojego pana i pani:(
    1 point
  37. Na razie nie widzą, ale przecież ten domek dla Hanusi gdzieś jest, tylko trzeba do niego dotrzeć. Przydałyby się nowe zdjęcia do ogłoszeń, takie kanapowe, bo trzeba sunię promować i to intensywnie - starsza, bez takiej urody jak Suzi - trzeba jakoś wydobyć to jej ukryte piękno, a czas leci.
    1 point
  38. Teraz ma rok i 8 m-cy. Niestety trwało to dość długo, nadal utrwalamy umiejętność rezygnacji. Wiesz, na początku trochę źle zrobiłam, bo pozwoliłam obcym na głaskanie szczeniaka. Trzeba być asertywnym i odmawiać. Ludzie nie rozumieją, że ktoś nie chce, żeby głaskano jego psa, a jeszcze jak ten macha ogonem to już w ogóle dramat. Ostatnio mówiłam, że pies ma świerzb - działa rewelacyjnie :) A jeszcze mi się przypomniało, że świetnie działa na nadmierną ekscytację kilka ćwiczeń posłuszeństwa. Jak tylko się nakręca, robimy serię siad, waruj, siad, waruj, noga itp. i emocje schodzą. Twój pies jest w wieku dojrzewania, przechodzi trudny wiek, burzę hormonów i co za tym idzie zdarzają się dziwne zachowania. Moja pani trener mówi, że trzeba "nie żywić urazy i kochać dalej" ;)
    1 point
  39. 1 point
  40. Cioteczki strasznie się cieszę <3 dziękuję pięknie w imieniu Daszeńki za każde życzenia <3 na prawdę trafiła na super człowieka :) Pan Konrad jest psiarzem 100 %-owym :) Daszka śpi na łóżku wraz z sunią rezydentką :) z pieskiem i suczką się zaprzyjaźniła. Ale co dla mnie najdziwniejsze ona za Panem Konradem chodzi krok w krok. :) pilnuje się bardzo a ostatnio nawet wskoczyła jak Pan jadł i chciała z talerza jedzonko ukraść :D
    1 point
  41. Kochani ostatnio nie było mnie na dogo. Ale mam wspanialą wiadomość. Daszka juz w domu ❤ mieszka pod Warszawa z 2 innymi psiakami ;) zaadoptowal ją brat mojego kolegi więc mogę poświadczyć że to wspaniały zwierzolub ❤ Daszka spi na kanapie ;) mieszka w domu, do dyspozycji ma podwórze. Ani razu nie probowala ucieczek na tymczasie jak i teraz :)
    1 point
×
×
  • Create New...