Leaderboard
Popular Content
Showing content with the highest reputation on 03/21/17 in all areas
-
3 points
-
U Mufkowej Rodziny nadal sielanka :) Pani dzwoniła już ze 4 razy pochwalić się Mufiątkiem. Jaka grzeczna, jak słucha, mniej żebrze o jedzenie :D, chodzą na spacerki, śpią razem. Pan poszedł w odstawkę :) Dziś Pani zadzwoniła że Mufka nadepnęła na pszczółkę, łapinka troszkę spuchła. Już wszystko w porządku, ale Pani Halina mówi że mało ducha nie wyzionęła jak niosła naszego klocuszka pod górę. A jest co dźwigać....a Pani Halinka drobna kobietka. I jeszcze Mufka Panią użarła jak ta jej chciała przyłożyć opatrunek. Niewdzięcznica jedna. Mufka, nie Pani Halinka rzecz jasna. Ponieważ WIEM że Mufka znalazła swoje miejsce na ziemi pieniążki które po niej pozostały w kwocie 407,35 zł równam do 410 zł i przekazuję 210 zł na Tycinkę i 200 zł na Neskę A teraz HICIOR !!!!!!!!!!!!!!!!!! Pani Halinka stwierdziła że jednemu psiakowi to smutno i wyraziła chęć adopcji drugiej dziewczynki:) Posikując się moją wiedzą na temat Mufki oraz dopytując Kasię, która doskonale przez 9 miesięcy poznała Mufkę uznałyśmy z Panią Halinką że da nowy dom Nesce - mojej tymczasowiczce.2 points
-
A z innej beczki, może ktoś wie: jak wyłączyć skrót klawiaturowy alt+a - bo mam straszny problem z pisaniem wiadomości, wszystko mi się kasuje ilekroć chcę napisać "ą":( strasznie to denerwujące, wszystko muszę pisać od nowa, wrrrr. Tylko na dogomanii tak mam i tylko gdy piszę post (przy edycji już jest ok).2 points
-
TZowi też się Owczuś bardzo podoba:) No więc Owczuś został jeszcze w lecznicy, bo nie zdążyli go wykąpać (asystenowi dziś dysk wyskoczył i wet został sam na placu boju ze wszystkim). Wet powiedział, że nie ma problemu, bo pies jest grzeczny. Nam to na rękę, bo sierść jest w opłakanym stanie, a u nas łazienka do kąpani niewielka (a Owczuś duży). Krew wyszła ok, ale parametry wątrobowe i nerkowe są na granicy. Pies jest po leczeniu i operacji, więc trzeba będzie za jakiś czas powtórzyć badanie. Parę zdjęć ze spacerku:2 points
-
2 points
-
2 points
-
Spotkałam dziś na spacerze błąkającego się ziomala czterołapa ogoniastego. Mówił coś, że przez krzaki, że za cieczką, że daleko, że zmęczony, że nie wie, w którą stronę i takie tam samcze gadanie. A się przymilał, a się pańci podstawiał, a się do rodziny pchał! Jak go pańcia, MOJA! pańcia, w kierunku domu zwabiała, to już miałam pietra, że mi się wielki huskowaty braciszek szykuje. Ale człowieki coś mu tam na obroży wygmerały i po kilku telefonach znalazła się jego pańcia. Przyznam, że mi ulżyło, bo ja mam taką malutką miseczkę na jedzonko, a ten tu taaaki duuuży. Raz by jęzorem zawinął i już bym się nie załapała. Skończyło się tylko na misce wody, w ilości takiej, że ja to bym się wykąpać mogła.2 points
-
Witam :) Czy ktoś jeszcze pamięta tego Kudłacza?? Helcia ma się świetnie! Jest zdrowa, zadowolona i jak to u niej zazwyczaj..."uśmiechnięta". Troszkę po zimie przytyła, ale nie ma dramatu :) Kudłata się zrobiła, że aż się chyba na fryzjera załapie. Tak tylko "dla zachowania kształtu psa" :) Dziś u mnie w odwiedzinach, bo jej Pani jest na małym zabiegu okulistycznym. Już się z Ziutka ścigają, która pierwsza do pieszczotek. Ale bezkonfliktowo :) Pozdrawiamy wszystkich Znajomych serdecznie :)2 points
-
Wyróżniłam na razie na tydzień Twoje ogłoszenie. Fajnie, że na olx można wyróżniać cudze ogłoszenia;)2 points
-
Przyszłam od Misia Bibi i aż mi się słabo zrobiło. Biedny psiak, dobrze, że już nie cierpi. Wklejam banerek, bo tyle mogę.2 points
-
Nie muszę robić Nesce zdjęć do ogłoszeń mało tego, nie muszę wogóle robić Nesce ogłoszeń. Neska ma DOM I to jaki dom. Będzie siostrzyczką Mufki, którą tydzień temu zawiozłam do domu pod Krosno. Dziś zadzwoniła do mnie Pani Mufki i stwierdziła że jeden psiak to ma smutne życie. Więc poszłam za ciosem i poopowiadałam jej o suniach które mam u siebie. Zgodnie stwierdziłyśmy że do Mufki i do Pani najbardziej pasuje Neska. I Neska jedzie do domu. Na 8.04 ustalony jest termin sterylki, potem Święta i wycieczka pod Krosno :) Jestem przeszczęśliwa :)1 point
-
1 point
-
Wygrzebałam jeszcze zdjęcia Mii z listopada (ze strony Runy ;)) "Mia = roszczeniowa, krzycząca, nie lubi psów i dzieci. nieufna, ale jak sie osmieli, wielka przylepa i wlasnie roszczeniowa taka :)"1 point
-
Szacunek dla tej Pani. Nie każdemu by się chciało dzwonić (lepiej nie widzieć i nie słyszeć), nie każdy miałby odwagę (sąsiad może przyłożyć w zęby). nie każdy pomyślałby, że będą wydatki i nie każdy dałby na ten cel srebro :) Dopóki są tacy ludzie, to chce się żyć.1 point
-
Raya=Diana, mówię na nią i tak, i tak:) Małpeczka wie, ze jest nasza. Jest wzruszająca z tym cichym podchodzeniem do człowieka na spacerze - nie ma psa, a tu nos przy mojej łydce, albo przytulenie się do nogi :). I noszenie zabawek, i zabawa z Pyzą, i przychodzenie rano "dać buzi" śpiącym Ludzikom. Ma na jednym cycku trzy maleńkie guzki, wyczuwalne pod skórą.1 point
-
1 point
-
Wiedza praktyczna to najpierw nie krótki, a długi kurs. Na ostatnim III kongresie weterynaryjnej medycyny behawioralnej wreszcie powiedziano, że behawiorysta powinien mieć także wiedzę trenerską - przynajmniej w podstawowym stopniu. Moim zdaniem, większość problemów nazywanych jako behawioralne ma źródło albo w chorobie zwierzęcia, co jest problemem dla weta - albo wynika z braku elementarnej komunikacji z właścicielem, a to już problem dla trenera. Z każdej książki można się czegoś nauczyć - na przykład z jakimi poglądami autora nie zgodzisz się i dlaczego. Literaturę zacznij od Jane Goodall - Zabójcy bez winy - chociaż to nie o psach, a o likaonach, szakalach i hienach. Praktykę - od co najmniej 300 godzin obserwacji pracy podstawowej różnych trenerów. I własnej pracy z psem tak, aby zdać bez trudu zerówkę i jedynkę obedience, PT-1, BH, PTT - a potem zalicz te egzaminy z kilkoma cudzymi szkolonymi jeszcze nieodpłatnie psami. Spraw, aby dla psa Twojego partnera praca z Tobą była źródłem radości - aby zwierzak sam prosił Cię o zajęcie, w domu, w parku i w lesie i przy innych psach - bez kieszeni wypchanej smakolami. I proszę - nie nazywaj przyszłego zajęcia pomocą dla właścicieli psów. Pomoc to się kojarzy z działaniem charytatywnym - a Ty, jak sądzę, masz zamiar rzetelnie i uczciwie zarabiać w taki sposób.1 point
-
1 point
-
Bardzo dziękuję :) Jak dostanę parę info o innych kotkach i foto to poogłaszam na olx. :)1 point
-
Pieniążki już na koncie Azuni. Gabuniu ślicznie dziękujemy Tobie i wszystkim kupującym i odwiedzającym:)1 point
-
Na koncie jest już wpłata deklaracji od Cioci Dulska. Dziękuję bardzo. ♡ ♡ ♡ ♡1 point
-
1 point
-
1 point
-
1 point
-
Łaski nie robią, świetny pies. Przy odrobinie szczęścia trafi na ogłoszenie ktoś, kto DD doceni.1 point
-
1 point
-
Młodzież nie do poznania, zwłaszcza warunki życiowe, które teraz mają :)1 point
-
Tak długo tu nie zaglądałam. Nie byłam w stanie pisać, że u nas jest trudno, coraz trudniej. Teraz wchodzę i widzę, że ten wątek zamienił się w mogiłę naszych ukochanych psów. Bardzo Wam dziewczyny współczuję i przytulam mocno. Od kilku dni przeżywam to samo, czego wy już doświadczyłyście. Moja ukochana Figusia, moja wspaniała psinka, która była ze mną od 17 lat i 5 miesięcy (odkąd skończyła 2 miesiące), umarła 18 marca o 15:50. Musiałam zgodzić się na eutanazję, żeby nie przeciągać tego, co było już nieuniknione. Ja po prostu nie wierzę, że to się wydarzyło. Nie potrafię tego zaakceptować. Nie potrafię tego zrozumieć. Ciągle analizuję, to co się wydarzyło i co mogłam zrobić inaczej, gdzie zawiodłam. W piątek wieczorem Figa dostała wylewu. Kilka godzin wcześniej wpadła w hipoglikemię, której nie mogłam opanować. Ale nie pojmuję, jak do tego doszło. Tak jak zwykle od kilku tygodniu, zjadła swoją porcję, a po skończeniu jedzenia wstrzyknęłam jej kroplę insuliny. Następny posiłek powinien być za 4 godziny i znowu powinna dostać kroplę lub niepełną kroplę insuliny, żeby cukier utrzymać na właściwym poziomie. Mierzyłam jej cukier na około godzinę przed kolejnym posiłkiem i zawsze był na poziomie 100 - 140 mg/dl. Nie rozumiem, jakim cudem spadł tak szybko, bo to się musiało zacząć już w godzinę, półtorej po posiłku, a ja się zorientowałam dopiero po 2,5 h po posiłku, bo wcześniej do głowy mi nie przyszło, że to hipoglikemia. Po dostaniu odpowiedniej dawki glukozy i jedzenia, cukier nadal się obniżał a Figa miała coraz gorsze symptomy spadku poziomu cukru. Miała cukier 47 mg/dl a zachowywała się, jakby to było 20. Musiałam na siłę wpychać jej glukozę z saszetki do pyszczka, bo nie chciała (nie mogła) sama zlizywać. Wepchałam w nią przynajmniej 10 gram glukozy. W końcu zaczęła dochodzić do siebie. Gdy glukometr pokazał lekko ponad 100 mg/dl uspokoiła się i zasnęła. Po krótkiej drzemce wyszłam z nią na siku. Po jakiejś godzinie zaczęła się zachowywać tak, jak przy wysokim poziomie cukru. Jak go zmierzyłam, miała około 260 mg/dl. W porze kolacji chciałam dać jej posiłek i podać odrobinę insuliny. Ale Figa nie chciała jeść. To mnie bardzo zdziwiło. Ona zawsze przy wysokim cukrze była żarłoczna. Była bardzo pobudzona, chodziła jak opętana, bardzo szybko, co przy jej problemach z utrzymaniem równowagi, kończyło się co chwilę upadkami, musiałam ją przytrzymywać i spowalniać. Podsuwałam jedzenie, ale nie chciała. Pomyślałam, że pewnie chce się jej pić. Podałam jej wodę strzykawką. A potem dałam mikro kropelkę insuliny, żeby cukier powolutku obniżyć. Po pół godziny, gdy już był niższy, spróbowałam ją położyć do łóżka, żeby w końcu odpoczęła i wtedy stało się coś, co mnie zamurowało. Figa zaczęła skowyczeć tak, jakby ktoś ją ze skóry żywcem obdzierał. Od razu postawiłam ją z powrotem na łapy, żeby chodziła i zaczęłam dzwonić do mojej lecznicy. Niestety nie mięli tego dnia nocnego dyżuru, więc dzwoniłam po prywatnych numerach lekarzy z naszej kliniki. W końcu udało mi się dodzwonić. Myślałam, że Figa mogła sobie coś uszkodzić, jak się przewracała. Tylko nie pasowało mi to, że jeśli sobie coś złamała, albo coś jej pękło, to dlaczego chodzi a nie leży i skowycze, gdy leży a nie gdy chodzi? Opisałam sytuację. Pani doktor poprosiła, żebym podała jej połowę tabletki pyralginy i zadzwoniła za 30-40 minut. Jednak, gdy próbowałam podać jej tabletkę, okazało się, że ma szczękościsk. A jeszcze pół godziny wcześniej tego nie miała. Wtedy doszło do mnie, że to coś innego, coś poważniejszego. Oddzwoniłam do Pani doktor, która poprosiła o przyjazd do gabinetu. To wszystko co się z nią działo, czego nie rozumiałam, to były objawy wylewu. Najprawdopodobniej spowodowany był szybką zmianą poziomu cukru, która osłabiła naczynka krwionośne. W gabinecie dostała kroplówkę, mnóstwo leków, na pewno relanium, coś przeciwbólowego, steryd, mnóstwo tego było. Miała obniżoną temperaturę, więc trzeba ją było dogrzewać. Ale na szczęście szybko po lekach się uspokoiła, wyciszyła, leżała. Chyba około godziny spędziliśmy w lecznicy. Wzięłam ją do domu razem z kocem, matą grzewczą, termoforem i lekami. W razie potrzeby miałam jej podać pyralginę i relanium do wenflonu lub gdyby nie wyszło mi przepłukanie, to domięśniowo. W nocy cały czas przy niej czuwałam (mierzyłam temperaturę, cukier). W końcu jej stan znowu się pogorszył, a ja spanikowana nie dałam rady przepłukać wenflonu (nigdy wcześniej tego nie robiłam) i po utracie pyralginy ze strzykawki, dałam jej relanium domięśniowo. Nie wiem czy przy pierwszym czy przy drugim zastrzyku trafiłam w nerw, o czym się dowiedziałam później, bo miała łapkę ciągle wyprostowaną. Pyralginę w tabletce rozpuściłam w wodzie i podałam strzykawką do pyszczka. W pewnym momencie w nocy zauważyłam, że porusza tylko przednimi łapkami, tzn ode drgały, ruszały się, tak jakby bez udziału jej woli, ale tylne nic, kompletnie. Nie wiem czemu nie przyszło mi wtedy do głowy słowo paraliż. Chyba chciałam to wyprzeć. Miałam tylko jedno na myśli, że jak przeżyje noc, to z tego wyjdzie. Cały czas byłam przy niej. Chciałam, żeby czuła, że jestem obok, że jej nie zostawię. Błagałam, żeby wytrzymała do rana, że pojedziemy do lecznicy i jej pomogą. Około 5 rano sytuacja się zmieniła. Figa się wyciszyła, była o wiele spokojniejsza. Myślałam, że to dobry znak. Około 6 wysikała się pod siebie. O 10 byłyśmy w klinice. Musiałam ją zostawić na badania, kroplówkę i dalsze leczenie. W soboty klinika przyjmowała pacjentów do 15, więc pomyślałam, że zadzwonią przed tą godziną, ale czas mijał i mijał, a oni nie dzwonili. Z jednej strony myślałam, że to dobrze, bo gdyby szybko zadzwonili, to by znaczyło, że Figa umarła. Ale jak nie zadzwonili do 15, to zaczęłam mieć złe przeczucia. Pomyślałam, że chcą nas zostawić na sam koniec, żeby już nie było innych pacjentów, bo nie jest dobrze. Zastanawiałam się, co powiedzą, gdy będą dzwonić, bo jeśli usłyszę, że Figa jest do odebrania, to będzie oznaczać, że jest lepiej, że żyje, że wyjdzie z tego. Chwilę po 15 dostałam telefon i właśnie te słowa usłyszałam. Nagle poczułam ulgę, uśmiechnęłam się. Niestety to było krótkie szczęście. W gabinecie zobaczyłam, że Figa leży tak jak leżała, gdy ją przyniosłam. Dowiedziałam się, że mogę ją zabrać do domu, że dostanę leki. Nie rozumiałam, dlaczego nic się nie zmieniło i co się dzieje. Nie chciałam tego przyjąć do wiadomości. Zaczęłam pytać lekarza, drążyć. I w końcu usłyszałam to, czego się najbardziej bałam. Nikt z zespołu nie dawał Fidze szans na przeżycie, to byłby cud. A nawet, gdyby przeżyła, to pozostałyby deficyty np. ruchowe. A ona już miała duże problemy z tym związane. Jej organizm był już wyniszczony a wylew rozległy. Chyba już nie była do końcu świadoma, co się dzieje.Po raz pierwszy odkąd zaczęła chorować poczułam, że to jest już ten moment, że to już koniec, że nie będzie lepiej, że to czas rozstania. Spadło to na mnie jak grom z jasnego nieba, niespodziewanie, nie byłam przygotowana. Wpadłam w histerię, nie mogłam zapanować nad emocjami. Po rozmowie z lekarzem, z mamą i chłopakiem, zdecydowałam o eutanazji. Nie mogłam jej zabrać do domu i czekać, aż umrze za kilka godzin, a może kilkanaście, a może kilka dni. A nawet jakby przeżyła i stała się bardziej świadoma i próbowała wstawać, to mogłoby się okazać, że nie może tego zrobić i wtedy trzeba by było ją uśpić. Nie mogłam jej tego zrobić. Wytuliłam ją, wyściskałam, przeprosiłam, powiedziałam jej, że ją bardzo bardzo kocham i żeby się nie bała, że wszystko będzie dobrze, że już jej nic nie będzie boleć. Mam tylko żal do siebie, że nie potrafiłam zapanować nad emocjami i może ona to czuła? Nie potrafiłam się uspokoić, ale byłam z nią do samego końca. Byłam z nią od dnia, w którym ją zobaczyłam, do ostatniej minuty jej życia, prawie się nie rozstawałyśmy. Chyba z nikim nie miałam tak silnej więzi, jak z tą maleńką, ukochaną istotką. Tak wiele mnie nauczyła. Nie byłabym tą osobą, którą jestem, gdyby nie jej obecność w moim życiu. Była centrum mojego życia. Teraz czuje się, jakbym straciła wszystko, co miałam. Czuję się koszmarnie. Nie rozumiem, dlaczego to się stało właśnie teraz. Gdyby umarła miesiąc temu, jak była w gorszej kondycji, to chyba inaczej bym to przyjęła. Teraz wychodziłyśmy na prostą. Biegunki już się nie pojawiały, kupy były super. Zapalenie/zakażenie małżowiny usznej wyleczone, zapalenie żołądka wyleczone, apetyt rewelacyjny, owrzodzenie rogówki prawie wyleczone. W piątek, tego dnia, kiedy dostała wylew, byłyśmy około południa na wizycie kontrolnej i wyszłam tak optymistycznie nastawiona, bo wszystko się układało, jak należy. Tydzień wcześniej miała robione badania, bo przez jeden dzień nie chciała jeść i brzydko zwymiotowała. Wszyscy myśleli, że to z powodu choroby nerki, ale mimo że od lat żyła o jednej nerce, to wynik był w normie, nawet mocznik był tylko odrobinę podniesiony. Stanęło na zapaleniu żołądka i to była dobra diagnoza, bo po lekach od razu się jej poprawiło. Dzisiaj (w poniedziałek) miałyśmy stawić się na kontrolę z okiem. Miałam jej kupić leki na wątrobę, bo się jej kończyły i szampon z owsem i olejem kokosowym, żeby nawilżyć skórę. Planowałam, że ją wykąpię w najbliższych dniach, np. w piątek. Miałam jej kupić obrożę przeciwpchelną, żeby ją zabezpieczyć, bo nie przeżyłaby ukąszenia zarażonym kleszczem, heh. Wyobrażałam sobie, że czeka nas jeszcze kilka wspólnych miesięcy, że dożyje lata, powygrzewa się na słonku, podrepcze po zielonej trawie. I że pewnego dnia, gdy będzie gotowa, po prostu zaśnie i więcej się nie obudzi, że to przebiegnie spokojnie, cicho, bez bólu, bez strachu, w domu, przy mnie. Naiwnie liczyłam na jakąś sprawiedliwość losu. Skoro to małe ciałko tyle przeszło i doświadczyło tak trudnej starości, to musi się to skończyć w jakiś łagodny sposób. Przyznam, że byłam już bardzo zmęczona opieką nad Figą, przez ostatnie dwa tygodnie kręgosłup tak mnie bolał, że gdyby nie maści i ketonal, nie byłabym w stanie jej nosić, podnosić, przenosić, schylać się. Robiłam to już od tak dawna, że nawet moje ciało zaczęło się buntować. Myślałam, że w pewien sposób poczuję ulgę, gdy Figa odejdzie. I miałam z powodu tych myśli wyrzuty sumienia. Nachodziły mnie w tych gorszych momentach, a potem znikały. Ale wcale żadnej ulgi nie poczułam, tylko ból. Przez większość czasu mam wrażenie, że Figa wróci, bo jest tylko na kroplówce u weterynarza. Ale pojawiają się te momenty, w których moja świadomość rejestruje fakt, że już jej więcej nie przytulę, nie będzie spała na moich kolanach, ani na moim brzuchu, nie będę jej gotowała jedzenia, nie będę jej karmiła, nie będę z nią wychodziła, nie będę się smuciła i złościła, gdy znowu coś jej będzie dolegać i nie będę się cieszyła w te lepsze dni. Boże, ja już naprawdę nigdy nie będę jej miała obok siebie. Prawie 18 lat i koniec, tak po prostu koniec. Porządkuję jej rzeczy i ryczę. Przeglądam zdjęcia i ryczę. Dopiero, dzięki zdjęciom zobaczyłam, jak bardzo moja maleńka się postarzała. Nie widziałam tego na co dzień. Wiedziałam, że jest gorzej niż było, ale dopiero te zdjęcia uświadomiły mi, jak wielka zmiana zaszła i że każdy dzień tych ostatnich tygodni, miesięcy, był cudem. Miała niewiarygodnie silny organizm. Ale i on musiał w końcu się poddać. Żegnaj moja najdroższa Figusiu, nigdy Ciebie nie zapomnę.1 point
-
Ergo długu nie ma:) Jest nawet nadpłata 10,70 zł - wędruje ta kwota wg ustaleń dla ONka bez ucha.1 point
-
Pies jest normalny, umie chodzić na smyczy, nie boi się schodów, je z ręki, pozwala przy sobie wszystko zrobić: do samochodu TZ go podsadził i nie protestował. Bał się jedynie wejść na wagę w lecznicy, pokazywał zęby i piszczał jak szczeniak ze strachu, nie próbował gryźć. Na sierści ma parę dredów i zlepów na sierści, więc poprosiliśmy weta, aby zobaczył czy pod tym nie ma jakichś zmian na skórze, pies będzie wykąpany. Ucho się goi, jest zapryskane srebrem, w schronisku powiedzieli, żeby mu to przemywać lub zapryskiwać srebrem do czasu ziarnienia. Jutro rano wet pobierze krew do badania.1 point
-
nie da się niczego już zmienić; odejście Pana Brązia było strasznym, bo niespodziewanym ciosem. Nie odżałuję go :( Pączuś jest bardzo rozrywkowy, lubi jeść i spać, czyli wszystko w normie. :) Noruś wiedzie żywot staruszka. Brakuje mi bardzo naszych dawnych spacerów. To se uż ne vreti. Poza tym dawne rytuały obowiązują; np. poranne witanko w łóżku :)1 point
-
Nutka z "naszym" stadem dogaduje się rewelacyjnie, natomiast do obcych psów jest ostrożna. Pan mówił, że jego psiak toleruje większość psiaków. Zobaczymy :-) Pan jest na rencie, po głosie tak ok 50+. Mieszka w bloku - nic nie mówił o rodzinie . Psiak jest bardzo podobny do Nutki tylko dwa razy większy - waży 30 kg:-) Adoptowany 2,5 roku temu ze schroniska w Rudzie Śląskiej ( teraz ma 5 lat). Pan szuka towarzysza do długich spacerów - pytał czy Nutka wytrzyma 1,5 -2 godzinne spacery. Wytrzyma dużo dłuższe -rozpiera ją energia:-)1 point
-
dziś wpłynęla deklaracja od ania75 za II, II i IV:) BArdzo, Bardzo dziękuje <31 point
-
1 point
-
Chciałam Wam jeszcze pokazać Muszkę z frisbee :) Parę słów wyjaśnienia :) żeby czasem nikt sobie nie pomyślał, że zmuszam „biedną” trójłapkę do biegania i aportowania, nic z tych rzeczy :) Muszka ma tyle energii, że sama się tego domaga, a bieganie za dyskiem podpatrzyła u dwóch border collie, których czasem mamy okazje spotykać :) Nie miała wtedy jeszcze tyle odwagi, żeby się przyłączyć do nich, ale po krótkiej obserwacji, zaczęła (oczywiście na bezpieczną odległość) biegać razem z nimi za tym dyskiem :)1 point
-
W oczekiwaniu na nowe zdjęcia, napisałam tekst do swoich ogłoszeń. Gusiaczku, skorzystałam z Twojego pomysłu- Mister Szronisław. Bardzo mi się podoba to określenie. Mister Szronisław do wynajęcia na najbliższe 15 lat ! "...Najpierw wchodzi do Twojego domu. Brudne i śmierdzące. Zbuntowane. Dziwne. Zaczynacie się uczyć siebie. Krok po kroku, dzień po dniu. Nagle okazuje się, że to „coś" jest „kimś". Jest Twoim Psem. Kimś, z kim musisz się liczyć, kogo bierzesz pod uwagę w swoich planach. Członkiem rodziny. Razem przeżywacie życie, miłe i złe chwile. W lodówce masz tylko światło, ale puszka z karmą jest pełna. Zeszłoroczne, znoszone buty, ale Pies jest zaszczepiony i odrobaczony. Dajesz i dostajesz. Razem łatwiej." /z forum Dogomania/ Szronik, to nie jest zwykły pies, to żywioł zamknięty w niepozornym ciałku 14 kilogramowego, trzyletniego pieska. Biegi, zabawy, gonitwy, to czynności, które pozwalają mu pozbyć się nadmiaru energii. Kiedy uwolni się od niej, wtedy dopiero lubi się przytulić do swojego pana lub poleżeć na kanapie. Szronik nie lubi się nudzić, dlatego szukamy mu rodziny, która zapewni mu aktywny tryb życia. Preferowany dom ze starszymi dziećmi. Piesek jest zdrowy, zaszczepiony, wykastrowany i gotowy do adopcji, chociaż nie do końca nauczył się chodzić na smyczy. Mieszka w domu tymczasowym w woj. śląskim. Pozostałe informacje, tylko pod podanym numerem telefonu. 5071794681 point
-
1 point
-
1 point
-
dot. Kikuni. Zgodnie z sugestią Poker pozwoliłam sobie poprosić Gabi o ogłoszenia. Na razie zrobiłam na FB (jakimś cudem mi się udało :)) wieczorem Kikunia objawi się na olx.1 point
-
1 point
-
1 point
-
1 point
-
Gerald, mój 10m-czy pies od 2 miesięcy przeżywa okres buntu i dorastania do własnych "przemyśleń". Trudny czas, ale trzeba wytrzymać. Przeszliśmy przez wybiórczą głuchotę, lek przed śmietnikami (?), brak chęci oddania czegokolwiek, co jest w pysku, głośne protesty przed powrotem do domu... My ciągnięcie na smyczy zwalczamy podobnie, ale przy napięciu smyczy pies musi wrócić do mnie (obchodzi mnie do nogi) i dopiero wtedy idziemy. Efekty są, chociaż nauka idzie dość powoli (szczególnie w dużym rozproszeniu), ale widzę poprawę. Tak więc powodzenia :)1 point
-
Szczeniak dorasta i sprawdza na co może sobie pozwolić. Twój szczeniak nie rozumie Twoich poleceń - jeśli pies reaguje na jakieś polecenie tylko w domu czy tylko wtedy, gdy nic go nie rozprasza, to znaczy, że nie został prawidłowo nauczony co oznacza to polecenie. Stawanie nieruchomo gdy pies ciągnie, nie uczy zwierzęcia co ma robić gdy właściciel idzie. Przy tak wielu problemach - przede wszystkim brak kontaktu emocjonalnego i gotowości współpracy z przewodnikiem na spacerze - pozostaje tylko poszukać dobrego trenera.1 point