Leaderboard
Popular Content
Showing content with the highest reputation on 04/23/15 in all areas
-
Mamy przykład osoby, która poszła na taki kurs, aby zdobyć papier bo już wczesniej pracowała z psami. Wcześniej obroniła magisterkę na temat własnie szkolenia psów, ukończyła zootechnikę, została z Kajem Mistrzem Polski OB - kl 1, Mistrzem Polski Obedience kl - 2, Mistrzem Polski Owczarków Belgijskich kl. 3, trenowała tropienie, frisbee, agility (kl.3) i obronę (IPO1). A ze COAPE daje papierek zagranicznej uczelni to zrobiła tam kursik. Mówiąc inaczej nie kurs zrobił z niej dobrego trenera, po prostu dobry trener poszedł na kurs. P.S. Miedzy innymi robiła ten kurs z kurczakami uczonymi klikierem, który Ci proponowałam https://www.youtube.com/watch?feature=player_detailpage&v=uWwafbPwJ242 points
-
Ja z swojej strony w 100% Joannę Hewelt pod kątem obi. Mi się z nią pracuje najlepiej, ale ja idą do niej żeby rozwiązywać problemy pod kątem startów w zawodach i ćwiczeń. Myślę że dla kogoś kto chciałby pouczyć sie podstawowych komend do PT/OB0 z dawką porad o behawiorze psa to bardziej Magda Łęczycka. Byłam na obu i u Asi początujący robili fundamenty do obi i elementy obi, a u Magdy był jakiś wykład o psach lękowych, ludzie się radzili z psem który nie chciał zakładać szelek albo bronił zasobów przed innymi psami. Więc jako ktoś kto przychodzi na obi żeby dowiedzieć się o obi wolałabym Asię ale bardziej do takich tamatów jak chcesz to Magda. Przynajmniej z tego co ja widziałam.1 point
-
Wstawiam Tiffani zdjęcia 21 kwietnia, już po sterylizacji, czuje się dobrze, było bez żadnych komplikacji :)1 point
-
Ja też się uśmiałam Alluś z Twojego pomysłu, a że wyobraźnie mam bujną to sobie zwizualizowałam :) No hit by był normalnie :)1 point
-
Dzięki za dobre info :) Porozsyłam prośbę o pomoc finansową na fb !!!1 point
-
1 point
-
1 point
-
Właśnie dzisiaj go ważyłam. 8 miesięcy, 68 cm w kłębie, 58,6 kg :P1 point
-
Dziwne rzeczy dzieją się na dogo. Miejmy nadzieję, że dane o finansach Cejlonka pojawią się.1 point
-
No coś tam różowego można kupić... ;) http://biothane-hundeleinen.de/media/catalog/category/Biothane_farbrundell.jpg1 point
-
Mnie z grudnia się podobał, ale ogólnie preferuję psy chudsze niż grubsze :) Nie mam wielkiego doświadczenia, więc to, co piszę nie musi być sprawdzone, ale ja tak robię ze swoim psem, bo też się rowerujemy. Osobiście nam ten rodzaj rekreacji pomaga zrzucać wagę (pomaga - bo niestety pies odkurzacz, ma tendencje do nadwagi, a moja rodzinka go dokarmia i po zimie wygląda strasznie) i zresztą oboje mocno to polubiliśmy. Niestety czasem entuzjazm psa słyszą nawet sąsiedzi :P. Zasada jest prosta: obserwujemy psa i wszystko dostosowujemy do niego. I na tym w sumie mogłabym swoją wypowiedź skończyć ;) Chodzi o zdrowy rozsądek. U nas (podkreślam - u nas, nie znaczy to, że macie tak robić) na początku są to krótkie dystanse, potem coraz dłuższe. I tak co sezon. Pierwsze treningi w sezonie są to rozbiegi po zimie, spokojniejsze niż zwykle, krótsze, by z czasem to wydłużać i przyspieszać, a pod koniec sezonu znów je stopujemy. Tempo oczywiście dostosowane do psa, jego wielkości, wieku i możliwości (np. pies otyły nie da rady biec ciągle sprintem, zresztą ja i tak preferuję kłus). Ważne, by tempo było podczas całego rowerowania takie same, bo takie podbiegi, nagłe zrywy i nagłe hamowania nie są wg mnie takie bezpieczne. Aha, na początku każdego treningu staram się psa rozgrzać, czyli idąc do lasu (bo biegamy tylko po miękkim podłożu, nie chcę psu rozwalić stawów i zdarć opuszek poprzez bieganie po twardym) sobie maszerujemy oraz robimy kilka durnych sztuczek jak obroty, stawanie na dwóch łapach, balansowanie ciałem, by troszke mięśnie rozgrzać i przygotować do pracy - to zmniejsza ryzyko kontuzji. Postoje robimy, ale sama psu pić nie pozwalam w trakcie rowerowania, chyba że postój jest dłuższy. Inaczej raz, że będzie mi lał po krzakach i wąchał kwiatki oraz non stop odbiegał i podbiegał (robił zrywy) zamiast biec równym tempem przy rowerze, a dwa: że jakoś mnie zaprzęgowcy uczulili, by wodę podawać jakieś 0,5h przed treningiem i tak samo trochę odczekać po treningu, a nie podawać zaraz po nim. Pies potrafi przebiec spore dystanse, ale oczywiście wszystko przy zdrowym, spokojnym trenowaniu, zwiększaniu dystansów i polepszeniu kondycji. Wiadomo, że świeżego psa, nie weźmiesz od razu na 50km ;). Powiem Ci, że psy bardzo szybko łapią kondycję i z czasem coraz szybciej regenerują siły po wysiłku, nawet mój, który swego czasu męczył się przy 30min intensywnego spaceru, a po dłuższych nie mógł złapać tchu, kiedy zaczęliśmy się rowerować bardzo szybko stał się fajnym kompanem długich wycieczek. Teraz po zimie nawet nie potrzebuje długich treningów rozbudzeniowych, bo po paru dniach wraca do kondycji sprzed zimy i ciągle mu mało. Co do badań, dla mnie najważniejsze to stawy i serce. U nas akurat stawy są w porządku, za to ze względu, że kundel już niestety nie jest pierwszej młodości, będę osłuchiwała mu serce co pół roku - bo nie podoba mi się jego kaszel i charczenie, gdy za bardzo się pobudzi. Badania jeszcze nikomu nie zaszkodziły, więc myślę, że stawy i serce to takie niezbędne minimum. Lepiej dmuchać na zimne ;) Gdy nie chce jeść metody są różne. Ja preferuję spalanie miski (czyli całą rację żywieniową podawać podczas szkolenia) oraz zabieranie miski po np. 20min gdy nie zje. Ewentualnie konkurencja do miski ;). U mnie nie ma wybrzydzania i nigdy psu nie dosmaczałam (jeśli nie był to wygłodzony pies lub szczeniak). Oczywiście pewnie zaraz tu przyjdą mądrzejsi ode mnie (bo nie uważam się za wyrocznię) i mnie poprawią lub dorzucą swoje pięć groszy, więc poczekaj na nich ;)1 point
-
Już doklejam! Pełne ogłoszenie na olx. Mogę również podać wątki naszych psiaków na dogo :) UZUPEŁNIONE :)1 point
-
Z tego co kojarzę to Magda jest trenerem COPE... Wydaje mi się że z równym efektem można patrzeć na pracę na placu dobrego trenera i słychać go na wykładach na szkoleniu. Ważne żeby ktoś kto nas uczy był dobry.Niestety w moim przekonaniu jest masa ludzi którzy albo mają za małą wiedzę a biorą na siebie za dużo i później się nie przyznają albo ludzie którzy mają wiedzę ale łatwiej psy prowadzać po kółeczku i uczyć lata trzech komend na krzyż. Trzeba mieć naprawdę szczęście żeby trafić na początku na osobę która nie tylko ma wiedzę i chce się nią dzielić ale też umie ją przełożyć na daną sytuacje. Nauczenie się podstaw na początek w teorii na kursie (za ile i jak to już czyjaś sprawa) nie jest złym pomysłem. Tylko poza tym trzeba jeszcze dużo przepracować w praktyce którą daje praca z różnymi charakterami psów. Myślę że taki kurs ma sens na początek, choć raczej do roli instruktora cię przygotuje (tzn. masa ludzi z takim doświadczeniem ma się dobrze dopóki naprawdę nie trafi im się pies który ma problem) , jako minimalna wstęp (mniej-więcej taki sam wstęp jako po szkoleniu podstawowym) do dalszego poszerzania wiedzy. Mam znajomą po kursie tylko dwuletnim i mówi że to co dało jej najwięcej to praktyki w schronisku. Ale serio w temacie, ja uczę różnymi metodami w zależności jaki cel chcę osiągnąć. W przypadku kiedy uczę pozycji z marszu komendę daję zawsze przed ruchem i szybko go likwiduje bo na zawodach nie mogę mieć żadnej pomocy ciałem. Kiedy uczę pozycji na odległość to czasem jednocześnie mówię komendę i pokazuje znak ponieważ mogę optyki i ustnej na raz ale takie normalne "walnij się" używam najczęściej ruchu i potem słowa bo psu łatwiej jest rozumieć ruch niż słowo więc nie wymagam za dużo jak nie muszę :) W temacie koni. Zarówno bezwędzidłowe ogłowia , haltery i pelham są narzędziami treningowymi. Nikt o zdrowych zmysłach nie puszcza konia w tym na padok ani nie zabiera na trawkę. Bo jak za mocno szarpnie to sobie może dużą krzywdę zrobić. A normalny kantar(nylon a nie skóra) powinien być tak zaprojektowany że przy szarpnięciu się zerwać w wypadku jak koń zaczepi się na padoku i rozwali kantar a nie sobie kręgosłup. Dlatego zabieranie psa na spacer "żeby powąchał" na narzędziu treningowym(jakiekolwiek by nie było) i nie robienie nic w kierunku przepracowania problemu mija się z celem.1 point
-
Trzy dni i nikt nie odwiedził naszej księżniczki ? Trochę to rozumiem,ona jest w tak dobrych rękach że nie musimy sie o nią martwić1 point
-
Kurcze to ja Mki używam przy 19kg ciągnika i jak dla mnie jest idealna, bo mieści mi się do kieszeni :P Nie wiem czy dobrze robię - http://furkidz.eu/Obroza-dla-psa-Superhero dla Muffina i http://furkidz.eu/Obroza-dla-psa-Love-Raccoons dla Figi. Czy coś innego dla czarno-podpalanej suki? Musi pasować do pomarańczowej smyczki, chciałam różową ale nic mi się nie podoba :(1 point
-
Napisałam do p. Magdy maila, jak dostanę odpowiedź to z wielką ochotą się nią z Wami podzielę - sama jestem ciekawa co u naszego Dropiatego :)1 point
-
Spike, gdybym miała psa, o którym wiem, że nie lubi małych psów i może takowego ugryźć, nie zostawiłabym go ani na pół minuty. Ponieważ mam innego psa, zdarzało mi się zostawiać, ale dla bezpieczeństwa mojego psa nigdy jej nie przypinałam, czekała luzem z możliwością ewentualnej obrony lub ucieczki. Mimo wszystko jedyną opcją zostawienia jej pod sklepem, było poranne, bezkolejkowe, 30 sekundowe kupowanie bułek na śniadanie. Nigdy nie zostawiłam psa pod sklepem, kiedy miałam stać tam w kolejce, bądź robić większe zakupy ... bo gdyby pies znikł, nigdy bym sobie tego nie wybaczyła.1 point
-
Dzieeeeeń dobryyyyyyyy :D Przyszłam sobie wstawić kilka zdjęć :) Wczoraj nasza Marudzia jak zwykle stołowała się na śmietniku no i się czymś struła. Cały dzień była jakaś taka nietomna. Zastanawiałyśmy się czy nie jechać z nią do weterynarza, ale na szczęście przeszło :) Trochu pomarudziła jak to Ona. Trochu powymiotowała oczywiście marudząc przy tym podwójnie. Zasnęła mordką w misce z wodą i jej przeszło :mellow: Jaśko dzisiaj w nocy po mnie skakał. Jak się człek nie rusza i udaje, że nie żyje, Mały przychodzi i nawet kładzie się obok. Jednak wystarczy minimalny ruch i Kota nie ma -_- [url=http://naforum.zapodaj.net/184cddd1ce44.jpg.html][/url] Z Marudą na wieczór zawsze oglądamy filmy. Oczywiście Ona na mojej poduszce, a ja ściśnięta gdzieś z boku :) [url=http://naforum.zapodaj.net/3bf196224d12.jpg.html][/url] Tutaj zamyślony Palikotek czyli Mała Kota :) [url=http://naforum.zapodaj.net/bae08e159135.jpg.html][/url] Arystokracja czyli rozlazła Ciniuta :D [url=http://naforum.zapodaj.net/5b3e29230f6d.jpg.html][/url] Kosmita Janek :D [url=http://naforum.zapodaj.net/c8b9075ed0bb.jpg.html][/url] No i Kropa w swojej ulubionej pozie :)1 point
-
Dzisiaj odbyło się kolejne badanie krwi. I jest dobra wiadomość, leukocyty spadły prawie że o połowe. Bakuś zareagował na leki. Jednak dalej jest stan zły, jest słaby, co chwila ma biegunki i wymioty, nie chce jeść. Jeśli tylko udałoby sie nam nad tym zapanować to jest duża szansa, że Bakuś z tego wyjdzie. Wzięłam leki do poniedziałku. Za te leki i badanie krwi rozliczę się w poniedziałek, bo wzięłam też pare leków takich na wszelki wypadek i jak nie będą potrzebne to je zwrócę, zapłacę tylko za te co wykorzystałam. Z apteki wezmę też probiotyk. Zdjecia wszystkich rachunków wrzucę w poniedziałek. Trzymajcie kciuki za Bakulinia i dzięki za każdą dodatkową wpłatę.1 point
-
..zrobiłybyśmy fortunę na prawach do transmisji;)1 point
-
On może się zatruł czymś, włócząc się po ulicach, zanim trafił do schroniska.... Na pewno trafił tu chory, wymagający zdiagnozowania i pomocy. Nie dostał nic i odchodził, cierpiąc po cichu. To strasznie boli, z tym nie potrafię się pogodzić. :( :( :(1 point
-
no ale skoro zostawił tylko na chwilę to o co robić histerię? jest różnica między zostawieniem psa na godzinę a na trzy minuty. dlaczego wy patrzycie tak jednostronnie? jak piesek zostaje na chwilę, jest spokojny i niegroźny to czy naprawdę trzeba to tak demonizować i zrównywać z kimś kto zostawia wystraszonego psiaka przywiązanego do kraty i sam "zwiedza" sobie sklep? przecież chodzi o komfort i bezpieczeństwo zwierzaka i ludzi a nie o jakieś bzdurne reguły niczemu nie służące.1 point
-
1 point
-
Och, zaskoczyłyście mnie. Dzięki wielkie, wieeelgachne. :) :) :) Przelewać to dziś chyba będę po południu, bo nie dość, że już będzie po testach Młodego, to jeszcze jego imieniny i jeszcze mojego taty. Prawdziwe rodzinne święto. Obym tylko kaca zbyt dużego nie miała jutro. :)1 point
-
KrystynaS, jak uważnie przeczytasz choćby parę postów to sama się zorientujesz. Post 19-MALWA- dwukrotnie się dopytywała na jaki cel zbierane są pieniądze, skoro Tiffani jest w schronie gminnym?. W końcu danusiadanusia się odezwała, bodajże w poście 27 czy 28 i wskazała na jaki cel : schron ma obcięty budżet i brakuje na wszystko....a skoro trafiła się taka medialna, łapiąca za serce i kieszeń Tiffani, to dlaczego nie skorzystać?. Owszem, tylko tak postępować z dogomaniakami się nie godzi! Inna rzecz, że zagonione w ratowaniu psów dogomaniaczki nie czytają uważnie wątków, bo nie mają kiedy. Na innych wątkach, w sytuacji Tiffani, stajemy na "głowach", aby nazbierać kasę, aby umieścić takiego psa w pdt, hotelu, leczyć, diagnozować i zawsze dajemy radę! A tu? Zwątpienie od samego początku..."wiecie,że nie stać nas na pdt, hotel, to kosztuje..." a u nas w schronie ma dobrą opiekę weterynaryjną"....Potem czytamy,że wet jest w schronie 2 razy w tygodniu, a spacery raz w tygodniu...Warunki dla rekonwalescencji Tiffani wprost wspaniałe! i I co?...Ktoś proponuje pomoc w szukaniu domku dla suni i jest dwukrotnie lekceważony! Ludzie odchodzą z wątku, parę osób "ochy" wpisuje i znika....I tak zaniknie wątek suni. A co się z nią stanie, to się dowiesz KrystynoS, jak pojedziesz sama do schronu.1 point
-
1 point
-
Święte słowa Handziu, nic nie robi tylko wojażuje ;) Normalnie PLN to nasze polskie złotówki, czyli ich symbol bankowy a u Szarotki może znaczyć wszystko :)1 point
-
Św. Franciszek jest ogólnie od dobra zwierzaczków. Wzdychałam do św. Franciszka o zdrowie dla imiennika, naszego Frania i niewidomej suni i oba psiaki wyzdrowiały. Powzdycham i o domek :)1 point
-
Noooo więc tak. Od początku. Renia adoptowana została tydzień temu w czwartek. W piątek zadzwoniłam pod wskazany numer telefonu, jednak pan, który odebrał twierdził, że nie jest tym o kogo pytam i nic nie wie o adopcji psa. Pomyślałam, że dostałam zły namiar. Okazało się, że w dokumentach taki właśnie numer został podany. Nie pozostało nic innego, jak pojechać pod wskazany adres i dowiedzieć się co i jak. W sobotę pojechałyśmy z Ewes i jej bratem Kamilem do Jaworzna, jednak odbiliśmy się od drzwi... Psa nie było słychać. Po rozmowach z sąsiadami z pionu zrobiło się słabo. Jednogłośnie stwierdzili, że sytuacja tam jest nieciekawa, a mieszkanie przypomina bardziej melinę. Co więcej, według sąsiadki mieszkającej drzwi w drzwi z owym panem, był on na miejscu ale nie chciał nam otworzyć... Żaden sąsiad psa w każdym razie na oczy nie widział. Lokatorzy wspomnieli też, że pan miał małego pieska jakiś czas temu, ale tylko przez pewien czas. Wszystkie te informacje sprawiły, że mocno się martwiliśmy o Renię... Odwiedziliśmy schronisko w Chełmku, do którego wywożone są psy z Jaworzna. Później poinformowane zostały wszystkie schroniska, oraz Jaworznicki Dom Tymczasowy. W tym miejscu chciałabym docenić zaangażowanie wolontariuszy z innych schronisk, którzy szukali rozwiązania wspierali nas w działaniach. W niedzielę wraz z Ewes, Anetą i Andżelą pojechałyśmy znów pod podany adres i zanim zdołałyśmy wejść na klatkę schodową, zdążyłyśmy usłyszeć, że trwa tam impreza i słychać było kilku mężczyzn. Jeden nawet wyszedł, Reni ani widać, ani słychać nie było... Przyznam szczerze że wszystkie że się tak wyrażę "spękałyśmy" i postanowiłyśmy się tam nie pchać. Nie chciałyśmy w ciemno ze strażą tam wchodzić, bo psa na miejscu przecież nie było, więc co nam po tym. Chyba tylko to, że facet by się wkurzył i kto wie co wtedy zrobił... Dzięki znajomościom Andżeli, sprawdziliśmy jeszcze jeden adres, gdzie Renia mogła przebywać. Niestetyz nic... Trochę zrezygnowane wróciłyśmy do Katowic z konkretnym już planem. Postanowiłyśmy ostatecznie spróbować porozumieć się i dowiedzieć na spokojnie gdzie jest Renia. Czy uciekła? czy trzyma ją gdzieś indziej i ma ją w nosie? Tak więc dziś pojechaliśmy z Ewes, Panią Anią i jej mężem na miejsce, jednak kolejny raz odbiliśmy się od drzwi. Po wcześniejszym kontakcie telefonicznym z policją, zostawiłam panu kartkę z informacją o kilkudniowych próbach kontaktu z nim i złożonym przez nas zawiadomieniu o możliwiści popełnienia przestępstwa. Dodałam, że jeśli jednak zechce się z nami porozumieć, jesteśmy w stanie je wycofać. Prosto stamtąd, pojechaliśmy na komendę główną policji w Jaworznie. Policjant wysłuchał nas i skontaktował się z dzielnicowym, który gdy usłyszał ulicę i numer domu, spytał tylko czy chodzi o taki a taki numer drzwi i o taką osobę. Niestety, zbyt dobrych rzeczy powiedzieć nam nie mógł... W każdym razie zna tego pana dobrze i wie gdzie będzie przebywać, jeśli nie pod podanym adresem. Umówiliśmy się na jutro rano, Pani Ania miała zadzwonić i spytać co ustalił, a następnie mieliśmy się spotkać. Tyle co wyszliśmy z komendy w kierunku samochodu, zadzwonił mój telefon, numer obcy. Pani przedstawiła się i powiedziała, że dzwoni w sprawie Reni, że partner wrócił do domu i zobaczył naszą kartkę w drzwiach, więc ją poinformował. Według pani, Renia przebywa z nią, w jej mieszkaniu i dla niej została adoptowana. Umowę sporządzono na dane pana, ponieważ ona zmieniała meldunek i czeka na nowy dowód. Wytłumaczyłam jej w jakiej sytuacji się znajdujemy i spytałam jak wytłumaczy zły numer telefonu. Jedyne co była w stanie powiedzieć to że doszło do nieporozumienia. Podała nam adres i pojechaliśmy na miejsce. Renia, która na imię ma Sonia, przywitała nas baaaaardzo hucznie i z uczuciem. Była zachwycona i wariowała! :) Na temat Pani Ani nie mogę powiedzieć złego słowa. Renia jest bardzo zadbana, ma mięciutką i pachnącą sierść, obróżkę przeciw kleszczom, zabawki, gryzaki. Miałam wrażenie że popisywała się przed nami, jak dobrze się miewa :D Pani Ania ma małego synka, który za Renią/Sonią bardzo przepada, z wzajemnością. Renia kocha dzieci! Jest również i kotek - rezydent. Raczej zdystansowany, ale akceptują się wzajemnie. Raz tylko Renia zwana Sonią capnęła go, gdy ten próbował dobrać się do jej miski. ;) Możecie mi wierzyć, że zastaliśmy zadowolonego i zadbanego psa. Wytuliłyśmy się i dostałam multum buziaków renatkowych. Po przeprowadzonej z Panią Anią rozmowie ustalone zostało, że Renia zostaje. Gdybyśmy zastali ją pod adresem podanym w umowie, została by odebrana w mig. Jednak jest pod opieką Pani Ani, w jej mieszkaniu i ma się dobrze. Spiszemy nową umowę, z jej danymi. Ja będę z Panią Anią w kontakcie, z czym nie ma żadnego problemu. Ah! Numer telefonu adoptującego różnił się z numerem pod który wydzwanialiśmy, o jedną cyfrę! Jedną cyfrę! Nie wiem czy celowo czy doszło do pomyłki. Teraz już mało istotne. Kilka zdjęć udało się zrobić, ale raz, że na szybko, dwa, że w emkcjach i trzy, że moim słabym telefonem. Mimo to, widać na nich szczęśliwą Renię. Niestety nie mam jak ich wrzucić, ponieważ działam na telefonie, ale Ewes wstawi w wolnej chwili. No i może doda coś od siebie, jeśli coś pominęłam lub ma jakieś uwagi od siebie :) Jeśli to wszystko brzmi chaotycznie to przepraszam, ale mam mętlik w głowie i starałam się jakoś to wszystko do kupy złożyć. Bardzo dziękuję wszystkim za trzymanie kciuków, za zaangażowanie. Zwłaszcza Ewes, za poświęcenie również czasu i paliwa. I nadwyrężenie GPSa :D Kochana Reniu, żyj sobie długo i szczęśliwie. Do zobaczenia niedługo <31 point
-
Dziękujemy Ewuniu za pamięć u nas wszystko w porządku - Tulka jest wspaniałą wesołą suczką, nauczyła się ganiać za patyczkiem, dopominać się o pieszczoty czy spacerek; nie ma problemów ze zdrówkiem (kontrolne morfologie w porządku) no może jedyny problem jest taki, ze przytyła u nas 3 kg. i trochę sie musimy odchudzać. Tulka uwielbia spacery najbardziej po lesie bo tam cuudnie pachnie i po plaży bo bardzo lubi się w piasku bawić. Niestety pozostaje nieufna do obcych; nikomu nie pozwoli się dotknąć i boi się dużych psów za to z małymi lubi się bawić. Gania też koty ale jak dochodzi do spotkania to siada i nie wiec co z tym zrobić ;) I co tu ukrywać jest naszym oczkiem w głowie :) - jeśli chcecie ją zobaczyć to mogę porobić jakieś zdjęcia i podesłać na maila bo ja nie umiem wstawiać1 point
-
A u mnie wieś została nawrócona. Choć nie wszyscy wyprowadzają, to przynajmniej nie zadają głupich pytań, mimo że wielce z nimi nie gadałam, bo mi się zwyczajowo nie chce wdawać w small talk. A jak jadę autem w pola, to mi potem donoszą, ze widzieli, że byłam i że oni wiedzą po co, tzn. że byłyśmy tropić :D1 point
-
&nbsp; Oj, ja też miałam kilka takich akcji ;) Przyjeżdżajcie, przyjeżdżajcie :) Obsługa wystawy jest oblatana w temacie niegrzecznych dogów i wesprze głośnym okrzykiem lub dodatkową ręką :)1 point
-
Furie uważam tak samo jak ty, ważne żeby wyłapać te osoby i czytać ze zrozumieniem:)1 point
-
1 point
-
Jejku, odpuśćmy emocje. Pa-tti jak na razie nie prowadzi szkółki, tylko zadaje pytania. Pa-ttti, moim zdaniem, jeśli nauczysz jakiegokolwiek zdrowego na umyśle psa reagowania na siad i na wróć - to ze spokojnym chodzeniem połowa roboty za Tobą. Zaczniesz w domu - z żarełkiem w ręce - pies siedzi przy nodze, przemieszczasz się o pół kroku naprowadzając żarciem w siad przy nodze. Bez słowa - przez całe mieszkanie. Co pół-ćwierć kroku naprowadzasz w siad kiedy się zatrzymujesz. Potem to samo, ale z hasłem "noga', gdy naprowadzasz w siad przy nodze. W chwili, w której pies zrozumie, że "noga" znaczy - usiądż przy nodze kiedy się zatrzymam, to dostaniesz smaka - będzie sam starał się trzymać blisko, aby usiąść, gdy się zatrzymasz. Zatrzymuj go na siad przed drzwiami, za drzwiami, na klatce schodowej. I już smaki nieregularnie, nie za każdym razem. Przerobisz to na klatce schodowej, spróbujesz pięć metrów przed domem. Dopiero potem praca przy rozproszeniach. Halti masz ze sobą jako zabezpieczenie, póki nie będziesz pewna reakcji. Na luźnej smyczy ćwicz "wróć", ale musisz wyegzekwować to wróć - zanim pies napnie smycz. Potem, jak wróci - nagroda i hasło "idziemy" i co parę kroków znowu "wróć" - po smakol oczywiście. Czyli inne hasło na bliskie chodzenie, inne na większy luz. Sprobuj, próba nie strzelba, jak mawia jeden z moich znajomych.1 point
-
Wszystkie szczylki w ds:) Ostatni ma nawet w rodzinie weta:)1 point
-
1 point
-
trzy miesiące urlopu ...... na innych wątkach jakoś się pojawia1 point
-
Mam wielką nadzieję,że Tiffani w ramach zmiany w swoim życiu nie dostanie tylko....pięknej posesji do ....biegania, pilnowania?....a wspaniałych ludzi, którzy otoczą ją opieką i miłością. Czy tak będzie?....1 point
-
Po zdjęciach widać, że zadziora trochę z niej jest. Na niemal każdym z ostatnich zdjęć zaczepia Gaję, która zachowuje się spokojnie i nawet czasem robi uniki. Szczególnie podoba mi się ta fota, na której Gaja leży na ścieżce i patrzy się przed siebie, być może na fotografa, a Mania z tyłu już się na nią czai i widać, że zaraz będzie jakiś manewr zaczepny. Że szelki ładne, to się zgadzam. W końcu sama wybierałam. ;) Że dodają urody to nie wiem... bo ona i z szelkami i bez jest bardzo ładnym psem.1 point
-
1 point
-
Mania ostatnio nieustający Dzień Dziecka chyba obchodzi ;) najpierw karma, a wczoraj odebrałam kolejny prezent - od mroze - baaardzo dziękujemy - i wygląda super, a oczy aż się błyszczą na myśl o przysmakach ;)1 point
-
Popieram zdanie Ada-jeje. Coś się z Topi stało, to trzeba z lekarzem skonsultować faktycznie. Takie "wyskoki"? Bez powodu? Najwyraźniej chorobowy stan.1 point
-
[quote name='Topi']"Ot Polska ... ... nikt nic nie sprawdził ..." ale posłał psa lub kota ... bo to : i grosik jakiś kapnie i pochwalić się skutecznością w działaniu można. A potem licytacja: czyje zwierzaki śpią w łóżku a czyje pod łóżkiem... bo jak w łóżku to pańcia dobra a jak pod łóżkiem to Pańcia zła. ************************************************************* Zastanówcie się idiotki o czym piszecie bo o tym co robicie to szkoda gadać.[/QUOTE] czy u Ciebie z glowa wszystko w porzadku, ja na Twoim miejscu poszla bym do lekarza i to jak najszybciej.1 point
-
1 point